25.09.18 Powszechny.

„Podróżując sobie”, to po prawosławiu, to po Bractwie Piusa X (z zasłużonymi kapłanami obu miałem okazję spotkać się na długiej, prywatnej rozmowie jeden na jeden) dochodzę do wniosku, że w Kościele katolickim najlepiej odczytuje się naukę płynącą z Ewangelii, co mnie cieszy i umacnia. Oczywiście w tym samym Kościele wiele jest patologii, ale to przecież ogromna wspólnota, hierarchia, a co za tym idzie wpływy i pieniądze, nie oceniam po „upadłych”, bądź cwaniaczkach przebranych w sutanny. Dodam, że zarówno w schizmie Wschodniej jak i Tradycji Piusa dostrzegam sporo plusów, marząc o (raczej nierealnej w świecie po grzechu pierworodnym) jedności Kościoła… Kocham Kościół katolicki i chcę zrozumieć… czym on jest, co jest zadaniem na całe życie ziemskie, bo świat jest bardzo dziwny (słowa tego używa nawet kapłan podczas odprawiania mszy św., w Twoim dziwnym świecie, a recytuje się także, że Ciebie Kościół nie ogarnie).

(więcej…)


18.09.18 WPW. „Flip i Flap” z lekcją pokory…

Ostatnio miałem sytuację iście filmową. Prowadzę zajęcia z dziećmi, ciepły wrzesień, otwarte okno sali, a za oknem włóczą się typowe, dwunastoletnie dzieci ulicy z pobliskich kamienic. – Daawaj, daawaj, ciosy karate, hadzaaa! – krzyczy prześmiewczo stereotypowy spocony grubas z kibicowską smyczą na szyi, do momentu aż w oknie pojawiłem się ja. Mówię, że jeśli są tacy mądrzy to zapraszam na trening, za godzinę jest kolejna grupa. Miała być to grupa dzieci, które jeżdżą na zawody – w tym turnieje międzynarodowe. Większość młodsza od prześmiewców, ale wiedziałem, że będzie to dzięki temu tym bardziej zabawne! Nie wierzyłem w sukces, czyli ich dotarcie, ale o dziwo grubas zza okna odpowiedział miętoląc łapą po ptaku, a drugą po okrągłej głowie: – O której? – I za darmo to jest? – odpowiedziałem, że o tej i o tej, i tak, za darmo. – Przyjdziemy! – krzyknął. Po 15 minutach nie wierzę, gwizdanie do okna. – Proszę pana – oczywiście chudszy, z torebeczką na ramieniu, z cwanymi oczkami (nie powiedział do tej pory ani słowa) wysłał grubego. – A tak jak teraz możemy być? – wskazał na swą prezencję, dresowe rybaczki i t-shirt napięty od chipsowego brzucha. – Oczywiście, na dresowo! – coraz bardziej wierzyłem, że oni serio przyjdą, ale jaja – uda mi się strolować cwaniaczków bez żadnego podniesienia głosu! Pięć minut do zajęć…, wchodzą rozbujani na salę!

(więcej…)


17.09.18 Zjednoczeni staniemy! Podzieleni padniemy…

Dopiero co wspominałem jak Vuković po bramce wskoczył kiedyś na płot Żylety, a wczoraj mieliśmy to samo, tyle że już na Żylecie nie ma płotu, a Vuković dostał brzucha, heh. Ci którzy byli zwani ostatnio co najwyżej wkładami do koszulek zagrali kolejny niezły mecz, tym razem wygrali, a po bramce zdobyli się na wspólną radość z sektorem najbardziej zagorzałych kibiców. Na Legii to rzadki widok, bo piłkarze zazwyczaj zwą się „profesjonalistami”, a nawet pod sektor podchodzą po meczach jakby z fochem, na siłę, od niechcenia…, a tu takie coś! Piękne to chwile, kiedy drużyna powoli podnosi się z dołka, a kibice są razem z nią. Na tę chwilę CWKS ma w tej śmiesznej lidze tylko 3 punkty straty do lidera i jestem pewien, że obronimy tytuł! Szkoda tylko europejskich pucharów, bo to one są głównym powodem niezadowolenia…

(więcej…)


4.09.18 „Warszawski dzień”.

