21.09.18 RECENZJE: „Homo Polonicus” (książka, Marek Nowakowski).

Celowo nie podałem roku wydania zbioru, który posiadam, bo jest to – no właśnie – zbiór opowiadań Marka Nowakowskiego z różnych lat. Tytułowy „Homo Polonicus” datowany jest na rok 1992, ale opowiadania są cztery. Skłamałbym pisząc, że każde opowiadanie Nowakowskiego czyta mi się równie dobrze i z zapartym tchem, ale jedno na kilka jest rewelacyjne (a reszta dobra, tudzież dobrze napisana, lecz np. nudzi mnie akurat wątek główny, który nie trafia w osobisty gust). Jak jednak świętej pamięci Pan Marek trafi w sedno to trafi! Tu urzekł mnie fanką „Dynastii” w tytułowym „Homo Polonicusie”, bowiem lubię śmiać się (a czasem płakać) z pędzącego za dobrami materialnymi społeczeństwa, a taki typ kobiety kojarzę po kilku „matkach/sąsiadkach”. Naśmiałem się z „pani Margot”…, naśmiałem…, a przy tym autor pokazuje nam, jak zwykle bez komentarza, typy ludzkie z czasów pierwszych „powiewów Zachodu” po czasach realnego socjalizmu.

(więcej…)


21.09.18 RECENZJE: „Listy z Iwo Jimy” (dramat wojenny, USA, 2006).

Kolejna po „Sztandarze chwały” odsłona krwawych zmagań o Iwo Jimę. Tym razem Eastwood pozwolił dojść do głosu Japończykom i przedstawił ich punkt widzenia. A przynajmniej próbował. Historia nie jest czarno-biała, pełno tu odcieni szarości, zwłaszcza w czasie wojny, kiedy często trudno jest dostrzec granicę miedzy dobrem i złem, a ten konflikt oczywiście nie był wyjątkiem. Jest rok 1945, do granic cesarstwa zbliża się armia USA. Do obrony małej, śmierdzącej wulkanicznymi siarkowodorowymi wyziewami wysepki, oddelegowany zostaje Tadamichi Kuribayashi. Człowiek, który dużo czasu spędził w Ameryce, poznał tamtejszą kulturę, nawiązał przyjaźnie z miejscowymi, teraz musi stanąć przeciwko nim by bronić swojej Ojczyzny. Po przylocie na miejsce szybko okazuje się, że nie ma ani wystarczających środków, ani odpowiedniej ilości ludzi by przeciwstawić się potędze Stanów Zjednoczonych i obrona wyspy to tak naprawdę misja samobójcza. Mimo tej świadomości, generał przygotowuje garnizon do obrony i to dzięki jego umiejętnościom dowodzenia i wiedzy, jakakolwiek obrona była możliwa. Ale „Listy z Iwo Jimy” to coś więcej niż tylko film wojenny…

(więcej…)


21.09.18 RECENZJE: „Sztandar chwały” (dramat wojenny, USA, 2006).

19 lutego 1945 roku wojska USA rozpoczęły desant na malutką wulkaniczną wysepkę leżącą ponad tysiąc kilometrów od Japonii – Iwo Jimę. Ten niepozorny skrawek lądu miał niebagatelne znaczenie strategiczne dla dalszego prowadzenia działań wojennych, dlatego Jankesi skierowali tam ogromne siły. Jak się wkrótce okazało, dla wielu z nich (oczywiście Japończyków również) te spowite wulkanicznymi oparami skały i piaski miały stać się grobem. Właśnie na kanwie tych wydarzeń powstał film Clinta Eastwooda, choć motywem wokół którego koncentruje się większa część fabuły są losy żołnierzy, którzy na górze Suribachi zatknęli amerykańską flagę. Ten fakt został uwieczniony, dość przypadkowo, przez fotoreportera i tak powstało jedno z najlepszych zdjęć z drugiej wojny światowej, za które autor otrzymał zresztą nagrodę Pulitzera (zdjęcie możecie zobaczyć niżej).

