9.07.17 Gałęzie przysłaniające widzenie. Fragment „Dziennika…”.

Szukanie nowych sposobów ekspresji i przekazywania informacji stało się modnym kierunkiem wśród Autonomicznych Nacjonalistów, jednak gdy znudziło nam się wieszanie plakatów, nagrywanie rapu i malowanie graffiti dotyczącego bohaterów, okazało się że nowych pomysłów brak. I co gorsza – nowych informacji do przekazania społeczeństwu. Kwestię programu antykapitalistycznego i tak najsensowniej przedstawił NOP. Może nowy pomysł powinien zacząć się od wkroczenia na nowy poziom człowieczeństwa? Na zrozumieniu, że nasz aktywizm musi opierać się na silnym kręgosłupie moralnym, a to rodzi zupełnie nowe pola walki. Jak można wymagać od polityków, systemów i świata kierowania się moralnością skoro samemu jest się niemoralnym? Roboty jest sporo, tylko trzeba dobrze się rozejrzeć.

(więcej…)


8.07.17 Nadzieja. Fragment „Dziennika…”.

Mamy chociaż super wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Ci, po których wracamy mogą takich nie posiadać w ogóle i to od nas zależy, tak od Ciebie – chuligana, czy niekochany człowiek pozna coś pozytywnego, pozna miłość. Fanatycy muszą przełamać obojętność póki mamy czas – póki mamy czas zaznać prawdziwej miłości. Wywalanie komuś tapczanu pełnego robaków przez okno tylko w połowie jest pomaganiem mu w ogarnięciu chaty, druga część – i to ta podstawowa – to budowanie w nim pozytywnego wizerunku drugiego człowieka, który mógł być pogrzebany już u startu, np. za sprawą pijącego i bijającego ich ojca oraz obojętnej matki, która na to patrzyła i nic nie zrobiła. Ona też od dzieciństwa myślała, że tak po prostu musi być, gdy obserwowała w chałupie kolejnych pijanych wujków, z których co któryś przypadkiem klepał ją w młody tyłek. Nikt nie wypłacił tym wujkom jakże potrzebnego kopa w ryj.

(więcej…)


8.07.17 Po urlopie – przed kolejnym, a więc przystanek w hałasie.

Wybaczcie dłuższą nieobecność czytelnicy, ale już na samym początku wakacji postanowiłem zaliczyć mały reset. Aktywny i po części aktywistyczny wypoczynek spowodował, że bardzo przyjemnie jest teraz zasiąść „przed pianinem”, by Wam zagrać (ilu z Was na nerwach…?). Płonę z radości niczym Hamburg, heh. Nie lubię długo przebywać poza domem, bo pełno tam, hm, pięknego zła, niczym taniec Salmy Hayek w „Od zmierzchu do świtu” (i ta gitarka…). Jak to się mówi – szatan działa w hałasie (chociaż w Azji by się kłócili, bo tam wszyscy żyją na ulicach…), a Duch Święty w ciszy, więc nie ma co się zapędzać. Trzeba wrócić do cichych czterech ścian… nim zapędzimy się pod ścianę (jak antyglobaliści okradający sklepy), lub wykształcić w sobie kilka nawyków, czego nie udało mi się jeszcze zrobić.

(więcej…)


