LIST CZYTELNIKA: Pokora…, czyli „dla kogo to robię”?

Cześć. „Dziennik odsuwania gałęzi” przeczytany, wobec czego nasunęło się trochę refleksji, którymi chcę się podzielić. Utknął mi w pamięci szczególnie jeden wpis, w głowie pali się lampka, pt. „kurna, też tak mam”. Mianowicie kwestia pokory, schowania ego do kieszeni itp. Zawsze chciałem prowadzić aktywne życie, podróżować, zarażać tym innych. Od niedługiego czasu chciałbym też zarażać wiarą, ale wiem też, że w dzisiejszych czasach trzeba mieć na to sposób, żeby nie usłyszeć krótkiego: „spierdalaj, odjebało ci”. We wrześniu wróciłem z Anglii i postanowiłem, że biorę swoje życie w garść, zmieniam myślenie, ruszam do przodu.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Jesienne rozkminy egzystencjalne z „Klerem” w tle…

Ostatnio coś mało aktualizacji, naczelny zarobiony. A szkoda, bo lubię czytać Twoje – innych przemyślenia, listy, spojrzenia na świat, ludzi, zachowania. Człowiek czyta i próbuje zrozumieć, co innych emocjonuje, pasjonuje, czy też dziwi. Postanowiłem i ja co nieco skrobnąć, bo ostatnio nie było weny, bądź po prostu nie chciało mi się przelewać myśli na papier. A myślę, że warto się podzielić przemyśleniami na kilka tematów i poczekać na ripostę innych osób, jak one to widzą. Ostatnio, jak to często bywa w życiu naszych kochanych Rodaków pojawia się nowy temat do rozmów, wymiany komentarzy, czy też uwag. Bo kto jak kto, ale Polak potrafi mieć zdanie na każdy temat. Nie raz nie chce się tego słuchać, bo człowiek się denerwuje i za bardzo angażuje mimo, że efekty z tego i tak słabe, ponieważ niektórzy muszą dorosnąć, poznać życie. Nauczyć się rozróżniać pewne sytuacje, czy też po prostu zastanowić się nad życiem. Tematem, do którego chcę nawiązać jest film znanego i cenionego reżysera, który nie boi się podjąć trudnych wątków, a mianowicie chodzi mi o „Kler”.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Małolat powie: stare dziady zdziadziały… (Część 2).

LINK DO CZĘŚCI PIERWSZEJ! W moim mieście zdecydowanie przydałby się ktoś taki jak o. Rydzyk, widać szczerość i prawdziwość po tym ilu ma SILNYCH wrogów. Sposób głoszenia Ewangelii w jego wykonaniu zdecydowanie przyjmuję. Pogarda do niego również jest spowodowana tym, że w Radiu Maryja bardzo silnie i celnie było/jest (?) punktowane „liberalne skrzydło Kościoła”. Zupełnie inaczej ma się sytuacja z większością zakonników w mieście, w którym mieszkam. Poza jednym w mojej parafii jest rozpacz! Pewien pan, pewien „showman Zakonnik” w mojej parafii non-stop tylko ględzi o miłosierdziu i przebaczeniu, lecz jedynie w jedną stronę, zdecydowanie pieprzy pod czerwonych, czy pod opcję niemiecką, daje swoje wywody polityczne na Mszy Św. i opowiada wierszyki. Przecież to jest błazenada, a nie katolicyzm

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Raporty ze współczesnej Anglii.

Oddaję głos dwójce czytelników, którzy w podobnym okresie opisali swoje obserwacje z Anglii: Do Anglii wybrałem się z powodu lekkich zawirowań w sprawach prywatnych, a także z powodu chwilowego braku pracy. Nie miałem odgórnie zaplanowanego czasu na jaki wybieram się na Wyspy, ot po prostu, co czas pokaże. W tej relacji chciałbym się skupić na różnego rodzaju spostrzeżeniach oraz odczuciach, które towarzyszyły mi przez 2 miesiące pobytu w jednym z najpopularniejszych krajów emigracyjnych.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Małolat powie: stare dziady zdziadziały…

