8.12.17 AKTUALIZACJA! WPW. „Pomóż w misji zagranica” trwa!

Tu Zakon Żebraczy „DL”/WPW. Krótko i konkretnie. W czasach durnot typu „Azja express”, my robimy akcję „Małolat express”. Celem jest zaliczenie zawodów sportowych bardzo daleko. Zawodów, które dzieci zapamiętają do końca życia, a po drodze wizyty w miejscach ważnych dla wiary chrześcijańskiej oraz „starej Europy”. Są to dzieciaki wręcz uzależnione od „fejsa” i wszystkich antywartości tam promowanych, a do tego bardzo podatne na wpływy zdemoralizowanych rówieśników (jedno także rodzica, na którego szkoda ryja strzępić, aczkolwiek „motywuje” córkę, że „i tak nic nie wygra, to po chuj jedzie”…). Oczywiście pojedziemy tam za pisemną zgodą rodziców tych dzieci.

(więcej…)


6.12.17 Od niechęci do matematyki – do niechęci do polityki.

Droga, którą idę, ma być moją drogą. Do 4 klasy podstawówki jako tako szło mi z matematyką. Potem przyszedł powolny spadek formy, aż zacząłem opuszczać zajęcia, co skutkowało przypieczętowaniem faktu, że z równaniami do dziś mi nie po drodze. Wiecie jak to jest… opuścisz kilka zajęć, na których są wzory i już jesteś zakopany – nic nie rozumiesz. Podobnie mam z polityką – uciekam z tych lekcji regularnie, ale nie przez politykę, a przez samych polityków. Nudzi mnie to ostatnio i odstrasza, jeszcze bardziej niż X i Y za dzieciaka. Ktoś w garniturze znowu coś papla, a ja nie wiem po co… Może to i ważne? A może zupełnie nieistotne, bo np. bez matematyki żyje mi się dobrze, bynajmniej nie tęsknię. Gdy nie widzę pewnych mord pod krawatem – nie tęsknię tym bardziej. Ciekawi mnie, czy my nie czytamy tych wszystkich newsów politycznych dla zabicia czasu. A większość mężczyzn uważa, że są tu na ziemi tylko po to, żeby zabijać czas – a to z kolei zabija ich (Eldredge).

(więcej…)


1.12.17 WPW. Po drugiej stronie… Część 2. Zbyszek.

Pochyla się nade mną i przygląda mi się przez grube okulary, jakby obserwował wyjątkowo wielki okaz żółwia. Mój osiemnastoletni kuzyn, którego ostatnio widziałem, gdy miał trzy, może cztery latka. Potem Grower zniknął i wpadł w wir życia, o którym ów kuzyn słyszał jedynie z wujkowych opowieści. Patrząc na niego z perspektywy żółwia siedzącego na fotelu, mam wrażenie, że słuchał tych opowieści, jakby oglądał właśnie Extreme Channel, mimo że dla wielu moich czytelników są zaledwie lightowe. Wciska we mnie swe „jaruzelki” i przetwarza dane, dokładnie jak przez większość swego dotychczasowego życia, czyli na komputerze. Mi gra w bani podejście typu Kaśka Nosowska: Spróbuj się domyślić gdzie to mam? No gdzie? Dokładnie tam. Właśnie tam. Pan wygrał bon. A pani Fiat [1]. I tak sobie odwiedzam dalszą rodzinę po latach, siedzimy…, stoimy… i patrzymy. (…) Choć to nie ma sensu niczym życie bez książek (O.S.T.R) – czasem trzeba być konsekwentnym, rodziny tworzą narody. Nie tylko tam czuję jednak potrzebę czasem zajrzeć… Ba… są miejsca, gdzie bywam częściej, sam nie wiem do końca czemu, ale czuję się tam bardziej swojsko…

(więcej…)


