2.10.17 „Tam wariat się czasem przesunie po niebie”…

Chłodnawo, lecz jasno – słońce leniwie wschodzi ponad blokowiska. Czuć jesień, choć zielone liście jeszcze trzymają się drzew. Nie do końca wiedzący jak się w tą pogodę ubrać ludzie pędzą do pracy, przypominając świrom, że wolność jest naszym skarbem. Wstałem, jak zazwyczaj, wcześnie rano, zrobiłem sobie kawę i otworzyłem czytania na bieżący dzień, by nie stracić Go, tego który chowa się jeszcze dalej za słońcem, z oczu. Prasówka. Jakie wiadomości bym nie przyswoił, fakty są takie, że za oknem wstał kolejny dzień, w którym ludzie zajęci są głównie swoją małą przestrzenią, swoimi codziennymi ścieżkami i rytuałami. Politycy dawno zbadali te rytuały, wiedzą, że mogą kłamać i kraść tuż przed naszymi oczami, bo konstrukcja dnia nie pozwala większości ludzi na wypadnięcie z rytmu – cokolwiek by się stało. Taśmy produkcyjne musiałyby chodzić nawet między spadającymi bombami – póki co chodzą między bombardowaniem narodu niepokojącymi newsami, ale po czasie pokoju nadejdzie pewnego dnia dzień wojny. Kto będzie gotowy?

(więcej…)


26.09.17 Demo-potworki.

W Norwegii panuje strach przed urzędem do spraw dzieci – Barnevernetem. Instytut Ordo Iuris (zdają się robić bardzo pożyteczną robotę!) podaje przykład dzieciaka zabranego rodzicom, który nie mógł w nowym domu zastępczym nawet się modlić (oduczali, faszystę jednego!). Udało się odzyskać chłopca, ale po powrocie do prawdziwego domu boi się on nawet wychodzić na ulice „skandynawskiego raju” w obawie przed pracownikami Barnevernetu („politycznie poprawnego Gestapo”). Urzędnicy wkraczają nawet do rodzin oskarżonych o… nadużywanie leków przeciwbólowych. Ktoś może być niegroźnym w zasadzie lekomanem i wpadną mu odebrać dziecko, zamiast np. pomóc mu jak choremu (jeśli już muszą ingerować)… Rodziców trzymają po 40 godzin w celi, także za sprawą… anonimowego donosu, przesłuchują dziesięcioletnie dzieci zadając im podchwytliwe pytania, a tym samym pozostawiają odcisk na psychice (dużo większy niż np. tata-lekoman). Takiego potworka, koalicję urzędników i władzy, hoduje się w „nowym lepszym świecie”. A śmialiście się z nas – także poważni prawicowi publicyści, gdy pisaliśmy lata temu o demokratycznym reżimie. Będę Wam to wypominał.

(więcej…)


21.09.17 Nasze życie jest najlepszym świadectwem.

Niedawno byłem „w terenie” na wydarzeniu sportowym z dzieciakami. Nie byłem sam jako opiekun, więc nastąpił moment, w którym mogłem na godzinę odbić. Robię tak by odparować od krzyków dzieci, by następnie być dla nich milszym i bardziej wyrozumiałym, ale i dla siebie. W tej godzinie poszedłem do najbliższego kościoła poczytać Pismo Święte i pogadać z Trenerem o tym jak mija mi kolejny wyjazd. Tak się złożyło, że inny wychowawca jednak musiał po mnie nagle przyjść i oto do pustego kościoła wtargnęła za nim wataha dzieci, zaskakując zza wielkiej kolumny swojego trenera, który akurat czytał Biblię. Przyznam szczerze, że gorąco mi się zrobiło, bo moje świadectwa przed nimi były raczej takie „na około” (w sensie nie bywam z nawracaniem ludzi zbyt nachalny, uważam że to często przynosi odwrotny efekt) i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie powiedziałem nic – i dobrze, bo co tu dodawać? Tymczasem kilkunastu szkrabów usiadło przed, za i obok w ławeczkach, przeżegnało się i patrzyło… niestety nie na Pana Jezusa, tylko na mnie.

