12.04.19 Powroty…

Ten Wielki Post jest dla mnie specyficzny, bo odwiedziłem akurat Hamburg oraz dzikie Ateny, siedząc tam po kilka dni i samemu pchając się turystycznie w epicentra ulicznego lewactwa. Mam intensywny kwiecień pod wieloma względami, eurotripy to pikuś. Oprócz tego, że człowiek taki jakiś nakręcony chodził, bo St.Pauli i Exarchia to kultowe miejsca naszych przeciwników politycznych, owe dzielnice, kluby, atmosfera, mecze i kolekcjonerskie zakupy w dziwnych sklepach… w żaden sposób nie były w stanie przekonać mnie, że mylimy się podczas pukania po głowie na dźwięk słowa „antyfaszyzm”! Same sposoby działania ich aktywistów – i to jest ta istotna różnica w definiowaniu moich refleksji i relacji – są inspirujące (bo nasi to zazwyczaj piwowo-barowi „spece” od polityki z brzuchami dużymi od nicnierobienia…), ale w żadnej mierze wartości, a właściwie antywartości, które za nimi stoją! Sierp i młot jako graffiti na „wolnej dzielnicy” w Atenach? Równość to utopia i tak wyłonią się w (załużmy, że powiększającej się) komunie przywódcy i ich wydymają, dowodzą o tym też badania prowadzone przez socjologów (rozmawiałem z jednym, który wykłada na kilku uniwersytetach), czy takie klasyczne lektury jak „Folwark zwierzęcy”. A nawet jeśli im się uda na chwilę… tu na ziemi to jest walka dla walki. Oni walczą o swoje wartości, my o swoje, materialiści o powiększanie majątku… koło się toczy i będzie toczyć, jak kula ziemska.

(więcej…)


2.04.19 Kolejne refleksje po wizycie na St.Pauli. Nie wszystko jedno!

W czasie Wielkiego Postu katol wiele słyszy o tym, że „powinien rezygnować”, że „powinien się powstrzymać”… Ogólnie, gdy walczysz o duszę, dużo powinieneś. Naturalnie pojawia się pytanie o granice – one istnieją, bo wszędzie muszą istnieć granice, inaczej byś zwariował! Tak więc gdy żyjesz w mieście, jak ja, stale na nowo musisz rozeznawać i korzystać pokornie z rad innych. „Czy przekroczyłem, czy przesadzam i nadinterpretuję”? „Kiedy wchodzę w zagrażające mi rejony”? Po wizycie na lewackiej dzielnicy, na multi-kulti Zachodzie wiem jedno – dobrze, że wiem do czego wracać! Do normalnej Polski, jeszcze katolickiej. Państwo jest potrzebne, bo zawsze jakaś władza, czy to formalna, czy nieformalna (patrz: recenzowany tu „Folwark zwierzęcy”) będzie „dawała przykład” tym mniej myślącym, mniej ambitnym, bardziej olewającym, albo po prostu niedoświadczonym. Państwo powinno dawać przykład prawem (przestrzeganie go przez obywateli to inny, osobny temat…). Ludzie idą za symbolami przyjętymi w swoim otoczeniu, nie oszukujmy się – nawet jak nie chcą, chłoną też kulturę i to, co w szkołach. Dlatego potrzebuję ZDROWEGO narodu, dlatego potrzebuję ZDROWEJ Ojczyzny (tak – wiem, wielu wypaczyło już to pojęcie – w tym problem…). Za czym idą dzisiejsi Niemcy…? Nie mają ani w narodzie, ani w klimacie dzielnicy przykładu moralności na jakiej oparta jest cywilizacja chrześcijańska, którą uważam za dobrą (to jednak, jakby nie patrzeć, subiektywna opinia, ale dobrze, że jest nas tu więcej…). Ich rodacy wypaczyli nacjonalizm za czasów Hitlera i zostawili w nich ogromne poczucie winy, które – jak to bywa – doprowadziło do wylewania kolejnych dzieci z kąpielą. Grzechy, a szczególnie takie jak te polityczno-wojskowe, mają ogromne konsekwencje. My powinniśmy o tym pamiętać, a inni powinni mieć w ogóle poczucie, że istnieje coś takiego jak grzech i że sami mogli się w nim zagubić…

