Droga Legionisty

17.08.18 Bergamo/Mediolan w obiektywie korespondenta „DL” (WDR).

Stolicą regionu jest oczywiście „miasto mody”, ale… stolicą piłki nożnej niekoniecznie. Stosunkowo niewielkie Bergamo, czyli dom Atalanty zostało rozsławione wyczynami drużyny, która wiele lat błąkała się pomiędzy Serie B i Serie A, okupując dolne rejony tabeli. Po przyjściu trenera Gasperiniego wszystko zmieniło się diametralnie. Atalanta (pierwotnie mityczna niepokorna wojowniczka, która chciała poślubić jedynie mężczyznę silniejszego od niej) trzy lata temu awansowała do Ligi Europy zajmując… czwarte miejsce w Serie A (!) i od tego czasu gra w niej regularnie, z niemałym zresztą powodzeniem. W tym samym okresie Milan i Inter zaliczały szereg kompromitacji plasując się za plecami „uboższej krewnej” – dopiero w ostatnim sezonie nero-azzuri awansowali do Ligi Mistrzów. Ciąg dalszy – niedługo… na papierze. Tymczasem zapraszam na zdjęcia. To jest „DL”ka, a więc fotografowałem trochę brzydsze (lecz nie dla nas) motywy z wymienionych miast niż na powszechnie dostępnych fotografiach.

(więcej…)


15.08.18 Waleczne serce. Chociaż o dopuszczający…

Aj, jak dobrze mieć luźny poranek, podczas którego nie jedna, a dwie kawy pękną i nie jeden, a trzy nowe teksty dla Was zostaną napisane. Dwa pierwsze do bólu przyziemne, pozwólcie że trzeci oprę nieco bardziej o atmosferę święta, jakie przecież dziś obchodzimy w naszej kochanej Ojczyźnie. Robię rachunek sumienia i nie opuszcza mnie wyrzut, że mam strasznie popsute serce, a serce to główna część ciała każdego mężczyzny. „Waleczne serce” – brzmi inspirujący tytuł filmu, a nie „Waleczny fiut”. „Waleczny fiut” to tytuł filmu dla przegranych. Popsute serce, tak czytelnicy… Mniejsza o konkrety, to między mną, a Bogiem. Nie wiem kiedy to się stało, zapewne gdzieś kiedyś na ulicy, bo w domu było w porządku (może dlatego w ogóle mówię o czymś takim jak serce, a może to dzięki genowi twórczemu, może tylko dzięki łasce z góry…?). Oceniam w nim ludzi, nie przepadam za towarzystwem. Może chodzi o twórczość, kiedyś W. Łysiak napisał, że nie lubi tłumu, może pewien typ tak po prostu ma? Może chodzi o strach? Sam nie wiem przed czym.

(więcej…)


15.08.18 Żałosna wendeta Pawełka.

Pewnie każda ulica ma swojego Pawełka. Otyły, niemyjący się, a co za tym idzie śmierdzący. Będący wszędzie, na piłce, na kartach i pierwszych szlugach, ale także nieco gnębiony i poniżany. Śmierdząca maskotka. Nasz Pawełek wyzywany był od grubasów, śmierdzieli, czasem kopnięty w dupę, znany z tego, że stawiał wszystkim szlugi, chyba podkradał coś starszym, bo kieszonkowego raczej nie miał. Pojawiał się i znikał. Czasem miesiąc na dworze i rozpusta, a potem miesiąc wakacji kary w domu i Pawełka nie było (szlug też). Pawełek był naszym rówieśnikiem i to z jednej ulicy, więc my mieliśmy swoje granice, ale starsi w szkole nie. Kiedyś sikał w szkolnym kiblu to go rzucili śmietnikiem, który wleciał z góry – luką między sufitem, a drzwiami, kiedy indziej na przerwie wrzucili mu zdechniętego ptaka pod koszulkę, a zimą petardę do kaptura. Takie tam klimaty. Skończyła się szkoła podstawowa. Nagle Pawełek powiedział „stop” (a dokładniej, bo wypowiedział to na głos: mam, kurwa, dosyć) i stwierdził, że będzie zły. Przyznam, czasem byłem w szoku.

