Filip G. proszony o podanie adresu, bo nie wpisałeś go w tytule przelewu…


„Wracamy Po Was” 2019 – na obozy dla dziewczynek!

„TRENUJ SPORTY WALKI”! Niektórym się nie chce, a niektórzy bardzo chcą, ale nie mają na to kasy. Już raz uzbieraliście jednej mojej podopiecznej na obóz sportowy! W roku 2019 zbieram na obóz dla tej samej (ciągle ćwiczy), a także dla jeszcze innej, nowej dziewczynki, której rodzice mają spore kłopoty finansowe, a ona jest fanatykiem sportów walki i kocha walczyć! Pomóż im zdobywać doświadczenie, integrować się z rówieśnikami i tym samym poprzez sport odsunąć je od używek! Niedługo obie wchodzą w najtrudniejszy okres życia dla dzieciaków… Pokażmy, że „Wracamy Po Was”, abyście miały szanse na coś lepszego niż szlajanie się po osiedlu!

Wpłaty z dopiskiem „darowizna” na: 47 1750 0012 1975 2000 0012 6216. Całość zostanie przekazana na udział dzieci w zgrupowaniu sportowym latem 2019.

Można przelewać razem z kasą za „DL”24! 

AKTUALIZACJA 22.01: Jedna już jedzie! Na drugą brakuje 200 zł…


17.01.19 „Ja tańczę”… „Może tańczysz dla zła”?

„Dziadek z Voo Voo” wypuścił pierwszy singiel z nowego albumu, a ja dziwię się, że znowu moje ręce obeszły przy tym delikatne ciarki. Dziwię się, bo gustuję raczej w muzyce młodszych Waglewskich (Tworzywo i inne projekty Fisza, Emade…), których mam wiele płyt, ale „7” Voo Voo, a więc poprzednią płytę zespołu „starego W.”, kupiłem. Teraz na klipie do „Się poruszam 1” widzę panią tańczącą na protestach… żółtych kamizelek, a wraz z nią nawet kilku demonstrantów. O! Te ciarki mi przeszły na świetne spontan-tło i dobrą muzykę (klip jest genialny, ma klimat, jest wewnątrz gorących wydarzeń), ale gdy usłyszałem już uogólnianie w tekście, że „tańczę na nienawiść” to mi się stary nie Waglewski, a Grower w środku odzywa… Rozumiem sprzeciw wobec nienawiści i też mnie ona denerwuje, gdy jest patologiczna i bezmyślna. Z drugiej strony mamy przecież instynkt obywatelski i charakter, które to nie pozwalają na zamknięcie ust nam-społeczeństwu, stłumienie ludzi, całkowite zdeptanie godności. Także jeśli jest protest w słusznej sprawie, to „tańczenie” (czy inne pisanie kredą…) można uznać co najwyżej za głupotę, a nie uznawać za nią sam protest… Ja tańczę… gdy zabijają dzieci, ja tańczę… gdy nie stać mnie na paliwo? Zaśpiewałbyś tak panie Waglewski? Rozumiecie tą ignorancję?

(więcej…)

16.01.19 „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” – czemu?

Zaksięgowane do dziś wysyłki z „Drogą Legionisty” nr 24 zrealizowane, a więc niedługo przystąpicie do 100 stron lektury (dodałem też po dużo vlepek, prośba o promocję za ich sprawą)… Dzięki za zaufanie, niektórych od długich lat! Oczywiście „DL” zmieniła się, bo zmienił się (wewnętrznie) naczelny, ewoluowała. Tak jak Legia Warszawa jest wyrzutem sumienia dla innych ultras, tak praktykujący katolik jest wyrzutem sumienia dla „katolika” niepraktykującego, który rzekomo wierzy w Boga. Rzekomo, bo niby wierzy i wyznaje (na garderobie…?), ale nie interesuje go, co On ma do powiedzenia (a to dziwne połączenie, prawda?). Lepiej zamieść pod dywan to, że „trzeba się karmić chlebem i winem”…, a więc także spowiadać się i uczestniczyć w niedzielnej mszy świętej. „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” – to klasyk opinii od czytelnika dla każdego nawróconego twórcy z podziemia (rap, pisanie, żadna różnica…). Męczące to jest, bo znajduje się gdzieś na poziomie pytania „dlaczego zagubiony w ciemnym lesie człowiek świeci sobie znalezioną przed chwilą latarką, skoro tak fajnie sobie radził biegnąc na ślepo?”. Gdy znajdziesz światło widzisz więcej, szerzej, w większej liczbie kontekstów, celnie niczym rzuty Prewitta, aczkolwiek trudno to widzieć w takiej perspektywie osobie „z zewnątrz”.

