1.10.19 Kto Cię obroni Polsko…?

Oficjalnie – PiS to też świnie, i Konfederacja też… Dlaczego oficjalnie? Bo kibice Legii tak zasugerowali na oprawie, proste. Tak jak sugerowali, że wszyscy na Marsz Niepodległości to wszyscy poszli na Marsz Niepodległości, nacjonalizm na trybunach przestał być tabu dla garstki fanatyków. Zobaczcie (moją ostatnią publicystykę na temat partii) jak się szczęśliwie złożyło…, chyba mamy to wszyscy pod skórą, że czujemy, iż czas mydlenia nam oczu tzw. centroprawicą, ale też ugrzecznionym nacjonalizmem, gdzie chłopcy chcą grać na emocjach ludu, który najwidoczniej uważają za głupi, dobiegł definitywnie końca, co nie znaczy, że mamy gdzieś Ojczyznę. Pytanie o Polskę jest otwarte, warto też zadać samemu sobie pytanie – a my, jak byśmy Jej bronili? Wiemy…? Póki nie wiemy zawsze będą wyrastać niczym grzyby jesienią podobne partie i zawsze będą miały zwolenników, a biznes będzie się kręcił… Po boomie na patriotyzm w 2010 roku ludzie powoli dochodzą do wniosku, że owszem – kochamy Polskę, ale dajcie wy nam wszystkim spokój z tą propagandą, dajcie nam też żyć i cieszyć się, a nie tylko dzielić. Kraj jest obecnie pełen pospinanych aktywistów, pełen wodzów jedynej – swojej – słusznej racji. Ulica swoje grzechy ma, ale jest zbyt niezależna, by dać się któremuś nabrać… Był czas nakręcania się, jest czas lądowania. Co będzie jutro? Obserwujmy, a przede wszystkim… czujmy.

ŁG


27.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Mecz piłki nożnej. Nie musisz przez ten czas myśleć o tym, że czeka na ciebie wkurwiający szef, że nie masz kasy na mieszkanie, a kobieta cię zostawiła. Liczy się wspólny ryk, a nie to jakie masz problemy, kiedy jesteś sam. Wystarczająco cię wkurwiają, kiedy… jesteś sam, to co się teraz będziesz w tłumie do tego przyklejał skoro chcesz czym szybciej spieprzyć z tych niebezpiecznych rejonów? Myśli idą w górę i szybują poza stadion, razem z dymem odpalonych rac, razem z piłką wykopaną przez nieudolnego grajka, który mimo sporej kasy też ma swoje problemy (to te, które mają bogaci ludzie, nie wiem do końca jakie…). Te „kurwy” na sędziego, mimo, że się nie pomylił, były tak naprawdę wymierzone w szefa, który rano zdenerwował, w wypłatę, która zbyt niska wpłynęła właśnie na konto, na starzenie się. Nie myślisz o tym, podobnie jak o życiu wiecznym i o niczym innym, myślisz o meczu i jak tu się zabawić, reszta działa podprogowo, jakby wyparta, gdzieś w tle. Ludzie różnie radzą sobie z emocjami, ty zainwestowałeś w stadion i stało się to prawdą, życiem, bo przecież liczby rosną, lata lecą. Tu rośniesz, tu dajesz upust. Nie chcesz dopuścić do powrotu pełnej świadomości (co to w ogóle jest?), przywrócenia ostrego obrazu, ale czasem – no trudno – wylezie jakiś wyrzut i wtedy wiesz…, wiesz o tym doskonale…, ale zaraz będziesz próbował ponownie zająć myśli czymś lepszym (a przecież prawdziwym…, prawdziwym…). Na przykład Polonia Warszawa strzeliła sobie… dwie bramki samobójcze w meczu III ligi z drużyną z Wasilkowa. To naprawdę bardzo śmieszne!

