14.07.17 Zestaw, który musisz zabrać na wojowniczą drogę…

Chcę przeżyć te chwile satysfakcji, radości z triumfu! By je jednak przeżyć, najpierw muszę ciężko pracować, a następnie w najważniejszym dniu wygrać. Znane, proste, lecz ciągle od nowa wymagające. I kuszące, wciągające… A czas leci, łydy coraz mocniej to odczuwają. Czas leci na minus dla ciała – mimo wszystko kalendarza nie oszukasz, ale na plus dla doświadczenia i psychiki, więc to nie tak, że tylko tracisz atuty przed małolatem będącym w pełni formy fizycznej. Coś za coś… jak to w życiu, buntujące się powoli ciało za coraz większy spokój psychiczny. Kiedyś byłem na takim jednym szkoleniu i starszy, ale trenujący ciągle trener kickboxingu śmiał się sam z siebie, że potrzebuje pewnego zestawu supli żeby w ogóle jego organizm mógł „odpalić”. Paliwo – „odpalenie”, a potem (po treningu/walce) znowu stoi jak grat, a do kibla wstaje niczym inwalida. „Sport to zdrowie”…, co nie? No, ale gdy już odpali, będzie dla tego w pełni formy młodziaka sporym zagrożeniem, bo wie co i jak, gdzie i kiedy „girę wsadzić”. Wiek nie jest wymówką. Mi wręcz pozwolił poukładać sobie wszystko w głowie (bo w łydach to się samo układa, heh).

(więcej…)


14.07.17 Nieopłacalne spędzanie czasu.

Znalazłem przypadkiem kumpla z podstawówki – w Internecie (mieszka w innym mieście). Lubiłem gościa, więc zagadałem, co tam słychać i że można się spotkać powspominać solówki na przerwach (pamiętam, że przewalczył jedną z… całą kanapką w ustach, po prostu zwolnił w ten sposób ręce – i nawet nie ucierpiała, heh), czy grę w piłkę. Spoko, wszystko fajnie – trochę gadamy jak za starych czasów, a kilka dni później gościu proponuje mi spotkanie… biznesowe, bo on jest czegoś tam przedstawicielem. Kopara mi opadła i zrezygnowałem z odnowienia kontaktu. To już nie jest Pawełek tylko przedstawiciel firmy X. Schowali się po różnych mrocznych instytucjach. Pożarła ich galopująca prostytucja – Republika sama ciśnie się na usta.

(więcej…)


11.07.17 Trump’ek. No dobra…, a są jakieś plusy tej gry?

Mówienie o obronie cywilizacji, jednoznacznie wskazując na islamski ekstremizm jako zagrożenie i na chrześcijaństwo jako szansę, może przynieść pozytywne skutki nawet wbrew temu, co faktycznie robi (i finansuje) USA. Spotkałem się już z wynoszeniem Trumpa pod niebiosa przez… no właśnie, lemingów. Plastykowa laska nie szuka „tęczowego postępu” tylko Boga, heh – to nawet ciekawe! Nawet jeśli czyni to razem z Trumpem i Kaczyńskim, wajcha mainstreamowego dyskursu (która nigdy nie będzie całkowicie u nacjonalistów) przechyliła się znacznie w naszą stronę. Tak – to ważne, by ktoś chociażby mówił (wiem, że oni zazwyczaj tylko paplają…) o naszych wartościach, bo każdy człowiek to przemieli po swojemu, a zawsze słowa mainstreamu powodują, że wyśmiewane poglądy wracają do gry o dusze ludzi.

(więcej…)


10.07.17 Refleksje po hamburskim weekendzie z G20.

Zakładam kask, na który wszyscy narzekają („nie chcę tego, po co mi!”), ale który jest obowiązkowy w walce sportowej. Zakładam szczękę, ochraniacze i inne obowiązkowe elementy stroju do walki. Cholera, jakie to niewygodne – myślę sobie, ale coś przywołuje mnie do porządku. Gdy sięgniemy inspiracją do naszych rycerzy, czy do japońskich samurajów…, który z nich miał wygodnie? Hełm oznaczał wojnę. Wciskam piankowy kask, przez niego pot leci mi strumieniami z łysej czaszki, ale to zaszczyt się tak pocić – pocić się jak wojownik, nie jak grubas z chipsami, wchodzący właśnie w trudach po schodach na pierwsze piętro swojego mieszkania. Wychodzenie na trening w upał, ubieranie tego badziewia, pralka pełna przepoconych szmat. Takie jest życie będące walką. Podobnie jest z zamaskowanymi demonstrantami. Telewizja wyzywa tych lewaków, ale przesadza – tak jak przesadzano, gdy hejtowano nas za rozruchy na najlepszych, świętej pamięci marszach 11.11.

