„DL” – 10 lat! / „Dziennik odsuwania gałęzi” zine (2017). 80 stron!

Dziennik Łukasza Growera wydany w formie klasycznego zina. Zbiór całkowicie nowych felietonów, rozkmin dotyczących różnych spraw. Od religii, poprzez aktywizm, politykę i kulturę, po kibicowanie. Zin zszyty, numeracja kartek, spis treści, wnętrze czarno-białe w tym czarno-białe zdjęcia z prywatnego albumu. 80 stron!

15 zł (w tym wysyłka) na konto BGŻ: 30203000451130000015670370. W tytule przelewu podaj adres do wysyłki!

Książka „Nienawidzę świata, który mnie nakręca” dostępna tu: LINK


23.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Typowa mama wesoło kręciła się po domu, ciesząc się z weekendu i bez pośpiechu wykonując małe prace domowe, typowy tata – przed rodzinnym wyjściem do kościoła – oglądał jakiś western, odpoczywając po pięciu dniach pracy fizycznej. Lata 90te. Dziś mama „spełnia się gdzieś na jodze”, a tata mieszka osobno i haruje już nie pięć, a siedem dni w tygodniu, chyba tylko po to, by umrzeć w jak największym bogactwie (czyli „godnie”). Nawet western, jak już o nim wspomniałem, się zmienił, dziś jest politycznie poprawny i „Siedmiu wspaniałych” (2016) pełen jest kolorowych „kowbojów”, heh. Tak jak wiele jest „nowoczesnych rodzin” i politycznie poprawnej kultury popularnej, tak też wiele jest „nowoczesnych ruchów kibicowskich”. Tu też wszystko bywa przewrócone do góry nogami, trudno dojrzeć SEDNO. Zawsze mam z tym problem, gdy czytam komunikaty, wypowiedzi, czy wywiady z członkami większości Stowarzyszeń kibicowskich. Ich układy oraz gadanie o tym, że teraz nastał czas spokoju i „tak trzeba” są przekonujące jak Koreańczyk na Dzikim Zachodzie i typowe jak tradycyjna katolicka rodzina promowana jako narodowy wzorzec w mediach i polityce XXI wieku. Czas leci – owszem, ale przyznacie, że wiele współczesnych trendów, czy to w polityce, kulturze, czy w ruchu ultras jest po prostu głupich i samobójczych dla klimatu. Każdy kto trzyma rękę na kasie nie będzie słuchał takich słów i pozostanie „praktycznym”, a że przeczy przy tym zasadom – kogo to dzisiaj obchodzi… Co z tego, że jakaś kobieta ma dzieci i jeden wolny dzień w tygodniu, skoro ważniejsze jest wykorzystanie go na karnet fitness? Co z tego, że ultrasi palą race i są niepokorni, skoro aktualnie nie współgra to z interesem…, no właśnie – czy oby tylko klubu? Cóż… jak to bywa w westernach – zawsze możesz zostać „samotnym wilkiem”, albo po prostu żyć po swojemu.

(więcej…)


17.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Zamówiłem żarcie do domu, nosz kurde – znowu miałem ochotę. Tybura też ma brzuszek, a dzisiaj wygrał, no nie? Przyjechał kierowca po dwóch godzinach, mocno trzyma worek z pudełkiem dopóki nie dam mu pieniędzy – uczą ich ostrożnie żarcie roznosić na mojej dzielnicy. Patrzy uważnie, raczej jak przed jakimś starciem niż przed przekazaniem kurczaczka z ryżem. Panie, tu spokojny dom z wiszącym krzyżem! No fakt, ale już na półpiętrze lubią spać menele. Posilony konkretnie, wreszcie mogę nakreślić kilka słów. Przede wszystkim dzięki za opinie po „Dzienniku…” – oczywiście czekam na kolejne, bo ziny ciągle są wysyłane. Zacznijmy od słonecznej (ktoś musi…) Italii – CasaPound starło się z policją pod włoskim Senatem (LINK). Warto to podkreślić, że nacjonaliści protestują tam przeciwko nowemu prawu – już nie o „przyjęciu uchodźców”, a pozwalającemu na przyznawanie obywatelstwa Włoch wszystkim urodzonym na terytorium Italii. Typowy „następny krok”, którego liberałowie w Polsce nie chcą przewidzieć, lub nie chcą mówić o tym, że przyjmując imigrantów prędzej, czy później trzeba będzie go postawić. Wtedy to ja, białas, będę bał się otworzyć drzwi kolesiowi z żarciem…

(więcej…)


