Coming soon… (4). Fragment mojego opowiadania „Bańki mydlane”!

Straciłem kolejną osobę, która miała u mnie reklamę. Na facebooka wszystko się przeniosło… – argumentowała racjonalnie, a ja się nie przeniosę (chyba, że kiedyś w ogóle znikną strony internetowe i nie będzie opcji pisać poza portalami społecznościowymi). Dajcie spokój… Być kolejnym gościem, który wrzuca memy i „super konkursy” nowych firm „patriotycznych”. To nie dla mnie, dla mnie jest czerń i biel. I skrobanie sobie w swojej izdebce. Ostatnio wyskrobałem dość obszerne opowiadanie, ale przeczytacie je latem 2018 w „DL”23. Dziś fragment. „Bańki mydlane” to specyficzna historia polskiego kibica… West Hamu (a kto mi zabroni? Przynajmniej tego nie było…). Jest dużo klimatu futbolowego, ale główny wątek dotyczy czegoś innego. Fan WHU jako główna postać to dopełnienie reportaży z Londynu i osobnego z jego wschodu, które już zapowiadałem. Mam nadzieję, że uzupełni się to nawzajem w ciekawą, różnorodną i unikatową w klimatach lekturę.

(więcej…)


2.05.18 „Za dżinsy i kurtkę”… Starówkowe stop klatki i Rysiek.

Patrząc na brzydotę liberalnej „sztuki współczesnej” trudno uwierzyć, że kiedyś (XIX wiek) w Paryżu ludzie okładali się pięściami na licytacjach prac impresjonistów, bo nie zgadzali się z uznaniem impresjonizmu za poważną sztukę. Też często myślę, czy to co robię nie jest gównem, za które poważni literaci chcieliby mnie nastukać (tylko spróbujcie!) – co tu ukrywać…, ale moja motywacja zapisana jest w momentach. Stop klatki mobilizują mnie do pisania. Już wyjaśniam. Ostatnio chodziłem południem po obcej starówce (przed turniejem), a tam jakaś sparaliżowana pani na wózku inwalidzkim śpiewała nieśmiertelną piosenkę Ryśka z Dżemu, o tym, że po knajpach grałem za piwko i chleb. Moje zawodniczki wraz z żoną robiły z nudów przegląd towarów w usytuowanym naprzeciwko „Tigerze”, a ja raczej nie wchodzę do innych sklepów niż księgarnie. Trwało to i trwało.

(więcej…)


1.05.18 Miłość i nienawiść.

Powiedz czy to grzech: kochać cię tak bardzo i nienawidzić?! – śpiewała lata temu stara dobra Ira (tak, była taka…). Może to kojarzyć się z częstym dylematem szarego człowieka wobec Boga, bo nieraz czujemy się zostawieni, lub zwalamy na Niego niesprawiedliwość i okrucieństwo tego świata docierające do naszych zmęczonych umysłów. Jezus Chrystus istniał, także cierpiał i zmarł „tragicznie” – pamiętajmy. Chwała Twemu uniżeniu, Panie, Chwała Tobie! (Msza Męki Pańskiej). Przez symbol drzewa przyszło zatracenie w postaci grzechu pierworodnego i na drzewie zawisło odkupienie. Mamy wolną wolę – to dla Boga najcenniejsze, to Jego prawdziwa miłość, a On cierpi razem z nami. To też wielka tajemnica wiary, bo przecież mały Alfie własnej woli nawet nie zdążył rozeznać… Wierzymy, że jest mu Tam lepiej. W Europie Zachodniej jest coraz gorzej. I nie tylko tam. Może ta sprawa miała pokazać światu dobitniej, że na każde czasy znajdzie się polityczna tyrania? Że piekło na ziemi przybiera wiele różnych kształtów?

(więcej…)


16.04.18 Walka u boku kolegi – Zeszytu…

Skąd czerpię siłę do trwania w trudnych postanowieniach? Pytacie czasem, więc odpowiem…: z pewnego rodzaju debilizmu wrodzonego i nabytego. Prowadzę dzienniki, notatniki, kalendarze, w których zapisuję wszystko. Uzależniłem się od tego i jeśli wpiszę sobie na przykład, że w piątek mam treningi to robię je, by nie obrazić kawałka papieru, który zajmuje wyjątkowe miejsce w moim pokoju i życiu (podejrzewam, że płakałbym po nich dłużej niż po niejednej istocie żywej). Z piórem i papierem nie ma żartów. Nie wiem czasem komu obiecuję poprawę – Bogu, czy kalendarzowi za 9,99 zł, w którym zapisane jest, że spowiedź była wtedy i wtedy, więc nie wypada upadać, idioto! Podobnie z jedzeniem – jadłeś syf, ważysz tyle i tyle, trzeba się ogarnąć! Miałem nawet je wyrzucać (jako źródło wielu natręctw i niepokojów), ale skoro stwierdziłem, że w zasadzie pomagają – zezwoliłem na takiego „bożka” (po owocach go rozpoznaję…, że jednak jest pomocnikiem Tego co trzeba, a gdybym się nie pilnował to kaput). Obecnie wraz z kolegą zeszytem walczymy z…

(więcej…)


8.04.18 (Amerykański) tryb świni.

