12.10.17 RECENZJE: „Moc milczenia” (książka, Diat Sarah, 2017).

Chyba jest przekichane, gdy pismak odkryje moc milczenia, co…? „Niestety”, jest to postawa, do której doszedłem studiując teksty i styl życia zakonników oraz świętych (co od miesięcy sprawia mi wielką przyjemność!). Całe życie ten żenujący świat mnie uspokajał i… miałem go w nosie, hałasowałem jeszcze mocniej (na przekór), ale gdy Jezus stanął stopą (jak na fragmencie „Pasji”, który niedawno wrzucałem) i powiedział mi „zamknij się”, uczynił to tak, że przynajmniej wiem po co powinienem spróbować… Szukając inspiracji u Ostatnich Prawdziwych Buntowników, trafiłem na surową regułę Zakonu Kartuzów, ale nie chodzi teraz o to byśmy wszyscy pozamykali się za grubymi murami – wszak każdy ma swoje powołanie (moim na pewno nie jest brak słowa :-). Nie martw się, ja też nie potrafię usiedzieć na spokojnej modlitwie zbyt długo, przynajmniej na dziś dzień. Kupiłem książkę „Moc milczenia” szukając głębi tego, co zaczynam czuć („na świecie jest zbyt wiele krzyku”) i nie zawiodłem się. Nie chodzi o milczenie ust – o fakt, że nie odpowiem Ci, gdy spytasz mnie na mieście o godzinę, heh, ale o wyciszenie wnętrza. Wyciszenie wnętrza to żmudne (i na modlitwie) wygaszanie pragnień, żądz, kompleksów i próba wsłuchania się w ducha.

(więcej…)


5.10.17 RECENZJE: „Botoks” (film, Vega, Polska, 2017).

„Każdy musi obejrzeć nowy film Vegi”…? Tak sobie koleś wypracował, że na weekendowe seanse potrafi brakować biletów, co nie jest dziś chyba zbyt częstym zjawiskiem… Gościu niby dystansuje się od tego, co pokazuje (głupota), ale delikatnie irytuje mnie jego „promocja” pustoty, umacniania pewnych zachowań i stereotypów (np. transwestyta w „Botoksie” i jego zachowanie w stosunku do… homoseksualistów w autobusie). Nie chcę pisać, że kobieta nie dałaby mi spokoju, ale to po części prawda…, po części, bo sam zacząłem nakręcać się na seans, zachęcony pozytywnymi recenzjami (także na prawej stronie). Poszedłem. Krytyka polskiej służby zdrowia (mówiąc ogólnie) – temat jak najbardziej wart poruszenia na wielkim ekranie, a następnie przed milionami widzów na DVD/w telewizji! Tym bardziej, że dało się słyszeć, iż film „Botoks” jest antyaborcyjny, a przynajmniej tak go przyjęli „siewcy po(d)stępu”. No i bajka! Później było nieco obrzydliwiej… Kupiłem nachos, ale niezbyt smakowały przy tekstach i obrazkach pojawiających się na ekranie… Jak nie raz pisałem, nie każdy mainstream jest zły. Czy sprawdziło się to w przypadku „Botoksu”?

(więcej…)


2.10.17 RECENZJA: „Andriej Rublow” (film fabularny, ZSRR, 1966).

205 minut czarno-białego kina z ZSRR. „Jak to w ogóle brzmi”…? Nie tak szybko czytelnicy, nie tak szybko… Rzecz tyczy prawosławnego świętego, mnicha, pisarza ikon Andrieja Rublowa, a sam film Tarkowskiego wywołał trochę zamieszania i czerwoni byli oburzeni, że jak to się stało, że wyszło coś propagującego – było nie było – religijność i artyzm jednostki. Z tego powodu film puszczono dopiero 5 lat po nakręceniu (w 1971)! Włączając to DVD przenosimy się do Rosji roku 1400 (i pozostajemy tam do 1423, niemal trzygodzinny film podzielony jest na osiem części/nowel), do Rosji nękanej m.in. najazdami Tatarów, ale i wewnętrznymi konfliktami, głodem. Chrześcijaństwo przeplata się z pogaństwem (scena „Nocy Kupały”), ale i zwykłą rozpustą. Na tym tle ukazane jest kształtowanie się wrażliwości mnicha – Rublowa.

