20.06.19 Ciało Boga…

Lubię meliny. Nawet za granicę latam je zwiedzać. Ale życia nie można ograniczyć do meliny, bo stanie się ono meliną, może nie bezpośrednio, ale zaczniesz nasiąkać. Piękne miejsca są w naszych miastach, na naszych osiedlach… Wydarzenia, które nie przynoszą adrenaliny, a powinny, jeśli je zrozumieć. Dziś Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Boże Ciało, a więc święto i procesje na świadectwo tego, że wyznajemy obecność żywego Boga w kawałku chleba. Traktowałem to jako oczywiste (czy jednak dotarło?), bo w Kościele od zawsze o tym uczą i to wyznają, ale głębiej zacząłem się nad tym zastanawiać widząc podejście innych ludzi do Najświętszego Sakramentu, w tym sióstr, które niejednokrotnie Wam opisywałem. Jak głęboką wiarę w obecność mają mniszki, które spotkałem na swojej drodze (inne zapewne też)! Pomyślcie…

(więcej…)


20.06.19 Częstochowa… i nie tylko. First To Fight? Pobudka…

Nie oszukujmy się…, sytuacja w Polsce doszła do momentu, w którym mówiąc „mam tego dość” i… olewając (wierząc, że działanie jest bez sensu), po prostu odpuściliśmy temat i przegraliśmy walkę o kręgosłup przyszłych pokoleń. Pamiętacie ile się najeździliśmy, napisaliśmy, nawieszaliśmy plakatów? Nakręcaliśmy się latami, że każdy z nas jest cegiełką. Nie, że każdy z nas zmieni świat w sposób spektakularny. Każdy jest cegiełką! Poland First To Fight? Tylko z kim i po co, po insta-story? Jedna uwaga od bywalca od lat podobnych akcji (i kibica przecież…, nie krawaciarza), styl zmieniłbym na bardziej casualowy (chyba wyrosłem z niektórych wdzianek i doszedłem do wniosku, że faktycznie źle to wygląda), zobaczycie, efekt będzie lepszy, a o to chodzi, prawda? A jak donoszą – na marginesie – ziny częstochowskie, na Jasnej Górze ojcowie Paulini też coraz mniej sprzyjający kibicom… Czyli, kurde, komu, czyżby normalnym facetom, którzy mają dość i wyrażają – fakt faktem w różny sposób – swoją frustrację…?

(więcej…)


17.06.19 Ta druga część życia i fajne obrazki z pierwszych części filmu.

Dziś w Kościele wspominamy św. Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika, chyba pierwszego świętego, który mnie zainspirował na dłużej po nawróceniu. Przeczytajcie jakąś biografię, ja czytałem świetną – starą, wydaną przez piszącą bardziej sercem niż piórem Marię Winowską. Polecam po stokroć lekturę, wizytę w jego chatce pod Zakopanem (obok na fotce), które to uczyły mnie patrzeć sercem, chociaż ciągle jest ono brudne za sprawą osiedla. Ostatnio zaś odświeżam klasyki, bynajmniej nie z żywotów świętych, ale klasyki uliczne, chociaż jeden z cytatów „Fight Clubu” pasuje także do świętych: Kiedy zaczynasz umierać zaczynają cię naprawdę słuchać. Głównie odświeżam „Mechaniczną pomarańczę”, książeczkę i film – oba klasyki, a to dlatego, że niedawno wyszła edycja specjalna, która właśnie do mnie jedzie, a właściwie już czeka w kiosku Ruchu. Alex – ikona w środowisku skinheads, na stadionach, gdy chuligan interesuje się czymś więcej niż siłką – także tam… Ikony tego typu mają to do siebie, że pamięta się zaledwie pierwszą część ich żywota…

(więcej…)


