4.05.17 Po pierwszym maja. Od wyciśniętego jak cytryna…

Polacy to jedno z najbardziej zapracowanych społeczeństw w Europie. Dzieje się tak z różnych powodów. Jedni pracują dłużej z własnego wyboru, by poprawić swoją sytuację majątkową, drudzy po prostu muszą, bo tak sobie życzy, niemalże „pan życia i śmierci”, czyli szef. Są też tacy, którzy bez roboty nie potrafią żyć (znam taki przypadek), co dla mnie zakrawa już na chorobę umysłową. Oczywiście zdecydowana większość nie ma wyboru. Część osób daje sobie wmówić, że tak musi być, do tego niejednokrotnie łudzą się, że w razie problemów będą mogli liczyć na pomoc z tej drugiej strony barykady. Jako pracownik z szesnastoletnim stażem, mogę już coś na ten temat powiedzieć. Kiedy zaczynałem szukać zatrudnienia, sytuacja na rynku pracy była tragiczna. Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się taka możliwość, wziąłem tę robotę, choć wiedziałem, że nie będzie lekko. I nie było…

(więcej…)


4.05.17 Pan nie tylko Dobrych Łotrów, ale i prostytutek…

To było 10 października 2010 roku. Legia Warszawa i mecz z Den Haag, na którym oczywiście byłem, pozwoliły mi zobaczyć Jezusa w tych nietypowych, jak mi się wydawało, okolicznościach. Trzymaliśmy kartoniki od choreografii i kątem oka zerkaliśmy na stadionowy telebim. Kolega, który niejeden obcy naskórek zmywał ze swojego batona, powiedział mi, ślepemu:

– Boże Chroń Fanatyków i Jezus.

– Co? – spytałem, niedowierzając.

Wtedy niedowierzałem w Niego, ale powiedziałem:

– Kurwa, zajebiste!

Bo to proste hasło jest faktycznie tak wspaniałe, że wielu wytatuowało je sobie na ciele, zrobiło z nim odzież. Prawdopodobnie 100% trzymających kartony na tym meczu to dość sporzy grzesznicy, wielu chuliganów. Ale tu jest Jezus, kumacie? On nie jest jedynie Panem przesłodzonych chłopczyków z oazy, to Pan Dobrego Łotra i prostytutki.

Pokazaliśmy nie tylko sobie (!), całej Polsce, ale i kibicowskiemu światu Jezusa, co uważam dziś za największy (mający największe znaczenie) wyczyn typowo ultrasowski w historii Legii. Kurde, jakie to jest piękne. Hejterzy środowiska aż się zapluli, bo przecież co to za hipokryzja, a większość kiboli nie ma niczego wspólnego z życiem zgodnie z Dekalogiem. Owszem, ale czy lekarz przychodzi do zdrowych?

Poza tym, wiele opraw jest niczym obraz, można widzieć w nich wiele różnych przesłań, od modlitwy za głównego bohatera tego charytatywnego meczu z 2010 roku, po przesłanie dla zgniłego moralnie świata, którego przynajmniej część kiboli nigdy nie zaakceptowała. I nie zaakceptuje.

fragment „Dziennika odsuwania gałęzi” (Ł. Grower, 2017)


2.05.17 Buduj łódkę. Łataj dziury.

Co by powiedział Jezus na nasze pasje? Na huśtawki nastrojów XXI wiecznego frustrata? Nie wiem tego… Wiem za to, że potrafił zobaczyć w grzeszniku kogoś więcej niż widzieli w nim inni. Spytać oskarżycieli, czy są pewni, że mogą rzucić kamieniem. Nie tylko kibice w historii rzucali kamieniami, w ogół kibiców, często Dobrych Ludzi, także rzucano i rzuca się cały czas. Świat stał się tak zagmatwany, że wszyscy błądzimy myśląc o tym, co jest prawe, a co lewe. Bywa, że sami nie wiemy, czy stoimy po stronie dobra, czy zła. Jezus lekarz przyszedł jednak do grzeszników, do chorych, a nie zdrowych. Nie ma innej recepty na zło niż Jezus Chrystus, dojrzejesz do tego, gdy postarasz się zrozumieć tajemnicę odkupienia. Jeśli Go nie chcesz słyszeć, nie jest to wina Boga, lecz Twojego grzechu i pychy. Wiem, bo nie raz sam Go zakopuję głęboko. Świat ciągle krzyczy, krzyczy, ja nadal wierzę, wierzę – to niesamowite, że gdy już Go poznałeś, nawet na dnie, bo i tam się niestety ponownie znajdziesz, pojawi się Jego sylwetka z wyciągniętą, przebitą dłonią. Świat będzie krzyczał, a Ty „zachowasz się nieracjonalnie” i chwycisz tę zakrwawioną dłoń, ponownie nie czując wstydu.