Zobaczysz jak przywita pięknie nas – Warszawski dzień. Śpiewamy zawsze Niemena przed meczem przy Łazienkowskiej 3… Realizatorzy telewizyjni od transmisji meczów lubią w tym czasie pokazywać nieco cukierkowe obrazki – uśmiechnięte panienki w barwach, dzieci z wymalowanymi buziami itd. Kolorowo i pozytywnie (nawet jak jest 1:4). Oczywiście fajnie, że Ci ludzie są na trybunach piknikowych, nie o hejtowanie tu chodzi… Chodzi o to, że fanatycy, różni ludzie mogą mieć w tym momencie trochę inny Warszawski dzień na myśli, w sercu i w ciarkach na ciele. Dla mnie płonąca flaga wroga na tym nowym, pełnym stadionie, z tymi samymi cukierkowymi obrazkami do pokazywania w TV (tyle że stojącymi gdzieś indziej, obok – i ok.), to Warszawski dzień idealny. Jest dobra (jak na krajowe warunki) piłka…, pełen stadion…, patriotyczny przekaz…, a fanatycy robią swoje. Kominiarki…, płonące flagi…, spontaniczne ruchy…, także te żywo reagujące pikniki… No niestety panie Czesław, takie obrazki widzę, gdy śpiewasz. Nadwiślański świt też mam w bani specyficzny, kilka tych świtów się witało na swój sposób…

(więcej…)


4.09.18 Pogadajmy o Rydzyku. Tadko Doić?

Ludzie tworzą małe-wielkie dzieła. Malują domy dziecka, teraz przeczytałem, że niszowy raper Augustyn z kumplami rozpoczęli tourne po więzieniach, odwiedzą ich ok. 100 (!) ze świadectwem spotkania Boga. A ci więksi? Pogadajmy o jednym. Nie żebym był w gościa wpatrzony, bo szczerze mówiąc… nie ma gościa, w którego byłbym wpatrzony :-). Tak jest – pogadajmy, bo chciałbym żebyście napisali mi swoje zdanie na temat ojca dyrektora na maila: drogalegionisty[a]gmail.com. Sam mam kilka luźnych przemyśleń… Mówią ciągle – z odrobiną respektu (zazdrości?) – „ten Rydzyk to biznesmen” – no dobrze, ale dla kogo on te bogactwa gromadzi, dla swojego luksusu…? „Babki dają koperty”? No tak (z własnej woli…) i on je kitra pod łóżkiem w zakonie, na rozpustę (jaką?)…? Ostatnio Rydzyk chwalił się, że wydał książki do katolickiej edukacji młodych (pamiętajmy, że żyjemy w czasach, gdy masowo podsuwa się im coś przeciwnego), zrobił to z podarunku „jednego procenta” i rozdaje je dzieciom za darmo (jedną z takich akcji widziałem). Inwestuje chłop w kolejne imperia, to fakt. W katolickie imperia! I raczej to ich wszystkich boli. Codziennie nowe memy, puste wrzuty… #TadkoDoić.

(więcej…)


1.09.18 Spotkania małe i spotkania duże.

Ideałem nowoczesnego dziennikarza, także sportowego, jest siąść nóżka na nóżkę w hipsterskich okularach i koszuli, pozwólcie jednak na kilka słów ze starodawnej bazy w szarym bloku, zza naznaczonych czasem soczewek jednorazowych. Chata nieposprzątana, żony nie ma, są kupony i sportowa prasa. Wcześniej jednak były zakupy. A ten Krzysiu to… Mijam dyskutujące pomiędzy sklepami kobiety. One po pasztetową, ja byłem po „Przegląd Sportowy” i kupony na mecze. Ten „PS” to wiem, że ma swoje za uszami, jak każde oficjalne media, ale jakiś taki sentyment mam. Kojarzy mi się z czasami, gdy wywieziono mnie gdzieś na zadupie na wakacje za dzieciaka, nie było Internetu, więc „Przegląd…” w miejscowym kiosku był jednym łącznikiem z tym, co się dzieje w sporcie. Chciałem być na meczu, a nie na wakacjach w krzakach (wiem, wiem, wstyd narzekać…). Każdy gdzieś lokuje swoje namiętności – w plotkowaniu o „synu brata – Krzysiu”, czy też w tym jak zagra Legia, Hutnik, West Ham, Real, czy AEK… Jako kibic uważam się za szczęściarza, bo spotykam ziomka to spytam jak mecze, treningi, jak nowe płyty, manifestacja antypedalska, czy rap-nagrywki. Jest o czym gadać, a „Krzysiu to leniwy jest, dlatego robota mu uciekła…” nie ma nawet przy naszej pasji co stawiać. Owszem, „współczuję” to dobre słowo.

