30.10.18 Gdy świat poleca psychotropy… Pozostań silny bracie!

Rozbity jak Real Madryt po meczu z Barceloną (1:5…), jak kibice Lecha Poznań po stracie flag, jak Jagiellonia po wniesieniu ich barw na nowy sektor gości w Białymstoku… Można by szyć metafory w nieskończoność…, ale Ty przecież wiesz, co to za stan… Gdy jestem skupiony na sobie, widzę tylko złe strony (zbyt wymagający?), ale kiedy (czasem się uda…) spojrzę na zewnątrz, na relacje z innymi – potrafię stwierdzić, że jest nieźle! A na pewno jest lepiej – modlitwa przynosi skutki! Toczę wewnętrzne wojny, ale skutkują one lepszym oddziaływaniem na ludzi wokół, bo walczę w Jezusie Chrystusie. Wylewam tu, na „DL”, wiele żali – dostajecie rykoszetem (Wy może idziecie się napić, ja idę pisać…), ale najbliżsi, podopieczni odczuwają zmianę raczej pozytywnie, bo tak muszę stwierdzić, gdy dawno na nikogo nie nawrzeszczałem z byle powodu. Jezus jest lepszy niż antydepresanty, chociaż wymaga od nas więcej niż Go tylko połknąć.

(więcej…)


28.10.18 (D)aredevi(L). Nie da się uciec.

Ostatnio znowu dużo się robactwem otaczam – także w kulturze, to „Ślepnąc od świateł” (teraz serial, książkę czytałem dwa razy, mój TOP 3), to właśnie „Robaki” – naprawdę świetna powiastka śp. Marka Nowakowskiego o patrzeniu na baby przez pryzmat rządz. Miasto, Warszawa, rządze. To tak straszne, że aż piękne i klimatyczne, aczkolwiek za stary jestem (chociaż… ostrożności nigdy za wiele), by się dać źle zainspirować, więc czytam i oglądam sobie bezpiecznie. W międzyczasie meczyk wpadnie, wyjazd na zawody… No i w tym wszystkim ból, melancholia, Bóg. Gadałem ostatnio długo z księdzem, jak pieprzony Daredevil – w przyciemnionym pomieszczeniu, pytałem co sądzi o moim życiu i otoczeniu. Usłyszałem to, co chciałem usłyszeć – „nie uciekaj, nie odcinaj się, działaj wewnątrz tego”. Od zła i tak nie da się uciec, pozostaje prosić Boga jak w „Ślepnąc…”, by zatopił miasta, bo inaczej… Jesteś tu. Przypominam sobie biografię Ojca Pio, ten wielki święty odciął się w swojej klasztornej celi, ale nawet, gdy jesteś Ojcem Pio i jesteś zamknięty za drzwiami, zło przyjdzie po Ciebie przez nie, miota Tobą… Nie uciekajmy zatem, bo to nie jest męska postawa. O zakonnikach to ja mogę sobie poczytać i czasem ich odwiedzić, a prawda jest taka jak mi ostatnio powiedział dziesięcioletni podopieczny: „trener wygląda jak typowy Dres”, „yyy, naprawdę?”. Jeszcze…? Jak mówi klasyk: Drechy ściągniesz, ale Drecha z siebie chyba do końca nie… kimkolwiek owy „Drech” miałby być według nas i według dzisiejszych dzieciaków.

