2.03.18 „O wszystkim i o niczym”.

Bardzo ciekawa kwestia podjęta jest w najnowszym „Szturmie”, przeczytajcie: LINK. Też nagle się skapnąłem, że ciągłe krzyczenie o potrzebie wojny i walki to nie jest najlepszy pomysł, tak jak i sama wojna. Myślę, że w znacznej mierze ta młodzieńcza postawa (bo czym starszy tym spokojniejszy – znasz to?) bierze się ze środowiska, z którego się wywodzimy. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem kibicem, więc „wojna!!!” to okrzyk, który towarzyszy mi od zawsze, na osiedlach również. W kontekście nacjonalizmu/polityki ma to jednak inne znaczenie i powinniśmy się zastanowić co ona tak naprawdę może przynieść i czy po prostu opłaca się narodowi. Odpowiedź jest prosta – zazwyczaj się nie opłaca. Problem polega na tym, że wiedzą o tym także rządzący, więc wrogie narodowi ustawy wprowadzają na spokojnie, by ten nie przestał konsumować. Nowoczesne narody na antydepresantach. Szczęśliwy Zachód, masowo odwiedzający gabinety psychologów i innych świeckich specjalistów… Cholera, jak to zmienić bez wojny?

(więcej…)


23.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Z dialogu powieści „Opowieść ojca” (Michel O’Brien): – Kto napisał ten ostatni wiersz? – Podobał się? – Rzeczy niebezpieczne nie są do podobania się. Można ich nienawidzić lub fascynować się nimi. Ogólnie myślenie jest niebezpieczne, a ja myślę ostatnio, że pierdolić politykę jest sposobem na spokojny dzień, co niebezpiecznie oddala mnie od rzeczywistości i obowiązków względem narodu. Powoli jednak, powoli… Ciągle tu jestem. Kierunek, który obierasz jest ważniejszy niż prędkość, z którą się poruszasz (św. Charbel), narzucam zatem tępo ślimacze – może aż po sam grób. Ostatnio zmusiłem się nawet do przeczytania centroprawicowego tygodnika, ale ciężko było – chyba zbyt dużo tego łyknąłem w swojej podziemnej karierze nacjonalistycznego komentatora z marginesu. Czas na młode wilki, które zresztą radzą sobie całkiem nieźle. Tak poza tym, myślę sobie, że pewne sprawy kończą się po kolaboracji z oficjelami, więc pewni ludzie nigdy nie powinni usiąść do jednego stołu z garniturkami. To może być lek na bieżący problem, ale i trucizna na ogół klimatu. Wiem, że jesteśmy Szczury, ale przynajmniej na trutki uważajmy. Dlatego nie siadam do tych stołów, a ich wizerunki strącam z biurka.

(więcej…)


Choćbyś widział, że ktoś otwarcie grzeszy, czy też popełnia ciężkie przestępstwa, nie powinieneś uważać się za lepszego, ponieważ nie wiesz jak długo możesz wytrwać w dobrych uczynkach (Tomasz A. Kempis, „O naśladowaniu Chrystusa”). Fot. „Don Camillo”.


21.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Mam ponad trzydzieści lat, więc nie siedzę na osiedlu, siedzę z rodziną, albo zapraszam kumpli na własny kwadrat – jak zwykła przyzwoitość nakazuje. Jednak od kiedy mam psa, ponownie kilka razy dziennie zapuszczam się w uliczki dzielnicy, co nawet mi się podoba, bo jako pismak zawsze lubiłem i nadal lubię obserwować szarą codzienność. Nowe pokolenie „gangsterów-jo jo”, tzn. naiwnych-małoletnich. Wielu z nich potrafi być fanami „Człowieka z blizną”, czy Alexa z „Mechanicznej” (sam jestem – wszak postacie te naturalnie przeniknęły do naszej ulicznej kultury), ale niewielu chce pamiętać o drugiej części tych filmów – żałosnym końcu niepokornych bohaterów. Żałosnym, bo podstawą do działania była własna pycha i uważanie siebie za boga. Czym innym jest zginąć za coś (Ojczyznę…), za kogoś (rodzinę…, innych ludzi…), a czym innym w imię swojego egoizmu. W „Człowieku z blizną” charakter Tonego Montany był skwitowany powtarzającym się hasłem „świat jest twój” (jakoś tak, nie pamiętam dokładnie). Fani Tonego (rozumiem fascynację, ciekawa kreacja) nie podkreślili sobie wątków, kiedy gangster ma już wszystko, siedzi w restauracji z kobietą-ćpunką w otoczeniu bogaczy i czuje się pusty, pyta „czy po to, to wszystko było?”. Montana leży w jacuzzi swojej willi, ale nadal jest mu mało i nadal jest wściekły. Dlatego warto dokładnie obejrzeć film, w którym chcesz wziąć udział…

(więcej…)


Zamów książkę „Nienawidzę świata, który mnie nakręca” (ŁG, 2016) !!!