(więcej…)


1.05.17 „Muszę być skałą”… „Strajk generalny” po pierwsze w Tobie!

1 maja, zwany świętem pracy, o które kilka lat temu upomnieliśmy się również my – nacjonaliści. Jakie sam mam doświadczenia? Takie, że zastane warunki doprowadzały mnie do kurwicy i buntu… Podobnie jak kolejni szefowie. Od 16sto letniego pracownika budowy, którym byłem, poprzez wszystkie inne prace. Wreszcie pokazałem środkowy palec i stwierdziłem, że dam sobie radę i coś stworzę. Udało się. Muszę być skałą! – nawijał kiedyś Małpa, a że jest trudno to wie każdy kto podjął jakąś walkę na tym świecie. Walkę o siebie, walkę z przeciwnikiem, walkę z Systemem, czy z rynkiem pracy. Wszystkie nasze wartości czeka kryzys, który trzeba będzie przezwyciężyć. Ale to piękne znowu powstać z kolan, a jeszcze piękniejszym jest spojrzeć wstecz i widzieć efekty niepoddania się (równocześnie szykując się na nowe starcia). Kto przegrane uważa za wstyd, nie wygrał więcej nic ponad pic! – to z kolei Rogal DDL. Będą z nas szydzić, mieszać z błotem, pukać się w głowę, że tylko idioci wybierają taką drogę. Kolejna satysfakcja – patrzę lata wstecz i myślę sobie, że jednak dałem radę, że wychodzę na dobre ze swoimi postanowieniami. Nikt nie będzie za nas umierał bracia i siostry, więc śmiało miejcie swój pieprzony plan! Ja zamiast manifestowania w tym roku podpisałem umowę… sam ze sobą, a więc zatrudniłem się na swoim. Opłaty i koszta były, są i będą, ale po co jest kalkulator?

(więcej…)


1.05.17 Macie dla Legii Warszawa jakichś rezerwowych…?

Jakby nie było, piłkarska Polska zawsze cisnęła sto(L)icy. Podkradanie piłkarzy „do wojska”, wygwizdany Deyna podczas meczu kadry na Śląsku, itd. – wszyscy o tym słyszeliśmy. Gdy nie zdobędziemy mistrzostwa, wszyscy którzy akurat zdobyli (na chwilę :-) wypominają Legii „gdzie nasze berło?”. Czy my wypominamy to za każdym razem wszystkim (tymczasowym) mistrzom? Raczej nie, bo kto by o jakichś tam (tymczasowych) mistrzach pamiętał i się nimi przejmował? Wszyscy wiemy, że ich mistrzostwo to m.in. równoznaczność zawalonego sezonu tegorocznego uczestnika Champions League, aż i tylko to, bo po prostu faworyt nie zawsze wygrywa. Wy bredzicie wszem i wobec, że stolica jest uprzywilejowana – kibice CWKS przekornie podkreślają wyższość stolicy i Legii jako klubu, robię to także ja, prowokując specjalnie. Proste. Skoro poświęcacie Legii tyle uwagi, usłyszcie jeszcze raz, że jest Wielka. Drżą przed nią mafiosi z UEFA, a nie peerelowskie dziadki okręgowych związków piłkarskich.

(więcej…)


1 maja – Święto utrudzonych i obciążanych…

Nie wszyscy świętują, niejeden/jedna z Was pewnie Święto Pracy spędza przy linii produkcyjnej wykonując swoje zawodowe obowiązki. Tak niestety wygląda robotnicze życie, którego większość z Nas nie wybrała, była to raczej konieczność egzystencjalna. Konieczność stworzona przez organizatorów sporej części naszej doczesności, ci organizatorzy to państwo, korporacje, międzynarodowe elity polityczno (ideowo)–biznesowe. 1 maja to bardzo gorzki dzień dla siły roboczej, mimo iż jest poświęcony naszej pracy, tak naprawdę jest manifestacją wyższości pracodawców nad pracownikami, bo gdy Twój szef odpala dzisiaj grilla gdzieś na zagranicznym wypadzie, Ty pracujesz w jego firmie. W nasz dzień powinniśmy przypomnieć wszystkim jak postrzegamy swoją pracę i jak chcemy by była postrzegana.

