14.10.18 „Fajne macie to rondo – zamknięty krąg podobno”…

„Working Class”, praca, czy szkoła od poniedziałku do piątku/ewentualnie soboty, w weekend brak rozrywek prócz meczu i imprezy… Te czasy minęły bezpowrotnie, kiedy to w XXI wieku świat zwariował i przyspieszył. Dzisiaj co człowiek to inny rozkład tygodnia. Praca na dziesięć zmian, szkoła na dziesięć zmian, dziesięć rozkopanych spraw i inicjatyw, by zarobić na życie. Era chaotycznego indywidualizmu charakteryzuje się także tym, że każdy jeden ma swój pomysł na życie, który realizuje, a w trakcie fotografuje na instagrama czym się aktualnie wyróżnia… W takich czasach ruch kibicowski (i każdy inny ruch) musiał przejść zmiany, stracić na klimacie i pewnego rodzaju świętości. Ktoś napisał w komentarzu na jednej ze stron, że „po co mecz na żywo skoro cały świat małolata jest w jego telefonie komórkowym”? To po części smutna prawda. Z drugiej strony zbyt łatwo dziś zamknąć człowieka w kilku sloganach na krzyż! Pełno ich jest… Mogą dotyczyć trenowania, jeżdżenia, Internetu… na wszelkiego typu mobilizacje hasła zostały już wymyślone, a jeśli „ty nie… X”, no to oczywiście „się nie liczysz”.

(więcej…)


11.10.18 WPW. Mocne upomnienie. Rozmowa z Matką.

Matka Teresa uczyła, że nie powinniśmy pozwolić, by ktokolwiek kto do nas przyjdzie, nie odszedł szczęśliwszy. Matka Teresa nie była jednak trenerką sportu walki dla dzieci… Sportu, w którym muszą stawać się lepsi, by wygrać, albo by przetrwać. Nie zawsze więc się uda z tym szczęściem dziecka, a czasem wręcz wywalić dziecko za drzwi sali (zazwyczaj po dwóch ostrzeżeniach) jest moim jedynym narzędziem, które pozwoli mi uratować zajęcia, a być może także wywołać w dziecku pozytywny, acz związany z negatywnym doświadczeniem, wstrząs. Albo nie wróci, albo wróci lepsze, a ja będę miał wsparcie rodzica, byśmy ogarnęli dziecko w ten sposób, by nie rozwalało zajęć i nie dawało złego przykładu innym. Musi wiedzieć kto tu rządzi, inaczej będzie cyrk, a nie trening.

(więcej…)


3.10.18 Nic co przesadzone nie jest mu obce…

Polska lubi toczyć małe wojenki, obecnie trwa wojenka o film „Kler”. Nie żeby był mi on zupełnie obojętny, ale daje do myślenia fakt, że każdy jeden ma na ten temat własne, jakże „tablico-facebookowo” głębokie zdanie. No właśnie. Janusze mają „swoje” zdanie na absolutnie każdy temat, od kleru poprzez Rydzyka po wszelkie sprawy polityczne, ekonomiczne i kulturalne. Czytają w korkach tablice portali społecznościowych (książek raczej nie) więc „wiedzą wszystko” (zgodnie ze zdaniem wybranego autorytetu…). Gdy film Smarzowskiego przegada się już wzdłuż i wszerz, pojawi się całkiem nowy temat dla nudzących się w korkach i korpo Polaków. Niestety, stereotypy i zły obraz pozostaną w umysłach, dlatego projektu Smarzowskiego nie pochwalam, albo – że użyję stwierdzenia, za którym nie przepadam – jest mi przykro z jego powodu, ale że jest w nim trochę prawdy, muszę wziąć odpowiedzialność jako członek Kościoła i przede wszystkim modlić się za (i zwalczać ich wpływy…) upadłych księży. Mam też nauczkę za „DL”kowe propsy dla „Drogówki”, która pokazała rzygających gdzie się da policjantów z drogówki, a przy całej niechęci do policji, trzeba jasno stwierdzić, że tak jak Smarzowski nakręcił „Kler”, tak też nakręcił „Drogówkę” – przesadził, co jest jego pomysłem na sukces i pieniądze.