LINK DO SKLEPU Z KSIĄŻKĄ !


14.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Post jest przeciwieństwem rozpusty. Środa Popielcowa wypada w Walentynki (a raczej odwrotnie…), co daje (nie)ciekawy kontrast postu ścisłego z rozpieszczaniem swoich ziemskich „drugich połówek”. Jedno kojarzy się surowo, drugie cukierkowo. Oczywiście, że nie wszyscy podchodzą do tego tak czarno-biało jak niżej podpisany, ale „Nowe oblicze Greya” na ulicach kontra pochylenie głowy przed kapłanem w świątyniach to trudny do pominięcia symbol walki dnia dzisiejszego. Kolejna część gniota „dla zakochanych” to nie tylko ten konkretny film, ale również promowane tam podejście do seksualności, które żyje w każdym z nas, żyje przez fakt, że wychowaliśmy się w świecie i klimacie promującym pornografię. Oburzenie na pedofilię, a na promocję rozwiązłości zgoda – bo przecież „umiarkowani dadzą radę i nie popadną w skrajność”. Umiarkowani (co to w ogóle znaczy?) dadzą radę ze wszystkim, więc legalizujmy burdele, narkotyki, niech się ciemnogród nie burzy… Tyle, że to gówno prawda, bo mocne obrazy zapadają głęboko w pamięć i zmieniają nas i nasz świat na stałe.

(więcej…)


9.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Zimowa Olimpiada? A co to jest…? Rusza Ekstraklasa! Jestem ciekaw wielu rzeczy – nie tylko z legijnego podwórka, np. jak poradzi sobie Cracovia z represjami po głośnych derbach (obok na miniaturce i niżej, źródło zdjęcia: „To My Kibice”), których sukces może dać zły przykład innym działaczom. Tylko kto przyjdzie na te mecze jeśli nie będzie atmosfery? Trochę przypomina mi to sytuację z wojny Legii z ITI. Na stadionie Pasów będzie można zajmować tylko i wyłącznie wykupione miejsca – nie będzie dozwolona zamiana oraz zajmowanie miejsc ewakuacyjnych (w szczególności schodów). Jest też nowy hardcore. Nie będzie sprzedaży biletów na pojedyncze mecze, tylko karnety, a także wymagana będzie karta kibica. Nieźle im pojechali… wątpię, by krakowskiej pato-bandyterce, a tak kojarzony jest trzon KSC, chciało się z tym skutecznie walczyć na każdym meczu u siebie (najpierw trzeba by chociaż potrafić prosto rzucić cateringową musztardą), no ale czas pokaże. Stadiony to ważny bastion wolności słowa i to ile wolności wywalczą ultrasi może być istotne – tak! – nawet w kontekście przyszłości polskiej polityki… Kto powie prawdę widoczną w TV, gdy na arenach zabraknie tych, którzy zaryzykują wywieszenie transparentu…? Wolność dla ultras!

(więcej…)


6.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Jaką siłę jesteśmy w stanie wygenerować, gdy sytuacja staje się podbramkowa! Nie mam zbyt wielu pieniędzy. Pies zachorował na śmiertelnie poważną chorobę i nagle okazuje się, że trzaskam mu kroplówki i zastrzyki za stówę (a nawet dwie) dziennie, „stając na głowie i tańcząc breaka” z gracją najlepszego ultra kombinatora! Nagle okazuje się, że na mobilizacji potrafię być bogaty, mimo że fura ma prawie tyle lat, co Twoja mama, a zlew w kiblu odpada. Potrzebowałem „jedynie” niebezpieczeństwa. D’Amato mawiał: Pieniądze to nie wszystko. Pieniądze oznaczają bezpieczeństwo, a dla mnie bezpieczeństwo to śmierć, dlatego nigdy nie zależało mi na kasie. Wiadomo, na dłuższą metę naiwnie tak gadać, bo życie lubi to weryfikować (w końcu przyłapie cię na hipokryzji), ale facet miał wtedy bagatela 70 lat! Trochę zatem przeżył na takim radykalnym poglądzie… Przesadne bezpieczeństwo i brak kłopotów powodują, że ludzie mają dziwne pomysły, czego efekty oglądamy na świecie przez całą jego historię. Walka o przetrwanie mobilizuje gatunek. Walka o życie mobilizuje kochającego człowieka – nawet jeśli to „tylko” życie zwierzęcia. Kasa przestaje mieć znaczenie. Widzimy, że świat jest ułomny, a my razem z nim i chcemy rzucić wszystko, by kogoś ratować. Potrafimy kłócić się, lub cierpieć z powodu każdego grosza, a nagle okazuje się, że mamy to wszystko gdzieś… Dlatego „Plan” bywa skomplikowany, ale nie jest głupi…