(więcej…)

13.01.19 Mówisz Kreta – myślisz OFI, mówisz… i tak dalej…

Krótki sezon ogórkowy w Polsce ciągnie się niczym sprawa Wisły… Minęła sobota, wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy, jak mówił Alex z „Mechanicznej Pomarańczy”. Nachodzą mnie wspomnienia… Siedziałem wtedy z ziomkami już któryś wieczór pod rząd, piłem browary mieszane z wódką i oglądaliśmy klasyki podziemnych hate-VHS przegranych na DVD. Jak mi się, kurwa, nie chciało! Piwo nie wchodziło, nic nie wchodziło. – Ależ to jest piękny koncert! – komentował jeden z wpatrzonych w skaczący ekran kumpli, słuchając RAC z lat 90tych. – Włącz mecz – rzuciłem znudzony, bo leciały jakieś MŚ, ale nie każdy z moich znajomych, starych skinów, pokochał prócz glanów również futbol. Wykrzywili twarze. Lubię ich, ale nie rozumiem. Piękna jest subkultura szalikowa! Patrzysz przed siebie na sektorze, na ogrodzeniu siedzą fanatycy w klubowych kominiarkach, a dym z pirotechniki unosi się w kierunku pięknego nieba. Ulica przeniesiona na wielkie areny, połączenie idealne! Piątka po bramce przybita przez zawodnika zarabiającego dziesiątki tysięcy chłopaczkowi, który ledwo co wyżebrał na bilet. Co my byśmy robili bez naszych klubów? Czy odkrylibyśmy gdzieś takie połączenie szlachetnego chuligaństwa (w imię czegoś), sztuki i sportu? Pewnie nie i skazani bylibyśmy na jakieś szczątki, ochłapy klimatów osiedlowych, innych subkultur. Można przez chwilę skupić się na jednym, ale trzeba się zmienić, by pozostać sobą – przecież pewne rzeczy się nudzą! Nie chce mi się już pić, tym bardziej kiedy brakuje nowych zajawek, jak stare dziady, ciągle stare sentymenty.

(więcej…)

12.01.19 Dziki tekst o dzikach i dzieciach…

Tau nagrał filmik, w którym wyszydził medialną oraz celebrycką akcję dla… ochrony dzików w kontekście zabijania dzieci nienarodzonych (filmik wrzuciłem w jednej z ostatnich aktualizacji). Kilku komentatorów z naszej strony dziwiło się takim porównaniom, że po co wyciągać dzieci z trumien w tej innej („dzikowej”), również słusznej sprawie? Otóż czasem może trzeba i nie do końca sprawiedliwy kontekst właśnie będzie potrzebny dla wywołania refleksji? Wyobraźmy sobie sytuację, że rozpoczyna się w Polsce nowy Stan Wojenny, na ulicach jeżdżą czołgi, a telewizja razem z kilkoma znanymi śpiewaczkami zajmuje się organizowaniem charytatywnej akcji na sokoły wędrowne, ptaszki zagrożone wyginięciem. Też powiecie, że ptaszki jedno, a czołgi drugie, mimo że o czołgach się tyle nie mówi, a w większości mediów nie mówi się wcale? I o to właśnie chodzi, a nie o dziki. Jak Ci dziecko leją kijem na ulicy to akurat w tym momencie zajmujesz się sprzątaniem z niej leżącego nieopodal gówna po psie? Wszak trzeba, nowoczesny patriotyzm i te sprawy (sprzątam, sprzątam…)!

(więcej…)

12.01.19 #Barber Shop.

