27.12.16 RECENZJE: „Biblia – początek. Sezon pierwszy” (Zając, 2016).

branzoletaStara władza, nowa władza – ramówka na święta tak czy siak lipa. Ale mimo wszystko, nadal sytuacja jest na plus. Weźmy te wszystkie gale kolędowe na największych stacjach. Chcą, czy nie chcą, czy wewnątrz swej duszy podchodzą pobożnie, materialnie, czy tradycyjnie – obwieszczają całemu krajowi na nowo, że tego dnia obchodzimy urodziny Syna Bożego. Polskie kolędy, Jezus Chrystus, miliony telewidzów. O północy zapełniły się kościoły. Mimo niemrawych prób wprowadzania „obiektywnych świąt” i tak cały chrześcijański świat może nam zazdrościć, tym bardziej że do narodzin Jezusa dochodzi w Polsce rodzinna integracja. Pewnie każdy przechodzi w życiu moment, że nieco wstydzi się tego piękna, niektórym to nigdy nie przechodzi, ale finalnie cieszy się prawie każdy. Z prezentów też, a jak! U mnie, wiadomo – książki. Część już wchłonąłem, bo – mimo wszystko – kolędowych gal oglądać nie zamierzam. Roman Zając to biblista, publicysta, a do tego doktor KUL. W 2016 roku wyszła jego „Biblia początek. Sezon pierwszy, czyli jak powstał najlepszy know how na świecie”. Tytuł jajcarski i o to chodziło, by fakty przedstawić z dystansem i poczuciem humoru. Muszę przyznać, że efekt jest ciekawy, tym bardziej dla katolika-laika, którym zapewne wszyscy tu jesteśmy. Aha, obok fotka aktywisty nacjo-katolskiego z branzoletą na girze. Bo przecież fotka z napisem „Biblia” nie zachęci Was do skupienia uwagi… no nie?

(więcej…)


27.12.16 RECENZJE: „Shantaram” (książka, G. D. Roberts, 2003).

shantaramSpytacie, co to za ikonka, „tu chodzi o książkę, czy o kawę, hę”? He, he – kochani, jedno bez drugiego nie zaistnieje… szykujcie się na nieprzespane noce! „Shantaram” + „Cień góry”, 2 x 798 stron za 90 zł, taką promocję możesz obecnie znaleźć. Skusiłem się, aczkolwiek polecający ją na okładce Marcin Meller nieco to opóźnił. Blee, Meller?! Tym razem jednak miał rację wynosząc książkę pod niebiosa. Trudno się „Shantaramem” nie zachwycić! Zainwestowałem w kilkudniową przygodę, jestem po lekturze pierwszej części tego światowego bestselleru Gregorego Davida Robertsa. Powieść o uzależnionym od heroiny Australijczyku, który po skazaniu za napady z bronią w ręku uciekł z więzienia i znalazł się w Indiach, inspirowana jest prawdziwymi zdarzeniami, a konkretnie życiem autora. Nawet jeśli tylko część jest prawdą – historię Roberts ma bardzo grubą! Heroina, więzienie, ucieczka, potem indyjska mafia, a na deser wojna w Afganistanie! Dodajcie do tego jeszcze tajemnicę, miłość, przyjaźń… Te prawie 800 stron minęło mi bardzo szybko!

(więcej…)


2.12.16 RECENZJE: „Wszystko za życie” (dramat, USA, 2007).

filmPamiętacie jeszcze jak wyglądało życie bez tych wszystkich technologicznych pierdółek, od których większość jest niemalże uzależniona? Bez pejsbuków, instagramów, bez smartfonów, komórek, itd.? Piękne to były czasy. A gdyby pójść krok dalej, rzucić pracę na etat, zmienić dotychczasową tożsamość i wyjść poza nawias społeczeństwa? Wielu nazwałoby to szaleństwem, ale dla niektórych tak właśnie powinna wyglądać wolność! O poszukiwaniu w taki sposób pojmowanej wolności, opowiada film „Wszystko za życie”. Główny bohater, Christopher McCandless, to pochodzący z zamożnej, wykształconej rodziny absolwent historii i antropologii. Po ukończeniu studiów drzwi kariery stoją przed nim otworem, jednak dwudziestoparoletni Chris postanawia radykalnie zmienić, a w zasadzie zerwać, z dotychczasowym życiem. Życiem, pełnym pozorów i kłamstwa, życiem w złotej klatce jaką stał się jego rodzinny dom, głównie za sprawą ojca – tyrana. Wreszcie mógł zrzucić maskę, pod którą od lat skrywał pogardę dla konsumpcyjnego społeczeństwa i materializmu w ogóle.