(więcej…)


25.09.18 Auschwitz-Birkenau. Patrząc zza drutów…

Byłem w Auschwitz i w Birkenau. To nie był pierwszy obóz, który zwiedzałem, więc nie był to też zbytnio przełomowy moment w moim życiu. Czasem myślę sobie, że mało będzie już przełomowych momentów w moim życiu. Rzuciłem używki, hajtnąłem się porzucając nakręcanie się na przygody, udowodniłem tym, którzy mnie skreślali, że poradzę sobie – znajdę sobie miejsce w życiu i ustabilizuję się. Nawróciłem się, ciągle nawracam się na nowo, poznaję czym jest grzech i wiem, że ma spore konsekwencje w życiu moim i moich bliskich. Wiem, że muszę korzystać z sakramentów, bo wszystko się rozpadnie. Ba – wątpię nawet, czy usłyszę jeszcze jakąś przełomową piosenkę, a muzykę kocham niezmiennie… Wydaje mi się, że pod żadnym względem nie zaskoczy mnie i nie wpłynie na moje życie już żadna płyta. Mam 82 lata? Nie, o 50 mniej… To ten czas, to okres stabilizacji, nieulegania każdej emocji i emocyjce. W Auschwitz-Birkenau ani nie byłem zdziwiony, ani nie płakałem, ani zbytnio nie dumałem. Spoglądałem na twarze zagranicznych turystów, którzy spuszczali przed nami-miejscowymi wzrok, byle tylko nie zachować się niegodnie. Chwała im za to, słyszałem tylko o rozkrzyczanych grupkach nieokrzesanych dzieciaków…

(więcej…)


25.09.18 Powszechny.

„Podróżując sobie”, to po prawosławiu, to po Bractwie Piusa X (z zasłużonymi kapłanami obu miałem okazję spotkać się na długiej, prywatnej rozmowie jeden na jeden) dochodzę do wniosku, że w Kościele katolickim najlepiej odczytuje się naukę płynącą z Ewangelii, co mnie cieszy i umacnia. Oczywiście w tym samym Kościele wiele jest patologii, ale to przecież ogromna wspólnota, hierarchia, a co za tym idzie wpływy i pieniądze, nie oceniam po „upadłych”, bądź cwaniaczkach przebranych w sutanny. Dodam, że zarówno w schizmie Wschodniej jak i Tradycji Piusa dostrzegam sporo plusów, marząc o (raczej nierealnej w świecie po grzechu pierworodnym) jedności Kościoła… Kocham Kościół katolicki i chcę zrozumieć… czym on jest, co jest zadaniem na całe życie ziemskie, bo świat jest bardzo dziwny (słowa tego używa nawet kapłan podczas odprawiania mszy św., w Twoim dziwnym świecie, a recytuje się także, że Ciebie Kościół nie ogarnie).

(więcej…)


18.09.18 WPW. „Flip i Flap” z lekcją pokory…

Ostatnio miałem sytuację iście filmową. Prowadzę zajęcia z dziećmi, ciepły wrzesień, otwarte okno sali, a za oknem włóczą się typowe, dwunastoletnie dzieci ulicy z pobliskich kamienic. – Daawaj, daawaj, ciosy karate, hadzaaa! – krzyczy prześmiewczo stereotypowy spocony grubas z kibicowską smyczą na szyi, do momentu aż w oknie pojawiłem się ja. Mówię, że jeśli są tacy mądrzy to zapraszam na trening, za godzinę jest kolejna grupa. Miała być to grupa dzieci, które jeżdżą na zawody – w tym turnieje międzynarodowe. Większość młodsza od prześmiewców, ale wiedziałem, że będzie to dzięki temu tym bardziej zabawne! Nie wierzyłem w sukces, czyli ich dotarcie, ale o dziwo grubas zza okna odpowiedział miętoląc łapą po ptaku, a drugą po okrągłej głowie: – O której? – I za darmo to jest? – odpowiedziałem, że o tej i o tej, i tak, za darmo. – Przyjdziemy! – krzyknął. Po 15 minutach nie wierzę, gwizdanie do okna. – Proszę pana – oczywiście chudszy, z torebeczką na ramieniu, z cwanymi oczkami (nie powiedział do tej pory ani słowa) wysłał grubego. – A tak jak teraz możemy być? – wskazał na swą prezencję, dresowe rybaczki i t-shirt napięty od chipsowego brzucha. – Oczywiście, na dresowo! – coraz bardziej wierzyłem, że oni serio przyjdą, ale jaja – uda mi się strolować cwaniaczków bez żadnego podniesienia głosu! Pięć minut do zajęć…, wchodzą rozbujani na salę!

