4.03.19 Byle nie żreć…

Też nie lubię, gdy mi się czegoś zakazuje. Nie słuchałem rodziców, szkoły, nie zapisałem się nigdy do żadnej formalnej grupy/partii, sądziłem się z pracodawcą, bo wywalił mnie z roboty po awanturze z kierownikiem, popieram wolność ruchu ultras. Nie słuchałem wujków dobra rada, którzy mówili mi, że mój sposób na rozkręcenie zarobku przyjemnego z pożytecznym nie uda się, bo się generalnie nie znam. Zrobiłem po swojemu, udaje się. Za nastolatka nie słuchałem tych, co mówili, że narkotyki zabijają. Zabijają? To tym bardziej trzeba spróbować! Tu się pomyliłem, to się nauczyłem! Ot, taki typ jak wielu z Was. Dziś staram się żyć według dekalogu, który wielu rzeczy mi zabrania. Staram się samemu walczyć o to, by tak żyć – to nie oni mi nakazują, to ja do nich wołam! Robię tak dlatego, bo zrozumiałem, że to jest dla mnie faktycznie dobre, wierzę nauczaniu Jezusa Chrystusa i ufam Mu. Monaster w Grabowcu po raz czwarty, tym razem tuż przed Wielkim Postem’2019. 4:00 rano start, tak żeby na wieczór tym razem wrócić, na mecz. Kiedyś człowiek wyciągał ludzi żeby z pałką biegać po mieście, a teraz wyciągam ludzi do zakonów. To jest, kurde, niebywałe…

(więcej…)


22.02.19 Zapowiedź w klimacie Paulo Coelho?

Po meczu Legii z Cracovią stwierdzam, że nie znam się na futbolu. Ba – przecież to już nie raz pisałem, a teraz dodam: nikt się, kurde, nie zna! Możemy, bracia, pieprzyć o przygotowaniach, nastawieniu i pieniądzach. Przede wszystkim jednak piłkarze są tylko ludźmi, a na nieliczne wyjątki – nadludzi – stać nielicznych, chociaż i oni czasem coś spierdzielą, jak np. Bayern z Bayerem niedawno w Bundeslidze. Z ludzi próbuje się zrobić maszyny, ogarnąć ich niedoskonałe ciała i dusze statystykami, matematyką, że skoro „były przygotowania – musi być wynik”. Dlatego piłka jest piękna, bo idę na mecz i za cholerę nie wiem kto wygra, dlatego jest wkurzająca, że muszę coś takiego – taką bezradność faworytów – oglądać. Nie mam pojęcia kto zwycięży w Poznaniu, a czytanie analiz to strata czasu. Leszki dostały 0:4 z Piastem, a Wojskowi z Cracovią 0:2 u siebie. Gdyby ktokolwiek znał się na piłce, wygrywałby fortunę w zakładach bukmacherskich. Jeśli wygrał, a gra dalej – za chwilę ją straci. „Pewniaczkami”. Można mniej, lub bardziej wskazać faworyta na papierze – tyle, a wiemy dobrze, że ani 3:0, ani 0:3 nie będzie zaskoczeniem…

(więcej…)


22.02.19 Na skale, czy na swojej łysej pale :-)?

Gadanie, że „wszystkie religie to samo zło” jest pieprzeniem, bo chociażby z takich czysto obiektywnych argumentów – świat, człowiek nie toleruje pustki, a zatem wymyśliłby w ich miejsce coś innego. Czy lepszego? Patrząc na rządy ateistów (tych jawnie bojowych i tych pozornie spokojnych #aborcja) – nie sądzę… Cóż, jako katol uważam, że człowiek do stworzenia czegoś doskonałego na ziemi jest po grzechu pierworodnym niemal niezdolny. Posiłkując się cudami, objawieniami, tym, że agnostycy i ateiści również swoją wiedzę o powstaniu świata opierają na… wierze (no bo skąd masz wszechświat, gościu?), uważam, że Prawda istnieje. Jestem anty-ateistą, bo ateistyczne ideologie przyniosły światu wiele zła… To samo mówisz o religiach, prawda? Więc to może nie wina instytucji, czy wierzeń, ale człowieka? Zabijali wszyscy w imię wszystkiego, nauki i postępu tym bardziej. Tak jest! No więc trzeba umieścić człowieka na jakiejś, hm, siatce, sklasyfikować tą jego skłonność do zła i upadku. Do mnie wytłumaczenie wynikające z Pisma Świętego przemawia i jest dla mnie sensowne. Człowiek jest grzeszny – tyczy to zarówno wierzących jak i niewierzących, ale gdyby trzymać się przykazań, na świecie zapanowałby pokój (Nie zabijaj! Homosi, Żydów też, spokojnie…). A co ty sobie po „Klerze” i paskudnych faktach (które również potępiam) myślisz o instytucji to już kwestia twojej interpretacji dostępnych danych i upadłości człowieka.

