20.05.19 A stoczyłeś uczciwą walkę na tej gali…?

Obierzmy sobie wspólnotę osób, które uważają się za wierzące w Boga i konkretnie za katolików. Każdy ma swoje środowisko, w którym dorastał…, niepowtarzalne geny…, a także swoją własną historię i sytuację teraźniejszą w jakiej żyje… Latami kształtował się charakter każdego człowieka, zbierałeś doświadczenia, stałeś się jedynym w swoim rodzaju okazem – jak każdy człowiek. Mimo, że jesteśmy podobni, dobieramy się w grupki i podgrupki, każdy ma nieco inne ścieżki – z jednym bratem coś Cię łączy, z drugim dzieli, przynajmniej wewnętrznie. W jednej sprawie X podjął inną decyzję niż jego sąsiad, a w innej X podjął taką samą. Na przestrzeni lat podobieństwa i różnice, czasem wymuszane przez okoliczności (przez życie) będą prowadzić do jeszcze większej różnicy między jednostką X, a jednostką Y. A wiarę wyznajemy jedną (czyli pod coś się podciągamy mimo różnic)! To tworzy chaos wewnątrz środowiska odnoszącego się do jednej Prawdy. Wyznają ją ludzie różnych historii własnego życia i różnych środowisk. Tylko i aż tyle.

(więcej…)


17.05.19 Stabilna jest przede wszystkim Legia Warszawa.

W niedzielę (18:00, Ł3) gramy z Zagłębiem Lubin – Mistrzem Polski 2007. Pamiętacie derby Warszawy? Mimo różnicy sił, bywały klimatyczne. Dziś rezerwy Legii są wyżej w I grupie III ligi niż pierwszy zespół KSP (Mistrz Polski 2000), a więc do kolejnych szybko nie dojdzie – i dobrze, bo miejsce takiego klubu jak Polonia z pewnością nie jest w Ekstraklasie, rzucając rzecz brutalnie, tak jak rzucono Rose (Rosą?) Namajunas podczas gali UFC w Rio de Janeiro. „Piłka Nożna” (14 maja 2019) pisała wprawdzie, że Łódzki Klub Sportowy i Raków Częstochowa zagrają w Ekstraklasie w przyszłym sezonie. W sumie oba te kluby dysponują mniej więcej jedną trybuną spełniającą wymogi licencyjne, ale tu nie o to chodzi – chociaż ich kibice regularnie bywają na meczach wyjazdowych, a to stanowi o marce klubu jako całości. Każda duża marka ma słabsze chwile, oczywiście zachowując skalę, weźmy taki Manchester United w minionym sezonie – strata fejmu jak skurwysyn. KSP taką marką nigdy nie był, bo zobaczmy na zainteresowanie ich drużyną, gdy zdobyli tytuł Mistrza Polski… Nie oszukujmy się, drużyny bez kibiców nie dochodzą zbyt daleko, a jak już to jednorazowo i wracają do swego marazmu.

(więcej…)


10.05.19 „W rzece, w której żyją piranie, żółwie pływają na plecach”.