(więcej…)


25.10.18 Gówno na trawie i Pastereczka…

Serial „Daredevil”. Już o nim pisałem, ale wyszedł trzeci sezon. Jedyny tzw. „superbohater”, który ma przyjaciela księdza (i nawet jeszcze nie jest on pedofilem!), a także rozterki duchowe. Oglądam w ciężkie wieczory, bo ma mroczny klimat, a lubię mroczny klimat, nawet komiksowy (o tak, Gotham!). Oglądam zamiast np. pisać. Tyle projektów rozkopałem, że się zakopałem. Tyle rzeczy zacząłem, że najczęściej nie robię nic tylko wynajduję nowe. Znajdowanie dla znajdowania. Ściąganie dla samego ściągania. Nałogi XXI wieku. Jesteś sXe? Ogarnij i to! Zmieniłem psu karmę na gorszą, taką z „Biedry”. Sra jak szalony, jak spał długo, tak teraz od 7:00 rano liże mnie po twarzy, by wyjść z nim strzelić kilka klocków. Rześkie, jesienne powietrze. Dobrze…, chociaż będę miał czas usiąść za biurkiem. Rano umysł jest świeższy niż po spotkaniu z ludźmi w pracy. Myślę sobie o temacie, gdy pies stoi zgarbiony i po raz drugi w przeciągu pięciu minut (karma z „Biedry”, oby mnie za nią jakaś karma nie spotkała…, wybacz piesio) robi swoje, a z kolejnych garaży wyjeżdżają do roboty na pół śpiący rodacy. Biorę woreczek i ściągam z mokrej trawy przyklejone do niej miękkie gówno, wyrzucam do śmietnika, „taki jest nowoczesny patriotyzm!” krzyczeli liberałowie, ale akurat czyszczenie po czworonogach popieram i praktykuję.

(więcej…)


24.10.18 Myślmy w sposób przyczynowo-skutkowy…

Czekałem ostatnio na mszę akademicką przed kościołem św. Anny w Warszawie. Akurat tam mnie rzuciła niedziela…, ale do mszy pozostawała aż godzina. Wyszedłem pod kościół, a tam b-boye ułożyli matę z kartonów i taśmy klejącej, kręcąc się na baniach i zarabiając grosze z wymagającej poświęcenia pasji. Dobrze latali! Szanuję, ale nie dałem…, taca i zbiórka na oprawy były w perspektywie, nie wszystkim mogę dorzucić (na chleb, czy pasję), a chciałem za bramami Legii więcej niż piątaka. B-boy zbierał po występie kasę obiecując żartem, że kto da ten pójdzie do nieba. Wszedłem do świątyni, szukać prawdziwego nieba. Pomyślałem… Nie wiem, czy dziękować Bogu, czy mieć do niego pretensje, że są dzieła, które nawet w natłoku „ważnych obowiązków” potrafią zostawić mnie w, hm, pozytywnym przygnębieniu. Są książki, które tygodniami trzymamy na biurku… no wiecie, z wkładką gdzieś na 40stej stronie, łudząc się, że do niej wrócimy. Podświadomie wiemy, że nie…, ale zalegają tam i kurzą się, by uśmierzyć nasz ból związany z wydaniem na nie prawie ostatnich pięciu dych (sorry b-boys, a mogłem jednak Wam…). Pozycje nietrafione. Miałem niedawno lepszy dzień i wcisnąłem ze cztery takie na coraz szczelniej wypełniony regał. Może kiedyś… nie, nie wrócę do nich… Co kilka tygodni odbywa się taki rytuał, przesiewam. Dzieło Johna Steinbecka „Myszy i ludzie” (jest także dobry film z 1992 roku) nie należy do tych pozycji…, ale to też zależy dla kogo…

(więcej…)


