14.10.19 „Joker” (film fabularny, USA, 2019). Kino „niebezpieczne”…

Kto by się spodziewał, że historia o komiksowym superzłoczyńcy i jednocześnie największym przeciwniku Batmana zdobędzie główną nagrodę na 76 Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji? Reżyser Todd Philips słynący zazwyczaj z wesołego kina rozrywkowego zrobił coś niemożliwego, tworząc wraz z odtwórcą tytułowej roli – Joaquinem Phoenixem arcydzieło, o którym będzie się mówić nie tylko w sferze artystycznej, ale również w kontekście społecznym, politycznym i psychologicznym! Bo taki jest właśnie współczesny „Joker”, będący ucieleśnieniem ciemnej ludzkiej natury i lustrzanym odbiciem maski, za którą czai się prawdziwe zło. Parafrazując pewne powiedzenie – nie drażnij błazna, bo kiedyś może on się zamienić w Jokera! Dlatego w tytule recenzji jest napisane „kino niebezpieczne”. Niebezpieczne, bo… kusi błaznów, potencjalnych mścicieli na świecie i hejterach, a takich w XXI wieku nie brakuje.

(więcej…)


14.10.19 „Boże Ciało” (film fabularny, Polska, 2019). Kręte drogi…

(…) Jak to słyszałem, to pomyślałem sobie, że gdyby Pan Jezus głosił takie kazania jak my, toby Go nigdy nie ukrzyżowali, bo za co? Za co? Mówimy tak fajne kazania, że nie ma za co. Nawet ich nikt nie pamięta (kard. Konrad Krajewski, z książki „Zapach Boga”). Skojarzył mi się ten fragment rozważań papieskiego jałmużnika z filmem, który aktualnie grany jest w dużych kinach w całej Polsce. Głosić takie kazania, by wierni je zapamiętali… Jestem świeżo po seansie tej – rzekomo – inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami polskiej historii o tytule „Boże Ciało”. Bohaterem jest „kapłan”, który trafił do serc, a jego posługę zapamiętali wszyscy mieszkańcy… Zacznijmy od krótkiego zarysu fabuły. Młody chłopak, Daniel (w tej roli świetny Bartosz Bielenia) w trakcie pobytu w poprawczaku jest pod pozytywnym wpływem charyzmatycznego kapłana i z czasem zaczyna marzyć o byciu księdzem. Przeszkodą jednak jest wyrok, lecz drogi Pana Boga są kręte… Daniel wychodzi na warunkowe zwolnienie i ma się stawić w zakładzie stolarskim na typowej pipidówie, do roboty, która pomoże mu się zmienić na lepsze. Spontanicznie podejmuje jednak decyzję o wejściu do miejscowego, wiejskiego kościółka, a potem już sprawy nabierają niespodziewanego dla wszystkich obrotu…

(więcej…)


3.10.19 „Vendegszektor” (magazyn kibicowski, Węgry, czerwiec 2019).

Nie żebym nie próbował zmienić kiepskiej sytuacji z zinami w Polsce – sam wydaję cały czas, a prócz „Drogi Legionisty” robiłem przecież zina „Nienawidzimy Wszystkich”, rozdawanego kilka lat temu przed meczami na Łazienkowskiej 3. Przestałem go robić, bo przestałem być odpowiednią osobą do pisania fanzina wewnątrzklubowego, tak ot – ze zwykłej przyzwoitości odpuściłem. Szkoda jednak, że wśród aktywnych bardziej chłopaków nie ma żadnego chętnego do fanzinowania. Może kiedyś…? Tymczasem kolekcjonuję sobie prasę ze świata. „Vendegszektor” to węgierski, pełnokolorowy magazyn kibicowski, poświęcony krajowej i zagranicznej scenie kibicowskiej. Nazwa magazynu po polsku oznacza „Sektor gości”, jest to coś na zasadzie węgierskiego „TMK”, ale jeszcze dużo pracy przed redakcją nim dogoni polski miesięcznik pod jakimkolwiek względem. Doszedł do mnie czerwcowy numer. Zdobi go ciekawa okładka z wypaloną pirotechniką niesioną w specjalnych rękawicach. Zawsze to jakiś inny okładkowy motyw niż same momenty odpalenia, czy też kibice w innych sytuacjach. Na tyle okładki rocznicowe racowisko grupy kiboli reprezentacji Bratanków (pozazdrościć), w tle panorama miasta. A co w środku…?

(więcej…)


1.10.19 „GU CKST DU” (fanzin ultras, Hannover 96, Niemcy).