(więcej…)


10.07.17 Czekając na starą…

Wszystkie dzieci odebrane ze szkoły, a on jeden czeka. Jako, że ledwie skończył osiem lat i jest nieco cofnięty w rozwoju (brak rozmowy w domu…), mały umysł nie podpowiada zbyt racjonalnych pomysłów. Płacze, grzebie kijem w ziemi i wymyśla jakieś bzdury, co minutę pytając mnie o coś w związku z owymi bzdetami. A może przez wiatr drzewa spadły na jezdnię? Może był wypadek? Może mama dostała mandat?! Ona ma długi, a tu jeszcze jej wlepią karę… o Boże! Mama ma długi, a teraz dostanie przeze mnie mandat! Powtarza się, panikuje. Jedną ręką dłubie kijem w ziemi, a drugą miętoli brudne, ciut za duże dresy – nieadekwatne do dusznej pogody.

(więcej…)


9.07.17 Gałęzie przysłaniające widzenie. Fragment „Dziennika…”.

Szukanie nowych sposobów ekspresji i przekazywania informacji stało się modnym kierunkiem wśród Autonomicznych Nacjonalistów, jednak gdy znudziło nam się wieszanie plakatów, nagrywanie rapu i malowanie graffiti dotyczącego bohaterów, okazało się że nowych pomysłów brak. I co gorsza – nowych informacji do przekazania społeczeństwu. Kwestię programu antykapitalistycznego i tak najsensowniej przedstawił NOP. Może nowy pomysł powinien zacząć się od wkroczenia na nowy poziom człowieczeństwa? Na zrozumieniu, że nasz aktywizm musi opierać się na silnym kręgosłupie moralnym, a to rodzi zupełnie nowe pola walki. Jak można wymagać od polityków, systemów i świata kierowania się moralnością skoro samemu jest się niemoralnym? Roboty jest sporo, tylko trzeba dobrze się rozejrzeć.

(więcej…)


8.07.17 Nadzieja. Fragment „Dziennika…”.

Mamy chociaż super wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Ci, po których wracamy mogą takich nie posiadać w ogóle i to od nas zależy, tak od Ciebie – chuligana, czy niekochany człowiek pozna coś pozytywnego, pozna miłość. Fanatycy muszą przełamać obojętność póki mamy czas – póki mamy czas zaznać prawdziwej miłości. Wywalanie komuś tapczanu pełnego robaków przez okno tylko w połowie jest pomaganiem mu w ogarnięciu chaty, druga część – i to ta podstawowa – to budowanie w nim pozytywnego wizerunku drugiego człowieka, który mógł być pogrzebany już u startu, np. za sprawą pijącego i bijającego ich ojca oraz obojętnej matki, która na to patrzyła i nic nie zrobiła. Ona też od dzieciństwa myślała, że tak po prostu musi być, gdy obserwowała w chałupie kolejnych pijanych wujków, z których co któryś przypadkiem klepał ją w młody tyłek. Nikt nie wypłacił tym wujkom jakże potrzebnego kopa w ryj.

(więcej…)


8.07.17 Po urlopie – przed kolejnym, a więc przystanek w hałasie.

Wybaczcie dłuższą nieobecność czytelnicy, ale już na samym początku wakacji postanowiłem zaliczyć mały reset. Aktywny i po części aktywistyczny wypoczynek spowodował, że bardzo przyjemnie jest teraz zasiąść „przed pianinem”, by Wam zagrać (ilu z Was na nerwach…?). Płonę z radości niczym Hamburg, heh. Nie lubię długo przebywać poza domem, bo pełno tam, hm, pięknego zła, niczym taniec Salmy Hayek w „Od zmierzchu do świtu” (i ta gitarka…). Jak to się mówi – szatan działa w hałasie (chociaż w Azji by się kłócili, bo tam wszyscy żyją na ulicach…), a Duch Święty w ciszy, więc nie ma co się zapędzać. Trzeba wrócić do cichych czterech ścian… nim zapędzimy się pod ścianę (jak antyglobaliści okradający sklepy), lub wykształcić w sobie kilka nawyków, czego nie udało mi się jeszcze zrobić.