14.10.18 „Fajne macie to rondo – zamknięty krąg podobno”…

„Working Class”, praca, czy szkoła od poniedziałku do piątku/ewentualnie soboty, w weekend brak rozrywek prócz meczu i imprezy… Te czasy minęły bezpowrotnie, kiedy to w XXI wieku świat zwariował i przyspieszył. Dzisiaj co człowiek to inny rozkład tygodnia. Praca na dziesięć zmian, szkoła na dziesięć zmian, dziesięć rozkopanych spraw i inicjatyw, by zarobić na życie. Era chaotycznego indywidualizmu charakteryzuje się także tym, że każdy jeden ma swój pomysł na życie, który realizuje, a w trakcie fotografuje na instagrama czym się aktualnie wyróżnia… W takich czasach ruch kibicowski (i każdy inny ruch) musiał przejść zmiany, stracić na klimacie i pewnego rodzaju świętości. Ktoś napisał w komentarzu na jednej ze stron, że „po co mecz na żywo skoro cały świat małolata jest w jego telefonie komórkowym”? To po części smutna prawda. Z drugiej strony zbyt łatwo dziś zamknąć człowieka w kilku sloganach na krzyż! Pełno ich jest… Mogą dotyczyć trenowania, jeżdżenia, Internetu… na wszelkiego typu mobilizacje hasła zostały już wymyślone, a jeśli „ty nie… X”, no to oczywiście „się nie liczysz”.

(więcej…)


11.10.18 WPW. Mocne upomnienie. Rozmowa z Matką.

Matka Teresa uczyła, że nie powinniśmy pozwolić, by ktokolwiek kto do nas przyjdzie, nie odszedł szczęśliwszy. Matka Teresa nie była jednak trenerką sportu walki dla dzieci… Sportu, w którym muszą stawać się lepsi, by wygrać, albo by przetrwać. Nie zawsze więc się uda z tym szczęściem dziecka, a czasem wręcz wywalić dziecko za drzwi sali (zazwyczaj po dwóch ostrzeżeniach) jest moim jedynym narzędziem, które pozwoli mi uratować zajęcia, a być może także wywołać w dziecku pozytywny, acz związany z negatywnym doświadczeniem, wstrząs. Albo nie wróci, albo wróci lepsze, a ja będę miał wsparcie rodzica, byśmy ogarnęli dziecko w ten sposób, by nie rozwalało zajęć i nie dawało złego przykładu innym. Musi wiedzieć kto tu rządzi, inaczej będzie cyrk, a nie trening.

(więcej…)


3.10.18 Nic co przesadzone nie jest mu obce…

Polska lubi toczyć małe wojenki, obecnie trwa wojenka o film „Kler”. Nie żeby był mi on zupełnie obojętny, ale daje do myślenia fakt, że każdy jeden ma na ten temat własne, jakże „tablico-facebookowo” głębokie zdanie. No właśnie. Janusze mają „swoje” zdanie na absolutnie każdy temat, od kleru poprzez Rydzyka po wszelkie sprawy polityczne, ekonomiczne i kulturalne. Czytają w korkach tablice portali społecznościowych (książek raczej nie) więc „wiedzą wszystko” (zgodnie ze zdaniem wybranego autorytetu…). Gdy film Smarzowskiego przegada się już wzdłuż i wszerz, pojawi się całkiem nowy temat dla nudzących się w korkach i korpo Polaków. Niestety, stereotypy i zły obraz pozostaną w umysłach, dlatego projektu Smarzowskiego nie pochwalam, albo – że użyję stwierdzenia, za którym nie przepadam – jest mi przykro z jego powodu, ale że jest w nim trochę prawdy, muszę wziąć odpowiedzialność jako członek Kościoła i przede wszystkim modlić się za (i zwalczać ich wpływy…) upadłych księży. Mam też nauczkę za „DL”kowe propsy dla „Drogówki”, która pokazała rzygających gdzie się da policjantów z drogówki, a przy całej niechęci do policji, trzeba jasno stwierdzić, że tak jak Smarzowski nakręcił „Kler”, tak też nakręcił „Drogówkę” – przesadził, co jest jego pomysłem na sukces i pieniądze.

