4.12.18 Między rzeczywistością, a rzeczywistością duchową…

Dotarłem dziś na Roraty, w kościele o 6:00 rano była cała masa ludzi, zapewne większość tuż przed ciężką pracą, lub długimi godzinami w szkole. Nachodzą mnie refleksje niejako kontynuujące wczorajsze rozważania, a więc zadziwiająco dla mnie… przyziemne. Słowa czytanej dziś w Kościele Ewangelii według świętego Łukasza mówią o tym jak Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. A w prostaczkach tkwi duża siła! To prostaczki biegają obecnie w „żółtych kamizelkach” (LINK-INFO O NACJONALISTACH NA TYCH PROTESTACH), bo nie-prostaczki, „elity”, podwyższyły im ceny paliw (zapewne prostaczki „nic nie rozumieją”), co zresztą było tylko pretekstem do reakcji na inne działania Systemu. Ludzie roztropni działają z namysłem i rozsądkiem, ale w tym przypadku jest to „rozsądek polityczny”, prostaczki po prostu chcą godnie żyć. Oczywiście Pismo Święte nie może być wytłumaczeniem dla awantur, to byłaby delikatnie mówiąc nadinterpretacja, ale dla gniewu, z którym wiążą się potem akcje innych i – co za nimi idzie – reakcje? Nie wiem tego, serio… Wiem, że czasem trzeba będzie zawalczyć o swoje (i nie tylko o swoje), nie unikajmy tego. Wiem, bo żyję.

(więcej…)


3.12.18 Żaden czas nie ratuje nas od ciężaru życia!

Dzisiejsza Ewangelizacja, zwłaszcza w tak szczególnych okresach roku liturgicznego jak np. trwający właśnie Adwent, charakteryzuje się tym, że najbardziej zaangażowani wierni wchodzą w niego opakowani w cały zestaw nowoczesnych narzędzi. Rano, jeszcze przed mszą o 6:00 filmik i mem od dziesiątek polubionych stron wspólnot religijnych, po mszy wspólne śniadanie z innymi wspólnotami, na kazaniu oczywiście „myśl przewodnia” prowadzącego kanał na YouTube „nowoczesnego kapłana” w eNkach, która wspomaga… inne „myśli przewodnie” ze wspomnianych filmików i memów. Oczywiście nieco przesadzam, ale tak to czasem wygląda. Czasem to pomaga, a czasem brutalnie zderza się z tzw. życiem, które Adwentu chyba nie obchodzi… nie w dzisiejszych czasach. I okazuje się, że „kilogramy Ewangelizacji” stają się tylko kolejnym natręctwem, a Ciebie – latającego na wyżynach – załatwiła zwykła przyziemna sprawa.

(więcej…)


1.12.18 Żyj słowem, a odsuniesz kolejne gałęzie. Wypłyniesz…

Jezus powiedział do swoich uczniów w dzisiejszej Ewangelii: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym. Jeszcze kilka lat temu odbierałem ten fragment wyłącznie „pod siebie” – mówię sobie, „zobacz, Ty jesteś Straight Edge, trenujesz…, Twoje serce jest leciutkie, nie ma obżarstwa, pijaństwa, trosk doczesnych – jak u nich, korpo-ludzi, których styl życia zwalczasz w Internecie, na papierze i w życiu”. Dzisiaj – a tak naprawdę kilka miesięcy temu – pomyślałem jednak dalej, odsunąłem jeszcze jedną gałąź… Spytałem siebie, czy „obżarstwo” to tylko dosłownie jedzenie…? Zły duch obżarstwa dotyka u każdej osoby czegoś innego, chociaż oczywiście jedzenie bardzo często się powtarza. My obżeramy się często naszym aktywizmem – „jestem sXe, jestem sportowcem”, a więc to są moje troski doczesne, coś innego niż impreza i melanż, ale jednak ludzkiego! Z pewnością zdrowszego, ale przez obżarstwo rozumiane szerzej – również mogę się w tym utopić! Przepaść gdzieś na siłce…

(więcej…)