(więcej…)


23.06.17 Tramwajowy flashback.

Wchodzę do tramwaju, coraz więcej do mnie gada, coraz dziwniejsze maszyny w nim stoją (nie chce mi się z nich kupować, ostatnio udało się pokazać kanarom „sieciówkę” w postaci… karty kibica Legii, co by się inni pasażerowie nie zburzyli, że puszczają łysola – thug life! :-). Pamiętam jak znajomi chodzący w porucie wsiadali sobie na jakimś przystanku, zajmowali miejscówki w tyle i z kosami w ręku kroili jakichś mułów z Nokii 3210, a teraz to nie wiem, czy by ich ten bimbaj z kosmosu w reakcji nie zjadł, lub coś w tym zaprogramowanym stylu… Nie dziwcie się, że ludzie ledwo 30+ często wspominają „stare czasy”, skoro można było wsiąść tylnymi drzwiami i udawać, że nie znamy się z napotkanymi znajomymi, którzy właśnie dźgają kogoś w brzuch, a tuż przed nimi siedzi nieświadoma niczego starsza pani z zakupami. Niewielu rzeczy społeczeństwo było świadomych…, teraz facebook informuje ich o wszystkich stylach życia i pierdołach, a przez kiepskie reportaże z komercyjnych TV połowa społeczeństwa wcale nie wychodzi z domu. Pieprzone Nokie 3210 z wężykiem, w którego grali wszyscy i brak kamer. No tak… co by nie mówić o inwigilacji, pretekstów do zainwestowania w bomby Systemowi nie brakowało. Jadę dalej, wspominam sobie K. i D., którzy z tramwajami związali na jakiś czas swój sposób na zarobek.

(więcej…)


18.06.17 Kaftan (nie)bezpieczeństwa vs zasianie ziarna.

Wychowane w latach dziewięćdziesiątych ekipki z pełnych patologii szkół podstawowych. Na początku wszyscy kolorowi, pełni wszelkiego rodzaju nadziei, potem coraz bardziej szarzy, zalani tłuszczem i z coraz konkretniejszymi problemami na barkach, zmuszeni do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Niektóre losy potoczyły się tak, wykręciły, że trudno w nie uwierzyć. Mówi się: kto żyje wspomnieniami – już umiera. Ostatnio zdałem sobie jednak sprawę, że cały czas produkuję nowe wspomnienia. W tej chwili, w której należy zrobić w życiu przystanek – bywam zadowolony i zatrzymuję się na dłużej przy teraźniejszych wydarzeniach np. słuchając ulubionych płyt, nie tkwię tylko w latach 90tych. Będę to dzisiejsze opisywał pewnie za 10 lat… w każdym razie cały czas życie bywa inspirujące, ciekawe, są chwile, gdy serce rośnie. Właśnie jestem przed podjęciem kolejnej pojawiającej się w życiu każdego dorosłego człowieka ekstremalnej decyzji, która zmieni wiele. Która, przede wszystkim, spowoduje rozstanie. Z ludźmi, z miejscami, z perspektywami (chodzi o kwestie zawodowe). Ciemnymi nocami gotują mnie te decyzje. Niepodjęte, nie znamy ich, choć może były piękne [1]. Życie to niekończące się ekstremalne decyzje, OKAZJE do zmian, kto się ich boi – może i żyje w swoim spokoju (nie znam takiego spokoju…), ale nie otworzy wielu drzwi, które mógłby otworzyć.

(więcej…)


16.06.17 Kochać. Nienawidzić. Fragment „Dziennika…”.

Słucham nowojorskiego jazzu na słuchawkach, w tym samym czasie czytam biografię Amy Winehouse, z którą ojciec, angielski Żyd, biegał za dzieciaka na (a jakże) Tottenham. Jestem za czymś na zasadzie segregacji, ale w przeciwieństwie do niektórych nacjonalistów – ci chrześcijańscy widzą w innych ludzi. Koleżka z Aleppo jest dla mnie koleżką z Aleppo, nie podczłowiekiem. Amy, żydówka, ale… co ona wie o Izraelu? Niestety, migracja jest winna chaosu w narodach, mimo że owoce nie zawsze są całkiem zgniłe, to naturalne. Prócz kwestii rasy istnieje wiele innych kwestii oceny. Ja jednak nie o tym. Ojciec Winehouse zdradził żonę, córka pełna uzależnień – w tym od seksu, a na kartkach biografii i w piosenkach tak wiele słów o miłości, uczuciach…

(więcej…)


