20.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Wyszedłem z panną z piwnicy baru, takiej z dwoma kanapami i stolikiem po środku, a wraz ze mną kumpel z jej koleżanką. Na zewnątrz, pod parasolkami, siedzieli inni ziomkowie z mniej chętnymi koleżankami z innej bajki, zresztą z jedną chyba wtedy chodziłem, i rzucił jakiś pełen zazdrości (że to nie on miesza w cipce w piwnicy) tekst, który mnie wkurwił. Wyprowadzić z równowagi było łatwo, bo była z nami jeszcze jedna pani – Żubrówka, a dziewczyny mało piły. Kumpel też podpity, więc od słowa do słowa i poszliśmy na solówę do pobliskiego lasku. Daliśmy sobie po ryju, kilka rund, ostatnią chyba wygrał, ale tak nieprzekonująco, naprawdę dałem mu to wygrać, bo zaczęło mnie to nudzić, nie ćwiczyliśmy wtedy zbyt dużo i te ciosy nie były jakieś rewelacyjne, my brudni, a towarzystwo czekało. To mu trochę spuściło powietrze, przybiliśmy piątkę i wróciliśmy do stolików, uwaleni od piasku i trawy, z czerwonymi twarzami. Dziewczyny (nie te, co były z nami w piwnicy, tamte niestety od razu się oddaliły) już w ogóle nie były nami zainteresowane, chyba myślały, że ten mądry da temu głupiemu (kurde, nie mogli się wszyscy sobą zająć tam na górze zamiast rąbania mi dupy?) po pysku, a tu kumple wrócili objęci i uśmiechnięci, zataczając się. Codzienność czasów młodzieńczej alkoholizacji. Fajne, takie niewinne jeszcze bójki, bez zbędnej filozofii. Człowiek wracał wyładowany pod każdym względem, po prostu wymijał starych i szedł spełniony spać…

(więcej…)


20.09.19 „Na co ty te euro wymieniasz…?”, czyli na zajawce…

Część zakupów przywiezionych z Niemiec. Kilku znajomych pytało: a znasz niemiecki? Heh. To nie o to chodzi. Chodzi o skład. Patrzę na ziny jako twórca i jak na formę sztuki, patrzę jak inni to składają, tak jak każdy podpatruje – nawet osoby których nie lubi, ale tworzy podobne rzeczy – raperzy, kibice oprawy, grafficiarze… Kurde, prasa podziemna jest bardzo niedoceniana w Polsce. W Niemczech jest i to chyba ich największy plus w moich oczach…

ŁG


12.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Siedzę przy biurku, piję drugą kawę, próbuję coś napisać. Hrum, hrum – dobiega z fotela stojącego obok. Słowo buldog podobno pojawiło się po raz pierwszy w liście z 1631 roku, w którym to niejaki Prestwick Eaton zamawiał u niejakiego Georga Willinghama dwa buldogi właśnie. Miały one potrafić w sposób doskonały łapać zębami byki. Psy te były używane w popularnej w ówczesnych czasach rozrywce tłumów, szczuciu byków, a następnie walk psów (aż do roku 1858, kiedy to walki te zostały zabronione). Dzisiaj „takie to bestialskie” (te walki, mieszanki zwierzęce…), nie wnikam w Twoje prywatne zdanie na te tematy. W każdym razie później zaczęto miksować te buldogi by uzyskać (a może był to przypadek?) zwierzęta bardziej przyjazne, spokojne, domowe. Hipotezy są różne, np. taka, że buldog francuski to skrzyżowanie buldoga angielskiego z mopsem. Możliwe, ale podejrzewam, że musiała w tym brać udział także jakaś świnia, hruuum dobiega z fotela, a więc mój pies powstał w efekcie jakiejś – przepraszam – zwierzęcej parady równości. Hrum, hrum – poprawia moja prywatna pso-świnia siedząca obok. Na miniaturce buldog ze swoim panem, czyli ze mną, narysowany przez Tommyego na podstawie zdjęcia – motyw użyty na okładkę „DL” 23. Najlepszy kumpel, tylko trochę chrapie. Niedawno moja żona poszła na spacerek i spruł się do niej z balkonu jakiś Marian, że ma wypierdalać z tymi psami. Na kolejny spacerek poszedłem ja i po sprzątnięciu gówna woreczkiem (zawsze to robię, dbajmy o osiedla) zakręciłem nim niczym Dawid procą i wrzuciłem mu to gówno prosto na balkon (dbajmy o osiedla – po raz drugi). Tak, jestem dumny, wszak nie jest to człowiek dobrej woli. Podobnie jak dumny jestem z kolejnej aktualizacji za zero złotych i zero groszy. Przeciw tzw. zdrowemu-kapitalistycznemu-tfu-rozsądkowi!

