20.02.19 Kopenhaga w Warszawie?

Nie będzie tak jak było, bo świat już nie ten sam. Miłość to nie miłość. Pamiętam jak byliśmy za naszą Legią w Kopenhadze. To był 2008 rok, a my byliśmy zdziwieni chodząc wczesnym rankiem po ich „starówce”, że odbywa się w ten sam weekend jakaś sportowa olimpiada… pedałów i innych dewiantów (pełno tęczowych flag, scena…). Dziś mamy rok 2019, a prezydent… Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał „Kartę LGBT”, zobowiązującą stolicę Polski do szeregu inwestycji związanych z tęczowymi środowiskami. Jedną z nich mają być – uwaga – „specjalne zawody sportowe” (polecam „zawody imienia Palca Arboledy i kakaowego oka Smolarka” – pamiętacie…?). 11 lat i mogę mieć w ukochanej Warszawie „Kopenhagę”, na którą wtedy, chodząc z kumplami po Danii, wyzywałem i rzygałem na jej klimat, multikulturowość. Niestety, „wszystko, co na Zachodzie – idzie do nas” nie jest tylko pustym sloganem z Radia Maryja. Śmiejcie się, ale głównie wiara i ulica może nasz kraj uratować, bo politycy (nawet, heh, „chrześcijańscy”) to dziwki, które wytłumaczą sobie wszystko – byle się utrzymać.

(więcej…)


18.02.19 Prawdziwa miłość (+ nowy klip kibicowski).

Nowy „Antisocial”, start rundy wiosennej, nowy Sokół, pierwsze powiewy wiosny w powietrzu, nowe „TMK” z ciekawymi materiałami… Jest czym oddychać, mówiąc w skrócie… Pozostało tylko czekać na niedzielę, godzinę 18:00. „W życiu pewna jest tylko śmierć” – pomyślałem – wrzucając do plastykowego kubka po kawie kupon z „pewniaczkiem” (siedząc na stadionie przy Łazienkowskiej w 113 minucie). Ultrasi zaczęli z wysokiego Ceee, a piłkarze i trener zaczęli głupio się tłumaczyć, bo ponownie skompromitowaliśmy się u siebie, przegrywając z Cracovią. Z Pasami trenera, którego największym sukcesem są jakiekolwiek punkty… z naszą Legią. 0:2, a byłem przekonany, że będzie co najmniej 3:0. Witaj wiosno! Brzydki mecz, dziwne sędziowanie, aż dziewięć żółtych kartek i bezradność Mistrza Polski, szybko zacierająca dobre wrażenie po przygotowaniach do rundy wiosennej w Portugalii. Nie twierdzę oczywiście, że nie obronimy tytułu – taka to liga…, ale… daj pan spokój, nie tak miało być. Eh, skupmy się na pozytywach. Otwarty został rok Kazimierza Deyny – ikony, bo każdy wielki klub ma ikonę, musiał jakąś wychować! Odpalone zostały torby pirotechniki nad pełną Żyletą! Kartel Cracovii jak na siebie też nieźle, przede wszystkim z oprawą i pirotechniką, a więc pod względem ultras było kolorowo.

(więcej…)


15.02.19 I nie zmienia się nic…

Nie tylko naturalizowani gracze są problemem dla kibica reprezentacyjnego futbolu, któremu nieobce jest zdrowe podejście do kwestii migracji i do polityki w ogóle (oddzielanie jej od piłki już na początku mojego pisania nazwałem absurdem, więc nie będę się powtarzał), ale także zdrowe podejście do sportu. Niemiecki „Der Spiegel” ujawnił, że Szwaby (a jakże…) z niemieckiego Bayernu Monachium (a konkretnie prawnicy popularnego giganta) sprawdzają różne interpretacje przepisów, na bazie których mogliby… zakazać swoim zawodnikom występu w reprezentacjach narodowych (tak na marginesie, wiecie pewnie kto tam jest napastnikiem…, tylko czy nas to jeszcze coś obchodzi?). Wiadomo o co chodzi – o kasę, a o jakiekolwiek wyższe idee (Boże… już za takie trzeba uznać reprezentowanie swojego kraju…? Tak!) trudno jest nie tylko w Niemczech, ale w całej piłkarskiej czołówce. Ci ludzie dawno stracili zdrowy rozsądek i jakiekolwiek hamulce, liczy się tylko zysk. Potężne kluby – i tak bogate do porzygania – zwalniając na kadrę swoich najlepszych piłkarzy tracą pieniądze, bo nie mogą z nich w tym czasie korzystać (a muszą im płacić potężne premie). Przy argumencie pieniądza już niedługo jakiekolwiek inne argumenty stracą znaczenie, a najlepsze kluby, z jakimi jeszcze do niedawna mogła się zmierzyć np. Legia (Real Madryt), ale i AEK Ateny, Zvezda itp., nie będą grały z maluczkimi, a wraz z innymi potęgami utworzą Superligę.

