27.05.2007-6.02.2020

Informuję Was drodzy czytelnicy, że zawieszam pisanie jako „Droga Legionisty”. Od miesięcy noszę z tyłu głowy coś bardzo ciężkiego, że nie wiem, co powinienem Wam tu napisać, a to uczucie dla mnie nowe od kilkunastu lat – zawsze przecież „pisało się samo”… Nie okłamywałem Was – pisać muszę i piszę dalej, mam rozgrzebanych kilka tematów w kilku zeszytach, ale z tym czym była „DL” ma to chyba coraz mniej wspólnego. Chcę Wam podziękować za lata wsparcia, a także w imieniu dzieciaków, na których sprzęt, zawody i obozy sportowe nie raz się składaliście. Muszę na spokojnie, bez presji narzucanej samemu sobie, przemyśleć moją przyszłość nad klawiaturą, ale formuła istniejąca od 13 lat raczej się wyczerpała. Trzymajcie się!

ŁG


27.01.20 Wróg – „Wróg” (Oi!, Polska, 2019).

Była lewacka nagonka, były odwoływane koncerty i w końcu zakończenie działalności zespołu, a tu proszę – kilka miesięcy od tej smutnej deklaracji mamy zwrot o 180 stopni i odrodzony Wróg nagrywa debiutancki krążek! Płyta ostatecznie ukazała się w połowie listopada za sprawą Olifant Records i choć to taki dość umowny „debiut” (powstali na gruzach Wroga Publicznego), wzbudziła spore zainteresowanie na scenie. Tę zielonogórską grupę miałem okazję pierwszy raz usłyszeć na ostatnim FOG i z tego co pamiętam zaprezentowali się całkiem udanie, więc tym chętniej sięgnąłem teraz po CD. Przyznam od razu, że dawno nic mi tak nie podpasowało ze sceny Oi! w Polsce jak ten materiał.

(więcej…)


22.01.20 Większość ludzi przyzwyczajona jest do dziadostwa.

…ten świat to iluzja, prawie wszystko tu na tej ziemi to gra pozorów, które sami stwarzamy. Wszystkim się wydaje, że są cwańsi od cwaniaka, ale zawsze przychodzi taki moment, że cwaniactwo się kończy i zostaje pustka z cierpieniem, z którą większość niestety sobie nie poradzi…, bo nigdy się nie przebudzą. „…Jeden Bóg, Jedna Miłość… Żyj Prawdą!”, … co nie jest łatwe, tu w tych czasach i na tej ziemi, ale… Tylko to uchroni nas od zguby … wiem to doskonale… znam to z autopsji i obserwuję na przykładzie innych. Ci co szydzą i wyśmiewają ludzi dobrej woli, na nich też przyjdzie czas, jestem tego pewien,… widziałem to nie raz i nie dwa… Ci żyjący w kłamstwie, którzy własnowolnie się wypierają Boga, na pewno dostaną ciężkie baty, nic ich nie ominie,… bo sprawiedliwy jest tylko On.

(więcej…)


15.01.20 „O wszystkim i o niczym”.

Ktoś nasrał na półpiętrze między parterem, a pierwszym. Z buta do góry nie bardzo – cuchnie jak cholera, a windą to też emocje, bo od kilku tygodni szarpie nią na kilku piętrach, masz uczucie prawie jak turbulencje w samolocie. Oczywiście ekipa od naprawy dźwigów przez tych kilka tygodni nie może tu dotrzeć. Przypomniałem sobie jak jeszcze dokładałem swoje trzy grosze do obrazu nędzy i rozpaczy tego bloku. Czasy, gdy jeszcze piłem, a moje mieszkanie było znaną imprezownią. Raz ktoś prawie spalił blok, bo zatrzasnął się w kiblu, a czajnik był wstawiony, nie miał telefonu, a ja byłem w sklepie – też bez klucza, bo gość zakluczył do od środka. Z buta musiałem wywalić drzwi. Byłem po wódkę, więc zamiast naprawić te drzwi, wzięliśmy się za kończenie popijawy. Kto by się przejmował takim szczegółem. Drzwi luźno oparte o framugę, na klatkę wydobywa się zapach spalenizny, wewnątrz wesoła muzyka. Co chwila ktoś dochodzi i przez tą śmierdzącą dziurę woła mnie po ksywie. „Tak, otwarte – jak widzisz, wchodź…”. Drzwi naprawiłem po kilku dniach, po melanżowej przedłużce. W telewizji leciał mecz z wyłączonym głosem smutnych komentatorów, bo w takich właśnie typowych polskich starych blokach futbol jest jednym z głównych tematów do rozmów, ucieczką od tego całego syfu…

(więcej…)


15.01.20 „Block West Echo” (magazyn fanów Rapidu Wiedeń, Austria).

