11.09.17 „Błąd” Łony i Webbera [1] nabrał metafizycznego sensu.

Niedawno poszedłem sobie pogadać z Szefem i wyspowiadać się, myślałem, że jak zwykle zastanę o tej porze pusty kościół, a tam akurat ślub. Wyszedłem więc i na okolicznej ławce czekałem aż się skończy. Była ładna pogoda, otworzyłem Biblię i czytałem. Po chwili ławkę obok rozłożyło się trzech żuli, dwóch gdzieś się szybko ulotniło, jak dobrze słyszałem polowali na „zrobienie bramy” młodej parze. Ten jeden, który został (kurwa, nie mam kwiatów) zagadał do mnie, czy palę, ale o dziwo to on chciał mnie poczęstować tytoniem w bibułce. Nie – rzuciłem…

(więcej…)


11.09.17 Lekarz radzi: (D)odaj(T)empa(S)ensownym(P)raktykom.

W Piśmie jest napisane, by nie dbać zbytnio o własne ciało, ale jest również napisane, by rozwijać swe talenty. Jako, że Biblię mamy czytać całościowo, tłumaczę sobie pojawiające się zakazy wspomnianego typu tak, że po prostu nic nie może zastąpić Trójcy. Zastąpić! Nie mam nienawidzić, okej, ale jadę walczyć na zawodach – mogę tym samym wypróbować się bez negatywnych uczuć i celowego okaleczenia kogoś, a jednocześnie nie zwalać na chrześcijaństwo tchórzostwa, które mam do pokonania jako mężczyzna z chęciami do bijatyki. Inaczej mówiąc – ten typ, który musi sobie coś czasem udowodnić. Wiara jest idealna na tchórzostwo duchowe (być innym niż ten marny świat ode mnie wymaga), a trening walki na tchórzostwo cielesne (chociaż i tu wiara stawia przed nami pewne, innego typu, próby).

(więcej…)


9.09.17 Prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa.

W historii naszej białej cywilizacji mamy zaszczyt posiadać tradycję chrześcijańskiego rycerza. Jest to europejski odpowiednik samuraja, również wojownik, lecz znający naukę Jezusa Chrystusa. Tu, w Polsce, wierni swej tradycji i wierze, możemy czerpać tak naprawdę od każdego. Oczywiście trwają niekończące się spory o to „jak rycerze katolicy mogli używać przemocy, skoro są wyznawcami takiej religii?”. Podobny problem mają w Chinach. Buddyjska ikonografia ukazuje jednak Buddę w otoczeniu uzbrojonych bóstw depczących demony. To mogło dać niektórym buddystom (a nawet mnichom, zachowały się dowody na to, że Ci ze słynnego Shaolin wojowali już w VII wieku) pretekst do podjęcia walki, chociaż buddyzm jeszcze mocniej zakazuje udziału w wojnie. Podobnie w Biblii szuka się fragmentów o mieczu i wywracaniu stołów, tudzież obrażaniu Żydów przez Syna Bożego, by usprawiedliwić wojowniczą naturę wielu chrześcijan. O Bogu ze Starego Testamentu nawet nie ma co wspominać, bo to Bóg bardzo wojujący, którego (niektóre) metody zastąpiło jednak nowe przymierze Jezusa.

(więcej…)


4.09.17 Patrz na swoje serce i na Boga, a nie w tacę.

Również jestem zwolennikiem nurtu ubogiego w Kościele, ale nie jestem tak sceptyczny do wszelkiej ofiary jak np. hejterzy Rydzyka, czy Lichenia z typowymi klapkami na oczach. Jak pisał Leon Degrelle: Liczy się nie to, co się daje – barany czy miliony – ale żarliwość serca, która ożywia dar. I żarliwość tego, który przyjmuje… Po prostu w świecie katolickim panują trochę inne zasady i wiele różnych ścieżek do Pana. Jeśli ktoś kogoś wykorzystuje z premedytacją i ze złym zamiarem – będzie rozliczony, ale generalnie nie żałujemy Bogu na godne miejsce w świecie. Skoro oddać można mu wszystko, dlaczego nie pieniądze? Czy dla negujących naszą ofiarę są one najwyższym dobrem? Najwidoczniej! Poza tym… to moja sprawa, komu i ile daję. Jeśli naprawdę chcesz (!) załatwisz sobie ślub za darmo, a na tacę nie dasz nigdy… Jeśli naprawdę chcesz, będziesz w Kościele bez pieniędzy. A chcesz w ogóle w nim być, czy tylko czekasz na fotomontaże z „łojcem dyrektorem”?

