20.03.19 Dwie skrajności, które kocham… Pierwszy dzień wiosny.

Idę chodnikiem, czytam „Piłkę Nożną” (wiem, że „fetowanie Kaki niet”, ale CR7…, co to za maszyna jest!), bo mi się znudziło patrzeć przed siebie, zaraz w kogoś walnę? Nie, tu jest zbyt głośno. Od literek odciąga mnie wrzask jakiejś (zbyt dużej na taki wrzask) dziewczynki stojącej przy młodej matce, której – niestety – postawa podsuwa mi na myśl pewne stereotypy. Dopiero co wszedłem z tego swojskiego wrzasku do domu. Otworzyłem okno. Mimo, że mieszkam wysoko, potężne „kuuuurwaaa” x2 (godzina 13:30) dobiega do mych uszu. Uśmiecham się i wdycham pierwsze ciepłe powietrze. Nie ma jak powrót wiosny na moim osiedlu, że tak powiem klasa robotnicza, a nie, przepraszam – tak będzie uczciwiej względem prawdy, socjal klasa wyłania się na dwór, wraz ze swymi dziećmi, gadżetami z AliExpress od obciążonego listonosza oraz frustracjami. Póki nie kupię działki na wsi, a takie mam marzenia, takie właśnie mam marcowe ćwierkanie ptaszków. „Ptaszki” będą „ćwierkać” dalej (idzie wiosna – stoi jak sosna), więc koło patologii będzie się na przedmieściach zapętlać. Misją szukać tu czegoś dobrego, nie zwariować. Pocieszać się, że chociaż białe te osiedla, nie dochodzą inne problemy. Jak mi stary, siwy frustrat zbluzga kobietę za spacer z psem to przynajmniej mogę go potem spytać o cholerę mu, kurwa, chodzi skoro sprząta po nim, zamiast szukać w translatorze języka z jakiegoś ISIS landu, albo od razu sięgnąć po kastet.

(więcej…)


19.03.19 Czy serce Ci rośnie…? Czy już tylko obojętność…?

Piłkarze Legii w nadchodzący weekend nie grają (chyba, że w pokera), przed nami mecz eliminacji do Euro 2020, w których Polacy zagrają z Austriakami we Wiedniu. Austria to prawie sama Bundesliga w składzie, z ciekawym napastnikiem z londyńskiego West Hamu Arnautovićem na dokładkę. Co zrobić – obejrzę. Marudzę na kadrę sporo, ale chęci wracają, tym bardziej na początku eliminacji. Powód? Bo to kadra właśnie… proste. Zawsze kibic jakoś tam na nią spogląda, czy to kątem oka, czy oboma gałami na raz… Lubisz futbol? Będziesz do niego wracał. Potem Polska – Łotwa w Warszawie. A propos futbolu. Też nie wybieram sobie czarnoskórych idoli (fotka obok), nie mam takich, ale w poniższym przykładzie, który nawiedził mnie przy obiedzie i prasówce, chodzi mi o relację kibol-piłkarz. Kibol, bo reakcja kibiców typu „dzisiaj kibicuję temu, a jutro tamtemu” mnie nie interesuje (parafrazując klasyka wojny kibicowsko-medialnej: nie dla fetowania Kaki!).

(więcej…)


18.03.19 Grecy ciągle spontaniczni. Przerwane derby!

Futbolowy światek żył raczej derbami Mediolanu („bo Piątek” – no i nie strzelił…), a ja w ten weekend, oczywiście prócz meczów Legii, zerkałem na Ateny, gdzie Panathinaikos podejmował u siebie rywali z Pireusu („bo możliwy spontan” – no i był…). Niedługo lecę do Grecji i tak sobie lukam, i oby rozgrywek znowu tam nie zawiesili, heh, bo derby zostały przerwane w okolicach 70 minuty (filmiki w aktualizacji). Zresztą już w 5 minucie spotkania z powodu wybiegnięcia kilku osób z Panathinaikosu w stronę ławek rezerwowych Olympiacosu interweniowały psy i ochrona. W owej 70 minucie (stan 0:1 dla czerwonych) sędzia Marco Fritz przerwał mecz, bo m.in. spalono flagi Oly. Użyto gazu, w efekcie kibice musieli opuścić niektóre sektory, robił się typowy grecki chaos. Zawodnicy obu klubów i sędziowie zeszli do szatni, wrócili po 20 minutach, ale sędzia z asystentami zdecydował, że mecz nie będzie kontynuowany. Po spotkaniu, na tyłach stadionu doszło do awantury z policją (filmik w aktualizacji). Oto Grecja właśnie, duże różnice punktowe w czołówce, dużo meczów o nic, OFI Kreta gra i wygrywa, ale… i tak jest zdegradowane od przyszłego sezonu (za korupcję) [1]!