(więcej…)


19.09.17 Refleksje po okresie pełnym ważnych rocznic.

Tak sobie siedzę, w tym miesiącu rocznic związanych z zachodnią i wschodnią agresją, podziwiając na zdjęciu choreografię, o której już wszystko napisano. Nie chcę powtarzać tego, co każdy już gdzieś czytał, dodam więc daleko idącą refleksję. Niesamowite jest to, że ktoś może odkryć Pana Boga nawet w tak wybuchowym otoczeniu jak to stadionowe, a ktoś może zupełnie się z nim minąć w cichym, spokojnym życiu na uboczu. Ten ostatni powie „przynajmniej nikogo nie skrzywdziłem!”. Hm. A czy nie krzywdzi świata np. spokojne milczenie, kiedy w eter idzie propaganda kłamstwa? Czy nie krzywdzi ciche przyzwalanie na wypaczanie faktów? Kibice Legii powiedzieli prawdę o Niemcach-mordercach z czasów II Wojny całemu światu, ale gdyby nie wszystkie cechy składające się na środowisko ultras (karana finansowo, nielegalna oprawa…), prawda być może nie miałaby szans zaistnieć w świadomości tysięcy ludzi, aż po Wenezuelę i Brazylię! Ciekawe, prawda? Bo tylko prawda jest ciekawa!

(więcej…)


17.09.17 „Ukłon tobie, wkomponowanemu w podłogę”…

Mój muzyczny gust zmieniał się na przełomie 10 lat „Drogi Legionisty” wielokrotnie, ale na halę zawodów wjeżdżam z Fokusem 1998 „Powierzchnie tnące” na słuchawkach. Ukłon tobie, wkomponowanemu w podłogę… Yeah, genialnie mi się przekłada na walkę w tej zrytej łepetynie ze skrawkami artyzmu, ale chyba jednak też autyzmu…, heh. Wchodząc na ring lubię też sobie w głowie klasykiem z Łazienkowskiej zajechać, a mianowicie stare dobre: Dżihad Legia! Teraz dopiero będzie, kurwa, wojna, pasuje jak znalazł! Nijak to się ma do mojej wiary, ale mój dżihad też ma się nijak do tego muzułmańskiego. Ja prowadzę świętą wojnę ze sobą, ze stresem który wchodzę na matę pokonać, jednoczę w tej walce wszystko co znam, wszystko co uzbierałem podczas lat doświadczenia. Adrenalina powoduje kocioł. Fokus miesza się z dżihadem, a Jezus z kibolem. Wszystkie chrześcijańskie nauki układam sobie w głowie na co dzień, w drodze powrotnej, ale w okresie walki trzeba się zmobilizować, by wygrać. Boże chroń fanatyków i do przodu!

(więcej…)


11.09.17 „Błąd” Łony i Webbera [1] nabrał metafizycznego sensu.

Niedawno poszedłem sobie pogadać z Szefem i wyspowiadać się, myślałem, że jak zwykle zastanę o tej porze pusty kościół, a tam akurat ślub. Wyszedłem więc i na okolicznej ławce czekałem aż się skończy. Była ładna pogoda, otworzyłem Biblię i czytałem. Po chwili ławkę obok rozłożyło się trzech żuli, dwóch gdzieś się szybko ulotniło, jak dobrze słyszałem polowali na „zrobienie bramy” młodej parze. Ten jeden, który został (kurwa, nie mam kwiatów) zagadał do mnie, czy palę, ale o dziwo to on chciał mnie poczęstować tytoniem w bibułce. Nie – rzuciłem…

(więcej…)


