26.04.19 „Zwycięski gol” (film fab., USA/Wielka Brytania, 2000) + film.

Filmowe Kilnockie i klimat Szkocji. Przyszło mi oglądać opowieść o klubie piłkarskim Kilnockie, który początkowo ze słuchu chciałem pomylić ze znanym Kilmarnock. Okazało się, że tu grają ligę niżej i składają się z amatorów (co jest normalną sprawą na takich szczeblach w klimacie wyspy…). Obraz pokazuje styl wyspiarskiej piłki, nokturnowe urocze krajobrazy małego państwa, które jest w niej zakochane i żyje nią „na okrągło”. Na boisku amatorzy, ale kopanina szczera – nie tylko ku mamonie, bardziej dla blasku chwały swojej i miasta (dla rozrywki), Against Modern Football Club. Na wypaczenia ludzi chcących zarobić wszędzie i nowe futbolowe wymysły zwraca od siebie uwagę trener w postaci aktora-gwiazdy ekranowej Roberta Duvalla. Znakomicie zagrane podejście do zawodników jakie potrzebne jest w tej branży. Zrozumienie przywiązania miejscowych do swojego lokalnego, co prawda niedużego klubu, ale z długą historią i tradycją. A następnie jak zawsze, a w filmach często, istotne rozgrywki pucharowe.

(więcej…)


11.04.19 „HSV Live” (magazyn, Hamburg, 2019).

Podczas wizyty w Hamburgu naciąłem się w centrum na oficjalny sklep HSV, do którego wszedłem i kupiłem oficjalny magazyn klubowy. Czegoś z zinami nie znalazłem, ale założę się, że w dniu meczowym mają jakąś budę pod stadionem – skoro nawet Hertha miała? Po co gazeta oficjalna? No jak to po co – żeby poczytać na kibelku o swoim ukochanym klubie. Legia też kiedyś wydawała gazety, niestety gdy wróciła normalność po czasach wojny z ITI, oficjalny magazyn klubowy, mam takie wrażenie, niezbyt dobrze się kojarzył. Szkoda, bo mogłoby takie coś wychodzić i prócz newsów typowo klubowych, redakcja mogłaby nieco przepchnąć motywy kibicowskie, bowiem trybuna ultras jest ważna dla każdego klubu, bo jest z nim na dobre i na złe. Tak podchodzą w HSV. Ich magazyn nazywa się „HSV Live” – ma 116 stron, a kosztuje tylko 2 euro. Duży format, dobry papier, oczywiście ful kolor.

(więcej…)


8.04.19 „Basch. Ultra Sankt Pauli” (zine, Niemcy, nr 123, 29.03.2019).

„Bash” z dopiskiem „Ultra Sankt Pauli” (nr 123, 29.03.2019, 3 euro) to konkretny, gruby fanzin klubowy o ilości 100 stron formatu zeszytowego! A na mnie patrzono jak na kosmitę, gdy robiłem (i robię) kilkudziesięciostronicowe ziny (a dwie „setki” też mam za sobą…)! Kupiłem to świeże cudeńko w ovlepkowanej melince pod trybuną prostą stadionu FCSP, a więc na Millerntorze. Zajebisty! Dobry papier, kolorowe zdjęcia dobrej jakości w całym numerze. Na okładce herb FCSP, a na tyle plakat w postaci oprawy anty HSV („witamy w dżungli” z małpą w szalu HSV, ale rasizm! Heh…). Spis treści („Politik” 76-84), czytelny dwukolumnowy skład, graficzne wstawki. Co tu znajdziemy? Przede wszystkim relacje z meczów domowych i wyjazdów najbardziej lewackiego klubu w Europie (na świecie?). „W sieci też są relacje”, prawda…? A jednak Szwaby chcą płacić za słowo drukowane! Co tam jeszcze… Jak to niemieccy (chociaż pewnie nie lubią tego określenia, heh) ultras, poświęcają sporo miejsca na kibolskie graffiti – w tym nielegalom z pociągów. Fotki wrzutów zajmują całe strony i nadają jeszcze bardziej ulicznego klimatu recenzowanemu fanzinowi.

(więcej…)


8.04.19 „Więcej niż piłka nożna. St.Pauli jest tą możliwością” (książka).

