16.06.17 RECENZJE: „Droga życia” (dramat przygodowy, 2010).

Santiago de Compostela to jedno z popularniejszych miejsc na świecie będących celem pielgrzymów. Co roku odwiedzają je setki tysięcy ludzi. Oczywiście wśród nich sporą część stanowią zwykli turyści, zwabieni popularnością drogi św. Jakuba, do czego swoją cegiełkę dołożyli znani pisarze (m.in. Coelho), czy sportowcy (Iniesta, Torres, Marchena i Busquets). Po obejrzeniu „Drogi życia” do tej listy można spokojnie dopisać Emilio Esteveza i Martina Sheena. Jest to historia szanowanego doktora, którego syn postanawia zerwać z dotychczasowym, nudnym, życiem i wyjeżdża do Europy. Niedługo potem, Tom dostaje telefon z Hiszpanii z wiadomością, że Daniel nie żyje. Niezwłocznie udaje się po ciało i kiedy na miejscu okazuje się, że jego syn zginął pielgrzymując do Santiago de Compostela, postanawia za niego dokończyć trasę.

(więcej…)


11.06.17 RECENZJE: „Django” (film, Tarantino, 2012).

A co to za jegomoście w workach na głowach? To Ku Klux Klan, który narzeka na kiepskie kaptury, heh, z filmu „Django” (2012) mistrza Tarantino. Wróciłeś z roboty, albo z sali treningowej i nie masz ochoty na zbyt intelektualną rozrywkę, ale z drugiej strony film fantastyczny w wersji dla uzależnionego od gier kretyna to dla Ciebie STANOWCZO za mało? Właśnie w takich przypadkach sięgnij po Tarantino! Na biurku leży u mnie aktualnie Dostojewski, innej dziedziny klasyk, którego nadrabiam, ale nie panie Rusek…, nie kiedy Łukaszek jest dętka. Western, łowca nagród Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, by załatwić kilka spraw… A jak czarnoskóry niewolnik to i kwestie rasowe, po które to (jak rozumiem) chętnie sięga i mierzy się z nimi czytelnik „DL”. Oczywiście rasa nie jest głównym powodem sięgania po Tarantino, ba – nie jest żadnym powodem. To reżyser, który tworzy nietuzinkowe sceny, postacie i dialogi. Nawet gdy jest to western… Nie każdy dobry film musi być od razu dramatem psychologicznym, czy thrillerem politycznym.

(więcej…)


7.06.17 RECENZJE: „Szturm. Antologia nowoczesnego nacjonalizmu”.

„Szturm” istnieje w sieci od około trzech lat. Przez ten czas ukazało się w nim wiele świetnych artykułów, prezentujących nacjonalistyczne spojrzenie na sprawy, które dotąd były poruszane w niewielkim zakresie lub wcale. Dlatego dobrze się stało, że dzięki wydawnictwu Capital, kilkadziesiąt z nich zostało uwiecznionych na papierze. Czekałem jak głupi na tę książkę, tym bardziej, że jest to pozycja, którą absolutnie musiałem mieć. Na szczęście, po skontaktowaniu się z wydawcą, wszystko się wyjaśniło i wreszcie mogłem oddać się lekturze. Teksty zostały podzielone tematycznie na pięć części: ideologia, gospodarka, stosunki zagraniczne, historia i wywiady. Łyknąłem wszystko od deski do deski, ciężko wyróżnić jakiś jeden felieton, ale dla mnie najbardziej interesujące były pierwsze trzy działy, choć i część historyczna jest niestandardowa, bez powielania tematów wielokrotnie poruszanych w ruchu, czy nawet obecnych w mainstreamowych mediach.

(więcej…)


26.05.17 RECENZJE: Tau – „On” (album rap, 2017, 2 CD).

Częstą reakcją na katolickie nawracanie jest – ale po co oni to głoszą? Myślą, że zjedli wszystkie rozumy? Niech zostawią tą wiarę dla siebie, odwalą się ode mnie i wszystko będzie w porządku! Brzmi racjonalnie, nie? Ale nie z punktu widzenia wierzącego, który nie może znieść, że niewierzący pogrążeni są w grzechu i nie znają tej cudownej czystości, uwolnienia. Bóg nie chce dać Ci „sto lat”, a wieczne życie („Wieczności”), które świat odrzuca. Głoszenie słowa to dzielenie się Dobrą Nowiną, że została pokonana śmierć. Tau robi to w sposób najbardziej dla Ciebie przystępny. 26 maja 2017. „On”… nie chodzi jedynie o Boga, lecz również o „włączenie”. Drugi CD albumu nazywa się „Off” – „wyłączony”. Jak zwykle Piotrek wprowadza w tytuł grę słów. Gra słów to zresztą jego drugie imię, za które zapłaciłem symboliczną cenę. Co to jest jakieś 30 zł za taki materiał? Nic. Lećcie lepiej do sklepów i „włączcie się”. Pora żyć!

