1.02.18 Z cyklu „Dobry Łotr”. Uzewnętrznianie cech wszelakich.

Często, tym bardziej podczas przerwy zimowej, kibice biorą udział w akcjach charytatywnych, a przeciwnicy zarzucają im odwracanie kota ogonem, przywołują stadionowe awantury, które mają pokazać „prawdziwą twarz”. Tymczasem twarz jest jedna i ta sama. Nawet gdy ktoś nie jest zazwyczaj grzeczny, dzięki takim akcjom być może tej dobroci szuka. Nie szuka (przynajmniej taką mam nadzieję) pochwał skurwiałej prasy – szuka dobroci, podsyca w sobie ten powodujący wzruszenie wojownika płomień. Chuligani to często ludzie o wielkich sercach, a ich problemy oraz, nie oszukujmy się – specyficzne hobby, wynikają nie tyle z czystego zła, ile z pewnych braków wychowawczych. CZĘSTO jest to także świadomy wybór ulicznego środowiska, bo to oficjalne wydaje się (i w istocie takim jest) nudne jak cholera. Ilu dzieciaków z dobrych domów chciało udowodnić, że też potrafi przywalić w mordę i trafiało do młyna? Wielu z nas stawało się zatem oprychami z przymusu, ale też z wyboru. Jakże to inne drogi!

(więcej…)


30.01.18 Pamiętaj wojowniku. Serce starzeje się najdłużej…

… tytuł tekstu jest cytatem z filmu „Rocky Balboa”. Słowa te padają, gdy emerytowany bokser staje do swojej ostatniej (?) walki. Ta wojna jednostki ze swoimi „demonami”, tak doskonale uchwycona w serii „Rocky”! Dlaczego filmy o Balbole stały się klasykami (i to takimi z pierwszego rzędu)? Bo tak wielu odnalazło w nich siebie, tak wielu motywowało się słynnymi dialogami, nie tylko fighterów, ale wszystkich walczących o marzenia! Czy zrozumie tą potrzebę wewnętrznej wojny ktoś kto nie jest wojownikiem, a także ten, który nigdy nie był na dnie? Mnie nadal wzrusza każdy bieg, bo pamiętam jak gruba baryła (w sensie ja po rzuceniu palenia) nie potrafiła przebiec dwóch minut. Dziś biegnę z dzieciakami goniącymi marzenia, a czasem po poliku leci z nami łza – oni tego nie dostrzegają, ale mnie nadal wzrusza, że poprzez wysiłek życie potrafi stać się dziełem sztuki.

(więcej…)


30.01.18 Niekończąca się opowieść z oczernianiem nacjonalizmu.

Żyjemy w czasach, w których słowo mało znaczy. To, że ktoś komuś coś obiecał, do czegoś się zobowiązał jest niczym trwałym. Słów nie szanuje się również w innych kontekstach – mówiąc o „polskich obozach śmierci”, czy też… oceniając nacjonalizm. Zdaje się, że oceniający nie znają czegoś takiego jak różnorodność i niejednoznaczność tego pojęcia, jakby to nigdy nie występowało. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki co rusz kompromituje się w naszych oczach, publikując bzdury dotyczące nacjonalizmu (więcej tu: LINK). No niestety – nic z tego, co pisze i nam zarzuca, nie jest mi jako nacjonaliście bliskie.

(więcej…)