12.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Idealnego państwa, wymyślonego w głowach elit, nigdy nie będzie, bo nie wszyscy nadążą za jego koncepcją. Zdaję sobie sprawę, że gdyby któryś z władców np. zamknął granice z racjonalnych przyczyn demograficznych, ale nie popierał zwyrodnialstwa i cwaniactwa względem tych, którzy chcą tu się dostać (a jedynie prewencję wg prawa), nie oznaczałoby to, że wszyscy strażnicy graniczni ogarnęliby kwestię sprawiedliwości i nie powstałby jakiś nieformalny „klub stosujących tortury”. Wielki umysł – miłosierny, lub świętość, to margines. Ile jest śmiechu z szeregów III Rzeszy, które licznie przeczyły koncepcjom wodza? Pochodzeniem, orientacją seksualną, wiarą, czy czymkolwiek innym… Ale ile jest śmiechu (też przez łzy…) z tolerastów, którzy wpuszczają do Europy terrorystów, a z gender robią temat w szkołach? Naprawdę myślicie, że kiedykolwiek na ziemi powstanie idealne państwo, że głupi człowiek nie przegnie? Dorastanie w buncie to niekoniecznie lenistwo, lecz właśnie pojęcie tej kwestii. Mimo to – należy walczyć o to, by jak najwięcej praw służących rozwojowi narodu, a nie jego degeneracji, znalazło się na górze i promować dobre wartości. Niezłomnie – do samego końca. A potem, równie niezłomnie, walczyć z patologiami wewnątrz… Bez popadania w samozadowolenie! W państwie, w Kościele, w ekipie i w rodzinie… Tylko czy sam jestem bez winy i nie jestem szkodnikiem…? Wariatkowo.

(więcej…)


8.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Gdy wyjdzie grajkowi mecz, mawia się o nim czasem „pan piłkarz”. Quentin Jerome Tarantino to z pewnością „pan reżyser”. Czy to „Pulp Fiction” (wiadomo), czy nawet „Bękarty wojny”, którymi jarali się lewacy – można spodziewać się nietuzinkowej postaci, ciekawego dialogu – nie tylko strzelanki. Ostatnio strzeliło mi coś w plechach (sic!), odświeżam sobie klasyki, bo z nowości wieje nudą. Nic dla dużych chłopców! Kiedyś to nawet „Batman” miał klimat, a dziś podobne filmy przypominają kolejną pustą grę komputerową dla kretyna, który nie potrafi zrozumieć nawet najprostszej metafory poziomu czwartej klasy podstawówki. Na szczęście literatura nie zginęła, „Wzgórze Psów” Żulczyka świetne, szybko minęło tych prawie 900 stron thrilleru. Twórczość to jednak tylko świat wymyślony, sztuczni superbohaterowie. Lata pisania doprowadziły mnie do miejsca, w którym wiem, że żadnymi naszymi pasjami nie wypełnimy całkowicie miejsca, które powinno być zarezerwowane dla Boga. Ani danie komuś po ryju, ani używki, ani aktywizm, ani twórczość nie spowodują spokoju i nie gwarantują wieczności. By to odczuć wystarczy „wyjść na pustynię”, a więc zostać samemu ze swoimi myślami – na dłużej. Owszem, można próbować całe życie zakrzyczeć głos, ale to jak życie na wiecznym speedzie, bezsensowna gestykulacja rączkami. A czasem pierdykną plecy i zostaniesz sam w pustym domu…  John Travolta tam nie przyjdzie…

(więcej…)


3.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

– Idź na salę, forma spada! – Nie spada, kurwa, przestań, odpocznij… – Spada, spada… Biegnę w niedzielę przed 8:00 przez miasto, umówiłem się na crossfit z garstką podobnych nałogowców. Sportowy tryb życia jest na tyle… trybem życia, że nawet nie chce mi się już o tym pisać, to tak jakby pisać o codziennej wizycie w toalecie, która po prostu musi się odbyć, bo dwójka zamęczy. Tym razem biegnąc ujrzałem zwykły-niezwykły pejzaż, mianowicie na mej nierównej ścieżce, niczym rewolwerowcy w starym westernie, stali o to trzej jegomoście ze swymi pistoletami. W sensie po prostu szczali, chwiejąc się na szeroko rozstawionych nogach – w pozach typu Aniołki Charliego na plakacie, w ten oto sposób zmierzając do swych chat (?) po bogatej w procenty sobotniej nocy. Było niemal pewne, że czeka mnie co najmniej pyskówka, ale prawdziwym cudem nikt nie rzucił durnego tekstu do faceta w (sportowych!) rajtuzach, a mnie udało się slalomem wyminąć rewolwerowców i ich kule. Ile byśmy nie napisali – i tak świata nie zmienimy. Możemy jednak zmieniać siebie. Ponad 10 lat temu szczałem tam razem z nimi, myśląc, że jestem zajebisty luzak. Wierzysz w to jeszcze?