(więcej…)


25.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Kolejne plakaty wyborcze, kolejna karuzela (piątek, świątek, czy niedziela...) w bani: wybrać mniejsze zło, wcale nie wybrać, olać to i zostać totalnym wariatem, który wprawdzie ma pro-narodowe poglądy, ale gdy widzi polityków to mu się pałka teleskopowa ponownie rozkłada? Nie wiem, mam ziomków, co nie głosują, mam też pożądnego ziomka co startuje w wyborach i poręczył bym za niego, że jest w porządku chłopakiem, który nie sprzeda (zresztą siedział chyba dwa lata i nikogo nie sprzedał, ot pan poseł, który będzie znał życie od środka i na pewno wytrzyma długo siedząc w fotelu parlamentu, miał czas się przyzwyczaić :-). Wie już chłopaczyna, że zasady są luźno interpretowane zarówno w polityce jak i – ups – na tzw. ulicy i w jej subkulturach. Szczerze? Nie wiem, co jeszcze zrobię, zależy jaką nogą wstanę… Denerwują mnie zarówno samobóje prawej strony (a często zastanawiam się, czy ona jeszcze istnieje), jak i niemal wszystko u strony liberalnej. Ciekawszy jest już ponowny niepokój we Francji, gdzie doszło do hucznej manifestacji z udziałem Żółtych Kamizelek. Demonstracja była poświęcona planowanej przez prezydenta Emmanuela Macrona reformie emerytalnej, a zatem żabojady biorą swoje sprawy w swoje ręce… Też nic tym nie zmienią? Ale się wyżyją chociaż… A jak pokazuje ostatnia decyzja prezydenta Lublina, manifestacje potrafią mieć wpływ na rzeczywistość.

(więcej…)


20.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Wyszedłem z panną z piwnicy baru, takiej z dwoma kanapami i stolikiem po środku, a wraz ze mną kumpel z jej koleżanką. Na zewnątrz, pod parasolkami, siedzieli inni ziomkowie z mniej chętnymi koleżankami z innej bajki, zresztą z jedną chyba wtedy chodziłem, i rzucił jakiś pełen zazdrości (że to nie on miesza w cipce w piwnicy) tekst, który mnie wkurwił. Wyprowadzić z równowagi było łatwo, bo była z nami jeszcze jedna pani – Żubrówka, a dziewczyny mało piły. Kumpel też podpity, więc od słowa do słowa i poszliśmy na solówę do pobliskiego lasku. Daliśmy sobie po ryju, kilka rund, ostatnią chyba wygrał, ale tak nieprzekonująco, naprawdę dałem mu to wygrać, bo zaczęło mnie to nudzić, nie ćwiczyliśmy wtedy zbyt dużo i te ciosy nie były jakieś rewelacyjne, my brudni, a towarzystwo czekało. To mu trochę spuściło powietrze, przybiliśmy piątkę i wróciliśmy do stolików, uwaleni od piasku i trawy, z czerwonymi twarzami. Dziewczyny (nie te, co były z nami w piwnicy, tamte niestety od razu się oddaliły) już w ogóle nie były nami zainteresowane, chyba myślały, że ten mądry da temu głupiemu (kurde, nie mogli się wszyscy sobą zająć tam na górze zamiast rąbania mi dupy?) po pysku, a tu kumple wrócili objęci i uśmiechnięci, zataczając się. Codzienność czasów młodzieńczej alkoholizacji. Fajne, takie niewinne jeszcze bójki, bez zbędnej filozofii. Człowiek wracał wyładowany pod każdym względem, po prostu wymijał starych i szedł spełniony spać…

(więcej…)


20.09.19 „Na co ty te euro wymieniasz…?”, czyli na zajawce…

Część zakupów przywiezionych z Niemiec. Kilku znajomych pytało: a znasz niemiecki? Heh. To nie o to chodzi. Chodzi o skład. Patrzę na ziny jako twórca i jak na formę sztuki, patrzę jak inni to składają, tak jak każdy podpatruje – nawet osoby których nie lubi, ale tworzy podobne rzeczy – raperzy, kibice oprawy, grafficiarze… Kurde, prasa podziemna jest bardzo niedoceniana w Polsce. W Niemczech jest i to chyba ich największy plus w moich oczach…