(więcej…)


12.02.19 Nie szukam wroga, bo to on co chwila mnie odnajduje…

Na tyle na ile pozwala mi czas obserwuję protesty Żółtych Kamizelek we Francji i inne ruchy w Europie. Przypomina mi to niektóre obrazki z ukraińskiego Majdanu, szkoda, że – przy wszystkich różnicach w powodach, kształcie i sytuacji tych państw – zapewne skończy się jak zawsze – danym krajem będą nadal rządzić karierowicze. Każda epoka rodzi oddolne protesty, ale najczęściej jest to ostatnie (nie pierwsze!) słowo nabuzowanego ludu. Na więcej nie pozwala nam odwieczny (nie)porządek światowy. Czasem zastanawiam się jak dzisiaj, np. 12 lutego 2019, wygląda mój nacjonalizm, co ja właściwie czuję i na co czekam. Cóż, czekać możemy tylko na większe pospolite ruszenie, jak na Ukrainie, czy we Francji, bo dzisiaj skrajną prawicą w Polsce jest, heh, PiS, a reszta to „już w ogóle oszołomy”. Naszego Złotego Świtu nie mamy, bo NOP lata świetności ma za sobą (życzę najlepszego). Trudna sytuacja do walki politycznej – i trudna będzie aż do kolejnego zwrotu, niestety – do czasu ponownych wielkich emocji w narodzie, na kształt tych po 2010, które zmieniły dużo – nawet podejście do polityki na naszych stadionach.

(więcej…)


12.02.19 Zasady.

Na swojej drodze odsuwania gałęzi napotkasz nie tylko swoje brudy, ale także swoje ambicje. Idzie się w nich zagubić, na tyle, że w pewnym momencie dajesz sobie liścia (jeśli Cię na to stać…) i pytasz: co ja robię, o co tu właściwie chodzi? Czy nie tylko o to, aby było po mojemu? Ludzie są zmęczeni ciągłym motywowaniem, diabeł niszczy radykalizmem to w jedną to w drugą stronę. Śmieszny jest nie ten niedoskonały, a ten przegięty. No wiecie, nie zje jednego cukierka na urodzinach mamy, bo zaraz idealna krata pokryje się tłuszczem, albo zamiast krzyżyka kupionego u jubilera, nosi na klacie jakiś drewniany krzyż ścienny. Przegięty jak raper Sobota (wszystko jasne… prawda?). Z ambicjami jest podobnie, często swoje zaślepienie nazywamy twardymi zasadami, a zatwardziałe serce to przecież poważny problem – hodujemy potworka, o czym sam się ostatnio przekonałem na sobie.

(więcej…)