Siema, nawiązując do Twego pytania o kibolskie odczucia dotyczące osoby ks. Rydzyka. Wydaje mi się, że panuje przekonanie, że jest oszustem, naciągaczem, że doi naiwnych tylko wśród szarej masy społeczeństwa nieznającego szerzej tematu. Niestety wg mnie ta szara nieświadoma masa to większość ludzi wokół nas, zapatrzona tylko i wyłącznie na innych. Bez umiejętności zrozumienia własnej osoby, a co dopiero poznania swojej wartości. Wykrzyczane slogany, wręcz wryte w podświadomość szczątkowe informacje na temat Rydzyka, Radia Maryja (oczywiście tylko te złe, prześmiewcze), zakorzeniły się w umysłach ludzi od dawien dawna. Skoro od kilkunastu lat zewsząd można było słyszeć tylko informacje negatywne na ich temat, człowiek do tego przywyknął, przyjął to za pewnik, z biegiem lat zajął się swoimi sprawami i już nie ma siły (?), ochoty (?) doszukać się drugiego dna, drugiej strony medalu.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Mail o tym, że „Droga” jednak jest przejezdna…

Witam Cię Bracie! Pozwalam sobie na taką wycieczkę osobistą w powitaniu, śpiesząc z wyjaśnieniem… Czytam „Drogę Legionisty” od 2010 r. (…). Po pierwsze cieszę się, że dane mi było kiedyś wpaść, w jakiś zwykły szary wakacyjny dzień na Twoją stronę. W mojej opinii nie przez przypadek od tej pierwszej wizyty jestem jej stałym czytelnikiem (przynajmniej się starałem). Nie ukrywam, początkowo śledziłem opisy wyjazdów na mecze i to mnie najbardziej jarało i przyciągało na stronę, czasem odczuwałem brak satysfakcji, brak żądzy zaspokojenia wyszukiwanych przeze mnie opisów (ach te żądze), gdyż w zamian ich pojawiały się inne wpisy i treści dotyczące poruszanych przez Ciebie zagadnień. Z czasem jednak, oprócz śledzenia ww. opisów z wyjazdów, starałem się rzucić okiem na Twoją pozostałą twórczość i muszę przyznać, iż wraz z wgłębianiem się w inne rzeczy proporcjonalnie malała we mnie potrzeba szukania treści związanych z opisami meczów, a coraz bardziej rosło zaciekawienie, chęć i potrzeba odkrywania nowych „gałęzi” swojego życia.

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Nie tacy źli…

Przez długi czas zastanawiałam się czy napisać tę wiadomość.  W dalszym ciągu nie wiem czy to dobry pomysł, ale chyba nic mi nie szkodzi. Otóż chcę napisać o stereotypach na temat kibiców (a właściwie kiboli, bo ci wzorowi kibice, chodzący raz na kilka lat na mecze reprezentacji kraju, z czerwonymi wuwuzelami i wymalowanymi w polskich barwach policzkami się tu nie wliczają), które jeszcze kilka lat temu bez namysłu przyjmowałam do świadomości jako niepodważalną prawdę. Do czasu… X lat temu poznałam drogą internetową pewnego chłopaka. Był (i do tej pory jest) kibicem warszawskiej Legii. Zanim spotkaliśmy się w realnym świecie minęło sporo czasu, ponieważ świat kibicowski w pewnym stopniu mnie przerażał. Byłam w tej kwestii całkowicie zielona, choć nawet dziś nie wiem o tym zagadnieniu zbyt wiele. Jednego dowiedziałam się na pewno – tego, że kibice lokalnych klubów piłkarskich niekoniecznie muszą wywodzić się ze środowiska mniej lub bardziej patologicznego.

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Medziugorje (2).

Znasz kogoś kto wie wszystko? Sam wiesz…? No to odpowiedz… Medziugorje. To szatan boi się Maryi, czy nie? Skoro tak, czemu tak bardzo potrafi ją udawać, a Jej przy tym nie ma, mimo że wielu modlących się wzywa w tym momencie Jej imię (przed wizerunkiem diabła-udawacza)? Egzorcyści świadczą, że samo imię Maryja wywołuje w złym duchu szaleństwo. Owoce Medziugorje muszą być dobre, skoro Maryja działa tam tak, jak mówi egzorcysta Piotr Glas na swoim przykładzie (wrzucałem film ze świadectwem). Czy zatem opłacałoby mu się udawać, skoro przez bośniackie świadectwo wiele osób wybiera post, różaniec, mszę świętą, sakramenty? Co miałby zyskać tym kłamstwem, czy naprawdę odbija się ono na tych zatwierdzonych, m.in. z Fatimy? Nie wiem tego… Ty też nie. Pytania mnożą się z każdą sekundą, gdy o tym myślę. Tymczasem dostałem kolejne maile w sprawie bośniackiej wioski i nie udzielę na nie odpowiedzi, bo takiej nie znam – znam jedynie kolejne znaki zapytania.

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Trenerzy personalni, a „to, o co walczyliśmy”.

