11.12.17 RECENZJE: GAN – „Wilcze Czasy” (rock, Polska, 2017).

Po trzech latach przerwy, najbardziej znana „muzykująca rodzina” na polskiej scenie, zaatakowała moje uszy nowym pełniakiem. Pamiętając utwory, które jakiś czas temu ukazały się na składaku „Muzyka Ulicy – Muzyka Dla Mas vol.4”, spodziewałem się sporych zmian w porównaniu do ich debiutu. Rzeczywiście, to już nie jest ten sam patriotyczny Oi!, który urzekł mnie na „Przeklętym Polaku”, nowy album to zdecydowany zwrot w stronę klasycznego rocka i cięższego grania „około-metalowego”. Muzyka jest bardziej skomplikowana, dojrzalsza, jednak nie straciła nic ze swojej energiczności, pozostała także Oi!-owa, nazwijmy to, podbudowa. Moją uwagę szczególnie zwróciły świetne solówki, które bardzo podnoszą poziom tego krążka. Słychać, że Adam, mimo młodego wieku (w porównaniu do mnie na przykład, he, he…), nie wypadł sroce spod ogona i bardzo dobrze zna się na rzeczy. Uważam zresztą, że to jeden z najlepszych gitarzystów na polskiej scenie, co oczywiście potwierdził na tym CD.

(więcej…)


4.12.17 RECENZJE: „Imię Róży” (książka, Umberto Eco, 1980).

Klasyk raz na jakiś czas – to jedna z moich zasad czytelniczych. Tym razem padło na „Imię Róży”, urodzonego w 1932 roku (i zmarłego w 2016) Umberto Eco. Włoch ten był profesorem Uniwersytetu Bolońskiego oraz pisarzem, który sadził bestseller za bestsellerem. Pierwszym i najgłośniejszym było właśnie „Imię Róży”. Wstyd przyznać, ale nie znałem… Trafiłem na piękne wydanie za 34 zł, 756 stron (co to dla fana literatury, gdy fabuła wciąga od pierwszej strony…?). Waldemar Łysiak mi się znudził, a cały czas szukam mądrych dialogów w powieściach i u Eco je znalazłem. Lubię czytać autorów, przy których czuję się głupi i muszę wracać do początku strony, gdyż za pierwszym razem być może nie do końca zrozumiałem. Na jednej z kilkuset kartek potrafi być ukryte tyle wartościowej treści… To plus pogoda za oknem tworzą idealny nastrój dla fana filozofii, religii i po prostu dobrej literatury.

(więcej…)


29.11.17 RECENZJE: „Brat naszego Boga” (teatr telewizji, 2017) + link.

Dziewczynki oglądają „Szkołę” i YouTuberów (chyba o jeszcze większym stopniu kretynizmu niż „aktorki” podobnych do „Szkoły” produkcji…), którzy komentują wydarzenia w tym tasiemcu. Producenci piszą scenariusze w oparciu o debilizm ludzi, samemu produkując kolejne pokolenia zombie, a więc błędne koło się kręci. Rosną nowe pokolenia idiotek i idiotów zanurzonych w małych intrygach, zdradach, cielesnych przygodach i tandetnych buntach. Nie twierdzę, że „jeśli nie to, to niby teatr, tak?”, ale siadając do czegoś sensownego, jeszcze bardziej widzi się przepaść… „Brat naszego Boga” jest dramatem Karola Wojtyły z czasów jego młodości, który w 2017 roku przeniósł na ekran Teatr Telewizji Polskiej, a konkretniej Paweł Woldan. Sztuka przedstawia (w skrócie) losy polskiego Powstańca Styczniowego, malarza i wreszcie zakonnika – św. Brata (w 1989 roku kanonizował go właśnie Jan Paweł II) Alberta Chmielowskiego, o którym nie raz na „DL” wspominałem. Byłem kilka razy w jego pustelni, czytałem biografię… Nie mogłem opuścić filmu!

(więcej…)


24.11.17 RECENZJE: „Krzyżowiec” (2/2017, pismo krucjaty młodych).

Znalazłem zapisy na darmową prenumeratę, zapisałem się, zgłosiłem zapotrzebowanie na tyle i tyle egzemplarzy i faktycznie – przyszły pocztą, gratis. A więc „Pismo krucjaty młodych” jest realnie krucjatą, byle dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Przeczytałem 2 numer „Krzyżowca” z tego roku i… no cóż, dawno nie czytałem magazynu katolickiego z takim nastawieniem na radykalizm. Mówi się, że „Zawsze Wierni” to pismo tradycji katolickiej (promowane również przez NOP), ale tu mamy do czynienia z chęcią walki o chrześcijańską Europę. Cały czas szukam magazynów katolickich, które mógłbym polecić nacjonalistom i z pewnością ten taki jest. „Krzyżowiec” to 32 strony formatu A4, ładnie wydane, full kolor, okładka na lepszym papierze. Dużo zdjęć, ilustracji, numeracja stron itd. Pełna profeska!