(więcej…)


12.03.19 Na standardowym spacerze z psem… Lordowie z Totolotka.

Punkt bukmacherski w środku dużego miasta. Wchodzę z psem, pani uśmiecha się zza lady. Typowy Janusz z wąsem rozsiadł się na krzesełku niczym lord. Noga na nodze, ręce na oparciach sąsiednich krzeseł. Oczywiście old schoolowy wąs. Brakowało tylko klapek i skarpet. Gdy pani wprowadza mój numer kuponu na dziś, do punktu wchodzi kolega Janusza – też Janusz – i lord rozpoczyna dyskusję o piłkarskim wtorku. Jak co dzień? Pani słucha tego obojętnie – to jej standard, ja przysłuchuję się. Opowiada o kolejnych meczach, jak to faworyt jest oczywisty. Oczy błyszczą jak pięciozłotówki, słowotok jak na amfie, nie zauważa, że mój pies obwąchuje mu buty, lord z zakładu bukmacherskiego opowiada niepytany, że luty był bardzo dobry, a marzec póki, co taki sobie (faworyci nie byli oczywiści?). Na dziś jednak, oczywiście (jak co dzień?), są pewniaczki! Jego kumpel mówi:

(więcej…)


12.03.19 Fascynacja codziennością. Walczyć o nią jak Rocky.

Facet bez zastrzyku adrenaliny, beztroskich emocji po prostu usycha. Staje się zdziadziały, czy ma 18, czy 33 lata. Usycha także bez wartości i walki o nie. Futbolowa subkultura łączy w sobie sporty walki, bojowy patriotyzm i ostre stanięcie w obronie wartości naszej cywilizacji. Kibice wstawili się za wieloma sprawami, które przynoszą dumę nam wszystkim i każdemu z osobna, często przybywającymi na co dzień wśród lemingów w szkołach, czy w pracy. Nie chcę stale narzekać – są sprawy, które mnie cieszą! Cieszy mnie także, a może nawet przede wszystkim, zwykły, najzwyklejszy dzień meczowy, jak za małolata. Bez wielkich planów, bez wielkich zobowiązań (ale i z szacunkiem do pewnej grupy zobowiązanych…). Jako gościu w wieku chrystusowym po prostu cieszę się, gdy mogę odłożyć pęd dnia codziennego, te wszystkie zmartwienia i ambicje i udać się na mecz na żywo! Potrafię czasem odzyskać strzępy tej radości, kiedy za dzieciaka wychodziło się z domu z jednym celem (ta radość to też chyba częściowo z powodu tego braku zobowiązań…). Śledzę tabele, wkręcam się zarówno w mecz piłki jak i kosza. No właśnie. Pasja związana z samym klubem, ze sportem, ma także inne odsłony niż walka o tytuł piłkarzy nożnych…

(więcej…)