Witaj „DL”! Jestem Twoim wieloletnim czytelnikiem, zarówno bloga jak i papierowej serii zinów, których miałem przyjemność mieć prenumeratę. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w większości Twoich publikacji w kwestii światopoglądowej i stylu życia jestem z Tobą zgodny. Ale nie ma sensu o tym, bo byłoby nudno… Chciałem poruszyć jeden temat, który okazjonalnie przewija się w tekstach, względem którego mam odmienne zdanie i chciałbym przedstawić Ci mój punkt widzenia. Chodzi o przewijającą się na blogu szyderę z „trenerów personalnych”, którą dosyć często podkreślasz, dodając zabawne ironiczne porównania. O ile zgodzę się, że wysyp różnej maści karierowiczów i pseudo znawców chcących nauczać wszystkich, samemu reprezentując swoją osobą niezbyt wiele budzi irytację i wkurwienie, to paradoksalnie całe zjawisko w szerszym spojrzeniu ma charakter pozytywny!

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Medziugorje.

Ostatnio spytałem Was o podejście do objawień, zależało i zależy mi na tym, bo wiem, że nacjonaliści i kibice, a więc większość moich czytelników, to osoby dość specyficzne – nawet wśród wierzących. Interesuje mnie Wasze zdanie jako osób, które łatwo nie dają się manipulować i są z zasady (powstałej na skutek chociażby wyjazdów) czujne, nieufne, zazwyczaj niepodatne na tanie podniety. To naprawdę duża zaleta środowiska! Medziugorje. Gdy pomyślę jak pokrętnymi drogami potrafi chodzić ludzka wyobraźnia, jak nietypowe potrafią być pobudki – wątpliwość do objawień chyba na zawsze we mnie pozostanie. Jednak Bóg chce byśmy wierzyli, a nie wiedzieli na podstawie oczywistych dowodów, tak też uczy Pismo. Chce byśmy sami wybierali, wolność jest dla Niego z jakiegoś powodu priorytetem wynikłym z miłości, mimo że wybranym dał się (dosłownie) poznać za życia. Takie umysły jak św. Augustyn pisały, że nie ogarną tajemnicy zbawienia mózgiem, więc tym bardziej nam maluczkim się to nigdy w pełni nie uda. Zawsze jest jakieś „ale”. Gdy tłum mówi, że to zbiorowa paranoja, pojawiają się uzdrowieni z poważnych chorób – wraz z dokumentacją lekarską. Na jedną wątpliwość jest jeden argument „za” – i odwrotnie. Sprytnie (?) zawsze staje się „to” głównie kwestią wiary niemożliwą do totalnego obalenia, lub uznania bez żadnych wątpliwości. Przyszedł mail…

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: „Nasram Ci na talerz”… „podziękowanie” za pomoc!

Witam! Jestem stałym czytelnikiem strony „Droga Legionisty”. Dziś co prawda Twoje teksty nie budzą we mnie aż takiego zainteresowania jak kiedyś, ale nadal w miarę regularnie zaglądam i czytam je. Ostatnio pisałeś o pomocy dla ubogich pod wpływem pewnego księdza. Tak się składa, że w przeszłości miałem doświadczenie ze środowiskami, które określa się jako „ubogie”. Chciałbym dlatego podzielić się pewną refleksją… W 2009 skończyłem Liceum Ogólnokształcące w Grodzisku Wielkopolskim i – jak to się mówi – wkroczyłem w dorosłe życie. Nie chciałem się uczyć dalej, dlatego wkrótce poszedłem do pierwszej pracy. Zamieszkałem w Opolu, gdzie przebywał mój ojciec. Od jakiegoś czasu też, jeszcze w okresie szkoły, zacząłem pomagać osobom bezdomnym i bezrobotnym

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Codzienna walka o siebie.

Na wstępie dziękuję za „Drogę Legionisty”. Tego nigdy za wiele. Fajnie jest śledzić czyjś rozwój. Wiedzieć o rozterkach, problemach. Wiesz… to trochę jak podglądanie. Tyle, że mało kto zdaje sobie sprawę, że „obiekt” podglądany karmi duszę. W zależności co podglądasz – to dusza dostaje. Z biegiem czasu coraz bardziej chcesz, potem już pragniesz. Ani się nie obejrzysz a pożądasz podglądać. Czemu taki wstęp? Zachciało mi się do Ciebie napisać. Zachciało mi się napisać, że bardzo pożyteczną robisz robotę. Mam pragnienie przekazać Tobie, że Twoje teksty MAJĄ olbrzymi wpływ na czytelnika. Zapewne nie większy jak „Wyborcza” na jej czytelnika – ale nie zaprzecza to FAKTOWI, że mają. I właśnie moim porannym odkryciem jest, jak wielki wpływ mają. Do rzeczy. Mam 40 lat.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Niemcy to obłędny naród…