(więcej…)


5.11.17 RECENZJE: „Bądźcie dobrzy jeśli potraficie” (film, Włochy’84).

Nie myślałem, że kolejny film poświęcony Filipowi Neri będę chciał tu zrecenzować, bo już polecałem Wam nowszą produkcję o włoskim świętym: LINK. A jednak warto kliknąć kilka słów! Obraz w reżyserii Luigi Magniego urzekł mnie prostym humorem, rzecz jasna – piękną, choć surowo ukazaną starą Italią oraz ciekawie scharakteryzowanymi postaciami. O samym Filipie pisałem w podlinkowanej wyżej recenzji, więc nie będę się powtarzał. Skupmy się na produkcji z 1984, którą możecie bez problemu kupić w Polsce – wraz z małą książeczką o świętym. Tak jak nowszy film, ten z lat osiemdziesiątych nie trzyma się sztywno biografii, jest raczej opowieścią opartą na jego barwnej postaci. Postaci niezwykle bliskiej dla osób poświęcających się aktywizmowi związanemu z dziećmi i ubogimi. Poznajcie Filipa Neri, dajcie mu szansę, a być może pomoże Wam zbliżyć się do Kościoła?

(więcej…)


4.11.17 RECENZJE: Brainwash/Bound For Glory: „Day Of Victory” (Split CD, Hardcore/RAC/Metal, Niemcy/USA, 2016).

Kiedy tak uznane firmy jak OPOS i PC łączą siły by wydać krążek, oznacza to, że szykuje się coś naprawdę grubego. I rzeczywiście, split, który dzielą jeden z najlepszych zespołów hatecore (Brainwash) i legenda światowej sceny – Bound For Glory, śmiało można nazwać nie lada wydarzeniem. Ciekawy byłem jak wypadną obok siebie klasyczny styl BFG i co by nie mówić, nieszablonowy hatecore, niebojących się różnych eksperymentów Niemców. Kiedy więc pojawiła się okazja, sięgnąłem po „Day Of Victory”. Album otwierają nasi sąsiedzi zza Odry, powerowym intro, nawiązującym zdaje się, do ich tragicznej sytuacji z nachodźcami. Tę samą tematykę porusza pierwszy kawałek „Defend our Europe” i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę to, co dzieje się na zachodzie. Przyznaję, że ten rewelacyjny utwór dosłownie rzucił mną o glebę i pozamiatał wszystko dookoła!

(więcej…)


20.10.17 RECENZJE: „Jezus z Nazaretu” (miniserial TV, 1977).

Teraz coś o samym Mistrzu… „Pasji” [1] nie chcę recenzować, bo ukazanie męki pańskiej przez Gibsona wymyka się wszelkim ocenom – jest po prostu doskonałe, 10/10. „Jezus z Nazaretu” produkcji brytyjsko-włoskiej z 1977 roku taki nieskazitelny nie jest, ale warto go zobaczyć. Twórca – Zeffirelli – zasiadał we włoskim senacie z ramienia partii Forza Italia, a pomagał mu twórca „Mechanicznej Pomarańczy”! 2 DVD, niecałe 60 zł. Łącznie… 371 minut filmu/serialu! Na każdym oryginalnym DVD z serii „Ludzie Boga” znajdziemy dwie części po ok. 1,5 godziny każda! Jest to najobszerniejsza (niekoniecznie najdokładniejsza) próba przeniesienia życia Syna Bożego na ekrany. Z książeczki dodanej do płyt dowiedziałem się, że telewizje pokazywały krótsze wersje w odcinkach, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, które leciały u nas na TVP – tym bardziej warto mieć oryginalne DVD.

(więcej…)


19.10.17 RECENZJE: „Dwie korony” (fabularyzowany dokument, 2017).

Michał Kondrat i jego opowieść o życiu Maksymiliana Kolbe, od dzieciństwa, aż po męczeńską śmierć za drugiego człowieka w Auschwitz. Cezary Pazura, na którego rzucili się nerwowi liberałowie, gdy tylko ten znany aktor pochwalił publicznie siłę modlitwy… A niech się rzucają… Coraz więcej osób otworzy oczy na postrzeganie innych ludzi przez „postępowców”. „Dwie korony” jest granym obecnie w kinach fabularyzowanym dokumentem. Patrząc na znane nazwiska (oprócz wspomnianych np. Deląg, Barciś, Orzechowski, czy też odtwórca głównej roli – Adam Woronowicz), spodziewałem się dużego rozmachu, ale szybko okazało się, że film miał niski budżet i wynikające z tego faktu ograniczenia. Oczywiście został za to zjechany przez osoby, które nie traktują osoby ojca Kolbe w szczególny sposób. Ja dobrze spędziłem czas. Nie raz wspominałem na łamach o tym, co zrobił Franciszkanin – Wy też to wiecie, więc skupię się na recenzji samego filmu i kilku jego fragmentach.