(więcej…)


25.09.18 Auschwitz-Birkenau. Patrząc zza drutów…

Byłem w Auschwitz i w Birkenau. To nie był pierwszy obóz, który zwiedzałem, więc nie był to też zbytnio przełomowy moment w moim życiu. Czasem myślę sobie, że mało będzie już przełomowych momentów w moim życiu. Rzuciłem używki, hajtnąłem się porzucając nakręcanie się na przygody, udowodniłem tym, którzy mnie skreślali, że poradzę sobie – znajdę sobie miejsce w życiu i ustabilizuję się. Nawróciłem się, ciągle nawracam się na nowo, poznaję czym jest grzech i wiem, że ma spore konsekwencje w życiu moim i moich bliskich. Wiem, że muszę korzystać z sakramentów, bo wszystko się rozpadnie. Ba – wątpię nawet, czy usłyszę jeszcze jakąś przełomową piosenkę, a muzykę kocham niezmiennie… Wydaje mi się, że pod żadnym względem nie zaskoczy mnie i nie wpłynie na moje życie już żadna płyta. Mam 82 lata? Nie, o 50 mniej… To ten czas, to okres stabilizacji, nieulegania każdej emocji i emocyjce. W Auschwitz-Birkenau ani nie byłem zdziwiony, ani nie płakałem, ani zbytnio nie dumałem. Spoglądałem na twarze zagranicznych turystów, którzy spuszczali przed nami-miejscowymi wzrok, byle tylko nie zachować się niegodnie. Chwała im za to, słyszałem tylko o rozkrzyczanych grupkach nieokrzesanych dzieciaków…

(więcej…)


25.09.18 Powszechny.

„Podróżując sobie”, to po prawosławiu, to po Bractwie Piusa X (z zasłużonymi kapłanami obu miałem okazję spotkać się na długiej, prywatnej rozmowie jeden na jeden) dochodzę do wniosku, że w Kościele katolickim najlepiej odczytuje się naukę płynącą z Ewangelii, co mnie cieszy i umacnia. Oczywiście w tym samym Kościele wiele jest patologii, ale to przecież ogromna wspólnota, hierarchia, a co za tym idzie wpływy i pieniądze, nie oceniam po „upadłych”, bądź cwaniaczkach przebranych w sutanny. Dodam, że zarówno w schizmie Wschodniej jak i Tradycji Piusa dostrzegam sporo plusów, marząc o (raczej nierealnej w świecie po grzechu pierworodnym) jedności Kościoła… Kocham Kościół katolicki i chcę zrozumieć… czym on jest, co jest zadaniem na całe życie ziemskie, bo świat jest bardzo dziwny (słowa tego używa nawet kapłan podczas odprawiania mszy św., w Twoim dziwnym świecie, a recytuje się także, że Ciebie Kościół nie ogarnie).

(więcej…)


18.09.18 WPW. „Flip i Flap” z lekcją pokory…

Ostatnio miałem sytuację iście filmową. Prowadzę zajęcia z dziećmi, ciepły wrzesień, otwarte okno sali, a za oknem włóczą się typowe, dwunastoletnie dzieci ulicy z pobliskich kamienic. – Daawaj, daawaj, ciosy karate, hadzaaa! – krzyczy prześmiewczo stereotypowy spocony grubas z kibicowską smyczą na szyi, do momentu aż w oknie pojawiłem się ja. Mówię, że jeśli są tacy mądrzy to zapraszam na trening, za godzinę jest kolejna grupa. Miała być to grupa dzieci, które jeżdżą na zawody – w tym turnieje międzynarodowe. Większość młodsza od prześmiewców, ale wiedziałem, że będzie to dzięki temu tym bardziej zabawne! Nie wierzyłem w sukces, czyli ich dotarcie, ale o dziwo grubas zza okna odpowiedział miętoląc łapą po ptaku, a drugą po okrągłej głowie: – O której? – I za darmo to jest? – odpowiedziałem, że o tej i o tej, i tak, za darmo. – Przyjdziemy! – krzyknął. Po 15 minutach nie wierzę, gwizdanie do okna. – Proszę pana – oczywiście chudszy, z torebeczką na ramieniu, z cwanymi oczkami (nie powiedział do tej pory ani słowa) wysłał grubego. – A tak jak teraz możemy być? – wskazał na swą prezencję, dresowe rybaczki i t-shirt napięty od chipsowego brzucha. – Oczywiście, na dresowo! – coraz bardziej wierzyłem, że oni serio przyjdą, ale jaja – uda mi się strolować cwaniaczków bez żadnego podniesienia głosu! Pięć minut do zajęć…, wchodzą rozbujani na salę!