(więcej…)


29.08.18 Profesjonalny komentarz przedwyborczy.

Koniec lata – Hanior szmata, nie wiem jak zacząć, więc zacznę rymem. Koniec lata oznacza początek kampanii wyborczej do jesiennych wyborów. Mnoży się obietnic, specjaliści od nawijania makaronu kminią, co tym razem obiecać osadzonym w facebookowych okopach z bronią-memem w ręku żołnierzom. Kto wymyśli lepsze hasło, lepszy plakat i bilbord, który porwie tłumy i da lajki? Fajny mem zapewnia masę „kciuków w górę”, rolę lajka na jesieni przejmą karty do głosowania, chociaż większość i tak ma swojego faworyta, bo skupiona jest na trzech argumentach na krzyż, a reszta jakby nie dociera. Posłowie śpią na posiedzeniach, bo lud też śpi – nie oglądamy tego nawet. Ot, demokracja. Ojciec mojego podopiecznego „wystartuje sobie” na radnego. Nie, że ma poczucie misji i plany dla Ojczyzny – on ma szansę! Zagram se w totolotka, wystartuję se na sterującego mrówkami – jest okazja, nieważne jaka, łapie ją! Coś jak łapanie stopa – może autko się zatrzyma i będzie w nim akurat cycata, chętna blondynka z bagażnikiem pełnym forsy? Niestety blondynka jest tu synonimem Polski.

(więcej…)


27.08.18 Żółte światło. Lipa powinna mobilizować…

Najwięcej pisałem o Legii i ultra w „epoce wielkiej lipy” (ITI), a ostatnio ponownie się rozpisałem… Doszło to do mnie przed chwilą, że gdy wojna się skończyła, przyszły lepsze czasy dla mojego klubu – z Ligą Mistrzów na czele – o tematach wokoło sportowych pisałem najmniej… „Wszystko fajnie, w drugim domu jak zwykle trochę hałasu, ale generalnie wszystko jest na swoim miejscu, po co jeszcze jeden entuzjasta w mojej osobie?”. Cztery tytuły w pięć lat, dobra atmosfera. Obserwowałem sobie gdzieś z boku z bananem na ustach. Obecnie pióro świerzbi, a to dlatego, że robi się bałagan, który oglądałem na meczach z mistrzem Luksemburga i ówczesnym outsiderem tabeli z Płocka z miną przypominającą raczej buldoga angielskiego. Była pomarszczona, a kąciki ust opadały do podłoża, jak gdyby przymocowano do nich ciężarki. To co robią piłkarze jest trudne do wytłumaczenia.

(więcej…)


22.08.18 WPW. Dobry dzień. Godny dobrego naparu!

Ciągle „wiedza”, „efektywność”, „efektowność” i… od nowa, „wiedza”… Nie dziwota, że „nowoczesny człowiek” nagle dostaje w dekiel, bo ile można wytrzymać tak mordercze tempo…? O 6:00 przed korpo siłownia, potem robota, w drodze do niej lektura, po powrocie zakupy, lub coś innego „co muszę”. Nie wspominam o dzieciach, bo one to pozytyw i sens przecież. Efektywne działanie wciśnięte w każdy skrawek czasu i tak odbije się zmęczeniem, mimo że przecież robimy rzeczy pozytywne – wymieniłem dla przykładu siłownię, lekturę, czy też rzecz pożyteczną – pracujemy… Nie ma opcji nie zwariować jeśli nie nauczymy się luzować ambicji i odpoczywać częściej niż raz do roku („w Egipcie”). To System nam to serwuje, pomyśl o tym… 12 godzin, 14 godzin/na dobę napięcia nas zniszczy… Tak więc w małych sprawach (?) pozwalam sobie na relaks i zadowolenie. Aż sobie strzelę za Nie azjatycką herbatkę! Za kogo…? Za samozwańczą osiedlową królewnę i prawdziwą Królową.