(więcej…)


12.10.17 RECENZJE: „Moc milczenia” (książka, Diat Sarah, 2017).

Chyba jest przekichane, gdy pismak odkryje moc milczenia, co…? „Niestety”, jest to postawa, do której doszedłem studiując teksty i styl życia zakonników oraz świętych (co od miesięcy sprawia mi wielką przyjemność!). Całe życie ten żenujący świat mnie uspokajał i… miałem go w nosie, hałasowałem jeszcze mocniej (na przekór), ale gdy Jezus stanął stopą (jak na fragmencie „Pasji”, który niedawno wrzucałem) i powiedział mi „zamknij się”, uczynił to tak, że przynajmniej wiem po co powinienem spróbować… Szukając inspiracji u Ostatnich Prawdziwych Buntowników, trafiłem na surową regułę Zakonu Kartuzów, ale nie chodzi teraz o to byśmy wszyscy pozamykali się za grubymi murami – wszak każdy ma swoje powołanie (moim na pewno nie jest brak słowa :-). Nie martw się, ja też nie potrafię usiedzieć na spokojnej modlitwie zbyt długo, przynajmniej na dziś dzień. Kupiłem książkę „Moc milczenia” szukając głębi tego, co zaczynam czuć („na świecie jest zbyt wiele krzyku”) i nie zawiodłem się. Nie chodzi o milczenie ust – o fakt, że nie odpowiem Ci, gdy spytasz mnie na mieście o godzinę, heh, ale o wyciszenie wnętrza. Wyciszenie wnętrza to żmudne (i na modlitwie) wygaszanie pragnień, żądz, kompleksów i próba wsłuchania się w ducha.

(więcej…)


5.10.17 RECENZJE: „Botoks” (film, Vega, Polska, 2017).

„Każdy musi obejrzeć nowy film Vegi”…? Tak sobie koleś wypracował, że na weekendowe seanse potrafi brakować biletów, co nie jest dziś chyba zbyt częstym zjawiskiem… Gościu niby dystansuje się od tego, co pokazuje (głupota), ale delikatnie irytuje mnie jego „promocja” pustoty, umacniania pewnych zachowań i stereotypów (np. transwestyta w „Botoksie” i jego zachowanie w stosunku do… homoseksualistów w autobusie). Nie chcę pisać, że kobieta nie dałaby mi spokoju, ale to po części prawda…, po części, bo sam zacząłem nakręcać się na seans, zachęcony pozytywnymi recenzjami (także na prawej stronie). Poszedłem. Krytyka polskiej służby zdrowia (mówiąc ogólnie) – temat jak najbardziej wart poruszenia na wielkim ekranie, a następnie przed milionami widzów na DVD/w telewizji! Tym bardziej, że dało się słyszeć, iż film „Botoks” jest antyaborcyjny, a przynajmniej tak go przyjęli „siewcy po(d)stępu”. No i bajka! Później było nieco obrzydliwiej… Kupiłem nachos, ale niezbyt smakowały przy tekstach i obrazkach pojawiających się na ekranie… Jak nie raz pisałem, nie każdy mainstream jest zły. Czy sprawdziło się to w przypadku „Botoksu”?

(więcej…)


2.10.17 RECENZJA: „Andriej Rublow” (film fabularny, ZSRR, 1966).

205 minut czarno-białego kina z ZSRR. „Jak to w ogóle brzmi”…? Nie tak szybko czytelnicy, nie tak szybko… Rzecz tyczy prawosławnego świętego, mnicha, pisarza ikon Andrieja Rublowa, a sam film Tarkowskiego wywołał trochę zamieszania i czerwoni byli oburzeni, że jak to się stało, że wyszło coś propagującego – było nie było – religijność i artyzm jednostki. Z tego powodu film puszczono dopiero 5 lat po nakręceniu (w 1971)! Włączając to DVD przenosimy się do Rosji roku 1400 (i pozostajemy tam do 1423, niemal trzygodzinny film podzielony jest na osiem części/nowel), do Rosji nękanej m.in. najazdami Tatarów, ale i wewnętrznymi konfliktami, głodem. Chrześcijaństwo przeplata się z pogaństwem (scena „Nocy Kupały”), ale i zwykłą rozpustą. Na tym tle ukazane jest kształtowanie się wrażliwości mnicha – Rublowa.