(więcej…)


4.09.17 Z dala od hałaśliwej ciżby…

Przez te 10 lat pisania „Drogi Legionisty” stałem się innym człowiekiem, nie jest to jednak nic nadzwyczajnego, bo 10 lat to po prostu szmat czasu i musiałbym być „amebą zlewową”, lub być ciągle… w tłumie, by pozostać taki sam. Prócz zaliczenia tych wszystkich opisywanych tu meczów, koncertów, manifestacji, akcji, było to przede wszystkim 10 lat analizowania własnych ścieżek. Jedna myśl po drugiej, niemal codziennie – i tak jest do dziś. „Droga Legionisty” jest moją pustynią, na którą wychodzę spotkać się głównie sam ze sobą. Z tej pustyni wracałem już do niejednej meliny, kobiety, ale dziś wracam do Boga i żony, więc droga nie okazuje się ślepa.

(więcej…)


1.09.17 WPW, sportowe dzieciaki. Ograniczone możliwości rozwoju (2).

Piszę do Was z wielką radością, bo po raz kolejny okazało się, że nie byle kto, ale ludzie z serduchem wchodzą na tę stronę! W sumie „adoptowaliście” około dziesięciu dzieciaków i to nie na jedną, a na dwie imprezy sportowe! Te są już wybrane, a na jedną z nich został już wyznaczony skład – ku wielkiej radości dzieci i ich rodziców! Jak powiedziała jedna z mam, jej pociecha w końcu czuje się ważna! To ta, której ekipy przychodzą pod dom, by ściągnąć ją na dno. Pomyślałem sobie jak dobrze te słowa oddają to, co chcieliśmy osiągnąć – czuje się ważna. Ja mając lat 10 czułbym się mało ważny, gdybym nie wychodził do znajomych na dwór i nie miał niczego prócz nich (ta potrzeba akceptacji…), a ona w tym momencie może machnąć ręką, bo jedzie z bardziej ambitnymi ziomkami kształtować charakter i ciało w odpowiednim kierunku!

(więcej…)


29.08.17 Bla…bla…bla…bla…

Z jakąś dziwną ulgą przyjąłem wczorajszy wieczór, melancholijny to był poniedziałek. Kiedyś masa gazet co tydzień, dziś głównie Pismo Święte. Kiedyś sięgałem po niemal samych raperów, dziś po starego Waglewskiego (Voo Voo). Zauważyłem ostatnio, buszując po zapełnionych skarbami korytarzach empiku, pewną zależność między tym wszystkim, co mi się poprzestawiało w łepetynie. Znudził mnie nadmiar słów, paplanina, hałas. Fajnie jak jakiś chłopak nagrywa nielegalny krążek i rzuca na niego tysiące zdań żadnym kosztem, ale prawda jest taka, że za kilka lat, albo nawet miesięcy – połowy z tych zdań by nie wypowiedział. Biblia jest jedna, ale można w niej grzebać bez końca, a jak już Ci się wydaje, że wszystko wiesz i rozumiesz, to powiedz tę myśl jakiemuś duchownemu, może dawno się nie śmiał… Stary Waglewski (przepraszam za przykład faceta, który mówi o Wałęsie, że to bohater Polaków, ale na muzyce zna się akurat bardzo dobrze) nagrywa CD z siedmioma kawałkami i niewieloma słowami (piszę o tegorocznej „7”-demce rzecz jasna) – wystarczy! Kawa o 22:00 wchodzi z tą płytą jak trzeba i to jest najważniejsze. Jedno zdanie i dźwięki pozwalają rozmyślać na szereg tematów, nie chce się iść spać. Wreszcie jest kawałek przestrzeni, powietrze.

(więcej…)


24.08.17 Do „bandytów-katolików”. Spijanie koktajli.

Bandyta-katolik, chociaż oczywiście takie pojęcie nie powinno istnieć (bywa też diler-katolik, np. we Włoszech w samym sercu mafii… to już chyba przypadki psychiatryczne?), jest połączeniem bardzo zabawnym dla diabła. Oto koleś, który zwie się bandytą modli się po powrocie z pełnego wrażeń dnia (lub modli się w ciężkiej dla siebie sytuacji w związku z tym dniem) do Jezusa Chrystusa, który owszem – przyjmuje do siebie wszystkich grzeszników, ale „raczej” z zastrzeżeniem, by chwila spotkania z Nim odmieniała tego grzesznika na lepsze, byś nie grzeszył więcej. Tak więc wmawiając sobie, że nie ma innej opcji na życie (bo przecież INTERESY zaszły tak głęboko…) – bandyta-katolik idzie dalej „zarabiać” (nie mówię o upadkach – rzecz ludzka, charakter/nasza osobista historia to też trudny przeciwnik…, piszę o świadomej rutynie ignoranta!) i swego mistrza (?) oszukuje. Jest też druga strona medalu (dlatego ten szatan brechta się aż tak bardzo, razy dwa…). Bandyta-katolik oszukuje też… swoich ludzi, oszukuje podwójnie, no bo jak to… być bandytą i wyznawać taką osobę jak Jezus Chrystus? Taki koleś, dumny z siebie i być może ze swego „dobrego wyczucia” (no bo przecież on wie jak być bandyta i katolik), dużo mówiący o wierności i zasadach – zdaje się zdradzać nie jedną, a dwie ekipy: bandytów i Trójcę Świętą. Nie zdradza tylko złego krętacza. Nie myśl, że palcem Cię wytykam. Ale wyczaiłem niedawno jednego takiego w lustrze i może coś podpowiem.