(więcej…)


20.02.19 Trud, walka i ich owoce…

Prowadzę dziennik duchowy (od 29 grudnia 2016) i często w ostatnich rozważaniach wokoło spowiedzi zapisywałem trudów wzrastania w relacjach z innymi ludźmi, a przecież… tak dużo dobrego się równolegle dzieje! Spowiedź. Czy spowiadając się co tydzień nie traktuję spowiedzi niepoważnie, czy może jest wręcz odwrotnie? Z drugiej strony przecież św. Ojciec Pio polecał nawet co tydzień się spowiadać, oczyszczać duszę. Współczesny bloger katolicki (Mikołaj) stwierdził niedawno na swoim kanale YouTube, że to zaburza powagę tego sakramentu, ale myślę, że się myli i to w miarę współczesny święty ma rację (a także np. św. Jan Paweł II). Może komuś takiemu jak Mikołaj (raczej spokojny chłopczyk z oazy) nie trzeba cotygodniowego „prysznica” (aczkolwiek jeśli JPII czuł taką potrzebę…?) – może i super, bo to dobrze o nim świadczy – ale nam, działającym w stresie wśród bluźniących grubo ludzi, pogubionym w swoim pokręconym życiorysie, „prysznic” się przydaje. Ja widzę dojrzałe owoce, a to chyba najlepsze podsumowanie tych rozważań! Spowiadam się regularnie ze złych poruszeń, ze skrawków starych zachowań, a przy tej okazji usłyszałem wiele KLUCZOWYCH rad od udzielających mi sakramentu kapłanów i wiem, że wiele takich jeszcze przede mną. Kluczowych, bo pomagających mi z czymś trudnym wygrywać, odsuwać kolejne gałęzie, uczepić się skutecznie jakiejś myśli, interpretacji Słowa. Jeszcze więcej jest tych spowiedzi bez „złotych rad”, ale de facto nie o nie tu chodzi, czasem chodzi o pokorę, o danie sobie czasu… Bóg wie o co… Osoby, które same uznały się za swojego „spowiednika” na wzór protestancki nie mają takiej szansy, tworzą „Boga” na swoje podobieństwo, a jeśli Ty tłumisz/tłumaczysz sobie błędnie delikatny głos Ducha, może ktoś inny wypowie Ci go na głos?

(więcej…)


20.02.19 Kopenhaga w Warszawie?

Nie będzie tak jak było, bo świat już nie ten sam. Miłość to nie miłość. Pamiętam jak byliśmy za naszą Legią w Kopenhadze. To był 2008 rok, a my byliśmy zdziwieni chodząc wczesnym rankiem po ich „starówce”, że odbywa się w ten sam weekend jakaś sportowa olimpiada… pedałów i innych dewiantów (pełno tęczowych flag, scena…). Dziś mamy rok 2019, a prezydent… Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał „Kartę LGBT”, zobowiązującą stolicę Polski do szeregu inwestycji związanych z tęczowymi środowiskami. Jedną z nich mają być – uwaga – „specjalne zawody sportowe” (polecam „zawody imienia Palca Arboledy i kakaowego oka Smolarka” – pamiętacie…?). 11 lat i mogę mieć w ukochanej Warszawie „Kopenhagę”, na którą wtedy, chodząc z kumplami po Danii, wyzywałem i rzygałem na jej klimat, multikulturowość. Niestety, „wszystko, co na Zachodzie – idzie do nas” nie jest tylko pustym sloganem z Radia Maryja. Śmiejcie się, ale głównie wiara i ulica może nasz kraj uratować, bo politycy (nawet, heh, „chrześcijańscy”) to dziwki, które wytłumaczą sobie wszystko – byle się utrzymać.