(więcej…)


24.05.17 RECENZJE: „Święta góra” (surrealizm, Jodorowsky, 1973).

Nie wiem jak jest po grzybach, czy LSD, bo nigdy nie jadłem, ale podejrzewam, że Alejandro Jodorowsky (ukraiński żydek z… Chile) wręcz przeciwnie. Obejrzałem polecaną mi „Świętą górę” z 1973 roku, surrealistyczną wizję… no właśnie – czegoś, a w międzyczasie żona puknęła się w głowę i uciekła do sypialni. W dzisiejszym kinie podniecamy się jedną, dwoma metaforami na cały film, a „Święta góra” cała jakby jest metaforą, trzeba by ją pewnie obejrzeć co najmniej kilka razy i pogrzebać trochę w źródłach, by odkryć (dopiero) co ważniejsze. Wszystko jest tak zmieszane, że sukcesem jest być typowym konsumentem i nie odejść od ekranu. Gdy jednak wytrwasz i poczekasz aż wkręcisz się w ten surrealizm, zaczniesz go rozumieć i przez mgłę zacznie się przebijać przekaz. Nie będzie łatwo, bo bogactwo symboli jest tak spore, że trudno je ogarnąć – tym bardziej dziś.

(więcej…)


22.05.17 RECENZJE: „Klient” (dramat, Francja-Iran, 2016).

Recenzowane niżej „Powidoki” są filmem do znudzenia klasycznym. Tragiczna postać i jej pewna od samego początku śmierć. Po dramacie Wajdy, sięgnąłem po dramat Farhadiego, w którym nic nie jest jasne – aż do samego końca! Mamy tu niedopowiedzenia, które pozwalają nam bawić się własnym pomysłem na mające, lub niemające miejsce wydarzenia – mogło być tak, a mogło inaczej! „Klient” jest ponad dwugodzinnym filmem produkcji francusko – irańskiej. Nie w takie egzotyczne rejony zapędzaliśmy się w naszych recenzjach, ale… skoro trzeba szukać, bo „duże kino” wypuszcza gnioty? Po raz kolejny spotykamy się ze złym tłumaczeniem tytułu. „Forushande” to nie „Klient”, a „Sprzedawca”, „Komiwojażer”. Posługujmy się jednak tytułem znanym w Polsce.

(więcej…)


22.05.17 RECENZJE: „Powidoki” (dramat biograficzny, Wajda, 2016).

Andrzej Wajda odszedł 9 października 2016 w wieku 90 lat. Postać, której nie ocenia się jednoznacznie i… na tym poprzestańmy. Skupmy się na jego ostatnim dramacie biograficznym, w którym główną rolę zagrał Bogusław Linda. Nie obejrzałem filmu ani dla Wajdy, ani dla Lindy – obejrzałem go, bo miał przedstawiać walkę artysty z czerwonym reżimem. Walka artysty jest inna, bo to zazwyczaj walka o wolność subiektywnej oceny i opowiadania rzeczywistości. „Powidoki” pokazują też jak wygląda kultura w kontekście nie tylko realnego socjalizmu PRL, ale ogólnie kultura surowo kontrolowana przez państwo. To nigdy nie zadziała tak jak trzeba, zawsze zmobilizuje podziemnych artystów. Z jednej strony przegięciem jest dzisiejsza „sztuka współczesna”, wmawiająca, że kupa to sztuka, a z drugiej…, czy nie lepiej to wyśmiać niż zabronić? Chyba lepiej. Uważam jednak, że istnieją granice, a zatem mówienie o pełnej wolności kultury jest niebezpieczne chociażby z tego powodu, że korzystać z niej chcą różnego typu dewianci.

(więcej…)


16.05.17 RECENZJE: Kult – „Wstyd” (płyta CD, Polska, 2016).

Premiera albumu miała miejsce 14 października 2016 roku nakładem wytwórni S.P. Records, ale ja jak zwykle przesłuchałem CD z opóźnieniem. Na oryginał natrafiłem przypadkowo. Muszę od razu przyznać, że Kult to nie tylko piękna warstwa muzyczna, ale i piękne zdjęcia na książeczce. Przemoc domowa, jakiś samobójca, uchodźcy… i inne fotografie Katarzyny Zaremby sprawiły, że natychmiast chciałem zagłębić się w analizę rzeczywistości w wydaniu dziadka Kazika’2016. Kaziu trudny jest do zaszufladkowania, słuchają go wszyscy – skinheadzi i punki, heh, kiedyś bluzgany od brudasów, potem się nawrócił… teraz sam nie wiem co, bo pedalstwo też lubi pobronić. Ogólnie ciekawa osobowość i dużo ciekawych tekstów, co ciekawe – trudno, by każdy zaakceptował przekaz całego albumu! „Wstyd” to 12 utworów, jak zwykle między ironią, a powagą, między oceną, a czarnym humorem.