12.03.19 Futbolowa pasja w sercach kibiców i piłkarzy.

Lechia (swoją drogą, ładny transparent! Przyda im się to świadectwo po akcji z fetowaniem pewnego polityka…) – Wisła Płock 1:1. I wszystko w temacie. I dlatego, mimo Legia – Cracovia 0:2, Wojskowi będą Mistrzami Polski. W sobotę uczta, o 18:00 Zagłębie Sosnowiec pokona u siebie lidera, a o 20:30 Legia pokona Śląsk, wskakując na fotel lidera Ekstraklasy! Taki jest plan, realny – przyznacie, więc football weekend będzie ekscytujący! Wcześniej dawny i przyszły ekstraklasowiec (11 punktów przewagi nad drugim ŁKSem!) – RKS Raków w Pucharze Polski. Też czekamy na kolejny Puchar dla Legii – w roli faworyta i obrońcy trofeum. Potem na awans do LM. Powiem Wam, że dobrze jest mieć sportowe marzenia będąc kibicem, niby nikt „nie interesuje się piłką” (a prędzej groźnymi ciuszkami), ale kiedy zbliża się mecz o coś, „coś” odżywa, bo przecież wszyscy brudziliśmy się na żwirowych boiskach, uganiając się za futbolówką – to nasza pasja od dziecka. Dlatego, także dlatego, te sprawy są ciągle tak ważne!

(więcej…)


11.03.19 „Nie bądź naiwny, przecież wiesz…”.

Tak bardzo chcę żeby było po mojemu. Tyle nerwów bierze się stąd, że ktoś patrzy – co ciekawe, najczęściej jest to wyimaginowany wróg. Chcesz zaimponować, utrzymać pozycję, bądź ją poprawić. Ktoś patrzy, a nie wychodzi mi tak jak to sobie wyobraziłem, wymarzyłem. Czy ja naprawdę lubię coś robić, czy robię to po to, by być od kogoś lepszym i tym samym zaspokoić swoje potrzeby? Oczywiście, z wierzchu wszystko się zgadza, przecież musimy coś lubić, więc lubimy to i tamto, zwane naszą pasją, lub hobby, ale tak to zostawić byłoby zbyt proste (większość nigdy się nie zastanowi i będzie im z tym dobrze). Z jakiego powodu mamy siłę ciągle cisnąć? Co kryje się pod tymi powierzchownymi motywami? Jaką potrzebę chcesz zaspokoić zdradzając kobietę? Czy naprawdę tylko cielesną, czy może emocjonalną, bo wszystko jest już zbyt stabilne, a Ty gubisz się w takiej stabilności, spada Twoja własna samoocena. No co, ja już nie mogę? Tego i tamtego… Nudy. Bierzesz kurtkę i wychodzisz z domu.

(więcej…)


8.03.19 Rewolucja pożre własne dzieci…

Konieczność zaangażowania się politycznego przypomina nacjonalistom, kibicom, prawicowcom itd., aktualny numer „Do Rzeczy” podejmujący temat Szwecji, a konkretnie tego jak ona skończyła jako „raj dla uchodźców” oraz kraj, w którym polityczna poprawność podniesiona jest do roli cichej doktryny. Znajdziemy w tym centro-prawicowym tygodniku wywiad i tekst, pełne znanych nam, lecz ciągle budzących nieprzyjemny dreszczyk danych. Czy naprawdę katolickie jest odłożenie takiej świadomości upadku Europy na bok, nawet w Wielkim Poście…? Czy czas, kiedy statystyka gwałtów (popełnianych przez osoby, które w Szwecji są krócej niż rok) rośnie, stosownym jest rozmawiać o tym, że „Jezus też był uchodźcą”…? Islam to religia, która ma inne wartości niż nasze – chrześcijańskie i to jest grzech zaniedbania, by pozwolić na takie zmiany polityczne, w których ludzie nie mogą w pokoju wzrastać w naszej wierze! Gdzie są wyparci przez inne religie, lub polityczną poprawność – jak w Szwecji. Co ciekawe, te dwie ostatnie (religie i cenzura, a do tego jeszcze ta lewacko-liberalna niby-wolność) egzystują obok siebie, byle to nie był katolicyzm, a więc de facto rewolucja pożre swoje własne dzieci, gdyż Islam niezbyt toleruje liberalne podejście do życia.