Muszę przyznać, że już od dawna przymierzałem się do napisania owego listu gdyż zaintrygowało mnie Twoje stwierdzenie, że: „Niemcy to obłędny naród”. Postanowiłem wgłębić się w tą myśl i postarać się rozwinąć. Czy Niemcy są obłędnym narodem? Jeżeli tak to na czym ten obłęd polega? Co to oznaczało i nadal oznacza dla Polski, Europy, Świata? Zatem pozwolisz, że zacznę z grubej rury, od cytatu, przechodząc od razu do rzeczy. Prof Johannes Wills, biograf Bismarcka, stwierdził: „Epokę Bismarcka od epoki Hitlera dzieli tylko jedno pokolenie. Najlepszym tego przykładem jest Hindenburg. Walczył w bitwie pod Sadową w 1866 r. W 1871 znalazł się w Sali Lustrzanej Wersalu. Był pruskim majorem i uczestnikiem wielu wydarzeń. W 1914 r. dowodził w bitwie pod Tannenbergiem, wielkim starciu z Rosjanami. To on mianował Hitlera kanclerzem Niemiec. Ta ciągłość zawsze mnie niepokoiła. W tym sensie Bismarck był demonem Niemców. Uwiódł ich swoimi koncepcjami politycznymi. Niektórzy politycy i obywatele nie wyleczyli się z nich nawet po doświadczeniach z Hitlerem”.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: A ludzie płaczą nad rozlanym mlekiem…

Pisz czachaNajgorszy jest zawsze początek, a przecież wszystko go ma. Mój początek to zarazem… koniec. Koniec życia! Mojego życia – jakim była moja żona. Jak to jest w tym naszym życiu, że niektórzy mają od urodzenia pod górkę? Mój syn skończy niedługo trzy lata, a utracił swoją ukochaną mamę. Jego rodzicielka, narkomanka, która miała wszystkie choroby jakie można wymyślić, zostawiła go w szpitalu. On się urodził dla nas w piątek trzynastego. Pierwszy raz go widzieliśmy w pokoju odwiedzin. Pierwsze łzy wzruszenia, bo pojawił się on, nasz syn! Odwiedziny co weekend i podczas zawożenia wniosku do sądu. Trzydzieści kilometrów w jedną stronę pełne myśli o tym, że znowu go zobaczymy. Powrót ze łzami, bo musieliśmy go zostawić. Oczekiwanie na wyznaczenie rozprawy i nerwy, bo sędzia to prawdziwy urzędnik z krwi i kości, wyznacza je maksymalnie odległe. Pierwszy CUD: telefon o rozprawie w kolejny dzień, akurat byliśmy z przyszłym synem (jak to brzmi, „przyszły syn”) i jego prawną opiekunką na badaniu, aby ostatecznie wykluczyć choroby, które mógł mieć przekazane. Szybkie zakupy (bo przecież rozprawa miała być za kilka miesięcy), tylko jak zrobić zakupy w jeden wieczór, wszystkiego co niezbędne? Od pieluch po łóżeczko. Ale moja Ukochana miała zawsze głowę na karku i listę wstępną przygotowaną. Rozprawa i decyzja o możliwości zabrania go w końcu z Domu Dziecka!

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Droga aż do „sektora niebo”?

Pisz czachaKilka lat temu pisałem (zastanawiałem się), właśnie na łamach „DL”, czy w moim rodzinnym mieście będzie kto miał pociągnąć kibicowski klimat. Płakałem, że młodzi nie rwą się na szare trybuny. Minęło sporo lat, ja w pogoni za życiem trafiłem do bardzo odległego miasta. Niezbadane są te Boskie wyroki. Na nowym podwórku mocno zaangażowałem się w budowanie nacjonalistycznych struktur. Tak jest do dziś. Cały czas na szybkich nacjonalistycznych obrotach! Radom, bo o tym mieście mowa, porwał mnie swoim hardcorowym klimatem. Jako, że Warszawa była blisko, starałem się regularnie odwiedzać ukochaną Legię Warszawa, a nawet zaliczyłem sporo wyjazdów, nawet z ekipą z rodzinnego miasta. Niestety proza życia stawała się coraz cięższa i z tymi meczami bywało coraz gorzej. Moja prywatna droga Legionisty mocno się zachwiała.

(więcej…)

Strona 1 z 712345...Ostatnia »