(więcej…)


18.09.18 WPW. „Flip i Flap” z lekcją pokory…

Ostatnio miałem sytuację iście filmową. Prowadzę zajęcia z dziećmi, ciepły wrzesień, otwarte okno sali, a za oknem włóczą się typowe, dwunastoletnie dzieci ulicy z pobliskich kamienic. – Daawaj, daawaj, ciosy karate, hadzaaa! – krzyczy prześmiewczo stereotypowy spocony grubas z kibicowską smyczą na szyi, do momentu aż w oknie pojawiłem się ja. Mówię, że jeśli są tacy mądrzy to zapraszam na trening, za godzinę jest kolejna grupa. Miała być to grupa dzieci, które jeżdżą na zawody – w tym turnieje międzynarodowe. Większość młodsza od prześmiewców, ale wiedziałem, że będzie to dzięki temu tym bardziej zabawne! Nie wierzyłem w sukces, czyli ich dotarcie, ale o dziwo grubas zza okna odpowiedział miętoląc łapą po ptaku, a drugą po okrągłej głowie: – O której? – I za darmo to jest? – odpowiedziałem, że o tej i o tej, i tak, za darmo. – Przyjdziemy! – krzyknął. Po 15 minutach nie wierzę, gwizdanie do okna. – Proszę pana – oczywiście chudszy, z torebeczką na ramieniu, z cwanymi oczkami (nie powiedział do tej pory ani słowa) wysłał grubego. – A tak jak teraz możemy być? – wskazał na swą prezencję, dresowe rybaczki i t-shirt napięty od chipsowego brzucha. – Oczywiście, na dresowo! – coraz bardziej wierzyłem, że oni serio przyjdą, ale jaja – uda mi się strolować cwaniaczków bez żadnego podniesienia głosu! Pięć minut do zajęć…, wchodzą rozbujani na salę!

(więcej…)


18.09.18 „O wszystkim i o niczym”.

Legia zagrała z Lechem w specjalnych koszulkach na stulecie niepodległości Polski. We wstępie do „DL”23 wspomniałem, że mamy do „100 lat niepodległości” trochę zastrzeżeń. Owszem. Nie dość, że trudno mówić o niepodległej Polsce za okupanta niemieckiego, to jeszcze byliśmy pod wpływami Moskwy, a dziś Brukseli. Sam 11 listopada jest przecież dziwną datą, odsyłam do aktualnej „Polonii Christiana” (papierowej), która przypomina o 7 października. Tak więc ta niepodległość nieco naciągana, ale koszulki fajne! Meczyk, biorąc pod uwagę całokształt, jeszcze bardziej! Legia swoimi oprawami tworzy „hasła przewodnie”. To nie jest (przynajmniej nie zawsze) jakiś tam zbitek dwóch słów, tylko motto, które potem towarzyszy. „Boże Chroń Fanatyków” to tylko przykład z przeszłości, a można sięgnąć jeszcze dalej, np. „Każdego dnia dziękuję Bogu, że jestem Legionistą” (no, bo pomyśl o tym jakie dzięki temu są możliwości…). Teraz „United We Stand, Divided We Fall”, które z pewnością będzie nam rozjaśniać nieco czarne chmury, jeśli te znowu nadejdą z powodu kiepskiej gry piłkarzy. Ogólnie – powiew mocy!

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Raporty ze współczesnej Anglii.

Oddaję głos dwójce czytelników, którzy w podobnym okresie opisali swoje obserwacje z Anglii: Do Anglii wybrałem się z powodu lekkich zawirowań w sprawach prywatnych, a także z powodu chwilowego braku pracy. Nie miałem odgórnie zaplanowanego czasu na jaki wybieram się na Wyspy, ot po prostu, co czas pokaże. W tej relacji chciałbym się skupić na różnego rodzaju spostrzeżeniach oraz odczuciach, które towarzyszyły mi przez 2 miesiące pobytu w jednym z najpopularniejszych krajów emigracyjnych.

(więcej…)


17.09.18 Zjednoczeni staniemy! Podzieleni padniemy…

Dopiero co wspominałem jak Vuković po bramce wskoczył kiedyś na płot Żylety, a wczoraj mieliśmy to samo, tyle że już na Żylecie nie ma płotu, a Vuković dostał brzucha, heh. Ci którzy byli zwani ostatnio co najwyżej wkładami do koszulek zagrali kolejny niezły mecz, tym razem wygrali, a po bramce zdobyli się na wspólną radość z sektorem najbardziej zagorzałych kibiców. Na Legii to rzadki widok, bo piłkarze zazwyczaj zwą się „profesjonalistami”, a nawet pod sektor podchodzą po meczach jakby z fochem, na siłę, od niechcenia…, a tu takie coś! Piękne to chwile, kiedy drużyna powoli podnosi się z dołka, a kibice są razem z nią. Na tę chwilę CWKS ma w tej śmiesznej lidze tylko 3 punkty straty do lidera i jestem pewien, że obronimy tytuł! Szkoda tylko europejskich pucharów, bo to one są głównym powodem niezadowolenia…

(więcej…)


16.09.18 „O wszystkim i o niczym”.