(więcej…)


5.03.19 I nikt nie woła…

Chcę mieć w przyszłości swój dom, chcę mieć kominek i jak stary biały człowiek napełniać się przy nim wiarą, oglądaniem meczów, ale i kulturą. Tak, mam takie spokojne marzenia zamiast więzienia. Ubolewam jednak, że Ci którzy bardzo dobrze brzmią – którzy dają mi tą kulturę, bardzo często „śpiewają dla zła”, świadomie, bądź nieświadomie. Myślą, że duchowość to żarty, albo są krótkowzroczni. Dziwi mnie właśnie (ciągle od nowa to mielę) jak ludzie o dużych, czasem, umiejętnościach i talentach są po prostu durniami i często w piękny sposób szerzą, wprost, lub aksamitnie, kulturę (o ile można ją tak nazwać) śmierci. Powolnego umierania narodu, lub pojedynczego człowieka. Keith Flint, słynny „kolo z rogami” z The Prodigy, którego zna każdy urodzony w latach 80tych, odebrał sobie życie w wieku 49 lat. Nie od teraz były znane jego stany depresyjne oraz uzależnienie od narkotyków. Czy umarł zatem niespodziewanie, niczym niespodziewany mógł być wjazd chuliganów Panathinaikosu w Gate 7 z Olympiacosu na piłce wodnej…? No nie, rave-styl jaki reprezentował był z definicji tykającą bombą. Jeden nie podejmie tak radykalnego kroku, drugi już będzie – według jednych bardziej, według drugich mniej – odważny. Fajna muza, ale klimat – przyznacie – mroczny. Na trzeźwo się przy tym nie bawiło, sam za nastolatka żarłem tablety na imprezy z The Prodigy w tle – jak była techniawka, to był skład, który musiał polecieć! Ale nie każdy szerzy destrukcję w tak bezpośredni sposób jak Flint i kumple.

(więcej…)


4.03.19 Jakieś pytania…?

U Orwella ulice były szare, dziś są zaś zbyt kolorowe, to od kolorów, obżarstwa, ambicji i reklam dostaje się w głowę, nie od odcieni szarości. Prawo zawsze przesadzone, rynek pracy zawsze naciągnięty przeciwko mrówce, która przecież nie ma wpływu na żadne kluczowe prawo. Zrobiłem sobie troszkę przerwy w publikowaniu, ale i tak w głowie kotłowało się tyle, że powstało w tym czasie kilka tekstów i recenzji. Nałóg. Zadbałem jednak o czas, by dłużej pomyśleć o tym, co robię i co mam zamiar zrobić na „DL”ce. Cokolwiek to będzie…, będzie do Was wysyłane listami poleconymi. Nie odkryłem przez dziesięć dni nic wielkiego i szczególnego, bo to tak nie działa. Czytałem, jeździłem. Będę sobie powoli dziargał te swoje wypociny, w odpowiedniej atmosferze, tak jak pisze się ikony. Tak, to dobre porównanie, bo pisze się je długo, na chwałę przedstawianych tam postaci, lub wydarzeń, a zobaczy je zazwyczaj stosunkowo niewielka liczba osób. Będę sobie pisał, bo to moja rozrywka, którą cenię sobie ponad rozrywki społeczeństwa orwellowego. Rozrywka dzisiejszego społeczeństwa zachodu jest taka jak w „Roku 1984”, tyle że mamy większą wolność (a przynajmniej tak nazywamy możliwość skoku na bańkę w hedonistyczne błoto). Czy jednak znamy sens życia…? Jak we wspomnianym klasyku literatury – lubimy „Minuty Nienawiści”, hejt i oddawanie się rozpuście. Gatunek stracił sens, a więc pozostało się cieszyć z „sukcesu”, z tej „chwilówki”, z satysfakcji dowalenia komuś, albo… sobie. Jakieś pytania, czemu…, słyszeliście pewnie nową płytę Sokoła, więc znacie ten ciekawy refren… Zapakuj mandżur, nie rób już scen

(więcej…)


