12.01.19 #Barber Shop.

Jak co dwa tygodnie byłem strzyżony w moim ulubionym Barber Shopie. Włosy już skończone, gorący ręczniczek zdjęty z buzi i czekam sobie na strzyżenie brody, maszynką, nożyczkami, brzytwą. Puścili mi Fisza Emade „Dwa ognie” (bracia wypuścili nowy singiel!), więc prawie odjechałem, było mi tak błogo, że usypiałem. Barberka jest bardzo dokładna, siedzę tu już jakieś 40 minut, a dopiero połowa roboty… Aaaaaah. Lubię to – wyczekuję długimi dniami tego przymusowego (inaczej nie potrafię) siedzenia bez ruchu w wygodnym fotelu, przerwy w miejskim biegu, nie myślę wtedy o niczym bolesnym… To moje SPA. Poranne newsy dodatkowo łechtały mój relaks. Legia w końcu przepracuje obozy przygotowawcze (z radością oglądam przy kawie video z Portugalii, jak oni pracują to ja jestem jakby spokojny w pewnych kwestiach…), więc myślę nieskromnie, że CWKS wygra ligę, puchar, a ja zarobię (nie)dużo pieniędzy u bukmachera. Taki jest plan na wiosnę, jeśli chodzi o piłkę nożną. Patrzę w lustro, w jednym oku widzę „eLkę”, w drugim symbol dolara, a w trzecim, by wydać go na bilety na mecze… Po chwili jednak zobaczyłem coś jeszcze…

(więcej…)

10.01.19 O! Znowu pytania…

Generalnie niczego nie żałuję, ale trochę mnie dręczy, na modlitwie, że przez życie „na czarnym humorze” i z tabu łamanym już od małego dzieciaka, nie będę w stanie uszanować w pełni Jego majestatu. Mówiąc wprost… – mamy zryte łby bracia i siostry, częściowo ze swojej winy, a częściowo z winy świata wokół (stale, od nowa atakuje on uzyskaną w ascetycznym trudzie czystość serca…). Nie dziwmy się, że każdemu z nas można by przypiąć łatkę „wierzącego specyficznie”. Na szczęście są Dzieje Apostolskie i ogólnie Ewangelie, jest Stary Testament… kto tam nie był specyfikiem, a nade wszystko – kto tam nie miał wad? Noe się upił, Dawid miał romans, a Piotr wyparł się Chrystusa… Kto czyta – nie błądzi, stara prawda, ale żeby nie grzeszyć nie wystarczy czytać, tylko trzeba trwać w modlitwie. Nauka zaś jest taka, że to co stare – zostawiasz w konfesjonale i masz ufać, zapominać – w ascetycznym trudzie – stare obrazki, jeśli owe są. Inaczej byłoby bez sensu.

(więcej…)

9.01.19 Wszystko bywa grą… Przede wszystkim z czasem.

Wszystko bywa grą. Szczęście człowieka „nowej Europy” jest grane przed lustrem. Szczęście, którego szuka w ciągle nowych, egzotycznych rejonach, lecz w pewnym wieku ma już pewne wrażenie tkwiące głęboko w tyle czaszki, że to – np. modna akurat joga – tylko jeden z kolejnych rejonów, który prędzej, czy później zawiedzie go i machnie na niego ręką mówiąc, że i tak czeka tylko na nieuchronną śmierć, próbując umilić sobie pierwsze zmarszczki i wypalenie, a przede wszystkim problemy w zdobyciu hajsu na konsumpcję. Powie: pora się napić… „Reinkarnacja jest, czy jej nie ma?” – pada pytanie przy latte. Kogo to tak naprawdę obchodzi z tych hipsterów, i tak chodzi im tylko o ten moment przejścia, właściwie o jak najweselsze przejście przez świadomość kruchości ludzkiego ciała, o nadzieję… O robienie czegoś modnego. W taki sposób nie można być zawsze szczęśliwym. Ale tak naprawdę… w żaden nie można.