(więcej…)


18.02.19 Prawdziwa miłość (+ nowy klip kibicowski).

Nowy „Antisocial”, start rundy wiosennej, nowy Sokół, pierwsze powiewy wiosny w powietrzu, nowe „TMK” z ciekawymi materiałami… Jest czym oddychać, mówiąc w skrócie… Pozostało tylko czekać na niedzielę, godzinę 18:00. „W życiu pewna jest tylko śmierć” – pomyślałem – wrzucając do plastykowego kubka po kawie kupon z „pewniaczkiem” (siedząc na stadionie przy Łazienkowskiej w 113 minucie). Ultrasi zaczęli z wysokiego Ceee, a piłkarze i trener zaczęli głupio się tłumaczyć, bo ponownie skompromitowaliśmy się u siebie, przegrywając z Cracovią. Z Pasami trenera, którego największym sukcesem są jakiekolwiek punkty… z naszą Legią. 0:2, a byłem przekonany, że będzie co najmniej 3:0. Witaj wiosno! Brzydki mecz, dziwne sędziowanie, aż dziewięć żółtych kartek i bezradność Mistrza Polski, szybko zacierająca dobre wrażenie po przygotowaniach do rundy wiosennej w Portugalii. Nie twierdzę oczywiście, że nie obronimy tytułu – taka to liga…, ale… daj pan spokój, nie tak miało być. Eh, skupmy się na pozytywach. Otwarty został rok Kazimierza Deyny – ikony, bo każdy wielki klub ma ikonę, musiał jakąś wychować! Odpalone zostały torby pirotechniki nad pełną Żyletą! Kartel Cracovii jak na siebie też nieźle, przede wszystkim z oprawą i pirotechniką, a więc pod względem ultras było kolorowo.

(więcej…)


15.02.19 I nie zmienia się nic…

Nie tylko naturalizowani gracze są problemem dla kibica reprezentacyjnego futbolu, któremu nieobce jest zdrowe podejście do kwestii migracji i do polityki w ogóle (oddzielanie jej od piłki już na początku mojego pisania nazwałem absurdem, więc nie będę się powtarzał), ale także zdrowe podejście do sportu. Niemiecki „Der Spiegel” ujawnił, że Szwaby (a jakże…) z niemieckiego Bayernu Monachium (a konkretnie prawnicy popularnego giganta) sprawdzają różne interpretacje przepisów, na bazie których mogliby… zakazać swoim zawodnikom występu w reprezentacjach narodowych (tak na marginesie, wiecie pewnie kto tam jest napastnikiem…, tylko czy nas to jeszcze coś obchodzi?). Wiadomo o co chodzi – o kasę, a o jakiekolwiek wyższe idee (Boże… już za takie trzeba uznać reprezentowanie swojego kraju…? Tak!) trudno jest nie tylko w Niemczech, ale w całej piłkarskiej czołówce. Ci ludzie dawno stracili zdrowy rozsądek i jakiekolwiek hamulce, liczy się tylko zysk. Potężne kluby – i tak bogate do porzygania – zwalniając na kadrę swoich najlepszych piłkarzy tracą pieniądze, bo nie mogą z nich w tym czasie korzystać (a muszą im płacić potężne premie). Przy argumencie pieniądza już niedługo jakiekolwiek inne argumenty stracą znaczenie, a najlepsze kluby, z jakimi jeszcze do niedawna mogła się zmierzyć np. Legia (Real Madryt), ale i AEK Ateny, Zvezda itp., nie będą grały z maluczkimi, a wraz z innymi potęgami utworzą Superligę.

(więcej…)


12.02.19 Nie szukam wroga, bo to on co chwila mnie odnajduje…

Na tyle na ile pozwala mi czas obserwuję protesty Żółtych Kamizelek we Francji i inne ruchy w Europie. Przypomina mi to niektóre obrazki z ukraińskiego Majdanu, szkoda, że – przy wszystkich różnicach w powodach, kształcie i sytuacji tych państw – zapewne skończy się jak zawsze – danym krajem będą nadal rządzić karierowicze. Każda epoka rodzi oddolne protesty, ale najczęściej jest to ostatnie (nie pierwsze!) słowo nabuzowanego ludu. Na więcej nie pozwala nam odwieczny (nie)porządek światowy. Czasem zastanawiam się jak dzisiaj, np. 12 lutego 2019, wygląda mój nacjonalizm, co ja właściwie czuję i na co czekam. Cóż, czekać możemy tylko na większe pospolite ruszenie, jak na Ukrainie, czy we Francji, bo dzisiaj skrajną prawicą w Polsce jest, heh, PiS, a reszta to „już w ogóle oszołomy”. Naszego Złotego Świtu nie mamy, bo NOP lata świetności ma za sobą (życzę najlepszego). Trudna sytuacja do walki politycznej – i trudna będzie aż do kolejnego zwrotu, niestety – do czasu ponownych wielkich emocji w narodzie, na kształt tych po 2010, które zmieniły dużo – nawet podejście do polityki na naszych stadionach.

