8.12.16 Nie mogę zmienić świata. Cholera jasna…

robertsNapadałem z bronią w ręku. Brawurowo uciekłem z więzienia o zaostrzonym rygorze w Pentridge Prison. Ukrywałem się w Bombaju. Aresztowano mnie za przemyt heroiny. Stałem się Gregorym Davidem Robertsem! No dobra… było dużo nudniej. Przede wszystkim, wkurwiony na służbę zdrowia, uciekłem jej do księgarni. Mimo to – nie mylcie miłośnika literatury z gościem, którego stać jedynie na bycie adminem profilu w rodzaju „teksty wrednej nauczycielki”, gdzie w pocie czoła montuje memy i zbiera lajki przed wieczorną masturbacją… Lekarz umówił na 12:00. No cóż, o 12:00 zastałem tam wszystkich tych, których umówił od godziny… 11:00, a jeszcze nie zaczął przyjmować. Poszedłem w miasto, gdzie znalazłem przygodę w postaci „Shantaram” w pakiecie z „Cieniem Góry”. Dla mnie kurewsko drogie, ale usiadłem na tej pieprzonej kanapie i wymiękłem po raz kolejny. Wydałem pieniądze, czując zapach skarpet gnijących w kiepskich butach z jakiegoś „polskiego chińczyka”. Mam też focha na kolejki, których nie mogę zmienić. Zgubiłem po drodze rozsądek? Może dobrze – chuj z nim. Wieczorem Legia awansowała do dalszych gier w Europie – to też już nie książka…

(więcej…)


4.12.16 Fragment książki „Nienawidzę świata, który mnie nakręca”.

nskmn(…) „W zaparkowanym pod ośrodkiem samochodzie ktoś puścił na cały regulator Róże Europy. Przy świecach i przy koniaku… A nad sobą mam jej loki… Tak – tylko ona… Jak jedwab! Wyginała w rytm swoimi pomarszczonymi, chudymi rękoma. Przypominała taniec śmierci. A potem wycisnę z nich soki, przyprawię kalifornijskim winem. Na dobre już odpłynęła, ale pomyślałem sobie, że jedynym kto wycisnął tu soki było życie. Czas stał tuż obok, a muzyka wraz z krajobrazem zmienili się w spójny obraz o przekazie: przemijanie. Obserwowałem ten żałosny spektakl i już teraz bałem się, że kiedyś będę stary jak ona. Chcemy zakopać tę świadomość, ale nie da się – wydostanie się, niczym zmarszczki po całożyciowej przesadzie z opalaniem. To było dzień po nastaniu ciągłej nocy. Z pokoju nr 206 rozlegał się widok na spokojny Bałtyk. Balkon dzieliło od plaży może 200 metrów, które pokryte były niewielką ilością drzew. W ciepłym listopadzie zachowała się tam także równo przystrzyżona trawa, pokryta żółtymi liśćmi. Stałem w otwartych drzwiach balkonowych, przez które dobiegał nocą intensywny szum fal i piłem kawę. Ustronie Morskie było w tym okresie całkowicie wyludnione, nie licząc garści turystów z Niemiec, którym nudziło się na emeryturze i pary stale pijanych, tańcujących Polaków. Stałem w drzwiach balkonowych. Ja, czyli kto?

(więcej…)


4.12.16 „O wszystkim i o niczym”.

michnikNie wiem czemu nie chichoczę. Wszak chichoczący u Tomasza Lisa Adam Michnik dzisiaj płacze. Wszak salony całego Zachodu zaczynają bać się społeczeństwa, któremu po latach propagandy wreszcie zaczyna nie pasować ich utopijna wizja tolerancyjnego świata. Jakże inaczej wygląda świat zza okna bloku i odgrodzonej willi. Czy mam powód do chichotu, skoro m.in. według Organizacji Open Doors 100 milionów ludzi jest prześladowanych za wiarę w Chrystusa? We Francji podcina się gardło 86cio letniemu księdzu, moralność na całym Zachodzie nadal jest obiektem drwin. Co mi z tego, że kryzys przechodzi jakiś karzeł w rodzaju Michnika, że lewicę w Polsce coraz mniej osób traktuje poważnie? W porównaniu do roku 2007 powinniśmy wszyscy chichotać, a jednak tego śmiechu nie słychać. Czy jesteśmy wybredni? Czy może realistyczni do bólu? A może po prostu musimy walczyć, chociażby słowem? A może rozróżniamy? Rozróżniamy słowa prezydenta Dudy i czyny – np. w szkołach trwa akcja „16 dni przeciw przemocy ze względu na płeć”. Wypadałoby coś zrobić z takimi patologiami.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: A ludzie płaczą nad rozlanym mlekiem…

