Dostałem kolejny list od czytelnika. Ten czytelnik potrafi pisać takie listy – na murze. Wielkie dzięki za każdy przejaw Waszego wsparcia! DL/DTSP!

7.02.19 „O wszystkim i o niczym”.

Bilet na mecz Legia-Cracovia kupiony. Jak to dobrze wydane pieniądze! Zwyczajny, sensowny, tradycyjny sport – piłka nożna. Jakiś patolog walczy w czymś, co nazwano „fejmowym mma” i łamie sobie piszczel. Ponoć „było to wszędzie”. Mnie nie ma wszędzie. Nie oglądałem. Słyszałem od żywych ludzi (bo newsów tego typu od „ludzi wirtualnych” nie otwieram), że wielu chce takie coś oglądać, więc ktoś kupi bilet (Sokół podał na „Czarnej białej magii” drastyczniejszy przykład…) – prawdziwy i wirtualny. „Czarne lustro”, bo jak inaczej nazwać lejących się w klatce… YouTuberów i zajadające się chipsami masy, płacące za oglądanie tego gówna…? To jest rozrywka dzisiejszego świata „postępu”. Szokować. Ośmieszyć. Co jeszcze wymyślą byś zapłacił, kogo jeszcze zaproszą do hejtowania w telewizji żeby wyludnić ulice i zaprowadzić z popcornem przed swój kanał? Czasem można nad światem i jego pato-jokerami tylko płakać, jak Jezus nad Jerozolimą…

(więcej…)


Spis treści papierowej „Drogi Legionisty” nr 24 (zima 2019)! 100 stron!

Kolejny numer papierowej „Drogi Legionisty” złożony! Pod nazwą „DL” spotkam się z Wami na papierze po raz 24, a data wydania to zima 2019! Zin ten to 100 stron nowych/świeżych materiałów dotyczących sportu, wiary, polityki, kultury, życia i wszystkiego, co znacie z mojej twórczości! Prócz moich przemyśleń, przeczytacie ciekawe materiały od zaproszonych gości, korespondentów, od udzielających wywiadów nacjonalistów z Casa Pound Italia, raperów (CR, Klarenz), wydawców zinów („Antisocial”), a nawet założyciela klubu sportowego i jednocześnie kumatego kibica. Rekordowa jest liczba recenzji! Jest tu też kilka relacji z meczów Legii oraz innych klubów pisanych specjalnie na papier! Felietony dotyczą praktycznie wszystkich aspektów naszego życia, od tych wielkich po zwyczajną fascynację codziennością – w mieście i poza nim! Jeśli interesujesz się rozważaniem różnych kwestii w klimacie podziemia – „DL”24 musi się znaleźć w Twojej kolekcji! Do zina dodaję vlepki z motywem przewodnim okładki, a dla części także inne vlepki (do wyczerpania zapasów)! Zapraszam na szczegółowy spis treści! 

(więcej…)


31.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Tu chodzi o przesunięcie granicy, o którym pisałem nie raz – w kontekście kibicowskim jak i politycznym. Kto tego nie uchwyci, jego środowisko powoli wyginie, lub przesunie się na margines. Jeśli na poważnie bierzemy dyskusje o tym, czy odpalenie petard na meczu jest przesadą, czy nie, zastanawiamy się kiedy odpalać – to petardy będą „deadline” dla naszych oprawców, Systemu. Jeśli wszyscy mieliby to w dupie i robili swoje na maksa, „deadlinem” byłoby np. bieganie po murawie. Mądre głowy by gadały w studiach telewizyjnych, „o, dzisiaj wybiegli, trzeba ich ukarać!”, a petardy nie byłyby nawet warte uwagi, bo na takie pierdoły po prostu nie byłoby czasu. Podobnie jest w polityce, na Marszu spokój to czepiają się haseł Czarnego Bloku i tak będą brali palec po palcu od „oficjalnych narodowców” aż staną się oni drugim PiSem, który boi się wszystkiego – od czarnych protestów po ekologicznych dziwolągów. Dlatego ceń radykała swego, bo… możesz stracić wolność. Problem polega na tym, że reakcja musi być masowa, bo jednostki są łatwe do wychwycenia. Podobnie jest z wiarą (obok nie egzorcyzm, a ultras Hajduka z krzyżem) – kto „oddziela” i „kitra” skazuje naukę Jezusa Chrystusa na marginalizacje. Jeśli to Bóg – Jego nauki trzeba brać na maksa. Proste.

