21.03.19 WPW. Pod moją bramą…

Niejeden fragment Pisma sugeruje nam potrzebę pomagania biednym – w tym żebrakom. Żebrak to, przynajmniej w naszych warunkach, najczęściej także pijak, często z wielką winą ukrytą w aktualnym stanie swej cuchnącej historii, ale rzecz jasna nie zawsze tak jest (proza życia bywa bardzo poplątana, wyleczyłem się z szybkiego oceniania…). W czwartek 21 marca także czytaliśmy Łukasza (16, 19-31), gdzie żebrak Łazarz trafia do nieba, a bogacz, który codziennie wystawnie ucztował, do piekła. Pewnie podobnie do Was, mam po słuchaniu takich fragmentów wyrzuty sumienia, gdy nie pomogę jakiemuś napotkanemu bezdomnemu, ale Pan Bóg musi przecież wiedzieć w swej mądrości (a może wymaga ode mnie więcej?), że nie da się ot tak pstryknięciem palców zmienić czyjegoś życia, tym bardziej tak skomplikowanego jak bezdomnych alkoholików. We wspomnianym fragmencie jest jednak coś jeszcze: Łazarz pragnął nasycić się resztkami ze stołu bogacza. Bogaty trafił do piekła za to, że nie chciał się podzielić, choćby resztkami. Nie za sam fakt posiadania lepszej sytuacji życiowo-materialnej, ale z powodu niezauważenia żebraka, który leżał – jak mówi nam Ewangelia – pod bramą jego domu…

(więcej…)


20.03.19 Dwie skrajności, które kocham… Pierwszy dzień wiosny.

Idę chodnikiem, czytam „Piłkę Nożną” (wiem, że „fetowanie Kaki niet”, ale CR7…, co to za maszyna jest!), bo mi się znudziło patrzeć przed siebie, zaraz w kogoś walnę? Nie, tu jest zbyt głośno. Od literek odciąga mnie wrzask jakiejś (zbyt dużej na taki wrzask) dziewczynki stojącej przy młodej matce, której – niestety – postawa podsuwa mi na myśl pewne stereotypy. Dopiero co wszedłem z tego swojskiego wrzasku do domu. Otworzyłem okno. Mimo, że mieszkam wysoko, potężne „kuuuurwaaa” x2 (godzina 13:30) dobiega do mych uszu. Uśmiecham się i wdycham pierwsze ciepłe powietrze. Nie ma jak powrót wiosny na moim osiedlu, że tak powiem klasa robotnicza, a nie, przepraszam – tak będzie uczciwiej względem prawdy, socjal klasa wyłania się na dwór, wraz ze swymi dziećmi, gadżetami z AliExpress od obciążonego listonosza oraz frustracjami. Póki nie kupię działki na wsi, a takie mam marzenia, takie właśnie mam marcowe ćwierkanie ptaszków. „Ptaszki” będą „ćwierkać” dalej (idzie wiosna – stoi jak sosna), więc koło patologii będzie się na przedmieściach zapętlać. Misją szukać tu czegoś dobrego, nie zwariować. Pocieszać się, że chociaż białe te osiedla, nie dochodzą inne problemy. Jak mi stary, siwy frustrat zbluzga kobietę za spacer z psem to przynajmniej mogę go potem spytać o cholerę mu, kurwa, chodzi skoro sprząta po nim, zamiast szukać w translatorze języka z jakiegoś ISIS landu, albo od razu sięgnąć po kastet.

(więcej…)


20.03.19 „Rok 1984” (George Orwell, książka, 1949) + film.

Nie wygramy z Systemem. Nie tylko kosmos i świadomość istnienia jest przytłaczająca, jest jeszcze przyziemna do bólu polityka i mur, przez który nie możemy się przebić. George Orwell (to pseudonim…) w 1948 napisał (wydanie w 1949) słynny „Rok 1984”, w którym prorokował reżim jeszcze groźniejszy niż systemy wyrosłe w III Rzeszy i ZSRR. Inspirował się stalinizmem, lecz pragnął opisać totalitaryzm jeszcze brutalniejszy, doskonalszy z punktu widzenia władzy. Po drodze jednak zahacza o niemal wszystko, co pojawia się w momencie, gdy jakakolwiek władza chce przepchnąć swoje absurdy. (…) I rzeczywiście partyjny światopogląd najłatwiej dawał się wpoić ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby go mogli pojąć. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalała im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich – nie strawione – niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka. „Rok 1984” George Orwella to klasyk nad klasyki. Można go obejrzeć, można przeczytać – mam za sobą obie te czynności, odnoszenie się do Orwella można spotkać w wielu innych dziełach, czy to literatury, filmu, lub muzyki. Po prostu to książka, która zmieniła świat, bo totalitaryzm pewnego typu został w niej totalnie obnażony i wielkiej grupy ludzi po prostu nie da się tak łatwo oszukać, będą oni znajdowali nawet w początkowych ruchach rewolucji fragmenty ostrzeżenia Orwella. Ta wielka grupa ludzi to jednak i tak margines większości, przez którą, jak w wyżej cytowanym fragmencie, kłamstwa przelatują niestrawione… Z tym, że głupota będzie zawsze krok przed mądrością już się chyba pogodziłem. Głupota jest prostsza, a przede wszystkim wygodniejsza…