(więcej…)


26.04.17 Sprawa Walusia. Nie idźcie na manifestację 5 maja!

5 maja w sądzie w Pretorii ma odbyć się decydujące starcie prawnicze w sprawie uwolnienia Janusza Walusia. Rzecz jasna psy już szczekają, a właściwie to lisy, a nie psy. Kij z nimi. Większym problemem są jakieś nieprzemyślane akcje z teoretycznie naszej strony barykady. Właśnie 5 maja pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie ma się odbyć pikieta w sprawie uwolnienia Walusia. Idea zacna, ale jest pewne „ale”. NIE jest to akcja organizowana ani przez JWOSC, ani przez rodzinę Walusia. Przypomnijmy w tym miejscu, że JWOSC działa za wiedzą i zgodą samego Walusia. Akcja daje tylko pożywkę lewackim hienom i kłamcom z czerwonego prostokąta. Nie będziemy oceniać co przyświeca organizatorom – czy autentyczna chęć pomocy, czy tylko próba autopromocji przy nośnym i szczytnym celu – ale jeśli ktoś z Was chce rzeczywiście pomóc Januszowi to zachęcamy do kupowania gadżetów-cegiełek, z których zysk jest przeznaczony dla rodziny Walusia.

(więcej…)


21.04.17 Potomkowie Dobrego Łotra. Prawda i odwaga.

Nie chcą pozwolić ludziom się po sportowemu nienawidzić. Po sportowemu, bo mimo, że animozje są ogromne, to przecież wiem, że kibic innego klubu ma bardzo podobny system wartości do mojego i dlatego możliwy jest np. wspólny Marsz Niepodległości, czy też sojusz na kadrę. Jeśli ktoś łamie te zasady, jest odpowiednio komentowany i nie tyczy to tylko chęci komentarza słownego… Nie każdy rozumie, że bluzgając na trybunie przeciwnika, ba – nawet za nim ganiając, człowiek w gruncie rzeczy miłuje cały ruch kibicowski i to ekstremalne hobby, aczkolwiek kłamstwem byłoby napisać, że zawsze jest tego w pełni świadom. Tymczasem nie chcą nam pozwolić się pogonić, zamykają sektory na coraz więcej derbowych pojedynków, niczym w Grecji. Jak wiecie, czuję pewien rodzaj sympatii do tamtejszego ruchu (Ateny!), ale co tam w zasadzie obserwować, odpalanie pięciu rac przy pustej klatce? Niszczą piłkarskie święta, jak gdyby całe zło świata kumulowało się na trybunach. Gówno prawda!

(więcej…)


18.04.17 W którą stronę ryzyko?

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). Wielki Tydzień, a szczególnie ostatnie jego dni, to najlepszy czas by przemyśleć czym jest wiara. Tym bardziej czuję się w obowiązku wyjaśnić jak sam ją postrzegam, ponieważ nie raz w swoich tekstach powołuję się na nauczanie Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to dla każdego wierzącego najważniejsza, a jednocześnie najtrudniejsza z prawd do przyjęcia. Uzmysłowienie sobie, że Chrystus to wszystko zrobił dla każdego z nas, a potem próba naśladowania Jego drogi życiowej. Wiara to słowa i czyny, podobnie jak ewentualna świętość. Ufność w Bogu Ojcu, Synu Jezusie Chrystusie i Duchu Świętym wykracza właściwie poza każdą doczesną „prawdę”. Mając głęboką świadomość, katolicką świadomość, każda idea stworzona przez człowieka wydaje się zwyczajnie ułomna, a idee, które wprost zaprzeczają istnieniu Trójcy Świętej, najzwyczajniej głupie.