11.09.17 Lekarz radzi: (D)odaj(T)empa(S)ensownym(P)raktykom.

W Piśmie jest napisane, by nie dbać zbytnio o własne ciało, ale jest również napisane, by rozwijać swe talenty. Jako, że Biblię mamy czytać całościowo, tłumaczę sobie pojawiające się zakazy wspomnianego typu tak, że po prostu nic nie może zastąpić Trójcy. Zastąpić! Nie mam nienawidzić, okej, ale jadę walczyć na zawodach – mogę tym samym wypróbować się bez negatywnych uczuć i celowego okaleczenia kogoś, a jednocześnie nie zwalać na chrześcijaństwo tchórzostwa, które mam do pokonania jako mężczyzna z chęciami do bijatyki. Inaczej mówiąc – ten typ, który musi sobie coś czasem udowodnić. Wiara jest idealna na tchórzostwo duchowe (być innym niż ten marny świat ode mnie wymaga), a trening walki na tchórzostwo cielesne (chociaż i tu wiara stawia przed nami pewne, innego typu, próby).

(więcej…)


9.09.17 Prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa.

W historii naszej białej cywilizacji mamy zaszczyt posiadać tradycję chrześcijańskiego rycerza. Jest to europejski odpowiednik samuraja, również wojownik, lecz znający naukę Jezusa Chrystusa. Tu, w Polsce, wierni swej tradycji i wierze, możemy czerpać tak naprawdę od każdego. Oczywiście trwają niekończące się spory o to „jak rycerze katolicy mogli używać przemocy, skoro są wyznawcami takiej religii?”. Podobny problem mają w Chinach. Buddyjska ikonografia ukazuje jednak Buddę w otoczeniu uzbrojonych bóstw depczących demony. To mogło dać niektórym buddystom (a nawet mnichom, zachowały się dowody na to, że Ci ze słynnego Shaolin wojowali już w VII wieku) pretekst do podjęcia walki, chociaż buddyzm jeszcze mocniej zakazuje udziału w wojnie. Podobnie w Biblii szuka się fragmentów o mieczu i wywracaniu stołów, tudzież obrażaniu Żydów przez Syna Bożego, by usprawiedliwić wojowniczą naturę wielu chrześcijan. O Bogu ze Starego Testamentu nawet nie ma co wspominać, bo to Bóg bardzo wojujący, którego (niektóre) metody zastąpiło jednak nowe przymierze Jezusa.

(więcej…)


4.09.17 Patrz na swoje serce i na Boga, a nie w tacę.

Również jestem zwolennikiem nurtu ubogiego w Kościele, ale nie jestem tak sceptyczny do wszelkiej ofiary jak np. hejterzy Rydzyka, czy Lichenia z typowymi klapkami na oczach. Jak pisał Leon Degrelle: Liczy się nie to, co się daje – barany czy miliony – ale żarliwość serca, która ożywia dar. I żarliwość tego, który przyjmuje… Po prostu w świecie katolickim panują trochę inne zasady i wiele różnych ścieżek do Pana. Jeśli ktoś kogoś wykorzystuje z premedytacją i ze złym zamiarem – będzie rozliczony, ale generalnie nie żałujemy Bogu na godne miejsce w świecie. Skoro oddać można mu wszystko, dlaczego nie pieniądze? Czy dla negujących naszą ofiarę są one najwyższym dobrem? Najwidoczniej! Poza tym… to moja sprawa, komu i ile daję. Jeśli naprawdę chcesz (!) załatwisz sobie ślub za darmo, a na tacę nie dasz nigdy… Jeśli naprawdę chcesz, będziesz w Kościele bez pieniędzy. A chcesz w ogóle w nim być, czy tylko czekasz na fotomontaże z „łojcem dyrektorem”?

(więcej…)


4.09.17 Z dala od hałaśliwej ciżby…

Przez te 10 lat pisania „Drogi Legionisty” stałem się innym człowiekiem, nie jest to jednak nic nadzwyczajnego, bo 10 lat to po prostu szmat czasu i musiałbym być „amebą zlewową”, lub być ciągle… w tłumie, by pozostać taki sam. Prócz zaliczenia tych wszystkich opisywanych tu meczów, koncertów, manifestacji, akcji, było to przede wszystkim 10 lat analizowania własnych ścieżek. Jedna myśl po drugiej, niemal codziennie – i tak jest do dziś. „Droga Legionisty” jest moją pustynią, na którą wychodzę spotkać się głównie sam ze sobą. Z tej pustyni wracałem już do niejednej meliny, kobiety, ale dziś wracam do Boga i żony, więc droga nie okazuje się ślepa.