Książkę „Więcej niż piłka nożna? St. Pauli jest tą możliwością” kupiłem za 5 euro w sklepiku ultrasów pod trybuną Millerntor. Rozglądam się, rozglądam, a tu nagle polski tytuł… No proszę. Napisał ją i wydał (Wydawnictwo Poligraf) w 2015 roku Fabian Balicki, kibic FCSP z Grudziądza, który wyemigrował do Hamburga i tam stał się kibicem Brązowych. Format zeszytowy, 190 stron, bardzo dużo szarych fotografii – praktycznie na każdej stronie jakaś, zarówno z dzielnicy jak i z meczów. Po lekturze można stwierdzić, że pan Fabian to niezbyt kumata jednostka, nie pisze ultrasowskim językiem, ale coś tam o dzielnicy i klubie lewaków na pewno mi przybliżył. Dorzucił kilka ciekawostek i anegdot do tego, co już czytałem, lub słyszałem, tudzież widziałem na własne oczy (wszak widziałem dwa ich mecze na żywo, dużo jak na nacjonalistę, nie? Heh). Autor ma ponad 50 lat.

(więcej…)


8.04.19 Strong Style – „獅子覚醒” (Rock/Oi!, Japonia, 2002).

„DL” ciągle podróżuje po ulicach, dosłownie i kulturowo! To jeden z najstarszych, ciągle aktywnych zespołów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Powstali po rozpadzie stołecznego Cannons i do dziś mogą poszczycić się kilkunastoma wydanymi pozycjami, w tym materiałami video na VHS i DVD. Co prawda kilka lat temu zaczęli trochę odchodzić od stylu skinhead, by dzisiaj przypominać już punk rockowy band, ale album, który chcę Wam przybliżyć pochodzi z początkowego okresu ich działalności, więc jest jak najbardziej prawilny, he, he… Szukając japońskich tematów, chciałem zdobyć „jakiś” krążek Strong Style, więc kiedy nadarzyła się okazja nie zastanawiałem się długo. Kupowałem to prawie w ciemno i kiedy rozpakowałem paczkę trochę mnie zaskoczyło, że nigdzie nie ma nawet nazwy zespołu po angielsku tylko same „szlaczki i palemki” jak mawia moja żona.

(więcej…)


2.04.19 „Folwark zwierzęcy” (książka, George Orwell, 1945).

Sięgnąłem po kolejny klasyk. Mały format, 134 strony (ze wstępem, tekstem samego autora…). „Folwark zwierzęcy” Orwella to „bajka” o nas, o żądzy władzy i naiwnej wierze mas. Łączy mi się to z refleksjami, które noszę od jakiegoś czasu. Ktoś kto o coś mocno walczy, osoba o charakterze lidera, bez okazywania najmniejszej słabości, najprawdopodobniej nie walczy tylko o to, co otwarcie głosi. Z czymś się zmaga, a po coś chce wysunąć się na czoło. „Bardzo radykalny i groźny” wokalista z teledysku nie zawsze jest taki prywatnie, a polityk głoszący radykalne, często z wierzchu szlachetne zmiany, nosi także ukryte żądze władzy, żądny władzy może być nawet nieświadomie – jak pisał w opisie swojego „Folwarku” George Orwell. Dlatego postawiłem na delikatny ekshibicjonizm, na „Drodze Legionisty” dzielę się z Wami tym z czym się zmagam jako jednostka… Dla uczciwości…, że człowiek nie jest taki, kurde, doskonały i twardy na jakiego się zazwyczaj kreuje. Pisanie pozwala zrzucić maski, to w nim lubię, bo na żywo nie zawsze odważę się pokazać w czymś słabość – i nie tylko ja. A dlaczego się nie odważę? Bo to osłabia ziemską pozycję – proste. Bo to by jeszcze dowiodło, że człowiek zawsze jest przede wszystkim człowiekiem i zmaga się. Nie bójmy się tego, a „liderów” uważnie obserwujmy. Za to też pokochałem katolicyzm, on pozwala się przyznać do siebie, a nawet tego wymaga!