29.11.18 Suppedaneum i Dobry Łotr story. Czekając na Adwent…

Belka pod nogi Chrystusa, charakterystycznie zaznaczona głównie na „krzyżu prawosławnym” (tak naprawdę -krzyż jest jeden-, mam nawet konkretny zamiar wydziarać sobie tą belkę, a jestem i będę katolikiem…) po łacinie nazywa się suppedaneum. Mini-opowiadanie o tym tytule zamieszczę w „Drodze Legionisty” nr 24 (również dużo publicystyki tam ostatnio dla Was odkładam). Jeden z końców suppedaneum jest podniesiony ku górze, wskazuje na niebo, do którego trafił Dobry Łotr. Drugi koniec pokazuje piekło, do którego trafił drugi z wiszących obok Jezusa łotrów – ten, który nie uwierzył, pełen był wątpliwości i zła do samego końca. Świat po grzechu pierworodnym jest skomplikowany, różne są historie ludzi, nawet łotrów. Kroczymy krętymi ścieżkami, ale każdy otrzyma, prędzej, czy później, możliwość opowiedzenia się za dobrem, lub złem – w wymagającym szczerości momencie. Ba, codziennie możemy spojrzeć, przy okazji wielu różnych sytuacji, albo w dół, albo w górę. Dlatego chcę to widzieć przed sobą, na swojej ręce: „masz wybór tego jak się zaraz zachowasz”! Nie przed jakąś tam władzą, żeby w stosunku do niej być grzecznym… przed Bogiem, jak zachowam się przed moim Królem „nie z tego świata”, tylko On jest godzien skruchy wojownika!

(więcej…)


12.11.18 Shot poMarszowy. „Wszystko, co chcę powiedzieć to, to…”.

Na tle znakomitej frekwencji tegorocznego Marszu Niepodległości doszło do represji. Media PiSu widzą je tak: LINK, nacjonaliści widzą natomiast tak: LINK, LINK. Zapatrzeni ślepo w frekwencję i „sukces” patrioci, nie widzą zazwyczaj nic…, nawet, że poglądy i sympatie organizatorów zmieniają się niczym wokalistki w starożytnej kapeli Varius Manx. Wszystko, co chcę powiedzieć to, to, że Oni naprawdę o nas nie dbają – śpiewał w 1996 roku Michael Jackson („They Don’t Care About Us”, czekam na klip pop-gwiazdeczek o tych dziś uciskanych!). To ironia, że go tu cytuję, ale to dobre podsumowanie tego co czuję w związku z brakiem jakiegokolwiek uniesienia podczas „100 lat niepodległości”. Te całe zamiatanie pod dywan spraw istotnych, owijanie w pazłotka. Michaelowi prawie odpadł nos, a „narodowcom” swego czasu bardzo wyrósł.

(więcej…)


3.11.18 Jadąc przez Warszawę… Uliczny styl, uliczna klasa!

Warszawa, jadę komunikacją miejską w kierunku meczu Legii. Jeszcze wcześnie, na mieście nie widać barw. Przede mną dwóch małolatów opiera się o boczną barierkę pojazdu, jeden grzebie coś w telefonie, drugi się rozgląda. Dobra stylówka, widzę przecież mniej więcej „co i jak”, albo jak kto woli, że coś jest (lub będzie) na rzeczy z tymi dzieciakami. Może po trzynaście lat, ubrani na typowy casual, ułożone fryzurki, uliczna klasa! Obcinam ich z uśmiechem, powiecie, że to dziwne, ale… fajnie jest po prostu zobaczyć polskich (najpewniej legijnych) mini-chłopaczków ze stylem, w czasach jakichś powykręcanych emo-wynalazków z ich roczników. Na kolejnym przystanku wsiada siostra zakonna i zajmuje jedno z podwójnych miejsc tuż przede mną. Drugie przez chwilę jest wolne, ale siada na nim jeden z tych chłopaków, drugi dalej jest mocno zajęty jakąś rozmową przez telefon. Nagle zakonnica zagaduje nowego sąsiada: – Jesteś chłopczykiem, czy dziewczynką? Znowu dziwne, ale zamarłem. Myślę sobie: takie, kurde, porządne chłopaki, a będę musiał się na nich zaraz wkurwić, bo zaraz zrypią tą zakonnicę za zniewagę. Wcześniej zdenerwowałem się na – przecież bliską mi duchowo – siostrę: musiała akurat takie świadectwo dać, na jakiej podstawie?