12.06.17 Diabeł tkwi w szczegółach. Jeden.

Czasem łapię się na ocenianiu, a nie powinienem. Kto wie, może Bóg wsadził zachlanego dziada do baru „U Zdzisia” za winklem, bo dziad najpierw ma upaść i powiedzieć coś Heniowi, a Heniu tylko innego zachlanego dziada wysłucha – księdza nikt z tego pubu nie potraktuje poważnie. Kto jest tu tylko na „pewnym etapie” i ma jakiś plan do wykonania? No właśnie… To m.in. dlatego w naszej wierze spowiadamy się z oceniania innych, z rzucania kamieniem, mimo, że też „byliśmy tam” – bywamy ciągle, nadal wchodzimy na drugą stronę. Granicą może być… ten jeden. Po jednym wjeżdża cała reszta. Powiem Ci dlaczego być może nie potrafisz się odnaleźć w wierze katolickiej, a konkretniej w trwaniu w łasce uświęcającej. Po prostu powiem Ci…, mi też to sprawia niesłychaną trudność. Chodzi o jeden…

(więcej…)


8.06.17 Człowiek-zwierzę…? Szukaj! Fragment „Dziennika…”.

Mam nadzieję, że każdy Autonomiczny Nacjonalista wróci do wiary chrześcijańskiej, bo jest to po prostu mądre i racjonalne. Już Leon XII w 1891 roku wspierał prawa robotników, a więc koledzy ateiści-nacjonaliści nie głoszą dla Kościoła absolutnie niczego nowego. Pomijają przy tym istotną kwestię „skąd pochodzimy”, a zatem… i tak wrócimy do punktu wyjścia, szkoda czasu. Co z tego, że ludzie „anty” mają swoje tezy dotyczące Chrystusa, skoro… są to tylko tezy „anty”? Odpowiedzi na pytania w co sami wierzą są po prostu głupie (zazwyczaj ich nie ma…), a na pewno nie są bardziej racjonalne niż wiara chrześcijan. Tak jak wspominał G.K. Chesterton, nic nowego nie wymyślicie, bo Kościół wszystko już dawno ze sobą przegadał. Przegadał tak wiele i często tak wcześnie, że… twórcy „nowych/starych” zwątpień zdążyli o tym zapomnieć.

(więcej…)


3.06.17 Muszę, muszę, muszę…

Chciałbym odpocząć od natręctw. Od tego, że muszę zrobić trening, od tego że nie mogę zjeść chipsa – chciałbym odpocząć od tych absurdalnych dla większości wyrzutów sumienia (rozumieją mnie za to ludzie, którzy są na skraju wagi w swoich zawodach sportowych…). Od samodyscypliny. Chciałbym porzucić na pieprzony tydzień myślenie o przyszłości, o moich podopiecznych, o śmierci. Były momenty, w których osiągałem w tym zaskakujący dla samego siebie poziom, ale trudno o dyscyplinę i skupienie wewnątrz betonowej dżungli. Nie, że świadomie odchodziłem od spokoju ducha, tłumacząc to obecnością bloków. Skupienie po prostu rozmywało się gdzieś na ruchomym rondzie, w przejściu podziemnym, w galerii handlowej, na stadionie, w dniu otwierania koperty z podatkiem…

(więcej…)


25.05.17 Do skoksowanych sarenek. Z dedykacją od człowieka.

Za dwa dni 10 lat „DL”. Wczoraj byłem dzieckiem – jedną nogą w piekle. Dzisiaj jestem mężem – jedną nogą w niebie. Wczoraj byłem w szkole – dziś prowadzę lekcje. Wiele się podczas tych 10 lat nauczyłem, ale najważniejsze jest podejście do kwestii zła. Nie chodzi o cukierkowy pacyfizm. Zauważcie, że niektórzy na ulicy widzieli dużo, żyją poza prawem i na pewne zwyrodnialstwo się nigdy nie zgadzają (piona!), mimo że żyją w podziemnych środowiskach, a są tacy, którzy nie mają hamulców, depczą wartości. Oddzielenie jednych od drugich to dla mnie przełomowa sprawa. Nie można dyskutować z grzechem, bo cię pożre. Nie ma z jednej strony Bóg – Honor – Ojczyzna, a z drugiej np. traktowanie kobiet jak worków na spermę. Odzywają się do mnie różni (auto)kozacy-cieniasy, którzy nie potrafią walczyć, a chcą nauczać. Prężą się – „takie z nich zwierzęta, że nie potrafią żyć jak Mistrz przykazał”, a że teoretycznie wspierają dobre wartości, powinno się ich nazwać po imieniu – owszem, jesteście zwierzętami, ale to miks skoksowanej sarenki z kameleonem. Tak Was pewnie widzi Stwórca. A jako, że szatan krąży jak lew, łamie sarenkom nóżki i wpieprza ich mięcho (jako, że skoksowane to będzie miał więcej, wpasuje się przy okazji w trend GMO).

(więcej…)

Strona 5 z 71« Pierwsza...34567...Ostatnia »