Są podobno osoby, które lubią Rapid Wiedeń, mi się akurat cała austriacka scena ultras nie podoba w ogóle. Niby to nie ich wina, że się tam urodzili – u Adolfa pod wąsem, robią co mogą, ale… dla mnie ogon Europy. Nie zmienia to faktu, że listonosz przyniósł mi wygrzebane u korespondenta magazyny „Block West Echo”, kolorowe pismo z zielonej części Wiednia, które już w latach 90tych ukazywały się jako czarno-biały fanzin. Są to numery sprzed kilku lat, więc nie wiem jak magazyn wygląda obecnie (wychodzi na pewno), ale jak na okolice 2010 roku, był całkiem zgrabny, mimo nietypowego formatu A4. Kosztował 3 euro. Posiadam dwa numery, jeden ma 24, a drugi aż 64 strony dużego formatu z podwójną, rozkładaną okładką (front na miniaturce obok)! Całość w kolorze i na śliskim papierze.

(więcej…)


13.01.20 Przegląd kolorowej prasy kibolskiej: Czechy, Węgry…

W tekście „Prędzej umrą, niż będą żyli konwencjonalnie” przywołałem cytat z Bukowskiego o ludziach żyjących na marginesie. Niestety Charles to alkoholik, a pisze też o innych używkach jako części tej „wolności”. Tego nie popieram, na moim marginesie obecny ma być Chrystus. Diabelski pył zmiatał z planszy gwiazdy, które uważały się, lub które uważano za bogów, zmiatał też szarych ludzi. Nie ma chemicznego wzoru na szczęście, co najwyżej przez chwilę, ale potem nieuniknione dla każdego człowieka cierpienie dopadnie każdego nałogowca ze zdwojoną mocą. Wzmocnione ćpuńskimi, czy alkoholowymi fobiami. Polecam odloty ze sztuką, sportem, subkulturowe i kulturowe. Niedawno zlądowały u mnie dwa magazyny, bliźniacze do „TMK”. „Vendegszektor” (wrzesień 2019) to magazyn z Węgier, a „Football Factory” (5/2019) to ultrasowsko-chuligański magazyn z Czech. Fajne cieszynki na czas, w którym „normalni ludzie są w pracy”. O czym piszą, jak wyglądają?

(więcej…)


12.01.20 „Diego” (film dokumentalny, 2019).

Ponad dwugodzinny, głośny film dokumentalny „Diego” (2019) po prostu musiałem zobaczyć, a z pomocą przyszły torrenty. Maradona od początku wielkiej kariery żądał chwały, nie pieniędzy – pewnie dlatego przeszedł z FC Barcelona do SSC Napoli. Nawet, gdy Neapol był ósmy w tabeli, mówił że czuje się tu świetnie, bo ludzie go szanują i uwielbiają. Do czasu… Półfinał MŚ Włochy – Argentyna na stadionie Napoli nieco namieszał… „Typowy Argentyńczyk” (?) – na ścianie Maryja Dziewica, a obok goła baba z gazety erotycznej. Oglądamy niesamowitą ilość materiałów archiwalnych z udziałem Diego. Kiwki, gole, a przede wszystkim momenty spoza boiska. Już samo powitanie gwiazdy w Neapolu to coś niesamowitego. Pełen stadion, ultrasi z racami – tylko po to, by zobaczyć tego piłkarza. Materiały z 1984 roku są w całkiem dobrej jakości.

(więcej…)


12.01.20 „Prędzej umrą, niż będą żyli konwencjonalnie”.

Dzieciaki na stadionach są dowodem, że nie każdy łyknął powszechną przynętę, zakochał się wyłącznie w karierze. Sport! Sport od różnej strony. Jedna starsza zawodniczka sportów walki tłumaczyła mojej trzynastoletniej podopiecznej: pamiętaj, zostań w sporcie jeśli starzy Cię w tym wspierają, bo jak odpuścisz to będziesz musiała zostać jakimś prawnikiem, czy lekarzem i będziesz dwadzieścia lat tylko się uczyć pod przymusem, a potem siedzieć w stercie papierów. Podobnie z kibicowaniem, zakochaj się, bo zmniejsza się szansa przepadnięcia w dramacie jakim jest szare życie, kariera zawodowa i „idealne społeczeństwo”. Jak wyraziste i mocne są Twoje wspomnienia z dobrego meczu, albo z momentu, gdy sam startowałeś jako zawodnik?

(więcej…)


11.01.20 „O wszystkim i o niczym”.

