5.08.17 Chcieć czytać zamiast chcieć nadgodzin i nadprodukcji.

Tak jak w ciągłości pomiędzy Starym Testamentem, a Nowym – najpierw wyprowadź się z niewoli ziemskiej i politycznej, a następnie z niewoli grzechu. By nad tym ostatnim zapanować, musisz przestać być zależnym od zła. Nie mam nad sobą kogoś kto może mi coś kazać, kto wywołuje na mnie presję (!) – dlatego się rozwijam, a przynajmniej tak to odczuwam. Szkoda, że żyje tak wiele osób, dla których sprawy duchowe są całkowicie abstrakcyjne, nieistotne, śmieszne, lub po prostu nieistniejące. Gdybym napisał, że żyją w pełnej nieświadomości, nazwaliby mnie głupim fanatykiem, niegodnym wysłuchania i wzruszyli ramionami. Zatwardziałość niektórych serc potrafi trwać całe życie. Niektóre są do złamania – weźcie tą całą akcję ewangelizacyjną trwającą obecnie na „Woodstocku” i wrzucane przez duchownych zdjęcia z rozmów z ludźmi wyglądającymi na emo, punków. Są tacy, którzy jednak chcą słuchać!

(więcej…)


31.07.17 Opór będzie. Tylko, czy będzie mądry i zorganizowany?

Słucham kolejnych doniesień dotyczących zamachów terrorystycznych i innych ataków szaleńców w Europie, a następnie komentujących je na szklanym ekranie polityków. „Francja jest silniejsza niż atakujący ją fanatycy” – rozbrzmiewa z bezpiecznej mównicy, a przypomniało to wystąpienie TVP Info. W czym jest silniejsza? W twoich słowach, polityku, kiedy jesteś chroniony i uwaga służb jest skupiona w znacznej mierze na ochronie twego tyłka? Taka „Francja” jest silniejsza, bo takiej „Francji”, zamkniętej w gabinetach, łatwo być cierpliwym. Wygodnie? Hm, coraz mniej, bo ludzie zaczęli się burzyć i dodawać dwa do dwóch. Szarzy Francuzi, szarzy Europejczycy nie znają dnia ani godziny, oni wcale nie czują się od islamskich fanatyków „silniejsi”. Czują się bezradni, boją się o dzieci, konferencja prasowa tego nie zmienia. Część zwariowała (od choroby politycznej poprawności) i maluje kredą jakieś bzdury ciągle wierząc, że „wartości” lewicowo-liberalne obronią ich same. Tymczasem duchowa pustka Europy jest przejezdną autostradą dla żołnierzy Koranu.

(więcej…)


30.07.17 Albert buduje na ziemi od Zamoyskiego. Pustelnia Albertynów.

W Zakopanem siedzi obecnie pół Polski, heh, więc może Wy też siedzicie i chcecie zobaczyć coś ciekawego, bo na Giewoncie byliście już 10 razy? W Zakopcu pełno Władysława Zamoyskiego (przeczytajcie: LINK i zwróćcie uwagę na sposób wychowania! Gdyby tak dziś kształcono Polaków… Część druga, równie ciekawa: LINK), którego aktywność skupiała się na polu społeczno-gospodarczym [1]. To ten człowiek ofiarował miejsce pod Pustelnię Braci Albertynów na Kalatówkach, która została wybudowana przez św. Brata Alberta i jego Braci w 1902 roku. Wystarczy wejść ok. 35 minut w bok od głównego szlaku turystycznego i „wdrapać się” mało uczęszczaną ścieżką górską, mijając piękne widoki i wdychając świeże powietrze. Nagle, zza drzew, wyłoni się klasztor, którego znaczną część stanowi stara budowla z drewna (obok na zdjęciu). Miejsce, w którym Bracia Albertyni zastanawiali się na przykład, czy oby spożywanie posiłków na krzesełku nie jest zbytnią wygodą (jedli na ziemi). Dziś spożywają posiłek na skromnym siedlisku, przypominającym raczej „wioskę Smerfów” niż standardy kojarzone z przepychem.

(więcej…)


25.07.17 Trendy, które dosłownie nas zabijają (paradoksy Szwajcarii).

Biały człowiek był mądry, wykształcony i miał klasę – taką mamy tradycję. Czasem był nieznośnym snobem, to fakt, ale czas leci, uczymy się na błędach od matki historii, więc powinniśmy pozostać… cywilizacją mądrych i przy tym zdystansowanych (w porównaniu do dawnych „wyższych sfer”), białych ludzi. Tymczasem stajemy się jakby „białymi murzynami” – w tym złym znaczeniu, bo nie twierdzę, że inne rasy „nie potrafią”. Obserwując od lat kulturę, popkulturę, politykę europejską i w Europie promowaną, ma się wrażenie, że wstydzimy się osiągnięć naszej cywilizacji i chcemy na siłę być jak najgłupsi. Bo przecież trzymać poziom to wstyd, nie pasujący do świata z komedii „How High”. Osobnym tematem jest trend polityczny, który dosłownie nas zabija. Są też kraje i trendy, które mają bardzo znaczące plusy i jeszcze większe minusy. Takim krajem jest chociażby Szwajcaria.