ŁG


12.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Siedzę przy biurku, piję drugą kawę, próbuję coś napisać. Hrum, hrum – dobiega z fotela stojącego obok. Słowo buldog podobno pojawiło się po raz pierwszy w liście z 1631 roku, w którym to niejaki Prestwick Eaton zamawiał u niejakiego Georga Willinghama dwa buldogi właśnie. Miały one potrafić w sposób doskonały łapać zębami byki. Psy te były używane w popularnej w ówczesnych czasach rozrywce tłumów, szczuciu byków, a następnie walk psów (aż do roku 1858, kiedy to walki te zostały zabronione). Dzisiaj „takie to bestialskie” (te walki, mieszanki zwierzęce…), nie wnikam w Twoje prywatne zdanie na te tematy. W każdym razie później zaczęto miksować te buldogi by uzyskać (a może był to przypadek?) zwierzęta bardziej przyjazne, spokojne, domowe. Hipotezy są różne, np. taka, że buldog francuski to skrzyżowanie buldoga angielskiego z mopsem. Możliwe, ale podejrzewam, że musiała w tym brać udział także jakaś świnia, hruuum dobiega z fotela, a więc mój pies powstał w efekcie jakiejś – przepraszam – zwierzęcej parady równości. Hrum, hrum – poprawia moja prywatna pso-świnia siedząca obok. Na miniaturce buldog ze swoim panem, czyli ze mną, narysowany przez Tommyego na podstawie zdjęcia – motyw użyty na okładkę „DL” 23. Najlepszy kumpel, tylko trochę chrapie. Niedawno moja żona poszła na spacerek i spruł się do niej z balkonu jakiś Marian, że ma wypierdalać z tymi psami. Na kolejny spacerek poszedłem ja i po sprzątnięciu gówna woreczkiem (zawsze to robię, dbajmy o osiedla) zakręciłem nim niczym Dawid procą i wrzuciłem mu to gówno prosto na balkon (dbajmy o osiedla – po raz drugi). Tak, jestem dumny, wszak nie jest to człowiek dobrej woli. Podobnie jak dumny jestem z kolejnej aktualizacji za zero złotych i zero groszy. Przeciw tzw. zdrowemu-kapitalistycznemu-tfu-rozsądkowi!

(więcej…)


9.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Znowu wracają. Przyjemne chłodne noce i poranna mgła, które tworzą klimat do tworzenia i czytania. A jak idzie jesień, to na jej cześć refleksyjne „O wszystkim i o niczym”. Ostatnio byłem na grillu u znajomych na wsi i powiedzieli mi – kiedy znowu rozmarzyłem się o domu poza miastem – że, gdy przychodzi jesień wszyscy tu mają depresję. Ja myślę, że nie ma nic lepszego niż czytać przy kominku na prowincji, gdy za sięgającym od podłogi do sufitu oknem żółto-pomarańczowo, lub biało. Ludzie, jaka depresja, ja muszę za to płacić różnym agroturystykom! Piękno. Tymczasem siedzę sobie w tym swoim zapyziałym mieszkaniu w bloku i czytam o życiu artystów ze starych Stanów. Takim – wiecie – ich prawdziwym życiu, dragi, dupy, pedalstwo, pogarda dla służących, depresja i nie mogę uwierzyć, że te historie są prawdziwe… Grzech jest brzydki, tzn. efekt jest brzydki. Piękne są świątynie, najlepiej na odludziu, jeszcze lepiej na polskim odludziu, na tle gór, we mgle. Piękna jest naiwność katolickiej rodziny, gdzieś na uboczu metropolii, dzieci latają po podwórku, rodzice nie przeklinają, a w tym wszystkim im się nie nudzi i nie mają patologicznych obrazów przed swoimi oczami, gdy kładą się spać. Tęsknię za tym, ale wiem, że to będą – o ile w ogóle nastąpią – tylko chwile refleksji, że zawsze wróci ta nuda, bo naiwności nie da się odzyskać, podobnie jak błony dziewiczej. Nuda i pokusa, z którą trzeba będzie walczyć do upadłego, burząc nastrój sielanki… A ostrzegali – ostrożnie otwieraj kolejne drzwi. Kto by jednak ich słuchał?