(więcej…)


„Dziennik odsuwania gałęzi” zine (Ł. Grower, 27.05.2017) – spis treści !

Różne są ziny – o sztuce…, kiedyś były nawet takie o samej piłce (nie o ultras)…. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by wydać w formie zina swój własny dziennik, tym bardziej, że wpisy dotyczą tego co pozostaje w sferze zainteresowań tego e-zina od zawsze. Zawsze na „Drodze Legionisty” było sporo prywaty. „Dziennik odsuwania gałęzi”, który puszczam po przystępnej cenie (znacznie podrożał list priorytetowy!) – wychodzi dokładnie w dziesiątą rocznicę istnienia projektu o nazwie „DL”. To 27 maja 2007 napisałem do Was po raz pierwszy pod tą nazwą. Jest to dla mnie ważny dzień także w innym kontekście niż pisanie. Także ja dziś „świętuję”…, a Wy zapoznajcie się ze spisem treści zinowej świeżynki, puszczajcie to w eter i przede wszystkim zamawiajcie przez konto! Zina nie ma w żadnym sklepie – kupisz go tylko u mnie, do czego gorąco Was zachęcam! DTSP!

(więcej…)


27.05.07-27.05.17.

Bliska osoba przyniosła mi tort, który postawiłem „w moim królestwie” (jak chciał mnie kiedyś obrazić jeden „hejter”), więc zrobiłem zdjęcie. Takie czasy, torty się fotografuje, a nie konsumuje. Stary monitor, który dostałem od czytelnika, bo mój mi się przepalił od pisania do Was – nadal, jak widać, stoi i służy. Raca nie taka jak na stadionie, ale w warunkach domowych wystarczy. 10 lat temu narodziłem się na nowo, rzuciłem imprezowanie i stworzyłem „Drogę Legionisty”. Gdyby ktoś wiązał to bezpośrednio z początkiem pisania (a i takie „hejterki” miały pomysły), jest w błędzie, bo pisałem pod inną nazwą od 2003 roku. To jednak „DL” uznaję za początek, kiedy udało się pozbierać wcześniejszy chaos związany z tym, że nie do końca rozeznawałem jakie ja mam tu, kurde, powołanie. Bo nie wiem co jest większą fazą – chlać, czy mieć 18 lat i chcieć zmieniać świat, heh. Dziś mam 30 i jestem dużo mniej naiwny. Dziękuję Wam za te 10 lat.

ŁG


23.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

Real Madryt został mistrzem Hiszpanii. Miliony przygrubych dzieci w koszulkach Barcelony zapija się z tego powodu coca-colą, a podobne im dzieci w koszulkach Realu (niektórzy bez krzyża w herbie) z radości wpieprzą powiększony zestaw w MaCku. Nic innego po tym mistrzostwie nie wyciekło, jakaś klimatyczna feta, skandal, coś w tym stylu? Nic z tych rzeczy, chyba że Ronaldo reklamujący ramadan w Egipcie (niestety, serio…). Współczuję tym UltraSur. A w Warszawie po zdobyciu Mistrza będzie z pewnością głośniej. To co robiła Jagiellonia pod hotelem piłkarzy CWKS w Białymstoku to była jedynie próba przed imprezą, która czeka stolicę 4 czerwca, heh. Mecz w Białym był jednak kiepski niczym oflagowanie gospodarzy, trudno było go przetrwać. A propos gospodarzy, przypomniał mi się fragment z klasyka: Dowiedziałem się, że moje wygrażanie obcym ludziom jest niedorzeczne – równie dobrze mógłbym obiecać kibicom Coventry, że urodzę im dzieci – Nick Hornby „Futbolowa gorączka”. Kapiszi?

(więcej…)


20.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

Kiedyś tajniacy złapali nas z plakatami. Pamiętam, że gdy jeden dokładnie przeszukiwał cały samochód prócz… schowka (!), w którym były ciekawe rzeczy, drugi podniecony studiował jakąś książeczkę z paragrafami. Skakał jak piłeczka, kiedy piszczał tą zwyczajną miejską nocą do kumpla-„poszukiwacza wszechczasów”, że za plakat mogą nawet podciągnąć nas pod jakąś tam mowę nienawiści. Plakat dotyczył jednej z grup etnicznych, nie był wulgarny, lecz podawał pewien argument oparty na prawdzie. Prawda jednak nie istnieje dla mundurowych, przynajmniej dopóki nie stanie się u nas tak jak np. w Szwecji, czy we Francji. Tu istnieje tylko przełożony, książeczka i złapane osoby. Można, lub nie mnożna nam (ludziom) dowalić – zależy co jest napisane w książeczce. Człowiek o takim charakterze zostaje policjantem. A.C.A.B.

