13.12.17 Zamiast „dziwić fokę”…

Większość czasu, który mógłbym poświęcić na pracę, tracę na zmaganie się ze sobą. Dlatego prości ludzie (to nie jest epitet!) nie rozumieją skomplikowanych (to jest epitet!), którymi miotają niezrozumiałe z zewnątrz emocje, huśtawki nastrojów niezależne od oczywistych rzeczy. Z jednej strony wkurza mnie to, bo zamiast pisać… siedzę i „dziwię fokę”, a z drugiej, gdybym tej foki nie dziwił, nie mocował się jak Łukasz z Growerem, nigdy nic bym nie napisał. Bądź tu mądry i książki pisz… W każdym razie „trzecia” chodzi mi już po głowie nie raz na jakiś czas, a codziennie. Chyba pora na konkretne postanowienie noworoczne… A czekacie w ogóle na „tą trzecią”…? Piszcie maile: drogalegionisty@gmail.com.                                                                               ŁG 

 


13.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Witam Was 13 grudnia. Podanie daty wystarczy za komentarz. „Wtedy były inne czasy, byłem w ZOMO” – należymy do tych, którzy za chuja nie przyjmą takiego punktu widzenia. Tyle. Czytałem sobie niedawno o początkach West Hamu, zdecydowanie najklimatyczniejszego klubu z Londynu (i z pięknym herbem – czołówka światowego futbolu!), gdzie rzecz jasna przewija się motyw klubu robotniczego, a raczej pracowniczego. Piłka nożna nie jedyny raz miała poprawić morale wśród „szarych ludzi” i to jest piękna idea, dziś również obecna – mimo komercjalizacji samej dyscypliny. Dziś nazwałbym piłkę sportem nie tylko zapracowanej klasy robotniczej, ale także znudzonej „klasy” typowej dla XXI wieku – politycznie poprawnego, pełnego nowomowy i korpo-sloganów. Tak jak kiedyś, w czasach powstawania największych klubów Europy, ludzie chcieli uciec od pracy/wojny, my chcemy uciekać od powszechnego ugrzecznienia, braku nazywania spraw po imieniu, od zabijania starych wartości i serc normalnych mężczyzn. Dlatego, jeszcze raz, tęczowe łapy precz od piłki! Nawet tej angielskiej. To – jakby nie patrzeć – Home Of Football (nie home of homo!), mimo że dziś kulawy, zresztą jak cały europejski „home”! Wracajmy po swe domy, inaczej po prostu nie wypada…

(więcej…)


11.12.17 RECENZJE: GAN – „Wilcze Czasy” (rock, Polska, 2017).

Po trzech latach przerwy, najbardziej znana „muzykująca rodzina” na polskiej scenie, zaatakowała moje uszy nowym pełniakiem. Pamiętając utwory, które jakiś czas temu ukazały się na składaku „Muzyka Ulicy – Muzyka Dla Mas vol.4”, spodziewałem się sporych zmian w porównaniu do ich debiutu. Rzeczywiście, to już nie jest ten sam patriotyczny Oi!, który urzekł mnie na „Przeklętym Polaku”, nowy album to zdecydowany zwrot w stronę klasycznego rocka i cięższego grania „około-metalowego”. Muzyka jest bardziej skomplikowana, dojrzalsza, jednak nie straciła nic ze swojej energiczności, pozostała także Oi!-owa, nazwijmy to, podbudowa. Moją uwagę szczególnie zwróciły świetne solówki, które bardzo podnoszą poziom tego krążka. Słychać, że Adam, mimo młodego wieku (w porównaniu do mnie na przykład, he, he…), nie wypadł sroce spod ogona i bardzo dobrze zna się na rzeczy. Uważam zresztą, że to jeden z najlepszych gitarzystów na polskiej scenie, co oczywiście potwierdził na tym CD.