(więcej…)

7.01.19 Jak Maksymilian M. Kolbe i… niejaki Christophe D. z Francji.

Uff, „DL”24 „odhaczony”, więc można coś wreszcie napisać na (w miarę) luzie… Maksymilian M. Kolbe, jak przekonuje Tomasz P. Terlikowski w biografii polskiego świętego, podając głośne, przemilczane przez Franciszkanina wydarzenia dziejące się w ówczesnej Polsce, nie zajmował się w swojej działalności wydawniczej politycznymi sprawami bieżącymi. Ktoś kto naprawdę żyje modlitwą, ten chyba nie potrafi zwracać uwagi na politykę w takim wąskim, brudnym, czyli typowo ludzkim sensie („to jest gra dzieciaku!”, ble…), jeśli już – patrzy na tego typu doniesienia szerzej (Kolbe akurat zwalczał słowem masonerię, której działania dziś odczytujemy jako „szkodliwą moralnie aktywność lewaków w mediach i polityce”). Być może idąc za tym przykładem, a także wieloma innymi (Christophe D., mistrz Francji w kategorii ciężkiej boksu także podszedł kilka dni temu do polityki po swojemu :-), niezbyt chce mi się komentować np. wejście A. Andruszkiewicza do rządu, na którym z początku stycznia skupiły się memy (ze wszystkich stron, to żałosne, że jakiś dewiant może być politykiem, czy tam członkiem reality show, a „narodowiec” nie – liberałowie bardzo się boją i od razu robią aferę jakby Auschwitz ponownie zaczął działać…). Andruszkiewicz? Tak to jest, że za wierność Systemowi (System nie musi oficjalnie pluć na godło i zabijać dzieci, ale zobaczcie ustawy, zobaczcie unie, do których „dumnie” należymy…) dostaje się nagrody, a za prawdziwy bunt ludzie mają wizyty w domu, nie zachowujmy się jakbyśmy się urodzili wczoraj… Bardziej interesują mnie Ci, którzy tego domu nie mają, a więc WPW (no dobra…, Christophe D. też dał radę na „żółtych kamizelkach” :-).

(więcej…)

23.12.18 Czy to oby nie jest początek…?

Powiecie, że drętwo tu trochę, ale ja już zacieram rączki, bo szykuję/kończę dla Was stustronicową bombę nowych tekściorów spod średnio utalentowanego, ale szczerego pióra Growera i ziomków! W przerwie tworzenia na papier naszła mnie pewna refleksja poboczna. Zazwyczaj gdy piszę jakąś publicystykę jest ona o „końcu pewnej epoki…”. Zauważyliście tą tendencję, nie tylko u mnie? Weterani-pesymiści, a ledwo trzydziestkę przekroczyli! Zastanawiam się, czy rok 2019 będzie „początkiem jakiejkolwiek epoki”, rokiem, w którym powstanie/stanie się coś pozytywnego dla naszych klimatów…? Czy może jesteśmy skazani wyłącznie na wymieranie i strzępy radości, wspomnienia, ekstazę raz do roku…? Zgryźliwi tetrycy…

(więcej…)


22.12.18 Zakurzoną klawiaturą pisane… A może Bóg tak chce?

Mam uwaloną kuchnię, stertę talerzy, worki śmieci do wywalenia… Nie przejmuję się tym zbytnio. Żona właśnie kima na kanapie zmęczona życiem (zero pretensji z mojej strony), obok pies – on zawsze jest zmęczony. Ja zajęty byłem lekturą, oglądaniem meczów. W tygodniu też nie miałem czasu, praca, sport, uprawiany, oglądany… Oczywiście piszę wszystko to, co robiłem obok prób duchowego przygotowania się na święta (o tym pisałem Wam w innych tekstach). Powstają oczywiście jakieś memy o tym, że „Jezus też urodził się w grocie”, więc „sprzątać nie trzeba” i… coś w tym jest. To znaczy, warto, ale niekoniecznie na pierwszym miejscu, do dziś zbyt wściekły latałem… Najpierw trzeba posprzątać w swoim ciele… odpocząć, potem w duchu – modlić się. Reszta to tylko dodatek. Z czegoś mam zrezygnować? Ok., rezygnuję z polerowania, lakierowania, całego tego cukru… Jak stwierdzimy z żoną, że trzeba coś z tym syfem zrobić, pomogę jej. Może stereotypowa Grażynka miałaby czas pójść do spowiedzi, gdyby nie robiła sobie paznokci i nie zdzierała parkietu, by wydobyć każdy skrawek kurzu…? Mam wywalone, jestem zadowolony, bo wypoczywam i przygotowywałem się i przygotuje ciągle, duchowo, a moja rodzina też była u spowiedzi. Pójdę na pasterkę, wybaczam rodzinie, że współtworzą ją także idioci (oczywiście oni tak myślą o mnie), nikogo nie gonię…