4.03.19 Sen na jawie…

Odmawiając różaniec podczas pokonywania jakiejś odległości z buta po mieście, czuję się trochę jak winowajca. Głęboko chowam go w kieszeni, a usta mówiące modlitwy za szczelnie zawiązanym szalikiem. Jeszcze ktoś zobaczy. Jak wyjąć i skasować bilet w tramwaju, gdy w tej samej kieszeni mam różaniec? Trzeba będzie go wyjąć! Przyznaję się do wiary w kontaktach z ludźmi…, ale tam – w tramwaju – nie będę miał szansy odpowiedzieć na mroczne myśli anonimowych pasażerów (czy takie jednak by były?). Atakują mnie absurdy. W „Roku 1984” Orwella pojawiły się m.in. „papierosy zwycięstwa”, dzisiaj mam wrażenie, że są – tyle, że nie egzekwowane przez władzę, a przez społeczeństwo „postępu” – „zachowania zwycięstwa” i z pewnością nie są to zachowania katolickie, a wręcz przeciwnie (my jesteśmy „nieprestiżowi”). Jestem szczęśliwy, a nie chcę być podświadomie traktowany jako gburowaty moher. Co ze mną zrobiła propaganda antykatolicka i pieprzony Netflix? Co zrobiły dzieciaki, które wyrzucają inne z szatni krzycząc „masz nieprestiżową kurtkę z Lidla, idź stąd!”. Co ja ze sobą zrobiłem…

(więcej…)


4.03.19 Byle nie żreć…

Też nie lubię, gdy mi się czegoś zakazuje. Nie słuchałem rodziców, szkoły, nie zapisałem się nigdy do żadnej formalnej grupy/partii, sądziłem się z pracodawcą, bo wywalił mnie z roboty po awanturze z kierownikiem, popieram wolność ruchu ultras. Nie słuchałem wujków dobra rada, którzy mówili mi, że mój sposób na rozkręcenie zarobku przyjemnego z pożytecznym nie uda się, bo się generalnie nie znam. Zrobiłem po swojemu, udaje się. Za nastolatka nie słuchałem tych, co mówili, że narkotyki zabijają. Zabijają? To tym bardziej trzeba spróbować! Tu się pomyliłem, to się nauczyłem! Ot, taki typ jak wielu z Was. Dziś staram się żyć według dekalogu, który wielu rzeczy mi zabrania. Staram się samemu walczyć o to, by tak żyć – to nie oni mi nakazują, to ja do nich wołam! Robię tak dlatego, bo zrozumiałem, że to jest dla mnie faktycznie dobre, wierzę nauczaniu Jezusa Chrystusa i ufam Mu. Monaster w Grabowcu po raz czwarty, tym razem tuż przed Wielkim Postem’2019. 4:00 rano start, tak żeby na wieczór tym razem wrócić, na mecz. Kiedyś człowiek wyciągał ludzi żeby z pałką biegać po mieście, a teraz wyciągam ludzi do zakonów. To jest, kurde, niebywałe…

(więcej…)


22.02.19 Zapowiedź w klimacie Paulo Coelho?

Po meczu Legii z Cracovią stwierdzam, że nie znam się na futbolu. Ba – przecież to już nie raz pisałem, a teraz dodam: nikt się, kurde, nie zna! Możemy, bracia, pieprzyć o przygotowaniach, nastawieniu i pieniądzach. Przede wszystkim jednak piłkarze są tylko ludźmi, a na nieliczne wyjątki – nadludzi – stać nielicznych, chociaż i oni czasem coś spierdzielą, jak np. Bayern z Bayerem niedawno w Bundeslidze. Z ludzi próbuje się zrobić maszyny, ogarnąć ich niedoskonałe ciała i dusze statystykami, matematyką, że skoro „były przygotowania – musi być wynik”. Dlatego piłka jest piękna, bo idę na mecz i za cholerę nie wiem kto wygra, dlatego jest wkurzająca, że muszę coś takiego – taką bezradność faworytów – oglądać. Nie mam pojęcia kto zwycięży w Poznaniu, a czytanie analiz to strata czasu. Leszki dostały 0:4 z Piastem, a Wojskowi z Cracovią 0:2 u siebie. Gdyby ktokolwiek znał się na piłce, wygrywałby fortunę w zakładach bukmacherskich. Jeśli wygrał, a gra dalej – za chwilę ją straci. „Pewniaczkami”. Można mniej, lub bardziej wskazać faworyta na papierze – tyle, a wiemy dobrze, że ani 3:0, ani 0:3 nie będzie zaskoczeniem…