(więcej…)


1.04.19 Horytnica – „Szlakiem przelanej krwi” (rock, Polska, 2018).

Poprzedni album Horytnicy mocno zaskoczył mnie in minus. Minęły trzy lata od wydania tamtego krążka i oto ukazał się ich piąty pełniak – „Szlakiem przelanej krwi” (2018). Długo już męczę ten materiał i chyba… mam serdecznie dość! Pomimo całej sympatii dla tego zespołu, niestety trzeba stwierdzić, że to zdecydowanie (nie licząc debiutu) najsłabsza płyta w ich dorobku. Jest monotonnie, bez energii, po prostu nudno. Wygląda to tak, jakby umieszczono tu materiał, który nie załapał się na poprzedni CD, a już na pewno nie da się tego porównać z kultowym „Głosem patriotów”, bo to różnica kilku klas. Wiem, że części osób ten krążek się spodobał, ale mnie jechanie na jednym patencie i granie wciąż tego samego po prostu męczy…

(więcej…)


20.03.19 „Rok 1984” (George Orwell, książka, 1949) + film.

Nie wygramy z Systemem. Nie tylko kosmos i świadomość istnienia jest przytłaczająca, jest jeszcze przyziemna do bólu polityka i mur, przez który nie możemy się przebić. George Orwell (to pseudonim…) w 1948 napisał (wydanie w 1949) słynny „Rok 1984”, w którym prorokował reżim jeszcze groźniejszy niż systemy wyrosłe w III Rzeszy i ZSRR. Inspirował się stalinizmem, lecz pragnął opisać totalitaryzm jeszcze brutalniejszy, doskonalszy z punktu widzenia władzy. Po drodze jednak zahacza o niemal wszystko, co pojawia się w momencie, gdy jakakolwiek władza chce przepchnąć swoje absurdy. (…) I rzeczywiście partyjny światopogląd najłatwiej dawał się wpoić ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby go mogli pojąć. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalała im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich – nie strawione – niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka. „Rok 1984” George Orwella to klasyk nad klasyki. Można go obejrzeć, można przeczytać – mam za sobą obie te czynności, odnoszenie się do Orwella można spotkać w wielu innych dziełach, czy to literatury, filmu, lub muzyki. Po prostu to książka, która zmieniła świat, bo totalitaryzm pewnego typu został w niej totalnie obnażony i wielkiej grupy ludzi po prostu nie da się tak łatwo oszukać, będą oni znajdowali nawet w początkowych ruchach rewolucji fragmenty ostrzeżenia Orwella. Ta wielka grupa ludzi to jednak i tak margines większości, przez którą, jak w wyżej cytowanym fragmencie, kłamstwa przelatują niestrawione… Z tym, że głupota będzie zawsze krok przed mądrością już się chyba pogodziłem. Głupota jest prostsza, a przede wszystkim wygodniejsza…

(więcej…)


17.03.19 Tau – „Egzegeza. Księga Pszczół” (rap, 2019).

15 marca – oficjalna premiera sklepowa. Ja miałem zamówiony zwykły preorder, ale też słuchałem od piątku rano. Do każdego kawałka napisane są ćwiczenia, lub rozkminy na książeczce CD. To czyni płytę jeszcze grubszym konceptem. Masz przejść przez tą płytę jak przez całe swoje życie. Zastanowić się razem z raperem i odpowiedzieć mu, a właściwie sobie, na wiele trudnych i konkretnych pytań. „Egzegeza. Księga pszczół” to rekolekcje jakich jeszcze nie było. Efekt żmudnej pracy, zero przypadku i kawałków-zapchajdziur. 14 kawałków to Twoje prywatne 14 stacji. Wiedziałem o tym, bo Tau to zapowiadał, więc krążka słuchałem w dzień na to przeznaczony, poszcząc i modląc się. Wstałem o 6:00 rano, poszedłem na mszę, potem słuchałem razem z kartką papieru i długopisem. Taka to płyta, a nie pusty benger do fury. CD akurat na Wielki Post!

(więcej…)


14.03.19 „Vendegszektor” (magazyn kibicowski, Węgry, nr 4 – 2018).