(więcej…)


25.07.17 Dwa końce kija zwanego pychą.

Aktualnie w akcji „Wracamy Po Was” niewiele się dzieje, żeby nie powiedzieć – panuje marazm. Piszę o tym, bo mam pomysł jak go przerwać, ale działam już, hm, jako inny człowiek. Minęło ledwie kilka lat od kiedy zacząłem do Was pisać o tym wszystkim – na dużych emocjach, ale były to lata przełomowe dla mojego postrzegania świata. Streszczę jak to kiedyś widziałem – każdy chciałby ujrzeć scenę swoich marzeń ze sobą w roli głównej. Dama, ubierająca się elegancko, być może chciałaby, aby jakiś facet spojrzał na nią (chociaż raz!) niczym aktor w jej ulubionym filmie, kiedy ta wchodzi na szpilkach do restauracji i powoli zmierza w jego kierunku… Jakiś pompujący na siłowni cienias może chciałby przywalić komuś znienawidzonemu tak w papę, żeby wszyscy ziomale widzieli, kobiety piszczały i żeby działo się to w specyficznej sytuacji, w której zostałby kozakiem numer jeden… W głupim świecie ludzie miewają głupie marzenia i czasem potrafią poświęcić naprawdę wiele, by się o nie otrzeć (wiele razy zawracałem w połowie drogi, skapnąwszy się). Ja w pewnym momencie „Wracamy Po Was” zauważyłem, że chciałbym być dla dzieciaków kimś i mnie to przeraziło, bo to nie może być powód, mimo że uważam to za marzenie nie aż tak głupie jak wyżej wymienione.

(więcej…)


24.07.17 Instytucje skażone grzechem pierworodnym. Część 3.

Ciekawy jest skład typowej mszy o 8:00 rano. Piętnastu starszych państwa, jakiś jeden zrozpaczony przed robotą (ten dzisiejszy wyglądał jakby naprawdę miał o co Boga prosić…) i typ „no nie wiem, ale coś jest nie tak z tym gościem”, czyli np. ja. Lubię kameralne msze, a że niczym moher wstaję wcześnie rano – bywam w kościele również w tygodniu. Tak – wstaję wcześnie rano, mimo iż nie muszę. 10:00 na budziku widzę tylko wtedy, gdy wrócę nad ranem z jakiegoś wydarzenia, a i to nie zawsze. Niestety nie marnuję czasu i czytam różne rzeczy, a chciałbym czasem go pomarnować i po prostu pospać. Tymczasem niektórzy kibice udzielają ostatnio wywiadów, m.in. na temat Kościoła („TMK”, lipiec 2017). Czytałem i mimo, że chłopak ciekawie opowiadał o kibicowaniu (fajnie się czytało), to cała reszta była światopoglądowym bełkotem – typowym dla SHARP’owca (kiedyś odrabiałem z jednym podobnym godzinki, podobnie mi nawijał – „ksiądz” w co drugim słowie…), a nietypowym dla polskiego kibica (który też czasem bełkocze – nie przeczę, ale raczej w innym tonie).

(więcej…)


14.07.17 Nieopłacalne spędzanie czasu.

Znalazłem przypadkiem kumpla z podstawówki – w Internecie (mieszka w innym mieście). Lubiłem gościa, więc zagadałem, co tam słychać i że można się spotkać powspominać solówki na przerwach (pamiętam, że przewalczył jedną z… całą kanapką w ustach, po prostu zwolnił w ten sposób ręce – i nawet nie ucierpiała, heh), czy grę w piłkę. Spoko, wszystko fajnie – trochę gadamy jak za starych czasów, a kilka dni później gościu proponuje mi spotkanie… biznesowe, bo on jest czegoś tam przedstawicielem. Kopara mi opadła i zrezygnowałem z odnowienia kontaktu. To już nie jest Pawełek tylko przedstawiciel firmy X. Schowali się po różnych mrocznych instytucjach. Pożarła ich galopująca prostytucja – Republika sama ciśnie się na usta.