(więcej…)


20.11.16 RECENZJE: „Przełęcz ocalonych” (film fabularny, USA, 2016).

przeleczW uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata chciałbym polecić Wam naprawdę wyjątkowy seans. Biograficzny dramat wojenny Mela Gibsona miał być dla mnie odtrutką po paskudnej „fabule” nowego „Pitbulla”. Przenosimy się w czasy II Wojny Światowej, kiedy to podczas bitwy o Okinawę amerykański sanitariusz odmawia zabijania z powodów moralnych. Powody moralne. Jakie to dziś niepopularne! „Przełęcz ocalonych” (2 godziny + 19 minut) zbiera bardzo dobre recenzje, podobnie jak Gibson w roli reżysera, więc ostrzyłem sobie zęby. Nie zawiodłem się! Główny bohater zaciągnął się do amerykańskiej armii w 1942 roku na wieść o japońskim ataku na Pearl Harbor. Specyfika polega na tym, że w trakcie służby – już w trakcie ćwiczeń – odmówił noszenia broni (nawet jej dotykania), a tym bardziej zabijania wrogów, argumentując decyzję swoimi przekonaniami religijnymi (miał też inny powód, ale nie będę spoilerował). Niektórzy recenzenci próbowali zrobić z głównego bohatera większego pacyfistę niż był – przecież miał jaja i poczucie honoru, skoro stwierdził, że jeśli wszyscy poszli walczyć – on też powinien wylądować na froncie! Po prostu patriotyczny obowiązek w czasie wojny. A że w roli medyka? Jak pokazała ta historia, był bardziej potrzebny niż niejeden karabin!

(więcej…)


20.11.16 RECENZJE: Pozytywka – „Leśni” (akustyczny rock, 2016).

pozytywkaTrochę czasu musiał ten krążek pokręcić się w moim odtwarzaczu zanim zabrałem się do pisania recenzji. Powód? Znalazły się na nim (w większości) akustyczne przeróbki znanych już utworów z poprzednich płyt. Niby nic niezwykłego, ale niestety zawsze mam z tym problem, bo znając oryginał podświadomie coś mi nie pasuje i potrzebuję trochę czasu, żeby to wszystko poukładać w głowie. Zanim ktoś mi zarzuci, że to początek choroby psychicznej (byłaby jakaś odmiana od ciągłych problemów ze zdrowiem fizycznym), spieszę poinformować, że tym razem i tak szybko poszło he, he… Dobra, ale koniec lania wody, pora na konkrety. „Leśni” to najnowsze dzieło Pozytywki – tym razem w konwencji akustycznej.

(więcej…)


9.11.16 RECENZJE: „Black Mirror” (s. 3, odc. 6 „Hated in the Nation”).

men-against-fireJesteśmy dla Systemu niczym „gnidy” z 5 odcinka 3 serii „Black Mirror”. Zobaczycie o czym mówię, gdy obejrzycie odcinek… Nie widzą w nas ludzi, a coś szpetnego! Dlatego strzelają po twarzach. Niedawno zapadł kolejny skandaliczny wyrok w sprawie kibica! Serial opowiada nie tylko o wyzbyciu się ludzi z uczuć, ale także o wyzbyciu się całych Systemów z uczuć! Systemów, które stać na najnowszą technikę, które wręcz tą najnowszą technikę kreują, zgłaszają na nią zapotrzebowanie. W „Men Against Fire” mamy coś na zasadzie wojska, które ma lokalizować i zabijać „zmutowanych” ludzi. Czy jednak czarno-biała kwestia podziału na my – dobrzy, oni – źli jest prawdziwa? Czy czeka nas taki „policjant przyszłości”? Zobaczcie sami!