No to poszaleli w Częstochowie. Z powodów czysto… matematycznych kiedyś pucharowa passa musiała się przerwać, ale gdy to już się stało… lepiej zanurzyć nos w gazecie. Kibicowskiej, oczywiście. „Vendegszektor”, czyli „Sektor Gości” to stosunkowo młody kolorowy magazyn dla kiboli z Węgier. Pojawił się do kupienia w Polsce, konkretniej w sklepie internetowym miesięcznika „TMK”,  więc czym prędzej nabyłem sztukę (a także, przy okazji, piątą część komiksu o argentyńskich ultras „Barras” – tłumaczoną na polski). „VS” tłumaczony nie jest, a zatem możemy od razu zapomnieć o zaczytywaniu się w relacje z ziemi bratanków (iście kosmiczny to język), magazyn to raczej „sztuka” dla kolekcjonerów, którą po obejrzeniu odłożymy na półkę z podobnymi. Ja takim kolekcjonerem jestem, więc chętnie. A teraz trochę o wyglądzie pisemka, może też się skusicie? Lepszy niezrozumiały węgierski tekst niż niezrozumiałe, choć przetłumaczone tłumaczenie się po porażce z Rakowem.

(więcej…)


13.03.19 „Im więcej kurew tym bardziej twoje życie jest kurewskie”!

Przewiercanie kolan, piłowanie zębów – byle jak najdokładniej pokazane na ekranie, bluzg na bluzgu, „suka na suce”, głupota na głupocie, wydziarane na twarzy koksy, że rozpusta na rozpuście to chyba oczywiste… Znowu obejrzałem film Vegi, skuszony tym, że gościu… nie boi się nakręcić filmu o zakonnicach (powstaje takowy, obok zdjęcie z planu) i siatce pedofilsko… satanistycznej (a nie pedofilsko-katolickiej? Wow!), a także obecnością Joanny Jędrzejczyk (niestety jej epizod jest bardzo krótki). Pomyślałem sobie znowu: Vega to jednak ok. gość. Nade wszystko jednak skusiłem się na odmóżdżającą rozrywkę w czasie, kiedy mam bardzo wiele na głowie, dla rozrywki, powiedziałem sobie: nie udźwignę nic ciężkiego. Cholera, nie podobało mi się, ale człowiek głupi zawsze straci na takie coś dwie godziny życia… Ze zdziwieniem czytam radosne recenzje Adamskiego, ze strony, która teoretycznie powinna z prawej (a więc i Bożej) flanki patrzeć na kulturę. Vega niby wierzący, ale przecież jego twórczość gorszy ludzi w sposób nieprawdopodobny, chociaż w większości sami o tym nie wiedzą. Aż tyle! Nie, nie odbiło mi, ani nie zrobiłem się nagle nadwrażliwy (chociaż…). Słowa o gorszeniu, cudzołożeniu samym tylko pożądliwym patrzeniem (a jak patrzy się na gołe tyłeczki? Przecież jesteśmy ludźmi…) pochodzą od samego Jezusa Chrystusa. Czy zmienia fakt gorszenia milionów Polaków (w tym ilu nieletnich to sobie ściągnie?), że głównymi bohaterkami nowej produkcji Patryka Vegi będą zakonnice z Broniszewic? Skłaniałbym się ku odpowiedzi negatywnej, więc ta recenzja ma podtytuł: głupi Grower dał się nabrać na „Kobiety mafii 2” (2019).

(więcej…)


12.03.19 Fisz Emade jako Tworzywo – „Radar” (muzyka, 2019).

Stary Waglewski z młodym prowadzą program w Radiowej Trójce, drugiego singla nie ma na YouTube…, a premiera odbywa się właśnie w radiu. Old school…, podobnie jak z zinami, tylko czytelnicy, yyy, słuchacze jakby wierniejsi, chyba. W każdym razie mają zarówno nowoczesne jak i tradycyjne podejście do muzyki, do premiery płyt, do koncertów. Jestem fanem, to ma klimat i jakość! O 9:00 otworzyli sklep, a o 9:02 kupiłem płytę Fisz Emade jako Tworzywo – „Radar”, w dniu premiery oczywiście (8 marca 2019). Nie był to prezent dla kobiety, to był w ich „święto” prezent dla mnie. Akurat jechałem w długą trasę. 11 utworów w tym tylko „Dwa ognie” były wcześniej na YT, „Odwilż” pojawił się w radiowej Trójce na krótko przed premierą CD. Bartek, a więc Fisz, w tekstach skupia się w znacznej mierze na dobru i miłości, którą odnajduje w rodzinie i w swoim – perfekcyjnym – świecie. Gdy mówi o polityce, instytucjach i elektronice, skupia się raczej na ich szkodliwej stronie dla spokojnego życia jednostki. A że lubię taki „black mirror” sobie strzelić – jaranko!