Amerykański sposób na promocję, na karierę to esencja tego, co złego widzimy w pseudokulturze Ameryki. Oczywiście mam (dzisiaj) na myśli UFC 223 i najpierw pajacowanie McGregora i jego kolegów, a potem konferencję naszej Asi Jędrzejczyk. Irlandczyk, jeśli chciał atakować autokary, mógł wstąpić np. do jakiejś chuligańskiej bandy, która jednak odpuści wybijanie szyb, gdy zobaczy za nią oczy kobiety. Kamery, oczywista afera, kaucje, show. Innego typu „amerykanizacji” uległa nasza ex-mistrzyni (w sercach zawsze mistrzyni, no chyba że dalej będzie gadać po amerykańsku…), która tym razem po pięciu rundach z Rose nie odzyskała tytułu. Wiadomo, że aby zostać nowym mistrzem trzeba wyraźnie zaznaczyć swoją dominację, jeśli wygląda to w miarę remisowo, pas zostaje u starego mistrza. I ja się z tym zgadzam, mimo statystyk uderzeń. Ścięta na chłopaka zawodniczka miała lepszy timing i w tempo rozbijała twarz Polki.

(więcej…)


4.04.18 Nie przestawaj trwać! Mimo wściekłości.

„Nowy Wielki Post, nowy ja”…! – człowiek się oszukuje… Niestety, ważne daty i postanowienia nie mają sensu jeśli puszczasz Tą rękę i nagle dajesz ponownie się wciągnąć w wir emocji ze świata. Nie chodzi o to jaki świat jest zły, a życie trudne i lament nad tym, tylko o trzymanie się Boga. Święci trzymali się Go nawet w sytuacjach ekstremalnych, jak Kolbe, czy Popiełuszko. W ważne daty dla naszej wiary pamiętamy o Jezusie, w codzienności zapominamy… Jesteśmy tuż po świętach, to dobry czas aby o tym przypomnieć! Co Was wyprowadza z równowagi? Zależy od temperamentu – mi wystarczą drobnostki dnia codziennego…

(więcej…)


21.03.18 Barierki.

Zamknięte niedzielą markety, przechadzający się po pustawych (wreszcie!), lecz pełnych różnych „Stonek” ulicach nieliczni amatorzy browaru, którzy po machnięciu ręką dodają standardową gadkę już nie na temat pogody, a lokalizacji najbliżej otwartego spożywczaka. „Sąsiad! Sklep X jest otwarty!”…, kurcze, dzięki za cynk… ja tylko z psem idę. W tym zabieganiu wszystkie ruchy sugerujące: obywatelu zwolnij, uważam za dobre. Jak dobrze obudzić się bez natręctwa, że może by tak niedzielą załatwić (nie)zbędne zakupy? „No bo kiedy?”. Jeszcze gorsze natręctwa mają fanatycy największych obozów politycznych. Jedni szukają w wolnym czasie minusów ustaw, drudzy plusów, chodzą do swoich korporacji, by „walczyć” w przerwach z koleżanką, która jest za PiSem. Lata lecą, przybywa zmarszczek, największym sukcesem „Beatki” może okazać się otrzymanie statusu antyPiSowskiej „wariatki” w pięcioosobowym biurze (+ trochę odłożonego hajsu na botoks). Jedni walczą o duże sprawy, inni o swoją pozycję w ciasnym pokoju, różne są szerokości widzenia.

(więcej…)


23.02.18 Zapomniałem o ludziach z dupy – sarnach…

Dawno nie dzieliłem się z Wami czymś na zasadzie „przygody z dupy”. Zresztą dupa będzie tu częstszym słowem, bowiem wybrałem się, powiedzmy służbowo, w daleką drogę z „dziewczyną z dupy”, a więc z dziewczyną z absolutnie żadnego klimatu. Leming? Prędzej ameba zlewowa. Nabyta wygoda nakazała mi jednak wybrać tę samochodową okazję, zamiast wleczenia się pociągiem, który w zimę „może przyjedzie teraz, a może trochę później, czasem wcale” – znamy te historie… No więc jedziemy sobie na drugi koniec naszego pięknego kraju. Nagle wybiegła nam na jezdnię sarna. Dziewczyna zwolniła, ogólnie nie jechaliśmy zbyt szybko, zwierze tylko otarło się o przód. Spojrzałem na sarnę z pozycji pasażera, popatrzyła mi w oczy z wyrazem twarzy mówiącym: „ale na chuj mi przerywasz sprint?” i pobiegła dalej. Blada kobieta jeszcze bardziej zbladła, ale pojechała dalej, bo droga była wąska, z rowami po bokach i zrobilibyśmy korek. Zajechała na najbliższą dróżkę, niecały kilometr dalej…