30.11.17 Sezon na prezenty rozpoczęty: Niemcy, Polska, Grecja…

Rozpoczęło się świąteczne szaleństwo konsumpcyjne. Niedawno reklamowałem czwarty sezon „Black Mirror”, a tymczasem realne czarne lustro postępu i tolerancji możemy zaobserwować za naszą zachodnią granicą – tym razem w Bochum. Wszyscy pamiętamy ataki islamskich terrorystów przy pomocy ciężarówek, czyli GTA w przełożeniu na świat realny. W Niemczech właśnie powstają słynne jarmarki świąteczne, zjeżdżają na nie żądni gadżetów turyści, a wokoło nich stanęły, jak to w nowym lepszym świecie, barykady antyterrorystyczne. Czarnym lustrem, a raczej czarnym humorem jest to, że mają one kształt… prezentu. Z zewnątrz wygląda on na ozdobę świąteczną w stylu amerykańskim, a wewnątrz jest mieszaniną betonu i worków ze żwirem o łącznej wadze ponad jednej tony. Jakie to współczesne… cukierkowe opakowanie na zewnątrz, PR władz miasta, a wewnątrz nie prezenty, a pełne portki gówna. No, ale… Szwaby pamiętają jaki „prezent świąteczny” zrobiono im jakiś czas temu w Berlinie…

(więcej…)


30.11.17 Aktywizm prospołeczny. Naśladowców, a nie fanów!

Wielu nowoczesnych nacjonalistów mówi o tym, że „musimy zająć się bieżącymi sprawami”. A czy stare sprawy wykluczają nowe? Nie popadajmy w tą pułapkę myślową, że tak. Głupotą byłoby zakopać wszystko i budować od nowa, bo jak wiemy… nic specjalnie nowego nie wybudujemy, możemy się tylko cofnąć. Toczy koła czas, jak śpiewała (coraz gorzej wyglądająca) Chylińska. Pomoc bezdomnemu, czy dziecku z patologicznego domu to nie jest spacerek. Jeśli jesteś nieprzygotowany, możesz co najwyżej zostawić karton datków (dobre i to – owszem…) i uciekać. By autentycznie zainteresować się losem ludzi i w absurdalny momentami sposób poświęcać im czas, trzeba umierać dla siebie. Cały czas w kółko. Bo czy nie ucierpi Twoja duma, gdy np. uzależniony dzieciak, czy bezdomny cały czas będzie Cię oszukiwał i starał się wykorzystać Twoją dobroć? Powiesz „frajer” i olejesz, czy jednak pokornie pogodzisz się, że to „chory inaczej” człowiek [1]? Ja działałem i odszedłem. Dopiero nawracanie się nawróciło mnie do bardziej bezinteresownej roboty.

(więcej…)


27.11.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty” – wszystkie drogi…

Wszystkie drogi, zobaczyć i umrzeć oraz tym podobne, banalne slogany, rozpoczynają każdy tekst na temat stolicy Italii. Banalne i bezsensowne dodajmy – gdzie mają prowadzić drogi jeśli nie do kolebki europejskiej kultury? Jaki natomiast sens miałoby umieranie po zobaczeniu tejże? Rozterki tego typu zostawmy amatorom przewodników. Marciare per non marcire! I zaczynamy… Druga połowa listopada, pierwszy śnieg, aura cokolwiek depresyjna. Po dwóch godzinach lotu kilkanaście stopni, pełne słońce i rosnące na drzewach mandarynki. Oprócz naturalnych zalet wiecznego miasta każdy amator atrakcji odradzanych w przewodnikach powinien uświadomić sobie, że… miasto nad Tybrem to jedna z najważniejszych „ulicznych” stolic Europy (jeśli nie najważniejsza) – pod tym względem nigdy nie zasypia. Nie inaczej i tym razem – w pierwszej połowie listopada przez włoskie media przetoczyła się dyskusja związana z pobiciem znanego, telewizyjnego dziennikarza przez Roberto Spade, członka mafijnej rodziny z Ostii (nadmorska dzielnica Rzymu)… Roberto zapytany o wsparcie jakiego udziela CasaPound Italia jego rodzina złamał nos natrętnemu rozmówcy perfekcyjną główką, a następnie wyjął batonik i nie był to batonik „Bajeczny” (na zdjęciu atak oraz dziennikarz z rozbitą twarzą). Wszystko na oczach kamer publicznej „RAI”, bardzo znanej La7 i w sytuacji wejścia Luci Marselli, kandydata CPI do rady dzielnicy. Do tego każdy listopad to kolejna rocznica zabicia przez policję Gabrielle Sandriego, kibica Lazio, a listopad w tym roku przyniósł również klasyk Serie A, czyli derby Rzymu!