(więcej…)



5.09.19 „O wszystkim i o niczym”.

Odstresowanie w empiku, standard, patrzę na półkę z S.Kingiem, na cały jego dział i myślę sobie, że ten koleś miał, kurde, flow… Totalne betony przemieszane z rozrywkowymi, ale jednak dziełami („Zielona mila”). Potem standard, robota. Otwieram „firmę”, pod samym wejściem na murku siedzi brygada żuli. Wypraszam kulturalnie. Największy ledwo, ale wstaje i chwieje się przede mną, strasznie wali mu z facjaty i nie tylko, czuję bo postanowił przemówić: Mam brązowy pas w kyokushin. O kurwa, myślę sobie, przecież nawet moja półtorametrowa żona by go pchnęła to by poleciał we własne wymiociny, ale tylko się uśmiecham i ponawiam prośbę. Odchodzą. Zawsze odchodzą, ale też zawsze wracają. Tak jak ja i Wy na drogalegionisty.pl i do tej rubryki… Bo tak to jest, bracia i siostry, że są w życiu lepsze i gorsze przyzwyczajenia. Trzeba zawalczyć, by te lepsze nie były tylko odległą historią…

(więcej…)


„DL”StreetArt. Więcej w „DL”25!


Artur Boruc, a w tle Karat w koszulce z Maryją. Oprawa „Nie lękajcie się”, ale Bóg stwierdził, że lepiej dla pokoju na świecie będzie, gdy tym razem awansują Rangersi…

28.08.19 „O wszystkim i o niczym”.

Dziś poradami Sun Tzu kierują się głównie przedsiębiorcy i kapitaliści, a nie wojownicy. „Jak walczyć, by mieć zysk finansowy”, oto współczesne czytanie „Sztuki wojny” sprzed 2500 lat. Sam staram się ją czytać w parze z tekstami duchowymi i traktować jako poradnik wojny o duszę i dusze, co oczywiście nie jest łatwe. Interpretacja zależy od Twojej wyobraźni, a wyobraźnia mas ma dziś kontekst głównie materialistyczny, jakby wszystko wiedzieli o pochodzeniu świata. Walka, walka, walka. Najgorsze jest to, że po latach tej walki, zapierania się i czego tam jeszcze – cały czas „czegoś” ci brak, nie nasycisz się tą swoją walką, nawet razem z Sun Tzu, Sun Pin i wszystkimi innymi. Wygrasz, owszem, ale nie na zawsze. Pieprzone „czegoś” dopadnie cię nawet gdzieś na wymarzonej i wywalczonej farmie z żoną, krowami, kurami, dzieciakami, kominkiem i świętym spokojem (a może to właśnie on jest tu nie do zniesienia…?), jak serialową Tokio w nowym „Domie z papieru” podczas wegetacji (!) na wyspie-raju.

(więcej…)


27.08.19 „O wszystkim i o niczym”.