(więcej…)


17.09.18 Zjednoczeni staniemy! Podzieleni padniemy…

Dopiero co wspominałem jak Vuković po bramce wskoczył kiedyś na płot Żylety, a wczoraj mieliśmy to samo, tyle że już na Żylecie nie ma płotu, a Vuković dostał brzucha, heh. Ci którzy byli zwani ostatnio co najwyżej wkładami do koszulek zagrali kolejny niezły mecz, tym razem wygrali, a po bramce zdobyli się na wspólną radość z sektorem najbardziej zagorzałych kibiców. Na Legii to rzadki widok, bo piłkarze zazwyczaj zwą się „profesjonalistami”, a nawet pod sektor podchodzą po meczach jakby z fochem, na siłę, od niechcenia…, a tu takie coś! Piękne to chwile, kiedy drużyna powoli podnosi się z dołka, a kibice są razem z nią. Na tę chwilę CWKS ma w tej śmiesznej lidze tylko 3 punkty straty do lidera i jestem pewien, że obronimy tytuł! Szkoda tylko europejskich pucharów, bo to one są głównym powodem niezadowolenia…

(więcej…)


4.09.18 „Warszawski dzień”.

Zobaczysz jak przywita pięknie nas – Warszawski dzień. Śpiewamy zawsze Niemena przed meczem przy Łazienkowskiej 3… Realizatorzy telewizyjni od transmisji meczów lubią w tym czasie pokazywać nieco cukierkowe obrazki – uśmiechnięte panienki w barwach, dzieci z wymalowanymi buziami itd. Kolorowo i pozytywnie (nawet jak jest 1:4). Oczywiście fajnie, że Ci ludzie są na trybunach piknikowych, nie o hejtowanie tu chodzi… Chodzi o to, że fanatycy, różni ludzie mogą mieć w tym momencie trochę inny Warszawski dzień na myśli, w sercu i w ciarkach na ciele. Dla mnie płonąca flaga wroga na tym nowym, pełnym stadionie, z tymi samymi cukierkowymi obrazkami do pokazywania w TV (tyle że stojącymi gdzieś indziej, obok – i ok.), to Warszawski dzień idealny. Jest dobra (jak na krajowe warunki) piłka…, pełen stadion…, patriotyczny przekaz…, a fanatycy robią swoje. Kominiarki…, płonące flagi…, spontaniczne ruchy…, także te żywo reagujące pikniki… No niestety panie Czesław, takie obrazki widzę, gdy śpiewasz. Nadwiślański świt też mam w bani specyficzny, kilka tych świtów się witało na swój sposób…

(więcej…)


4.09.18 Pogadajmy o Rydzyku. Tadko Doić?

Ludzie tworzą małe-wielkie dzieła. Malują domy dziecka, teraz przeczytałem, że niszowy raper Augustyn z kumplami rozpoczęli tourne po więzieniach, odwiedzą ich ok. 100 (!) ze świadectwem spotkania Boga. A ci więksi? Pogadajmy o jednym. Nie żebym był w gościa wpatrzony, bo szczerze mówiąc… nie ma gościa, w którego byłbym wpatrzony :-). Tak jest – pogadajmy, bo chciałbym żebyście napisali mi swoje zdanie na temat ojca dyrektora na maila: drogalegionisty[a]gmail.com. Sam mam kilka luźnych przemyśleń… Mówią ciągle – z odrobiną respektu (zazdrości?) – „ten Rydzyk to biznesmen” – no dobrze, ale dla kogo on te bogactwa gromadzi, dla swojego luksusu…? „Babki dają koperty”? No tak (z własnej woli…) i on je kitra pod łóżkiem w zakonie, na rozpustę (jaką?)…? Ostatnio Rydzyk chwalił się, że wydał książki do katolickiej edukacji młodych (pamiętajmy, że żyjemy w czasach, gdy masowo podsuwa się im coś przeciwnego), zrobił to z podarunku „jednego procenta” i rozdaje je dzieciom za darmo (jedną z takich akcji widziałem). Inwestuje chłop w kolejne imperia, to fakt. W katolickie imperia! I raczej to ich wszystkich boli. Codziennie nowe memy, puste wrzuty… #TadkoDoić.