(więcej…)


8.11.16 RECENZJE „Black Mirror” (s. 3, odc. 4 „San Junipero”, 2016).

black-mirrorLecimy dalej, skoro takimi laurkami zasypałem powrót tego tytułu. Trzeci odcinek trzeciego sezonu „Czarnego lustra” opowiadał o złośliwych – delikatnie mówiąc – hakerach internetowych, którzy wykorzystują technologię do szantażowania ludzi i robienia anonimowych, tragicznych w skutkach, „psikusów”. Co dla mnie ważne – do sytuacji, w której hakerzy dostają to czego chcą (filmy i zdjęcia służące do szantażu) potrzebna jest pożądliwość, która staje się fundamentem kiepskiej sytuacji. Z kolei czwarty odcinek, „San Junipero” (na nim się skupimy), zaskoczył mnie, gdyż przenosimy się do Ameryki lat… 80tych. Zazwyczaj „Black Mirror” sugerował akcję w nieokreślonej przyszłości, więc podwójnie ciekaw zasiadłem do seansu. W międzyczasie przygrywało klasyczne amerykańskie disco lat 80tych, heh, bo trzeba podkreślić, że muzyka to kolejna z silnych stron tego serialu! Disco było dużo lepsze od tandetnych ciuszków (podciągnięte pod szyję spodnie :-), ale klimat starego USA, który kojarzymy w Europie, udało się odtworzyć znakomicie. No dobra…, a co stanowi problem?

(więcej…)


7.11.16 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 3, odc. 1 „Nosedive”, 2016).

Black MirrorJeśli jest coś, co można nazwać serialem wszechczasów, jest nim z pewnością „Czarne lustro” społeczeństwa – „Black Mirror”. Właśnie ruszyłem trzeci sezon. Zrecenzować ten serial jako całość to pójście na łatwiznę, minięcie się z sednem, bowiem każdy odcinek jest osobnym, kontrrewolucyjnym dziełem sztuki! „Nosedive” (lekko ponad godzina) z hukiem otwiera trzecie uderzenie serialowej, popkulturowej walki o ludzkość (jak widać – jest to możliwe)! Tym razem – w pierwszym odcinku – skaczemy kilka dużych kroków przed trwającą obecnie erę facebooka i innego tego typu „fabryk lajków”. Wyobraźcie sobie, że dostajecie „lajki” (z oceną od 1 do 5) przez cały dzień i noc, podczas każdej czynności. Cała ludzkość chodzi z telefonami (jak na klatce obok) i ocenia – możesz dostać jedną gwiazdkę za zajechanie komuś drogi, za brak uśmiechu, czy za cokolwiek, np. ze zwykłej złośliwości. Ludzie ze średnią ocen w okolicach 4.0 i powyżej tworzą elitę społeczeństwa, a ci którzy o gwiazdki nie dbają to coś na zasadzie wyrzutków, patologii, „plebsu”, dla którego nie ma wejścia w pewne sfery. Oczywiście te osoby to jedyni w nowym świecie serialu „Black Mirror” buntownicy.

(więcej…)


2.11.16 RECENZJE: „Front Wschodni 1941-1945” (książka, L. Degrelle).

degrelleSpodoba ci się, bo Degrelle był chrześcijaninem. Takimi słowami kumpel (nie chrześcijanin, lecz fan Leona) polecił mi wspomnienia Belga z Frontu Wschodniego. Leon to twórca radykalnego ruchu „Christus Rex” i… żołnierz walczący ze swastyką na mundurze. Jak to możliwe? W czasach wojny wiele jest możliwe, a świat przestaje być czarno-biały, jak w broszurach organizacji politycznie poprawnych XXI wieku. Obecnie komentowana jest inna książka Degrelle – „Wiek Hitlera”, Zychowicz wspomniał, że belgijski żołnierz Waffen SS napisał w niej, że planował zamach na „wodza”. Nie wiem – (jeszcze) nie czytałem. Przeczytałem za to „Front Wschodni”, gdzie opisana jest m.in. wizyta u „Fuhrera” i pozytywne nastawienie do Adolfa. Na czas lektury zrobiło się naprawdę zimno… I ciekawie! Książka ta to nie tylko opowieść o zmaganiu się z Sowietami. To relacja z batalii człowiek kontra, delikatnie mówiąc, niesprzyjające warunki atmosferyczne. Błoto, mróz, brak snu, adrenalina, załamanie nerwowe…, żołnierze walczący na Froncie Wschodnim musieli wygrać po pierwsze z samymi sobą! Degrelle wygrywał… Dlatego był wysoko odznaczony – w tym przez samego Hitlera.