(więcej…)


17.09.18 Zjednoczeni staniemy! Podzieleni padniemy…

Dopiero co wspominałem jak Vuković po bramce wskoczył kiedyś na płot Żylety, a wczoraj mieliśmy to samo, tyle że już na Żylecie nie ma płotu, a Vuković dostał brzucha, heh. Ci którzy byli zwani ostatnio co najwyżej wkładami do koszulek zagrali kolejny niezły mecz, tym razem wygrali, a po bramce zdobyli się na wspólną radość z sektorem najbardziej zagorzałych kibiców. Na Legii to rzadki widok, bo piłkarze zazwyczaj zwą się „profesjonalistami”, a nawet pod sektor podchodzą po meczach jakby z fochem, na siłę, od niechcenia…, a tu takie coś! Piękne to chwile, kiedy drużyna powoli podnosi się z dołka, a kibice są razem z nią. Na tę chwilę CWKS ma w tej śmiesznej lidze tylko 3 punkty straty do lidera i jestem pewien, że obronimy tytuł! Szkoda tylko europejskich pucharów, bo to one są głównym powodem niezadowolenia…

(więcej…)


4.09.18 „Warszawski dzień”.

Zobaczysz jak przywita pięknie nas – Warszawski dzień. Śpiewamy zawsze Niemena przed meczem przy Łazienkowskiej 3… Realizatorzy telewizyjni od transmisji meczów lubią w tym czasie pokazywać nieco cukierkowe obrazki – uśmiechnięte panienki w barwach, dzieci z wymalowanymi buziami itd. Kolorowo i pozytywnie (nawet jak jest 1:4). Oczywiście fajnie, że Ci ludzie są na trybunach piknikowych, nie o hejtowanie tu chodzi… Chodzi o to, że fanatycy, różni ludzie mogą mieć w tym momencie trochę inny Warszawski dzień na myśli, w sercu i w ciarkach na ciele. Dla mnie płonąca flaga wroga na tym nowym, pełnym stadionie, z tymi samymi cukierkowymi obrazkami do pokazywania w TV (tyle że stojącymi gdzieś indziej, obok – i ok.), to Warszawski dzień idealny. Jest dobra (jak na krajowe warunki) piłka…, pełen stadion…, patriotyczny przekaz…, a fanatycy robią swoje. Kominiarki…, płonące flagi…, spontaniczne ruchy…, także te żywo reagujące pikniki… No niestety panie Czesław, takie obrazki widzę, gdy śpiewasz. Nadwiślański świt też mam w bani specyficzny, kilka tych świtów się witało na swój sposób…

(więcej…)


4.09.18 Pogadajmy o Rydzyku. Tadko Doić?

Ludzie tworzą małe-wielkie dzieła. Malują domy dziecka, teraz przeczytałem, że niszowy raper Augustyn z kumplami rozpoczęli tourne po więzieniach, odwiedzą ich ok. 100 (!) ze świadectwem spotkania Boga. A ci więksi? Pogadajmy o jednym. Nie żebym był w gościa wpatrzony, bo szczerze mówiąc… nie ma gościa, w którego byłbym wpatrzony :-). Tak jest – pogadajmy, bo chciałbym żebyście napisali mi swoje zdanie na temat ojca dyrektora na maila: drogalegionisty[a]gmail.com. Sam mam kilka luźnych przemyśleń… Mówią ciągle – z odrobiną respektu (zazdrości?) – „ten Rydzyk to biznesmen” – no dobrze, ale dla kogo on te bogactwa gromadzi, dla swojego luksusu…? „Babki dają koperty”? No tak (z własnej woli…) i on je kitra pod łóżkiem w zakonie, na rozpustę (jaką?)…? Ostatnio Rydzyk chwalił się, że wydał książki do katolickiej edukacji młodych (pamiętajmy, że żyjemy w czasach, gdy masowo podsuwa się im coś przeciwnego), zrobił to z podarunku „jednego procenta” i rozdaje je dzieciom za darmo (jedną z takich akcji widziałem). Inwestuje chłop w kolejne imperia, to fakt. W katolickie imperia! I raczej to ich wszystkich boli. Codziennie nowe memy, puste wrzuty… #TadkoDoić.