(więcej…)


1.09.18 Spotkania małe i spotkania duże.

Ideałem nowoczesnego dziennikarza, także sportowego, jest siąść nóżka na nóżkę w hipsterskich okularach i koszuli, pozwólcie jednak na kilka słów ze starodawnej bazy w szarym bloku, zza naznaczonych czasem soczewek jednorazowych. Chata nieposprzątana, żony nie ma, są kupony i sportowa prasa. Wcześniej jednak były zakupy. A ten Krzysiu to… Mijam dyskutujące pomiędzy sklepami kobiety. One po pasztetową, ja byłem po „Przegląd Sportowy” i kupony na mecze. Ten „PS” to wiem, że ma swoje za uszami, jak każde oficjalne media, ale jakiś taki sentyment mam. Kojarzy mi się z czasami, gdy wywieziono mnie gdzieś na zadupie na wakacje za dzieciaka, nie było Internetu, więc „Przegląd…” w miejscowym kiosku był jednym łącznikiem z tym, co się dzieje w sporcie. Chciałem być na meczu, a nie na wakacjach w krzakach (wiem, wiem, wstyd narzekać…). Każdy gdzieś lokuje swoje namiętności – w plotkowaniu o „synu brata – Krzysiu”, czy też w tym jak zagra Legia, Hutnik, West Ham, Real, czy AEK… Jako kibic uważam się za szczęściarza, bo spotykam ziomka to spytam jak mecze, treningi, jak nowe płyty, manifestacja antypedalska, czy rap-nagrywki. Jest o czym gadać, a „Krzysiu to leniwy jest, dlatego robota mu uciekła…” nie ma nawet przy naszej pasji co stawiać. Owszem, „współczuję” to dobre słowo.

(więcej…)


29.08.18 Profesjonalny komentarz przedwyborczy.

Koniec lata – Hanior szmata, nie wiem jak zacząć, więc zacznę rymem. Koniec lata oznacza początek kampanii wyborczej do jesiennych wyborów. Mnoży się obietnic, specjaliści od nawijania makaronu kminią, co tym razem obiecać osadzonym w facebookowych okopach z bronią-memem w ręku żołnierzom. Kto wymyśli lepsze hasło, lepszy plakat i bilbord, który porwie tłumy i da lajki? Fajny mem zapewnia masę „kciuków w górę”, rolę lajka na jesieni przejmą karty do głosowania, chociaż większość i tak ma swojego faworyta, bo skupiona jest na trzech argumentach na krzyż, a reszta jakby nie dociera. Posłowie śpią na posiedzeniach, bo lud też śpi – nie oglądamy tego nawet. Ot, demokracja. Ojciec mojego podopiecznego „wystartuje sobie” na radnego. Nie, że ma poczucie misji i plany dla Ojczyzny – on ma szansę! Zagram se w totolotka, wystartuję se na sterującego mrówkami – jest okazja, nieważne jaka, łapie ją! Coś jak łapanie stopa – może autko się zatrzyma i będzie w nim akurat cycata, chętna blondynka z bagażnikiem pełnym forsy? Niestety blondynka jest tu synonimem Polski.

(więcej…)


27.08.18 Żółte światło. Lipa powinna mobilizować…

Najwięcej pisałem o Legii i ultra w „epoce wielkiej lipy” (ITI), a ostatnio ponownie się rozpisałem… Doszło to do mnie przed chwilą, że gdy wojna się skończyła, przyszły lepsze czasy dla mojego klubu – z Ligą Mistrzów na czele – o tematach wokoło sportowych pisałem najmniej… „Wszystko fajnie, w drugim domu jak zwykle trochę hałasu, ale generalnie wszystko jest na swoim miejscu, po co jeszcze jeden entuzjasta w mojej osobie?”. Cztery tytuły w pięć lat, dobra atmosfera. Obserwowałem sobie gdzieś z boku z bananem na ustach. Obecnie pióro świerzbi, a to dlatego, że robi się bałagan, który oglądałem na meczach z mistrzem Luksemburga i ówczesnym outsiderem tabeli z Płocka z miną przypominającą raczej buldoga angielskiego. Była pomarszczona, a kąciki ust opadały do podłoża, jak gdyby przymocowano do nich ciężarki. To co robią piłkarze jest trudne do wytłumaczenia.