(więcej…)


1.09.17 WPW, sportowe dzieciaki. Ograniczone możliwości rozwoju (2).

Piszę do Was z wielką radością, bo po raz kolejny okazało się, że nie byle kto, ale ludzie z serduchem wchodzą na tę stronę! W sumie „adoptowaliście” około dziesięciu dzieciaków i to nie na jedną, a na dwie imprezy sportowe! Te są już wybrane, a na jedną z nich został już wyznaczony skład – ku wielkiej radości dzieci i ich rodziców! Jak powiedziała jedna z mam, jej pociecha w końcu czuje się ważna! To ta, której ekipy przychodzą pod dom, by ściągnąć ją na dno. Pomyślałem sobie jak dobrze te słowa oddają to, co chcieliśmy osiągnąć – czuje się ważna. Ja mając lat 10 czułbym się mało ważny, gdybym nie wychodził do znajomych na dwór i nie miał niczego prócz nich (ta potrzeba akceptacji…), a ona w tym momencie może machnąć ręką, bo jedzie z bardziej ambitnymi ziomkami kształtować charakter i ciało w odpowiednim kierunku!

(więcej…)


29.08.17 Bla…bla…bla…bla…

Z jakąś dziwną ulgą przyjąłem wczorajszy wieczór, melancholijny to był poniedziałek. Kiedyś masa gazet co tydzień, dziś głównie Pismo Święte. Kiedyś sięgałem po niemal samych raperów, dziś po starego Waglewskiego (Voo Voo). Zauważyłem ostatnio, buszując po zapełnionych skarbami korytarzach empiku, pewną zależność między tym wszystkim, co mi się poprzestawiało w łepetynie. Znudził mnie nadmiar słów, paplanina, hałas. Fajnie jak jakiś chłopak nagrywa nielegalny krążek i rzuca na niego tysiące zdań żadnym kosztem, ale prawda jest taka, że za kilka lat, albo nawet miesięcy – połowy z tych zdań by nie wypowiedział. Biblia jest jedna, ale można w niej grzebać bez końca, a jak już Ci się wydaje, że wszystko wiesz i rozumiesz, to powiedz tę myśl jakiemuś duchownemu, może dawno się nie śmiał… Stary Waglewski (przepraszam za przykład faceta, który mówi o Wałęsie, że to bohater Polaków, ale na muzyce zna się akurat bardzo dobrze) nagrywa CD z siedmioma kawałkami i niewieloma słowami (piszę o tegorocznej „7”-demce rzecz jasna) – wystarczy! Kawa o 22:00 wchodzi z tą płytą jak trzeba i to jest najważniejsze. Jedno zdanie i dźwięki pozwalają rozmyślać na szereg tematów, nie chce się iść spać. Wreszcie jest kawałek przestrzeni, powietrze.

(więcej…)


25.08.17 „Granica na dziś” – więcej nie mogłeś, wyluzuj.

Nadmiar „trenerów personalnych”, ich „głębokich” haseł, sportowe memy dolały zbyt wiele paliwa naszej ambicji. Ambicja zmienia się bowiem ze zdrowej w chorą. Postaram się ponownie poruszyć ten wątek, z perspektywy osoby przygotowującej się do turnieju. Przygotowuję się, czyli muszę ćwiczyć – więcej ćwiczyć. Przepracowałem całe lato, kiedy większość smażyła dupska nad podmiejskimi jeziorami, wpieprzając kebaby i lody. Wiem, że muszę (no właśnie – teraz faktycznie muszę…), ale te hasła, którymi dziś się karmi (często bez celu) wielu ludzi, są przesadzone. Zdają się sugerować, że nawet jeśli aktualnie zdychasz, odpadły Ci obie nogi, wypadły wszystkie zęby, idzie w Twoją stronę wielkie tsunami, a dziecko akurat dostaje przy Tobie padaczki – masz to olać i zasuwać, bo „popadniesz w przeciętność”. Cholera… gdzie tu radość ze sportowego trybu życia? Gonił nas „leń”, a teraz „przeciętność”. Zawsze ktoś, zawsze wyścig! Najpierw masz się czegoś bać, a potem gonić. Wybaczcie, ale tak zazwyczaj działają strategie koncernów, a nie normalnych ludzi.