(więcej…)


11.07.17 Trump’ek. No dobra…, a są jakieś plusy tej gry?

Mówienie o obronie cywilizacji, jednoznacznie wskazując na islamski ekstremizm jako zagrożenie i na chrześcijaństwo jako szansę, może przynieść pozytywne skutki nawet wbrew temu, co faktycznie robi (i finansuje) USA. Spotkałem się już z wynoszeniem Trumpa pod niebiosa przez… no właśnie, lemingów. Plastykowa laska nie szuka „tęczowego postępu” tylko Boga, heh – to nawet ciekawe! Nawet jeśli czyni to razem z Trumpem i Kaczyńskim, wajcha mainstreamowego dyskursu (która nigdy nie będzie całkowicie u nacjonalistów) przechyliła się znacznie w naszą stronę. Tak – to ważne, by ktoś chociażby mówił (wiem, że oni zazwyczaj tylko paplają…) o naszych wartościach, bo każdy człowiek to przemieli po swojemu, a zawsze słowa mainstreamu powodują, że wyśmiewane poglądy wracają do gry o dusze ludzi.

(więcej…)


10.07.17 Refleksje po hamburskim weekendzie z G20.

Zakładam kask, na który wszyscy narzekają („nie chcę tego, po co mi!”), ale który jest obowiązkowy w walce sportowej. Zakładam szczękę, ochraniacze i inne obowiązkowe elementy stroju do walki. Cholera, jakie to niewygodne – myślę sobie, ale coś przywołuje mnie do porządku. Gdy sięgniemy inspiracją do naszych rycerzy, czy do japońskich samurajów…, który z nich miał wygodnie? Hełm oznaczał wojnę. Wciskam piankowy kask, przez niego pot leci mi strumieniami z łysej czaszki, ale to zaszczyt się tak pocić – pocić się jak wojownik, nie jak grubas z chipsami, wchodzący właśnie w trudach po schodach na pierwsze piętro swojego mieszkania. Wychodzenie na trening w upał, ubieranie tego badziewia, pralka pełna przepoconych szmat. Takie jest życie będące walką. Podobnie jest z zamaskowanymi demonstrantami. Telewizja wyzywa tych lewaków, ale przesadza – tak jak przesadzano, gdy hejtowano nas za rozruchy na najlepszych, świętej pamięci marszach 11.11.

(więcej…)


10.07.17 Czekając na starą…

Wszystkie dzieci odebrane ze szkoły, a on jeden czeka. Jako, że ledwie skończył osiem lat i jest nieco cofnięty w rozwoju (brak rozmowy w domu…), mały umysł nie podpowiada zbyt racjonalnych pomysłów. Płacze, grzebie kijem w ziemi i wymyśla jakieś bzdury, co minutę pytając mnie o coś w związku z owymi bzdetami. A może przez wiatr drzewa spadły na jezdnię? Może był wypadek? Może mama dostała mandat?! Ona ma długi, a tu jeszcze jej wlepią karę… o Boże! Mama ma długi, a teraz dostanie przeze mnie mandat! Powtarza się, panikuje. Jedną ręką dłubie kijem w ziemi, a drugą miętoli brudne, ciut za duże dresy – nieadekwatne do dusznej pogody.

(więcej…)


9.07.17 Gałęzie przysłaniające widzenie. Fragment „Dziennika…”.

Szukanie nowych sposobów ekspresji i przekazywania informacji stało się modnym kierunkiem wśród Autonomicznych Nacjonalistów, jednak gdy znudziło nam się wieszanie plakatów, nagrywanie rapu i malowanie graffiti dotyczącego bohaterów, okazało się że nowych pomysłów brak. I co gorsza – nowych informacji do przekazania społeczeństwu. Kwestię programu antykapitalistycznego i tak najsensowniej przedstawił NOP. Może nowy pomysł powinien zacząć się od wkroczenia na nowy poziom człowieczeństwa? Na zrozumieniu, że nasz aktywizm musi opierać się na silnym kręgosłupie moralnym, a to rodzi zupełnie nowe pola walki. Jak można wymagać od polityków, systemów i świata kierowania się moralnością skoro samemu jest się niemoralnym? Roboty jest sporo, tylko trzeba dobrze się rozejrzeć.

(więcej…)


8.07.17 Nadzieja. Fragment „Dziennika…”.

Mamy chociaż super wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Ci, po których wracamy mogą takich nie posiadać w ogóle i to od nas zależy, tak od Ciebie – chuligana, czy niekochany człowiek pozna coś pozytywnego, pozna miłość. Fanatycy muszą przełamać obojętność póki mamy czas – póki mamy czas zaznać prawdziwej miłości. Wywalanie komuś tapczanu pełnego robaków przez okno tylko w połowie jest pomaganiem mu w ogarnięciu chaty, druga część – i to ta podstawowa – to budowanie w nim pozytywnego wizerunku drugiego człowieka, który mógł być pogrzebany już u startu, np. za sprawą pijącego i bijającego ich ojca oraz obojętnej matki, która na to patrzyła i nic nie zrobiła. Ona też od dzieciństwa myślała, że tak po prostu musi być, gdy obserwowała w chałupie kolejnych pijanych wujków, z których co któryś przypadkiem klepał ją w młody tyłek. Nikt nie wypłacił tym wujkom jakże potrzebnego kopa w ryj.

