W poszukiwaniu świata „po swojemu”… Kawka za 1 euro na Omonii.

Twórca powinien być na swój sposób rewolucjonistą. Myśleć po swojemu, tworzyć swoje, mieć swoją przestrzeń. Jeśli tego w sobie nie ma, tego wyjścia przed szereg, to nie bardzo jest artystą, prędzej jakimś podporządkowanym dekoratorem wnętrz. Na przykład Remigiusz Mróz to taki dekorator wnętrz. Pisał w książce o pisaniu/warsztacie (czytałem całą, powieść też czytałem…), że podczas procesu twórczego ekscytuje się swoją historią. A ona przecież nic nie wnosi…, jest tylko dekoracją, jak szlaczek na barowej popielniczce! Oni nic nie wnoszą bracia i siostry, mam ich dość… Poleciałem zwiedzać do Aten, szukać przestrzeni. Zwiedzać greckie meliny, zakazane dla turystów dzielnice i oczywiście mecze. Nie mam „wolnych środków”, pożyczyłem pieniądze od kolegów, a samolot opłaciłem wcześniej z tego, co zamówiliście papierową „DL”24 (dzięki!). Zamelinowałem się na słynnej Omonii, nie udałem się do wymarzonych Aten po koszulkę z Akropolem i żeby latać za parasolką przewodnika z żartami-sucharami. Dzionek zacząłem od przeglądania prasy, tu Złotego Świtu – o, bo oczywiście wiele podziemnych sklepów już mnie gościło… Więcej co i jak w swoim miejscu i czasie. Pozdrawiam Was kochani, nie dajcie się! Fuck Modern World! Against Modern Football!

ŁG


3.04.19 „O wszystkim i o niczym”.

Tak zajebiście pracowali na zgrupowaniu…, mieli grać jak ta lala! Lala była co najwyżej gumowa i szybko została przebita… Pinto wyleciał z Łazienkowskiej 1 kwietnia i to nie był żart, żartem jest raczej styl gry Mistrza Polski w tym sezonie. Z innej beczki (raczej z worka ziemniaków), wyleciał też Nawałka, zbawca poznańskiego Lecha. Co jest z tymi, topowymi – czy może po prostu polskimi, drużynami nie tak, bo przecież to nie mogą być tylko źli trenerzy…? Nie wiem jak jest z Lechem, bo nie mam czasu śledzić, ale przy Łazienkowskiej pan Miodulski nie tylko wyglądem, ale kompetencją przypomina raczej Rubika niż futbolowego magika. Aczkolwiek na pogonienie Sa Pinto zanosiło się już od dłuższego czasu… Eh. Na sterach ponownie Vuković. Potem nowy trener, kolejna rewolucja w trakcie europejskich pucharów (tylko jakich…?). I znowu będzie „potrzeba czasu”…

(więcej…)




25.03.19 „O wszystkim i o niczym”.

O kurde, od 7 lutego nie było Waszej ulubionej rubryki! Znalazłem kilka godzin. Rozkładam przed sobą nowe płyty, ich książeczki i dodatki, zakładam słuchawki i puszczam track pasujący mi do nastroju i stopnia zmęczenia. Jest duże, mimo że moja praca jest taka, że… pracuję zawsze, ale i nie pracuję nigdy! Zależy jak na to patrzeć, ale mózgownicę wszystko w końcu przegrzewa – nawet to przyjemne zarobkowanie. Wszystko w nadmiarze szkodzi, jakby powiedzieli Ci, którzy powinni być zwani najlepszymi sXe, a więc Ci, którzy kontrolują wszystko i niczego nie muszą na siłę odstawiać… Zrobiłem sobie kawę, za dużo jej (tradycyjnie) piję. Patrzę za okno, słońce pięknie zachodzi za chmury, a to wszystko wystaje mi jakby łukiem zza wieżowców. To jest mój perfekcyjny świat, bez którego to, co na zewnątrz – polityka, mecze i inne, nie mają sensu. Krajobraz to Bóg, osiedle, a także to, co wyrosłe na tych osiedlach – w tym ruch kibicowski. Harmonia w chaosie.

(więcej…)





Dostałem kolejny list od czytelnika. Ten czytelnik potrafi pisać takie listy – na murze. Wielkie dzięki za każdy przejaw Waszego wsparcia! DL/DTSP!