(więcej…)


8.12.17 AKTUALIZACJA! WPW. „Pomóż w misji zagranica” trwa!

Tu Zakon Żebraczy „DL”/WPW. Krótko i konkretnie. W czasach durnot typu „Azja express”, my robimy akcję „Małolat express”. Celem jest zaliczenie zawodów sportowych bardzo daleko. Zawodów, które dzieci zapamiętają do końca życia, a po drodze wizyty w miejscach ważnych dla wiary chrześcijańskiej oraz „starej Europy”. Są to dzieciaki wręcz uzależnione od „fejsa” i wszystkich antywartości tam promowanych, a do tego bardzo podatne na wpływy zdemoralizowanych rówieśników (jedno także rodzica, na którego szkoda ryja strzępić, aczkolwiek „motywuje” córkę, że „i tak nic nie wygra, to po chuj jedzie”…). Oczywiście pojedziemy tam za pisemną zgodą rodziców tych dzieci.

(więcej…)


8.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Niedawno pisałem, że nie możemy zapomnieć „o starym”, a więc o historii, o wierze, bo… to po prostu głupie. Wiem, że koledzy Autonomiczni Nacjonaliści nie lubią (też nie przepadam) za ciągłym porównywaniem nas do czasów eNDecji, ale właśnie mamy kolejny konflikt „Piłsudczyków ze zwolennikami Dmowskiego”, nawet jeśli „systemowa prawica kontra nacjonalizm” może tu być tylko przełożeniem symbolicznym. Też „za tych, którzy chcą dobrze dla Polski”, „za czasu patriotów” będzie można być niemile widzianym i jest to oczywiste właśnie z nauki matki historii! Ogólnie polityka jest zgniła i zamiast wyrosnąć ze stwierdzeń typu „walić ją!” i być „odpowiedzialnym obywatelem” (jak „normalni dziennikarze”), konsekwentnie, naturalnie zmierzam w przeciwnym kierunku. Takie przeżycie byłoby zbyt przykre (nie chciałem śnić o nich w nocy), kiedy więc widziałem, że któraś się zbliża, wprawiałem laskę w ruch obrotowy, jakbym chciał stworzyć wokół siebie strefę chronioną i niedostępną, co one pojmowały od razu, bo były przyzwyczajone do posłuszeństwa i dla kija żywiły respekt – mówił o śmierdzących prostytutkach główny bohater książki „Cmentarz w Pradze”. Czy to nie dobre podejście do kurew, drodzy dżentelmeni…?

(więcej…)


6.12.17 Od niechęci do matematyki – do niechęci do polityki.

Droga, którą idę, ma być moją drogą. Do 4 klasy podstawówki jako tako szło mi z matematyką. Potem przyszedł powolny spadek formy, aż zacząłem opuszczać zajęcia, co skutkowało przypieczętowaniem faktu, że z równaniami do dziś mi nie po drodze. Wiecie jak to jest… opuścisz kilka zajęć, na których są wzory i już jesteś zakopany – nic nie rozumiesz. Podobnie mam z polityką – uciekam z tych lekcji regularnie, ale nie przez politykę, a przez samych polityków. Nudzi mnie to ostatnio i odstrasza, jeszcze bardziej niż X i Y za dzieciaka. Ktoś w garniturze znowu coś papla, a ja nie wiem po co… Może to i ważne? A może zupełnie nieistotne, bo np. bez matematyki żyje mi się dobrze, bynajmniej nie tęsknię. Gdy nie widzę pewnych mord pod krawatem – nie tęsknię tym bardziej. Ciekawi mnie, czy my nie czytamy tych wszystkich newsów politycznych dla zabicia czasu. A większość mężczyzn uważa, że są tu na ziemi tylko po to, żeby zabijać czas – a to z kolei zabija ich (Eldredge).