16.06.19 Czy oni proponują cokolwiek konkretnego…?

Niestety, rozłam w Kościele jest faktem, tyle że nie jest faktem (jeszcze?) oficjalnym, bo oficjalnie jest i musi być jeden. Nie tylko homo-lobby, kryjący siebie klan (czy tam klanik…) zboków, ale także liberalny „Kościół otwarty”, który prowadzi tą instytucję prosto w przepaść – staje się nie Boży, a światowy, przy czym Jezus Chrystus podkreślał, że to co Jego, nie jest ze świata. Czytam nową książkę ks. Piotra Glasa, oczywiście polecam jego wnioski, szanuję tym bardziej, że uderzają także w tą część Kościoła (kapłanów, hierarchów), która jest… niewierząca. Weźmy poniższą rozmowę jako przykład debaty „Kościoła otwartego” z tym uznanym za konserwatywny, a więc rzekomo „zamknięty”… (obok na miniaturce Wojownicy Maryi podczas przysięgi – miecz symbolizuje Słowo Boże oraz walkę duchową, tak… oni proponują coś konkretnego!).

(więcej…)


16.06.19 WPW… odwrotnie.

Dziewczyna, jedenastolatka, wygrała medal na zawodach. Po turnieju w furę i wracamy, przed nami kilka godzin drogi do domu. Organizm się uspokoił, zajeżdżamy na stację. Jem coś na ciepło. Mówię do niej: kup sobie, hot doga, czy coś. „Ona dostała jedzenie od mamy i nie kupi, bo jedzenie się zmarnuje”. Mówię: kurde, wygrałaś medal, ćwiczyłaś długo, chuchro jesteś, zjedz sobie jakiegoś wynalazka, popij colą, to Twoja nagroda, a nie będziesz kanapki mi tu wcinać (kasę miała) jak jakiś Janusz. Nie, „bo marnotrawstwo żarcia i mama…” – kropka. Szok, nigdy nie byłem takim dzieckiem. Inny podopieczny, piętnastolatek – metr dziewięćdziesiąt, nosi groźne bluzy, uprawia tą śmieszną bujankę…, ja w jego wieku stałem na klatkach i wciągałem z parapetu. Szkoła to był tylko pogrzebany wagarami smutny obowiązek wieku nastoletniego. Mówię mu, że coś forma opada, on że przeprasza, miał egzaminy i nie mógł (czyli nie chciał – sam!) przychodzić, ale „przynajmniej zdał je super”. Wysoka średnia, „nauczyłem się to mam!”. Ja burak na twarzy. „Serio”? Nigdy w tym wieku nie odpuściłem czegoś sam z siebie dla nauki…

(więcej…)


12.06.19 „Symbol sprzeciwu wobec Turcji i Islamu”.

Z czego słynie mała wyspa na Bliskim Wschodzie leżąca u wybrzeży Turcji, Libanu i Syrii? Kto nie rozpoznaje następujących nazw – Anorthosis Famagusta (ich ultras na fotce obok, jeszcze czasy gry naszej Legii Warszawa z tą drużyną w Pucharze UEFA, z drużyną, która nie miała jeszcze wtedy tak rozwiniętego ruchu ultra), APOEL i Omonia Nikozja, AEL i Apollon Limassol, czy AEK Larnaka? Piłka nożna na zaskakująco wysokim poziomie z wieloma polskimi akcentami (to właśnie tam dwukrotnym królem strzelców został pewien alkoholik z warszawskiego Bródna :-). Była angielska kolonia i turystyczny raj (na tym oparta jest gospodarka), przeżył jednak swoje tragiczne momenty w czasie, w którym Polacy… świętowali największe sukcesy rodzimego futbolu. W 1974 roku dzielnica Famagusty Varosha była najbardziej popularnym kurortem na świecie (podobnie jak dzisiaj położona w tym samym dystrykcie Aya Napa)…

(więcej…)