7.02.19 „O wszystkim i o niczym”.

Bilet na mecz Legia-Cracovia kupiony. Jak to dobrze wydane pieniądze! Zwyczajny, sensowny, tradycyjny sport – piłka nożna. Jakiś patolog walczy w czymś, co nazwano „fejmowym mma” i łamie sobie piszczel. Ponoć „było to wszędzie”. Mnie nie ma wszędzie. Nie oglądałem. Słyszałem od żywych ludzi (bo newsów tego typu od „ludzi wirtualnych” nie otwieram), że wielu chce takie coś oglądać, więc ktoś kupi bilet (Sokół podał na „Czarnej białej magii” drastyczniejszy przykład…) – prawdziwy i wirtualny. „Czarne lustro”, bo jak inaczej nazwać lejących się w klatce… YouTuberów i zajadające się chipsami masy, płacące za oglądanie tego gówna…? To jest rozrywka dzisiejszego świata „postępu”. Szokować. Ośmieszyć. Co jeszcze wymyślą byś zapłacił, kogo jeszcze zaproszą do hejtowania w telewizji żeby wyludnić ulice i zaprowadzić z popcornem przed swój kanał? Czasem można nad światem i jego pato-jokerami tylko płakać, jak Jezus nad Jerozolimą…

(więcej…)


Spis treści papierowej „Drogi Legionisty” nr 24 (zima 2019)! 100 stron!

Kolejny numer papierowej „Drogi Legionisty” złożony! Pod nazwą „DL” spotkam się z Wami na papierze po raz 24, a data wydania to zima 2019! Zin ten to 100 stron nowych/świeżych materiałów dotyczących sportu, wiary, polityki, kultury, życia i wszystkiego, co znacie z mojej twórczości! Prócz moich przemyśleń, przeczytacie ciekawe materiały od zaproszonych gości, korespondentów, od udzielających wywiadów nacjonalistów z Casa Pound Italia, raperów (CR, Klarenz), wydawców zinów („Antisocial”), a nawet założyciela klubu sportowego i jednocześnie kumatego kibica. Rekordowa jest liczba recenzji! Jest tu też kilka relacji z meczów Legii oraz innych klubów pisanych specjalnie na papier! Felietony dotyczą praktycznie wszystkich aspektów naszego życia, od tych wielkich po zwyczajną fascynację codziennością – w mieście i poza nim! Jeśli interesujesz się rozważaniem różnych kwestii w klimacie podziemia – „DL”24 musi się znaleźć w Twojej kolekcji! Do zina dodaję vlepki z motywem przewodnim okładki, a dla części także inne vlepki (do wyczerpania zapasów)! Zapraszam na szczegółowy spis treści! 

(więcej…)


31.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Tu chodzi o przesunięcie granicy, o którym pisałem nie raz – w kontekście kibicowskim jak i politycznym. Kto tego nie uchwyci, jego środowisko powoli wyginie, lub przesunie się na margines. Jeśli na poważnie bierzemy dyskusje o tym, czy odpalenie petard na meczu jest przesadą, czy nie, zastanawiamy się kiedy odpalać – to petardy będą „deadline” dla naszych oprawców, Systemu. Jeśli wszyscy mieliby to w dupie i robili swoje na maksa, „deadlinem” byłoby np. bieganie po murawie. Mądre głowy by gadały w studiach telewizyjnych, „o, dzisiaj wybiegli, trzeba ich ukarać!”, a petardy nie byłyby nawet warte uwagi, bo na takie pierdoły po prostu nie byłoby czasu. Podobnie jest w polityce, na Marszu spokój to czepiają się haseł Czarnego Bloku i tak będą brali palec po palcu od „oficjalnych narodowców” aż staną się oni drugim PiSem, który boi się wszystkiego – od czarnych protestów po ekologicznych dziwolągów. Dlatego ceń radykała swego, bo… możesz stracić wolność. Problem polega na tym, że reakcja musi być masowa, bo jednostki są łatwe do wychwycenia. Podobnie jest z wiarą (obok nie egzorcyzm, a ultras Hajduka z krzyżem) – kto „oddziela” i „kitra” skazuje naukę Jezusa Chrystusa na marginalizacje. Jeśli to Bóg – Jego nauki trzeba brać na maksa. Proste.