(więcej…)


27.03.19 Powody by wierzyć, czyli list do Was…

Zacznę nietypowo jak na „DL”, cytatem. Moja wiara w to, że cuda naprawdę zdarzały się w historii ludzkości, nie jest mistycyzmem. Wierzę w nie na podstawie ludzkich dowodów, tak samo jak wierzę w odkrycie Ameryki. Z tą sprawą wiąże się pewien fakt, który, by go dobrze zrozumieć, wymaga jedynie porządnego wyjaśnienia i prostego sformułowania. Z takich czy innych powodów w ludzkim umyśle zrodziło się przekonanie, że ludzie nie wierzący w cuda traktują rzecz z dystansem i uczciwością, natomiast wierzący przyjmują je jedynie w powiązaniu z jakąś doktryną. Nic podobnego. Wierzący w cuda uznają ich istnienie (słusznie lub nie), ponieważ mają na to dowody. Natomiast nie wierzący w cuda przeczą ich istnieniu (słusznie lub nie), ponieważ wyznają doktrynę, która je wyklucza (G.K. Chesterton – na zdjęciu obok – książka „Ortodoksja”). Wierzyć w Boga można także na podstawie dowodów, takich jak np. krwawe łzy lecące z oczu Chrystusa (prześwietlono figurkę z Cochabamby – m.in. doktor Robert Lawrence, patolog i specjalista w dziedzinie medycyny sądowej – i wykluczono ingerencję w nią itd., źródło: książka „Powody, aby wierzyć” Rona Tesoriero). Czy zapoznałeś się z takimi dowodami? Co o nich myślisz? Może to nie „nawiedzony katol”, a Ty jesteś zwykły oszołom, heh?

(więcej…)


21.03.19 WPW. Pod moją bramą…

Niejeden fragment Pisma sugeruje nam potrzebę pomagania biednym – w tym żebrakom. Żebrak to, przynajmniej w naszych warunkach, najczęściej także pijak, często z wielką winą ukrytą w aktualnym stanie swej cuchnącej historii, ale rzecz jasna nie zawsze tak jest (proza życia bywa bardzo poplątana, wyleczyłem się z szybkiego oceniania…). W czwartek 21 marca także czytaliśmy Łukasza (16, 19-31), gdzie żebrak Łazarz trafia do nieba, a bogacz, który codziennie wystawnie ucztował, do piekła. Pewnie podobnie do Was, mam po słuchaniu takich fragmentów wyrzuty sumienia, gdy nie pomogę jakiemuś napotkanemu bezdomnemu, ale Pan Bóg musi przecież wiedzieć w swej mądrości (a może wymaga ode mnie więcej?), że nie da się ot tak pstryknięciem palców zmienić czyjegoś życia, tym bardziej tak skomplikowanego jak bezdomnych alkoholików. We wspomnianym fragmencie jest jednak coś jeszcze: Łazarz pragnął nasycić się resztkami ze stołu bogacza. Bogaty trafił do piekła za to, że nie chciał się podzielić, choćby resztkami. Nie za sam fakt posiadania lepszej sytuacji życiowo-materialnej, ale z powodu niezauważenia żebraka, który leżał – jak mówi nam Ewangelia – pod bramą jego domu…

(więcej…)


