21.06.18 W atmosferze mundialu. O żuczkach pchających kulkę gnoju…

Wielu z nas, kibiców nazwijmy to „kumatych”, dzielą drobne różnice w podejściu do całości klimatu. Jeden bije się w lasach, a debiutuje na trybunach dopiero po zaliczeniu kilku ustawek (znam osobiście), drugi również bije się w lasach, lecz prócz polskiego klubu jest fanatykiem Realu Madryt i kupuje oryginalne koszulki Królewskich (również poznałem osobiście). Jeden kocha futbol, ogląda każdy mecz mundialu, nie bił się w lesie ani razu, lecz rozumie „ekipę sportową” swojego kochanego klubu i nie wykręca jak pedał numeru 997, gdy widzi pierwszy lepszy „przejaw chuligaństwa” (znam całą masę takich spokojnych, lecz kumatych osób…). Jeden jeździ na wyjazdy i nie ma nawet e-maila (nie znam), a drugi jeździ i odznacza się na zdjęciu z vlepką na sektorze gości (na szczęście też nie znam)… Po prostu różni są kibole i ich gusta… nie sposób zaszufladkować wszystkich pod jeden zbiór zachowań i podejścia do wszystkich gałęzi zjawiska zwanego kulturą futbolową i okołofutbolową. Kto myśli, że wszystko powinno być krojone według jego prywatnego gustu (a „inny to pajac”) to sorry, ale ma pewne braki intelektualne, nawet gdy tam gdzie jest idolem ma masę kolegów śmiejących się z jego żartów na temat ludzi (co zresztą podtrzymuje nadwyrężone gdzieś kiedyś – co osoba to gdzie indziej – poczucie własnej wartości…). Do rzeczy jednak, bo miało być o żuczkach… dla tych, którzy jednak oglądają Mistrzostwa Świata…

(więcej…)


Coming soon… (4). Fragment mojego opowiadania „Bańki mydlane”!

Straciłem kolejną osobę, która miała u mnie reklamę. Na facebooka wszystko się przeniosło… – argumentowała racjonalnie, a ja się nie przeniosę (chyba, że kiedyś w ogóle znikną strony internetowe i nie będzie opcji pisać poza portalami społecznościowymi). Dajcie spokój… Być kolejnym gościem, który wrzuca memy i „super konkursy” nowych firm „patriotycznych”. To nie dla mnie, dla mnie jest czerń i biel. I skrobanie sobie w swojej izdebce. Ostatnio wyskrobałem dość obszerne opowiadanie, ale przeczytacie je latem 2018 w „DL”23. Dziś fragment. „Bańki mydlane” to specyficzna historia polskiego kibica… West Hamu (a kto mi zabroni? Przynajmniej tego nie było…). Jest dużo klimatu futbolowego, ale główny wątek dotyczy czegoś innego. Fan WHU jako główna postać to dopełnienie reportaży z Londynu i osobnego z jego wschodu, które już zapowiadałem. Mam nadzieję, że uzupełni się to nawzajem w ciekawą, różnorodną i unikatową w klimatach lekturę.

(więcej…)


8.04.18 (Amerykański) tryb świni.

Amerykański sposób na promocję, na karierę to esencja tego, co złego widzimy w pseudokulturze Ameryki. Oczywiście mam (dzisiaj) na myśli UFC 223 i najpierw pajacowanie McGregora i jego kolegów, a potem konferencję naszej Asi Jędrzejczyk. Irlandczyk, jeśli chciał atakować autokary, mógł wstąpić np. do jakiejś chuligańskiej bandy, która jednak odpuści wybijanie szyb, gdy zobaczy za nią oczy kobiety. Kamery, oczywista afera, kaucje, show. Innego typu „amerykanizacji” uległa nasza ex-mistrzyni (w sercach zawsze mistrzyni, no chyba że dalej będzie gadać po amerykańsku…), która tym razem po pięciu rundach z Rose nie odzyskała tytułu. Wiadomo, że aby zostać nowym mistrzem trzeba wyraźnie zaznaczyć swoją dominację, jeśli wygląda to w miarę remisowo, pas zostaje u starego mistrza. I ja się z tym zgadzam, mimo statystyk uderzeń. Ścięta na chłopaka zawodniczka miała lepszy timing i w tempo rozbijała twarz Polki.