(więcej…)


28.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Wolę nauczać w starej szkole i przerabiać klasyk niż być kotem w nowej szkole, ale nie posiadać klasy. Widzę pierwszoklasistów na boisku w grze, ale czy to pierwsza klasa? Nie! To klasa B – to Piotrek „Tau”. Stara szkoła podziemnej prasy, zinek, na wykończeniu! Bunt rodzi literata, ale bunt rodzi także nacjonalistę i każdego innego –stę. Zdaliście już sobie sprawę, że jesteśmy romantycznymi marzycielami i że nasze wizje są tym, co generalnie nie ma prawa ziścić się w realnym świecie (w polityce, na trybunach, gdziekolwiek…)? Ja to już wiem, co nie znaczy, że nie piszę i nie jestem nacjonalistą. Najważniejszą cechą powołania literackiego jest być może to, że kto je poczuł, samą jego realizację traktuje jako największą nagrodę, większą, o wiele większą niż wszystkie, jakie dzięki swej działalności mógłby zyskać – to Mario Vargas Llosa. Nie czujesz tego? To nie pisz! „Drogę Legionisty” nr 24 dedykuję zupełnie szczerze, swojej miłości jaką jest pisanie i jaką jest podziemie. I każdy taki zwyczajny, spontaniczny wpisik jak ten – również… Kropka. Podczas spowiedzi przedświątecznej dłonie trzymałem na tym oparciu na łokcie pod kratką księdza, a nogi gdzieś z tyłu na ławkach i robiłem pompki… Na pasterce (dobiegłem za tramwajem) robiłem triceps – dłonie na ławce, a nogi wyłożone na tej przede mną i heja powtóreczki w przerwach… Nie no… beka z tych, co nie potrafią odpocząć nawet w Boże Narodzenie (niedawno też nie umiałem, wszyscy bywamy śmieszni z tymi swoimi misjami w bani). Ale po odpoczynku…, tak trzeba wstać z kanapy.

(więcej…)


24.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Na święta obejrzy się czasem kilka filmów, chociaż niekoniecznie chrześcijańskich… Takim było u mnie, już wczoraj, „Życie Pi” (2012), a więc głośna ekranizacja książki Yanna Martela (2001). Nie tyle zaciekawiła mnie sytuacja znalezienia się chłopca z tygrysem na jednej szalupie (to kojarzymy z plakatu), ale fakt, że główny bohater łączył w sobie… hinduizm, chrześcijaństwo i islam. Taki indyjski bałagan i to jeszcze do potęgi (polecam recenzję: LINK). Film miał zatem swoje przesłanie o „tamtym świecie”, a nie tylko przepiękne zdjęcia, podkręcane, lub całkowicie stworzone komputerowo. Okazało się jednak, że to nie tylko jakaś tam baśń, a historia o tym jak ekstremalna sytuacja wyzwala w nas instynkt mordercy (znacie to?). Spoiler. Pi… jest tym tygrysem, z którym jest na łodzi, piękny kot (spokojne dziecko) przeradza się w dziką bestię (zabijającą, by przetrwać, lub z zemsty). Niby film również o Bogu, ale… nie o naszym, bo Jezus… „ma w nosie” sytuacje takie jak ta. Wielu świętych męczenników chrześcijaństwa charakteryzuje się właśnie tym, że nawet w obliczu wroga nie zmienili się w dzikie bestie… I to jest chyba w naszej wierze najtrudniejsze… Także dla wyznawców innych religii, ateistów oraz agnostyków… Piszę o tym dlatego byście nie dali się nabrać na jakieś New Age’owe paplanie o „jakimś tam bogu” (pełno tego w TV), nie wymyślali własnych religii pod siebie i pod swoją wygodę… Tego życzę dziś przy stole i na pasterce – przyjęcia naszego Boga jak dziecko, z prostotą… Pamiętania o tym, że Jego wcielenie dało człowiekowi nowy przykład pokonywania barier związanych z ludzkim ciałem.

(więcej…)


„Mówię to w twoim języku – jedyna szansa, że w końcu zrozumiesz”.