Milicja „gdzieś” zabiła kibica, dopiero co była rocznica, państwo „gdzieś” zastrzeliło samolot, „przez pomyłkę”… Mimo to – policji i państwom nikt nie mówi, że przez te pomyłki powinny przestać istnieć. Ultra-ulica też ma swoje „pomyłki” i „wypadki” za uszami, ale robi też dużo dobrego, daje ludziom namiastkę wolności. Jak można zwać się porządnym obywatelem wspierając bandyckie struktury tylko dlatego, że są oficjalne? Cóż, mówcie że jestem zdemoralizowany, ale nie łykam waszej logiki, wiem że wszędzie – w każdym środowisku – są i szuje i ludzie honoru. Przemek Czaja – pamiętamy! Ofiary zestrzelenia samolotu – spoczywajcie w pokoju. Wy, jedne z wielu ofiar naprawiania świata przez tych rzekomo mądrzejszych niż my, mrówki z bloków… Świat na swój obrzydliwy sposób kręci się dalej i tylko zbudowaniem znośnego światka wokół siebie jesteś w stanie to wytrzymać.

(więcej…)


10.01.20 Irydion – „D.O.M.” (eksperymentalny rock, Polska, 2019).

Jakoś nie trafiłem nigdzie na zapowiedź wydania nowego materiału chłopaków z Brzegu i kiedy dostałem plik mp.3 do odsłuchu pomyślałem na początku, że to pewnie „the best off…”, czy tam akustyczne wersje ich największych szlagierów – ale nie… Po dwóch latach od ukazania się świetnej „Heterofonii” Irydion wypuszcza nowy album, a wiedząc z jaką częstotliwością ukazywały się po sobie kolejne, to ten powstał w (jak na nich) zawrotnym tempie he, he… Już na poprzednich wydawnictwach panowie pokazali, że lubią łączyć różne style, ale tutaj zaserwowali słuchaczom niezły mix. „D.O.M.” wymyka się schematom, najbliżej mu chyba do eksperymentalnego rocka, ale są tu utwory oparte tylko na muzyce klasycznej z jedynie basem lub/i perkusją w tle („Oddajcie czerń!”, „Chłopcy z lasu”, „966”), industrialu, a nawet flamenco!

(więcej…)


9.01.20 „Black Mirror. Czy to już się dzieje?” (książka, F. Chiusi, 2018).

Fala fascynacji serialem „Black Mirror” (również jestem jego fanem) nie ominęła rynku książek. Na półkach znajdziemy dwie nowe książki związane z dziełem Charliego Brookera. Recenzowałem Wam praktycznie odcinek po odcinku, dlatego dzisiaj chciałbym wyjść od nieco innej strony. Sfiksowanie się na jednej, w tym przypadku wyłącznie pesymistycznej wizji przyszłości może spowodować, że przegniemy pałę w mesjanizmie. Przy moim regularnym spotykaniu się z dziećmi i młodzieżą dochodzę do wniosku, że widzenie wszystkiego w czarnym lustrze może prowadzić do ośmieszenia cennych ostrzeżeń, co zauważa także twórca serialu, który generalnie przedstawia się jako… fan technologii. Technologie nas uzależniają, korporacje i służby nas śledzą w różnym celu – owszem, ale czasu nie cofniemy i powinniśmy skupić się na obronie siebie i świata, ale także na… niedaniu się zwariować. Przecież nawet Netflix, do którego obecnie należy „Black Mirror” zastosował zabieg z umieszczeniem samego siebie w jednym z epizodów! Zapraszam na recenzję i garść refleksji.

(więcej…)


8.01.20 Czas wchodzenia na… szeroką drogę?

Symbolem walki do końca może być z pewnością parafia katolicka wewnątrz ulicy rozpusty na hamburskiej dzielnicy Sankt Pauli. Modląc się w niej czułem się totalnie osaczony. Lewicowym trybem życia, liberalnym trybem życia, rozpustą i odwróceniem wartości. Osaczony brakiem zrozumienia słowa miłość i tego po co w ogóle jest życie. W pustym kościele przebywało (to chyba dobre słowo) kilka osób, jakaś wycieczka traktująca go jako ciekawostkę obok barów wizytowanych przez gwiazdy rocka, a w sąsiedztwie tańczące w oknach i zachęcające turystów prostytutki każdej płci i orientacji. Ludzie korzystający z uciech, dużo odurzonych i Najświętrzy Sakrament pośrodku tego wszystkiego. Symboliczne! Przyznam, że pokusa musi mieć dla tych katolików inny wymiar, wszak nie każdy mieszka w sąsiedztwie burdelu położonego na burdelu i do tego na przeciwko burdelu. Czułem się tam słaby – a byłem chwilę, ale dałem radę. Co trzeba powiedzieć światu by zawrócił z drogi ku przepaści? Na pewno nie można rozmyć dogmatów wiary, ale odpowiedniego języka z pewnością trzeba szukać i trzeba do tych ludzi wyjść. Z nadzieją patrzę na władze kościelne, a tam… jej kontrowersyjna głowa. Co jednak zostało…? Nowe sekty zakładać?