20.03.19 Dwie skrajności, które kocham… Pierwszy dzień wiosny.

Idę chodnikiem, czytam „Piłkę Nożną” (wiem, że „fetowanie Kaki niet”, ale CR7…, co to za maszyna jest!), bo mi się znudziło patrzeć przed siebie, zaraz w kogoś walnę? Nie, tu jest zbyt głośno. Od literek odciąga mnie wrzask jakiejś (zbyt dużej na taki wrzask) dziewczynki stojącej przy młodej matce, której – niestety – postawa podsuwa mi na myśl pewne stereotypy. Dopiero co wszedłem z tego swojskiego wrzasku do domu. Otworzyłem okno. Mimo, że mieszkam wysoko, potężne „kuuuurwaaa” x2 (godzina 13:30) dobiega do mych uszu. Uśmiecham się i wdycham pierwsze ciepłe powietrze. Nie ma jak powrót wiosny na moim osiedlu, że tak powiem klasa robotnicza, a nie, przepraszam – tak będzie uczciwiej względem prawdy, socjal klasa wyłania się na dwór, wraz ze swymi dziećmi, gadżetami z AliExpress od obciążonego listonosza oraz frustracjami. Póki nie kupię działki na wsi, a takie mam marzenia, takie właśnie mam marcowe ćwierkanie ptaszków. „Ptaszki” będą „ćwierkać” dalej (idzie wiosna – stoi jak sosna), więc koło patologii będzie się na przedmieściach zapętlać. Misją szukać tu czegoś dobrego, nie zwariować. Pocieszać się, że chociaż białe te osiedla, nie dochodzą inne problemy. Jak mi stary, siwy frustrat zbluzga kobietę za spacer z psem to przynajmniej mogę go potem spytać o cholerę mu, kurwa, chodzi skoro sprząta po nim, zamiast szukać w translatorze języka z jakiegoś ISIS landu, albo od razu sięgnąć po kastet.

(więcej…)


19.03.19 Czy serce Ci rośnie…? Czy już tylko obojętność…?

Piłkarze Legii w nadchodzący weekend nie grają (chyba, że w pokera), przed nami mecz eliminacji do Euro 2020, w których Polacy zagrają z Austriakami we Wiedniu. Austria to prawie sama Bundesliga w składzie, z ciekawym napastnikiem z londyńskiego West Hamu Arnautovićem na dokładkę. Co zrobić – obejrzę. Marudzę na kadrę sporo, ale chęci wracają, tym bardziej na początku eliminacji. Powód? Bo to kadra właśnie… proste. Zawsze kibic jakoś tam na nią spogląda, czy to kątem oka, czy oboma gałami na raz… Lubisz futbol? Będziesz do niego wracał. Potem Polska – Łotwa w Warszawie. A propos futbolu. Też nie wybieram sobie czarnoskórych idoli (fotka obok), nie mam takich, ale w poniższym przykładzie, który nawiedził mnie przy obiedzie i prasówce, chodzi mi o relację kibol-piłkarz. Kibol, bo reakcja kibiców typu „dzisiaj kibicuję temu, a jutro tamtemu” mnie nie interesuje (parafrazując klasyka wojny kibicowsko-medialnej: nie dla fetowania Kaki!).

(więcej…)


18.03.19 Grecy ciągle spontaniczni. Przerwane derby!

Futbolowy światek żył raczej derbami Mediolanu („bo Piątek” – no i nie strzelił…), a ja w ten weekend, oczywiście prócz meczów Legii, zerkałem na Ateny, gdzie Panathinaikos podejmował u siebie rywali z Pireusu („bo możliwy spontan” – no i był…). Niedługo lecę do Grecji i tak sobie lukam, i oby rozgrywek znowu tam nie zawiesili, heh, bo derby zostały przerwane w okolicach 70 minuty (filmiki w aktualizacji). Zresztą już w 5 minucie spotkania z powodu wybiegnięcia kilku osób z Panathinaikosu w stronę ławek rezerwowych Olympiacosu interweniowały psy i ochrona. W owej 70 minucie (stan 0:1 dla czerwonych) sędzia Marco Fritz przerwał mecz, bo m.in. spalono flagi Oly. Użyto gazu, w efekcie kibice musieli opuścić niektóre sektory, robił się typowy grecki chaos. Zawodnicy obu klubów i sędziowie zeszli do szatni, wrócili po 20 minutach, ale sędzia z asystentami zdecydował, że mecz nie będzie kontynuowany. Po spotkaniu, na tyłach stadionu doszło do awantury z policją (filmik w aktualizacji). Oto Grecja właśnie, duże różnice punktowe w czołówce, dużo meczów o nic, OFI Kreta gra i wygrywa, ale… i tak jest zdegradowane od przyszłego sezonu (za korupcję) [1]!