Taki klimat… bracia i siostry… Czasem muszę, inaczej się uduszę. Jest takie powiedzenie wśród mieszkańców dalekiej Amazonii: W rzece, w której żyją piranie, żółwie pływają na plecach. Tylko nie mów, że Ty to ta pirania, bo to nie ten kontekst, piranie są zastawionymi na nas pułapkami. W swojej miejskiej rzece pływamy śmiało…, to delfinkiem, to pod wodą. Mimo wszystko, czasem wychylę głowę – nim mi ją pożrą – żeby nabrać powietrza, może nawet przekręcę się pancerzem w kierunku potencjalnego wroga, poczuję się bezpiecznie podczas nabierania powietrza. Pustynia! Całkowite odcięcie złych myśli żeby mieć potem większe szanse szarżując między piraniami. Tak, dobrze przeczytałeś, odcięcie MYŚLI! Nie czynów. Dlatego na przykład Jezus mówi o cudzołożeniu w kontekście (nawet) spojrzenia… Spojrzenia, które tu oznacza wymarzenie sobie rozpustnego planu w słabej głowie. Nie przekładasz złego na czyn, ale tak sobie marzysz… i marzysz…, godzinami…, latami…, Twoje myśli odpływają w kierunku rozpusty, konsumpcjonizmu, uzależnień… Czy kiedy będziesz miał słaby dzień, a trafi się super okazja urzeczywistnienia tych („niegroźnych”) pragnień, dasz radę wygrać? Gdy za każdym razem, konsekwentnie starasz się ucinać samą MYŚLI o tym z czym powinieneś w sobie wygrać, przesuwasz granicę walki, z walki z katastrofalnym w skutkach czynem, do walki z samą myślą o tym czynie! Podwójna garda! Nie można rozmawiać z szatanem, bo to inteligencja wyższa i w końcu Cię namówi, rozegra. Wiem, że łatwiej napisać niż zrobić – oj wiem dobrze, ale uwierz – mam akurat kilka tego typu potyczek za sobą… wygranych (mogą wrócić, gdy stracę czujność, owszem…)! Zmęczony już jestem jak cholera po takim życiu (a młody przecież), a mistrzem pływania nie jestem, jak mówi Sokół na nowej płycie… Po to jest właśnie pustynia, to tu wyszedł Mistrz, by wygrać z piranią! Niby odpoczynek, a tak naprawdę wielka wewnętrzna walka w celi… Znajdź swoją pustynię. Pozdrawiam Was z lasu!

ŁG


6.05.19 Prawnicy – koks – zjazd do boks(u)…

Jako, że stawałem się przez kilka ostatnich lat „zwykłym, szanowanym człowiekiem” (śmieję się z tego regularnie… mam w sobie tony świadomej ironii danej chwili i dystans do niej, bo równie dobrze jutro mogę znowu być na dnie, jak kilka razy w swoim krótkim życiu), oczywiście z powodu pracy i oczywiście w oczach ludzi, którzy mnie prawie nie znają, trafiam – zaproszony – na różne imprezy. Nie cierpię imprez, ale czasem już naprawdę nie wypada odmówić i trzeba wpaść przynajmniej na te dwie godziny, bo ludziom też sporo zawdzięczam i to nie tak, że są wyłącznie źli (ale wolałbym np. iść na obiad z fajnym widokiem). Nie piję, więc owe dwie godziny w zupełności wystarczą, by zaobserwować jak panie nauczycielki, zresztą wszelkie panie i wszelcy panowie zmieniają się z autorytetów w potencjalnych bohaterów filmików robionych „z przyczajki”. Widzę jak muszą się wyżyć, wykrzyczeć, przestać udawać ze skutkiem tragikomicznym. Widok to żenujący. Czy powinienem się dziwić? Wszak od rana znowu będą trybikami w Systemie, którego nie są do końca świadomi (lub nie są świadomi swojej siły, że aby żyć inaczej nie trzeba skakać po stołach). Razem z robieniem porannej tapety na kacu założą tą maskę, którą trzeba nosić cały tydzień. Osoba, która na codzień może być sobą trochę nie ogarnia tego wytrysku… Kurde, ja naprawdę nie powinienem narzekać na swoje życie.

(więcej…)


6.05.19 Może i przeciętni, ale nie dla Was, czyli patrząc za siebie…

Ironia w wydaniu kibiców Legii dotyczy tego, że w stolicy wszystko jest o ile nie „wporząsiu”, to na tyle „niewporząsiu”, co w innych miejscach, klubach itp. A reszta uczyniła sobie z tego legijnego niby-cwaniactwa i braku sportowej moralności (? ha, ha) bożka, posążek, do którego nie tyle się modlą, co go odganiają (to taki trochę diabełek zatem…), bo sportowo u nich generalnie nudy, tudzież brak większych i szerszych perspektyw niż jednorazowy na naście lat „strzał”. Patrzą, co tam na szczycie, u tych, którym coś się uda częściej niż czasem (tu jakiś Spartak, tu Lazio, tu Real… no gra się, dzięki sędziom, oczywiście). U których coś dzieje się na tyle, by można to w ogóle komentować (mi by się komentować innych tak często i obszernie raczej nie chciało, bo i co tu komentować?). Czy piszą tak obszernie o Śląsku, Jadze, czy śledzą ich fora? Tak? To gratuluję wolnego czasu…