(więcej…)


11.09.19 Wadera/Słowiańskie Odrodzenie/Gammadion – „Against The Modern World” (Metal/RAC, Polska, 2019).

Ten split już po wysłuchaniu promo zapowiadał się nieźle – nowe kawałki Gammadion, po kilkuletniej przerwie powróciło Słowiańskie Odrodzenie i nieznany mi dotąd projekt Wadera. Kwestią czasu było, kiedy ten krążek trafi w moje ręce, heh. Po odsłuchaniu pierwsza myśl dotyczyła tytułu „Against The Modern World”, bo chyba lepiej wybrać nie było można dla tak niekomercyjnego, mocnego, oldschoolowego materiału. Ale, od początku. Krążek wydano standardowo w plastiku, ze wszystkimi tekstami i grafikami w czarno-białej tonacji.

(więcej…)


9.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Znowu wracają. Przyjemne chłodne noce i poranna mgła, które tworzą klimat do tworzenia i czytania. A jak idzie jesień, to na jej cześć refleksyjne „O wszystkim i o niczym”. Ostatnio byłem na grillu u znajomych na wsi i powiedzieli mi – kiedy znowu rozmarzyłem się o domu poza miastem – że, gdy przychodzi jesień wszyscy tu mają depresję. Ja myślę, że nie ma nic lepszego niż czytać przy kominku na prowincji, gdy za sięgającym od podłogi do sufitu oknem żółto-pomarańczowo, lub biało. Ludzie, jaka depresja, ja muszę za to płacić różnym agroturystykom! Piękno. Tymczasem siedzę sobie w tym swoim zapyziałym mieszkaniu w bloku i czytam o życiu artystów ze starych Stanów. Takim – wiecie – ich prawdziwym życiu, dragi, dupy, pedalstwo, pogarda dla służących, depresja i nie mogę uwierzyć, że te historie są prawdziwe… Grzech jest brzydki, tzn. efekt jest brzydki. Piękne są świątynie, najlepiej na odludziu, jeszcze lepiej na polskim odludziu, na tle gór, we mgle. Piękna jest naiwność katolickiej rodziny, gdzieś na uboczu metropolii, dzieci latają po podwórku, rodzice nie przeklinają, a w tym wszystkim im się nie nudzi i nie mają patologicznych obrazów przed swoimi oczami, gdy kładą się spać. Tęsknię za tym, ale wiem, że to będą – o ile w ogóle nastąpią – tylko chwile refleksji, że zawsze wróci ta nuda, bo naiwności nie da się odzyskać, podobnie jak błony dziewiczej. Nuda i pokusa, z którą trzeba będzie walczyć do upadłego, burząc nastrój sielanki… A ostrzegali – ostrożnie otwieraj kolejne drzwi. Kto by jednak ich słuchał?