(więcej…)


12.03.19 Na standardowym spacerze z psem… Lordowie z Totolotka.

Punkt bukmacherski w środku dużego miasta. Wchodzę z psem, pani uśmiecha się zza lady. Typowy Janusz z wąsem rozsiadł się na krzesełku niczym lord. Noga na nodze, ręce na oparciach sąsiednich krzeseł. Oczywiście old schoolowy wąs. Brakowało tylko klapek i skarpet. Gdy pani wprowadza mój numer kuponu na dziś, do punktu wchodzi kolega Janusza – też Janusz – i lord rozpoczyna dyskusję o piłkarskim wtorku. Jak co dzień? Pani słucha tego obojętnie – to jej standard, ja przysłuchuję się. Opowiada o kolejnych meczach, jak to faworyt jest oczywisty. Oczy błyszczą jak pięciozłotówki, słowotok jak na amfie, nie zauważa, że mój pies obwąchuje mu buty, lord z zakładu bukmacherskiego opowiada niepytany, że luty był bardzo dobry, a marzec póki, co taki sobie (faworyci nie byli oczywiści?). Na dziś jednak, oczywiście (jak co dzień?), są pewniaczki! Jego kumpel mówi:

(więcej…)


12.03.19 Fascynacja codziennością. Walczyć o nią jak Rocky.

Facet bez zastrzyku adrenaliny, beztroskich emocji po prostu usycha. Staje się zdziadziały, czy ma 18, czy 33 lata. Usycha także bez wartości i walki o nie. Futbolowa subkultura łączy w sobie sporty walki, bojowy patriotyzm i ostre stanięcie w obronie wartości naszej cywilizacji. Kibice wstawili się za wieloma sprawami, które przynoszą dumę nam wszystkim i każdemu z osobna, często przybywającymi na co dzień wśród lemingów w szkołach, czy w pracy. Nie chcę stale narzekać – są sprawy, które mnie cieszą! Cieszy mnie także, a może nawet przede wszystkim, zwykły, najzwyklejszy dzień meczowy, jak za małolata. Bez wielkich planów, bez wielkich zobowiązań (ale i z szacunkiem do pewnej grupy zobowiązanych…). Jako gościu w wieku chrystusowym po prostu cieszę się, gdy mogę odłożyć pęd dnia codziennego, te wszystkie zmartwienia i ambicje i udać się na mecz na żywo! Potrafię czasem odzyskać strzępy tej radości, kiedy za dzieciaka wychodziło się z domu z jednym celem (ta radość to też chyba częściowo z powodu tego braku zobowiązań…). Śledzę tabele, wkręcam się zarówno w mecz piłki jak i kosza. No właśnie. Pasja związana z samym klubem, ze sportem, ma także inne odsłony niż walka o tytuł piłkarzy nożnych…

(więcej…)


12.03.19 Futbolowa pasja w sercach kibiców i piłkarzy.

Lechia (swoją drogą, ładny transparent! Przyda im się to świadectwo po akcji z fetowaniem pewnego polityka…) – Wisła Płock 1:1. I wszystko w temacie. I dlatego, mimo Legia – Cracovia 0:2, Wojskowi będą Mistrzami Polski. W sobotę uczta, o 18:00 Zagłębie Sosnowiec pokona u siebie lidera, a o 20:30 Legia pokona Śląsk, wskakując na fotel lidera Ekstraklasy! Taki jest plan, realny – przyznacie, więc football weekend będzie ekscytujący! Wcześniej dawny i przyszły ekstraklasowiec (11 punktów przewagi nad drugim ŁKSem!) – RKS Raków w Pucharze Polski. Też czekamy na kolejny Puchar dla Legii – w roli faworyta i obrońcy trofeum. Potem na awans do LM. Powiem Wam, że dobrze jest mieć sportowe marzenia będąc kibicem, niby nikt „nie interesuje się piłką” (a prędzej groźnymi ciuszkami), ale kiedy zbliża się mecz o coś, „coś” odżywa, bo przecież wszyscy brudziliśmy się na żwirowych boiskach, uganiając się za futbolówką – to nasza pasja od dziecka. Dlatego, także dlatego, te sprawy są ciągle tak ważne!

(więcej…)


11.03.19 „Nie bądź naiwny, przecież wiesz…”.