(więcej…)


5.05.19 „… im bardziej wychwala, tym więcej go pogrąża”…

Często mówi się, zazwyczaj słusznie, o takich, co wrzucają same „sukcesy” oraz uśmiechnięte fotki na portale społecznościowe, że za tą kreacją kryje się smutek. Zobacz mój tyłek, zobacz moje wakacje, zobacz, zobacz jest ekstra… Mówi się o takich paziach jak Kuba Wojewódzki, że za czarnym poczuciem humoru i wesołym „skandalowaniem” kryje się smutek. Prawda. Prawda, ale… za każdym kryje się jakiś smutek. Albo inaczej – każdy z nas składa się z sukcesów i porażek, a życie każdego z nas z pięknych chwil i ton cierpienia. Nie ukrywam na „DL” swojego człowieczeństwa, moja mimika nie obejmuje tylko głupkowatego uśmieszku, ale także złość, strach, upadek i gorycz porażki. Uczucie triumfu też znam, albo tej słodkiej satysfakcjonującej ironii. Pokazuję to, nie ukrywam sam przed sobą i przed Wami jak wyżej wymienieni. Jak się cieszę to się cieszę, a to, że obudzę się jutro w okolicach 5:00 rano z poczuciem jakiegoś krzyża niesionego aktualnie na barkach jest więcej niż oczywiste. Przeżegnam się z rana i krzyknę przed sparingiem – wszystko ze strachu. Stałem się katolem nie żeby od czegoś uciec, udaje mi się nawracać, bo ta wiara jest zgodna z akceptacją istnienia cierpienia i porażki, z męskim zdaniem sobie sprawy, że życie to nie tylko beka, ale także biczowanie i korona cierniowa. Ucztujemy, Mistrz też ucztował, ale krzyż już czeka – wiesz o tym, a jak nie to Twój błąd, bo ból weźmie Cię z zaskoczenia.

(więcej…)


3.05.19 Honor stracił swój sens? Parę słów w atmosferze 3 maja.

1 maja jak to 1 maja, trochę w Europie się działo, ale nie za wiele względem lat ubiegłych, za to we Francji Żółte Kamizelki „nadal w formie”. W Polsce cisza, zresztą od jakiegoś czasu. Hamburg też jakiś taki spokojny, choć lewacy szli centralnie z sierpami i młotami na głównych transparentach. Ludzie w Polsce kojarzą ten weekend z wyjazdami, z grillem, z odpoczynkiem (przez który często zapominamy wywiesić flagi 2 maja…, a może to nie przez grilla i odpoczynek?). 3 maja w Kościele to święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, głównej patronki naszej Ojczyzny. Ostatnio w swoich zajawkach spoglądam w stronę Ameryki (m.in. pod wpływem materiałów o Zapatystach), gdzie nacjonalizm, a nawet „oddolna rewolucja w sprawach ludu” nieodłącznie związana była (i jest?) z wiarą w Boga oraz z kultem Maryjnym. Tego trochę amerykańskim aktywistom możemy zazdrościć, takiej prostej wiary ludzi pracy (łączy się to, więc ze „sprawami 1 maja”), którą przecież za PRLu też w Polsce mieliśmy. Solidarność, zamaskowana młodzież w świętej Brygidzie… I – być może – nadal mamy, nieco uśpioną.

(więcej…)


30.04.19 Chełpię się borderline…

Kiedyś pisałem coś takiego jak praca licencjacka o subkulturach. Tworząc ją przeczytałem m.in. książki o hipisach, poznając ich historię. W USA otworzyli na przykład komunę (squat), w której propagowali tzw. „wolną miłość”, a więc dzielili się sobą w łóżku, wierząc, że to jest prawdziwa wolność. W efekcie murzyni z okolicznych slumsów przychodzili po prostu dymać im kobiety, w imię miłości, oczywiście – jeśli ktoś ich spytał… Przypomniałem to sobie jako metaforę całkowitej bierności w życiu, w polityce, na ulicy, na trybunie i oddawaniu tego, co trzeba bronić, pod niby szlachetnymi pretekstami. Jeśli całkowicie odpuścisz walkę, a więc życie twardym przyziemnym życiem (nie tylko duchowym), olejesz staranie się o swoją rodzinę, o naród, o klimat, który kochasz, jeśli postanowisz mieć w każdej sytuacji pacyfistyczne podejście, „przyjdzie jakiś murzyn i cię wyrucha”. Szach-mat. Wobec tego „trzeba żyć”…, po prostu…