4.02.19 White Street Teacher.

Sam pisałem nie raz, że to fajnie, że jestem taki doświadczony, bo mogę patrzeć na świat z różnych perspektyw. Znam narkotyki, złodziejstwo, chuligaństwo, rozpustę, praktycznie wszelkie grzechy. Dziś jest to po prostu fakt, nad którym muszę przejść do porządku dziennego, inaczej – nic z nim nie zrobię, jak to się mówi: jest po frytkach. Nie ma co się zatem rozczulać, bo czasu nie cofniesz, trzeba się starać przemieniać to w dobro. Myślenie mi się jednak zmienia, bo do niedawna sądziłem, że ja to jestem kozak, pismak oświecony, gdyż za sprawą doświadczeń widzę kontrasty, widzę wszystko. „A MOHERY I INNE MUŁY TAKIE NUDNE”! Dziś wiem, że prawdziwym skarbem jest być czystym. Zacząłem szanować takie osoby, a jeszcze bardziej dzieci – moich podopiecznych. Do niedawna myślałem, że będę fajnym, luźnym wychowawcą, no wiecie, takim nauczycielem z „Green Street Hooligans”, który z małolatami pożartuje nawet na tematy, na które nie powinno się żartować z dziećmi. Tak – one przez Internet i tak za dużo dziś wiedzą, ale jako katolik mam być wojownikiem, a nie lemingiem i pokazać im bardzo ciężką, ale alternatywną drogę, która może (choć wcale nie musi) udowodnić im, że istnieje inne podejście do życia w XXI wieku, w czasach durnych YouTuberów i emo-raperów ze stanami depresyjnymi, będących ich idolami. Trener starał się być trochę podobny, a oni mają właśnie widzieć kogoś innego, a jednocześnie w porządku…

(więcej…)


3.02.19 Niedzielne zrzędzenie na grypie…

Udało się wstać. Nie tylko na grypie po 12 godzinnym, bolesnym, przerywanym śnie. Z dna nałogów dostałem się na swój prywatny szczyt, którym może być w tym wypadku zdrowy, wierzący człowiek z rodziną, który stworzył coś, co go utrzymuje. Z moralnego dna udało się wstać idąc za Chrystusem. Mimo to ciągle człowiekowi mało. To nasza ułomność, że chcemy być wyraźnie słyszalni, by coś wyraźnie nas pobudzało do życia. Dyktat emocji, żądza sławy, czy jednak potrzeba walki? Kiedyś, przed erą portali społecznościowych, niemal każdy głos był słyszalny. Teraz możesz sobie wydawać manifesty, nikogo to nie obchodzi. Frustraci nawet zabijają żeby zwrócić na siebie uwagę, ale tą uwagę mają jedynie przez kilka dni, bo potem i tak prawie każdy to olewa. Zbyt wiele mamy swoich spraw, zbyt wiele robimy na raz, by się oderwać, by coś zmienić. Przychodzi czas, by wydorośleć. Nie że zapomnieć o wszystkich sprawach… wydorośleć. Nie zgadzać się na zło wokół i ciągle walczyć, ale bez naiwnych oczekiwań. Tylko jak to zrobić skoro nie opuszcza nas wrażenie stale marnotrawionego czasu…

(więcej…)


30.01.19 (xWPWx) Wdzięczność na bladej twarzy!

X zmarznięta wbiegła do klubu na ostatnią chwilę przed treningiem (co jest u niej standardem, zabiegana rodzina) i przemknęła do szatni niemal niezauważona. Trzydziesto cztero kilogramowa jedenastolatka miała bladą twarz, tak że niemal wtapiała się w białą farbę ścian gymu, w którym prowadzono treningi sportów walki. Mimo młodego wieku X trenuje sporty walki już od sześciu lat, a więc od piątego roku życia. Teraz dowieźli ją z wioski pod miastem i jak zwykle biegła przerażona wizją spóźnienia z torbą większą od siebie. Z torbą sportową, w której trzyma wygodny strój, picie oraz cały sprzęt do walki sportowej.

(więcej…)


29.01.19 To jak zabawa w dwa ognie… czekasz aż piłka Cię dotknie.

Problem z nakręcaniem się na sukces i robienie szeregu rzeczy na raz (i to dobrze! Musi być najlepiej!) skutkuje tym, że człowiek jest rozhisteryzowany. A gdy jest rozhisteryzowany łatwiej mu popadać w gniew, czego skutkiem często jest grzech. Trzy kawy, trzy energetyki i do roboty! O kokainie nawet nie piszę… Widzicie sprzeczność ze spokojem ducha? Spokojnie, leming też widzi, ale co wybiera, by się uspokoić? Jogę, dalekowschodnie sposoby medytacji… To co modne na Zachodzie, który odcina się od swojej cywilizacji. Ostatnio zerwałem kolejne plakaty w kiblu w knajpie śniadaniowej (też modne w centrach miast, więc modne nurty religijno-filozoficzne mają drzwi otwarte…). Jedna z matek mojego podopiecznego zostawia go na treningu i śmiga na medytację wyluzować po robocie. Na buddyjską medytację… Młodsi kumple, ateiści, lubią spędzić czas przy zajaraniu sziszy.