(więcej…)


30.09.17 RECENZJE: „Bł. Anna Katarzyna Emmerick” (film, Niemcy’07).

Wiem, że ostatnio mniej piszę, ale nigdy w życiu nie miałem tak mało czasu jak obecnie. Często wieczorami po prostu padam, prosto na wyro, zasypiając przy jakimś dobrym filmie spoza obszaru rażenia zboczonej homo i hetero nowomowy. W tym brudnym świecie, pełnym brzydoty, można znaleźć również piękne historie. Jedna z nich ukazana jest w niemieckim filmie z 2007 roku, opartym na wizjach bł. Anny Katarzyny Emmerick. Chętnie nabyłem to DVD, by w podróży po „Ludziach Boga” przynajmniej na chwilę wyjechać z Italii, w której kręcono znaczną część tego typu produkcji. Emmerick (1774-1824) to zakonnica klasztoru Kanoniczek Regularnych św. Augustyna, która po rozwiązaniu zakonów w Niemczech żyła na probostwie w Dülmen. Od lat nie wychodziła ze swojego pokoju, w którym niemal wyłącznie modliła się, karmiąc się głównie Eucharystią i „szczęśliwie cierpiąc” z powodu darów od Boga. Była stygmatyczną obdarzoną wizjami (m.in. na ich podstawie Mel Gibson kręcił „Pasję”), a zatem przyciągała uwagę różnych osób…

(więcej…)


18.09.17 RECENZJE: „Antisocial” nr. 3 (zin skinheads, Polska, 2017).

Długo trzeba było czekać na kolejne wydanie „Antisocial” – zina promującego scenę skinhead. Tym bardziej, że jedynka, a w zasadzie drugi numer (pierwszy ukazał się tylko w sieci) bardzo trafił w me gusta i rozbudził apetyt na więcej. Dlatego kiedy zobaczyłem zapowiedź nowego numeru, a w nim wywiady z Awanturą, Pugilato czy PPDM, zacząłem się jarać na to pisemko jak szmata st. pauli w klipie WBW he, he… Po prostu musiałem to mieć! Dawno już nic mnie tak nie wciągnęło, ślęczałem nad tym do trzeciej nad ranem, ale nie dało się inaczej. Uwielbiam takie rzeczy robione z zaangażowaniem i pasją dla niewielkiego grona odbiorców, ale jednak trzymające poziom. „Antisocial” to pismo związane z klimatami Oi!, ale brak tu wygładzania wizerunku i ugrzeczniania na siłę, da się wyczuć, że autorowi bliżej do prawej strony sceny.

(więcej…)


16.09.17 RECENZJE: Kontratak – „W obronie ojczystej ziemi” (2017).

To w zasadzie druga pełna płyta tego śląskiego zespołu, ale debiutancki album na fizycznym nośniku. „Głos podziemia”, który ukazał się tylko w formie elektronicznej i kawałki ze składaków („Solidarni z górnikami” i „FOG – wydanie jubileuszowe”) jakoś nie powaliły mnie na ziemię, więc i tym razem nie spodziewałem się rewelacji. Czy słusznie? Tak i nie. Dawno nie musiałem kilkanaście razy przesłuchać jakiegoś CD, by móc coś o nim napisać. Zespół sam określa swoją twórczość jako Rock Against Communism i rzeczywiście, jest to klasyczny RAC w raczej średnim tempie, przeplatany od czasu do czasu wolniejszymi kawałkami. Całość spina mocny wokal, dobrze pasujący do tego typu muzyki.

(więcej…)


3.09.17 RECENZJE: Muerte y Calaveras (rock, Argentyna, 2017).

Argentyńska scena RAC to dla mnie (i przypuszczam, że dla większości słuchaczy takiej muzyki w Polsce) spora niewiadoma. Do tej pory miałem okazję sprawdzić tylko Nuremberg i przyznaję, że jak na tamten czas, byli dla mnie sporym zaskoczeniem na plus. Teraz w moje ręce trafił nie tak dawno wydany nowy krążek, jednej z (podobno) najlepszych grup w tamtym kraju – Muerte y Calaveras „Guerra de Guerras”. Spodziewałem się raczej old schoolowego brzmienia i, jak się okazało, miałem rację. Mocne, surowe gitary, raczej średnie tempo, do tego dobrze wpisujący się w całość dość niski wokal.

(więcej…)

Strona 1 z 2912345...Ostatnia »