(więcej…)


19.04.19 Kto na miejską tarczę?

Wreszcie, usiadłszy po pędzie, wczoraj wieczorem, dochodzi do mnie, że jest Wielki Czwartek. Otwieram dziennik duchowy. To jest jednak walka w ciężkiej wadze! Ciągle mam w głowie robotę, zmartwienia dnia codziennego, a nawet newsy z klimatów, którymi się interesuję. Głowa jest pełna wykrzykników, ale dziś przed czekającymi mnie obowiązkami znajdę czas na Drogę Krzyżową. Prawie nic z postanowień mi się nie udało, ale czy to ważne dla Boga…? Przypomnienie postaci Judasza w Wielkim Tygodniu dawało do myślenia głównie w kwestii Judaszy z ulicznego środowiska. Biblia pokazuje prawdę o człowieku, prawdę, w której każdy z nas może odnaleźć przykłady ze swojego życia. Każda Ewangelia jest – może być – rozmyślana subiektywnie, to jest potęga Pisma Świętego. Ruch kibicowski też dostarcza nowych przykładów Judaszy. Judaszy, którzy wydawali się innym tzw. pewniakami. Nikt nie jest tzw. pewniakiem, jeśli robi bożka z siebie samego i ze swojej ziemskiej niby-potęgi, a przecież jak każdy ma czuły punkt. Jak każdy boi się. Prawdziwy Bóg się uniżył, myjąc nogi uczniom przed śmiercią. Niby się uniżył, ale pozostał sobą, pozostał wierny planowi. Szanuję Go.

(więcej…)


12.04.19 Powroty…

Ten Wielki Post jest dla mnie specyficzny, bo odwiedziłem akurat Hamburg oraz dzikie Ateny, siedząc tam po kilka dni i samemu pchając się turystycznie w epicentra ulicznego lewactwa. Mam intensywny kwiecień pod wieloma względami, eurotripy to pikuś. Oprócz tego, że człowiek taki jakiś nakręcony chodził, bo St.Pauli i Exarchia to kultowe miejsca naszych przeciwników politycznych, owe dzielnice, kluby, atmosfera, mecze i kolekcjonerskie zakupy w dziwnych sklepach… w żaden sposób nie były w stanie przekonać mnie, że mylimy się podczas pukania po głowie na dźwięk słowa „antyfaszyzm”! Same sposoby działania ich aktywistów – i to jest ta istotna różnica w definiowaniu moich refleksji i relacji – są inspirujące (bo nasi to zazwyczaj piwowo-barowi „spece” od polityki z brzuchami dużymi od nicnierobienia…), ale w żadnej mierze wartości, a właściwie antywartości, które za nimi stoją! Sierp i młot jako graffiti na „wolnej dzielnicy” w Atenach? Równość to utopia i tak wyłonią się w (załużmy, że powiększającej się) komunie przywódcy i ich wydymają, dowodzą o tym też badania prowadzone przez socjologów (rozmawiałem z jednym, który wykłada na kilku uniwersytetach), czy takie klasyczne lektury jak „Folwark zwierzęcy”. A nawet jeśli im się uda na chwilę… tu na ziemi to jest walka dla walki. Oni walczą o swoje wartości, my o swoje, materialiści o powiększanie majątku… koło się toczy i będzie toczyć, jak kula ziemska.