Zacznę od ostrzeżenia. Den Haag właśnie przegrał z PSV 0:7. Czaicie, że postawiłem na Den Haag? Chcecie zachować swoje domy, żony…? Nigdy nie słuchajcie mnie w sprawie kuponów! Ile dałbym by zapomnieć…, heh. Pół godziny przed treningiem robię ulubioną zupę… Magda Gessler by zwariowała przy tym miksie smaków! BCAA, jabłczan kreatyny, tyrozyna, beta-alanina. Witaminy, izotonik. Pani Magdo, coś jeszcze…? Gdybym miał takie loki jak ona pewnie jeszcze mocniej przypominałbym fryz Son Goku, a tak czuję jedynie mrowienie na nieco łysawej (i to nie od golenia) już głowie. Nie mam pojęcia, czy to placebo, czy nie… to jest w każdym razie moja jedyna dawka (typowej) chemii. Suplementy, po których pozostaje już tylko koncentracja na wykonaniu poszczególnych zadań. Po tygodniu, po miesiącu złożonym z kilku takich tygodni jestem wyczerpany… Sobotni, niedzielny poranek przyjmuję z miłością, bo w weekendy nie ćwiczę. Przez pilnowanie michy sobotni pączek do porannej kawy jedzony jest w klimacie drukarni z PRLu, „czy oby nikt (mój zeszyt treningowy) nie widzi…”? Tylko ten Den Haag (na fotce piszący te słowa przy graffiti na ich stadionie)… 0:7, eh.

(więcej…)



LIST CZYTELNIKA: Małolat powie: stare dziady zdziadziały…

Siema, nawiązując do Twego pytania o kibolskie odczucia dotyczące osoby ks. Rydzyka. Wydaje mi się, że panuje przekonanie, że jest oszustem, naciągaczem, że doi naiwnych tylko wśród szarej masy społeczeństwa nieznającego szerzej tematu. Niestety wg mnie ta szara nieświadoma masa to większość ludzi wokół nas, zapatrzona tylko i wyłącznie na innych. Bez umiejętności zrozumienia własnej osoby, a co dopiero poznania swojej wartości. Wykrzyczane slogany, wręcz wryte w podświadomość szczątkowe informacje na temat Rydzyka, Radia Maryja (oczywiście tylko te złe, prześmiewcze), zakorzeniły się w umysłach ludzi od dawien dawna. Skoro od kilkunastu lat zewsząd można było słyszeć tylko informacje negatywne na ich temat, człowiek do tego przywyknął, przyjął to za pewnik, z biegiem lat zajął się swoimi sprawami i już nie ma siły (?), ochoty (?) doszukać się drugiego dna, drugiej strony medalu.

(więcej…)


12.09.18 „O wszystkim i o niczym”.

Być katolikiem to szanować każde życie. Nie wierzę, przestałem wierzyć osobom, które twierdzą, że nie rusza ich palony Żyd w obozie koncentracyjnym. Jeśli nie rusza ich w tym momencie – znaczy to, że nigdy się nad tym głębiej nie zastanowili, może dopiero na jakiejś „pustyni” by to do nich dotarło. „Najlepsze” są przypadki, gdy ktoś kocha „zwierzątka”, nie da skrzywdzić „kotka”, ale głosi, że zabicie ludzi ze względu na rasę jest „prawem wojny” (kolumbijski reakcjonista Nicolas Gomez Davila mówił, że człowiek współczesny nie ma życia wewnętrznego; pozostają mu zaledwie wewnętrzne konflikty – to chyba jeden z efektów…). Też mógłbym wymyślić równie bestialskie „prawo”, nazwijmy je prawem pachnącego osiedla, które nakazałoby mi usunąć śmierdzieli (koty) z okolic mojego osiedla domków jednorodzinnych, a żeby było efektywnie – jarać je w piecach. Jedynym prawem jest, zgodzicie się, że bardzo moralne i wszechstronne „Nie zabijaj” (bez powodu, lub zbrodniczych powodów nie wymyślaj). To, że nawet na wojnie można być człowiekiem udowodnił szeregowiec Doss (słynny był film Mela Gibsona na podstawie jego historii – obejrzyjcie).