12.06.19 Ja pytam – co wybierasz?

W nowym numerze „Drogi Legionisty” (25), obok szeregu innych tematów (numer nieco „wraca do korzeni” – o ile można tak to ująć, będą zadowoleni kibole, a także fani recenzji subkulturowych…), poświęcę część uwagi depresji młodych, bo to prawdziwa plaga współczesności’2019. Nawet się nie obejrzeliśmy, a mrok ogarnął Polaków, ogarnia ich coraz mocniej, jak społeczeństwo żyjącego bez Boga Zachodu. Młodych mniej interesuje, co się dzieje wokół (bo każdy walczy, każdy krzyczy o ich uwagę), a jeśli już to hejtują na mediach społecznościowych, uciekają w siebie i w używki, jak ich zapełniający hale i stadiony idole w stylu Taco-depresja Hemingwaya (Torwar, Narodowy z promującym UE Podsiadło!). Nie powielam stereotypów o artystach, bo należę do pismaków, którzy kupią oryginały, przesłuchają kilka razy (np. mam „Cafe Belga”, zaskoczeni?), dopiero później wypowiadają się – oczywiście z tą młodzieżą też stale mając kontakt w realu i to bardzo regularny. Jak każdy twórca też często się przymulałem w czterech ścianach, ale powiedziałem sobie NIE – nie uciekaj w te stany Łukaszku, w te odmęty twojej psychiki, które tylko nakazują skomleć, użalać się, rozdrapywać, a głównie grzeszyć, bo przecież na tym to wszystko polega. Gubimy się w świecie wymagań, reklam, żądz i gadek motywacyjnych, a co mają powiedzieć młodzi, którzy nie znają świata bez neta w kieszeni?

(więcej…)


3.06.19 Autonomia – możliwość stanowienia norm samemu sobie.

Rozważając dalej – bo na to mnie dzisiaj wzięło przy pewnej lekturze innego świra – samo pojęcie „Autonomiczny Nacjonalista” w kontekście sensownego wieku (30+) człowieka. Za czasów codziennego biegania z plakatami „autonomiczny” znaczyło właśnie „taki z grupy bez przywódcy” – ot, jeden z zaufanej paczki aktywistów. Bez partii, bez hierarchii, anonimowo, a prężnie dla sprawy. Dzisiaj „autonomiczny”, kiedy piszę o sobie jako o AN, tyczy się głównie moich osobistych poglądów, stanowienia norm wnętrza. Nie podciągajcie mnie pod swoją partię, pod swoją grupę, nawet pod swój schemat myślowy (każdy łapie się czegoś, co nim przewodzi, skąd pomysł, że opieramy się na tym samym…?). Moje poglądy są niezależne od stereotypów na temat nacjonalizmu. Dlatego „autonomiczny”, ale jednak „nacjonalista”, bo kiedy myślę o szeregu spraw patrzę przez podobny pryzmat, co my wszyscy – tego, co uważam za najlepsze dla narodu. Chciałbym aby Polacy wychowywali się z szansą na poznanie Słowa Bożego w domach i szkołach, ale i mieli pracę we własnej Ojczyźnie, ba! – by mogli w ogóle się urodzić jeśli mają np. zespół downa. I tak dalej…

(więcej…)


3.06.19 O złu po imieniu, mimo że Rambo nie pomoże.

Pozostałem Autonomicznym Nacjonalistą. System widzi mnie stereotypowym okiem – ale nie tylko, wszak wszyscy „spoza” miewali taką stylówę – jako ubranego na czarno ekstremistę, który chciałby wg nich wysadzić parlament. Myli się. Jak się jest małolat, kieruje się swoje poglądy na zewnątrz, tworząc subkulturę, jak się dorośnie, autonomia oplata Twoje serce zamiast bandamy oplatającej głowę, ale godzisz się z porażką, godzisz się, że to nie wasza era… To normalne, demo-Tusk też „machał wężem”, tyle, że go potem wąż skusił, realiści by powiedzieli – „zmądrzał”, bo realiści oczywiście rozumieją sięganie po zakazany owoc, zawsze rozumieli. Na Echarchii starsi anarchiści siedzą na balkonie przy kawce i nie płacą podatków, bandamy wyciągają głównie w czasie, kiedy System ponownie próbuje poważnie nadepnąć im na odcisk. W sklepie z zinami rewolucyjnymi nie spotkałem terrorysty w kominiarce tylko niepozornego siwego dziadziusia. Ale już małolaci palą śmietniki w Atenach w imię walki z „demokratycznym porządkiem”, oni zawsze bardziej „na zewnątrz”, chociażby w tak głupi sposób. Konkretniej opiszę Wam Exarchię i Ateny w „DL”25, mam już tego z 15 stron, w tym o wspomnianym „państwie w państwie” dla różnych „frików”.