(więcej…)


2.04.19 Kolejne refleksje po wizycie na St.Pauli. Nie wszystko jedno!

W czasie Wielkiego Postu katol wiele słyszy o tym, że „powinien rezygnować”, że „powinien się powstrzymać”… Ogólnie, gdy walczysz o duszę, dużo powinieneś. Naturalnie pojawia się pytanie o granice – one istnieją, bo wszędzie muszą istnieć granice, inaczej byś zwariował! Tak więc gdy żyjesz w mieście, jak ja, stale na nowo musisz rozeznawać i korzystać pokornie z rad innych. „Czy przekroczyłem, czy przesadzam i nadinterpretuję”? „Kiedy wchodzę w zagrażające mi rejony”? Po wizycie na lewackiej dzielnicy, na multi-kulti Zachodzie wiem jedno – dobrze, że wiem do czego wracać! Do normalnej Polski, jeszcze katolickiej. Państwo jest potrzebne, bo zawsze jakaś władza, czy to formalna, czy nieformalna (patrz: recenzowany tu „Folwark zwierzęcy”) będzie „dawała przykład” tym mniej myślącym, mniej ambitnym, bardziej olewającym, albo po prostu niedoświadczonym. Państwo powinno dawać przykład prawem (przestrzeganie go przez obywateli to inny, osobny temat…). Ludzie idą za symbolami przyjętymi w swoim otoczeniu, nie oszukujmy się – nawet jak nie chcą, chłoną też kulturę i to, co w szkołach. Dlatego potrzebuję ZDROWEGO narodu, dlatego potrzebuję ZDROWEJ Ojczyzny (tak – wiem, wielu wypaczyło już to pojęcie – w tym problem…). Za czym idą dzisiejsi Niemcy…? Nie mają ani w narodzie, ani w klimacie dzielnicy przykładu moralności na jakiej oparta jest cywilizacja chrześcijańska, którą uważam za dobrą (to jednak, jakby nie patrzeć, subiektywna opinia, ale dobrze, że jest nas tu więcej…). Ich rodacy wypaczyli nacjonalizm za czasów Hitlera i zostawili w nich ogromne poczucie winy, które – jak to bywa – doprowadziło do wylewania kolejnych dzieci z kąpielą. Grzechy, a szczególnie takie jak te polityczno-wojskowe, mają ogromne konsekwencje. My powinniśmy o tym pamiętać, a inni powinni mieć w ogóle poczucie, że istnieje coś takiego jak grzech i że sami mogli się w nim zagubić…

(więcej…)


27.03.19 Powody by wierzyć, czyli list do Was…

Zacznę nietypowo jak na „DL”, cytatem. Moja wiara w to, że cuda naprawdę zdarzały się w historii ludzkości, nie jest mistycyzmem. Wierzę w nie na podstawie ludzkich dowodów, tak samo jak wierzę w odkrycie Ameryki. Z tą sprawą wiąże się pewien fakt, który, by go dobrze zrozumieć, wymaga jedynie porządnego wyjaśnienia i prostego sformułowania. Z takich czy innych powodów w ludzkim umyśle zrodziło się przekonanie, że ludzie nie wierzący w cuda traktują rzecz z dystansem i uczciwością, natomiast wierzący przyjmują je jedynie w powiązaniu z jakąś doktryną. Nic podobnego. Wierzący w cuda uznają ich istnienie (słusznie lub nie), ponieważ mają na to dowody. Natomiast nie wierzący w cuda przeczą ich istnieniu (słusznie lub nie), ponieważ wyznają doktrynę, która je wyklucza (G.K. Chesterton – na zdjęciu obok – książka „Ortodoksja”). Wierzyć w Boga można także na podstawie dowodów, takich jak np. krwawe łzy lecące z oczu Chrystusa (prześwietlono figurkę z Cochabamby – m.in. doktor Robert Lawrence, patolog i specjalista w dziedzinie medycyny sądowej – i wykluczono ingerencję w nią itd., źródło: książka „Powody, aby wierzyć” Rona Tesoriero). Czy zapoznałeś się z takimi dowodami? Co o nich myślisz? Może to nie „nawiedzony katol”, a Ty jesteś zwykły oszołom, heh?