(więcej…)


16.04.17 Nowa jakość. Gdybyś wiedział, że zdejmie twe kajdany…

Jedna z najlepszych scen „Pasji”, chociaż cały ten film jest generalnie jedną wielką najlepszą sceną: widzimy jak Żydzi wyrzucają kamienie, a do nogi Jezusa zbliża się czołgająca cudzołożnica, Maria Magdalena [1]. Mistrz, jak gdyby nigdy nic, pisał po tym wystawieniu na próbę palcem po piasku. Mel pozamiatał, przyzna to każdy kto zna się na filmie. Ale jeszcze bardziej pozamiatał Jezus, bo „Pasja” oparta jest na Ewangelii. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem! Zna to każdy, więc Gibson mógł być oszczędny w słowach, wystarczyła piękna muzyka. Rzucamy cały czas, chwytamy się dosłownie wszystkiego, całej naszej pychy. Nawet w Waszych środowiskach ulicznych wielu wyciąga drugiemu błąd, bo chowają jakiś uraz, a tak naprawdę sami nie raz dali z czymś podobnym dupy, ale może akurat nikt się nie połapał, nie widział, nie poskładał klocków [2]. Po prostu nie wierzę w ludzi idealnych, albo całkowicie bez winy we wszelkich możliwych kontekstach w jakich błyszczą w tłumie. Wielu ukamieniowanych dobrych ludzi żyje na marginesach, odrzuconych przez pyszne społeczności. To część historii świata.

(więcej…)


16.04.17 Odpoczynek od sportu jest… częścią Straight Edge.

Na czas Wielkiego Tygodnia staram się wyluzować z treningami. Od Wielkiego Czwartku nie robię nic. Od Wielkiej Soboty zaczynam konkretnie wiercić się w fotelu, ale jeszcze nie – jeszcze dwa dni. Powiecie, że to tylko kilka dni, ale kilka dni dla osoby uzależnionej od sportu to bardzo długo. Od jakiegoś czasu moja regeneracja trwa najdłużej dwa dni w tygodniu, a zazwyczaj jeden dzień – w niedzielę. Po trzech dniach stara się mnie opętać myśl, że forma drastycznie spada, a bebzun rośnie, co jest oczywiście przesadzone i ja to wiem, ale mój nałóg nie daje za wygraną. Łączę miłość do sportu z wiarą, bo nie powinienem, nie mogę się zadręczać jakimiś ziemskimi ambicjami, a zatem tylko Chrystus daje mi w spokoju opanować chęć pobiegnięcia na salę. Trzeba znać priorytety i pocieszać się, że teraz jest czas na rzeczy ważniejsze, a od nowego tygodnia wystrzelimy z potrójną siłą na wypoczętych mięśniach. Na wypoczętej, co jeszcze ważniejsze, psychice – głodnej wysiłku, potu, przełamywania siebie.

(więcej…)


16.04.17 Instytucje skażone grzechem pierworodnym. Część 2.

Zaufanie do instytucji Kościoła jest sprawą bardzo specyficzną. Taką, którą musimy przyjąć w kontekście ludzkiej niedoskonałości, o której pisałem już tutaj, w pierwszej części tych rozważań: LINK. Jestem pewien, że Watykan nie jest czysty, tak jak nie jest czysta żadna ludzka zbiorowość. W każdej bandzie znajdzie się jakiś Hanior, nie znaczy to, że banda jest zła. Zmarły jakiś czas temu ksiądz egzorcysta (przeprowadził ok. 70 tysięcy egzorcyzmów!) Gabriele Amorth tak mówił w jednym z wywiadów: również w Watykanie są członkowie sekt satanistycznych. Są wśród nich księża, proszę pana, a nawet kardynałowie (z książki Stanzione „Diabeł się mnie boi”, 2016)! Musimy zrozumieć i przyjąć, że do każdej masówki wkradnie się nieprzyjaciel, by rozbić ją od środka, lub by udawać z innego powodu, to logiczne jak cała agentura w polityce i zwyczajne pozerstwo. Sekty, masoni? To brzmi egzotycznie, fakt, ale jeśli chcesz do bólu przyziemne wyjaśnienie, ujmę to tak: skoro tysiące kolesi przebiera się w specyficzne szaty, by chwalić Boga (księża), czemu setki przeciwnych im kolesi niemiałyby ubierać się w dziwne szatki, by im się przeciwstawić? O masonach wiele mówił ojciec Kolbe, a także inni wybitni ludzie Boga. Uznaję ich istnienie za fakt, zresztą całkowicie naturalny.