(więcej…)



28.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

To ciekawe jak Bóg posyła nas w miejsca potrzebne nam do zbawienia, byśmy mieli okazję zawalczyć o siebie i zaprzeć się siebie. Ja na przykład jestem furiatem, z temperamentem, który gdzieś tam odnalazł się w ulicznej subkulturze. Bo tu jest luzik i wolność. Wśród kibiców szybko ginie wszelkie tabu, granice, człowiek osiąga szczyt bezpośredniości, kombinatorstwa, szanuje podobnych sobie, a nieco gardzi innymi. I nagle, dzisiaj, jestem otoczony masą ludzi, różnych ludzi (to ta różnica), z którymi muszę pracować i utrzymać ich przy sobie. Mają swoje życia, swój charakter i swoje priorytety, przez które moje własne często muszę chować w kieszeń. To trudna, codzienna walka, by zrozumieć i wysłuchać, a nie powiedzieć proste „spierdalaj”, jak na osiedlowego chama przystało. Nie mogę się schować, muszę mówić, muszę załatwiać sprawy i rozwiązywać problemy. Ja, który na wszystko zawsze miałem wywalone?! Bóg to niezły jajcarz… Jak dobrze, że trwa wolny od ludzi weekend. Od jutra znowu będziemy wstawać i padać jak Roki

(więcej…)


24.01.18 „O wszystkim i o niczym”. Bella Ciao…

Ostatnio znowu się porobiło, ale że zarówno do TVNu jak i do Adolfa Hitlera mam stosunek negatywny, nie mam zamiaru obszernie sprawy komentować. Dołączam się jednak do podziękowań DiNu dla mediów, bo – jako, że mają mnie w polecanych linkach – również zanotowałem sporo nowych odwiedzin (oj, bardzo sporo). Witam nowych, „poTVNowych” czytelników! Jest afera, co… :-)? Dodam tylko, co do faktów czytanych o Adolfie na słynnym już materiale „Superwizjera” – to iście obrzydliwy i diabelski pomysł, by być uprzejmym dżentelmenem i nie przeklinać, a potem stworzyć obozy, w których ginie m.in. Maksymilian Kolbe. O tak, kobiety za takimi szaleją! I to takie „z klasą”! Za ludźmi ze szczytu, za politycznymi skurwysynami-dżentelmenami rodem z filmu Tarantino. U mnie od dłuższego czasu tacy są na liście osób, których nie chcę znać. To tak jakby dla jakiegoś czytelnika nie było jasne (+ tekst dla „najwierniejszych z wiernych”: LINK). Ale do TVNu stosunek po staremu…

(więcej…)


16.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

Kurcze, tyle się dzieje, że gdy robię prasówkę to nie wiem potem od czego zacząć notki. Często myślę – najlepiej od niczego. Życie jest jedno, więc jest zbyt krótkie, by spędzić je z wkurwiającymi ludźmi. Często tkwimy w jakimś dziwnym uparciu, wydaje nam się, że inne życie niż te, które wiedziemy nie istnieje i dusimy się z idiotami oddychając ciężkim powietrzem. Podobnie jest z czytaniem newsów i ze światem dookoła. Nie, nie musimy na wszystko patrzeć, bo większość jest bez znaczenia. Jak tu emocjonować się i poświęcać dzień na opisywanie durniów, którzy zajmują się podstawianiem swoich ryjów, by w nie dostać, a potem zrobić z „napastników” krwiożerczych faszystów? Mowa oczywiście o incydencie na kolejnej Pielgrzymce Kibiców, która zgromadziła tysiące osób. Kiedyś uliczny aktywizm był ciekawy i przez to zauważalny. Dziś idioci sprowadzili go do roli cyrku objazdowego.