(więcej…)



7.09.19 Kilka warstw ucieczki…

Nawet w „Piłce Nożnej” znajduję tęczowe flagi i artykuł o tym jak tolerancyjna drużyna istnieje w Manchesterze. A w Warszawie jest nietolerancyjna, a nawet na kadrze wisi flaga Zagłębia Sosnowiec z jasnym przesłaniem – i chuj – i może o tym napiszecie w pozytywnym świetle? Pieprzone zboki! Choćbym był sam – nie wymięknę i Wy też nie wymięknijcie w głoszeniu prawego światopoglądu, zamiast „zrozumienia”, które kończy się tak, że nasze święte miejsca, muzyka i klimaty zmieniają się w gay-party! Mówią mi, że empik wspiera LGBT – „nie chodź”, coli się nie mogę napić, bo wspiera LGBT – „nie pij”, kurwa mać, niedługo będę musiał być pieprzonym ascetą z powodu LGBT! Ba! Te łosie z odbytami powiększajacymi się niczym kółko puszczone z dymu zaraz wmówią nam wszystkim, że sami jesteśmy lesbijkami i obywatelami Bóg wie jakiej planety Alfy Centaurii! Świat zwariował i weź się lepiej chłopie uchwyć czegoś szybko. Moja młoda ex-podopieczna „została lesbijką”, powiedziały mi inne dwunastolatki kilka tygodni temu… A kim miała zostać skoro weszła w okres dojrzewania, wszystkie panny wrzucają na fejsa focie, na których wyglądają jak seks bomby (gdzie są ojcowie?), chłopaki za nimi szaleją, a ta gruba, brzydka i głupia, a na trendy blogach tnący się z nudów emo-dewiant mówi jej, że „ma wybór”…? Może na paradzie smutności znajdzie chwilę uwagi i miłość (bo oczywiście nie wie jeszcze, że to żadna miłość)? To nie jest jedyny wzór, to nie matematyka. Wiele jest dróg do zboczenia, tak jak wiele jest dróg do Boga, ale jest kilka głównych i typowych z jednym na czele… „ucieczka”.

(więcej…)


5.09.19 „71 fragmentów” (film/dramat, Michael Haneke, 1994).

Żyjemy w świecie hipokryzji, presji, wyścigu szczurów i chamstwa, a kiedy dochodzi do tragedii wszyscy są zaskoczeni. Ktoś otworzył ogień do niewinnych ludzi po czym odebrał sobie życie – z pewnością wariat. A jakie są powody tak głębokiej depresji szarego obywatela Zachodu? Dlaczego im głębiej w dobrobyt tym więcej bezsensownych zbrodni i zboczeń? Spytam prosto… nudzi nam się? Czasem proste odpowiedzi są najbliżej prawdy. Niedobór przeraża, dobrobyt nudzi. Przy tym telewizja, a dziś oczywiście komputery i smartfony, powodują że stajemy się sobie coraz bardziej dalecy, zanikają więzi międzyludzkie, a co za tym idzie – mniejsza jest wrażliwość na prawdziwe tragedie dziejące się tuż za naszą ścianą, albo jeszcze bliżej. Ważniejsze są problemy z „telewizora” – te dalekie, jak wojny oglądane za pośrednictwem TV przez bohaterów „71 fragmentów”. Łatwiej zrobić przelew w akcji fejsbukowej niż pomóc żywej osobie poprzez obecność. Czy tego typu popkultura, co recenzowany niedawno przeze mnie film Tarantino (znany z pokazywania rzeźni) faktycznie pomaga podkręcić potencjalnego mordercę?

(więcej…)


5.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Odstresowanie w empiku, standard, patrzę na półkę z S.Kingiem, na cały jego dział i myślę sobie, że ten koleś miał, kurde, flow… Totalne betony przemieszane z rozrywkowymi, ale jednak dziełami („Zielona mila”). Potem standard, robota. Otwieram „firmę”, pod samym wejściem na murku siedzi brygada żuli. Wypraszam kulturalnie. Największy ledwo, ale wstaje i chwieje się przede mną, strasznie wali mu z facjaty i nie tylko, czuję bo postanowił przemówić: Mam brązowy pas w kyokushin. O kurwa, myślę sobie, przecież nawet moja półtorametrowa żona by go pchnęła to by poleciał we własne wymiociny, ale tylko się uśmiecham i ponawiam prośbę. Odchodzą. Zawsze odchodzą, ale też zawsze wracają. Tak jak ja i Wy na drogalegionisty.pl i do tej rubryki… Bo tak to jest, bracia i siostry, że są w życiu lepsze i gorsze przyzwyczajenia. Trzeba zawalczyć, by te lepsze nie były tylko odległą historią…