(więcej…)


17.08.18 Bergamo/Mediolan w obiektywie korespondenta „DL” (WDR).

Stolicą regionu jest oczywiście „miasto mody”, ale… stolicą piłki nożnej niekoniecznie. Stosunkowo niewielkie Bergamo, czyli dom Atalanty zostało rozsławione wyczynami drużyny, która wiele lat błąkała się pomiędzy Serie B i Serie A, okupując dolne rejony tabeli. Po przyjściu trenera Gasperiniego wszystko zmieniło się diametralnie. Atalanta (pierwotnie mityczna niepokorna wojowniczka, która chciała poślubić jedynie mężczyznę silniejszego od niej) trzy lata temu awansowała do Ligi Europy zajmując… czwarte miejsce w Serie A (!) i od tego czasu gra w niej regularnie, z niemałym zresztą powodzeniem. W tym samym okresie Milan i Inter zaliczały szereg kompromitacji plasując się za plecami „uboższej krewnej” – dopiero w ostatnim sezonie nero-azzuri awansowali do Ligi Mistrzów. Ciąg dalszy – niedługo… na papierze. Tymczasem zapraszam na zdjęcia. To jest „DL”ka, a więc fotografowałem trochę brzydsze (lecz nie dla nas) motywy z wymienionych miast niż na powszechnie dostępnych fotografiach.

(więcej…)


15.08.18 Waleczne serce. Chociaż o dopuszczający…

Aj, jak dobrze mieć luźny poranek, podczas którego nie jedna, a dwie kawy pękną i nie jeden, a trzy nowe teksty dla Was zostaną napisane. Dwa pierwsze do bólu przyziemne, pozwólcie że trzeci oprę nieco bardziej o atmosferę święta, jakie przecież dziś obchodzimy w naszej kochanej Ojczyźnie. Robię rachunek sumienia i nie opuszcza mnie wyrzut, że mam strasznie popsute serce, a serce to główna część ciała każdego mężczyzny. „Waleczne serce” – brzmi inspirujący tytuł filmu, a nie „Waleczny fiut”. „Waleczny fiut” to tytuł filmu dla przegranych. Popsute serce, tak czytelnicy… Mniejsza o konkrety, to między mną, a Bogiem. Nie wiem kiedy to się stało, zapewne gdzieś kiedyś na ulicy, bo w domu było w porządku (może dlatego w ogóle mówię o czymś takim jak serce, a może to dzięki genowi twórczemu, może tylko dzięki łasce z góry…?). Oceniam w nim ludzi, nie przepadam za towarzystwem. Może chodzi o twórczość, kiedyś W. Łysiak napisał, że nie lubi tłumu, może pewien typ tak po prostu ma? Może chodzi o strach? Sam nie wiem przed czym.

(więcej…)


15.08.18 Żałosna wendeta Pawełka.

Pewnie każda ulica ma swojego Pawełka. Otyły, niemyjący się, a co za tym idzie śmierdzący. Będący wszędzie, na piłce, na kartach i pierwszych szlugach, ale także nieco gnębiony i poniżany. Śmierdząca maskotka. Nasz Pawełek wyzywany był od grubasów, śmierdzieli, czasem kopnięty w dupę, znany z tego, że stawiał wszystkim szlugi, chyba podkradał coś starszym, bo kieszonkowego raczej nie miał. Pojawiał się i znikał. Czasem miesiąc na dworze i rozpusta, a potem miesiąc wakacji kary w domu i Pawełka nie było (szlug też). Pawełek był naszym rówieśnikiem i to z jednej ulicy, więc my mieliśmy swoje granice, ale starsi w szkole nie. Kiedyś sikał w szkolnym kiblu to go rzucili śmietnikiem, który wleciał z góry – luką między sufitem, a drzwiami, kiedy indziej na przerwie wrzucili mu zdechniętego ptaka pod koszulkę, a zimą petardę do kaptura. Takie tam klimaty. Skończyła się szkoła podstawowa. Nagle Pawełek powiedział „stop” (a dokładniej, bo wypowiedział to na głos: mam, kurwa, dosyć) i stwierdził, że będzie zły. Przyznam, czasem byłem w szoku.