(więcej…)


21.12.17 Cockney Rejects – mecze, muzyka, East End! Oi! Oi! Oi!

Ostatnio wrzucałem najbardziej znane kibicom kawałki Cockney Rejects, którzy zapoczątkowali to, co później stało się ruchem Oi!. Może warto napisać trochę więcej o tej kapeli w kontekście trybun? Mick i Jeff (założyciel kapeli) wpadli do pubu cali w znaczkach West Hamu i wręczyli swoje demo Garremu Bushellowi, kibicowi… Charltonu oraz dziennikarzowi programu „Sunday People”. Garry został pierwszym menadżerem kultowych Cockneyów. Był rok 1979, a na londyńskim East Endzie za ich sprawą zagościł New Punk. Byli autentyczni dla miejscowych – w tym dla piłkarskich chuliganów – bo kibicowali WHU, byli robotnikami z krwi i kości, bywali w knajpach, brali udział w bójkach itd. Już w listopadzie 1979 można było usłyszeć na Upton Parku (stadionie WHU) okrzyki Cockney Rejects, Oi! Oi!.

(więcej…)


5.11.17 Porażka polskiej mistrzyni. Sport lekcją pokory…

O 5:00 rano piszę ten tekst, nie zasnę bowiem zbyt szybko po porażce Joanny Jędrzejczyk z Rose Namajunas na UFC 217… Po niespodziewanym KO wyłączyłem galę i wszedłem na lowking.pl, a tu koleś miał wrzuconą gotową aktualizację o tym, że Joanna po raz kolejny obroniła tytuł… Zagalopował się, podobnie jak komentatorzy, którzy w każdy możliwy sposób skreślili „obciętą na chłopaka” Amerykankę przed tym pojedynkiem. Obstawiłem kupon – kurs na Polkę 1,14 zł, to miał być tylko jeden z wielu pewniaczków. Taki jednak jest sport… Widząc jak rusza się Asia, mimo że minęło tylko kilkanaście sekund, czułem podświadomie, że nie jest za dobrze, ale „lęk kibica” pojawiał się także w starciach Asi z Brazylijką, czy inną Polką – Kowalkiewicz. Tym razem szok stał się faktem, Rose zmieniła plany Jędrzejczyk na całą karierę! Miał być nie tylko pobity rekord Rondy, ale pasy w kilku kategoriach wagowych – bez przegranej. Co teraz…?

(więcej…)


19.09.17 Refleksje po okresie pełnym ważnych rocznic.

Tak sobie siedzę, w tym miesiącu rocznic związanych z zachodnią i wschodnią agresją, podziwiając na zdjęciu choreografię, o której już wszystko napisano. Nie chcę powtarzać tego, co każdy już gdzieś czytał, dodam więc daleko idącą refleksję. Niesamowite jest to, że ktoś może odkryć Pana Boga nawet w tak wybuchowym otoczeniu jak to stadionowe, a ktoś może zupełnie się z nim minąć w cichym, spokojnym życiu na uboczu. Ten ostatni powie „przynajmniej nikogo nie skrzywdziłem!”. Hm. A czy nie krzywdzi świata np. spokojne milczenie, kiedy w eter idzie propaganda kłamstwa? Czy nie krzywdzi ciche przyzwalanie na wypaczanie faktów? Kibice Legii powiedzieli prawdę o Niemcach-mordercach z czasów II Wojny całemu światu, ale gdyby nie wszystkie cechy składające się na środowisko ultras (karana finansowo, nielegalna oprawa…), prawda być może nie miałaby szans zaistnieć w świadomości tysięcy ludzi, aż po Wenezuelę i Brazylię! Ciekawe, prawda? Bo tylko prawda jest ciekawa!