Jak co dwa tygodnie byłem strzyżony w moim ulubionym Barber Shopie. Włosy już skończone, gorący ręczniczek zdjęty z buzi i czekam sobie na strzyżenie brody, maszynką, nożyczkami, brzytwą. Puścili mi Fisza Emade „Dwa ognie” (bracia wypuścili nowy singiel!), więc prawie odjechałem, było mi tak błogo, że usypiałem. Barberka jest bardzo dokładna, siedzę tu już jakieś 40 minut, a dopiero połowa roboty… Aaaaaah. Lubię to – wyczekuję długimi dniami tego przymusowego (inaczej nie potrafię) siedzenia bez ruchu w wygodnym fotelu, przerwy w miejskim biegu, nie myślę wtedy o niczym bolesnym… To moje SPA. Poranne newsy dodatkowo łechtały mój relaks. Legia w końcu przepracuje obozy przygotowawcze (z radością oglądam przy kawie video z Portugalii, jak oni pracują to ja jestem jakby spokojny w pewnych kwestiach…), więc myślę nieskromnie, że CWKS wygra ligę, puchar, a ja zarobię (nie)dużo pieniędzy u bukmachera. Taki jest plan na wiosnę, jeśli chodzi o piłkę nożną. Patrzę w lustro, w jednym oku widzę „eLkę”, w drugim symbol dolara, a w trzecim, by wydać go na bilety na mecze… Po chwili jednak zobaczyłem coś jeszcze…

(więcej…)

12.01.19 Mistreat – „Heartless Bastards” (RACOi!, Finlandia, 2018).

Obrodziło ostatnio w powroty niegdysiejszych tuzów sceny RAC. Ubiegły rok przyniósł nam nowe krążki Fortress i Mistreat, z tym, że Finowie już wcześniej zdążyli sporo pograć na żywo (można ich było nawet zobaczyć w naszym kraju). Tak czy inaczej, po 13tu latach od wydania ostatniego długograja i jednocześnie w 30tą rocznicę powstania zespołu, światło dzienne ujrzał „Heartless Bastards”. Zastanawiałem się, czy Muke po takiej przerwie stanie na wysokości zadania i znajdę na tym albumie choćby jeden utwór dorównujący takim hitom jak „These Days”, czy „Finland Skinhead”, ale kiedy z głośników poleciały pierwsze dźwięki otwierającego ten krążek „Born without a Spine”, wiedziałem, że będzie dobrze.

(więcej…)

10.01.19 O! Znowu pytania…

Generalnie niczego nie żałuję, ale trochę mnie dręczy, na modlitwie, że przez życie „na czarnym humorze” i z tabu łamanym już od małego dzieciaka, nie będę w stanie uszanować w pełni Jego majestatu. Mówiąc wprost… – mamy zryte łby bracia i siostry, częściowo ze swojej winy, a częściowo z winy świata wokół (stale, od nowa atakuje on uzyskaną w ascetycznym trudzie czystość serca…). Nie dziwmy się, że każdemu z nas można by przypiąć łatkę „wierzącego specyficznie”. Na szczęście są Dzieje Apostolskie i ogólnie Ewangelie, jest Stary Testament… kto tam nie był specyfikiem, a nade wszystko – kto tam nie miał wad? Noe się upił, Dawid miał romans, a Piotr wyparł się Chrystusa… Kto czyta – nie błądzi, stara prawda, ale żeby nie grzeszyć nie wystarczy czytać, tylko trzeba trwać w modlitwie. Nauka zaś jest taka, że to co stare – zostawiasz w konfesjonale i masz ufać, zapominać – w ascetycznym trudzie – stare obrazki, jeśli owe są. Inaczej byłoby bez sensu.

(więcej…)

9.01.19 Wszystko bywa grą… Przede wszystkim z czasem.

Wszystko bywa grą. Szczęście człowieka „nowej Europy” jest grane przed lustrem. Szczęście, którego szuka w ciągle nowych, egzotycznych rejonach, lecz w pewnym wieku ma już pewne wrażenie tkwiące głęboko w tyle czaszki, że to – np. modna akurat joga – tylko jeden z kolejnych rejonów, który prędzej, czy później zawiedzie go i machnie na niego ręką mówiąc, że i tak czeka tylko na nieuchronną śmierć, próbując umilić sobie pierwsze zmarszczki i wypalenie, a przede wszystkim problemy w zdobyciu hajsu na konsumpcję. Powie: pora się napić… „Reinkarnacja jest, czy jej nie ma?” – pada pytanie przy latte. Kogo to tak naprawdę obchodzi z tych hipsterów, i tak chodzi im tylko o ten moment przejścia, właściwie o jak najweselsze przejście przez świadomość kruchości ludzkiego ciała, o nadzieję… O robienie czegoś modnego. W taki sposób nie można być zawsze szczęśliwym. Ale tak naprawdę… w żaden nie można.