(więcej…)


23.08.17 WPW, sportowe dzieciaki. Ograniczone możliwości rozwoju.

Radość z bitwy przychodzi po strachu przed śmiercią – pisał GK Chesterton. Przepracuj w sobie standardowy (!) lęk przed nowym wyzwaniem, a potem po prostu podejmij rękawicę. Została mi chwila do turnieju. Na wadze -5 kg przez wakacje, można wskazać zatem pierwszy plus – coś mobilizuje do nieobżerania się, do biegania, do przedłużenia młodej sylwetki. Czy czułbym to gdybym w wieku lat 8 nie trafił na salę? Staram się zarażać tym innych, młodszych – narażonych na szybkie popuszczenie wszelkich hamulców. Coraz więcej śmigam z dzieciakami (stąd też mimo wszystko dużo mniej piszę) i mimo, że nie jest to skrajna patologia jak kiedyś – zaczyna nam brakować środków na wydarzenia (są coraz lepsi = coraz więcej startują). Jak trenujecie na poważnie to wiecie, że turnieje zazwyczaj kosztują, startowe kosztuje, hostel i paliwo także, więc rodzice zaczynają mi marudzić, że po prostu nie mają kasy. Musimy kalkulować, zwalniać. Mam taki pomysł – może któryś z czytelników chciałby „adoptować” takiego dzieciaka, chociażby na jeden turniej, w ramach darowizny? A nakreślenie przykładowej sytuacji dwóch dziewczynek, dla których chcę załatwić środki – poniżej.

(więcej…)


20.08.17 Gonienie ogona.

Osoby uzależnione od Internetu, od szybkiego przepływu informacji, a więc niemal my wszyscy, kreują szereg potrzeb, których następnie nie są w stanie zaspokoić, tudzież przejść obok nich całkiem obojętnie. Dodają sobie na facebooku tysiąc „znajomych”, a większość z nich chwali się różnymi osiągnięciami, stylem życia, selfie na tle wzbudzającym uwagę. Część wyśmiewamy, część olewamy, ale część porusza nas w inny sposób – zazdrościmy im, stwierdzamy, że też tak powinniśmy (wymyślając codziennie nowe misje do spełnienia), lub denerwujemy się na człowieka, na świat i takim sposobem przypadkowa informacja (a są ich setki dziennie) wpływa na nasze samopoczucie, miota nami niczym wiatr, który ostatnio przeszedł przez Polskę i uczynił wiele zniszczeń. Świat kibiców też jest pełen takiego wyścigu, „kto więcej”, „kto lepsza zapowiedź”…, a dajcie spokój…

(więcej…)


16.08.17 Nie ma równości…

GTA ma swoją nową, tym razem amerykańską odsłonę. Oto wściekły białas wjechał w grupę „antyrasistów” podczas głośnych manifestacji w Stanach. Czy tak ma wyglądać aktywizm? Jednej, drugiej strony…? Pośmiejemy się, bo typ wjechał w tłum przed kamerami telewizji dla lemingów, którzy znów mogą rzec: „a pieprzyć tych fanatyków” i udać się na grilla przy Madonnie lecącej z radia? Czy możemy im się dziwić? Być może będę niedługo walczył z tłumem kolegów, niczym „Oldboy” (2013) w korytarzu, ale coraz mocniej mnie to irytuje: dokąd my zmierzamy? Ja w każdym razie do nacjonalizmu katolickiego – z uwzględnieniem moralności wynikającej z Pisma Świętego. Z punktu widzenia katolika – nacjonalizm można nazwać mądrym, kiedy ten nacjonalizm jest chrześcijański. Nie jest dla nas równym nacjonalizm np. arabski, buddyjski, ateistyczny, gdyż „umknęła mu” najważniejsza Prawda.