(więcej…)


12.05.17 RECENZJE: „Żółty piach na uroki” (książka, Wróbel, 2016).

– Nie ma węgla. – Wojna będzie! Przed wojną też nie było węgla! – he, he, tak mniej więcej brzmiał jeden z dialogów w kultowym „Misiu”. Wiele mówi się wśród ludzi naszej wiary o niebezpieczeństwach przesądów, czy tzw. medycyny naturalnej, która dziwnie często okazuje się być pełna obcych rytuałów, według znawców ocierających się wręcz o okultyzm. Też podchodzę do sprawy bez zbędnego podniecenia, ale czytałem książki kilku egzorcystów, w tym tych najbardziej doświadczonych i mniej więcej załapałem na czym polega otwieranie się na nie te moce, które trzeba. Według nas, świat duchowy dzieli się na dobro i zło, a dobrem jest Bóg. Jeśli nie modlisz się do Boga i Jego zastępów, modlisz się do ziomków zbuntowanego anioła, którzy przybierają różne karykaturalne postacie. Jak pokazuje wiele (setki, tysiące…) świadectw – nie warto tego lekceważyć. Milena Wróbel, autorka książki „Żółty piach na uroki. Bezdroża medycyny naturalnej” stara się ostrzegać przed „niewinnymi praktykami”, organizując konferencje, czy też wydając ową książkę. Książeczka nie jest gruba, czyta się ją dość szybko.

(więcej…)


6.05.17 RECENZJE: „Tajemnice Polskich Templariuszy” (Zieliński, 2014).

Jedną z ostatnio przeczytanych przeze mnie pozycji literackich, była książka autorstwa Andrzeja Zielińskiego, zatytułowana „Tajemnice polskich Templariuszy”. Kupiona za dosłownie kilkanaście złotych na jednym z portali książka swoją zawartością „odwdzięczyła się” bardziej niż się tego spodziewałem. O Templariuszach, a właściwie o Zakonie Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, praktycznie każdy „coś” słyszał. A kim byli naprawdę Ci „Rycerze Boga” i kto sprowadził Ich na nasze ziemie? Na te pytania odpowiedzi znajdziecie w książce i jej pod rozdziałach. Zakon powstał (w zależności od źródeł) w latach 1118-1120, a założycielami było dziewięciu rycerzy, którzy w 1119 roku złożyli śluby czystości i posłuszeństwa przed patriarchą Jerozolimy, a w zamian za odpuszczenie grzechów przysięgli „strzec ile im sił tylko wystarczy, dróg i gościńców od zasadzek rabusiów i napastników, z baczeniem na bezpieczeństwo pątników”. W początkowej fazie istnienia Zakonu, ponoć ich głównym zadaniem była ochrona pielgrzymów w drodze do Ziemi Świętej, do Jerozolimy. Ale czy na pewno tylko to było ich zadaniem…?

(więcej…)


24.04.17 RECENZJE: „Ojciec Eliasz. Dzień Gniewu” (O’Brien, 2015).

Pierwsza książka – „Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy”, którą zrecenzował FA (ja kilka lat temu pewnie też ją gdzieś recenzowałem) miała znaczny wpływ na moje nawrócenie. Wtedy też słuchałem płyty Medium „Graal”, stawiałem pierwsze nieśmiałe kroki do kościoła po bardzo długiej przerwie i tak się jakoś złożyło. Zaczęło się od kultury, a kończy się, mam nadzieję, na wierze, więc warto takie rzeczy tworzyć i czytać! Tym chętniej kupiłem kontynuację tej ważnej dla mnie lektury (jest powszechnie dostępna w Internecie). Nie jest tak obszerna jak ta sprzed dziewiętnastu lat, nie jest też tak przełomowa. Wielu próbuje przekładać Apokalipsę dosłownie na nasze czasy, ale do tej kwestii należy podchodzić bardzo ostrożnie. Ciekawe internetowe rekolekcje w miniony Wielki Post wrzucił na swój kanał Adam Szustak, tłumacząc najważniejsze fragmenty Apokalipsy, poszukajcie na YouTube.