(więcej…)


10.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

We Francji wygrał Macron, a wszystkie tamtejsze sieci odmówiły pokazania w swoich kinach głośnego filmu „Azyl” o Polakach ratujących Żydów podczas II WŚ. Tak więc demokracja w europejskich metropoliach kręci się swoim stałym rytmem. Walka o francuską prezydenturę nie była wyrównana niczym ligowa gonitwa Realu i Barcelony w tym sezonie, ale wiadomo – „wszyscy przeciwko faszyzmowi” i wygrywa umiarkowany gość, który nic nie zmieni. Zresztą… Trump też miał zmieniać, a głównie umacnia amerykański imperializm. Tak to było, jest i będzie, że od Europy marzeń oddziela nas drut kolczasty, możemy próbować go przejść, ale i tak ostatecznie spadniemy, a bucior nam się wkręci w ten szajs.

(więcej…)


6.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

Pamiętacie czasy, gdy walczyło się na stadionach (mówię ogólnie o ruchu kibicowskim w Polsce) o treść każdej flagi wieszanej na NASZYCH płotach? Pamiętacie mecz Legia – Jagiellonia, na którym Jaga grała w kotka i myszkę z ochroną, przewieszając „zakazaną czerwoną pięść”? Ja też pamiętam, bo to było niedawno. A teraz jest coś, czego się jako środowisko kibiców na dłuższą metę… nie boimy oprotestować? Owinięci wokół palca? W każdym razie… szacunek dla tych, co zawsze w podziemiu i po swojemu, bez zabijających treść, sens, sedno układów! I moje ulubione zdjęcie aktywistów z czasów PRLu (1982). Dlaczego mas ludzi z osiedli nie pociąga już klimat… tygodników wojennych? Pozostania w podziemiu i działania swoimi kanałami, sposobami zamiast „niezbędnych” sojuszy? Starsi swoje przeżyli i teraz są „racjonalni”, a co z młodzieżą, gdzie ona ma się hartować i zbierać doświadczenie? Na moje kibole nie mają, nie powinni mieć konkretnego celu… tu chodzi o tą DROGĘ.

(więcej…)


4.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

Skrajny jest np. Trump, Le Pen, Wyszyński, a nieskrajny (wyważony, uf) jest np. episkopat (czekamy aż biskupi przyjmą uchodźców do swoich rezydencji), Tomek Lis jest wyważony, Krzysiu Ibisz, Ryszard co poleciał „służbowo” do Portugalii też nowoczesny, nieskrajny i wyważony. Fala uchodźców jest wyważona, „zabijanie płodów”, awantury na ulicach przeciwko wszystkiemu co patriotyczne są zaś historycznie umotywowane. Generalnie ci którzy tak sądzą dali się nieźle zrobić w bambuko. Skrajność zarzucają nam osoby, które skrajnie zmierzają w kierunku przeciwnej skrajności. Tak bąki, życie nie znosi próżni, a tym bardziej nie znoszą jej instytucje, polityka… Nawet nie wiecie jak mnie to wnerwia, że stale trzeba przepychać się łokciami. Ale trzeba, bo nas nimi chcą wypchnąć. Trzeba pompować, cholera, jak wyważony Krzychu!

(więcej…)



30.04.17 „O wszystkim i o niczym”.

Fan kiepskiego zespołu zamyka oczy i wyobraża sobie jakby to było dobrze, gdyby grali chociaż jak ta Legia z Ligi Mistrzów. Niestety, dośrodkowanie ich pomocnika, który prócz uprawiania piłki pracuje w miejscowym mięsnym, ciągle woła o pomstę do nieba i ląduje np. na dachu domku jednorodzinnego, niemal zwalając (oglądającego na nim mecz) Mariana. Po chóralnym komentarzu, brzmiącym mniej więcej „ojaciepierdole”, miejscowi piłko-żule, w tym Marian z dachu, której to loży zazdrości mu cała wieś, wracają do obracania bełtów. Nie powiem żebym był w piłce aż tak zakochany jak holenderski kibic w weekendowym programie ligowym, ale lubię jednak popatrzeć na Legię i cieszę się, że dylematem jest, czy przejdziemy Ajax, a nie czy znajdzie się proszek „Ajax”, bo niczym Marian dostałem na dachu swej szopy brudną od błota piłką. Ja wiem, że to ma swój urok, ale przede wszystkim urok ma warszawska Legia, rozpoczynająca walkę o Mistrza Polski. Na Łazienkowską przyjeżdża Wisła. Jak dobrze w erze „New-coś tam” i emo wynalazków być po prostu polskim kibolem i katolem. Jak dobrze… Obok miniaturka niezwiązanych z tym wstępem ultrasów Radomiaka.

(więcej…)

Strona 1 z 6512345...Ostatnia »