(więcej…)


28.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Wolę nauczać w starej szkole i przerabiać klasyk niż być kotem w nowej szkole, ale nie posiadać klasy. Widzę pierwszoklasistów na boisku w grze, ale czy to pierwsza klasa? Nie! To klasa B – to Piotrek „Tau”. Stara szkoła podziemnej prasy, zinek, na wykończeniu! Bunt rodzi literata, ale bunt rodzi także nacjonalistę i każdego innego –stę. Zdaliście już sobie sprawę, że jesteśmy romantycznymi marzycielami i że nasze wizje są tym, co generalnie nie ma prawa ziścić się w realnym świecie (w polityce, na trybunach, gdziekolwiek…)? Ja to już wiem, co nie znaczy, że nie piszę i nie jestem nacjonalistą. Najważniejszą cechą powołania literackiego jest być może to, że kto je poczuł, samą jego realizację traktuje jako największą nagrodę, większą, o wiele większą niż wszystkie, jakie dzięki swej działalności mógłby zyskać – to Mario Vargas Llosa. Nie czujesz tego? To nie pisz! „Drogę Legionisty” nr 24 dedykuję zupełnie szczerze, swojej miłości jaką jest pisanie i jaką jest podziemie. I każdy taki zwyczajny, spontaniczny wpisik jak ten – również… Kropka. Podczas spowiedzi przedświątecznej dłonie trzymałem na tym oparciu na łokcie pod kratką księdza, a nogi gdzieś z tyłu na ławkach i robiłem pompki… Na pasterce (dobiegłem za tramwajem) robiłem triceps – dłonie na ławce, a nogi wyłożone na tej przede mną i heja powtóreczki w przerwach… Nie no… beka z tych, co nie potrafią odpocząć nawet w Boże Narodzenie (niedawno też nie umiałem, wszyscy bywamy śmieszni z tymi swoimi misjami w bani). Ale po odpoczynku…, tak trzeba wstać z kanapy.

(więcej…)


24.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Na święta obejrzy się czasem kilka filmów, chociaż niekoniecznie chrześcijańskich… Takim było u mnie, już wczoraj, „Życie Pi” (2012), a więc głośna ekranizacja książki Yanna Martela (2001). Nie tyle zaciekawiła mnie sytuacja znalezienia się chłopca z tygrysem na jednej szalupie (to kojarzymy z plakatu), ale fakt, że główny bohater łączył w sobie… hinduizm, chrześcijaństwo i islam. Taki indyjski bałagan i to jeszcze do potęgi (polecam recenzję: LINK). Film miał zatem swoje przesłanie o „tamtym świecie”, a nie tylko przepiękne zdjęcia, podkręcane, lub całkowicie stworzone komputerowo. Okazało się jednak, że to nie tylko jakaś tam baśń, a historia o tym jak ekstremalna sytuacja wyzwala w nas instynkt mordercy (znacie to?). Spoiler. Pi… jest tym tygrysem, z którym jest na łodzi, piękny kot (spokojne dziecko) przeradza się w dziką bestię (zabijającą, by przetrwać, lub z zemsty). Niby film również o Bogu, ale… nie o naszym, bo Jezus… „ma w nosie” sytuacje takie jak ta. Wielu świętych męczenników chrześcijaństwa charakteryzuje się właśnie tym, że nawet w obliczu wroga nie zmienili się w dzikie bestie… I to jest chyba w naszej wierze najtrudniejsze… Także dla wyznawców innych religii, ateistów oraz agnostyków… Piszę o tym dlatego byście nie dali się nabrać na jakieś New Age’owe paplanie o „jakimś tam bogu” (pełno tego w TV), nie wymyślali własnych religii pod siebie i pod swoją wygodę… Tego życzę dziś przy stole i na pasterce – przyjęcia naszego Boga jak dziecko, z prostotą… Pamiętania o tym, że Jego wcielenie dało człowiekowi nowy przykład pokonywania barier związanych z ludzkim ciałem.

(więcej…)


„Mówię to w twoim języku – jedyna szansa, że w końcu zrozumiesz”.


22.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Twój sprzęt do pracy się sypie…, nosisz „ciężary” (mniejsza co…) przez publiczne drzwi w tę i z powrotem, a jakiś siedzący nieopodal nich smartfonowy gościu (widząc, że latasz z zajętymi rękami) cię spyta „czy urodziłeś się w tramwaju…?”… No weź nie kopnij w coś, no weź nie odpowiedz takiemu… Piątek, piątunio, całe miasto zapieprzało w swoje strony „szykować się na święta”, a ja narzekający na to wszystko, bo przecież „swoje trzeba było ogarnąć”. No, ale jakoś dotrwałem do fajrantu. Bez modlitwy byłoby po prostu źle (obok budujące ujęcie wrzucone na twittera, też modlę się w komunikacji, ale różaniec głęboko w kieszeni, gościu dał mi przykład). Furia i zagłębianie złości nie popłaca, bo nad większością idiotów i złośliwością rzeczy martwych po prostu nie ma, co się rozwodzić… Tylko, Boże, ucisz trochę ten temperament, nie wódź na pokuszenie… Pozwól się wyciszyć, gdy już „race zgasną”, a „trenuj sporty walki” tego dnia odhaczone… Da się tak w ogóle… pobudzać i totalnie wyciszać, że nic cię nie ruszy…? Deszczowa sobota, pociągam nosem, jak połowa Polski czekającej na święta…