(więcej…)


15.08.18 Mity z młodości. W dzień zwycięstwa.

Kocham bloki, ale powiem Wam, że dziś szczególnie są to historie chłopaków z bloków, którzy żyli różnie, niepokornie, chuligańsko, ale jednak ogarnęli się po swojemu. Niezbyt podoba mi się jak kolesie w słusznym już wieku robią ulicznemu klimatowi wstyd swoim zachowaniem, nie taki wstyd że komuś pierdzielną w dekiel za coś naprawdę konkretnego, czy namalują coś ładnego, bo to nie wstyd, tylko taki wstyd, że na naszej ulicy po prostu zdegenerowali się. Przykład z życia mojego bloku? Proszę… Popieracie ojca, który – prawilny oczywiście, tak, tak wszystko się zgadza, wszystko sztywniutko -, wnosi wózek z dzieciakiem na półpiętro i z kolesiami pije na nim wódę z meliny? Czy może od polskiej ulicy (obchodzącej dziś święto zwycięstwa 1920), gdyby nie zżerał ją rak, powinien usłyszeć raczej – weź go chociaż, kurde, zaprowadź, a najlepiej nie pij od 12:00 i zajmij się nim…? Dlatego też w ruchu kibicowskim zawsze lubiłem te momenty, gdy sportowcy zwalczali patologię na wyjazdach siłą. Nikt nie jest święty, ale są granice – ogarnij się, a przede wszystkim REPREZENTUJ godnie. Swój klub, ale też powinno być (jeśli kochamy, jak klub…) osiedle, Ojczyznę, a nawet rodzinę.

(więcej…)


13.08.18 Bić się…

Niektórzy tak kochają walkę, że nawet oświadczają się „po ustawkowemu” jak na załączonym zdjęciu! Ja preferuję raczej walkę sportową. Ostatnio ciągle powtarzam sobie jaki to jestem stary i nie nadaję się już do sportu wyczynowego. Niestety, podkręcają to najbliżsi, którzy kiedy tylko jest okazja podkreślają, że po co ci to i tym podobne slogany. No tak, najlepiej w wieku trzydziestu paru lat kosić już trawniczek. To coś na zasadzie jak to będzie na starość wyglądało o tatuażach – totalnie bez sensu. Na szczęście istnieją inne autorytety niż rodzina i przede wszystkim własne wołanie wewnątrz. Jeszcze mam tak, że mimo nadmiaru zajęć przynajmniej raz do roku chcę przygotować się i wystartować w zawodach.

(więcej…)


13.08.18 „Nie bądź taka Matka Teresa!” w n(A)szym ko(N)tekście.

Stali czytelnicy, jak mniemam, już dawno przeczytali „Drogę Legionisty” nr 23 (lato 2018), więc pozwolę sobie udostępnić jeden z felietonów stamtąd na e-zinie. Trochę go stuninguję, żebyście się nie nudzili, heh. Czytałem niedawno książkę. Jako nacjonalistę skupionego na „socjalu” bardzo interesują mnie „święci od pomagania innym” (bardzo efektowni, co ciekawe – za sprawą pozamaterialnych pobudek, a przecież Bóg obiecuje cierpiącym lepsze życie po śmierci…). Byli niesamowici! Matka Teresa jest symbolem. Nie bądź taka Matka Teresa z Kalkuty! – upominało się innych za dzieciaka na trzepaku, gdy ktoś był zbyt dobry. Ale dziś moja perspektywa widzenia się zmienia, czas subkulturowania minął, a ta niska katoliczka działająca w Indiach jest niedoścignionym wzorem miłosierdzia i skupienia się na doraźnej pomocy najbardziej cierpiącym.