(więcej…)


17.09.17 „Ukłon tobie, wkomponowanemu w podłogę”…

Mój muzyczny gust zmieniał się na przełomie 10 lat „Drogi Legionisty” wielokrotnie, ale na halę zawodów wjeżdżam z Fokusem 1998 „Powierzchnie tnące” na słuchawkach. Ukłon tobie, wkomponowanemu w podłogę… Yeah, genialnie mi się przekłada na walkę w tej zrytej łepetynie ze skrawkami artyzmu, ale chyba jednak też autyzmu…, heh. Wchodząc na ring lubię też sobie w głowie klasykiem z Łazienkowskiej zajechać, a mianowicie stare dobre: Dżihad Legia! Teraz dopiero będzie, kurwa, wojna, pasuje jak znalazł! Nijak to się ma do mojej wiary, ale mój dżihad też ma się nijak do tego muzułmańskiego. Ja prowadzę świętą wojnę ze sobą, ze stresem który wchodzę na matę pokonać, jednoczę w tej walce wszystko co znam, wszystko co uzbierałem podczas lat doświadczenia. Adrenalina powoduje kocioł. Fokus miesza się z dżihadem, a Jezus z kibolem. Wszystkie chrześcijańskie nauki układam sobie w głowie na co dzień, w drodze powrotnej, ale w okresie walki trzeba się zmobilizować, by wygrać. Boże chroń fanatyków i do przodu!

(więcej…)


16.07.17 Parada clownów przed paradą… tych samych sportowców.

Cały świat żyje nadchodzącą walką gwiazdy UFC Conora McGregora z bokserem Floydem Mayweatherem Juniorem. Ich konferencje prasowe są show, które przyciągają więcej zainteresowanych niż niejedna gala. To za sprawą McGregora, który znany jest z czarnego humoru, bezpośredniego szydzenia z rywali, generalnie z robienia „show” nie tylko na arenach zmagań. O ile do sportowego poziomu Irlandczyka trudno się przyczepić i aż miło go oglądać, jego zachowaniem jestem mocno zniesmaczony, podobnie jak „analizami” napinki w klimacie „kto komu celniej nawrzucał”, czy fotkami z… dawania sobie buzi. Szkoda też, że gdzieś tam pojawia się podziwiająca go Asia Jędrzejczyk, na każdym kroku podkreślająca swój związek z Bogiem. Uciszycie słowami: daj spokój, to tylko gra, nakręcanie publiki. No właśnie w tym problem. Jacy idole, taka potem publika…

(więcej…)


4.05.17 Pan nie tylko Dobrych Łotrów, ale i prostytutek…

To było 10 października 2010 roku. Legia Warszawa i mecz z Den Haag, na którym oczywiście byłem, pozwoliły mi zobaczyć Jezusa w tych nietypowych, jak mi się wydawało, okolicznościach. Trzymaliśmy kartoniki od choreografii i kątem oka zerkaliśmy na stadionowy telebim. Kolega, który niejeden obcy naskórek zmywał ze swojego batona, powiedział mi, ślepemu:

– Boże Chroń Fanatyków i Jezus.

– Co? – spytałem, niedowierzając.

Wtedy niedowierzałem w Niego, ale powiedziałem:

– Kurwa, zajebiste!

Bo to proste hasło jest faktycznie tak wspaniałe, że wielu wytatuowało je sobie na ciele, zrobiło z nim odzież. Prawdopodobnie 100% trzymających kartony na tym meczu to dość sporzy grzesznicy, wielu chuliganów. Ale tu jest Jezus, kumacie? On nie jest jedynie Panem przesłodzonych chłopczyków z oazy, to Pan Dobrego Łotra i prostytutki.

Pokazaliśmy nie tylko sobie (!), całej Polsce, ale i kibicowskiemu światu Jezusa, co uważam dziś za największy (mający największe znaczenie) wyczyn typowo ultrasowski w historii Legii. Kurde, jakie to jest piękne. Hejterzy środowiska aż się zapluli, bo przecież co to za hipokryzja, a większość kiboli nie ma niczego wspólnego z życiem zgodnie z Dekalogiem. Owszem, ale czy lekarz przychodzi do zdrowych?