(więcej…)


19.12.18 Można działać, ale cholernie muli…

Przed samym zakończeniem pracy nad „DL”24 pojawiły się problemy natury technicznej, stary zakurzony złom siada, ekran strzela niczym popcorn w mikrofali, nie wiem czemu, bo jestem atechniczny i problemy tego typu zamiatam pod dywan aż się spod niego wysypią. Człowiek jest cholerykiem, a jeszcze narobi sobie kilka kaw i zmaga się ze złośliwością rzeczy martwych. „Adwentowy spokój”. Co jednak poradzić, problemy są po to, by je rozwiązywać – damy radę. Legia jest zaś po to, by ją oglądać – często z efektem podobnym jak podczas siedzenia przy sypiącej się maszynie. Wynik ostatnio niezły, ale nie oszukujmy się – runda przegrana, bo przegrana Europa. Pozostając przy metaforze komputerowej – można oglądać, ale strasznie muli…

(więcej…)


14.12.18 O tym co nas pociąga wizualnie, a co jest Prawdą…

Co Cię pociąga w „DL”…? „Kominiarki”…, że „był klimat”…? Musisz wiedzieć, że dzisiaj kominiarki nosi i ma „każdy”, po dziesięć wzorów. Małolat właśnie od „kupna przez neta” zaczyna swoją przygodę z ulicą. Gdzie nie spojrzysz tam wszędzie „protest”… Małolaci w kominach biegają z torebeczkami, reprezentanci dosłownie każdej sprawy, od śmiertelnie poważnej (jak we Francji) po absurdalne (atak środowisk lewicowych na siedzibę Civitas Christiana w Holandii, nudzi im się, bez kitu…), biegają z transparentami… Polityczno-uliczne rugby, przepychanie łokciami, będące w znacznym stopniu zwykłym wołaniem o uwagę. Gdzieś stoi „nowy Lepper”, który gdy faktycznie będzie nowym Lepperem, skończy… jak stary Lepper. Polityczny mur, którego nie potrafi przebić głową prawie żaden uczciwy człowiek. Nie rozumiesz zniechęconych? Ja rozumiem, aczkolwiek rozumiem też hasło „nie poddawaj się!”, obie postawy są wytłumaczalne i sensowne. Tak czy siak uczciwa polityka nie obejdzie się bez męczeństwa, bo cwaniaczki wszędzie wkładają paluchy (do Kościoła także, jest łakomym kąskiem…).

(więcej…)


4.12.18 Między rzeczywistością, a rzeczywistością duchową…

Dotarłem dziś na Roraty, w kościele o 6:00 rano była cała masa ludzi, zapewne większość tuż przed ciężką pracą, lub długimi godzinami w szkole. Nachodzą mnie refleksje niejako kontynuujące wczorajsze rozważania, a więc zadziwiająco dla mnie… przyziemne. Słowa czytanej dziś w Kościele Ewangelii według świętego Łukasza mówią o tym jak Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. A w prostaczkach tkwi duża siła! To prostaczki biegają obecnie w „żółtych kamizelkach” (LINK-INFO O NACJONALISTACH NA TYCH PROTESTACH), bo nie-prostaczki, „elity”, podwyższyły im ceny paliw (zapewne prostaczki „nic nie rozumieją”), co zresztą było tylko pretekstem do reakcji na inne działania Systemu. Ludzie roztropni działają z namysłem i rozsądkiem, ale w tym przypadku jest to „rozsądek polityczny”, prostaczki po prostu chcą godnie żyć. Oczywiście Pismo Święte nie może być wytłumaczeniem dla awantur, to byłaby delikatnie mówiąc nadinterpretacja, ale dla gniewu, z którym wiążą się potem akcje innych i – co za nimi idzie – reakcje? Nie wiem tego, serio… Wiem, że czasem trzeba będzie zawalczyć o swoje (i nie tylko o swoje), nie unikajmy tego. Wiem, bo żyję.