(więcej…)


11.01.18 Autorefleksja przy ulicznej muzyce. Jaka jest definicja dobra?

Mamy za sobą wiele manifestacji, czy innych akcji, o których nigdy nie będzie napisane. Wiemy, że MUSIMY bronić naszych racji, bo INNI przyjdą nas zdeptać. Powiedzcie jednak, czy przy takich klipach jak „Świat” nie miewacie autorefleksji? Ja miewam. Sprawa jest jednak o tyle skomplikowana – i to oddziela sztukę, ale także wiarę od szarego życia tu na ziemi, od patriotyzmu, że w końcu przyjdzie dzień kiedy i Ty sam będziesz mógł (MUSIAŁ?) stać się bohaterem takiego klipu i niestety będzie to uzasadnione. Ale, że pierwszy kamieniem chce rzucić tu zazwyczaj moralny karzeł to prawda i autorefleksji nigdy za wiele. By na koniec wyjść z tego z twarzą. Wiecie czym jest dla mnie, jako katolika, owy koniec… A, panie Siwers, radykałom rozchodzi się właśnie o definicję „dobra”… Dla mnie jest nią Biblia, a dla Ciebie? Ave!

ŁG


9.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

Niedawno spotkałem się z kolegą, który wyjechał na zachód pracować (tymczasowo). Kolejna gorąca relacja dotycząca „naszych rodaków za granicą” była pewna. Mimo, że znajomy nacjonalista przebywa w Holandii, nie opowiadał o oczywistościach związanych z kolorowymi imigrantami, opowiadał o naszym upodleniu! Polacy, których poznał i zaobserwował są dumni z tego, że jedzą, śpią gdzieś, a w weekend stać ich na napicie się wódki. Pomijając fakt, że w Polsce również można tak się bez problemu „ustawić” – co to za życie, co to za priorytety i ambicje? Zawsze gdy kumpel wpadnie z relacją z zachodu, dziękuję Bogu za to co udało mi się tu osiągnąć. Kokosów nie ma, ale są piękne rzeczy wynikające z pasji i życia rodzinnego, fascynacji Ojczyzną i kulturą! Nasze oświetlone w święta starówki, piękne i nadal pełne kościoły, spacery, teatry, kolacje z naszymi kobietami. Kilka dni temu wieczorem, wracając osiedlem, zatrzymałem się popatrzeć na odsłonięte w przymrozku gwiazdy, bo niebo było niesamowite! Nie ma jak poczuć się nie na sto, a na dwieście procent u siebie. Z rodziną obok w murach i z Bogiem tam na górze. Kocham żyć w Polsce, cieszę się, że poszedłem za głosem serca, czyli… nigdzie nie poszedłem. Tu jest moje jedyne okienko na świat, z którego obserwuję wszystko i nic… Pozdrowienia dla wszystkich emigrantów – wracajcie szybko!

(więcej…)


3.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

Na marginesie moich ostatnich recenzji… Taki ruch kibicowski jaki coraz częściej obserwujemy w Polsce oraz np. w Austrii, w Niemczech (oczywiście są ludzie, którzy się wyłamują!), idealnie pasuje na poświęcony kibicom odcinek „Czarnego lustra”. To niezły materiał, jak kibice sami oddają swą wolność i niezależność w ręce tych, którzy „mogą im pomóc”. Gówno, a nie pomogą… Mają własne, sprzeczne interesy. Równolegle do „ery ugody” rozwija się era „cenzury”, a więc poprawnych do zrzygania nieoficjalnych portali klubowych, w których publicyści (znani również na trybunach) piszą tak jak dziennikarze, z których środowisko powinno szydzić i nimi gardzić. Ci którzy piszą niepokornie, są niemile widziani. Mówię o tych naprawdę niepokornych, a więc tych, którzy wywołują reakcje „normalnych ludzi” w stylu „nie, no tak nie można…” – bo nie współgra to z politycznie poprawnym postrzeganiem świata ogółu. Nie współgra z interesem, często cukierkowym. Wychowaliśmy się w czasach, w których miało się gdzieś zdanie ogółu i wychodziło to raczej na dobre… Niektóre stwierdzenia kibiców o tym, że „czasy są inne” przypominają mi stwierdzenia tych, którzy układali się z czerwonymi mówiąc „takie były czasy”. Wymówka zawsze się znajdzie. W czasach – owszem – trzeba umieć się odnaleźć, ale czy scena umie… śmiem wątpić.

(więcej…)

Strona 3 z 7012345...Ostatnia »