(więcej…)


4.09.19 Poszukaj silnej cechy, albo pasji, której możesz się uchwycić…   

Niedawno rozważałem na drogalegionisty.pl kwestię predyspozycji człowieka do poważnych zmian. Z jednej strony dziwię się Tobie, gdy nie chcesz, a z drugiej rozumiem Twój ból i trud, bo znam go od środka, pamiętam. Czujesz się zamknięty. Też byłem. Już jako mały chłopak brałem wszystko na poważnie. Sięgam pamięcią do dziecięcych zabaw i nawet wtedy traktowałem swoje role śmiertelnie serio. Taki pozostałem, ale serio traktuję nie zabawy, a poważniejsze i prawdziwe sprawy. Jeśli na coś się ukierunkuję, potrafię o to walczyć i przełożyć nad sprawy czysto materialne, nad standardy dorosłego człowieka, przecież nawet ten zin jest tego dowodem. Nad standardy dziecka tym bardziej potrafiłem przedkładać swoje pomysły na życie. Niestety używki też wziąłem na poważnie i doprowadziłem do psychoz i tragicznych kaców, izb wytrzeźwień, ośrodków i spraw sądowych już w wieku lat kilkunastu, potem przegiąłem z samym piciem, będąc lekko po dwudziestce. Na poważnie ćpałem, paliłem i chlałem, na poważnie z tego wyszedłem. Na poważnie – to jest coś, co towarzyszy mi od kiedy pamiętam, ale też nie wszystko zasłużyło by tak to potraktować, bądź zraziło mnie do siebie po drodze, wszak lata lecą i selekcja priorytetów coraz większa.

(więcej…)


3.09.19 Zamiast nowego filmu Vegi…

Wszyscy podbijają reklamy nowego filmu Vegi, a ja proponuję, byście go zbojkotowali, mimo, że „DL” nie znaczy nic i nie ma zasięgu żadnego. Walić to. Pozostańmy sobie marginesem marginesu, który nie boi się zajrzeć głębiej, a nie tylko oceniać świat przez pryzmat satyry, w której ksiądz-aktor klepie innego aktora w tyłek. Wybory tuż, tuż, prawda? Ponoć „Boże Ciało” (premiera w październiku) ma być ambitniejszy, ale pożyjemy-zobaczymy. Tymczasem wiara to nie opakowanie, filmy i bilbordy, tylko moja i Twoja modlitwa. Biblia zapowiada, że garstka będzie otoczona syfem [1], zatem co się dziwić temu, co się dzieje. Rób swoje i nie bój się. Ja dziekuję Jezusowi Chrystusowi za to, że za mnie umarł, a dał mi tak długo wyczekiwaną podstawę spokoju, sensu, których szukałem wszędzie tylko nie w Tym, który jest tuż obok. Idealny nie jestem i pewnie nie będę, ale ile plan Boga w postaci śmierci Syna Człowieczego na krzyżu dał odpowiedzi… Nadał też kierunek, w którym mogę pójść, by odpocząć od siebie samego. Stan po spowiedzi, kolejne „nowe przymierze”, nowa nadzieja i pokój ducha, to wartości bezcenne. Skłamałbym pisząc, że zawsze to potrafię poczuć mocno i wyraźnie (co odczuwacie mocno i wyraźnie jako czytelnicy), ale na szczęście często potrafię…

(więcej…)


1.09.19 „Siódmy kontynent” (film/dramat, Michael Haneke, 1989).