(więcej…)


22.10.16 RECENZJE: Tworzywo (Fisz&Emade) – „Drony” (muzyka’16).

dronySzczerbate dziecko uśmiecha się do nas z kiepskiej okładki. Nowe, właściwie wczorajsze Tworzywo, a więc zespół m.in. braci Waglewskich = powiązanych z rapem Fisza i Emade – już na półkach! Krążek zapowiadały dwa numery – otwierający płytę singiel „Telefony” oraz klip „Biegnij dalej sam”. Można dodać, że w porównaniu do teledysków z poprzedniej płyty (mistrzowski „Mamut”) klip był krokiem w tył. Same kawałki, chociaż niespadające poniżej wysokiego poziomu, nie wywołały we mnie ciarek i niecierpliwie czekałem na cały album. Z 12 utworów płyty, słyszałem przed premierą jeszcze „Samochody” (jeden z trzech, do których muzyki nie stworzył Emade), z tym że na żywo podczas koncertu – już Wam pisałem, kto nie był niech czym prędzej sprawdza trasę koncertową Tworzywa. Ciemne kluby i polska muzyka dla dorosłych najwyższego poziomu, najwyższej jakości. Słuchając „Samochody” w odtwarzaczu wbiłem się w szok, zupełnie inna piosenka – jak to w przypadku konfrontacji z „lajfem” bywa. Wolę wokal Fisza na płytach – z tymi wszystkimi miksami, efektami i poprawkami. Tym bardziej, że grupa przypomina czasem taki stary, fajny pop. Z przekazem, rzecz jasna.

(więcej…)


20.10.16 RECENZJE: „Hej, skarbie” (dramat społeczny, USA, 2009).

skarbie– Łoooo!!! – jak to krzyczy Juras, kiedy komentuje MMA i jest jakiś nokaut. Film „Hej, skarbie” właśnie mnie znokautował! Spytacie, czy mnie pojebało!? Taki tytuł, jakieś romanse zacząłem recenzować, czy co!? Nic z tych rzeczy! Jest to hardcorowy dramat społeczny, który zdobył dwa Oscary! Ilość zła tam pokazana jest zatrważająca. Obejrzałem przypadkiem. Przed snem chciałem luknąć dokument o Popiełuszce, ale po nim byłem od nowa poruszony i nie mogłem zasnąć. Przełączyłem na „Stopklatkę”…, no dobra – coś się zaczyna, chwilę zobaczę i mnie uśpi. Efekt? O 2:30 też nie mogłem zasnąć… Pod wpływem „Hej, skarbie”. Seans z gatunku obowiązkowych. Jaki porusza wątek? Kazirodczy. I wszystko co z niego wynika.

(więcej…)


20.10.16 RECENZJE: „Bernadetta – Cud w Lourdes” (film, Francja’11).

bernadetteOpisywany film pochodzi z Francji roku 2011. Jest to dramat biograficzny oparty na faktach. Opowiada o objawieniach, które przydarzyły się 14sto letniej dziewczynce (na zdjęciu ona, nie aktorka) i dały początek kultowi Matki Bożej z Lourdes. Od lutego do lipca 1858 roku, Matka Boża 18 razy objawia się Bernadetcie Soubirous, która dziś jest świętą Kościoła katolickiego (objawienia Maryi w Lourdes zostały zatwierdzone 18 stycznia 1862 roku przez biskupa diecezji Tarbes, J.E. Laurence’a, jako autentyczne i nie budzące wątpliwości). Oficjalna strona filmu po polsku: LINK, zobaczysz go online, legalnie (za 8 zł) tutaj: WPISZ W WYSZUKIWARKĘ! A teraz postaram się Was trochę zachęcić. No bo jak to, „Ty-kibol”, masz o jakichś „średniowiecznych fanaberiach” oglądać? Nietrudno się domyślić, że święte osoby były zazwyczaj w jakiś sposób, hm, wyklęte, niezrozumiane, uznane w najlepszym wypadku za wariatów. A jednak nie zeszli ze swej drogi, niczym wspominany wczoraj w całej Polsce ksiądz Popiełuszko.