(więcej…)


22.08.18 WPW. Dobry dzień. Godny dobrego naparu!

Ciągle „wiedza”, „efektywność”, „efektowność” i… od nowa, „wiedza”… Nie dziwota, że „nowoczesny człowiek” nagle dostaje w dekiel, bo ile można wytrzymać tak mordercze tempo…? O 6:00 przed korpo siłownia, potem robota, w drodze do niej lektura, po powrocie zakupy, lub coś innego „co muszę”. Nie wspominam o dzieciach, bo one to pozytyw i sens przecież. Efektywne działanie wciśnięte w każdy skrawek czasu i tak odbije się zmęczeniem, mimo że przecież robimy rzeczy pozytywne – wymieniłem dla przykładu siłownię, lekturę, czy też rzecz pożyteczną – pracujemy… Nie ma opcji nie zwariować jeśli nie nauczymy się luzować ambicji i odpoczywać częściej niż raz do roku („w Egipcie”). To System nam to serwuje, pomyśl o tym… 12 godzin, 14 godzin/na dobę napięcia nas zniszczy… Tak więc w małych sprawach (?) pozwalam sobie na relaks i zadowolenie. Aż sobie strzelę za Nie azjatycką herbatkę! Za kogo…? Za samozwańczą osiedlową królewnę i prawdziwą Królową.

(więcej…)


17.08.18 Bergamo/Mediolan w obiektywie korespondenta „DL” (WDR).

Stolicą regionu jest oczywiście „miasto mody”, ale… stolicą piłki nożnej niekoniecznie. Stosunkowo niewielkie Bergamo, czyli dom Atalanty zostało rozsławione wyczynami drużyny, która wiele lat błąkała się pomiędzy Serie B i Serie A, okupując dolne rejony tabeli. Po przyjściu trenera Gasperiniego wszystko zmieniło się diametralnie. Atalanta (pierwotnie mityczna niepokorna wojowniczka, która chciała poślubić jedynie mężczyznę silniejszego od niej) trzy lata temu awansowała do Ligi Europy zajmując… czwarte miejsce w Serie A (!) i od tego czasu gra w niej regularnie, z niemałym zresztą powodzeniem. W tym samym okresie Milan i Inter zaliczały szereg kompromitacji plasując się za plecami „uboższej krewnej” – dopiero w ostatnim sezonie nero-azzuri awansowali do Ligi Mistrzów. Ciąg dalszy – niedługo… na papierze. Tymczasem zapraszam na zdjęcia. To jest „DL”ka, a więc fotografowałem trochę brzydsze (lecz nie dla nas) motywy z wymienionych miast niż na powszechnie dostępnych fotografiach.

(więcej…)


15.08.18 Waleczne serce. Chociaż o dopuszczający…

Aj, jak dobrze mieć luźny poranek, podczas którego nie jedna, a dwie kawy pękną i nie jeden, a trzy nowe teksty dla Was zostaną napisane. Dwa pierwsze do bólu przyziemne, pozwólcie że trzeci oprę nieco bardziej o atmosferę święta, jakie przecież dziś obchodzimy w naszej kochanej Ojczyźnie. Robię rachunek sumienia i nie opuszcza mnie wyrzut, że mam strasznie popsute serce, a serce to główna część ciała każdego mężczyzny. „Waleczne serce” – brzmi inspirujący tytuł filmu, a nie „Waleczny fiut”. „Waleczny fiut” to tytuł filmu dla przegranych. Popsute serce, tak czytelnicy… Mniejsza o konkrety, to między mną, a Bogiem. Nie wiem kiedy to się stało, zapewne gdzieś kiedyś na ulicy, bo w domu było w porządku (może dlatego w ogóle mówię o czymś takim jak serce, a może to dzięki genowi twórczemu, może tylko dzięki łasce z góry…?). Oceniam w nim ludzi, nie przepadam za towarzystwem. Może chodzi o twórczość, kiedyś W. Łysiak napisał, że nie lubi tłumu, może pewien typ tak po prostu ma? Może chodzi o strach? Sam nie wiem przed czym.

(więcej…)

Strona 1 z 7412345...Ostatnia »