(więcej…)


2.11.18 Real Halloween, czyli kiedyś nauczę się mówić o Bogu…

Wolne parkingi, studenci wyjechali z miast. Wy, albo Wasze dzieciaki przebierają się za trupy i biegają imprezować, lub zbierać cukierki…? Ja miałem „Halloween” na żywo… Spotkałem trupa, dopiero teraz, chociaż trenuję go już prawie trzy lata. Żywego trupa z datą urodzenia już w XXI wieku. Ten wiek jest pełen żywych trupów. Był ostatni października. – Muszę z trenerem porozmawiać.W porządku, 16:30 ci pasuje? Umówiłem się z podopiecznym piętnastolatkiem. Przyszedł punktualnie, już czekałem – rzucając psu piłkę. Wielki jak cholera, metr dziewięćdziesiąt pięć, chudy, blady, pryszczata twarz. Cichy, gadając z tobą po chwili odwraca wzrok. Taki trochę jak z „Sali samobójców” (na fotce obok), ale do teraz kojarzył mi się z tą kreacją wyłącznie symbolicznie, zresztą jak większa połowa dzisiejszych nastolatków… – No, bo ja nie radzę sobie ze stresem… Przed walkami się trzęsę… Zaczął typowo, wiele miałem już takich rozmów z jeszcze młodszymi dzieciakami – standard, gdy są zawodnikami, ale jeszcze nie dojrzałymi wojownikami…

(więcej…)


30.10.18 Gdy świat poleca psychotropy… Pozostań silny bracie!

Rozbity jak Real Madryt po meczu z Barceloną (1:5…), jak kibice Lecha Poznań po stracie flag, jak Jagiellonia po wniesieniu ich barw na nowy sektor gości w Białymstoku… Można by szyć metafory w nieskończoność…, ale Ty przecież wiesz, co to za stan… Gdy jestem skupiony na sobie, widzę tylko złe strony (zbyt wymagający?), ale kiedy (czasem się uda…) spojrzę na zewnątrz, na relacje z innymi – potrafię stwierdzić, że jest nieźle! A na pewno jest lepiej – modlitwa przynosi skutki! Toczę wewnętrzne wojny, ale skutkują one lepszym oddziaływaniem na ludzi wokół, bo walczę w Jezusie Chrystusie. Wylewam tu, na „DL”, wiele żali – dostajecie rykoszetem (Wy może idziecie się napić, ja idę pisać…), ale najbliżsi, podopieczni odczuwają zmianę raczej pozytywnie, bo tak muszę stwierdzić, gdy dawno na nikogo nie nawrzeszczałem z byle powodu. Jezus jest lepszy niż antydepresanty, chociaż wymaga od nas więcej niż Go tylko połknąć.

(więcej…)


28.10.18 (D)aredevi(L). Nie da się uciec.

Ostatnio znowu dużo się robactwem otaczam – także w kulturze, to „Ślepnąc od świateł” (teraz serial, książkę czytałem dwa razy, mój TOP 3), to właśnie „Robaki” – naprawdę świetna powiastka śp. Marka Nowakowskiego o patrzeniu na baby przez pryzmat rządz. Miasto, Warszawa, rządze. To tak straszne, że aż piękne i klimatyczne, aczkolwiek za stary jestem (chociaż… ostrożności nigdy za wiele), by się dać źle zainspirować, więc czytam i oglądam sobie bezpiecznie. W międzyczasie meczyk wpadnie, wyjazd na zawody… No i w tym wszystkim ból, melancholia, Bóg. Gadałem ostatnio długo z księdzem, jak pieprzony Daredevil – w przyciemnionym pomieszczeniu, pytałem co sądzi o moim życiu i otoczeniu. Usłyszałem to, co chciałem usłyszeć – „nie uciekaj, nie odcinaj się, działaj wewnątrz tego”. Od zła i tak nie da się uciec, pozostaje prosić Boga jak w „Ślepnąc…”, by zatopił miasta, bo inaczej… Jesteś tu. Przypominam sobie biografię Ojca Pio, ten wielki święty odciął się w swojej klasztornej celi, ale nawet, gdy jesteś Ojcem Pio i jesteś zamknięty za drzwiami, zło przyjdzie po Ciebie przez nie, miota Tobą… Nie uciekajmy zatem, bo to nie jest męska postawa. O zakonnikach to ja mogę sobie poczytać i czasem ich odwiedzić, a prawda jest taka jak mi ostatnio powiedział dziesięcioletni podopieczny: „trener wygląda jak typowy Dres”, „yyy, naprawdę?”. Jeszcze…? Jak mówi klasyk: Drechy ściągniesz, ale Drecha z siebie chyba do końca nie… kimkolwiek owy „Drech” miałby być według nas i według dzisiejszych dzieciaków.