23.06.17 Tramwajowy flashback.

Wchodzę do tramwaju, coraz więcej do mnie gada, coraz dziwniejsze maszyny w nim stoją (nie chce mi się z nich kupować, ostatnio udało się pokazać kanarom „sieciówkę” w postaci… karty kibica Legii, co by się inni pasażerowie nie zburzyli, że puszczają łysola – thug life! :-). Pamiętam jak znajomi chodzący w porucie wsiadali sobie na jakimś przystanku, zajmowali miejscówki w tyle i z kosami w ręku kroili jakichś mułów z Nokii 3210, a teraz to nie wiem, czy by ich ten bimbaj z kosmosu w reakcji nie zjadł, lub coś w tym zaprogramowanym stylu… Nie dziwcie się, że ludzie ledwo 30+ często wspominają „stare czasy”, skoro można było wsiąść tylnymi drzwiami i udawać, że nie znamy się z napotkanymi znajomymi, którzy właśnie dźgają kogoś w brzuch, a tuż przed nimi siedzi nieświadoma niczego starsza pani z zakupami. Niewielu rzeczy społeczeństwo było świadomych…, teraz facebook informuje ich o wszystkich stylach życia i pierdołach, a przez kiepskie reportaże z komercyjnych TV połowa społeczeństwa wcale nie wychodzi z domu. Pieprzone Nokie 3210 z wężykiem, w którego grali wszyscy i brak kamer. No tak… co by nie mówić o inwigilacji, pretekstów do zainwestowania w bomby Systemowi nie brakowało. Jadę dalej, wspominam sobie K. i D., którzy z tramwajami związali na jakiś czas swój sposób na zarobek.

(więcej…)


18.06.17 Kaftan (nie)bezpieczeństwa vs zasianie ziarna.

Wychowane w latach dziewięćdziesiątych ekipki z pełnych patologii szkół podstawowych. Na początku wszyscy kolorowi, pełni wszelkiego rodzaju nadziei, potem coraz bardziej szarzy, zalani tłuszczem i z coraz konkretniejszymi problemami na barkach, zmuszeni do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Niektóre losy potoczyły się tak, wykręciły, że trudno w nie uwierzyć. Mówi się: kto żyje wspomnieniami – już umiera. Ostatnio zdałem sobie jednak sprawę, że cały czas produkuję nowe wspomnienia. W tej chwili, w której należy zrobić w życiu przystanek – bywam zadowolony i zatrzymuję się na dłużej przy teraźniejszych wydarzeniach np. słuchając ulubionych płyt, nie tkwię tylko w latach 90tych. Będę to dzisiejsze opisywał pewnie za 10 lat… w każdym razie cały czas życie bywa inspirujące, ciekawe, są chwile, gdy serce rośnie. Właśnie jestem przed podjęciem kolejnej pojawiającej się w życiu każdego dorosłego człowieka ekstremalnej decyzji, która zmieni wiele. Która, przede wszystkim, spowoduje rozstanie. Z ludźmi, z miejscami, z perspektywami (chodzi o kwestie zawodowe). Ciemnymi nocami gotują mnie te decyzje. Niepodjęte, nie znamy ich, choć może były piękne [1]. Życie to niekończące się ekstremalne decyzje, OKAZJE do zmian, kto się ich boi – może i żyje w swoim spokoju (nie znam takiego spokoju…), ale nie otworzy wielu drzwi, które mógłby otworzyć.

(więcej…)


16.06.17 Kochać. Nienawidzić. Fragment „Dziennika…”.

Słucham nowojorskiego jazzu na słuchawkach, w tym samym czasie czytam biografię Amy Winehouse, z którą ojciec, angielski Żyd, biegał za dzieciaka na (a jakże) Tottenham. Jestem za czymś na zasadzie segregacji, ale w przeciwieństwie do niektórych nacjonalistów – ci chrześcijańscy widzą w innych ludzi. Koleżka z Aleppo jest dla mnie koleżką z Aleppo, nie podczłowiekiem. Amy, żydówka, ale… co ona wie o Izraelu? Niestety, migracja jest winna chaosu w narodach, mimo że owoce nie zawsze są całkiem zgniłe, to naturalne. Prócz kwestii rasy istnieje wiele innych kwestii oceny. Ja jednak nie o tym. Ojciec Winehouse zdradził żonę, córka pełna uzależnień – w tym od seksu, a na kartkach biografii i w piosenkach tak wiele słów o miłości, uczuciach…

(więcej…)