(więcej…)


15.04.17 Co słychać na nacjonalistycznych portalach?

Na początek wytłumaczę się, że jeśli kogokolwiek tu chwalę – nie ma to związku z jakimkolwiek cukrem, lub interesem, chyba że interesem szeroko pojętego nacjonalizmu. Ostatnio imponują mi jakością swojego portalu koledzy z 3droga.pl. Antyimperializm, zdrowy pogląd na polską politykę (starają się pisać bez oszołomstwa, ale i bez uprzedzeń) i na Syrię, a także rozwijany dział kulturalny (nasz wspólny konkurs Orle Pióra, który oni wymyślili, recenzje itd.). Jest też mocno zaznaczony katolicyzm, który świetnie zazębia się z nowoczesnym nacjonalizmem tam promowanym. – A jeśli ludzie nie wierzą w Boską Istotę? – Mówię im, żeby spieprzali. Nie mogę marnować czasu na ateistów. Nie mają intelektualnego podparcia – pisał wszak Roberts w powieści „Cień Góry” (2015), heh. Do tego trzymający od lat poziom autonom.pl, Szturm… brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Aktualnie nacjonalizm leży jeśli chodzi o aktywizm, ale rozkwita jeśli chodzi o media i to po prostu musi zaowocować bracia i siostry, może po prostu potrzeba nam nieco cierpliwości i dorośnięcia najmłodszego pokolenia aktywistów, którzy dadzą tu nową jakość, wolną od naszych ograniczeń, narastającego lenistwa? Nie wiem tego, ale po portalach widzę, że jakość intelektualna wzrasta. Bo przystawmy do niej dziesięć lat wstecz, kiedy mało kto potrafił powiedzieć coś więcej (może prócz NOPu i jego „Szczerbców”, których roli trudno nie docenić) niż „Polska dla Polaków”. Dziś nadal się kłócimy, ale coraz merytoryczniej, heh.

(więcej…)


11.04.17 Czy cokolwiek po nas pozostanie?

Częstokrotnie w mojej głowie pojawia się to pytanie. Nie w kontekście samego ruchu, ale w ujęciu globalnym, epokowym. Zawsze imponowało mi Średniowiecze, nie tylko ze względu na stosunek do wiary – ludzie wieków średnich stawiali Boga w centrum swojej egzystencji, ale w głównej mierze dlatego, że odkąd pamiętam Średniowiecze przedstawiano mi jako coś najgorszego, ciemnego i złego. Poczynając od polskiej edukacji, kończąc na mediach, epoka w której żył Dante czy Tomasz z Akwinu sprowadzana była do ogólnikowych pojęć takich jak „zaścianek” i „ciemnogród”. Zdaniem wielu współczesnych, ten czas powinno się wymazać z historii ludzkości. Tak pokochałem ten okres w dziejach świata, że zacząłem interesować się duchem epoki, zwyczajami, w końcu osiągnięciami. Nie chciałbym jednak bawić się tutaj w historyka, stawiam sobie raczej za cel udowodnienie, że Średniowiecze włącznie ze swoimi wszystkimi wadami było epoką ludzi żywych w przeciwieństwie do czasów, w których przyszło nam żyć.

(więcej…)


3.04.17 A jeśli to wiosenne „last minute”?

Wbijam szpachelkę w ścianę. Po stercie śmieci chodzą różne rodzaje pająków, każdy ruch powoduje unoszenie się tumanów kurzu. Soczewki obrosły jakimś pyłem. Dzień później Tau dał mi nowy singiel, w którym pyta: co by było gdyby to by było „last minute”? Co byś uczynił w niej? [1]. Co jest dla mnie jako człowieka korzystne, a co niekorzystne…? Uśmiecham się, bo aktywizm jest chyba korzystny, mimo że bez Tau-owego dylematu właściwszym wydaje się przyziemna tęsknota: ktoś robi grilla, a ja tu zapierdzielam w pierwszych, pieprzonych promieniach wiosny. Siedzenie przy kiełbasie jako sens każdego weekendu (nie mylić z relaksem od czasu do czasu) trzeba zdmuchnąć niczym ten kurz z polskich slumsów, nie pozwolić, by paprochy osiadły na sumieniu synów i córek tych bloków, kamienic [2]. Musztarda nie może wygrać z miłością, ale lenistwo nią zalane już potrafi, o tak! Najpierw chorujemy na lenistwo duchowe, brak chęci na wyjście spoza wygodnego egocentrycznego kokonu.

(więcej…)

Strona 5 z 70« Pierwsza...34567...Ostatnia »