(więcej…)


4.12.17 RECENZJE: „Imię Róży” (książka, Umberto Eco, 1980).

Klasyk raz na jakiś czas – to jedna z moich zasad czytelniczych. Tym razem padło na „Imię Róży”, urodzonego w 1932 roku (i zmarłego w 2016) Umberto Eco. Włoch ten był profesorem Uniwersytetu Bolońskiego oraz pisarzem, który sadził bestseller za bestsellerem. Pierwszym i najgłośniejszym było właśnie „Imię Róży”. Wstyd przyznać, ale nie znałem… Trafiłem na piękne wydanie za 34 zł, 756 stron (co to dla fana literatury, gdy fabuła wciąga od pierwszej strony…?). Waldemar Łysiak mi się znudził, a cały czas szukam mądrych dialogów w powieściach i u Eco je znalazłem. Lubię czytać autorów, przy których czuję się głupi i muszę wracać do początku strony, gdyż za pierwszym razem być może nie do końca zrozumiałem. Na jednej z kilkuset kartek potrafi być ukryte tyle wartościowej treści… To plus pogoda za oknem tworzą idealny nastrój dla fana filozofii, religii i po prostu dobrej literatury.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: „Nasram Ci na talerz”… „podziękowanie” za pomoc!

Witam! Jestem stałym czytelnikiem strony „Droga Legionisty”. Dziś co prawda Twoje teksty nie budzą we mnie aż takiego zainteresowania jak kiedyś, ale nadal w miarę regularnie zaglądam i czytam je. Ostatnio pisałeś o pomocy dla ubogich pod wpływem pewnego księdza. Tak się składa, że w przeszłości miałem doświadczenie ze środowiskami, które określa się jako „ubogie”. Chciałbym dlatego podzielić się pewną refleksją… W 2009 skończyłem Liceum Ogólnokształcące w Grodzisku Wielkopolskim i – jak to się mówi – wkroczyłem w dorosłe życie. Nie chciałem się uczyć dalej, dlatego wkrótce poszedłem do pierwszej pracy. Zamieszkałem w Opolu, gdzie przebywał mój ojciec. Od jakiegoś czasu też, jeszcze w okresie szkoły, zacząłem pomagać osobom bezdomnym i bezrobotnym

(więcej…)


1.12.17 WPW. Po drugiej stronie… Część 2. Zbyszek.

Pochyla się nade mną i przygląda mi się przez grube okulary, jakby obserwował wyjątkowo wielki okaz żółwia. Mój osiemnastoletni kuzyn, którego ostatnio widziałem, gdy miał trzy, może cztery latka. Potem Grower zniknął i wpadł w wir życia, o którym ów kuzyn słyszał jedynie z wujkowych opowieści. Patrząc na niego z perspektywy żółwia siedzącego na fotelu, mam wrażenie, że słuchał tych opowieści, jakby oglądał właśnie Extreme Channel, mimo że dla wielu moich czytelników są zaledwie lightowe. Wciska we mnie swe „jaruzelki” i przetwarza dane, dokładnie jak przez większość swego dotychczasowego życia, czyli na komputerze. Mi gra w bani podejście typu Kaśka Nosowska: Spróbuj się domyślić gdzie to mam? No gdzie? Dokładnie tam. Właśnie tam. Pan wygrał bon. A pani Fiat [1]. I tak sobie odwiedzam dalszą rodzinę po latach, siedzimy…, stoimy… i patrzymy. (…) Choć to nie ma sensu niczym życie bez książek (O.S.T.R) – czasem trzeba być konsekwentnym, rodziny tworzą narody. Nie tylko tam czuję jednak potrzebę czasem zajrzeć… Ba… są miejsca, gdzie bywam częściej, sam nie wiem do końca czemu, ale czuję się tam bardziej swojsko…

(więcej…)