Poza tym, wiele opraw jest niczym obraz, można widzieć w nich wiele różnych przesłań, od modlitwy za głównego bohatera tego charytatywnego meczu z 2010 roku, po przesłanie dla zgniłego moralnie świata, którego przynajmniej część kiboli nigdy nie zaakceptowała. I nie zaakceptuje.

fragment „Dziennika odsuwania gałęzi” (Ł. Grower, 2017)


1.05.17 Macie dla Legii Warszawa jakichś rezerwowych…?

Jakby nie było, piłkarska Polska zawsze cisnęła sto(L)icy. Podkradanie piłkarzy „do wojska”, wygwizdany Deyna podczas meczu kadry na Śląsku, itd. – wszyscy o tym słyszeliśmy. Gdy nie zdobędziemy mistrzostwa, wszyscy którzy akurat zdobyli (na chwilę :-) wypominają Legii „gdzie nasze berło?”. Czy my wypominamy to za każdym razem wszystkim (tymczasowym) mistrzom? Raczej nie, bo kto by o jakichś tam (tymczasowych) mistrzach pamiętał i się nimi przejmował? Wszyscy wiemy, że ich mistrzostwo to m.in. równoznaczność zawalonego sezonu tegorocznego uczestnika Champions League, aż i tylko to, bo po prostu faworyt nie zawsze wygrywa. Wy bredzicie wszem i wobec, że stolica jest uprzywilejowana – kibice CWKS przekornie podkreślają wyższość stolicy i Legii jako klubu, robię to także ja, prowokując specjalnie. Proste. Skoro poświęcacie Legii tyle uwagi, usłyszcie jeszcze raz, że jest Wielka. Drżą przed nią mafiosi z UEFA, a nie peerelowskie dziadki okręgowych związków piłkarskich.

(więcej…)


21.04.17 Potomkowie Dobrego Łotra. Prawda i odwaga.

Nie chcą pozwolić ludziom się po sportowemu nienawidzić. Po sportowemu, bo mimo, że animozje są ogromne, to przecież wiem, że kibic innego klubu ma bardzo podobny system wartości do mojego i dlatego możliwy jest np. wspólny Marsz Niepodległości, czy też sojusz na kadrę. Jeśli ktoś łamie te zasady, jest odpowiednio komentowany i nie tyczy to tylko chęci komentarza słownego… Nie każdy rozumie, że bluzgając na trybunie przeciwnika, ba – nawet za nim ganiając, człowiek w gruncie rzeczy miłuje cały ruch kibicowski i to ekstremalne hobby, aczkolwiek kłamstwem byłoby napisać, że zawsze jest tego w pełni świadom. Tymczasem nie chcą nam pozwolić się pogonić, zamykają sektory na coraz więcej derbowych pojedynków, niczym w Grecji. Jak wiecie, czuję pewien rodzaj sympatii do tamtejszego ruchu (Ateny!), ale co tam w zasadzie obserwować, odpalanie pięciu rac przy pustej klatce? Niszczą piłkarskie święta, jak gdyby całe zło świata kumulowało się na trybunach. Gówno prawda!

(więcej…)


31.01.17 Chuliganka na kolejnym etapie. Gala IWT.

IWTGala IWT w Poznaniu, o której napisano już wszystko. Jedni się jarają, drudzy nie mogą zdzierżyć, że w taką stronę poszła chuliganka. Nie tak dawno pojawiały się słowa krytyki w kierunku rosyjskim, gdzie „zawodowa” rywalizacja kibiców wchodziła na jeszcze bardziej profesjonalny level, a do Polski przebijały się nawet informacje o „sprzedawaniu” się niektórych zawodników, dla których coraz mniej liczyły się barwy klubowe, a coraz więcej szmal (opieram się o tłumaczone relacje znajomego, obserwatora sceny wschodniej). Ludzie narzekają w jaką stronę to wszystko idzie, że nadchodzi „modern hooligans” itd., ale to tylko slogan, część prawdy. Nie jest winą chuliganów, że stadiony przypominają Guantanamo, a nawet mimo to dąży się czasem do starcia i serwuje się scenie ciekawe mecze, nawet w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ba! Nawet w Lidze Mistrzów (Legia – BVB).