22.01.18 Kręciłem procą z kamieniem. Ciągle zbieram nowe.

Coraz bliżej do Wielkiego Postu (14 lutego) – okresu, w którym rozważamy mękę Pańską. Rozpoznaj krzyż, który musisz dźwigać. Masz go… Bogaty ma swój krzyż, biedny ma swój krzyż, oczywiście chory, ale i ten zdrowy… Mniejszy, lub większy, ale każdy ma swój i każdy jest wezwany do dźwigania go w ufności, jak sam Syn Boży, który dał przykład światu. Krzyżem może być coś, co musisz w sobie znosić, ktoś kogo musisz znosić, coś co musisz robić, bo coś innego od tego zależy itd. Jak dobrze jest to zrozumieć i zaakceptować, chociaż przyjdzie dzień, w którym przeklniesz ten krzyż, spytasz Boga: dlaczego ja? Będziesz się modlił, jak Mistrz, że jeśli to możliwe – niech od ciebie oddali ten kielich, będziesz się żalił Ojcu, że cierpisz. To cierpienie jest Ci jednak potrzebne i nie możesz tego skwitować prostym „e tam… gadanie – każdy potrafi tak lać wodę, bo sam nie jest chory”. Wiara uczy przyjmować wszystko z godnością. To z kolei daje poczucie wolności. Przez cierpienie do konsekwentnej wiary, od wyzwolenia do zbawienia… A po drodze – do zrozumienia miłości. To co dzieje się po drodze jest niespodzianką – niemożliwe, że za rogiem, w nieoczekiwanych miejscach, czekają tak cudowne prezenty. Otoczenie jednak pozostaje takie, że przyda się proca.

(więcej…)


15.01.18 W klimacie Pielgrzymki Kibiców. Medziugorje i inne objawienia.

Wiecie już zapewne o wydarzeniach z Pielgrzymki Kibiców, skupię się zatem na najważniejszej osobie w tym wydarzeniu – Matce Bożej. Jej orędzia. Objawienia… Wiadomo jakie mamy skojarzenia, gdy słyszymy o objawieniach – zbiorowa paranoja, spisek dla kasy itd. Pierwszą wymienioną myśl powoduje nasza nieufność i po prostu zdrowy rozsądek. Wszak na co dzień nie doświadczamy tego typu zjawisk, sami nie doświadczyliśmy ich nigdy. Każdy też chce nas naciągnąć na kasę. Jednak wgłębiając się w historie dzieci z Fatimy, czy też Medziugorje odkrywamy coraz więcej faktów, które zmieniają nasze myślenie – śledząc losy tych ludzi, dochodzimy do wniosku, że coś musi być na rzeczy. Przede wszystkim należy pamiętać, że objawienia w Medziugorje rozpoczęły się zanim pojawił się „targ gadżetów z Maryją”, który też bywa argumentem po stronie sceptyków. Dzieci oraz ojciec Jozo doświadczali objawień w czasach rządów socjalistycznych, jeszcze w Jugosławii i byli (zresztą nie tylko oni) z powodu objawień represjonowani (Jozo 1,5 roku w więzieniu)! Ten ostatni został też bestialsko skatowany przez policję – w sposób typowy dla czerwonych oprawców – grozili, że go zabiją, że podetną mu gardło…

(więcej…)


8.01.18 Regularne zapieranie się siebie.

Normalni na pierwszy rzut oka goście potrafią ocenić księdza, że „nie jest prawdziwym facetem”, bo np. nie patrzy się na wiszący przed nim akurat kalendarz z gołą babą (również dyskusja z mojego otoczenia). Sorry. Ja jestem powołany do małżeństwa, więc robię to i tamto… Ty też robisz. A koleś świadomie zrezygnował w imię wyższej sprawy. To godne szacunku, nawet z pozycji ateistycznych. A może fanatyczni onaniści/hejterzy nie wyobrażają sobie po prostu nie pogrążyć się w swojej pożądliwości? A propos bycia prawdziwym facetem – wyszedłbyś przed szereg w obozie jak Kolbe? Zaniósłbyś prześladowcom ciasteczka, czy tam herbatkę do tajniackiej fury, jak Popiełuszko, czy jednak schował się pod łóżko i wyparł się wszystkiego zanim ktokolwiek by zapukał? No właśnie… Jak pisał o męskości Waldemar Łysiak, facet to przede wszystkim ten, który podstawiony pod ścianą nie wypiera się swoich przekonań. Jak ktoś ze środowisk radykalnych może odrzucać radykalizm wiary? To przecież właśnie nam powinien on przychodzić z największą, może nie tyle łatwością, ile ze zrozumieniem.

(więcej…)


29.12.17 „To, co wydaje ci się przeszkodą, tak naprawdę jest drogą”.