Pisz czachaNajgorszy jest zawsze początek, a przecież wszystko go ma. Mój początek to zarazem… koniec. Koniec życia! Mojego życia – jakim była moja żona. Jak to jest w tym naszym życiu, że niektórzy mają od urodzenia pod górkę? Mój syn skończy niedługo trzy lata, a utracił swoją ukochaną mamę. Jego rodzicielka, narkomanka, która miała wszystkie choroby jakie można wymyślić, zostawiła go w szpitalu. On się urodził dla nas w piątek trzynastego. Pierwszy raz go widzieliśmy w pokoju odwiedzin. Pierwsze łzy wzruszenia, bo pojawił się on, nasz syn! Odwiedziny co weekend i podczas zawożenia wniosku do sądu. Trzydzieści kilometrów w jedną stronę pełne myśli o tym, że znowu go zobaczymy. Powrót ze łzami, bo musieliśmy go zostawić. Oczekiwanie na wyznaczenie rozprawy i nerwy, bo sędzia to prawdziwy urzędnik z krwi i kości, wyznacza je maksymalnie odległe. Pierwszy CUD: telefon o rozprawie w kolejny dzień, akurat byliśmy z przyszłym synem (jak to brzmi, „przyszły syn”) i jego prawną opiekunką na badaniu, aby ostatecznie wykluczyć choroby, które mógł mieć przekazane. Szybkie zakupy (bo przecież rozprawa miała być za kilka miesięcy), tylko jak zrobić zakupy w jeden wieczór, wszystkiego co niezbędne? Od pieluch po łóżeczko. Ale moja Ukochana miała zawsze głowę na karku i listę wstępną przygotowaną. Rozprawa i decyzja o możliwości zabrania go w końcu z Domu Dziecka!

(więcej…)


2.12.16 RECENZJE: „Wszystko za życie” (dramat, USA, 2007).

filmPamiętacie jeszcze jak wyglądało życie bez tych wszystkich technologicznych pierdółek, od których większość jest niemalże uzależniona? Bez pejsbuków, instagramów, bez smartfonów, komórek, itd.? Piękne to były czasy. A gdyby pójść krok dalej, rzucić pracę na etat, zmienić dotychczasową tożsamość i wyjść poza nawias społeczeństwa? Wielu nazwałoby to szaleństwem, ale dla niektórych tak właśnie powinna wyglądać wolność! O poszukiwaniu w taki sposób pojmowanej wolności, opowiada film „Wszystko za życie”. Główny bohater, Christopher McCandless, to pochodzący z zamożnej, wykształconej rodziny absolwent historii i antropologii. Po ukończeniu studiów drzwi kariery stoją przed nim otworem, jednak dwudziestoparoletni Chris postanawia radykalnie zmienić, a w zasadzie zerwać, z dotychczasowym życiem. Życiem, pełnym pozorów i kłamstwa, życiem w złotej klatce jaką stał się jego rodzinny dom, głównie za sprawą ojca – tyrana. Wreszcie mógł zrzucić maskę, pod którą od lat skrywał pogardę dla konsumpcyjnego społeczeństwa i materializmu w ogóle.

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Droga aż do „sektora niebo”?

Pisz czachaKilka lat temu pisałem (zastanawiałem się), właśnie na łamach „DL”, czy w moim rodzinnym mieście będzie kto miał pociągnąć kibicowski klimat. Płakałem, że młodzi nie rwą się na szare trybuny. Minęło sporo lat, ja w pogoni za życiem trafiłem do bardzo odległego miasta. Niezbadane są te Boskie wyroki. Na nowym podwórku mocno zaangażowałem się w budowanie nacjonalistycznych struktur. Tak jest do dziś. Cały czas na szybkich nacjonalistycznych obrotach! Radom, bo o tym mieście mowa, porwał mnie swoim hardcorowym klimatem. Jako, że Warszawa była blisko, starałem się regularnie odwiedzać ukochaną Legię Warszawa, a nawet zaliczyłem sporo wyjazdów, nawet z ekipą z rodzinnego miasta. Niestety proza życia stawała się coraz cięższa i z tymi meczami bywało coraz gorzej. Moja prywatna droga Legionisty mocno się zachwiała.

(więcej…)


1.12.16 „O wszystkim i o niczym”.

brazylia1 grudnia, ostatni miesiąc roku 2016, czas przemija. Dookoła śmierć. Tragedia Chapecoense, tragedia górników… Takie tragedie są dla mnie najtrudniejsze w kontekście wiary… Tym bardziej, że przy życiu pozostaje wiele szuj. Hej, czy nie wiecie – nie macie władzy na świecie! Tak Kazik śpiewał o tych, którzy myślą, że owiną sobie świat wokół palca. Współcześnie myślały tak chyba liberalne „elity”, czy to w Polsce (szok po zwycięstwie Dudy), czy w USA (jeszcze większy szok po zwycięstwie Trumpa, co potwierdzają osoby śledzące amerykańskie relacje). „No przecież to logiczne, że ludzie nas poprą”. Pycha ich gubi. Inna sprawa, że partie Dudy, czy też osoba Trumpa (jeszcze bardziej niż politykom nie ufam biznesmenom) nie są gwarantem żadnego sukcesu, ale być może chociaż zmienią nieco kurs.