(więcej…)


24.08.17 Do „bandytów-katolików”. Spijanie koktajli.

Bandyta-katolik, chociaż oczywiście takie pojęcie nie powinno istnieć (bywa też diler-katolik, np. we Włoszech w samym sercu mafii… to już chyba przypadki psychiatryczne?), jest połączeniem bardzo zabawnym dla diabła. Oto koleś, który zwie się bandytą modli się po powrocie z pełnego wrażeń dnia (lub modli się w ciężkiej dla siebie sytuacji w związku z tym dniem) do Jezusa Chrystusa, który owszem – przyjmuje do siebie wszystkich grzeszników, ale „raczej” z zastrzeżeniem, by chwila spotkania z Nim odmieniała tego grzesznika na lepsze, byś nie grzeszył więcej. Tak więc wmawiając sobie, że nie ma innej opcji na życie (bo przecież INTERESY zaszły tak głęboko…) – bandyta-katolik idzie dalej „zarabiać” (nie mówię o upadkach – rzecz ludzka, charakter/nasza osobista historia to też trudny przeciwnik…, piszę o świadomej rutynie ignoranta!) i swego mistrza (?) oszukuje. Jest też druga strona medalu (dlatego ten szatan brechta się aż tak bardzo, razy dwa…). Bandyta-katolik oszukuje też… swoich ludzi, oszukuje podwójnie, no bo jak to… być bandytą i wyznawać taką osobę jak Jezus Chrystus? Taki koleś, dumny z siebie i być może ze swego „dobrego wyczucia” (no bo przecież on wie jak być bandyta i katolik), dużo mówiący o wierności i zasadach – zdaje się zdradzać nie jedną, a dwie ekipy: bandytów i Trójcę Świętą. Nie zdradza tylko złego krętacza. Nie myśl, że palcem Cię wytykam. Ale wyczaiłem niedawno jednego takiego w lustrze i może coś podpowiem.

(więcej…)


23.08.17 WPW, sportowe dzieciaki. Ograniczone możliwości rozwoju.

Radość z bitwy przychodzi po strachu przed śmiercią – pisał GK Chesterton. Przepracuj w sobie standardowy (!) lęk przed nowym wyzwaniem, a potem po prostu podejmij rękawicę. Została mi chwila do turnieju. Na wadze -5 kg przez wakacje, można wskazać zatem pierwszy plus – coś mobilizuje do nieobżerania się, do biegania, do przedłużenia młodej sylwetki. Czy czułbym to gdybym w wieku lat 8 nie trafił na salę? Staram się zarażać tym innych, młodszych – narażonych na szybkie popuszczenie wszelkich hamulców. Coraz więcej śmigam z dzieciakami (stąd też mimo wszystko dużo mniej piszę) i mimo, że nie jest to skrajna patologia jak kiedyś – zaczyna nam brakować środków na wydarzenia (są coraz lepsi = coraz więcej startują). Jak trenujecie na poważnie to wiecie, że turnieje zazwyczaj kosztują, startowe kosztuje, hostel i paliwo także, więc rodzice zaczynają mi marudzić, że po prostu nie mają kasy. Musimy kalkulować, zwalniać. Mam taki pomysł – może któryś z czytelników chciałby „adoptować” takiego dzieciaka, chociażby na jeden turniej, w ramach darowizny? A nakreślenie przykładowej sytuacji dwóch dziewczynek, dla których chcę załatwić środki – poniżej.

(więcej…)

Strona 2 z 7012345...Ostatnia »