Tego fanzina, podsumowującego starszy sezon fanatyków Hannoveru 96 kupiłem na stanowisku ich ultrasów przed meczem z Arminią Bielefeld we wrześniu tego roku. Zinek kupiony u źródła smakuje podwójnie dobrze, jest najlepszą pamiątką z meczu odwiedzonego ultra-turystycznie. Sam meczyk, miasto i różne refleksje z tego spotkania 2.Bundesligi czekają Was w „DL”25, a że recenzje w jesiennym numerze mam już napchane na maksa, tu podzielę się wrażeniami z kartkowania zina głównej grupy H96…

(więcej…)


25.09.19 „45 Grad” (magazyn ultras, Niemcy, nr 40/wrzesień 2019).

Wizyta w Niemczech nie mogła obyć się bez kupienia (w tym przypadku za 3 euro) wszystkiego, co chociaż trochę jest kibolskie i jest magazynem do czytania/kartkowania. W skrócie: na kolekcjonerską półkę i do nakręcania się przed meczami. „45 Grad” (45 stopni nachylenia trybuny…, kiedyś mylnie myślałem, że chodzi o 45 minut trwania połowy meczu), najnowszy, wrześniowy numer przywiozłem z portowego Hamburga. Na okładce wyjazdowe choreo FC Sankt Pauli, kurde, prześladują mnie ci piraci ostatnio. Albo ja ich… – widziałem chyba więcej meczów FCSP na żywo niż większość polskich lewaków, heh, ale już dość. Na tyle okładki redakcja „45” lubi zamieszczać old schoolowe stadiony, a że jest z Lipska to problem „nie old schoolowego” Red Bulla, który piłkarsko radzi sobie niestety bardzo dobrze, a jest sztucznym tworem znienawidzonym przez ultras, zna aż do porzygania… A co w środku?

(więcej…)


24.09.19 „11Freunde. Spezial. Liebe & Hass” (magazyn, Niemcy, 2019).

Futbol jest jak życie. Nie jest wyłącznie dobry, lub wyłącznie zły. Jest jak natura, jak człowiek po grzechu pierworodnym, jak ewolucja. Specjalny numer magazynu „11Freunde” kręci się wokół dwóch haseł „Miłość” (Liebe) & „Nienawiść” (Hass), a wszystkie te uczucia w kontekście futbolu. Do połowy magazyn dotyczy „Liebe”, a od połowy „Hass” przy czym okładki umieszczone są odwrotnie (łącznie z tekstami, do których nawiązują) – tak, więc każde z haseł może być „tym pierwszym”, czy „tym ważniejszym” (ja jako miniaturkę obok zamieszczam okładkę „nienawiści”). Każda połówka ma po 66 stron dużego formatu, a więc w sumie za 6,90 euro otrzymałem 132 strony w kolorze. 132 strony o futbolu inaczej, o futbolu z pomysłem, o futbolu bez omijania niewygodnych tematów, dat i obrazków. To mi się podoba, nawet jeśli nie jest tworzone przez ultras! Bo przecież piłka to my wszyscy, bo przecież piłka to miłość i nienawiść, tak jak i całe społeczeństwo…

(więcej…)


11.09.19 Wadera/Słowiańskie Odrodzenie/Gammadion – „Against The Modern World” (Metal/RAC, Polska, 2019).

Ten split już po wysłuchaniu promo zapowiadał się nieźle – nowe kawałki Gammadion, po kilkuletniej przerwie powróciło Słowiańskie Odrodzenie i nieznany mi dotąd projekt Wadera. Kwestią czasu było, kiedy ten krążek trafi w moje ręce, heh. Po odsłuchaniu pierwsza myśl dotyczyła tytułu „Against The Modern World”, bo chyba lepiej wybrać nie było można dla tak niekomercyjnego, mocnego, oldschoolowego materiału. Ale, od początku. Krążek wydano standardowo w plastiku, ze wszystkimi tekstami i grafikami w czarno-białej tonacji.

(więcej…)


5.09.19 „71 fragmentów” (film/dramat, Michael Haneke, 1994).

Żyjemy w świecie hipokryzji, presji, wyścigu szczurów i chamstwa, a kiedy dochodzi do tragedii wszyscy są zaskoczeni. Ktoś otworzył ogień do niewinnych ludzi po czym odebrał sobie życie – z pewnością wariat. A jakie są powody tak głębokiej depresji szarego obywatela Zachodu? Dlaczego im głębiej w dobrobyt tym więcej bezsensownych zbrodni i zboczeń? Spytam prosto… nudzi nam się? Czasem proste odpowiedzi są najbliżej prawdy. Niedobór przeraża, dobrobyt nudzi. Przy tym telewizja, a dziś oczywiście komputery i smartfony, powodują że stajemy się sobie coraz bardziej dalecy, zanikają więzi międzyludzkie, a co za tym idzie – mniejsza jest wrażliwość na prawdziwe tragedie dziejące się tuż za naszą ścianą, albo jeszcze bliżej. Ważniejsze są problemy z „telewizora” – te dalekie, jak wojny oglądane za pośrednictwem TV przez bohaterów „71 fragmentów”. Łatwiej zrobić przelew w akcji fejsbukowej niż pomóc żywej osobie poprzez obecność. Czy tego typu popkultura, co recenzowany niedawno przeze mnie film Tarantino (znany z pokazywania rzeźni) faktycznie pomaga podkręcić potencjalnego mordercę?