Śmianie się z przesadnisiów to jedno, ale sport to drugie. W święta nie ćwiczyłem, ale dziś i wczoraj już po staremu – dwa treningi, rano i wieczorem. Jak się chciało po tej przerwie! Trwała ona zaledwie pięć dni, ale każdy fanatyk sportów walki wie jak to sporo w naszych głowach. Siedzisz, lub leżysz i jesz (chyba, że masz pracę, w której sporo się ruszasz, lub udajesz się właśnie na aktywny wypoczynek…), czując jak się cofasz, jak forma spada (jeden ze skutków ubocznych sportowej choroby psychicznej). Jesteśmy w tym jednak, bo to kochamy, więc sami wracamy na salę, szczęśliwi, że znowu jest co przepoconego wrzucić do pralki. Forma spadła? Dopóki jesteś wszystko ma przyszłość. Zrobi się – tylko bądź.

(więcej…)


29.12.17 To jest dopiero radykalizm – tylko pomyśl…

Święta i po świętach. Szatan boi się rodzinnej atmosfery świąt, ogólnie boi się zdrowej rodziny i tego, gdy jesteśmy razem (bo w kupie siła – wiadomo). Trzeba zapierać się samego siebie i walczyć z tym co podsuwa, bo zbyt wiele można stracić żyjąc bez Boga. Nie warto ulec pokusie, chociaż świat jest (przez nas) tak skonstruowany, że momentami będzie bardzo ciężko. Ewangelia jest piękna, a wszystko inne może tylko chwilowo udawać radość wynikającą z jej głębokiego poznania. Trzeba to jednak najpierw poczuć, otworzyć serce – inaczej będzie to dla Was tylko pieprzenie nawiedzonego człowieka. Ja po prostu wiem, że co by się nie działo – będę wracał do Boga, bo jako jedyny daje mi stan pokoju i ogarniania rzeczywistości. Niestety często postępujemy według zasady „coś dla Boga, coś dla siebie” (z tego „jedynego – przecież – życia!”). Tak zaczyna się spadek w dół. Znam to, niestety… każdy praktykujący katol zna. Święty Paweł w swoich Listach jest jednak bezkompromisowy i daje nam z płaskiego w twarz.

(więcej…)


25.12.17 Boże Narodzenie. Narodziny Wojownika!

Pan wojownikiem, Pan jest imię Jego (Wj 15,3). Pan był i jest wojownikiem, tyle że „po swoim Synu” – Chrystusie – na inny sposób.  John Eldredge w swojej książce „Dzikie serce” pisze: Jezus nie jest „kapłanem kapłonem” ani bladym ministrantem uczesanym z przedziałkiem pośrodku, mówiącym cicho, unikającym konfrontacji, który w końcu pozwala się zabić, bo nie ma innego wyjścia. On pracuje w drewnie, zdobywa zaufanie dokerów. Jest Panem Zastępów, kapitanem wojsk anielskich. Kiedy Chrystus wraca, staje na czele groźnej kompanii, siedzi na białym koniu i dzierży ostry miecz, a Jego szata skąpana jest we krwi (Ap 19). Z poematu Ezry Pounda [1] (nim inspirowana jest nazwa ruchu Casa Pound Italia) o Chrystusie („Ballada o Dobrym Towarzyszu”): (…) A oni myśląc, że zabili Go, Na wieki zostaną głupcami. Pozostaniesz głupcem, gdy nie dostrzeżesz siły płynącej z osoby i ofiary Jezusa. Siły, nie pacyfizmu Pana, który próbuje nam się na każdym kroku wciskać! Dziś symbolicznie obchodzimy narodziny Zbawiciela. Pozornie zabitego Boga, który zmienił mnie w mężczyznę.