(więcej…)


27.11.17 WPW. Po drugiej stronie… Po jednym zdaniu…

Kto kryje się za tą zamaskowaną twarzą…? Zapewne bezwzględny bandyta, człowiek bez serca…, co…? Ocenili Cię kiedyś, nie wierząc, że tak naprawdę jesteś wrażliwym człowiekiem? A kto kryje się za brudnymi łachmanami, zbiera kiepy na przystanku…? Zasrany żul…? – Pan zobaczy, „strażnik stoi!” – ironicznie rzucił w moim kierunku dziesięcioletni podopieczny, wskazując na bezdomnego stojącego nieopodal nas. Widzę go codziennie. Zainspirowany opisywanymi tu księżmi, postanowiłem w końcu nawiązać relację. Przełamałem lenistwo, strach przed rozmową z bezdomnym i zrobiłem dwie bułki. Dorzuciłem kilka słoików z grzybami, spakowałem wszystko w reklamówkę i zabrałem ze sobą tam gdzie stale go widzę. Wziął, podziękował, podkreślił, że zje sobie do kawy, bo ktoś tam mu oferuje także korzystanie z czajnika. Dowiedziałem się, że czasem przychodzą do niego siostry zakonne i mu pomagają.

(więcej…)


26.11.17 Jak wilka do lasu…

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że podróże kształcą. I ciężko się z tym nie zgodzić, tyle, że dla przeciętnego zjadacza chleba oznacza to, że koniecznie trzeba wyruszyć gdzieś daleko, najlepiej w jakieś egzotyczne miejsce. Tymczasem piękno naszego Kraju potrafi zachwycić i nie będę tu odkrywczy pisząc, że „przygoda” niejednokrotnie czeka tuż za domem. Obcowanie z przyrodą (choćby to był skraj lasu nieopodal), w moim przekonaniu potrafi relaksować jak nic innego, w tym zurbanizowanym, przesyconym ogłupiającymi „rozrywkami” świecie. Taki swego rodzaju „reset” to nie jedyna korzyść, częste przebywanie na łonie natury kształtuje w pewien sposób charakter, a nawet światopogląd (zwłaszcza u młodych ludzi) na co, jako nacjonaliści, nie powinniśmy być obojętni.

(więcej…)


25.11.17 Saper i terrorysta.

Od kiedy pamiętam, kiepsko śpię. Czy chodzę do roboty, czy nie, starcza mi te kilka godzin – mimo, że nie muszę wstawać. Dużo myślę. Może dlatego kiedyś popadłem w używki…, żeby spać, lub wręcz przeciwnie, by doprowadzić niespanie i myślenie do chorego poziomu, możliwego tylko dzięki chemii? Nie myślę o tym, co martwi ten świat, mam w dupie wiele rzeczy, których Ty nie masz w dupie, gdy kładziesz głowę na poduszkę, lub opierasz ją niewygodnie o szafkę szatni na nocce. Wstaję, mimo że nie muszę, bo boję się swoich myśli – boję się zostać zbyt długo z otwartymi oczami, nie robiąc niczego. Biję w worek, robię masę innych rzeczy. Lęki ze snów, tak bliskie światowi realnemu, przenoszą się na większość poranków. Wstaję, by nie popadać w obłęd. Wierzę w Boga, ale temperamentu oraz błędów przeszłości nie da się ot tak, nagle skasować, wyzerować pamięci. Podobnie wniosków z rzeczywistości dookoła. Zawsze już będę musiał walczyć, zawsze będę budził się z lękiem i złością, jak pieprzony Punisher.

(więcej…)


21.11.17 „Nie byli na stadionie, a piszą!”. Mówisz tak…?