(więcej…)


25.01.19 Boso, ale w ostrogach…? Nie dzisiaj…

Żyjemy w ciekawych czasach, bardzo nastawionych na „prawa jednostki”. Nie tylko liberalni politycy przesadzają, nie tylko pop-gówniane seriale je lansują na sposób skrzywiony (nie ma wszak niczego złego w wolności jednostki), bo jak pokazuje czas przenikają one we wszystkie obszary życia. Możemy się bronić, że jesteśmy jako uliczna subkultura niezależni od polityki i popkultury, ale to nieprawda. Skoro każdy wszędzie wszystko może i jest tak zajęty dodawaniem newsów z własnego podwórka oraz gonieniem reszty stawki, że nie ma czasu na refleksje, dlaczego miałby przestrzegać jakichś dziwnych, mitycznych zasad? Kto je ustalał i dlaczego nie ja? To takie współczesne… Na każdym kroku ktoś wciska ulotkę, a także swoją jedyną prawdę. To, plus tablica facebooka obciąża głowę, aaaa w duuupie to maaam… Zauważcie, że cichym celem liberalizmu jest zanikanie jako takich wspólnot, wspólnych zasad wykluczających innych (tych ewidentnie łamiących je) ze swojego grona. Mówi Wam to coś?

(więcej…)

24.01.19 Świadectwo’2019. „Nigdy nie poddawaj się presji z zewnątrz”!

Zaczęło się w okolicach 2012 roku… To już 7 lat nawracania (ten proces ciągle trwa…), bo moje życie w tym okresie trudno uznać za święte… Nie ma zatem jakiegoś „punktu X”, po którym wszystko byłoby radykalnie inne, jednej daty. Odsuwana jest gałąź po gałęzi, tak że patrząc dziś na siebie sprzed ok. 7 lat, widzę zupełnie innego człowieka, aczkolwiek z tymi samymi predyspozycjami (wtedy wykorzystywałem je przeciwko Bogu, nawet o tym nie wiedząc…)! Obecnie znalazłbym w swoich tekstach z tamtego okresu dużo niewiedzy, a za 7 lat mogę spojrzeć skrzywiony na w tym momencie pisane świadectwo’2019. Droga jest nieskończona, nie ma co się przejmować… Bóg widzi, Bóg wie. 2012…, idę do pierwszej od wielu lat (od czasów dziecka z podstawówki) spowiedzi. Zaczęło się od muzyki, jak wiele w moim życiu.

(więcej…)

23.01.19 Dzwonię!

Dzwonię z dobrą informacją! Uzbieraliście dla dwóch dziewczynek na obozy sportowe! To wielki sukces dla mnie, że udało się to zorganizować na „DL”. Niepozorna akcyjka niszowego projektu, ale dwie młode istoty mają dzięki temu wakacje sportowe i mogą rozwijać pasję! W ich imieniu bardzo Wam dziękuję, nie zmarnuje się ani złotówka, mam nadzieję, że one nie zmarnują talentu. To co jeszcze wpłynie do mnie z dopiskiem „darowizna” (maila znacie…) zostanie dołożone im albo do zawodów sportowych, albo do – kto wie – może jeszcze jednego dzieciaka na obozie? W każdym razie – udało się! Sucha pomoc bezpośrednia pozwala na chwilę odłożyć metafizyczne rozkminy i po prostu pomóc. Na chwilę… 

(więcej…)