(więcej…)


1.09.18 Spotkania małe i spotkania duże.

Ideałem nowoczesnego dziennikarza, także sportowego, jest siąść nóżka na nóżkę w hipsterskich okularach i koszuli, pozwólcie jednak na kilka słów ze starodawnej bazy w szarym bloku, zza naznaczonych czasem soczewek jednorazowych. Chata nieposprzątana, żony nie ma, są kupony i sportowa prasa. Wcześniej jednak były zakupy. A ten Krzysiu to… Mijam dyskutujące pomiędzy sklepami kobiety. One po pasztetową, ja byłem po „Przegląd Sportowy” i kupony na mecze. Ten „PS” to wiem, że ma swoje za uszami, jak każde oficjalne media, ale jakiś taki sentyment mam. Kojarzy mi się z czasami, gdy wywieziono mnie gdzieś na zadupie na wakacje za dzieciaka, nie było Internetu, więc „Przegląd…” w miejscowym kiosku był jednym łącznikiem z tym, co się dzieje w sporcie. Chciałem być na meczu, a nie na wakacjach w krzakach (wiem, wiem, wstyd narzekać…). Każdy gdzieś lokuje swoje namiętności – w plotkowaniu o „synu brata – Krzysiu”, czy też w tym jak zagra Legia, Hutnik, West Ham, Real, czy AEK… Jako kibic uważam się za szczęściarza, bo spotykam ziomka to spytam jak mecze, treningi, jak nowe płyty, manifestacja antypedalska, czy rap-nagrywki. Jest o czym gadać, a „Krzysiu to leniwy jest, dlatego robota mu uciekła…” nie ma nawet przy naszej pasji co stawiać. Owszem, „współczuję” to dobre słowo.

(więcej…)


29.08.18 Profesjonalny komentarz przedwyborczy.

Koniec lata – Hanior szmata, nie wiem jak zacząć, więc zacznę rymem. Koniec lata oznacza początek kampanii wyborczej do jesiennych wyborów. Mnoży się obietnic, specjaliści od nawijania makaronu kminią, co tym razem obiecać osadzonym w facebookowych okopach z bronią-memem w ręku żołnierzom. Kto wymyśli lepsze hasło, lepszy plakat i bilbord, który porwie tłumy i da lajki? Fajny mem zapewnia masę „kciuków w górę”, rolę lajka na jesieni przejmą karty do głosowania, chociaż większość i tak ma swojego faworyta, bo skupiona jest na trzech argumentach na krzyż, a reszta jakby nie dociera. Posłowie śpią na posiedzeniach, bo lud też śpi – nie oglądamy tego nawet. Ot, demokracja. Ojciec mojego podopiecznego „wystartuje sobie” na radnego. Nie, że ma poczucie misji i plany dla Ojczyzny – on ma szansę! Zagram se w totolotka, wystartuję se na sterującego mrówkami – jest okazja, nieważne jaka, łapie ją! Coś jak łapanie stopa – może autko się zatrzyma i będzie w nim akurat cycata, chętna blondynka z bagażnikiem pełnym forsy? Niestety blondynka jest tu synonimem Polski.

(więcej…)