(więcej…)


3.08.18 Rozkmina z nadmorskich kurortów…

„O co ci chodzi?” – będą pytali, gdy będziesz chodził wnerwiony, albo będziesz „walczył” w niemodnych, abstrakcyjnych dla nich sprawach. Świat niby lubi specyfików, dziwaków…, każdy teraz chce nim zostać, wrzucając zdjęcia, na których jakiś laluś jest niby zamyślony, dodając do tego wybrany przypadkowo cytat mędrca…, mniejsza czy katolika, czy satanisty, odbywa się to pewnie drogą losową, heh. Ludzie dostali facebooka i nagle każdy chce być kimś, nie zwykłym Januszem tylko Januszem z mądrym cytatem „pod profilowym”. Swoje trendy mają też dzisiejsze dzieciaki, a ich idole mogą zawstydzić nielicznych na rynku naszych czasów Nagły Atak Spawacza, czy Liroya. No więc jeśli będziesz tym specyfikiem, który nie rozumie współczesnej patologii, możesz nie mieścić się w normach trend-owatości. – Dawaj, gruba, dawaj! – krzyczało z balkonu, a było już około północy, jakichś dwudziestu młodych chłopaków-piłkarzy. Patrzę co się dzieje, wychylam się zza winkla i oczom nie wierzę – jakaś otyła małolatka tańcuje niczym cyganka na środku ulicy, aż obóz dzieciaków poruszył się na pierwszym piętrze, przerywając dyskotekę, na której leciały przesadnie ordynarne kawałki jak na tę grupę wiekową…

(więcej…)


1.08.18 Wrócić i zrobić swoje – jak Joanna Jędrzejczyk…

Przegląd sportowy zacznę od… MMA, pozwólcie na chwilę pozytywu zanim przejdę do Wojskowych. Szacunek dla Joanny Jędrzejczyk. Jest dla mnie przykładem sportowej maszyny, podobnie jak CR7 w piłce nożnej. Poza sportem można mieć zastrzeżenia do pewnych zachowań tej dwójki, ale jeśli chodzi o sport – jest to perfekcyjne połączenie talentu, pracowitości i silnej psychiki. Weźmy pierwszą kobietę w UFC – Rondę. Przegrała raz – załamała się. Wróciła – dostała w żenującym stylu i zakończyła karierę. Teraz pracuje… w cyrku, bo tak należy określić zjawisko zwane w Stanach Wrestlingiem. Asia też dwa razy przegrała, ale zamiast próbować robić kasę w USA na inne sposoby, do czego ma otwarte drzwi, codziennie wrzucała przebitki z sali, siłowni, potwierdzając, że po pierwsze jest sportowcem. Pokornie (nie jako główna gwiazda, nie jako jedna z dwóch głównych gwiazd…) wyszła w jednej z wielu trzyrundowych walk gali, zrobiła swoje, wygrała, zjadła pączka w szatni… Czekam na dalsze ruchy i lądowanie w Polsce, bo amerykańska gra prowokacją uskuteczniana w federacji UFC również napawa mnie obrzydzeniem. No dobrze. A piłka nożna…?

(więcej…)


27.07.18 Co ja znowu napisałem…?

Lubię Was o coś spytać na łamach, bo zawsze odpowiecie i dodacie w bonusie ciekawe linki. Tak – już wiem kogo ikonę (właściwie to atrapę, bo oryginalna – nowa – ikona trochę kosztuje…) kupiłem, cyrylicę rozczytało mi ok. 30 czytelników. W związku z tym naszła mnie refleksja, człowiek niby zna trochę mądrych osób, ale gdy ma głębszy problem z kwestią polityczną, kulturalną, historyczną, to kiboli (tych niby bezmózgich…) pyta, bo taka prawda, że fanatycy są często ciekawi świata i po prostu wygraliby specyficzny „Jeden z dziesięciu”. Lipiec. Ludzie chleją po kurortach, małolaty chodzą z różowymi głośniczkami z kiepską muzą. Wakacyjny klimat udzielił się wszystkim, nawet kapeli Bronson, która wypuściła taki, niepodobny do wszystkiego w ruchu NR, klip…

(więcej…)