(więcej…)


21.12.17 Cockney Rejects – mecze, muzyka, East End! Oi! Oi! Oi!

Ostatnio wrzucałem najbardziej znane kibicom kawałki Cockney Rejects, którzy zapoczątkowali to, co później stało się ruchem Oi!. Może warto napisać trochę więcej o tej kapeli w kontekście trybun? Mick i Jeff (założyciel kapeli) wpadli do pubu cali w znaczkach West Hamu i wręczyli swoje demo Garremu Bushellowi, kibicowi… Charltonu oraz dziennikarzowi programu „Sunday People”. Garry został pierwszym menadżerem kultowych Cockneyów. Był rok 1979, a na londyńskim East Endzie za ich sprawą zagościł New Punk. Byli autentyczni dla miejscowych – w tym dla piłkarskich chuliganów – bo kibicowali WHU, byli robotnikami z krwi i kości, bywali w knajpach, brali udział w bójkach itd. Już w listopadzie 1979 można było usłyszeć na Upton Parku (stadionie WHU) okrzyki Cockney Rejects, Oi! Oi!.

(więcej…)


6.12.17 Od niechęci do matematyki – do niechęci do polityki.

Droga, którą idę, ma być moją drogą. Do 4 klasy podstawówki jako tako szło mi z matematyką. Potem przyszedł powolny spadek formy, aż zacząłem opuszczać zajęcia, co skutkowało przypieczętowaniem faktu, że z równaniami do dziś mi nie po drodze. Wiecie jak to jest… opuścisz kilka zajęć, na których są wzory i już jesteś zakopany – nic nie rozumiesz. Podobnie mam z polityką – uciekam z tych lekcji regularnie, ale nie przez politykę, a przez samych polityków. Nudzi mnie to ostatnio i odstrasza, jeszcze bardziej niż X i Y za dzieciaka. Ktoś w garniturze znowu coś papla, a ja nie wiem po co… Może to i ważne? A może zupełnie nieistotne, bo np. bez matematyki żyje mi się dobrze, bynajmniej nie tęsknię. Gdy nie widzę pewnych mord pod krawatem – nie tęsknię tym bardziej. Ciekawi mnie, czy my nie czytamy tych wszystkich newsów politycznych dla zabicia czasu. A większość mężczyzn uważa, że są tu na ziemi tylko po to, żeby zabijać czas – a to z kolei zabija ich (Eldredge).

(więcej…)


1.12.17 WPW. Po drugiej stronie… Część 2. Zbyszek.

Pochyla się nade mną i przygląda mi się przez grube okulary, jakby obserwował wyjątkowo wielki okaz żółwia. Mój osiemnastoletni kuzyn, którego ostatnio widziałem, gdy miał trzy, może cztery latka. Potem Grower zniknął i wpadł w wir życia, o którym ów kuzyn słyszał jedynie z wujkowych opowieści. Patrząc na niego z perspektywy żółwia siedzącego na fotelu, mam wrażenie, że słuchał tych opowieści, jakby oglądał właśnie Extreme Channel, mimo że dla wielu moich czytelników są zaledwie lightowe. Wciska we mnie swe „jaruzelki” i przetwarza dane, dokładnie jak przez większość swego dotychczasowego życia, czyli na komputerze. Mi gra w bani podejście typu Kaśka Nosowska: Spróbuj się domyślić gdzie to mam? No gdzie? Dokładnie tam. Właśnie tam. Pan wygrał bon. A pani Fiat [1]. I tak sobie odwiedzam dalszą rodzinę po latach, siedzimy…, stoimy… i patrzymy. (…) Choć to nie ma sensu niczym życie bez książek (O.S.T.R) – czasem trzeba być konsekwentnym, rodziny tworzą narody. Nie tylko tam czuję jednak potrzebę czasem zajrzeć… Ba… są miejsca, gdzie bywam częściej, sam nie wiem do końca czemu, ale czuję się tam bardziej swojsko…

(więcej…)