Poszedłem na zwykłą mszę w tygodniu, głównie w celu wyspowiadania (spowiedź ruszała tuż po). Jak to msza w tygodniu: mało ludzi, bez śpiewów i z jednym służącym, łączny czas około 25-30 minut. Kameralnie i niepozornie. Piękne rzeczy dzieją się zazwyczaj tam gdzie kameralnie i niepozornie. Czytanie dotyczyło spotkania Jezusa z ubogim i ksiądz wygłosił do niego krótki komentarz. Mówił coś o tym, że czasem tym ludziom wystarczy pokazać zwyczajny ludzki odruch, szacunek, bo nie zaznali tego od lat… Słyszałem wiele podobnych kazań, właściwie to zaraz o nim zapomniałem, skupiając się na rachunku sumienia przed czekającą mnie spowiedzią. Msza dobiegła końca, ludzie wyszli z kościoła, wyspowiadałem się… poszedłem do ławki i odmówiłem dość długą pokutę. W międzyczasie ksiądz, który odprawiał mszę wyszedł, przechodząc przez środek świątyni w sutannie, kurtce i czapce. Nie zwróciło to mojej uwagi, ot – po prostu zauważyłem, gdy opuszczał kościół…

(więcej…)


13.11.17 Różne komentarze poMarszowe.

Po ogłoszeniu hasła tegorocznego Marszu – „My chcemy Boga” – wiedziałem, że w wybiórczych redakcjach nastąpi erekcja i poszukiwanie obiektywem „marszowych aniołków” w kominach, których przedstawią na tle tego hasła. Oczywiście mam na myśli wszystko, co przeciętnemu wrogowi Kościoła wyda się sensowne do sfotografowania jako rzekomy dowód na hipokryzję organizatorów i zło kryjące się pod wizerunkiem krzyża. Brr! Żyjący swoją wiarą katol powinien jedynie uśmiechnąć się z politowaniem, bowiem nasz mistrz nie przychodzi do zdrowych, lecz do chorych. Z czego chcecie szydzić, skoro Jezus ucztował ze wszystkimi, a temu który go zdradził… umył nogi? Pomyliło wam się być może z… dziecięcym marszem świętych, który robiono tu i ówdzie w opozycji do waszego Halloween, bowiem w religii chrześcijańskiej nie chodzi o to, by nawracały się i wołały o Boga same chodzące ideały – mało jest takich na świecie… Ważne, że garstka chciała nieść Chrystusa reszcie – i już był On w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, nawet gdy większość nie zna, lub nie rozumie sedna Jego nauk. Mimo konfliktu organizatorów z rodzajem nacjonalizmu jaki sam uznaję za swój – jestem im wdzięczny za to hasło. A propos nacjonalizmu…

(więcej…)


10.11.17 Nie robić zbyt dużo miejsca, a więc… do jutra!

Trzeci krzyżyk rządzi się swoimi prawami. Ilekroć o tym piszę, wiem, że uśmieszek właśnie wykrzywia twarz moich pięćdziesięcioletnich czytelników… Z drugiej strony pamiętam, że średnia czytelników „DL” wynosi raczej dwadzieścia pięć… Trzeci krzyżyk to jednak przełomowy moment dla faceta, te dwadzieścia parę to jeszcze „duży nastolatek”, nie tylko ja mam wrażenie, że właśnie około trzydziestki się dojrzewa – tym bardziej dzisiaj… Od kiedy pamiętam, buntowałem się przeciwko wszystkiemu, co środowisko podsunęło mi pod twarz, dojrzenie polega na skapnięciu się wreszcie, że powinienem się zbuntować głównie przeciwko… sobie (najradykalniejszym miejscem do tego jest oczywiście konfesjonał). Najpierw buntujesz się przeciwko rodzicom i szkole, bo przecież nikt nie będzie Ci mówił jak masz żyć i uciekasz w środowisko żeby… robić to co one (to co „wszyscy”)! Niezły bajzel, co? W efekcie otrzymujemy „zbuntowane klony”, zamknięte w szufladkach z dość dokładnym opisem. Nikt nie będzie im mówił jak żyć, więc na przekór pozostaną takie same jak reszta. Tyle, że inna reszta – taka, która bardziej przypasuje, a z czasem wyznaczy trendy zmieniające się niektórym w nowy dekalog.