(więcej…)


30.09.17 RECENZJE: „Bł. Anna Katarzyna Emmerick” (film, Niemcy’07).

Wiem, że ostatnio mniej piszę, ale nigdy w życiu nie miałem tak mało czasu jak obecnie. Często wieczorami po prostu padam, prosto na wyro, zasypiając przy jakimś dobrym filmie spoza obszaru rażenia zboczonej homo i hetero nowomowy. W tym brudnym świecie, pełnym brzydoty, można znaleźć również piękne historie. Jedna z nich ukazana jest w niemieckim filmie z 2007 roku, opartym na wizjach bł. Anny Katarzyny Emmerick. Chętnie nabyłem to DVD, by w podróży po „Ludziach Boga” przynajmniej na chwilę wyjechać z Italii, w której kręcono znaczną część tego typu produkcji. Emmerick (1774-1824) to zakonnica klasztoru Kanoniczek Regularnych św. Augustyna, która po rozwiązaniu zakonów w Niemczech żyła na probostwie w Dülmen. Od lat nie wychodziła ze swojego pokoju, w którym niemal wyłącznie modliła się, karmiąc się głównie Eucharystią i „szczęśliwie cierpiąc” z powodu darów od Boga. Była stygmatyczną obdarzoną wizjami (m.in. na ich podstawie Mel Gibson kręcił „Pasję”), a zatem przyciągała uwagę różnych osób…

(więcej…)


18.09.17 RECENZJE: „Antisocial” nr. 3 (zin skinheads, Polska, 2017).

Długo trzeba było czekać na kolejne wydanie „Antisocial” – zina promującego scenę skinhead. Tym bardziej, że jedynka, a w zasadzie drugi numer (pierwszy ukazał się tylko w sieci) bardzo trafił w me gusta i rozbudził apetyt na więcej. Dlatego kiedy zobaczyłem zapowiedź nowego numeru, a w nim wywiady z Awanturą, Pugilato czy PPDM, zacząłem się jarać na to pisemko jak szmata st. pauli w klipie WBW he, he… Po prostu musiałem to mieć! Dawno już nic mnie tak nie wciągnęło, ślęczałem nad tym do trzeciej nad ranem, ale nie dało się inaczej. Uwielbiam takie rzeczy robione z zaangażowaniem i pasją dla niewielkiego grona odbiorców, ale jednak trzymające poziom. „Antisocial” to pismo związane z klimatami Oi!, ale brak tu wygładzania wizerunku i ugrzeczniania na siłę, da się wyczuć, że autorowi bliżej do prawej strony sceny.

(więcej…)


16.09.17 RECENZJE: Kontratak – „W obronie ojczystej ziemi” (2017).

To w zasadzie druga pełna płyta tego śląskiego zespołu, ale debiutancki album na fizycznym nośniku. „Głos podziemia”, który ukazał się tylko w formie elektronicznej i kawałki ze składaków („Solidarni z górnikami” i „FOG – wydanie jubileuszowe”) jakoś nie powaliły mnie na ziemię, więc i tym razem nie spodziewałem się rewelacji. Czy słusznie? Tak i nie. Dawno nie musiałem kilkanaście razy przesłuchać jakiegoś CD, by móc coś o nim napisać. Zespół sam określa swoją twórczość jako Rock Against Communism i rzeczywiście, jest to klasyczny RAC w raczej średnim tempie, przeplatany od czasu do czasu wolniejszymi kawałkami. Całość spina mocny wokal, dobrze pasujący do tego typu muzyki.

(więcej…)


3.09.17 RECENZJE: Muerte y Calaveras (rock, Argentyna, 2017).

Argentyńska scena RAC to dla mnie (i przypuszczam, że dla większości słuchaczy takiej muzyki w Polsce) spora niewiadoma. Do tej pory miałem okazję sprawdzić tylko Nuremberg i przyznaję, że jak na tamten czas, byli dla mnie sporym zaskoczeniem na plus. Teraz w moje ręce trafił nie tak dawno wydany nowy krążek, jednej z (podobno) najlepszych grup w tamtym kraju – Muerte y Calaveras „Guerra de Guerras”. Spodziewałem się raczej old schoolowego brzmienia i, jak się okazało, miałem rację. Mocne, surowe gitary, raczej średnie tempo, do tego dobrze wpisujący się w całość dość niski wokal.