(więcej…)


8.07.17 Po urlopie – przed kolejnym, a więc przystanek w hałasie.

Wybaczcie dłuższą nieobecność czytelnicy, ale już na samym początku wakacji postanowiłem zaliczyć mały reset. Aktywny i po części aktywistyczny wypoczynek spowodował, że bardzo przyjemnie jest teraz zasiąść „przed pianinem”, by Wam zagrać (ilu z Was na nerwach…?). Płonę z radości niczym Hamburg, heh. Nie lubię długo przebywać poza domem, bo pełno tam, hm, pięknego zła, niczym taniec Salmy Hayek w „Od zmierzchu do świtu” (i ta gitarka…). Jak to się mówi – szatan działa w hałasie (chociaż w Azji by się kłócili, bo tam wszyscy żyją na ulicach…), a Duch Święty w ciszy, więc nie ma co się zapędzać. Trzeba wrócić do cichych czterech ścian… nim zapędzimy się pod ścianę (jak antyglobaliści okradający sklepy), lub wykształcić w sobie kilka nawyków, czego nie udało mi się jeszcze zrobić.

(więcej…)


23.06.17 Tramwajowy flashback.

Wchodzę do tramwaju, coraz więcej do mnie gada, coraz dziwniejsze maszyny w nim stoją (nie chce mi się z nich kupować, ostatnio udało się pokazać kanarom „sieciówkę” w postaci… karty kibica Legii, co by się inni pasażerowie nie zburzyli, że puszczają łysola – thug life! :-). Pamiętam jak znajomi chodzący w porucie wsiadali sobie na jakimś przystanku, zajmowali miejscówki w tyle i z kosami w ręku kroili jakichś mułów z Nokii 3210, a teraz to nie wiem, czy by ich ten bimbaj z kosmosu w reakcji nie zjadł, lub coś w tym zaprogramowanym stylu… Nie dziwcie się, że ludzie ledwo 30+ często wspominają „stare czasy”, skoro można było wsiąść tylnymi drzwiami i udawać, że nie znamy się z napotkanymi znajomymi, którzy właśnie dźgają kogoś w brzuch, a tuż przed nimi siedzi nieświadoma niczego starsza pani z zakupami. Niewielu rzeczy społeczeństwo było świadomych…, teraz facebook informuje ich o wszystkich stylach życia i pierdołach, a przez kiepskie reportaże z komercyjnych TV połowa społeczeństwa wcale nie wychodzi z domu. Pieprzone Nokie 3210 z wężykiem, w którego grali wszyscy i brak kamer. No tak… co by nie mówić o inwigilacji, pretekstów do zainwestowania w bomby Systemowi nie brakowało. Jadę dalej, wspominam sobie K. i D., którzy z tramwajami związali na jakiś czas swój sposób na zarobek.

(więcej…)


18.06.17 Kaftan (nie)bezpieczeństwa vs zasianie ziarna.

Wychowane w latach dziewięćdziesiątych ekipki z pełnych patologii szkół podstawowych. Na początku wszyscy kolorowi, pełni wszelkiego rodzaju nadziei, potem coraz bardziej szarzy, zalani tłuszczem i z coraz konkretniejszymi problemami na barkach, zmuszeni do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Niektóre losy potoczyły się tak, wykręciły, że trudno w nie uwierzyć. Mówi się: kto żyje wspomnieniami – już umiera. Ostatnio zdałem sobie jednak sprawę, że cały czas produkuję nowe wspomnienia. W tej chwili, w której należy zrobić w życiu przystanek – bywam zadowolony i zatrzymuję się na dłużej przy teraźniejszych wydarzeniach np. słuchając ulubionych płyt, nie tkwię tylko w latach 90tych. Będę to dzisiejsze opisywał pewnie za 10 lat… w każdym razie cały czas życie bywa inspirujące, ciekawe, są chwile, gdy serce rośnie. Właśnie jestem przed podjęciem kolejnej pojawiającej się w życiu każdego dorosłego człowieka ekstremalnej decyzji, która zmieni wiele. Która, przede wszystkim, spowoduje rozstanie. Z ludźmi, z miejscami, z perspektywami (chodzi o kwestie zawodowe). Ciemnymi nocami gotują mnie te decyzje. Niepodjęte, nie znamy ich, choć może były piękne [1]. Życie to niekończące się ekstremalne decyzje, OKAZJE do zmian, kto się ich boi – może i żyje w swoim spokoju (nie znam takiego spokoju…), ale nie otworzy wielu drzwi, które mógłby otworzyć.

(więcej…)

Strona 2 z 4412345...Ostatnia »