Recenzja, której Ty akurat szukasz, a o której większość czytelników „DL” myśli sobie „ale na cholerę to tutaj?”. Tak, to właśnie ta! Jeśli omijasz wszystko, a czekasz na podsunięcie Ci czegoś ciężkiego i dla masy nudnego – tak, to właśnie jedna z tych recenzji. Tarantino Tarantinem, ale to ciągle TYLKO kino rozrywkowe. To najbardziej ambitne nie jest tak głośne, nie we wszystkich kręgach i nie na wszystkich słupach reklamowych. Jednym z godnych uwagi twórców prawdziwych – choć fabularnych – obrazów o dramacie ludzkości jaką jest ona sama, jest 77mio letni dziś Niemiec Michael Haneke. „Siódmy kontynent” to jego debiut nie-telewizyjny (1989), a powstał pod wpływem notatki prasowej przeczytanej przez reżysera i oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w Austrii i Australii pod koniec lat 80! Cała twórczość Haneke to suma obserwacji społeczeństwa i czytania między wierszami. To pokazanie, że w czasie postępu, w czasie pokoju wcale nie jesteśmy wolni od depresji i błędów zwiastujących nowe katastrofy, wręcz przeciwnie. Oto rodzina z klasy średniej postanawia zaplanować swoje samobójstwo. Powód? Mimo, że „posiadają wszystko” – nie mają po co żyć… Co doprowadziło ich do takiego stanu i co gorsza – decyzji? Jakie są błędy społeczeństwa, kultury, ich własne…?

(więcej…)


„DL”StreetArt. Więcej w „DL”25!

31.08.19 Odkurzyć serce („DL” papier nr 25/jesień 2019 promo).

Jak zwykle wyszedłem o 7:00 rano z psami by zacząć kolejny „Dzień świra”. Zdziwiłem się spotykając znajomego z osiedla żulka, ale tym razem również z jakimś psem. Spojrzał na mojego i mówi: – Zaraz też z takim wychodzę – wpisuje kod domofonu w nieswojej klatce – dostałem w leasing. Oni to jednak zawsze sobie ogarną jakąś mini fuchę na melanż i – tego im zazdroszczę – humor ich przy tym nie opuszcza… Jeden ma problem z uzbieraniem na piwo o 7 rano, drugi z posprzątaniem wysypiska w swojej głowie. O tej samej godzinie (obok kadr z filmu fabularnego „Biała wstążka”).

(więcej…)


30.08.19 Spadanie z mustanga… i wskakiwanie na niego z bólem.

Jest w nowym filmie Tarantino taka scena, w której postać grana przez DiCaprio – Rick, aktor przeżywający kryzys wieku średniego, opowiada ośmioletniej aktoreczce fabułę książki czytanej na planie. Jest ona o starzejącym się kowboju, który kiedyś mógł wszystko, dosiadał każdego mustanga, a teraz z niego spada, ciało go boli, a taki był kiedyś z niego „kocur”. Najlepsze lata w swojej dziedzinie ma już za sobą. Każdego to czeka, ja czasem się tak czuję trenując młodych ludzi. Mogą latać, szybko się regenerują. Kiedyś pierwszy jajcarz i szyderca, dopiero co wywaliłem dwie nastolatki z obozu letniego, bo znalazłem chłopaka pod kocem w ich pokoju. Chłopaka, którego wcześniej wywaliłem za szmaty z ich domku i zakazałem do niego wchodzić, bo szydził w twarz z trenerów, a to z tego powodu, że jego trener (byliśmy w kilka klubów) to pipka i odpowiednio go nie wychował. U mnie nie przejdzie. Jeszcze Legię w to chciał wmieszać, skubany – wyleciał za szmaty, a młode zdrajczynie, heh, za nim, w emocjach, bo trzymały jego stronę. Dopiero, gdy emocje opadną czujesz z jednej strony rację, bo nawet Sun Tzu pisał, że generał ma być surowy, z drugiej jakiś taki żal nad swoim brakiem wyrozumiałości – wszak to dzieciory, a ty zatraciłeś gdzieś ten dystans. Starzy zapieprzali autostradą po córki dwa dni przed końcem, bo kowboj spadł z mustanga?

(więcej…)