(więcej…)


12.02.19 Zasady.

Na swojej drodze odsuwania gałęzi napotkasz nie tylko swoje brudy, ale także swoje ambicje. Idzie się w nich zagubić, na tyle, że w pewnym momencie dajesz sobie liścia (jeśli Cię na to stać…) i pytasz: co ja robię, o co tu właściwie chodzi? Czy nie tylko o to, aby było po mojemu? Ludzie są zmęczeni ciągłym motywowaniem, diabeł niszczy radykalizmem to w jedną to w drugą stronę. Śmieszny jest nie ten niedoskonały, a ten przegięty. No wiecie, nie zje jednego cukierka na urodzinach mamy, bo zaraz idealna krata pokryje się tłuszczem, albo zamiast krzyżyka kupionego u jubilera, nosi na klacie jakiś drewniany krzyż ścienny. Przegięty jak raper Sobota (wszystko jasne… prawda?). Z ambicjami jest podobnie, często swoje zaślepienie nazywamy twardymi zasadami, a zatwardziałe serce to przecież poważny problem – hodujemy potworka, o czym sam się ostatnio przekonałem na sobie.

(więcej…)


4.02.19 White Street Teacher.

Sam pisałem nie raz, że to fajnie, że jestem taki doświadczony, bo mogę patrzeć na świat z różnych perspektyw. Znam narkotyki, złodziejstwo, chuligaństwo, rozpustę, praktycznie wszelkie grzechy. Dziś jest to po prostu fakt, nad którym muszę przejść do porządku dziennego, inaczej – nic z nim nie zrobię, jak to się mówi: jest po frytkach. Nie ma co się zatem rozczulać, bo czasu nie cofniesz, trzeba się starać przemieniać to w dobro. Myślenie mi się jednak zmienia, bo do niedawna sądziłem, że ja to jestem kozak, pismak oświecony, gdyż za sprawą doświadczeń widzę kontrasty, widzę wszystko. „A MOHERY I INNE MUŁY TAKIE NUDNE”! Dziś wiem, że prawdziwym skarbem jest być czystym. Zacząłem szanować takie osoby, a jeszcze bardziej dzieci – moich podopiecznych. Do niedawna myślałem, że będę fajnym, luźnym wychowawcą, no wiecie, takim nauczycielem z „Green Street Hooligans”, który z małolatami pożartuje nawet na tematy, na które nie powinno się żartować z dziećmi. Tak – one przez Internet i tak za dużo dziś wiedzą, ale jako katolik mam być wojownikiem, a nie lemingiem i pokazać im bardzo ciężką, ale alternatywną drogę, która może (choć wcale nie musi) udowodnić im, że istnieje inne podejście do życia w XXI wieku, w czasach durnych YouTuberów i emo-raperów ze stanami depresyjnymi, będących ich idolami. Trener starał się być trochę podobny, a oni mają właśnie widzieć kogoś innego, a jednocześnie w porządku…

(więcej…)


3.02.19 Niedzielne zrzędzenie na grypie…

Udało się wstać. Nie tylko na grypie po 12 godzinnym, bolesnym, przerywanym śnie. Z dna nałogów dostałem się na swój prywatny szczyt, którym może być w tym wypadku zdrowy, wierzący człowiek z rodziną, który stworzył coś, co go utrzymuje. Z moralnego dna udało się wstać idąc za Chrystusem. Mimo to ciągle człowiekowi mało. To nasza ułomność, że chcemy być wyraźnie słyszalni, by coś wyraźnie nas pobudzało do życia. Dyktat emocji, żądza sławy, czy jednak potrzeba walki? Kiedyś, przed erą portali społecznościowych, niemal każdy głos był słyszalny. Teraz możesz sobie wydawać manifesty, nikogo to nie obchodzi. Frustraci nawet zabijają żeby zwrócić na siebie uwagę, ale tą uwagę mają jedynie przez kilka dni, bo potem i tak prawie każdy to olewa. Zbyt wiele mamy swoich spraw, zbyt wiele robimy na raz, by się oderwać, by coś zmienić. Przychodzi czas, by wydorośleć. Nie że zapomnieć o wszystkich sprawach… wydorośleć. Nie zgadzać się na zło wokół i ciągle walczyć, ale bez naiwnych oczekiwań. Tylko jak to zrobić skoro nie opuszcza nas wrażenie stale marnotrawionego czasu…

(więcej…)


30.01.19 (xWPWx) Wdzięczność na bladej twarzy!