30.11.17 Sezon na prezenty rozpoczęty: Niemcy, Polska, Grecja…

Rozpoczęło się świąteczne szaleństwo konsumpcyjne. Niedawno reklamowałem czwarty sezon „Black Mirror”, a tymczasem realne czarne lustro postępu i tolerancji możemy zaobserwować za naszą zachodnią granicą – tym razem w Bochum. Wszyscy pamiętamy ataki islamskich terrorystów przy pomocy ciężarówek, czyli GTA w przełożeniu na świat realny. W Niemczech właśnie powstają słynne jarmarki świąteczne, zjeżdżają na nie żądni gadżetów turyści, a wokoło nich stanęły, jak to w nowym lepszym świecie, barykady antyterrorystyczne. Czarnym lustrem, a raczej czarnym humorem jest to, że mają one kształt… prezentu. Z zewnątrz wygląda on na ozdobę świąteczną w stylu amerykańskim, a wewnątrz jest mieszaniną betonu i worków ze żwirem o łącznej wadze ponad jednej tony. Jakie to współczesne… cukierkowe opakowanie na zewnątrz, PR władz miasta, a wewnątrz nie prezenty, a pełne portki gówna. No, ale… Szwaby pamiętają jaki „prezent świąteczny” zrobiono im jakiś czas temu w Berlinie…

(więcej…)


30.11.17 Aktywizm prospołeczny. Naśladowców, a nie fanów!

Wielu nowoczesnych nacjonalistów mówi o tym, że „musimy zająć się bieżącymi sprawami”. A czy stare sprawy wykluczają nowe? Nie popadajmy w tą pułapkę myślową, że tak. Głupotą byłoby zakopać wszystko i budować od nowa, bo jak wiemy… nic specjalnie nowego nie wybudujemy, możemy się tylko cofnąć. Toczy koła czas, jak śpiewała (coraz gorzej wyglądająca) Chylińska. Pomoc bezdomnemu, czy dziecku z patologicznego domu to nie jest spacerek. Jeśli jesteś nieprzygotowany, możesz co najwyżej zostawić karton datków (dobre i to – owszem…) i uciekać. By autentycznie zainteresować się losem ludzi i w absurdalny momentami sposób poświęcać im czas, trzeba umierać dla siebie. Cały czas w kółko. Bo czy nie ucierpi Twoja duma, gdy np. uzależniony dzieciak, czy bezdomny cały czas będzie Cię oszukiwał i starał się wykorzystać Twoją dobroć? Powiesz „frajer” i olejesz, czy jednak pokornie pogodzisz się, że to „chory inaczej” człowiek [1]? Ja działałem i odszedłem. Dopiero nawracanie się nawróciło mnie do bardziej bezinteresownej roboty.

(więcej…)


27.11.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty” – wszystkie drogi…

Wszystkie drogi, zobaczyć i umrzeć oraz tym podobne, banalne slogany, rozpoczynają każdy tekst na temat stolicy Italii. Banalne i bezsensowne dodajmy – gdzie mają prowadzić drogi jeśli nie do kolebki europejskiej kultury? Jaki natomiast sens miałoby umieranie po zobaczeniu tejże? Rozterki tego typu zostawmy amatorom przewodników. Marciare per non marcire! I zaczynamy… Druga połowa listopada, pierwszy śnieg, aura cokolwiek depresyjna. Po dwóch godzinach lotu kilkanaście stopni, pełne słońce i rosnące na drzewach mandarynki. Oprócz naturalnych zalet wiecznego miasta każdy amator atrakcji odradzanych w przewodnikach powinien uświadomić sobie, że… miasto nad Tybrem to jedna z najważniejszych „ulicznych” stolic Europy (jeśli nie najważniejsza) – pod tym względem nigdy nie zasypia. Nie inaczej i tym razem – w pierwszej połowie listopada przez włoskie media przetoczyła się dyskusja związana z pobiciem znanego, telewizyjnego dziennikarza przez Roberto Spade, członka mafijnej rodziny z Ostii (nadmorska dzielnica Rzymu)… Roberto zapytany o wsparcie jakiego udziela CasaPound Italia jego rodzina złamał nos natrętnemu rozmówcy perfekcyjną główką, a następnie wyjął batonik i nie był to batonik „Bajeczny” (na zdjęciu atak oraz dziennikarz z rozbitą twarzą). Wszystko na oczach kamer publicznej „RAI”, bardzo znanej La7 i w sytuacji wejścia Luci Marselli, kandydata CPI do rady dzielnicy. Do tego każdy listopad to kolejna rocznica zabicia przez policję Gabrielle Sandriego, kibica Lazio, a listopad w tym roku przyniósł również klasyk Serie A, czyli derby Rzymu!

(więcej…)

Strona 1 z 7112345...Ostatnia »