(więcej…)


18.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

W samotności, w takich miejscach jakie Wam pokazałem na kilku nagrywkach wrzuconych ostatnio na YouTube „Drogi Legionisty” (by promować wychodzenie na „swoją pustynię” w celu modlitwy i poukładania siebie samego) zbieram siły i „argumenty”, by w szybkim miejskim życiu one potem w pozytywny sposób „wychodziły”. Ostatni weekend był dla mnie odmienny od tego w Monasterze, dużo „akcji”, dużo przemieszczania się i tłumy różnych ludzi… Kontrast. Prędzej, czy później „spokój pustyni” i tak zostanie zmącony, a duch będzie pełen niepokoju, ale to On jest tym, który uciszył burzę i pamiętaj, że On tę burzę ucisza, nie bez twojej woli. Wizyty na pustyni „wychodzą” – podczas zgiełku usłyszysz także „ten inny głos”, o ile na owej pustyni się do Niego szczerze zwróciłeś… Trzeba nauczyć się dostrzegać Prawdę podczas skoków adrenaliny i w pędzie, ale wcześniej trzeba znaleźć chwilę dla siebie, jak Sergiusz Piasecki nauczył się podziwiania piękna nieba podczas „przemytu” (opisanego w „Kochanku Wielkiej Niedźwiedzicy”). Zatrzymać się, by potem „coś” nas trzymało w pionie, gdy sytuacja jest dynamiczna… I o to chodzi w pustyni, człowiek nieprzygotowany jest po prostu człowiekiem emocjonalnym, a emocje nie są najlepszym doradcą.

(więcej…)


Szkoła ciszy. Nie możesz Go znaleźć? Poszukaj najpierw swojej pustyni…

Pozwólcie, że prócz swojego filmiku przytoczę cytat z magazynu „W pół drogi” nr 1, tekst Marko Dimitrijevića, członka zarządu Serbskiej Akcji: Każda walka przeciwko Systemowi, która jest prowadzona jedynie na poziomie politycznym jest walką sprzeczną wewnętrznie, która jest pozbawiona podstawowej osłony (…). Prawdziwie serbski nacjonalizm nie może istnieć bez przymierza świętej Sawy i Kosowa, bez wielowiekowej i nieustającej walki o Honorowy Krzyż i Złotą Wolność, bez naszej wojowniczej poezji i prawdziwie metafizycznego, wojennego i męczeńskiego brzmienia naszych ludowych instrumentów, które łącząc się ze sobą w jedną całość, przekazują nam niezwykle istotną prawdę, dotyczącą tego, że lepiej jest zostać skróconym o głowę niż dać sobie splamić grzechem swoją duszę. Nie uwierzysz „ot tak”. Wszystko zaczyna się od modlitwy…


12.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

To prawda, że zabiłeś człowieka martwym kotem…?Nie. Uff… (chwila pauzy) – Ten kot nie był martwy… (+ tajemniczy wyraz twarzy i zmrużone powieki). Dialogi z „poważnych filmów akcji” lat 90tych z Segalem (i jemu podobnymi sucharami) „bawią inaczej” do teraz… Podobnej jakości są deklaracje polityczne na górze – w tym rządzącego Prawa i Sprawiedliwości, więc jak widzicie, wolę nawet „cytat z Segala” zapodać niż jakieś słowa Jarków (i nawet ten kot tu pasuje…). Na kontynencie niezły burdel, od zamieszek we Francji (przeczytajcie jaki bałagan: LINK), po wszystko co znamy – napływ imigrantów (coraz łatwiej obcym wjechać do Europy, coraz trudniej kibicowi wejść tu na mecz), polityczna poprawność… O…, otwieram media…, ktoś znowu strzela do przypadkowych ludzi w dużym mieście we Francji! Ameryka? O…, coś z dzisiaj…, jakiś mężczyzna otworzył ogień do ludzi modlących się w katedrze w brazylijskim Campinas w stanie Sao Paulo i zastrzelił co najmniej cztery osoby i ciężko ranił trzy, po czym sam odebrał sobie życie. Działo się to… podczas trwającej Mszy Świętej. Nikogo to już nie porywa na dłużej… Czas jechać po choinkę…, bo i co innego zrobić… jak Segal, zabijać żywym kotem…?

(więcej…)


Szkoła ciszy. Kaptury mnisze, kaptury „świeckich”… Sławmy Go!

Przed wschodem słońca zebrani…
Sławimy Pana naszego
Boga Ojca
i Syna
i świętego Ducha…

śpiew: mniszki Betlejemki (nagranie: „DL”)