(więcej…)


5.01.20 „O wszystkim i o niczym”.

Żyjemy w latach dwudziestych. W latach dwudziestych XX wieku Polacy pokonali Rosjan i dokonali Cudu Nad Wisłą. Związek Sowiecki wydawał się czymś potężnym i niepokonanym, podobnie jak później III Rzesza, czy w zupełnie innym sensie (wiem, wiem…) dzisiejsze „unie” i „ostateczne ideologie”, w które wplątuje się Polskę, lub w które ona sama siebie wplątuje, nie chcąc „wypaść z obiegu”. Wieczny jest tylko Bóg – w to musimy wierzyć, ale i o tym głośno mówić, bo wrogowie naszej Prawdy krzyczą coraz głośniej. Pojeżdża się po tych wszystkich cyber-ewangelizatorach, ale dajmy im spokój, te setki tysięcy wyświetleń są potrzebne także nam i wielu jest ludzi, którzy robią dobrą robotę dla fundamentów cywilizacji na jakich mogliśmy ponownie świętować Sylwestra, czyli 2020 lat po narodzinach Chrystusa Króla. Póki jakiś Szustak (i inni) trzyma się dogmatów nauki Kościoła i nagrywa odcinki, w których tak jak my np. krytykuje LGBT+ (700 tysięcy wyświetleń!) to niech sobie jest, dla tych mniej upolitycznionych niż czytelnicy „DL” to i tak lepiej niż pani Tokarczuk, czy pan Żulczyk, któremu odbija coraz mocniej, niestety. Katolicyzm też musi mieć celebrytów. Może to dzięki nam wszystkim, całemu ogółowi działań każdego z nas – na jutrzejszych Orszakach Trzech Króli pojawi się tysiące Polaków z różnych pokoleń? Tyle gówna, hejtu spływa na naszą Ojczyznę, a ja chcę po raz kolejny się nią dzisiaj i jutro zachwycić. Dzisiaj mam kolędę, a jutro jest święto. Jezus nie odklepał!

(więcej…)


4.01.20 Uczę się chłodu…

Moja zawodniczka ma tak niskie poczucie wartości z powodu rozbitej rodziny, że patrząc na swoje zdjęcie z medalem za Mistrzostwo Polski (tak, tak, stali czytelnicy pewnie pamiętają początki, a tymczasem mamy już z dzieciakami tego typu sukcesy…) mówi: wyglądam jak gówno. Rozumiecie? Zero pozytywów. Na tym samym zdjęciu stoję też ja. Może i wyglądam jak kretyn, ale doszukuję się tego dopiero po „optymistycznym” wywodzie mojej podopiecznej, a generalnie widzę tam sukces! Widzę tam: jesteśmy jacy jesteśmy, ale mamy, kurde, złoto, w tej swojej niedoskonałości osiągnęliśmy coś fajnego! Niestety moja podopieczna idzie w kierunku upadku, który większość musi zaliczyć żeby się odbić i wiem dobrze, że przyjdzie taki czas, kiedy faktycznie zrobi z siebie, albo ktoś z niej zrobi, gówno i gdy odszuka nasze zdjęcie, nieco inne określenia na ten okres życia przyjdą jej do głowy. „Wyglądam jak gówno”… niesamowite, normalna nastoletnia dziewczyna ze złotem!

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Waldemar Pernach o „Drodze Legionisty” nr 25.

Gratulacje z okazji 25 numeru „Drogi Legionisty”! Podziwiam za zaradność przy pokonywaniu trudności wydawniczych. Ja poległem pokonany przez wydawców. Po wydruku czekali na zamówienia z hurtowni, a hurtownie na zapotrzebowanie z księgarni. Bierność? Prymitywne cwaniactwo. Najkrótsza droga do wydania, to zapłacić za druk i przedstawić wydawnictwu recenzje. Tym sposobem wydawca ma w stu, a nieraz i w dwustu procentach pokryte koszty bez zobowiązań względem piszącego sieroty. Z malowaniem jest prościej. Krótszy okres tworzenia i kolejny obraz mogę wstawić za szafę. Imperatyw twórczy jest spełniony. Z „Drogą Legionisty” jest chyba podobnie. Niezawodna jest samowystarczalność. Ostatnim moim wyczynem był obraz symbolicznie przedstawiający śmierć w wniebowstąpienie BP ks. Jerzego Popiełuszko (w załączeniu; rozm. 125×85).

(więcej…)