(więcej…)

7.01.19 Jak Maksymilian M. Kolbe i… niejaki Christophe D. z Francji.

Uff, „DL”24 „odhaczony”, więc można coś wreszcie napisać na (w miarę) luzie… Maksymilian M. Kolbe, jak przekonuje Tomasz P. Terlikowski w biografii polskiego świętego, podając głośne, przemilczane przez Franciszkanina wydarzenia dziejące się w ówczesnej Polsce, nie zajmował się w swojej działalności wydawniczej politycznymi sprawami bieżącymi. Ktoś kto naprawdę żyje modlitwą, ten chyba nie potrafi zwracać uwagi na politykę w takim wąskim, brudnym, czyli typowo ludzkim sensie („to jest gra dzieciaku!”, ble…), jeśli już – patrzy na tego typu doniesienia szerzej (Kolbe akurat zwalczał słowem masonerię, której działania dziś odczytujemy jako „szkodliwą moralnie aktywność lewaków w mediach i polityce”). Być może idąc za tym przykładem, a także wieloma innymi (Christophe D., mistrz Francji w kategorii ciężkiej boksu także podszedł kilka dni temu do polityki po swojemu :-), niezbyt chce mi się komentować np. wejście A. Andruszkiewicza do rządu, na którym z początku stycznia skupiły się memy (ze wszystkich stron, to żałosne, że jakiś dewiant może być politykiem, czy tam członkiem reality show, a „narodowiec” nie – liberałowie bardzo się boją i od razu robią aferę jakby Auschwitz ponownie zaczął działać…). Andruszkiewicz? Tak to jest, że za wierność Systemowi (System nie musi oficjalnie pluć na godło i zabijać dzieci, ale zobaczcie ustawy, zobaczcie unie, do których „dumnie” należymy…) dostaje się nagrody, a za prawdziwy bunt ludzie mają wizyty w domu, nie zachowujmy się jakbyśmy się urodzili wczoraj… Bardziej interesują mnie Ci, którzy tego domu nie mają, a więc WPW (no dobra…, Christophe D. też dał radę na „żółtych kamizelkach” :-).

(więcej…)

Spis treści papierowej „Drogi Legionisty” nr 24 (zima 2019)! 100 stron!

Kolejny numer papierowej „Drogi Legionisty” złożony! Pod nazwą „DL” spotkam się z Wami na papierze po raz 24, a data wydania to zima 2019! Zin ten to 100 stron nowych/świeżych materiałów dotyczących sportu, wiary, polityki, kultury, życia i wszystkiego, co znacie z mojej twórczości! Prócz moich przemyśleń, przeczytacie ciekawe materiały od zaproszonych gości, korespondentów, od udzielających wywiadów nacjonalistów z Casa Pound Italia, raperów (CR, Klarenz), wydawców zinów („Antisocial”), a nawet założyciela klubu sportowego i jednocześnie kumatego kibica. Rekordowa jest liczba recenzji! Jest tu też kilka relacji z meczów Legii oraz innych klubów pisanych specjalnie na papier! Felietony dotyczą praktycznie wszystkich aspektów naszego życia, od tych wielkich po zwyczajną fascynację codziennością – w mieście i poza nim! Jeśli interesujesz się rozważaniem różnych kwestii w klimacie podziemia – „DL”24 musi się znaleźć w Twojej kolekcji! Do zina dodaję vlepki z motywem przewodnim okładki, a dla części także inne vlepki (do wyczerpania zapasów)! Zapraszam na szczegółowy spis treści! 