Chciałbym czasem mieć tabletkę NZT jak w filmie „Jestem Bogiem” (2011). Wyostrzała zmysły, powodowała, że widziałeś jasno i wiedziałeś, co robić w trudnej sytuacji. TRZYMAŁEŚ NA WSZYSTKIM BUTA! Tymczasem człowiek zmęczony i zamulony, a miało być tak pięknie, bo przecież sport, pasja i abstynencja. Prawda jest taka, że pięknie tu nigdy nie jest, ani z tabletkami, ani bez nich. Ani z wiarą (bo krzyż), ani bez niej (bo głupota i chaos). Jeśli chodzi o sielankę na ziemi – już przegraliśmy, także ciesz się tylko chwilą – jak Rysiek – kiedy beztroski uśmieszek gości na twej facjacie. Zaraz zniknie. Żeby nie przegrać, trzeba się zapierać, co potrafią tylko silni (a i oni upadają). Greckie arnesastho, a więc właśnie zwrot „zaprzeć się” jest biblijny (słynny Łk 9,23), a jednocześnie tak mi bliski, bo walczyłem, zapierając się, nawet przed nawróceniem. Zapierałem się nałogów, lenistwa (sport, aktywizm polityczny), ale dopiero Jezus Chrystus powiedział mi, że mam zaprzeć się także samego siebie, co wymęcza mnie ostatecznie. Czym więc jest życie jeśli nie walką i przyjmowaniem smutku? Opierając się na tym samym cytacie Łukasza – mamy walczyć, nie tylko oczekiwać na łaskę daną nam z góry, tym bardziej w naszym, niepokornym środowisku, które spowodowało, że dużo widziałeś i temperament masz wybuchowy. Najpierw zadaj sobie pytanie: gdzie idziesz? Dalej w mrok, bo tu też możesz się zaprzeć i trwać, czy w stronę światła? Jednym z wyjaśnień słowa „zaprzeć się” jest „nie zmienić postanowienia mimo przeciwności i nacisków”, co przecież zawsze (!) oznacza walkę wewnętrzną, ale w imię czego się zaparłeś? Katolicyzm dla mięczaków? To spróbuj. Po co? Jeśli mówimy o obronie moralności swojej i Europy – to jest jedyna droga, inna dopuszcza kompromisy. Codziennie budzę się ze świadomością potrzeby walki. A NZT dalej nie istnieje…

(więcej…)


15.08.19 „O wszystkim i o niczym”.

Poprawcie krawaty bracia, bo dziś dwa święta, a poza tym reprezentujemy Polskę w europejskich pucharach, a nasz trener lata w krótkich spodenkach :-). Do rzeczy… Możesz spieprzyć sobie życie przez pierdołę…, a możesz posłać do komór gazowych 400 tysięcy ludzi i w miarę spokojnie umrzeć nierozliczonym za zbrodnie, gdzieś podczas kąpieli w ciepłym kraju, jak dr Josef Mengele z SS. Kwestia pieprzonego szczęścia i przebiegłości. Diabeł potrafi zadbać o swoje sługi, ale tylko do czasu – choćby był to czas śmierci (większość w to jednak nie wierzy, więc wiernie służy…). Ludzie ciągle będą próbowali zrealizować swoje szalone plany, czy to będzie wbijanie igieł do gałek ocznych, by zmienić ich kolor z brązowych na błękitne w ramach prawa (III Rzeszy, mowa o eksperymentach Mengele w Auschwitz), czy też wbijając różne narzędzia poza tym prawem, albo wbijając we wszystkie wartości pęto i wbijając je publicznie, podcinając skrzydła normalniejszym. Problem polega na tym, że każde pokolenie i jego wariaci są nienasyceni i gotowi do działania. Żaden zastany świat im się nie spodoba, bo przecież istnieje coś takiego jak osobista ambicja (pomieszana z kompleksami), a różne bodźce podsycają kolejne szaleństwa. W skrócie – możesz mieć to w dupie, lub się tym przejmować, tak czy siak, świat ma przerypane… Jakie znalazłeś tu miejsce? Udało Ci się na spokojnie, czy jednak musisz podpalać, może nie od razu świat, ale sytuację wokół siebie, bo bez afery i ryzyka to jednak nuda? Jak daleko się posuniesz, kiedy z nią walczysz?

(więcej…)