(więcej…)


23.11.16 „Oni wciąż biegają”.

lks-rts-mini„Oni wciąż biegają” to tytuł kawałka TTM, ale tu pasuje idealnie. Mimo wszystko, oni wciąż biegają. Kto? Piłkarscy chuligani! Derby Trójmiasta, próba dotarcia Widzewa na derby Łodzi, Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk i bezkompromisowa zabawa „Lubinków” (który to już raz? Mała to, lecz ciekawa ekipa – od lat mam takie wrażenie…), walka przed Górnik Zabrze – Stomil, do tego podobno wygrana przez gości (nie wiem, nie widziałem) itd. Można rzec – jak na trudne czasy nowoczesnego monitoringu i nowoczesnej policji (niestety, w porównaniu do lat 90tych tak to trzeba nazwać) polska scena stara się żyć. Dodając do tego ostatni – i nie tylko – mecz kadry, można mówić o tendencji wzrostowej. Wisła niby scenę „rozbujała”, ale wg mnie w negatywnym sensie – oni są synonimem tego, czego właśnie nie lubię w „nowoczesnej chuligance”, jeśli można tak to określić.

(więcej…)


23.10.16 Spontaniczne emocje, które łączą. Wygrywa żywioł.

lechPrzeniosłem się na trybunę pikników. Siedzę sobie i patrzę, bo stałem się trochę niczym kobieta w ciąży – skakać mi się nie chce, aczkolwiek z drugiej strony klimat multikina również nie jest w stanie do końca mnie przekonać. Maruda! Na Legia – Lech ponownie pokłóciłem się z aż trzema (tak, to rekord) piknikami, chociaż de facto to ja byłem na ich terenie. Ostatecznie z tego powodu odpuszczałem wojny domowe i siedziałem sobie spokojnie, co ciekawe – spotykając kolegę, którego źródłowo typowym piknikiem również (a nawet bardziej) nazwać nie sposób. Czytałem kiedyś książkę fanatycznego… piknika z Arenalu i nie wiem czemu, ale przyszedł mi na myśl klimat jego wspomnień, kiedy siedziałem w sobotę niedaleko sympatycznych dziadków, którzy na głos bali się, że jeszcze spadniemy do drugiej ligi. Znaleźliśmy „nieczepialski” (w kwestii numeru na siedzeniach) kącik i całkiem sympatycznie obserwowaliśmy sobie mecz i trybuny. Poczułem sympatię do książki, którą czytałem lata temu. Legia wygrała 2-1, w jakich okolicznościach już wiecie, i przyznam, że dawno nie odezwały się we mnie spontaniczne emocje tego typu – typu radości z boiskowej dramaturgii. A w pierwszej połowie prawie spałem.

(więcej…)


21.08.16 Miał być „hasztag Diaz” był „hasztag Rzeźniczak”.

DiazLegia ma wychodzić na mecz z nastawieniem Nate’a Diaza! Jeśli ma przegrywać, to tak jak Diaz z MC Gregorem – po pewnej siebie walce. Tym bardziej na własnym terenie. Górniki Łęczna w Lublinie, beniaminki z Gdyni przy Ł3, 11 miejsce w tabeli, odpadnięcie z Pucharu Polski… I co z tego, że inne kluby z dużych miast – Lech, czy Wisła, są jeszcze niżej. Nie sądziłem, że upadniemy tak nisko jak Kolejorz – Puchary Pucharami, ale to już przesada. Nie wierzę, że aby zagrać wysoko w Europie trzeba w lidze „być Lechem” – cieniasem, którego nie stać na grę na dwóch frontach, tym bardziej, gdy jednym z nich jest polska liga z liderem Arką i wiceliderem z Lubina. Pamiętajmy też, że mimo wszystko mieliśmy super losowanie i w Europie jakiegoś wielkiego stylu, żeby nie powiedzieć – stylu w ogóle, nie pokazaliśmy. Ot, ciułamy do przodu – kwestia szczęścia, które „raz na 21 lat” mogłaby mieć nawet Nieciecza, gdyby tylko miała szansę tyle razy próbować.

(więcej…)

Strona 1 z 2012345...Ostatnia »