Tak bardzo chcę żeby było po mojemu. Tyle nerwów bierze się stąd, że ktoś patrzy – co ciekawe, najczęściej jest to wyimaginowany wróg. Chcesz zaimponować, utrzymać pozycję, bądź ją poprawić. Ktoś patrzy, a nie wychodzi mi tak jak to sobie wyobraziłem, wymarzyłem. Czy ja naprawdę lubię coś robić, czy robię to po to, by być od kogoś lepszym i tym samym zaspokoić swoje potrzeby? Oczywiście, z wierzchu wszystko się zgadza, przecież musimy coś lubić, więc lubimy to i tamto, zwane naszą pasją, lub hobby, ale tak to zostawić byłoby zbyt proste (większość nigdy się nie zastanowi i będzie im z tym dobrze). Z jakiego powodu mamy siłę ciągle cisnąć? Co kryje się pod tymi powierzchownymi motywami? Jaką potrzebę chcesz zaspokoić zdradzając kobietę? Czy naprawdę tylko cielesną, czy może emocjonalną, bo wszystko jest już zbyt stabilne, a Ty gubisz się w takiej stabilności, spada Twoja własna samoocena. No co, ja już nie mogę? Tego i tamtego… Nudy. Bierzesz kurtkę i wychodzisz z domu.

(więcej…)


8.03.19 Rewolucja pożre własne dzieci…

Konieczność zaangażowania się politycznego przypomina nacjonalistom, kibicom, prawicowcom itd., aktualny numer „Do Rzeczy” podejmujący temat Szwecji, a konkretnie tego jak ona skończyła jako „raj dla uchodźców” oraz kraj, w którym polityczna poprawność podniesiona jest do roli cichej doktryny. Znajdziemy w tym centro-prawicowym tygodniku wywiad i tekst, pełne znanych nam, lecz ciągle budzących nieprzyjemny dreszczyk danych. Czy naprawdę katolickie jest odłożenie takiej świadomości upadku Europy na bok, nawet w Wielkim Poście…? Czy czas, kiedy statystyka gwałtów (popełnianych przez osoby, które w Szwecji są krócej niż rok) rośnie, stosownym jest rozmawiać o tym, że „Jezus też był uchodźcą”…? Islam to religia, która ma inne wartości niż nasze – chrześcijańskie i to jest grzech zaniedbania, by pozwolić na takie zmiany polityczne, w których ludzie nie mogą w pokoju wzrastać w naszej wierze! Gdzie są wyparci przez inne religie, lub polityczną poprawność – jak w Szwecji. Co ciekawe, te dwie ostatnie (religie i cenzura, a do tego jeszcze ta lewacko-liberalna niby-wolność) egzystują obok siebie, byle to nie był katolicyzm, a więc de facto rewolucja pożre swoje własne dzieci, gdyż Islam niezbyt toleruje liberalne podejście do życia.

(więcej…)


5.03.19 I nikt nie woła…

Chcę mieć w przyszłości swój dom, chcę mieć kominek i jak stary biały człowiek napełniać się przy nim wiarą, oglądaniem meczów, ale i kulturą. Tak, mam takie spokojne marzenia zamiast więzienia. Ubolewam jednak, że Ci którzy bardzo dobrze brzmią – którzy dają mi tą kulturę, bardzo często „śpiewają dla zła”, świadomie, bądź nieświadomie. Myślą, że duchowość to żarty, albo są krótkowzroczni. Dziwi mnie właśnie (ciągle od nowa to mielę) jak ludzie o dużych, czasem, umiejętnościach i talentach są po prostu durniami i często w piękny sposób szerzą, wprost, lub aksamitnie, kulturę (o ile można ją tak nazwać) śmierci. Powolnego umierania narodu, lub pojedynczego człowieka. Keith Flint, słynny „kolo z rogami” z The Prodigy, którego zna każdy urodzony w latach 80tych, odebrał sobie życie w wieku 49 lat. Nie od teraz były znane jego stany depresyjne oraz uzależnienie od narkotyków. Czy umarł zatem niespodziewanie, niczym niespodziewany mógł być wjazd chuliganów Panathinaikosu w Gate 7 z Olympiacosu na piłce wodnej…? No nie, rave-styl jaki reprezentował był z definicji tykającą bombą. Jeden nie podejmie tak radykalnego kroku, drugi już będzie – według jednych bardziej, według drugich mniej – odważny. Fajna muza, ale klimat – przyznacie – mroczny. Na trzeźwo się przy tym nie bawiło, sam za nastolatka żarłem tablety na imprezy z The Prodigy w tle – jak była techniawka, to był skład, który musiał polecieć! Ale nie każdy szerzy destrukcję w tak bezpośredni sposób jak Flint i kumple.