(więcej…)


15.08.18 Mity z młodości. W dzień zwycięstwa.

Kocham bloki, ale powiem Wam, że dziś szczególnie są to historie chłopaków z bloków, którzy żyli różnie, niepokornie, chuligańsko, ale jednak ogarnęli się po swojemu. Niezbyt podoba mi się jak kolesie w słusznym już wieku robią ulicznemu klimatowi wstyd swoim zachowaniem, nie taki wstyd że komuś pierdzielną w dekiel za coś naprawdę konkretnego, czy namalują coś ładnego, bo to nie wstyd, tylko taki wstyd, że na naszej ulicy po prostu zdegenerowali się. Przykład z życia mojego bloku? Proszę… Popieracie ojca, który – prawilny oczywiście, tak, tak wszystko się zgadza, wszystko sztywniutko -, wnosi wózek z dzieciakiem na półpiętro i z kolesiami pije na nim wódę z meliny? Czy może od polskiej ulicy (obchodzącej dziś święto zwycięstwa 1920), gdyby nie zżerał ją rak, powinien usłyszeć raczej – weź go chociaż, kurde, zaprowadź, a najlepiej nie pij od 12:00 i zajmij się nim…? Dlatego też w ruchu kibicowskim zawsze lubiłem te momenty, gdy sportowcy zwalczali patologię na wyjazdach siłą. Nikt nie jest święty, ale są granice – ogarnij się, a przede wszystkim REPREZENTUJ godnie. Swój klub, ale też powinno być (jeśli kochamy, jak klub…) osiedle, Ojczyznę, a nawet rodzinę.

(więcej…)


13.08.18 Bić się…

Niektórzy tak kochają walkę, że nawet oświadczają się „po ustawkowemu” jak na załączonym zdjęciu! Ja preferuję raczej walkę sportową. Ostatnio ciągle powtarzam sobie jaki to jestem stary i nie nadaję się już do sportu wyczynowego. Niestety, podkręcają to najbliżsi, którzy kiedy tylko jest okazja podkreślają, że po co ci to i tym podobne slogany. No tak, najlepiej w wieku trzydziestu paru lat kosić już trawniczek. To coś na zasadzie jak to będzie na starość wyglądało o tatuażach – totalnie bez sensu. Na szczęście istnieją inne autorytety niż rodzina i przede wszystkim własne wołanie wewnątrz. Jeszcze mam tak, że mimo nadmiaru zajęć przynajmniej raz do roku chcę przygotować się i wystartować w zawodach.

(więcej…)


13.08.18 „Nie bądź taka Matka Teresa!” w n(A)szym ko(N)tekście.

Stali czytelnicy, jak mniemam, już dawno przeczytali „Drogę Legionisty” nr 23 (lato 2018), więc pozwolę sobie udostępnić jeden z felietonów stamtąd na e-zinie. Trochę go stuninguję, żebyście się nie nudzili, heh. Czytałem niedawno książkę. Jako nacjonalistę skupionego na „socjalu” bardzo interesują mnie „święci od pomagania innym” (bardzo efektowni, co ciekawe – za sprawą pozamaterialnych pobudek, a przecież Bóg obiecuje cierpiącym lepsze życie po śmierci…). Byli niesamowici! Matka Teresa jest symbolem. Nie bądź taka Matka Teresa z Kalkuty! – upominało się innych za dzieciaka na trzepaku, gdy ktoś był zbyt dobry. Ale dziś moja perspektywa widzenia się zmienia, czas subkulturowania minął, a ta niska katoliczka działająca w Indiach jest niedoścignionym wzorem miłosierdzia i skupienia się na doraźnej pomocy najbardziej cierpiącym.

(więcej…)

Strona 2 z 7412345...Ostatnia »