30.11.17 Sezon na prezenty rozpoczęty: Niemcy, Polska, Grecja…

Rozpoczęło się świąteczne szaleństwo konsumpcyjne. Niedawno reklamowałem czwarty sezon „Black Mirror”, a tymczasem realne czarne lustro postępu i tolerancji możemy zaobserwować za naszą zachodnią granicą – tym razem w Bochum. Wszyscy pamiętamy ataki islamskich terrorystów przy pomocy ciężarówek, czyli GTA w przełożeniu na świat realny. W Niemczech właśnie powstają słynne jarmarki świąteczne, zjeżdżają na nie żądni gadżetów turyści, a wokoło nich stanęły, jak to w nowym lepszym świecie, barykady antyterrorystyczne. Czarnym lustrem, a raczej czarnym humorem jest to, że mają one kształt… prezentu. Z zewnątrz wygląda on na ozdobę świąteczną w stylu amerykańskim, a wewnątrz jest mieszaniną betonu i worków ze żwirem o łącznej wadze ponad jednej tony. Jakie to współczesne… cukierkowe opakowanie na zewnątrz, PR władz miasta, a wewnątrz nie prezenty, a pełne portki gówna. No, ale… Szwaby pamiętają jaki „prezent świąteczny” zrobiono im jakiś czas temu w Berlinie…

(więcej…)


30.11.17 Aktywizm prospołeczny. Naśladowców, a nie fanów!

Wielu nowoczesnych nacjonalistów mówi o tym, że „musimy zająć się bieżącymi sprawami”. A czy stare sprawy wykluczają nowe? Nie popadajmy w tą pułapkę myślową, że tak. Głupotą byłoby zakopać wszystko i budować od nowa, bo jak wiemy… nic specjalnie nowego nie wybudujemy, możemy się tylko cofnąć. Toczy koła czas, jak śpiewała (coraz gorzej wyglądająca) Chylińska. Pomoc bezdomnemu, czy dziecku z patologicznego domu to nie jest spacerek. Jeśli jesteś nieprzygotowany, możesz co najwyżej zostawić karton datków (dobre i to – owszem…) i uciekać. By autentycznie zainteresować się losem ludzi i w absurdalny momentami sposób poświęcać im czas, trzeba umierać dla siebie. Cały czas w kółko. Bo czy nie ucierpi Twoja duma, gdy np. uzależniony dzieciak, czy bezdomny cały czas będzie Cię oszukiwał i starał się wykorzystać Twoją dobroć? Powiesz „frajer” i olejesz, czy jednak pokornie pogodzisz się, że to „chory inaczej” człowiek [1]? Ja działałem i odszedłem. Dopiero nawracanie się nawróciło mnie do bardziej bezinteresownej roboty.

(więcej…)


Legenda powraca! Ponownie ujrzymy przyszłość w „Czarnym lustrze”!

Oglądałem wszystkie seriale uznane powszechnie za mądre (na różny sposób), ale „Black Mirror” jest numerem jeden! To proroctwo związane z niepohamowanym postępem technicznym i upadkiem wartości. To serialowy manifest, który może być traktowany jako „ulotka” przez aktywistów. Panie i panowie – żywa legenda Netflix’a powraca z czwartym sezonem! Jeden z niewielu seriali, przy których czułem ciarki nawet przy drugim oglądaniu (zresztą wystarczy rzucić okiem na zdjęcie z poniższego filmiku!). Osoby piszące odcinki to geniusze „prorokującej fantastyki”. Świat upada rozwijając się…? Zobacz go w „Czarnym lustrze”! Jeśli nie widziałeś – koniecznie od pierwszego sezonu… A niżej zajawki z czwartego (ma być 6 nowych historii). Jaram się!