(więcej…)


29.11.16 Moje White Power. Od „kominu” po… albę, ale zawsze na biało!

wp– Było ich zaledwie kilku, do cholery! Dziś jest prawie setka, a ty narzekasz! Wyzywałem sam siebie patrząc na integrację wszystkich grup dzieci, którym prowadzę treningi. Człowiek współczesnego Zachodu jednak potrafi wprowadzać siebie w stan depresji, mimo że nie ma podstaw. To chore ambicje psują nam humor i łaskę uświęcającą. Gdy rozkręcałem interes zakładając klub sportów walki była bida z nędzą i parę osób, a dziś nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich imion. Przewalają się tłumy, robimy kolejne akcje, za którymi nie nadążam, bo tak bardzo zaangażowani są inni ludzie – rodzice młodych zawodników. A Grower przez większość roku ponury jakby nie dotykał kolejnego dzieła swego życia, a był na jakichś przymusowych robotach. To paskudne, nienawidzę tego w sobie, ale chyba czasem potrzebne, bo jednak ambicja trenera pozwala dzieciakom wspinać się na wyższy poziom. Muszę być stale niezadowolony, bo w treningu najgorszą rzeczą jest zadowolenie. Tyle, że bliscy cierpią z powodu humorków. Cholera jasna! Różaniec łagodzi stres. Po sportowych, weekendowych emocjach ubranych w białe kimona, przychodzi zwyczajny tydzień. No…, prawie zwyczajny.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Emigracja. Część 2. Pani pedagog i powrót.

Pisz czachaOkoło jedenastej,  skulona w kłębek kucała wzdłuż ruchliwej ulicy. Widziałem ją, gdy wracałem z dworca autobusowego po powrocie z Polski. Teraz zegarek pokazuje 16:30, a ona wciąż tu jest. Ta bezdomna kobieta jest dobrze znana wszystkim. Była umieszczana nieraz w schroniskach, ale zawsze uciekała. Pracownicy tureckich fast foodów, których jest tu pełno, dokarmiają ją, więc zawsze jakaś bułka, czy kawa zostanie wręczona w jej zmęczone dłonie. Dziś na kolację mam śląską odgrzaną w mikrofali. Zrobiłem też dla niej dwie kanapki z gorącą kiełbasą, żółtym serem, musztardą oraz ogórkiem kiszonym. W słoiku zaparzyłem herbatę, spakowałem wszystko do reklamówki, dorzucając dwie konserwy z mięsem i trochę chleba.

(więcej…)


25.11.16 „O wszystkim i o niczym”.

trainspottingTom cały czas prowadzi, ma tę okropną fryzurę piłkarza z lat siedemdziesiątych; ja jadę z tyłu z Keezbo, w dziwnej pozycji przez te plecy, tak że próbuję przenieść ciężar ciała na lewy półdupek. Nie jest to wymarzone miejsce, bo ten tłuścioch zajmuje całe siedzenie, łapska założył na kałdun i wygląda jak rudy Budda. Kurcze, idzie się stęsknić za wyjazdami. Ale przyznam szczerze, że piłeczka i sytuacja w tabeli Ekstraklasy wciągnęła mnie jak nigdy, gonienie ma swój urok, a jestem kibicem Legii, więc nieczęsto nam się zdarza gonić. Ciekawe uczucie, to coś jak w wieku 30 lat po raz pierwszy „zaliczyć”, zdarzenie na tyle niecodzienne, że aż przyjemne, heh. Teraz jesteśmy po 16 kolejkach, a ja widzę przed Mistrzem Polski jakąś Niecieczę i czuję z tego powodu gniew i nadal pewien rodzaj zdziwienia. Nie widzę innego rozwiązania niż typowo amerykański (sic!) Happy End.

(więcej…)


Osoby na etacie nie zrozumieją toku myślenia człowieka wolnego. Nie świadczę pracy z wyboru, idioci, i proszę nie mylić mnie z tymi nieszczęsnymi pierdzielami, co cały dzień błąkają się po mieście w poszukiwaniu nieistniejącego zajęcia („Trainspotting Zero”).