(więcej…)


31.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Tu chodzi o przesunięcie granicy, o którym pisałem nie raz – w kontekście kibicowskim jak i politycznym. Kto tego nie uchwyci, jego środowisko powoli wyginie, lub przesunie się na margines. Jeśli na poważnie bierzemy dyskusje o tym, czy odpalenie petard na meczu jest przesadą, czy nie, zastanawiamy się kiedy odpalać – to petardy będą „deadline” dla naszych oprawców, Systemu. Jeśli wszyscy mieliby to w dupie i robili swoje na maksa, „deadlinem” byłoby np. bieganie po murawie. Mądre głowy by gadały w studiach telewizyjnych, „o, dzisiaj wybiegli, trzeba ich ukarać!”, a petardy nie byłyby nawet warte uwagi, bo na takie pierdoły po prostu nie byłoby czasu. Podobnie jest w polityce, na Marszu spokój to czepiają się haseł Czarnego Bloku i tak będą brali palec po palcu od „oficjalnych narodowców” aż staną się oni drugim PiSem, który boi się wszystkiego – od czarnych protestów po ekologicznych dziwolągów. Dlatego ceń radykała swego, bo… możesz stracić wolność. Problem polega na tym, że reakcja musi być masowa, bo jednostki są łatwe do wychwycenia. Podobnie jest z wiarą (obok nie egzorcyzm, a ultras Hajduka z krzyżem) – kto „oddziela” i „kitra” skazuje naukę Jezusa Chrystusa na marginalizacje. Jeśli to Bóg – Jego nauki trzeba brać na maksa. Proste.

(więcej…)


28.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Wolę nauczać w starej szkole i przerabiać klasyk niż być kotem w nowej szkole, ale nie posiadać klasy. Widzę pierwszoklasistów na boisku w grze, ale czy to pierwsza klasa? Nie! To klasa B – to Piotrek „Tau”. Stara szkoła podziemnej prasy, zinek, na wykończeniu! Bunt rodzi literata, ale bunt rodzi także nacjonalistę i każdego innego –stę. Zdaliście już sobie sprawę, że jesteśmy romantycznymi marzycielami i że nasze wizje są tym, co generalnie nie ma prawa ziścić się w realnym świecie (w polityce, na trybunach, gdziekolwiek…)? Ja to już wiem, co nie znaczy, że nie piszę i nie jestem nacjonalistą. Najważniejszą cechą powołania literackiego jest być może to, że kto je poczuł, samą jego realizację traktuje jako największą nagrodę, większą, o wiele większą niż wszystkie, jakie dzięki swej działalności mógłby zyskać – to Mario Vargas Llosa. Nie czujesz tego? To nie pisz! „Drogę Legionisty” nr 24 dedykuję zupełnie szczerze, swojej miłości jaką jest pisanie i jaką jest podziemie. I każdy taki zwyczajny, spontaniczny wpisik jak ten – również… Kropka. Podczas spowiedzi przedświątecznej dłonie trzymałem na tym oparciu na łokcie pod kratką księdza, a nogi gdzieś z tyłu na ławkach i robiłem pompki… Na pasterce (dobiegłem za tramwajem) robiłem triceps – dłonie na ławce, a nogi wyłożone na tej przede mną i heja powtóreczki w przerwach… Nie no… beka z tych, co nie potrafią odpocząć nawet w Boże Narodzenie (niedawno też nie umiałem, wszyscy bywamy śmieszni z tymi swoimi misjami w bani). Ale po odpoczynku…, tak trzeba wstać z kanapy.

(więcej…)


27.12.18 RECENZJE: „Po co światu mnich?” (książka-wywiad, 2018).

No właśnie… spytasz, „po co”…? A tym bardziej „po co o nich tyle piszesz”…? Z chęcią przeczytałem wywiad-rzekę z mnichem z zakonu trapistów (bardzo surowa reguła) Michałem Zioło, który w bardzo przystępny i ciekawy sposób opowiada o tych, którzy czuwają na modlitwie siedem razy dziennie, kiedy świat śpi i kiedy hula w najlepsze. To Boży fanatycy (znani m.in. jako męczennicy, których historię opowiada głośny film „Ludzie Boga”), a ja fanatyków szanuję. Zażyczyłem sobie na święta, prócz książek oczywiście, takie lepsze naczynia do picia herbaty jakie znam z klimatów dalekowschodnich, a tak się składa, że BUSHIDO jest tematem przewodnim papierowego zina, którego właśnie wydaję, by w jeszcze lepszym klimacie odpoczywać czytając – nie tylko podczas świąt. Dobre herbaty (abstynent musi coś sobie wymyślić…), dobra lektura duchowa – to wszystko wprowadza człowieka w… bojowy nastrój, bo my przecież nie z tych, którzy zbyt długo potrafią tak wypoczywać… Polecę Wam tą książkę w kilku zdaniach.

(więcej…)