(więcej…)


25.10.18 Gówno na trawie i Pastereczka…

Serial „Daredevil”. Już o nim pisałem, ale wyszedł trzeci sezon. Jedyny tzw. „superbohater”, który ma przyjaciela księdza (i nawet jeszcze nie jest on pedofilem!), a także rozterki duchowe. Oglądam w ciężkie wieczory, bo ma mroczny klimat, a lubię mroczny klimat, nawet komiksowy (o tak, Gotham!). Oglądam zamiast np. pisać. Tyle projektów rozkopałem, że się zakopałem. Tyle rzeczy zacząłem, że najczęściej nie robię nic tylko wynajduję nowe. Znajdowanie dla znajdowania. Ściąganie dla samego ściągania. Nałogi XXI wieku. Jesteś sXe? Ogarnij i to! Zmieniłem psu karmę na gorszą, taką z „Biedry”. Sra jak szalony, jak spał długo, tak teraz od 7:00 rano liże mnie po twarzy, by wyjść z nim strzelić kilka klocków. Rześkie, jesienne powietrze. Dobrze…, chociaż będę miał czas usiąść za biurkiem. Rano umysł jest świeższy niż po spotkaniu z ludźmi w pracy. Myślę sobie o temacie, gdy pies stoi zgarbiony i po raz drugi w przeciągu pięciu minut (karma z „Biedry”, oby mnie za nią jakaś karma nie spotkała…, wybacz piesio) robi swoje, a z kolejnych garaży wyjeżdżają do roboty na pół śpiący rodacy. Biorę woreczek i ściągam z mokrej trawy przyklejone do niej miękkie gówno, wyrzucam do śmietnika, „taki jest nowoczesny patriotyzm!” krzyczeli liberałowie, ale akurat czyszczenie po czworonogach popieram i praktykuję.

(więcej…)


24.10.18 Myślmy w sposób przyczynowo-skutkowy…

Czekałem ostatnio na mszę akademicką przed kościołem św. Anny w Warszawie. Akurat tam mnie rzuciła niedziela…, ale do mszy pozostawała aż godzina. Wyszedłem pod kościół, a tam b-boye ułożyli matę z kartonów i taśmy klejącej, kręcąc się na baniach i zarabiając grosze z wymagającej poświęcenia pasji. Dobrze latali! Szanuję, ale nie dałem…, taca i zbiórka na oprawy były w perspektywie, nie wszystkim mogę dorzucić (na chleb, czy pasję), a chciałem za bramami Legii więcej niż piątaka. B-boy zbierał po występie kasę obiecując żartem, że kto da ten pójdzie do nieba. Wszedłem do świątyni, szukać prawdziwego nieba. Pomyślałem… Nie wiem, czy dziękować Bogu, czy mieć do niego pretensje, że są dzieła, które nawet w natłoku „ważnych obowiązków” potrafią zostawić mnie w, hm, pozytywnym przygnębieniu. Są książki, które tygodniami trzymamy na biurku… no wiecie, z wkładką gdzieś na 40stej stronie, łudząc się, że do niej wrócimy. Podświadomie wiemy, że nie…, ale zalegają tam i kurzą się, by uśmierzyć nasz ból związany z wydaniem na nie prawie ostatnich pięciu dych (sorry b-boys, a mogłem jednak Wam…). Pozycje nietrafione. Miałem niedawno lepszy dzień i wcisnąłem ze cztery takie na coraz szczelniej wypełniony regał. Może kiedyś… nie, nie wrócę do nich… Co kilka tygodni odbywa się taki rytuał, przesiewam. Dzieło Johna Steinbecka „Myszy i ludzie” (jest także dobry film z 1992 roku) nie należy do tych pozycji…, ale to też zależy dla kogo…

(więcej…)


14.10.18 „Fajne macie to rondo – zamknięty krąg podobno”…

„Working Class”, praca, czy szkoła od poniedziałku do piątku/ewentualnie soboty, w weekend brak rozrywek prócz meczu i imprezy… Te czasy minęły bezpowrotnie, kiedy to w XXI wieku świat zwariował i przyspieszył. Dzisiaj co człowiek to inny rozkład tygodnia. Praca na dziesięć zmian, szkoła na dziesięć zmian, dziesięć rozkopanych spraw i inicjatyw, by zarobić na życie. Era chaotycznego indywidualizmu charakteryzuje się także tym, że każdy jeden ma swój pomysł na życie, który realizuje, a w trakcie fotografuje na instagrama czym się aktualnie wyróżnia… W takich czasach ruch kibicowski (i każdy inny ruch) musiał przejść zmiany, stracić na klimacie i pewnego rodzaju świętości. Ktoś napisał w komentarzu na jednej ze stron, że „po co mecz na żywo skoro cały świat małolata jest w jego telefonie komórkowym”? To po części smutna prawda. Z drugiej strony zbyt łatwo dziś zamknąć człowieka w kilku sloganach na krzyż! Pełno ich jest… Mogą dotyczyć trenowania, jeżdżenia, Internetu… na wszelkiego typu mobilizacje hasła zostały już wymyślone, a jeśli „ty nie… X”, no to oczywiście „się nie liczysz”.