12.06.17 Diabeł tkwi w szczegółach. Jeden.

Czasem łapię się na ocenianiu, a nie powinienem. Kto wie, może Bóg wsadził zachlanego dziada do baru „U Zdzisia” za winklem, bo dziad najpierw ma upaść i powiedzieć coś Heniowi, a Heniu tylko innego zachlanego dziada wysłucha – księdza nikt z tego pubu nie potraktuje poważnie. Kto jest tu tylko na „pewnym etapie” i ma jakiś plan do wykonania? No właśnie… To m.in. dlatego w naszej wierze spowiadamy się z oceniania innych, z rzucania kamieniem, mimo, że też „byliśmy tam” – bywamy ciągle, nadal wchodzimy na drugą stronę. Granicą może być… ten jeden. Po jednym wjeżdża cała reszta. Powiem Ci dlaczego być może nie potrafisz się odnaleźć w wierze katolickiej, a konkretniej w trwaniu w łasce uświęcającej. Po prostu powiem Ci…, mi też to sprawia niesłychaną trudność. Chodzi o jeden…

(więcej…)


8.06.17 Człowiek-zwierzę…? Szukaj! Fragment „Dziennika…”.

Mam nadzieję, że każdy Autonomiczny Nacjonalista wróci do wiary chrześcijańskiej, bo jest to po prostu mądre i racjonalne. Już Leon XII w 1891 roku wspierał prawa robotników, a więc koledzy ateiści-nacjonaliści nie głoszą dla Kościoła absolutnie niczego nowego. Pomijają przy tym istotną kwestię „skąd pochodzimy”, a zatem… i tak wrócimy do punktu wyjścia, szkoda czasu. Co z tego, że ludzie „anty” mają swoje tezy dotyczące Chrystusa, skoro… są to tylko tezy „anty”? Odpowiedzi na pytania w co sami wierzą są po prostu głupie (zazwyczaj ich nie ma…), a na pewno nie są bardziej racjonalne niż wiara chrześcijan. Tak jak wspominał G.K. Chesterton, nic nowego nie wymyślicie, bo Kościół wszystko już dawno ze sobą przegadał. Przegadał tak wiele i często tak wcześnie, że… twórcy „nowych/starych” zwątpień zdążyli o tym zapomnieć.

(więcej…)


3.06.17 Muszę, muszę, muszę…

Chciałbym odpocząć od natręctw. Od tego, że muszę zrobić trening, od tego że nie mogę zjeść chipsa – chciałbym odpocząć od tych absurdalnych dla większości wyrzutów sumienia (rozumieją mnie za to ludzie, którzy są na skraju wagi w swoich zawodach sportowych…). Od samodyscypliny. Chciałbym porzucić na pieprzony tydzień myślenie o przyszłości, o moich podopiecznych, o śmierci. Były momenty, w których osiągałem w tym zaskakujący dla samego siebie poziom, ale trudno o dyscyplinę i skupienie wewnątrz betonowej dżungli. Nie, że świadomie odchodziłem od spokoju ducha, tłumacząc to obecnością bloków. Skupienie po prostu rozmywało się gdzieś na ruchomym rondzie, w przejściu podziemnym, w galerii handlowej, na stadionie, w dniu otwierania koperty z podatkiem…

(więcej…)


25.05.17 Do skoksowanych sarenek. Z dedykacją od człowieka.

Za dwa dni 10 lat „DL”. Wczoraj byłem dzieckiem – jedną nogą w piekle. Dzisiaj jestem mężem – jedną nogą w niebie. Wczoraj byłem w szkole – dziś prowadzę lekcje. Wiele się podczas tych 10 lat nauczyłem, ale najważniejsze jest podejście do kwestii zła. Nie chodzi o cukierkowy pacyfizm. Zauważcie, że niektórzy na ulicy widzieli dużo, żyją poza prawem i na pewne zwyrodnialstwo się nigdy nie zgadzają (piona!), mimo że żyją w podziemnych środowiskach, a są tacy, którzy nie mają hamulców, depczą wartości. Oddzielenie jednych od drugich to dla mnie przełomowa sprawa. Nie można dyskutować z grzechem, bo cię pożre. Nie ma z jednej strony Bóg – Honor – Ojczyzna, a z drugiej np. traktowanie kobiet jak worków na spermę. Odzywają się do mnie różni (auto)kozacy-cieniasy, którzy nie potrafią walczyć, a chcą nauczać. Prężą się – „takie z nich zwierzęta, że nie potrafią żyć jak Mistrz przykazał”, a że teoretycznie wspierają dobre wartości, powinno się ich nazwać po imieniu – owszem, jesteście zwierzętami, ale to miks skoksowanej sarenki z kameleonem. Tak Was pewnie widzi Stwórca. A jako, że szatan krąży jak lew, łamie sarenkom nóżki i wpieprza ich mięcho (jako, że skoksowane to będzie miał więcej, wpasuje się przy okazji w trend GMO).