(więcej…)


3.06.19 Filozofia małego pudełka.

Wracam pamięcią do przeszłości, niedawnej, kiedy jeździliśmy brygadą lokalnych facetów w czerni (łowców wszelakich kosmitów) na każdą manifestację, by zamanifestować swoje nacjonalistyczne poglądy na wiele tematów. Śmigałem po kolana w śniegu z plakatami, biegałem po klatkach z ulotkami, nigdy partyjnymi dla kasy, zawsze dla swoich idei (większość wyznaję do dziś, to Bóg nabrał większego znaczenia). Stałem na czatach, albo to mi stali na czatach – nie zawsze skutecznie (ograniczenie wolności). Daliśmy (dajemy?) coś od siebie w tej mrówczej pracy, aby choćby przesunąć granicę, wzbudzić refleksję w tej danej nam, ograniczonej liczbie osób, do których możemy dotrzeć. Działaj! Jestem idealistą i nie żałuję ani godziny, ani jednej akcji, są częścią mojej tożsamości. Kocham to, jak Ostry winyle z muzyką.

(więcej…)


3.06.19 Demokracja? Zwykła farsa! Jeszcze po wyborach…

Dopiero co zakończył się kolejny maraton z wyborami, a więc z „demokracją w akcji’2019”. Bilbordy z hejtami na politycznych przeciwników wisiały w naszych miastach, poziom kampani co roku bardziej przypomina poziom memów na instagramie jakiegoś przygłupa, filmy mające oczernić kojarzone z elektoratem środowisko pojawiają się tuż przed „godziną zero”. Wygranie w takich warunkach, sprytem, chamstwem i pieniędzmi, uznawane jest za prestiżowe (wszak poza systemem wygrać się nie da). Wystarczy? PiSowcy cieszą się, że wygrali, a przecież to, które z największych ugrupowań (PiS, KE) wprowadzi dwóch tak zwanych europosłów więcej nie czyni wielkiej różnicy! Krajobraz po tej bitwie jest dla mnie fatalny. 40% głosów dla jawnych przeciwników wartości, na których – jak się zdawało – zbudowana jest Polskość to raczej powód do pesymizmu, ale po co PiS ma tracić czas na pesymizm (rozwiązywanie problemów) skoro „sondaże mówią…”, że jesienią także zwycięży… (więc opłaca mu się promować Biedronia na TVP, może dostanie kilka procent zamiast głównego rywala)?

(więcej…)


29.05.19 Przed „Czarnym lustrem” 5, czyli lustro białe.

Dziewczynka (14 lat, trenuje u mnie prawie od 4 lat) poszła do sklepu i kupiła sobie ciuszki. Miała odłożoną kasę, coś od rodziny… standard. Nastolatki w jej wieku, wiadomo, sfiksowane na punkcie wyglądu, prestiżowych marek, błyszczenia w tłumie. Potem zadzwoniłem ja z informacją o ewentualnym turnieju w weekend. Jej mama mówi, że odpuszczają, bo nie ogarniają finansowo, za dużo tego itd. Ok. Dzień później kolejny telefon…, jak się okazało po domowej awanturze, młoda dobija się z okrzykami rozpaczy, że idzie oddać ciuchy do sklepu, by zapłacić sobie za turniej. Mama mówi: no nie da się jej nie puścić – awantura, chęć sprzedaży ubrań… Wiadomo, oficjalnie nie mogę się z tego cieszyć i podburzać młodych przeciwko rodzicom, ale uwielbiam jak kręcą takie awantury w chacie – dla sportu, a dodatkowo dla sportu walki, jakby jeszcze tego było mało, zazwyczaj te dymy kręcą dziewczynki! Ja w ich wieku kręciłem dymy, bo nie mogłem pójść na dyskotekę, gdzie chciałem się napić, czy nawet naćpać. Jak tu nie być zadowolonym?