(więcej…)


1.09.19 „Siódmy kontynent” (film/dramat, Michael Haneke, 1989).

Recenzja, której Ty akurat szukasz, a o której większość czytelników „DL” myśli sobie „ale na cholerę to tutaj?”. Tak, to właśnie ta! Jeśli omijasz wszystko, a czekasz na podsunięcie Ci czegoś ciężkiego i dla masy nudnego – tak, to właśnie jedna z tych recenzji. Tarantino Tarantinem, ale to ciągle TYLKO kino rozrywkowe. To najbardziej ambitne nie jest tak głośne, nie we wszystkich kręgach i nie na wszystkich słupach reklamowych. Jednym z godnych uwagi twórców prawdziwych – choć fabularnych – obrazów o dramacie ludzkości jaką jest ona sama, jest 77mio letni dziś Niemiec Michael Haneke. „Siódmy kontynent” to jego debiut nie-telewizyjny (1989), a powstał pod wpływem notatki prasowej przeczytanej przez reżysera i oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w Austrii i Australii pod koniec lat 80! Cała twórczość Haneke to suma obserwacji społeczeństwa i czytania między wierszami. To pokazanie, że w czasie postępu, w czasie pokoju wcale nie jesteśmy wolni od depresji i błędów zwiastujących nowe katastrofy, wręcz przeciwnie. Oto rodzina z klasy średniej postanawia zaplanować swoje samobójstwo. Powód? Mimo, że „posiadają wszystko” – nie mają po co żyć… Co doprowadziło ich do takiego stanu i co gorsza – decyzji? Jakie są błędy społeczeństwa, kultury, ich własne…?

(więcej…)


30.08.19 „Pewnego razu… w Hollywood” (film, Q. Tarantino, 2019).

Masz swoich sukinsynów? Takich, o których mówisz, obcując z nimi, „znowu to zrobił, sukinsyn!”. Podtrzymują bezsens Twojej egzystencji na tym globie. Mam to szczęście, że Legia Warszawa jest dla mnie takim inspirującym sukinsynem, czekam aż zagra tak, że serca drżą (nie tylko moje, wszystkie w Polsce mają drżeć), a chłopaki pokażą oprawę aż jakimś cieniasom połamią się z wrażenia ołówki. W każdej dziedzinie mam swoich sukinsynów. W dziedzinie filmu – prócz mistrza z Japonii (kto czytał „DL”24 ten wie) – będzie to z pewnością pan Quentin. Ej, jaki ma być gust kibola jeśli chodzi o filmy akcji jeśli nie produkcje twórcy „Pulp Fiction”…? Szczyt ironii przesyconej przemocą. „Pewnego razu… w Hollywood” (2019, 161 minut) to dziewiąty film Tarantino, który grają akurat w kinach (idź nawet dziś). Byliśmy w cztery osoby, niżej podpisany najbardziej zajarany i wkręcony. Tym razem znany i rozpalający fanatyków kina twórca umieścił akcję w roku 1969, przenosimy się do Hollywood w Los Angeles. Komediodramat Tarantino jest specyficzną satyrą klimatów tamtych czasów. Już od pierwszych minut musimy przenieść się do specyficznego świata, tempa akcji i sposobu opowiadania mistrza. Długość scen i dialogów nie przypadnie do gustu tylko tym, którzy się nimi nie potrafią rozkoszować, albo nie wyczuć, że to oddanie hołdu klasyce.

(więcej…)


1.08.19 „Pielgrzymka Do Jasnej Góry” (Władysław St. Reymont, 1895).