X zmarznięta wbiegła do klubu na ostatnią chwilę przed treningiem (co jest u niej standardem, zabiegana rodzina) i przemknęła do szatni niemal niezauważona. Trzydziesto cztero kilogramowa jedenastolatka miała bladą twarz, tak że niemal wtapiała się w białą farbę ścian gymu, w którym prowadzono treningi sportów walki. Mimo młodego wieku X trenuje sporty walki już od sześciu lat, a więc od piątego roku życia. Teraz dowieźli ją z wioski pod miastem i jak zwykle biegła przerażona wizją spóźnienia z torbą większą od siebie. Z torbą sportową, w której trzyma wygodny strój, picie oraz cały sprzęt do walki sportowej.

(więcej…)


29.01.19 To jak zabawa w dwa ognie… czekasz aż piłka Cię dotknie.

Problem z nakręcaniem się na sukces i robienie szeregu rzeczy na raz (i to dobrze! Musi być najlepiej!) skutkuje tym, że człowiek jest rozhisteryzowany. A gdy jest rozhisteryzowany łatwiej mu popadać w gniew, czego skutkiem często jest grzech. Trzy kawy, trzy energetyki i do roboty! O kokainie nawet nie piszę… Widzicie sprzeczność ze spokojem ducha? Spokojnie, leming też widzi, ale co wybiera, by się uspokoić? Jogę, dalekowschodnie sposoby medytacji… To co modne na Zachodzie, który odcina się od swojej cywilizacji. Ostatnio zerwałem kolejne plakaty w kiblu w knajpie śniadaniowej (też modne w centrach miast, więc modne nurty religijno-filozoficzne mają drzwi otwarte…). Jedna z matek mojego podopiecznego zostawia go na treningu i śmiga na medytację wyluzować po robocie. Na buddyjską medytację… Młodsi kumple, ateiści, lubią spędzić czas przy zajaraniu sziszy.

(więcej…)


25.01.19 Boso, ale w ostrogach…? Nie dzisiaj…

Żyjemy w ciekawych czasach, bardzo nastawionych na „prawa jednostki”. Nie tylko liberalni politycy przesadzają, nie tylko pop-gówniane seriale je lansują na sposób skrzywiony (nie ma wszak niczego złego w wolności jednostki), bo jak pokazuje czas przenikają one we wszystkie obszary życia. Możemy się bronić, że jesteśmy jako uliczna subkultura niezależni od polityki i popkultury, ale to nieprawda. Skoro każdy wszędzie wszystko może i jest tak zajęty dodawaniem newsów z własnego podwórka oraz gonieniem reszty stawki, że nie ma czasu na refleksje, dlaczego miałby przestrzegać jakichś dziwnych, mitycznych zasad? Kto je ustalał i dlaczego nie ja? To takie współczesne… Na każdym kroku ktoś wciska ulotkę, a także swoją jedyną prawdę. To, plus tablica facebooka obciąża głowę, aaaa w duuupie to maaam… Zauważcie, że cichym celem liberalizmu jest zanikanie jako takich wspólnot, wspólnych zasad wykluczających innych (tych ewidentnie łamiących je) ze swojego grona. Mówi Wam to coś?

(więcej…)

24.01.19 Świadectwo’2019. „Nigdy nie poddawaj się presji z zewnątrz”!

Zaczęło się w okolicach 2012 roku… To już 7 lat nawracania (ten proces ciągle trwa…), bo moje życie w tym okresie trudno uznać za święte… Nie ma zatem jakiegoś „punktu X”, po którym wszystko byłoby radykalnie inne, jednej daty. Odsuwana jest gałąź po gałęzi, tak że patrząc dziś na siebie sprzed ok. 7 lat, widzę zupełnie innego człowieka, aczkolwiek z tymi samymi predyspozycjami (wtedy wykorzystywałem je przeciwko Bogu, nawet o tym nie wiedząc…)! Obecnie znalazłbym w swoich tekstach z tamtego okresu dużo niewiedzy, a za 7 lat mogę spojrzeć skrzywiony na w tym momencie pisane świadectwo’2019. Droga jest nieskończona, nie ma co się przejmować… Bóg widzi, Bóg wie. 2012…, idę do pierwszej od wielu lat (od czasów dziecka z podstawówki) spowiedzi. Zaczęło się od muzyki, jak wiele w moim życiu.

(więcej…)