(więcej…)


3.09.17 RECENZJE: „Płonące dusze” (Leon Degrelle, książka, 1993).

Zacznijmy od cytatu z recenzowanej książki: Nuda jest chorobą pustych dusz i pustych głów. Życie szybko staje się wówczas niesamowicie bezbarwną harówką. Nie nudź się… nie uciekaj. Szukaj! Działanie autora wewnątrz Waffen SS jest powszechnie znane (recenzowałem tu jego „Front Wschodni”, zresztą w „Płonących duszach” również są DUCHOWE zapiski z tego frontu… rewelacja!). Warto dodać, że w 1930 roku Leon Degrelle wyjechał do Meksyku ogarniętego powstaniem Cristeros (pewnie oglądaliście „Christiadę” – jeśli nie, nadróbcie!), gdzie napisał serię artykułów o prześladowaniach katolików. Ogólnie kolejna osoba z gatunku: „gdzie on nie był i czego nie robił”… „Płonące dusze” powstały w 1993 roku, na przymusowej emigracji w Hiszpanii. Doświadczony autor potrafi przyznać się do błędów z dawnych czasów, pisząc wzniośle o Bogu i wierze, podkreśla, że nie jest zbyt godzien by stawiać się za przykład. Jest w tym wszystkim bardzo autentyczny! Znajomy pożyczył mi wydanie „Rekonkwisty”, które liczy sobie 146 stron w tym wstęp. Lektura minęła bardzo szybko i owocnie…

(więcej…)


29.08.17 RECENZJE: Voo Voo – „7” (muzyka, Polska, 2017).

Wyobraźcie sobie czytelnicy „DL” – teraz wjeżdża znana z horrorów muzyka zwiastująca nadchodzące zagrożenie – że słuchacie płyty faceta, który niczego nie chce zmieniać! Brr! Latami przyzwyczajeni do rewolucyjnych haseł chyba nie potrafimy się bez tej rewolucji obyć. Owszem, zmiany są potrzebne, bo świat nie zna pustki („nie my to oni”), ale prócz polityki jest przecież nasz własny kwadrat. Nie czyńmy z niego miejsca, o którym nie chcemy mówić, z którego koniecznie uciekamy. Tym razem skupiłem się nie na walkach, które świat ma do stoczenia (a ja oczywiście razem z nim, tylko jakoś od lat nie wiem jak one miałyby wyglądać, a tym bardziej się skończyć…), a na rozkładzie zwyczajnego tygodnia. Wojciech Waglewski z zespołu Voo Voo tydzień ma ułożony podobnie do innych reprezentantów wolnych zawodów – centrum odpoczynku i zamuły jest w środę, bo w weekend zazwyczaj są wyjazdy. Dlatego album „7” (2017) rozpoczyna się właśnie od „Środy”, a „Czwartek” to jak „koniec tygodnia”.

(więcej…)


29.08.17 RECENZJE: „Co jest złe w świecie” (książka, GK Chesterton).

„Chesterton co jakiś czas!” to jedno z moich „mott książkowych”. Tym razem sięgnąłem po „Co jest złe w świecie” – co ciekawe, nie znalazłem w książce informacji, z którego pochodzi roku, ale czy to w przypadku puszystego Anglika ma jakiekolwiek znaczenie? Jego rozważania są ponadczasowe. Tym razem bierze na warsztat błędy mężczyzn i kobiet, imperializm, feminizm… Ogólnie – błędy czasów. Chesterton krytykuje „postęp”, który chce odesłać do lamusa „stare”, sprawdzone metody, od których nic lepszego nie powstanie – chrześcijaństwo, a także tradycyjne życie rodzinne. Pan Gilbert uderzył również w nowoczesną edukację, co ładnie złączyło mi się z czytanymi równolegle, recenzowanymi tu już „Listami starego diabła do młodego”. Generalnie Chesterton udowadnia wyższość „starego” nad ciągłym wymyślaniem „nowego”. Dziś, kiedy Kuźniar jeździ z gwiazdami po Warszawie i narzeka na kaczyzm, puszczenie takiej myśli w mainstream bardzo by się przydała…

(więcej…)


25.08.17 RECENZJE: „Listy starego diabła do młodego” (Lewis) + mp3.

Mój drogi Piołunie – rozpoczyna swój kolejny list stary diabeł, podpisujący się Twój kochany stryj Krętacz. Kolejne dzieło C.S. Lewisa, które chcę Wam polecić to kultowe „Listy starego diabła do młodego” z 1942 roku. Szybka, lekka, a jak wiele wnosząca lektura! Podzielona jest na krótkie listy doświadczonego w kuszeniu demona do młodego piekielnego nieogara. Krętacz podpowiada Piołunowi jak ma kusić swoją ofiarę, by ta znalazła się jak najdalej Nieprzyjaciela (czyli Boga). 31 listów kończy toast, który w piekle wznosi Krętacz. Lektura daje do myślenia. Pisana w trakcie II Wojny Światowej, wcale się jej nie uczepiła, nadal centrum zainteresowania Królestwa Hałasu jest szara ludzka dusza. Przy całej powadze problemu nie raz się uśmiechniecie, bo Lewisowi nie brakowało czarnego, hm – piekielnego wręcz, poczucia humoru.