(więcej…)


11.10.18 WPW. Mocne upomnienie. Rozmowa z Matką.

Matka Teresa uczyła, że nie powinniśmy pozwolić, by ktokolwiek kto do nas przyjdzie, nie odszedł szczęśliwszy. Matka Teresa nie była jednak trenerką sportu walki dla dzieci… Sportu, w którym muszą stawać się lepsi, by wygrać, albo by przetrwać. Nie zawsze więc się uda z tym szczęściem dziecka, a czasem wręcz wywalić dziecko za drzwi sali (zazwyczaj po dwóch ostrzeżeniach) jest moim jedynym narzędziem, które pozwoli mi uratować zajęcia, a być może także wywołać w dziecku pozytywny, acz związany z negatywnym doświadczeniem, wstrząs. Albo nie wróci, albo wróci lepsze, a ja będę miał wsparcie rodzica, byśmy ogarnęli dziecko w ten sposób, by nie rozwalało zajęć i nie dawało złego przykładu innym. Musi wiedzieć kto tu rządzi, inaczej będzie cyrk, a nie trening.

(więcej…)


3.10.18 Nic co przesadzone nie jest mu obce…

Polska lubi toczyć małe wojenki, obecnie trwa wojenka o film „Kler”. Nie żeby był mi on zupełnie obojętny, ale daje do myślenia fakt, że każdy jeden ma na ten temat własne, jakże „tablico-facebookowo” głębokie zdanie. No właśnie. Janusze mają „swoje” zdanie na absolutnie każdy temat, od kleru poprzez Rydzyka po wszelkie sprawy polityczne, ekonomiczne i kulturalne. Czytają w korkach tablice portali społecznościowych (książek raczej nie) więc „wiedzą wszystko” (zgodnie ze zdaniem wybranego autorytetu…). Gdy film Smarzowskiego przegada się już wzdłuż i wszerz, pojawi się całkiem nowy temat dla nudzących się w korkach i korpo Polaków. Niestety, stereotypy i zły obraz pozostaną w umysłach, dlatego projektu Smarzowskiego nie pochwalam, albo – że użyję stwierdzenia, za którym nie przepadam – jest mi przykro z jego powodu, ale że jest w nim trochę prawdy, muszę wziąć odpowiedzialność jako członek Kościoła i przede wszystkim modlić się za (i zwalczać ich wpływy…) upadłych księży. Mam też nauczkę za „DL”kowe propsy dla „Drogówki”, która pokazała rzygających gdzie się da policjantów z drogówki, a przy całej niechęci do policji, trzeba jasno stwierdzić, że tak jak Smarzowski nakręcił „Kler”, tak też nakręcił „Drogówkę” – przesadził, co jest jego pomysłem na sukces i pieniądze.

(więcej…)


25.09.18 Auschwitz-Birkenau. Patrząc zza drutów…

Byłem w Auschwitz i w Birkenau. To nie był pierwszy obóz, który zwiedzałem, więc nie był to też zbytnio przełomowy moment w moim życiu. Czasem myślę sobie, że mało będzie już przełomowych momentów w moim życiu. Rzuciłem używki, hajtnąłem się porzucając nakręcanie się na przygody, udowodniłem tym, którzy mnie skreślali, że poradzę sobie – znajdę sobie miejsce w życiu i ustabilizuję się. Nawróciłem się, ciągle nawracam się na nowo, poznaję czym jest grzech i wiem, że ma spore konsekwencje w życiu moim i moich bliskich. Wiem, że muszę korzystać z sakramentów, bo wszystko się rozpadnie. Ba – wątpię nawet, czy usłyszę jeszcze jakąś przełomową piosenkę, a muzykę kocham niezmiennie… Wydaje mi się, że pod żadnym względem nie zaskoczy mnie i nie wpłynie na moje życie już żadna płyta. Mam 82 lata? Nie, o 50 mniej… To ten czas, to okres stabilizacji, nieulegania każdej emocji i emocyjce. W Auschwitz-Birkenau ani nie byłem zdziwiony, ani nie płakałem, ani zbytnio nie dumałem. Spoglądałem na twarze zagranicznych turystów, którzy spuszczali przed nami-miejscowymi wzrok, byle tylko nie zachować się niegodnie. Chwała im za to, słyszałem tylko o rozkrzyczanych grupkach nieokrzesanych dzieciaków…

(więcej…)

Strona 1 z 7412345...Ostatnia »