(więcej…)


15.08.17 Siła w „słabości”.

Często wracam nocą z buta, czasem też śmigam pieszo załatwiać swoje sprawy – wspomagam spacerami trening i równoważę siedzenie przy kompie. Od kiedy się nawróciłem, lubię odmawiać przy tych kursach modlitwy, a pomaga mi mały różaniec na dziesięć „zdrowasiek”, owinięty wokół palca. Ostatnio wracałem taką menelską, niebezpieczną ulicą, akurat w dresie, w kurtce kojarzonej z kibicami, z kapturem na głowie no i „coś tam w dłoni wyraźnie przekładałem”. Nagle patrzę, a po mojej lewej, ulicą jedzie „kilka na godzinę” nocny patrol tym swoim cichym samochodem i dwóch psów się przygląda, po czym ruszają „z piskiem”. Szkoda, że nie chcieli spisać – ale zdziwko by ich złapało, że pierwszy na tej ulicy łysol z różańcem zamiast białego, lub zielonego, tudzież innego kastetu. A może dojrzeli krzyżyk? Nie wiem tego…, wiem że ja dojrzałem jakiś czas temu Maryję. Dziś obchodzimy uroczystość Jej Wniebowzięcia, w które Kościół wierzył od początku, jedynie „przyklepał” stosunkowo późno.

(więcej…)


13.08.17 Ścieżki. Kręte. Po substytutach.

Ledwo co zdążyłem… Jestem…, już wprawiam stopy w ruch. To znaczy przechodzę z nogi na nogę, ściśle przywierając do koncertowej barierki dziada z kamerą, bo każdy wie, ja nie umiem tańczyć. Ledwo co zdążyłem wysiąść z auta po powrocie z zawodów, no dobra – postawiłem jeszcze klocka i zmieniłem japonki na adidasy, a musiałem lecieć. Musiałem, bo akurat grała kapela, która jest w moim topie, a na której koncert bilety wyprzedali mi ostatnio spod nosa. Pobiegłem tam sam, na styk, na pięć minut przed początkiem występu. Sam – tego słowa świat się dziś boi, myślałem biegnąc. No jak to, nie z przyjaciółmi, nie z masą spontanicznie spotykanych po drodze szalonych znajomych („prosimy, idź z nami na imprę!”, „nie, nie, akurat dzisiaj nie kochani…” – ach, jakim ja jestem celebrytą na ośce!)? Nie – biegnę dalej sam. Nie, nie jestem celebrytą, a z ludźmi generalnie nie rozumiemy się. Ale z muzyką – tak. Co dziwne – inni też się rozumieją…, ale jak to, przecież ona jest skoncentrowana na mnie. To moje ścieżki.

(więcej…)


11.08.17 Porządek rzeczy będący nieporządkiem.

Narzekamy na biedę, na „dyskryminację szarej ludności”, ale nie wyobrażamy sobie żyć w bogatych dzielnicach bez klimatu. To pewien paradoks – murzyn narzekał na Brooklyn, a następnie na… zmiany na lepsze, bo ten stary, brudny i biedny Brooklyn stworzył klimat, który owego murzyna wychował, ukształtował, dostarczył mu wspomnień i pola do twórczości, buntu, zarobku… My Polacy krzyczymy, że „bida na blokach”, ale wyobraźcie sobie rap scenę i kibiców bez szarych blokowisk. Kumaty panicz (np. o ksywie „panicz Rudy”), który je kawior i ma siedem samochodów… Niezbyt pasuje, co? Komu byś miał ochotę pluć do jedzenia jako pomoc kuchenna, jeśli za stołem by nie siedzieli „bogaci wyzyskiwacze”? Ciekawe na kogo by się skierował bunt, który wydaje się być potrzebą samą w sobie.

(więcej…)


5.08.17 Chcieć czytać zamiast chcieć nadgodzin i nadprodukcji.

Tak jak w ciągłości pomiędzy Starym Testamentem, a Nowym – najpierw wyprowadź się z niewoli ziemskiej i politycznej, a następnie z niewoli grzechu. By nad tym ostatnim zapanować, musisz przestać być zależnym od zła. Nie mam nad sobą kogoś kto może mi coś kazać, kto wywołuje na mnie presję (!) – dlatego się rozwijam, a przynajmniej tak to odczuwam. Szkoda, że żyje tak wiele osób, dla których sprawy duchowe są całkowicie abstrakcyjne, nieistotne, śmieszne, lub po prostu nieistniejące. Gdybym napisał, że żyją w pełnej nieświadomości, nazwaliby mnie głupim fanatykiem, niegodnym wysłuchania i wzruszyli ramionami. Zatwardziałość niektórych serc potrafi trwać całe życie. Niektóre są do złamania – weźcie tą całą akcję ewangelizacyjną trwającą obecnie na „Woodstocku” i wrzucane przez duchownych zdjęcia z rozmów z ludźmi wyglądającymi na emo, punków. Są tacy, którzy jednak chcą słuchać!

(więcej…)

Strona 2 z 4512345...Ostatnia »