(więcej…)


24.08.17 RECENZJE: Redneck – „28 Play songs” (rockabilly, WB, 2017).

Trochę zastanawiałem się nad tym, jak zabrać się do zrecenzowania tej płyty i obawiam się, że zbyt wiele nie wymyśliłem. Kompletnie nie znam się na rockabilly, ale jak już padło na mnie to chociaż spróbuję coś sensownego nabazgrać. Redneck 28 to brytyjski zespół poruszający się w klimatach amerykańskiego południa, swego czasu będący na celowniku angielskich massmediów, przez co nawet taki laik w tym temacie jak ja, coś tam o nim słyszał. Była także recenzja w jednym z papierowych numerów „DL”, ale chyba nie zachęciła mnie zbytnio do sprawdzenia twórczości tej grupy, bo dzieje się to dopiero teraz. Co można powiedzieć o „Play Songs of Ian Stuart & The Klansmen”? Dla mnie niewątpliwym plusem jest to, że znajdują się tutaj m.in. utwory nieśmiertelnego Skrewdrivera. Choć w zmienionych aranżacjach, to jednak trochę ratują sytuację, bo pozostałe kawałki raczej nie przypadły mi do gustu.

(więcej…)


22.08.17 RECENZJE: „Chrześcijaństwo po prostu” (C.S. Lewis, 1942).

Jak pisze C.S. Lewis: Jeśli poza wszechświatem istnieje moc, która nim kieruje, nie mogłaby ona ukazać się nam jako jedno ze zjawisk, w obrębie wszechświata – tak samo jak architekt, który zaprojektował dom, nie może być ścianą, klatką schodową czy kominkiem w owym domu.„Może i bym chciał uwierzyć, ale to i to mi się nie zgadza, tego i tamtego nie mogę sobie wytłumaczyć”… masz tak? Też tak miewam, nie raz. Dziś polecam obowiązkową lekturę dla Ciebie! Polecił mi ją czytelnik – i było warto mu zaufać. Czy „Chrześcijaństwo po prostu” odpowie na wszystkie Twoje pytania? Chyba nie ma takiej książki, która by je wyczerpała…, ale może ta akurat zawiera Twoją najpoważniejszą wątpliwość? Może być pierwszym krokiem! Przy tym nie jest długa i trudna, moje wydanie ma 218 kartek.

(więcej…)


20.08.17 RECENZJE: Irydion – „Heterofonia 11-17” (mp3, rock, 2017).

Chyba pierwszy raz przychodzi mi recenzować album w mp3. Nie lubię tego formatu, zero w tym klimatu przy odtwarzaniu, słowem (a w zasadzie dwoma) – nie szanuję. Zastanawiałem się czy nie warto poczekać do premiery płyty i skreślić parę zdań na temat fizycznego pełniaka, ale skoro to legalne pliki (podesłane nam od zespołu) to niech już będzie. Długo trzeba było czekać na nowy materiał Irydiona i z tego co się zorientowałem wiele osób ostrzyło sobie na niego zęby.

(więcej…)


15.08.17 RECENZJE: „Pusty dom” (film fabularny, Korea, 2004).

Koreański reżyser Ki-duk Kim przez dwa lata nosił buddyjski habit, ale ostatecznie zrzucił go i swoje fascynacje ideami dalekiego wschodu przemyca w filmach, do których lektor robi się nawet w Polsce. Nie są to sceny i scenariusze błahe, wręcz przeciwnie – w obrazach Kima mało jest słów, dominuje bogactwo symboli i szerokie pole do interpretacji dla takich odbiorców, którym „grill i plaża” do życia nie wystarczą. Witaj w klubie! Podobne opinie zainteresowały mnie tym nieco egzotycznym dla nas kinem (chociaż na świecie ponoć wzbudza ono coraz większe zainteresowanie…), bo jak wielokrotnie już tu pisałem – zachodnie gnioty, w których dawno już pękło wszelkie tabu (a dupy pękają na pęczki) coraz mocniej irytują (pedalstwo, podtekst dotyczący wiary w Boga jako ciemnogrodu itd.). Mimo, że reżyser i scenarzysta to pasjonat buddyzmu, film polecam każdemu myślicielowi zaglądającemu na drogalegionisty.pl, a wpływu obcej religii (filozofii w zasadzie) możecie nawet nie zauważyć, jeśli tego nie chcecie. No właśnie – „Pusty dom” (2004, trwa półtorej godziny), wiele z jego scen, można rozumieć na co najmniej kilka sposobów, co sprawdziłem oglądając ten film we dwoje i interpretując odbiór.

(więcej…)

Strona 1 z 2812345...Ostatnia »