(więcej…)


24.04.17 RECENZJE: „Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy” (O’Brien, 1996).

„Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć…” (Ap 3,2). Od dawna szukałem książki, która porusza zagadnienia wiary katolickiej w kontekście czasów, w jakich żyjemy, dobrzy ludzie podpowiedzieli, że ta historia będzie idealna. Taka uwaga na początek, książkę jest bardzo ciężko zdobyć, bo ma już swoje lata i zdecydowanie trzeba ją uznać za bestseller. Druga uwaga, jak ją już zdobędziecie to odpowiednio nastawcie się do czytania. „Ojciec Eliasz…” często recenzowany jest jako wyłącznie historia, thriller i fikcja literacka, w mojej opinii to duży błąd, do utworu Michael D. O’Briena trzeba podejść inaczej, to realne ostrzeżenia napisane w formie dzieła literackiego, wypełniające się w czasach pozornego pokoju. Tytułowy Ojciec Eliasz to główna postać, nawrócony na katolicyzm Żyd. Zanim Dawid stał się karmelitańskim zakonnikiem o imieniu Ojciec Eliasz, przeżył Holokaust, był znaną postacią w politycznym życiu Izraela, oskarżycielem zbrodniarza hitlerowskiego Adolfa Eichmanna, miał żonę i nienarodzone dziecko, oboje zginęli. Oprócz tego jest szanowanym znawcą zagadnień archeologicznych.

(więcej…)


5.04.17 Waldemara Pernacha recenzja „NŚKMN” (Ł. Grower, 2016).

Autor snuje opowieść wcale nie potoczyście i nie potocznych sformułowań używa. Na ogół kilka słów na początku zdania zapowiada rozwinięcie myśli, której czytelnik się spodziewa. Tu jest inaczej. Tu początek zdania wprowadza nas w pewien obszar myślenia i nagle może nas zaskoczyć niespodziewanym rozwinięciem. To jest proza wynikająca z odmiennych sposobów komunikacji, doświadczeń i odmiennej wrażliwości niż powszechna. Na początku książki jest zbiór przemyśleń, obserwacji, felietonów, które znacznie się od siebie różnią treścią. Obficie są nasycone wulgarnością słów i zdarzeń. Jest to nieustający bluzg, którego wielu czytelników może nie wytrzymać, odrzucić czytanie takiego brukowca. Jednak ci co odrzucą – to stracą, wiele stracą. Autor, po przyhartowaniu, wprowadza nas w inny świat, inną przestrzeń, która istnieje tuż obok. Nie znamy jej, potępiamy ją, brzydzimy się nią i jej się boimy, jednak jest obecna.

(więcej…)


25.03.17 RECENZJE: „Narcos” – 2 sezon (serial, 2016).

Pablo Escobar (Wagner Moura) wraca w drugim sezonie serialu „Narcos”, który można oglądać m.in. na Netflix Polska! Jest to dziesięć mocnych odcinków, według mnie lepszych niż te z pierwszego sezonu, przynajmniej jeśli chodzi o większą część! Ot, więcej się dzieje i więcej klimatu stricte kolumbijskich ulic! Osoby takie jak Escobar budzą moje obrzydzenie, a nie podziw, więc czasami ciężko było patrzeć na mordę Moury, ale to oznacza tylko tyle, że dobrze zagrał narkotykowego barona. Nie przepadam za ludźmi, którzy brnąc w rządzę władzy idą po trupach, nie rozumiem priorytetów ich żołnierzy, narażających się za trochę grosza w imię „idei” czystego zysku (a w ich grupie zawsze znajdzie się kilku konfidentów, lub świadek koronny…). Serial jednak ogląda się rewelacyjnie, mimo garści „serialowych fajerwerków”, a więc po prostu podrasowania opowieści, by była atrakcyjniejsza dla widza (takie jednak prawo filmu/serialu fabularnego).

(więcej…)


23.03.17 RECENZJE: „Wyklęty” (film fabularny, Polska, 2017).

Ok. – postęp, różowe kina, karmelowy popcorn…, ale gdzieś między tym wszystkim nasi Wyklęci i kolejny film fabularny na ich temat! Część kultury, część historii, część naszej świadomości i polskiego krajobrazu. Nadal lubię to, nie mogło mnie zatem zabraknąć na „Wyklętym”. Jest to nowy, polski dramat wojenny, ponad półtorej godziny w klimacie, którego ostatnio jest sporo, ale gdy się głębiej nad tym zastanowić – nigdy nie powinno być go za wiele. Wszak można mówić o tych ludziach dopiero od niedawna. Seans miał mi nieco odbić raczej kiepską „Chatę”. Wszak Wyklęci to zazwyczaj także katolicy, ale w takim naszym – bojowym wydaniu. Nie zawiodłem się, a fabuła przypasowała mi najbardziej z ostatnich filmów patriotycznych – mając na myśli również „Historię Roja”.

(więcej…)

Strona 3 z 2512345...Ostatnia »