23.01.19 Najprawdopodobniej jest to myśl zboczona…

Ateny to syf, ale i strefa wojny 24/h, co potwierdzają kolejni kumaci ludzie, którzy tam latają szukać spontanu i klimatu. Moje bilety też są kupione! Od dawna śledzę ligę grecką, nie tylko AEK, ale wszystkie klimatyczne kluby – Olympiakos, Panathinaikos, PAOK, ich protesty przeciwko policji na ulicach… Fakt faktem śledziłem Greków nieco przez pryzmat AEKu (o czym wiecie…), który jakoś mnie zainspirował swoimi dawnymi awanturami i klimatem, ale oczywiście trudno mi do końca się z nimi utożsamić. Szukałem na siłę ich old schoolowych zdjęć z czaszkami znanymi z niekoniecznie komunistycznych mundurów, znalazłem kilka, ale nieliczne akcenty drugiej strony (i info o jednej prawej grupie…) nie zmieniają faktu, że AEK jest klubem lewackim…

(więcej…)

17.01.19 „Ja tańczę”… „Może tańczysz dla zła”?

„Dziadek z Voo Voo” wypuścił pierwszy singiel z nowego albumu, a ja dziwię się, że znowu moje ręce obeszły przy tym delikatne ciarki. Dziwię się, bo gustuję raczej w muzyce młodszych Waglewskich (Tworzywo i inne projekty Fisza, Emade…), których mam wiele płyt, ale „7” Voo Voo, a więc poprzednią płytę zespołu „starego W.”, kupiłem. Teraz na klipie do „Się poruszam 1” widzę panią tańczącą na protestach… żółtych kamizelek, a wraz z nią nawet kilku demonstrantów. O! Te ciarki mi przeszły na świetne spontan-tło i dobrą muzykę (klip jest genialny, ma klimat, jest wewnątrz gorących wydarzeń), ale gdy usłyszałem już uogólnianie w tekście, że „tańczę na nienawiść” to mi się stary nie Waglewski, a Grower w środku odzywa… Rozumiem sprzeciw wobec nienawiści i też mnie ona denerwuje, gdy jest patologiczna i bezmyślna. Z drugiej strony mamy przecież instynkt obywatelski i charakter, które to nie pozwalają na zamknięcie ust nam-społeczeństwu, stłumienie ludzi, całkowite zdeptanie godności. Także jeśli jest protest w słusznej sprawie, to „tańczenie” (czy inne pisanie kredą…) można uznać co najwyżej za głupotę, a nie uznawać za nią sam protest… Ja tańczę… gdy zabijają dzieci, ja tańczę… gdy nie stać mnie na paliwo? Zaśpiewałbyś tak panie Waglewski? Rozumiecie tą ignorancję?

(więcej…)

16.01.19 „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” – czemu?

Zaksięgowane do dziś wysyłki z „Drogą Legionisty” nr 24 zrealizowane, a więc niedługo przystąpicie do 100 stron lektury (dodałem też po dużo vlepek, prośba o promocję za ich sprawą)… Dzięki za zaufanie, niektórych od długich lat! Oczywiście „DL” zmieniła się, bo zmienił się (wewnętrznie) naczelny, ewoluowała. Tak jak Legia Warszawa jest wyrzutem sumienia dla innych ultras, tak praktykujący katolik jest wyrzutem sumienia dla „katolika” niepraktykującego, który rzekomo wierzy w Boga. Rzekomo, bo niby wierzy i wyznaje (na garderobie…?), ale nie interesuje go, co On ma do powiedzenia (a to dziwne połączenie, prawda?). Lepiej zamieść pod dywan to, że „trzeba się karmić chlebem i winem”…, a więc także spowiadać się i uczestniczyć w niedzielnej mszy świętej. „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” – to klasyk opinii od czytelnika dla każdego nawróconego twórcy z podziemia (rap, pisanie, żadna różnica…). Męczące to jest, bo znajduje się gdzieś na poziomie pytania „dlaczego zagubiony w ciemnym lesie człowiek świeci sobie znalezioną przed chwilą latarką, skoro tak fajnie sobie radził biegnąc na ślepo?”. Gdy znajdziesz światło widzisz więcej, szerzej, w większej liczbie kontekstów, celnie niczym rzuty Prewitta, aczkolwiek trudno to widzieć w takiej perspektywie osobie „z zewnątrz”.

(więcej…)