(więcej…)


21.03.19 WPW. Pod moją bramą…

Niejeden fragment Pisma sugeruje nam potrzebę pomagania biednym – w tym żebrakom. Żebrak to, przynajmniej w naszych warunkach, najczęściej także pijak, często z wielką winą ukrytą w aktualnym stanie swej cuchnącej historii, ale rzecz jasna nie zawsze tak jest (proza życia bywa bardzo poplątana, wyleczyłem się z szybkiego oceniania…). W czwartek 21 marca także czytaliśmy Łukasza (16, 19-31), gdzie żebrak Łazarz trafia do nieba, a bogacz, który codziennie wystawnie ucztował, do piekła. Pewnie podobnie do Was, mam po słuchaniu takich fragmentów wyrzuty sumienia, gdy nie pomogę jakiemuś napotkanemu bezdomnemu, ale Pan Bóg musi przecież wiedzieć w swej mądrości (a może wymaga ode mnie więcej?), że nie da się ot tak pstryknięciem palców zmienić czyjegoś życia, tym bardziej tak skomplikowanego jak bezdomnych alkoholików. We wspomnianym fragmencie jest jednak coś jeszcze: Łazarz pragnął nasycić się resztkami ze stołu bogacza. Bogaty trafił do piekła za to, że nie chciał się podzielić, choćby resztkami. Nie za sam fakt posiadania lepszej sytuacji życiowo-materialnej, ale z powodu niezauważenia żebraka, który leżał – jak mówi nam Ewangelia – pod bramą jego domu…

(więcej…)


20.03.19 Dwie skrajności, które kocham… Pierwszy dzień wiosny.

Idę chodnikiem, czytam „Piłkę Nożną” (wiem, że „fetowanie Kaki niet”, ale CR7…, co to za maszyna jest!), bo mi się znudziło patrzeć przed siebie, zaraz w kogoś walnę? Nie, tu jest zbyt głośno. Od literek odciąga mnie wrzask jakiejś (zbyt dużej na taki wrzask) dziewczynki stojącej przy młodej matce, której – niestety – postawa podsuwa mi na myśl pewne stereotypy. Dopiero co wszedłem z tego swojskiego wrzasku do domu. Otworzyłem okno. Mimo, że mieszkam wysoko, potężne „kuuuurwaaa” x2 (godzina 13:30) dobiega do mych uszu. Uśmiecham się i wdycham pierwsze ciepłe powietrze. Nie ma jak powrót wiosny na moim osiedlu, że tak powiem klasa robotnicza, a nie, przepraszam – tak będzie uczciwiej względem prawdy, socjal klasa wyłania się na dwór, wraz ze swymi dziećmi, gadżetami z AliExpress od obciążonego listonosza oraz frustracjami. Póki nie kupię działki na wsi, a takie mam marzenia, takie właśnie mam marcowe ćwierkanie ptaszków. „Ptaszki” będą „ćwierkać” dalej (idzie wiosna – stoi jak sosna), więc koło patologii będzie się na przedmieściach zapętlać. Misją szukać tu czegoś dobrego, nie zwariować. Pocieszać się, że chociaż białe te osiedla, nie dochodzą inne problemy. Jak mi stary, siwy frustrat zbluzga kobietę za spacer z psem to przynajmniej mogę go potem spytać o cholerę mu, kurwa, chodzi skoro sprząta po nim, zamiast szukać w translatorze języka z jakiegoś ISIS landu, albo od razu sięgnąć po kastet.

(więcej…)


19.03.19 Czy serce Ci rośnie…? Czy już tylko obojętność…?

Piłkarze Legii w nadchodzący weekend nie grają (chyba, że w pokera), przed nami mecz eliminacji do Euro 2020, w których Polacy zagrają z Austriakami we Wiedniu. Austria to prawie sama Bundesliga w składzie, z ciekawym napastnikiem z londyńskiego West Hamu Arnautovićem na dokładkę. Co zrobić – obejrzę. Marudzę na kadrę sporo, ale chęci wracają, tym bardziej na początku eliminacji. Powód? Bo to kadra właśnie… proste. Zawsze kibic jakoś tam na nią spogląda, czy to kątem oka, czy oboma gałami na raz… Lubisz futbol? Będziesz do niego wracał. Potem Polska – Łotwa w Warszawie. A propos futbolu. Też nie wybieram sobie czarnoskórych idoli (fotka obok), nie mam takich, ale w poniższym przykładzie, który nawiedził mnie przy obiedzie i prasówce, chodzi mi o relację kibol-piłkarz. Kibol, bo reakcja kibiców typu „dzisiaj kibicuję temu, a jutro tamtemu” mnie nie interesuje (parafrazując klasyka wojny kibicowsko-medialnej: nie dla fetowania Kaki!).

(więcej…)