(więcej…)


25.05.17 W czasie wojny i tak znajdziemy się po tej samej stronie…

Od kiedy przestaliśmy iść – w miarę – ramię w ramię i wprowadzać w życie nowe pomysły na fali ulicznego, podziemnego fanatyzmu (fakt – pod dość ogólnymi hasłami, które wtedy widocznie wystarczyły…), popadliśmy w marazm skutkujący z kolei oskarżaniem jeden drugiego. W tym oskarżaniu dużo jest prawdy – nie ma co generalizować i zamieniać się z kolei w kółko wzajemnej adoracji, ale przecież bluzgamy się… stojąc de facto przed lustrem, za plecami widząc białego orła. Pozostaniemy nacjonalistami, ale pozostaniemy marginesem – te głosy są zatem głosami zwyczajnej frustracji. Nosimy na barkach „dobrą zmianę”, która po raz kolejny nie zrobi nic z brutalnością policji, która nazywa nas „patriotami NATO”, nie chce opuścić struktur UE i wiele innych, a to wszystko pod biało-czerwonymi flagami, co przysłania wzrok tysiącom naszych braci i sióstr, którzy zbyt szybko odetchnęli z ulgą.

(więcej…)


9.05.17 „Maszeruj albo giń”!

AKTUALIZACJA 25.05: W ostatnim czasie dostałem dwa sprostowania dotyczące kolejnej edycji Marszu Powstańców Śląskich. W jednym z nich pośredniczyłem w wymianie długich maili, mocno naładowanych emocjami. Cóż…, trudno mi się wypowiedzieć, gdyż to nie moja relacja, a korespondenta. Redakcja nie jest z tamtego regionu, więc realia zna średnio i opierałem się na zdaniu FA. Warto jednak dodać, że wielu ludzi z tym punktem widzenia się nie zgadza (ŁG). To hasło już od dawna powinno być skandowane na wielu, o ile nie na wszystkich manifestacjach organizowanych przez narodowców. Przedwczoraj z kilkoma znajomymi wybrałem się zobaczyć co tam słychać w mainstreamowych środowiskach narodowych. Na Placu Sejmu Śląskiego można było spotkać 100-150 narodowców (i tyle samo albo więcej flag i banerów), którzy brali udział w kolejnej edycji Marszu Powstańców Śląskich. Inicjatywa ta kilka lat temu zapowiadała się na jedną z lepszy na południu. Obczajcie filmik z 2014 roku [1], samego ONRu wtedy na tej inicjatywie było 60-70 osób, a marsz lekko gromadził kilka setek, przyjeżdżało na niego sporo ludzi spoza Śląska. Obecnie MPŚ idzie w kierunku jak najgorszym, a organizatorzy chyba pogubili się w tym, o co chodzi w tej inicjatywie… Na wstępie trzeba wspomnieć o zarzucaniu okrzyków antykomunistycznych, nie wiem jak już to skomentować, ale trudno oczekiwać by społeczeństwo jakoś przekonało się do ruchu, skoro on mentalnie jest w latach głębokiej komuny.