(więcej…)


28.05.19 Prosto po liniach krzywych? Oby.

Dziś użyłem w „O wszystkim i o niczym” sformułowania „nie rozumieją tej pasji i szlachetnego chuligaństwa” – czułem, że to wyrazi moje podejście, szczerze. Z drugiej strony chodziło za mną do teraz natręctwo, aby ponownie sprecyzować, że nie pisze do Was katol-ksiądz tylko katol-zwyczajny gość. Obaj mogą się pogubić, mieć różne ścieżki, w każdym razie czytając mnie i mając na uwadze moją wiarę, miejcie też na uwadze to, co mnie formowało jako człowieka. Często tekstami udowadniam nawet samemu sobie, że jestem mocno popłynięty w swoim światopoglądzie, wiem, pracuję nad tym i o tym też jest „DL”. Droga. Cały katolicyzm to religia drogi! Chcę przez to powiedzieć, że musimy bracia – musimy odcinać to, co nas odczłowiecza, jeśli istnieje coś takiego. Co Cię odczłowiecza i powtarza się w koło?

(więcej…)


27.05.2007-27.05.2019. 12 lat bez picia! Trucizna na mnie nie zarobi!

Tak, powiem o tym jeszcze raz, bo jest okazja. Niedawno miałem zjazd związany z działalnością mojej sportowej branży. Treningi, nocą zwiedzanie, takie tam. Fajnie było, ale gdy ekipa postanowiła usiąść do pijalni wódki, po prostu odwróciłem się na pięcie i poszedłem do noclegowni. Mam wyjebane, bo mnie (już!) na to stać. Nie chce mi się tam siedzieć, a ewentualne ranne pytania „czemu poszedłeś bez słowa” bardziej mnie śmieszą niż powodują przejęcie, że powinienem się o północy dwudziestu osobom tłumaczyć. Nie tłumaczę się, bo mi się nie chce i nie muszę. Albo jesteś swój – i tu trafiłem w samo sedno. Ważne, że dobrze robię to, po co się zebraliśmy w tym mieście na tej sali, tam miałem być. Bełkot mnie męczy i już – jak Ciebie nie męczy i lubisz popieprzyć głupoty i co dziwniejsze ich posłuchać, może ci być trudniej.

(więcej…)


23.05.19 „Fight Club” to klub wewnętrzny, gdzie walczą Twoje wilki…

Felieton niżej to była pierwsza poranna kawa. Teraz druga i uciekam… Pewnie będę musiał się tłumaczyć przed Panem Bogiem, że ciągle imponuje mi odwaga ludzi w zwyczajnej chuligance, albo że czekam nie tylko na Zmartwychwstanie, lecz także na 9 sierpnia 2019, kiedy to swoją premierę w polskim kinie będzie miał nowy film Quentina Tarantino „Pewnego razu… w Hollywood” (DiCaprio, Brad Pitt – na fotce obok w „Fight Clubie”, co to jest za dzieło!). Te dwie różne rzeczy to męska opowieść o tym jak można reagować na fakt, że świat jest popieprzony. Wyżyć się, pośmiać… Lubimy jeszcze bardziej go popieprzyć. Kurde, nie mogę mieć słabszych dni – to boli, ale i mobilizuje. Pewnego poranka zdałem sobie w pełni sprawę, że mam już kilkudziesięciu podopiecznych w wieku wczesnodziecięcym i nastoletnim. Brzmi to jak socjologiczno-psychologiczne pieprzenie, ale to jest prawda, że większość z nich szuka autorytetu, bo jest kryzys – w chacie, a także poza chatą i w grającym na chacie telewizorze. Kryzys w szkole, kryzys w telefonie. Zdałem sobie sprawę, że mam tak ogromną presję jak piłkarze Legii Warszawa przed meczem z Piastem, tyle że ja nie mogę tego tak jak oni zawalić, bo do kolejnego sezonu w umyśle dzieciaka może po prostu nie dojść, zostanę wycofany z rozgrywek.

(więcej…)