(więcej…)


17.10.16 RECENZJA: Hungarica-„Haza és hűség (Ojczyzna i wierność)”.

hungarica-ojczyzna_i_wiernosc_coverKontakty polsko-węgierskie od dłuższego czasu układają się bardzo dobrze. Łączy nas nie tylko historia, wspólne walki narodowo-wyzwoleńcze i wzajemna pomoc, ale także przyjacielskie stosunki między zwykłymi ludźmi. Miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami regularnie spędzającymi urlop na Węgrzech i wszyscy podkreślali życzliwość jaką okazują miejscowi Polakom. „Polak, Węgier – dwa bratanki!” to nie tylko pusty slogan. Od jakiegoś czasu, na muzycznej scenie, głównym orędownikiem przyjaźni między naszymi narodami jest zespół Hungarica. Rok temu wydali polskojęzyczny krążek „Przybądź wolności”, a we wrześniu ukazał się album „Haza és hűség/Ojczyzna i wierność”.

(więcej…)


12.10.16 RECENZJE: „Radykalne Południe” (zine, nr 2, wrzesień 2016).

rpWczoraj miałem okazję łyknąć drugi numer klasycznego zina „Radykalne Południe”. Dosłownie wczoraj, bo to lektura na jeden wieczór. Numer zamknięto 15 sierpnia 2016, ale tematy wydają się być bardzo aktualne. Za autorskie rysunki odpowiedzialny był I., za skład C., a za grafiki K. – czyli swojska, amatorska robota, mimo że nie pierwszoligowa – nie idzie się tu na łatwiznę i dobrze. 40 stron razem z okładką (na lepszym papierze), spis treści, wszystko czytelnie – czasem zostawiona część białej strony, myślę że lepiej byłoby powiększyć czcionkę (tym bardziej, że w całym zinie bywa różna) i dociągnąć równo do końca. Czerń i biel, rzecz niemal oczywista. Cena – bodajże dyszka, trochę sporo jak za 40 stron. A o czym piszą towarzysze z Południa? (Obok okładka, ocenzurowana przez samą redakcję… na potrzeby pejsbuka, oczywiście).

(więcej…)


5.10.16 RECENZJE: „Antisocial” (skinzine, Polska, wrzesień 2016).

wspierajDostajecie listy, pocztą tradycyjną, w których znajdziecie czarno-białego zina i super rysunki markerem oraz długopisem? No widzicie, a trzydziestoletni chłopcy dostają, bo nie zapomnieli o starej szkole korespondencji między tymi, których wkurwia wszelka oficjalność. To hobby dla pasjonatów, to prasa dla fanatyków. „Antisocial” (wrzesień 2016) to tradycyjny czarno-biały skinzine formatu A5, w klimacie lat 90tych, ale ładnie wydany – i na nieco lepszym papierze (kartki są zszyte). Na okładce banda skinów (ten ukrzyżowany mnie denerwuje, ale niech będzie…), swojska futbolówka. Co ważne – rysunki rysowane przez samego autora, co dodaje zinowi wartości! Zajarany przystąpiłem do lektury, mimo że większości kapel, z którymi przeprowadzono wywiady za cholerę nie znam. Takie projekty są po to bym poznał – proste. „Antisociala” łyknąłem praktycznie „na raz” mimo, iż liczy aż 124 strony (dużo zdjęć, klimatycznych rysunków i reklam z klimatu).

(więcej…)

Strona 5 z 25« Pierwsza...34567...Ostatnia »