(więcej…)


4.05.17 Jestem Polakiem i narzekam na świat pełen rozczarowań.

Kolejna, chyba czwarta kawa powoli stygnie na brudnym biurku. Z nudów przeglądana tablica facebooka nie przynosi żadnych ciekawych wieści. Jakiś trener personalny pokazuje swoją klatkę, jakaś małolata wstawiła swe zdjęcie ze wstawionym przez aplikację nosem świni i durnym cytatem znalezionym przez wujka Google. Ktoś coś przebiegł, ktoś się odchudza, ktoś podkreśla, że w czasach tych wszystkich trenerów i biegaczy dobrze jest mu być zwyczajnym polskim alkoholikiem. Gdzieś tam był kolejny zamach, pod newsem setki „wzburzonych buziek”, co oznacza dokładnie tyle, że uzależniony od facebooka Kowalski, który dawno temu powinien się hajtnąć, ma co zrobić ze swoimi palcami, gdy akurat nie trzepie kapucyna przy RedTube. Jesteśmy naćpani informacjami, reklamami, pełni niespełnionych żądz. Nie ma prawdziwej wiosny, zimy…

(więcej…)


4.05.17 Po pierwszym maja. Od wyciśniętego jak cytryna…

Polacy to jedno z najbardziej zapracowanych społeczeństw w Europie. Dzieje się tak z różnych powodów. Jedni pracują dłużej z własnego wyboru, by poprawić swoją sytuację majątkową, drudzy po prostu muszą, bo tak sobie życzy, niemalże „pan życia i śmierci”, czyli szef. Są też tacy, którzy bez roboty nie potrafią żyć (znam taki przypadek), co dla mnie zakrawa już na chorobę umysłową. Oczywiście zdecydowana większość nie ma wyboru. Część osób daje sobie wmówić, że tak musi być, do tego niejednokrotnie łudzą się, że w razie problemów będą mogli liczyć na pomoc z tej drugiej strony barykady. Jako pracownik z szesnastoletnim stażem, mogę już coś na ten temat powiedzieć. Kiedy zaczynałem szukać zatrudnienia, sytuacja na rynku pracy była tragiczna. Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się taka możliwość, wziąłem tę robotę, choć wiedziałem, że nie będzie lekko. I nie było…

(więcej…)


4.05.17 Pan nie tylko Dobrych Łotrów, ale i prostytutek…

To było 10 października 2010 roku. Legia Warszawa i mecz z Den Haag, na którym oczywiście byłem, pozwoliły mi zobaczyć Jezusa w tych nietypowych, jak mi się wydawało, okolicznościach. Trzymaliśmy kartoniki od choreografii i kątem oka zerkaliśmy na stadionowy telebim. Kolega, który niejeden obcy naskórek zmywał ze swojego batona, powiedział mi, ślepemu:

– Boże Chroń Fanatyków i Jezus.

– Co? – spytałem, niedowierzając.

Wtedy niedowierzałem w Niego, ale powiedziałem:

– Kurwa, zajebiste!

Bo to proste hasło jest faktycznie tak wspaniałe, że wielu wytatuowało je sobie na ciele, zrobiło z nim odzież. Prawdopodobnie 100% trzymających kartony na tym meczu to dość sporzy grzesznicy, wielu chuliganów. Ale tu jest Jezus, kumacie? On nie jest jedynie Panem przesłodzonych chłopczyków z oazy, to Pan Dobrego Łotra i prostytutki.

Pokazaliśmy nie tylko sobie (!), całej Polsce, ale i kibicowskiemu światu Jezusa, co uważam dziś za największy (mający największe znaczenie) wyczyn typowo ultrasowski w historii Legii. Kurde, jakie to jest piękne. Hejterzy środowiska aż się zapluli, bo przecież co to za hipokryzja, a większość kiboli nie ma niczego wspólnego z życiem zgodnie z Dekalogiem. Owszem, ale czy lekarz przychodzi do zdrowych?

Poza tym, wiele opraw jest niczym obraz, można widzieć w nich wiele różnych przesłań, od modlitwy za głównego bohatera tego charytatywnego meczu z 2010 roku, po przesłanie dla zgniłego moralnie świata, którego przynajmniej część kiboli nigdy nie zaakceptowała. I nie zaakceptuje.

fragment „Dziennika odsuwania gałęzi” (Ł. Grower, 2017)

Strona 3 z 6912345...Ostatnia »