(więcej…)


1.02.18 Z cyklu „Dobry Łotr”. Uzewnętrznianie cech wszelakich.

Często, tym bardziej podczas przerwy zimowej, kibice biorą udział w akcjach charytatywnych, a przeciwnicy zarzucają im odwracanie kota ogonem, przywołują stadionowe awantury, które mają pokazać „prawdziwą twarz”. Tymczasem twarz jest jedna i ta sama. Nawet gdy ktoś nie jest zazwyczaj grzeczny, dzięki takim akcjom być może tej dobroci szuka. Nie szuka (przynajmniej taką mam nadzieję) pochwał skurwiałej prasy – szuka dobroci, podsyca w sobie ten powodujący wzruszenie wojownika płomień. Chuligani to często ludzie o wielkich sercach, a ich problemy oraz, nie oszukujmy się – specyficzne hobby, wynikają nie tyle z czystego zła, ile z pewnych braków wychowawczych. CZĘSTO jest to także świadomy wybór ulicznego środowiska, bo to oficjalne wydaje się (i w istocie takim jest) nudne jak cholera. Ilu dzieciaków z dobrych domów chciało udowodnić, że też potrafi przywalić w mordę i trafiało do młyna? Wielu z nas stawało się zatem oprychami z przymusu, ale też z wyboru. Jakże to inne drogi!

(więcej…)


30.01.18 Pamiętaj wojowniku. Serce starzeje się najdłużej…

… tytuł tekstu jest cytatem z filmu „Rocky Balboa”. Słowa te padają, gdy emerytowany bokser staje do swojej ostatniej (?) walki. Ta wojna jednostki ze swoimi „demonami”, tak doskonale uchwycona w serii „Rocky”! Dlaczego filmy o Balbole stały się klasykami (i to takimi z pierwszego rzędu)? Bo tak wielu odnalazło w nich siebie, tak wielu motywowało się słynnymi dialogami, nie tylko fighterów, ale wszystkich walczących o marzenia! Czy zrozumie tą potrzebę wewnętrznej wojny ktoś kto nie jest wojownikiem, a także ten, który nigdy nie był na dnie? Mnie nadal wzrusza każdy bieg, bo pamiętam jak gruba baryła (w sensie ja po rzuceniu palenia) nie potrafiła przebiec dwóch minut. Dziś biegnę z dzieciakami goniącymi marzenia, a czasem po poliku leci z nami łza – oni tego nie dostrzegają, ale mnie nadal wzrusza, że poprzez wysiłek życie potrafi stać się dziełem sztuki.

(więcej…)


30.01.18 Niekończąca się opowieść z oczernianiem nacjonalizmu.

Żyjemy w czasach, w których słowo mało znaczy. To, że ktoś komuś coś obiecał, do czegoś się zobowiązał jest niczym trwałym. Słów nie szanuje się również w innych kontekstach – mówiąc o „polskich obozach śmierci”, czy też… oceniając nacjonalizm. Zdaje się, że oceniający nie znają czegoś takiego jak różnorodność i niejednoznaczność tego pojęcia, jakby to nigdy nie występowało. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki co rusz kompromituje się w naszych oczach, publikując bzdury dotyczące nacjonalizmu (więcej tu: LINK). No niestety – nic z tego, co pisze i nam zarzuca, nie jest mi jako nacjonaliście bliskie.

(więcej…)


22.01.18 Kręciłem procą z kamieniem. Ciągle zbieram nowe.

Coraz bliżej do Wielkiego Postu (14 lutego) – okresu, w którym rozważamy mękę Pańską. Rozpoznaj krzyż, który musisz dźwigać. Masz go… Bogaty ma swój krzyż, biedny ma swój krzyż, oczywiście chory, ale i ten zdrowy… Mniejszy, lub większy, ale każdy ma swój i każdy jest wezwany do dźwigania go w ufności, jak sam Syn Boży, który dał przykład światu. Krzyżem może być coś, co musisz w sobie znosić, ktoś kogo musisz znosić, coś co musisz robić, bo coś innego od tego zależy itd. Jak dobrze jest to zrozumieć i zaakceptować, chociaż przyjdzie dzień, w którym przeklniesz ten krzyż, spytasz Boga: dlaczego ja? Będziesz się modlił, jak Mistrz, że jeśli to możliwe – niech od ciebie oddali ten kielich, będziesz się żalił Ojcu, że cierpisz. To cierpienie jest Ci jednak potrzebne i nie możesz tego skwitować prostym „e tam… gadanie – każdy potrafi tak lać wodę, bo sam nie jest chory”. Wiara uczy przyjmować wszystko z godnością. To z kolei daje poczucie wolności. Przez cierpienie do konsekwentnej wiary, od wyzwolenia do zbawienia… A po drodze – do zrozumienia miłości. To co dzieje się po drodze jest niespodzianką – niemożliwe, że za rogiem, w nieoczekiwanych miejscach, czekają tak cudowne prezenty. Otoczenie jednak pozostaje takie, że przyda się proca.