Trudno jest recenzować pamiętnik, bo niby co tu oceniać? Może tylko styl jego napisania, ale przy Władysławie St. Reymoncie (7.05.1867—5.12.1925, jeden z bardziej nielubianych klubów ma stadion przy ulicy jego imienia) wiadomo, że był piękny i poetycki. W piękne słowa autor ubrał polskie wsie i miasteczka, a także poranki i wieczory w XIX wiecznej Ojczyźnie. Mówiłem znajomemu, który mógłby być moim ojcem, że idę do Częstochowy. Spytał jak liczna będzie pielgrzymka. Odpowiedziałem, że nie wiem, ale liczna… Zaśmiał się pod nosem i dodał, że to zależy co mam na myśli mówiąc liczna, bo kiedyś chodziły pielgrzymki liczące 600 osób. No nie…, tak liczna moja nie będzie. Ale kto tam szedł? Jako patrioci często idealizujemy stare czasy, zresztą podobnie jest z dzisiejszym Dniem Pamięci Powstania Warszawskiego, a prawda jest taka, że – jak zawsze – bywało różnie (szlachetnie, lecz nie cukierkowo!). Chociażby z tego powodu warto wspomnieć coś więcej o „Pielgrzymce do Jasnej Góry” Reymonta.

(więcej…)


1.08.19 Obłęd & Bandeira De Combate (RAC, Polska/Brazylia, 2019).

Prawie półtora roku minęło od zapowiedzi tego krążka i powoli zaczynałem już wątpić, że coś z tego wyjdzie, ale na szczęście pomimo czasowej obsuwy materiał wreszcie ujrzał światło dzienne. Split z Brazylijczykami to dość niecodzienna inicjatywa jak na nasze warunki, nie mogę sobie przypomnieć by ktoś z polskiej sceny wcześniej tego próbował. To dobra droga, należy łamać schematy i współpracować z ludźmi myślącymi podobnie do nas na całym świecie. Jako pierwszy zaprezentował się Obłęd.

(więcej…)


30.07.19 Obłęd – „Czerwona Demokracja” (RAC, Polska, 2019).

Po dłuższej przerwie Obłęd powraca na front! Cierpliwość fanów została nagrodzona, bo prawie jednocześnie ukazały się… trzy wydawnictwa, w tym „the best off…” na winylu (trzy kolory). Najbardziej interesującym z tego towarzystwa wydał mi się nowy pełniak, o jakże oczywistym dla nas tytule – „Czerwona Demokracja”. Jestem po kilku przesłuchaniach i mogę śmiało powiedzieć, że zespół po raz kolejny potwierdził swoją dominację na rodzimej scenie nacjonalistycznego rocka. Muzycznie jest bardzo dobrze, momentami dość ciężko, hard rockowo. Teksty zasługują by przyjrzeć się im dłuższą chwilę, nie ma tu jakiejś śpiewanej poezji, jest mocno i bez owijania w bawełnę, ale grupie udało się uniknąć monotonii i tematów na jedno kopyto.

(więcej…)


13.07.19 Świadectwo kibica Lechii Gdańsk i członka FMW (książka/DVD).

Film DVD oraz dodana do niego książka wyszły w 2016 roku, ale jako, że prawie sam Wam te recenzje na „DL” rzeźbię, nie wszystko mogę od razu, na bieżąco ogarnąć. Poza tym – „Po drugiej stronie życia” (Andrzej Duffek i Jarosław Mańka) jest zawsze aktualne, nawet jakbyś oglądał je za 10 lat… To świadectwo kibica Lechii, brata śp. Tadeusza Duffeka, również członka Federacji Młodzieży Walczącej, a więc osoby, która w latach 80tych podjęła walkę z komuną, niosąc na sztandarze Boga, Ojczyznę oraz barwy klubowe. Ci bracia to kawałek pięknej historii polskiej kibolki, która ma również takie oblicza – nie tylko ciemne… Dzisiaj też wybierasz swoją drogę, wszak walka w Polsce, w Europie, w duszy, choć jakże inna, ciągle trwa… Poświęcisz godzinę…? Ja za oryginalne DVD dałem 25 zł i nie żałuję tych pieniędzy.

(więcej…)


13.07.19 „Silniejszy od nienawiści” (Tim Guenard, książka, Francja’99).

Wiele ostatnio świadectw… Tych mocnych i takich, że ktoś „dwa razy zapalił marihuanę” i rozwodzi się nad tym na jakim to był wielkim dnie (a może trzeba mu jednak pogratulować tylko takiego dna?). Szczerze mówiąc – ostatnio czytelniczy przesyt takich historii, chociaż Chwała Panu za każdą. Takie też miałem podejście do książki niejakiego Guenarda, którą wcisnął mi znajomy. Jakiś czas się do niej zabierałem, ale jak się już zabrałem to przeleciałem po niej jak Sparta po Millwall w tegorocznej ustawce. Może nie było to 30 sekund, ale bardzo szybko… Bo co powiedzieć o gościu, którego matka w wieku trzech latek przywiązała do znaku drogowego i zostawiła na pastwę losu? O gościu, który ucieka z poprawczaka, którego na ulicach Paryża gwałci jako dwunastolatka zboczeniec, a który krótki czas później trafia do gangu, by w nim udowadniać swoją siłę…? A to dopiero początek…

(więcej…)