(więcej…)


22.02.19 Na skale, czy na swojej łysej pale :-)?

Gadanie, że „wszystkie religie to samo zło” jest pieprzeniem, bo chociażby z takich czysto obiektywnych argumentów – świat, człowiek nie toleruje pustki, a zatem wymyśliłby w ich miejsce coś innego. Czy lepszego? Patrząc na rządy ateistów (tych jawnie bojowych i tych pozornie spokojnych #aborcja) – nie sądzę… Cóż, jako katol uważam, że człowiek do stworzenia czegoś doskonałego na ziemi jest po grzechu pierworodnym niemal niezdolny. Posiłkując się cudami, objawieniami, tym, że agnostycy i ateiści również swoją wiedzę o powstaniu świata opierają na… wierze (no bo skąd masz wszechświat, gościu?), uważam, że Prawda istnieje. Jestem anty-ateistą, bo ateistyczne ideologie przyniosły światu wiele zła… To samo mówisz o religiach, prawda? Więc to może nie wina instytucji, czy wierzeń, ale człowieka? Zabijali wszyscy w imię wszystkiego, nauki i postępu tym bardziej. Tak jest! No więc trzeba umieścić człowieka na jakiejś, hm, siatce, sklasyfikować tą jego skłonność do zła i upadku. Do mnie wytłumaczenie wynikające z Pisma Świętego przemawia i jest dla mnie sensowne. Człowiek jest grzeszny – tyczy to zarówno wierzących jak i niewierzących, ale gdyby trzymać się przykazań, na świecie zapanowałby pokój (Nie zabijaj! Homosi, Żydów też, spokojnie…). A co ty sobie po „Klerze” i paskudnych faktach (które również potępiam) myślisz o instytucji to już kwestia twojej interpretacji dostępnych danych i upadłości człowieka.

(więcej…)


20.02.19 Trud, walka i ich owoce…

Prowadzę dziennik duchowy (od 29 grudnia 2016) i często w ostatnich rozważaniach wokoło spowiedzi zapisywałem trudów wzrastania w relacjach z innymi ludźmi, a przecież… tak dużo dobrego się równolegle dzieje! Spowiedź. Czy spowiadając się co tydzień nie traktuję spowiedzi niepoważnie, czy może jest wręcz odwrotnie? Z drugiej strony przecież św. Ojciec Pio polecał nawet co tydzień się spowiadać, oczyszczać duszę. Współczesny bloger katolicki (Mikołaj) stwierdził niedawno na swoim kanale YouTube, że to zaburza powagę tego sakramentu, ale myślę, że się myli i to w miarę współczesny święty ma rację (a także np. św. Jan Paweł II). Może komuś takiemu jak Mikołaj (raczej spokojny chłopczyk z oazy) nie trzeba cotygodniowego „prysznica” (aczkolwiek jeśli JPII czuł taką potrzebę…?) – może i super, bo to dobrze o nim świadczy – ale nam, działającym w stresie wśród bluźniących grubo ludzi, pogubionym w swoim pokręconym życiorysie, „prysznic” się przydaje. Ja widzę dojrzałe owoce, a to chyba najlepsze podsumowanie tych rozważań! Spowiadam się regularnie ze złych poruszeń, ze skrawków starych zachowań, a przy tej okazji usłyszałem wiele KLUCZOWYCH rad od udzielających mi sakramentu kapłanów i wiem, że wiele takich jeszcze przede mną. Kluczowych, bo pomagających mi z czymś trudnym wygrywać, odsuwać kolejne gałęzie, uczepić się skutecznie jakiejś myśli, interpretacji Słowa. Jeszcze więcej jest tych spowiedzi bez „złotych rad”, ale de facto nie o nie tu chodzi, czasem chodzi o pokorę, o danie sobie czasu… Bóg wie o co… Osoby, które same uznały się za swojego „spowiednika” na wzór protestancki nie mają takiej szansy, tworzą „Boga” na swoje podobieństwo, a jeśli Ty tłumisz/tłumaczysz sobie błędnie delikatny głos Ducha, może ktoś inny wypowie Ci go na głos?

(więcej…)