(więcej…)


7.11.17 WPW: A Ci brzydcy, niezaproszeni, nieatrakcyjni dla nas…?

Kto jest dla mnie nieatrakcyjny jako aktywisty, który stara się zaproponować ludziom sport, gdy jestem nastawiony na wynik i sukces? Z pewnością dzieciak nieutalentowany, słaby, marudny, niepotrafiący się skupić. Cholera jasna! A przecież tacy najbardziej potrzebują pomocy… Wiem, że sam całego świata nie zmienię, ale wyżej wymienieni po prostu też do mnie trafiają, są obok – nie gdzieś daleko. Czy takie akcje jak WBW mają powstawać dla idealnych (w widzeniu fachowym…), dla takich, z których będą materialne owoce (dla… mnie…)? To byłoby zbyt proste… Takich dzieciaków przyjmie każdy, prędzej, czy później talent znajdzie swoje ujście, a jeśli nie – owoce w życiu wyda sam twardy charakter. Jałmużna ma boleć. Boże, jak mnie bolą Ci, którzy nic nie potrafią, którym nie mogę przekazać wiedzy… Denerwuję się, krzyczę, podświadomie skreślam…

(więcej…)


5.11.17 Porażka polskiej mistrzyni. Sport lekcją pokory…

O 5:00 rano piszę ten tekst, nie zasnę bowiem zbyt szybko po porażce Joanny Jędrzejczyk z Rose Namajunas na UFC 217… Po niespodziewanym KO wyłączyłem galę i wszedłem na lowking.pl, a tu koleś miał wrzuconą gotową aktualizację o tym, że Joanna po raz kolejny obroniła tytuł… Zagalopował się, podobnie jak komentatorzy, którzy w każdy możliwy sposób skreślili „obciętą na chłopaka” Amerykankę przed tym pojedynkiem. Obstawiłem kupon – kurs na Polkę 1,14 zł, to miał być tylko jeden z wielu pewniaczków. Taki jednak jest sport… Widząc jak rusza się Asia, mimo że minęło tylko kilkanaście sekund, czułem podświadomie, że nie jest za dobrze, ale „lęk kibica” pojawiał się także w starciach Asi z Brazylijką, czy inną Polką – Kowalkiewicz. Tym razem szok stał się faktem, Rose zmieniła plany Jędrzejczyk na całą karierę! Miał być nie tylko pobity rekord Rondy, ale pasy w kilku kategoriach wagowych – bez przegranej. Co teraz…?

(więcej…)


2.11.17 WPW: Ania z popieprzonego podwórza…

…, bo na pewno nie jest to bajka o Ani z zielonego wzgórza. Tu zieleni jest mało, gdyż nikt o nią nie dba, a jak miasto coś posadzi – zaraz patusy zaśmiecą. Są za to stare kamienice i popisane ściany. Biegające półnago kilkuletnie dzieci i ich zachlani rodzice. Kiedyś odwoziłem Anię z inną dziewczynką z zajęć i ta dziewczynka spytała Anię: – Boże…, ty tu mieszkasz? Dzieciaki są okrutne i chyba jednak zbyt bezpośrednie… Ania z popieprzonego podwórza jakiś czas temu zdobyła drugie miejsce na turnieju, który mogła zaliczyć za darmo dzięki „Wracamy Po Was”. Oj, odwdzięczyła się! Dawno nie byłem tak dumny… Dawno też nie było tak śmiesznie! Historię Ani już Wam kiedyś opisałem, nie będę zatem się powtarzał. Teraz sama z siebie opowiadała w aucie, że nigdy nie chce mieć kontaktu z używkami, a po tym jak przegrała finał, stwierdziła, że musi dalej pracować, ma motywację i cele. Wcześniej stoczyła dwie wygrane bitwy na ringu! To właśnie one były zabawne i szkoda, że nie mogę Wam tego pokazać…

(więcej…)

Strona 1 z 7012345...Ostatnia »