(więcej…)


15.01.18 W klimacie Pielgrzymki Kibiców. Medziugorje i inne objawienia.

Wiecie już zapewne o wydarzeniach z Pielgrzymki Kibiców, skupię się zatem na najważniejszej osobie w tym wydarzeniu – Matce Bożej. Jej orędzia. Objawienia… Wiadomo jakie mamy skojarzenia, gdy słyszymy o objawieniach – zbiorowa paranoja, spisek dla kasy itd. Pierwszą wymienioną myśl powoduje nasza nieufność i po prostu zdrowy rozsądek. Wszak na co dzień nie doświadczamy tego typu zjawisk, sami nie doświadczyliśmy ich nigdy. Każdy też chce nas naciągnąć na kasę. Jednak wgłębiając się w historie dzieci z Fatimy, czy też Medziugorje odkrywamy coraz więcej faktów, które zmieniają nasze myślenie – śledząc losy tych ludzi, dochodzimy do wniosku, że coś musi być na rzeczy. Przede wszystkim należy pamiętać, że objawienia w Medziugorje rozpoczęły się zanim pojawił się „targ gadżetów z Maryją”, który też bywa argumentem po stronie sceptyków. Dzieci oraz ojciec Jozo doświadczali objawień w czasach rządów socjalistycznych, jeszcze w Jugosławii i byli (zresztą nie tylko oni) z powodu objawień represjonowani (Jozo 1,5 roku w więzieniu)! Ten ostatni został też bestialsko skatowany przez policję – w sposób typowy dla czerwonych oprawców – grozili, że go zabiją, że podetną mu gardło…

(więcej…)


8.01.18 Regularne zapieranie się siebie.

Normalni na pierwszy rzut oka goście potrafią ocenić księdza, że „nie jest prawdziwym facetem”, bo np. nie patrzy się na wiszący przed nim akurat kalendarz z gołą babą (również dyskusja z mojego otoczenia). Sorry. Ja jestem powołany do małżeństwa, więc robię to i tamto… Ty też robisz. A koleś świadomie zrezygnował w imię wyższej sprawy. To godne szacunku, nawet z pozycji ateistycznych. A może fanatyczni onaniści/hejterzy nie wyobrażają sobie po prostu nie pogrążyć się w swojej pożądliwości? A propos bycia prawdziwym facetem – wyszedłbyś przed szereg w obozie jak Kolbe? Zaniósłbyś prześladowcom ciasteczka, czy tam herbatkę do tajniackiej fury, jak Popiełuszko, czy jednak schował się pod łóżko i wyparł się wszystkiego zanim ktokolwiek by zapukał? No właśnie… Jak pisał o męskości Waldemar Łysiak, facet to przede wszystkim ten, który podstawiony pod ścianą nie wypiera się swoich przekonań. Jak ktoś ze środowisk radykalnych może odrzucać radykalizm wiary? To przecież właśnie nam powinien on przychodzić z największą, może nie tyle łatwością, ile ze zrozumieniem.

(więcej…)


29.12.17 „To, co wydaje ci się przeszkodą, tak naprawdę jest drogą”.

Śmianie się z przesadnisiów to jedno, ale sport to drugie. W święta nie ćwiczyłem, ale dziś i wczoraj już po staremu – dwa treningi, rano i wieczorem. Jak się chciało po tej przerwie! Trwała ona zaledwie pięć dni, ale każdy fanatyk sportów walki wie jak to sporo w naszych głowach. Siedzisz, lub leżysz i jesz (chyba, że masz pracę, w której sporo się ruszasz, lub udajesz się właśnie na aktywny wypoczynek…), czując jak się cofasz, jak forma spada (jeden ze skutków ubocznych sportowej choroby psychicznej). Jesteśmy w tym jednak, bo to kochamy, więc sami wracamy na salę, szczęśliwi, że znowu jest co przepoconego wrzucić do pralki. Forma spadła? Dopóki jesteś wszystko ma przyszłość. Zrobi się – tylko bądź.

(więcej…)

Strona 3 z 7412345...Ostatnia »