(więcej…)


11.09.18 Relacja z pustyni. W poszukiwaniu ciszy… „No Selfie Zone”!

29 kwietnia 1903 roku przegłosowano ustawę Emile’a Combesa o wygnaniu zgromadzeń zakonnych. Batalion piechoty wyciągał siłą kolejnych mnichów z kartuzji, bo chcieli milczeć dla Boga na uboczu. To radykalny przypadek, ale doskonale ilustrujący fakt, że często w świecie, w którym żyjemy nie da się nawet milczeć! Nawet to próbują zabrać, jakby nie wystarczyła im (i tak skandaliczna) pacyfikacja krzyczących inne hasła niż oni… Cisza jest tak pociągająca i tak… nierealna. Piszę o wewnętrznej ciszy, która pozwala nie podburzać ducha i tym samym nie oddalać go od Stwórcy. W miejskiej dżungli, by przetrwać, często muszę rozpychać się łokciami, grać emocjami, przy nieco dzikim temperamencie wybuch wydaje się rzeczą nieuniknioną, czymś odłożonym w czasie. Na próbę wystawia nas także chemia w naszym organizmie i zwierzęcy System walki o przetrwanie. Ale dość wymówek…

(więcej…)


11.09.18 WPW. Relacja ze sportowego eurotripu z dzieciakami.

Relację dedykuję przede wszystkim tym, którzy finansowo wsparli naszą zagraniczną eskapadę. I tak duże setki złotych musiały zostać dołożone, ale powiedzmy, że każdy musiał dorzucić tylko mniejszą część potrzebnej kwoty, przy czym wyjazd i tak wydał się tani jak na odległość i przygodę! Tak więc czytelnicy „Drogi Legionisty” bezpośrednio stoją za tym, że zabraliśmy trójkę trenujących dzieci, którym wszystkiego się tylko zabrania, na walki na dalekich Bałkanach! Długo czekaliście na relację na e-zinie, ale stwierdziłem, że najlepiej będzie uwiecznić ją najpierw na papierze i sprezentować darczyńcom. Dzisiaj relacja idzie w sieć! Dobra nowina jest taka, że można robić fajne rzeczy jeśli naprawdę zależy nam na tych dzieciakach i działalności pro-zdrowotnej, pro-społecznej! Można działać w czasie marazmu i politycznej paplaniny.

(więcej…)


10.09.18 RECENZJE: „Chłopiec w pasiastej piżamie” (film, 2008).

Najmocniejszy film z ostatnio obejrzanych zostawiłem Wam na koniec dzisiejszych recenzji. „Chłopiec w pasiastej piżamie” (dramat historyczno-wojenny USA/Wielka Brytania) został zekranizowany w 2008 roku (ekranizacja książki Johna Boyne’a). Żona żołnierza SS… po prostu chce być żoną, a zatem z początku niewiele myśli o pracy męża i jego obowiązkach. Żyje sobie dobrze, wychowując dzieci w dużym domu. Sytuacja zmieni się po przeprowadzce z Berlina na wieś, w pobliże obozu koncentracyjnego. Synek szybko dostrzega, że z jego okna widać dzieciaki biegające w „piżamach”, a z kominów wydobywa się wyjątkowo śmierdzący dym. Ciekawość bierze górę i wkrótce ośmioletni syn niemieckiego oficera SS zaprzyjaźnia się z żydowskim chłopcem przebywającym w obozie. Okazuje się, że obozowa codzienność różni się od tej przedstawianej w filmach propagandowych III Rzeszy.

(więcej…)


10.09.18 RECENZJE: „Misja” (film fabularny, Wielka Brytania, 1986).

Kolejny klasyk, którego nie może zabraknąć na „DL” (wrzucam link do dobrej jakości na YouTube). Dlaczego nie może zabraknąć? Filmy z Robertem De Niro, w których Jezuici są przedstawiani pozytywnie (chociaż refleksji, czy Indianie nie mieliby lepiej, gdyby biały człowiek nigdy do nich nie dotarł nie zabrakło… i dobrze, bo jest to poprawnie postawione pytanie!) to dzisiaj prawdziwy rarytas (aczkolwiek od święta spotykany). Dobrzy aktorzy, ładne widoki, brak wątków LGBT… kurcze, kiedy to było… Nic dziwnego – rok 1986 to były jeszcze inne czasy, także dla mainstreamu. Można było pokazać księdza jako odważnego i uczciwego wobec swojego powołania (co w „Milczeniu” było już zachwiane).

(więcej…)

Strona 1 z 23012345...Ostatnia »