(więcej…)


11.03.19 „Nie o Mary Wagner” (DVD, film dok., G. Braun, 2014).

Walczyć zawsze trzeba, a my czasem tak marudzimy, użalamy się nad sobą, stwierdzamy, że bez sensu… Dziś ktoś, kto stale przypomina mi o tym, że kanapa nie jest dla mnie – nie jest dla nikogo z nas. Kto nie słyszał o tej aktywistce? Nawet na jakimś polskim stadionie wywieszono dla niej transparent w klimacie POW! Bo to więzień wojenny w walce z polityczną poprawnością i zabijaniem nienarodzonych. Wojowniczka o przyszły świat w jakim wychowywać się będą nasze dzieci. Mary Wagner, Linda Gibbons… babki, które mają jaja, tyle, że nie dosłownie, jak ich niektóre rywalki z drugiej strony moralnej barykady, które smarują spermą po muzeach „sztuki” współczesnej. Kto nie słyszał o filmach dokumentalnych Grzegorza Brauna (nazwanego „odleconym” przez Waldemara Łysiaka w „Do Rzeczy” na 4-10 marca)? Są niezłe. Ten „Nie o Mary Wagner” trwa prawie godzinę i jest dostępny już kilka lat na DVD. Oglądałeś? Myślę, że warto!

(więcej…)


7.03.19 „Antisocial” (nr. 4, zin, Polska, zima’2019)

Coraz trudniej o wartościową lekturę z podziemia wydaną na papierze. A to poczta odwala numery (często zwykły list potrafi nie dojść), a to drukarnia dostaje alergii na niepoprawne treści. Do tego niewielkie grono odbiorców i co za tym idzie równie niewielki nakład takich publikacji skutkuje kompletnym brakiem opłacalności finansowej, a to z kolei mocno zawęża krąg twórców zainteresowanych wydawaniem zinów. Dlatego dziś takie pisemka robią przede wszystkim fanatycy dla innych fanatyków, bo potencjalni „scenowi biznesmeni” już dawno dali sobie z tym spokój, tu ich nie ma! Ale, jaki to ma sens w dobie internetu, kiedy interesujące treści są podane szybko i za darmo? Parafrazując słowa Tommiego – szkoda czasu zawracać sobie głowę takimi pytaniami.

(więcej…)


4.03.19 „Wyścig z diabłem” (książka, Joseph Pearce, 2013).

Wszyscy jesteśmy w rynsztoku, ale niektórzy patrzą w gwiazdy – mówił Oscar Wilde. Niektórzy w tym rynsztoku zostaną, a do niektórych coś dotrze. Kolejna lektura, którą polecam Wam na Wielki Post to „Wyścig z diabłem” byłego członka brytyjskiego Frontu Narodowego, a konkretnie świadectwo jego życia. Joseph Pearce szczegółowo opowiada o lekturach, które zafascynowały go na drodze wchodzenia na drogę nienawiści jak i na drodze nawracania się. Jego drogę, jako, że znam dużą część wymienianych pozycji, określiłbym jako, hm, naturalną. Z nazizmu Josepha nie leczył katechizm, a np. Otton Strasser (później Pearce napisał jego biografię, która ostatecznie nie znalazła wydawcy…), czy klasyk w postaci Anglika-katolika, G.K. Chestertona (jego biografię również napisał i udało się ją wydać). Autor książki opowiada o typowej dla subkultury muzyce (ale i zwraca uwagę, że zawsze miał szerokie horyzonty i to go uratowało od ciemnoty, znasz to…?), a nawet o meczach piłkarskich (do dziś jest kibicem londyńskiej Chelsea, już jako katolik i zapewne nie ma niczego wspólnego z „Headhunters”, heh). Pearce wydawał zina „Bulldog”, sprzedawanego także na brytyjskich stadionach i bardzo swego czasu popularnego. Za tzw. mowę nienawiści siedział w więzieniu (dwa razy…), gdzie klasycznie – dużo czytał, pisał i myślał będąc zamkniętym w izolatce. Wszystkie te chwile opisuje w swoim świadectwie.

(więcej…)