19.07.18 A teraz ta niezręczna chwila wzruszenia, której nikt nie lubi.

Wiem, że miałem w historii „DL” lepsze i gorsze momenty. Momenty, w których wychwalałem nawet hedonistyczny trap, bo w momentach załamania tak właśnie chciałem żyć, szybko i olewczo, co zresztą nie jest w środowisku, z którego się wywodzę niczym szczególnym. „DL” jest pisana nadal, bo jestem konsekwentny, mimo iż nie jestem taki jak byś chciał. Część toleruje, część nie…, biorę na klatę. Dla chuliganów jestem zbyt spokojny, a dla spokojnych zawsze byłem zbyt chuligański. Dla niewierzących zrobiłem się jakiś taki zbyt wierzący, a dla wierzących ciągle zbyt niewierzący, bo jednak kibic. I tak dalej… Znany z tego, że nieznany. Były momenty, że czytało mnie dużo osób i cytowały mainstreamowe gazety, były takie, że prawie nikt. Znajomego kolega zdobył 23 numer zina „DL” i napisał do niego niedawno, że „ty, ten typ to się nawrócił”. Różni jesteście Wy – czytelnicy, jeden czyta wszystko, drugi rzadko, a „DL” jakby nie patrzeć, najlepiej widzi się jako całość, zbiór wszystkich tych lat i tekstów.

(więcej…)


18.07.18 „Czyste jak łza”? Przylepiony do naczynia miód…

Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobrze przedstawiona teoria – mówił Kurt Lewin… Posłuchajmy go zatem i posiejmy nieco teorii, sięgając najpierw do pierwszych wieków. Jeden z dawnych, chrześcijańskich ojców pustyni przekazywał anegdotę „o nowicjuszu i o starym mnichu”. Przetrwała do dziś – ktoś mi opowiedział. Nowicjusz spytał starego mnicha dlaczego ciągle grzeszy, skoro wstąpił do zakonu… Sądził bowiem, że wybranie takiego życia całkowicie uwolni go od grzechów. Stary mnich kazał przynieść młodzieńcowi dwa naczynia – jedno puste, drugie pełne miodu i polecił mu, by przelał miód kilka razy z jednego do drugiego. Gdy nowicjusz już to zrobił, stary mnich go zapytał, czy w pustym obecnie naczyniu nie ma teraz ani trochę miodu, czy nic nie zostało…? Miód tam był… Ścianki naczynia tak nim obeszły podczas przelewania, że niemożliwym było, by miód nagle całkowicie zniknął…

(więcej…)


8.07.18 „Dany mi został oścień dla ciała”…

Gdy pasje wywołują we mnie wściekłość…, czas nieco odpocząć. Nie jest to łatwe, bo natręctwa wołają już po dwóch dniach! Lata nakręcania siebie, że „muszę” uzależniają od satysfakcji z wierności swoim założeniom, które regularnie były mnożone, coraz bardziej obciążając myśli, serce, ducha i ciało. Po drodze objawił się brak pokory, by radować się z tego, co na daną chwilę mogę zrobić i co już mam. Nie chodzi o to, aby być przeciętnym i siąść na kanapie, ale pokornie przyjąć to, na co pozwala mi obecny czas i możliwości. Nie da się tylko dokładać i tego nie odczuć. Zły próbuje szarpać za wszystko, także za to, co w nas dobre i warte rozwijania. Bez pokory, odpoczynku i Jezusa w centrum, nie uda się nad talentami zapanować, On musi być na pierwszym miejscu, by wszystko inne było na właściwym (sprawdźcie to, efekty są naprawdę zadziwiające).

(więcej…)