(więcej…)


3.12.18 Żaden czas nie ratuje nas od ciężaru życia!

Dzisiejsza Ewangelizacja, zwłaszcza w tak szczególnych okresach roku liturgicznego jak np. trwający właśnie Adwent, charakteryzuje się tym, że najbardziej zaangażowani wierni wchodzą w niego opakowani w cały zestaw nowoczesnych narzędzi. Rano, jeszcze przed mszą o 6:00 filmik i mem od dziesiątek polubionych stron wspólnot religijnych, po mszy wspólne śniadanie z innymi wspólnotami, na kazaniu oczywiście „myśl przewodnia” prowadzącego kanał na YouTube „nowoczesnego kapłana” w eNkach, która wspomaga… inne „myśli przewodnie” ze wspomnianych filmików i memów. Oczywiście nieco przesadzam, ale tak to czasem wygląda. Czasem to pomaga, a czasem brutalnie zderza się z tzw. życiem, które Adwentu chyba nie obchodzi… nie w dzisiejszych czasach. I okazuje się, że „kilogramy Ewangelizacji” stają się tylko kolejnym natręctwem, a Ciebie – latającego na wyżynach – załatwiła zwykła przyziemna sprawa.

(więcej…)


1.12.18 Żyj słowem, a odsuniesz kolejne gałęzie. Wypłyniesz…

Jezus powiedział do swoich uczniów w dzisiejszej Ewangelii: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym. Jeszcze kilka lat temu odbierałem ten fragment wyłącznie „pod siebie” – mówię sobie, „zobacz, Ty jesteś Straight Edge, trenujesz…, Twoje serce jest leciutkie, nie ma obżarstwa, pijaństwa, trosk doczesnych – jak u nich, korpo-ludzi, których styl życia zwalczasz w Internecie, na papierze i w życiu”. Dzisiaj – a tak naprawdę kilka miesięcy temu – pomyślałem jednak dalej, odsunąłem jeszcze jedną gałąź… Spytałem siebie, czy „obżarstwo” to tylko dosłownie jedzenie…? Zły duch obżarstwa dotyka u każdej osoby czegoś innego, chociaż oczywiście jedzenie bardzo często się powtarza. My obżeramy się często naszym aktywizmem – „jestem sXe, jestem sportowcem”, a więc to są moje troski doczesne, coś innego niż impreza i melanż, ale jednak ludzkiego! Z pewnością zdrowszego, ale przez obżarstwo rozumiane szerzej – również mogę się w tym utopić! Przepaść gdzieś na siłce…

(więcej…)


29.11.18 Suppedaneum i Dobry Łotr story. Czekając na Adwent…

Belka pod nogi Chrystusa, charakterystycznie zaznaczona głównie na „krzyżu prawosławnym” (tak naprawdę -krzyż jest jeden-, mam nawet konkretny zamiar wydziarać sobie tą belkę, a jestem i będę katolikiem…) po łacinie nazywa się suppedaneum. Mini-opowiadanie o tym tytule zamieszczę w „Drodze Legionisty” nr 24 (również dużo publicystyki tam ostatnio dla Was odkładam). Jeden z końców suppedaneum jest podniesiony ku górze, wskazuje na niebo, do którego trafił Dobry Łotr. Drugi koniec pokazuje piekło, do którego trafił drugi z wiszących obok Jezusa łotrów – ten, który nie uwierzył, pełen był wątpliwości i zła do samego końca. Świat po grzechu pierworodnym jest skomplikowany, różne są historie ludzi, nawet łotrów. Kroczymy krętymi ścieżkami, ale każdy otrzyma, prędzej, czy później, możliwość opowiedzenia się za dobrem, lub złem – w wymagającym szczerości momencie. Ba, codziennie możemy spojrzeć, przy okazji wielu różnych sytuacji, albo w dół, albo w górę. Dlatego chcę to widzieć przed sobą, na swojej ręce: „masz wybór tego jak się zaraz zachowasz”! Nie przed jakąś tam władzą, żeby w stosunku do niej być grzecznym… przed Bogiem, jak zachowam się przed moim Królem „nie z tego świata”, tylko On jest godzien skruchy wojownika!