23.11.16 „Nienawidzę świata, który mnie nakręca”. Zapowiedź!

spolka-promoWystarczy chwila by zawrócić z dobrej drogi i ponownie znaleźć się na życiowym zakręcie. Życie w mieście jest niczym nieostrożne płynięcie przez Wisłę, w której pełno wirów. Miasto pełne jest pokus, życie pełne jest okazji, z których trudno człowiekowi nie skorzystać. Mało kto odczytuje to jako walkę, uważa osiem złych myśli za myśli złe. Zdarza mi się wrzeszczeć w betonowej dżungli, że chciałbym, niczym Ewagriusz, znaleźć się na pustyni, nie widzieć przez chwilę tych bloków, nie słyszeć ludzi rozmawiających w swoich autobusach przez smartfony. Niestety, nie ma dokąd uciec, nie ma jak się schować. Gdziekolwiek byś uciekł, Ciemne Miasto będzie czekało na Ciebie i przyjmie Cię ponownie w swe toksyczne ramiona. No… chyba, że akurat zamkniesz się w pokoju po to, by je opisać! Tak powstała moja druga książeczka. Skończyłem, finito! Ostatnie szlify, co by żadne „ó” nie napisać „u” i drukujemy! Oficjalnie – ponownie numeru ISBN użyczy Instytut Norwida!

(więcej…)


23.11.16 „Oni wciąż biegają”.

lks-rts-mini„Oni wciąż biegają” to tytuł kawałka TTM, ale tu pasuje idealnie. Mimo wszystko, oni wciąż biegają. Kto? Piłkarscy chuligani! Derby Trójmiasta, próba dotarcia Widzewa na derby Łodzi, Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk i bezkompromisowa zabawa „Lubinków” (który to już raz? Mała to, lecz ciekawa ekipa – od lat mam takie wrażenie…), walka przed Górnik Zabrze – Stomil, do tego podobno wygrana przez gości (nie wiem, nie widziałem) itd. Można rzec – jak na trudne czasy nowoczesnego monitoringu i nowoczesnej policji (niestety, w porównaniu do lat 90tych tak to trzeba nazwać) polska scena stara się żyć. Dodając do tego ostatni – i nie tylko – mecz kadry, można mówić o tendencji wzrostowej. Wisła niby scenę „rozbujała”, ale wg mnie w negatywnym sensie – oni są synonimem tego, czego właśnie nie lubię w „nowoczesnej chuligance”, jeśli można tak to określić.

(więcej…)


21.11.16 „Wracamy Po Was”. Idzie grudzień. Wracajcie z głową!

miniaturka-czarnaOtwieram wino ze swoją dziewczyną. „Tylko najpierw mi daj na to wino!”. Tum tum tum tum… Aaaaaj, mam Cię, beju! Idą święta. Wiele osób będzie chciało „odhaczyć jakąś akcję charytatywną”, co brzmi smutnie, ale bywa prawdziwe. Chciałbym polecić w zamian „rzucania worów gdzie popadnie” np. bujnięcie się z jedzeniem/ubraniami „na miasto”, by doładować trochę przymarzających ludzi (rozumiem, że macie na myśli grudzień), poświęcić więcej czasu. Wiele osób, które działa z biednymi dzieciakami i rodzinami ostrzega, że często ich placówki mają i tak wszystko zapewnione (z tych materialnych rzeczy…, gorzej z miłością i czasem – tu bywa różnie), a korzystające z wszelakich „paczek” patuski często wykorzystują dobroć innych i sprzedają potem podarunki, wymieniają „słodycze” na używki. Biedną osobę spotkaną „na mieście” można chociaż trochę zweryfikować, nakarmić, a co ważniejsze – porozmawiać z nią. Ogólnie, w tej pomocy charytatywnej mało jest rozmowy, poświęcania czasu, a zbyt wiele zbiórek paczek. A propos „Wracamy Po Was”…

(więcej…)


21.11.16 Głupia wierność w trzech aktach. Jak to komedia.

wyhamujSą zasady, których się nie łamie. Są jednak ronda, z których zjechać trzeba, bo dostrzegasz nagle (najczęściej wraz ze wzrostem życiowych doświadczeń, tudzież obiektywnej wiedzy) jak zataczasz błędne koła. W tym momencie opada kurtyna, jesteście w teatrze Growera. Akt 1. Miałem trzynaście lat i zacząłem brać z kolegami narkotyki. Obiecaliśmy sobie, siedząc na domówce, gdy rodziców jednego z nas nie było, że będziemy wciągali amfę do końca życia. Ale romantyczne, yeah! Czy kilka lat później, zepsuty do cna, powinienem krzyczeć, że mój „narkomański honor to wierność fecie” (he, he), czy może uciekać z tych klimatów jak najdalej, zabierając kogo się tylko da i w nosie mając wołanie „zawsze wiernych”, którym na gębie zostały już tylko kości policzkowe? No bo wiecie, „wierność osiedlu”!

(więcej…)

Strona 1 z 19912345...Ostatnia »