ŁG


29.11.17 RECENZJE: „Brat naszego Boga” (teatr telewizji, 2017) + link.

Dziewczynki oglądają „Szkołę” i YouTuberów (chyba o jeszcze większym stopniu kretynizmu niż „aktorki” podobnych do „Szkoły” produkcji…), którzy komentują wydarzenia w tym tasiemcu. Producenci piszą scenariusze w oparciu o debilizm ludzi, samemu produkując kolejne pokolenia zombie, a więc błędne koło się kręci. Rosną nowe pokolenia idiotek i idiotów zanurzonych w małych intrygach, zdradach, cielesnych przygodach i tandetnych buntach. Nie twierdzę, że „jeśli nie to, to niby teatr, tak?”, ale siadając do czegoś sensownego, jeszcze bardziej widzi się przepaść… „Brat naszego Boga” jest dramatem Karola Wojtyły z czasów jego młodości, który w 2017 roku przeniósł na ekran Teatr Telewizji Polskiej, a konkretniej Paweł Woldan. Sztuka przedstawia (w skrócie) losy polskiego Powstańca Styczniowego, malarza i wreszcie zakonnika – św. Brata (w 1989 roku kanonizował go właśnie Jan Paweł II) Alberta Chmielowskiego, o którym nie raz na „DL” wspominałem. Byłem kilka razy w jego pustelni, czytałem biografię… Nie mogłem opuścić filmu!

(więcej…)


27.11.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty” – wszystkie drogi…

Wszystkie drogi, zobaczyć i umrzeć oraz tym podobne, banalne slogany, rozpoczynają każdy tekst na temat stolicy Italii. Banalne i bezsensowne dodajmy – gdzie mają prowadzić drogi jeśli nie do kolebki europejskiej kultury? Jaki natomiast sens miałoby umieranie po zobaczeniu tejże? Rozterki tego typu zostawmy amatorom przewodników. Marciare per non marcire! I zaczynamy… Druga połowa listopada, pierwszy śnieg, aura cokolwiek depresyjna. Po dwóch godzinach lotu kilkanaście stopni, pełne słońce i rosnące na drzewach mandarynki. Oprócz naturalnych zalet wiecznego miasta każdy amator atrakcji odradzanych w przewodnikach powinien uświadomić sobie, że… miasto nad Tybrem to jedna z najważniejszych „ulicznych” stolic Europy (jeśli nie najważniejsza) – pod tym względem nigdy nie zasypia. Nie inaczej i tym razem – w pierwszej połowie listopada przez włoskie media przetoczyła się dyskusja związana z pobiciem znanego, telewizyjnego dziennikarza przez Roberto Spade, członka mafijnej rodziny z Ostii (nadmorska dzielnica Rzymu)… Roberto zapytany o wsparcie jakiego udziela CasaPound Italia jego rodzina złamał nos natrętnemu rozmówcy perfekcyjną główką, a następnie wyjął batonik i nie był to batonik „Bajeczny” (na zdjęciu atak oraz dziennikarz z rozbitą twarzą). Wszystko na oczach kamer publicznej „RAI”, bardzo znanej La7 i w sytuacji wejścia Luci Marselli, kandydata CPI do rady dzielnicy. Do tego każdy listopad to kolejna rocznica zabicia przez policję Gabrielle Sandriego, kibica Lazio, a listopad w tym roku przyniósł również klasyk Serie A, czyli derby Rzymu!

(więcej…)


27.11.17 „O wszystkim i o niczym”.

Ludzie lubią paplać, pewnie dlatego te wszystkie facebooki są tak popularne. Większość syfu bierze się z ludzkiego paplania, będącego sumą pychy jaką w sobie nosimy. Każdy wie najlepiej, każdy wtyka nos, każdy się interesuje… Dlatego lubię pasjonatów, fanatyków, którzy po prostu robią to, co do nich należy. Ktoś maluje, ktoś pisze, ktoś stoi na straży wartości, ktoś konkretnie wytyka Systemowi jego hipokryzję. Lubię gdy ktoś zamiast pieprzyć w komentarzach na portalach społecznościowych po prostu wjeżdża na scenę rzeczywistości z konkret projektem. Róbmy coś ludzie zamiast gnić w globalnej papce – w globalnej sieci…

(więcej…)

Strona 1 z 21812345...Ostatnia »