8.07.18 „Z racą w ręku szukać” dobrego przykładu…

Chrześcijańscy przodkowie Anglików zapewne dziwią się kto odśpiewał hymn przed Szwecja – Anglia, po tamtej Anglii nie ma już śladu. Zacierają się także ślady po wygranych walkach każdego pokolenia młodzieży – w tym naszego. „Czy jesteś gotowy na RODO?”, czy jesteś gotowy na SRODO? RODO kojarzy mi się z… Frodo, a ten z kolei z niezbyt udaną kreacją Amerykanina w „Green Street Hooligans”. Wszyscy srali w gacie, bo Unia wprowadzała kolejne absurdy, nie pomyślą zaś długofalowo, że sama Unia jest absurdem. Nie boję się… szefów firm… w futrach z fok… – śpiewało lata temu Hey. Nie bójmy się! Skapnęliście się zapewne, że lubię w ostatnich latach znikać, a śledzenie tych samych zapętlonych ryjów w TV i mediach doprowadziło mnie do obrzydzenia polityką i zbliżenia się do Boga oraz natury. Spikselizowane drzewo z gry „Minecraft”, które towarzyszy dzieciakom, zmieniam na prawdziwe drzewa, a zapachy na inne niż te, które znam z półpiętra mojego bloku, upatrzonego przez bezdomnych alkoholików. Niedawno zachwycałem się – w licznych tekstach – wygraną walką o patriotyzm pokolenia. To było po tych dziesiątkach manifestacji, które wspólnie przeżyliśmy, z Marszami Niepodległości na czele. Było to po boomie na patriotyczną muzykę, filmy, na biało-czerwone flagi… Do dziś uważam nas za pokolenie uliczników, którzy wywalczyli dla siebie i innych pamięć o prawdziwej Polskości. My tu jednak gadu-gadu, a rośnie nam pokolenie nowe…

(więcej…)


8.07.18 „Tak nie było zawsze”, czyli o więzach błędów…

Malarz Van Gogh widział świat posegregowany w swoich wewnętrznych szufladkach… „Robotnik”, „murzyn”, czy ktokolwiek inny był dla niego osobą z określonym z góry zestawem cech i „nie mógł w danej sytuacji postąpić inaczej” niż sądził słynny malarz. Nie mógł, bo po prostu… taki reprezentuje typ i koniec! Jest tylko jeden problem… Van Gogh był chory psychicznie. Tymczasem wielu naszych rodaków sądzi, że jeśli Rusek, czy Ukrainiec to na pewno chce nas zniszczyć i oszukać – bo to… po prostu Rusek i Ukrainiec. Nie zgadzam się nie tylko z tego typu nacjonalizmem, ale przede wszystkim z tak głupim podejściem do życia (np. tłumienie w sobie, że po prostu dobrze życzę kadrze Staszka na tym mundialu… tak jakoś jest, no nie…?), bo to się potem przekłada na inne relacje. Ale…

(więcej…)


21.06.18 W atmosferze mundialu. O żuczkach pchających kulkę gnoju…

Wielu z nas, kibiców nazwijmy to „kumatych”, dzielą drobne różnice w podejściu do całości klimatu. Jeden bije się w lasach, a debiutuje na trybunach dopiero po zaliczeniu kilku ustawek (znam osobiście), drugi również bije się w lasach, lecz prócz polskiego klubu jest fanatykiem Realu Madryt i kupuje oryginalne koszulki Królewskich (również poznałem osobiście). Jeden kocha futbol, ogląda każdy mecz mundialu, nie bił się w lesie ani razu, lecz rozumie „ekipę sportową” swojego kochanego klubu i nie wykręca jak pedał numeru 997, gdy widzi pierwszy lepszy „przejaw chuligaństwa” (znam całą masę takich spokojnych, lecz kumatych osób…). Jeden jeździ na wyjazdy i nie ma nawet e-maila (nie znam), a drugi jeździ i odznacza się na zdjęciu z vlepką na sektorze gości (na szczęście też nie znam)… Po prostu różni są kibole i ich gusta… nie sposób zaszufladkować wszystkich pod jeden zbiór zachowań i podejścia do wszystkich gałęzi zjawiska zwanego kulturą futbolową i okołofutbolową. Kto myśli, że wszystko powinno być krojone według jego prywatnego gustu (a „inny to pajac”) to sorry, ale ma pewne braki intelektualne, nawet gdy tam gdzie jest idolem ma masę kolegów śmiejących się z jego żartów na temat ludzi (co zresztą podtrzymuje nadwyrężone gdzieś kiedyś – co osoba to gdzie indziej – poczucie własnej wartości…). Do rzeczy jednak, bo miało być o żuczkach… dla tych, którzy jednak oglądają Mistrzostwa Świata…

(więcej…)

Strona 1 z 7312345...Ostatnia »