(więcej…)


12.11.18 Shot poMarszowy. „Wszystko, co chcę powiedzieć to, to…”.

Na tle znakomitej frekwencji tegorocznego Marszu Niepodległości doszło do represji. Media PiSu widzą je tak: LINK, nacjonaliści widzą natomiast tak: LINK, LINK. Zapatrzeni ślepo w frekwencję i „sukces” patrioci, nie widzą zazwyczaj nic…, nawet, że poglądy i sympatie organizatorów zmieniają się niczym wokalistki w starożytnej kapeli Varius Manx. Wszystko, co chcę powiedzieć to, to, że Oni naprawdę o nas nie dbają – śpiewał w 1996 roku Michael Jackson („They Don’t Care About Us”, czekam na klip pop-gwiazdeczek o tych dziś uciskanych!). To ironia, że go tu cytuję, ale to dobre podsumowanie tego co czuję w związku z brakiem jakiegokolwiek uniesienia podczas „100 lat niepodległości”. Te całe zamiatanie pod dywan spraw istotnych, owijanie w pazłotka. Michaelowi prawie odpadł nos, a „narodowcom” swego czasu bardzo wyrósł.

(więcej…)


3.11.18 Jadąc przez Warszawę… Uliczny styl, uliczna klasa!

Warszawa, jadę komunikacją miejską w kierunku meczu Legii. Jeszcze wcześnie, na mieście nie widać barw. Przede mną dwóch małolatów opiera się o boczną barierkę pojazdu, jeden grzebie coś w telefonie, drugi się rozgląda. Dobra stylówka, widzę przecież mniej więcej „co i jak”, albo jak kto woli, że coś jest (lub będzie) na rzeczy z tymi dzieciakami. Może po trzynaście lat, ubrani na typowy casual, ułożone fryzurki, uliczna klasa! Obcinam ich z uśmiechem, powiecie, że to dziwne, ale… fajnie jest po prostu zobaczyć polskich (najpewniej legijnych) mini-chłopaczków ze stylem, w czasach jakichś powykręcanych emo-wynalazków z ich roczników. Na kolejnym przystanku wsiada siostra zakonna i zajmuje jedno z podwójnych miejsc tuż przede mną. Drugie przez chwilę jest wolne, ale siada na nim jeden z tych chłopaków, drugi dalej jest mocno zajęty jakąś rozmową przez telefon. Nagle zakonnica zagaduje nowego sąsiada: – Jesteś chłopczykiem, czy dziewczynką? Znowu dziwne, ale zamarłem. Myślę sobie: takie, kurde, porządne chłopaki, a będę musiał się na nich zaraz wkurwić, bo zaraz zrypią tą zakonnicę za zniewagę. Wcześniej zdenerwowałem się na – przecież bliską mi duchowo – siostrę: musiała akurat takie świadectwo dać, na jakiej podstawie?

(więcej…)


2.11.18 Real Halloween, czyli kiedyś nauczę się mówić o Bogu…

Wolne parkingi, studenci wyjechali z miast. Wy, albo Wasze dzieciaki przebierają się za trupy i biegają imprezować, lub zbierać cukierki…? Ja miałem „Halloween” na żywo… Spotkałem trupa, dopiero teraz, chociaż trenuję go już prawie trzy lata. Żywego trupa z datą urodzenia już w XXI wieku. Ten wiek jest pełen żywych trupów. Był ostatni października. – Muszę z trenerem porozmawiać.W porządku, 16:30 ci pasuje? Umówiłem się z podopiecznym piętnastolatkiem. Przyszedł punktualnie, już czekałem – rzucając psu piłkę. Wielki jak cholera, metr dziewięćdziesiąt pięć, chudy, blady, pryszczata twarz. Cichy, gadając z tobą po chwili odwraca wzrok. Taki trochę jak z „Sali samobójców” (na fotce obok), ale do teraz kojarzył mi się z tą kreacją wyłącznie symbolicznie, zresztą jak większa połowa dzisiejszych nastolatków… – No, bo ja nie radzę sobie ze stresem… Przed walkami się trzęsę… Zaczął typowo, wiele miałem już takich rozmów z jeszcze młodszymi dzieciakami – standard, gdy są zawodnikami, ale jeszcze nie dojrzałymi wojownikami…

(więcej…)