(więcej…)


4.03.19 Jakieś pytania…?

U Orwella ulice były szare, dziś są zaś zbyt kolorowe, to od kolorów, obżarstwa, ambicji i reklam dostaje się w głowę, nie od odcieni szarości. Prawo zawsze przesadzone, rynek pracy zawsze naciągnięty przeciwko mrówce, która przecież nie ma wpływu na żadne kluczowe prawo. Zrobiłem sobie troszkę przerwy w publikowaniu, ale i tak w głowie kotłowało się tyle, że powstało w tym czasie kilka tekstów i recenzji. Nałóg. Zadbałem jednak o czas, by dłużej pomyśleć o tym, co robię i co mam zamiar zrobić na „DL”ce. Cokolwiek to będzie…, będzie do Was wysyłane listami poleconymi. Nie odkryłem przez dziesięć dni nic wielkiego i szczególnego, bo to tak nie działa. Czytałem, jeździłem. Będę sobie powoli dziargał te swoje wypociny, w odpowiedniej atmosferze, tak jak pisze się ikony. Tak, to dobre porównanie, bo pisze się je długo, na chwałę przedstawianych tam postaci, lub wydarzeń, a zobaczy je zazwyczaj stosunkowo niewielka liczba osób. Będę sobie pisał, bo to moja rozrywka, którą cenię sobie ponad rozrywki społeczeństwa orwellowego. Rozrywka dzisiejszego społeczeństwa zachodu jest taka jak w „Roku 1984”, tyle że mamy większą wolność (a przynajmniej tak nazywamy możliwość skoku na bańkę w hedonistyczne błoto). Czy jednak znamy sens życia…? Jak we wspomnianym klasyku literatury – lubimy „Minuty Nienawiści”, hejt i oddawanie się rozpuście. Gatunek stracił sens, a więc pozostało się cieszyć z „sukcesu”, z tej „chwilówki”, z satysfakcji dowalenia komuś, albo… sobie. Jakieś pytania, czemu…, słyszeliście pewnie nową płytę Sokoła, więc znacie ten ciekawy refren… Zapakuj mandżur, nie rób już scen

(więcej…)


4.03.19 Sen na jawie…

Odmawiając różaniec podczas pokonywania jakiejś odległości z buta po mieście, czuję się trochę jak winowajca. Głęboko chowam go w kieszeni, a usta mówiące modlitwy za szczelnie zawiązanym szalikiem. Jeszcze ktoś zobaczy. Jak wyjąć i skasować bilet w tramwaju, gdy w tej samej kieszeni mam różaniec? Trzeba będzie go wyjąć! Przyznaję się do wiary w kontaktach z ludźmi…, ale tam – w tramwaju – nie będę miał szansy odpowiedzieć na mroczne myśli anonimowych pasażerów (czy takie jednak by były?). Atakują mnie absurdy. W „Roku 1984” Orwella pojawiły się m.in. „papierosy zwycięstwa”, dzisiaj mam wrażenie, że są – tyle, że nie egzekwowane przez władzę, a przez społeczeństwo „postępu” – „zachowania zwycięstwa” i z pewnością nie są to zachowania katolickie, a wręcz przeciwnie (my jesteśmy „nieprestiżowi”). Jestem szczęśliwy, a nie chcę być podświadomie traktowany jako gburowaty moher. Co ze mną zrobiła propaganda antykatolicka i pieprzony Netflix? Co zrobiły dzieciaki, które wyrzucają inne z szatni krzycząc „masz nieprestiżową kurtkę z Lidla, idź stąd!”. Co ja ze sobą zrobiłem…

(więcej…)