(więcej…)


19.03.19 Czy serce Ci rośnie…? Czy już tylko obojętność…?

Piłkarze Legii w nadchodzący weekend nie grają (chyba, że w pokera), przed nami mecz eliminacji do Euro 2020, w których Polacy zagrają z Austriakami we Wiedniu. Austria to prawie sama Bundesliga w składzie, z ciekawym napastnikiem z londyńskiego West Hamu Arnautovićem na dokładkę. Co zrobić – obejrzę. Marudzę na kadrę sporo, ale chęci wracają, tym bardziej na początku eliminacji. Powód? Bo to kadra właśnie… proste. Zawsze kibic jakoś tam na nią spogląda, czy to kątem oka, czy oboma gałami na raz… Lubisz futbol? Będziesz do niego wracał. Potem Polska – Łotwa w Warszawie. A propos futbolu. Też nie wybieram sobie czarnoskórych idoli (fotka obok), nie mam takich, ale w poniższym przykładzie, który nawiedził mnie przy obiedzie i prasówce, chodzi mi o relację kibol-piłkarz. Kibol, bo reakcja kibiców typu „dzisiaj kibicuję temu, a jutro tamtemu” mnie nie interesuje (parafrazując klasyka wojny kibicowsko-medialnej: nie dla fetowania Kaki!).

(więcej…)


18.03.19 Grecy ciągle spontaniczni. Przerwane derby!

Futbolowy światek żył raczej derbami Mediolanu („bo Piątek” – no i nie strzelił…), a ja w ten weekend, oczywiście prócz meczów Legii, zerkałem na Ateny, gdzie Panathinaikos podejmował u siebie rywali z Pireusu („bo możliwy spontan” – no i był…). Niedługo lecę do Grecji i tak sobie lukam, i oby rozgrywek znowu tam nie zawiesili, heh, bo derby zostały przerwane w okolicach 70 minuty (filmiki w aktualizacji). Zresztą już w 5 minucie spotkania z powodu wybiegnięcia kilku osób z Panathinaikosu w stronę ławek rezerwowych Olympiacosu interweniowały psy i ochrona. W owej 70 minucie (stan 0:1 dla czerwonych) sędzia Marco Fritz przerwał mecz, bo m.in. spalono flagi Oly. Użyto gazu, w efekcie kibice musieli opuścić niektóre sektory, robił się typowy grecki chaos. Zawodnicy obu klubów i sędziowie zeszli do szatni, wrócili po 20 minutach, ale sędzia z asystentami zdecydował, że mecz nie będzie kontynuowany. Po spotkaniu, na tyłach stadionu doszło do awantury z policją (filmik w aktualizacji). Oto Grecja właśnie, duże różnice punktowe w czołówce, dużo meczów o nic, OFI Kreta gra i wygrywa, ale… i tak jest zdegradowane od przyszłego sezonu (za korupcję) [1]!

(więcej…)



17.03.19 Tau – „Egzegeza. Księga Pszczół” (rap, 2019).

15 marca – oficjalna premiera sklepowa. Ja miałem zamówiony zwykły preorder, ale też słuchałem od piątku rano. Do każdego kawałka napisane są ćwiczenia, lub rozkminy na książeczce CD. To czyni płytę jeszcze grubszym konceptem. Masz przejść przez tą płytę jak przez całe swoje życie. Zastanowić się razem z raperem i odpowiedzieć mu, a właściwie sobie, na wiele trudnych i konkretnych pytań. „Egzegeza. Księga pszczół” to rekolekcje jakich jeszcze nie było. Efekt żmudnej pracy, zero przypadku i kawałków-zapchajdziur. 14 kawałków to Twoje prywatne 14 stacji. Wiedziałem o tym, bo Tau to zapowiadał, więc krążka słuchałem w dzień na to przeznaczony, poszcząc i modląc się. Wstałem o 6:00 rano, poszedłem na mszę, potem słuchałem razem z kartką papieru i długopisem. Taka to płyta, a nie pusty benger do fury. CD akurat na Wielki Post!

(więcej…)


14.03.19 „Vendegszektor” (magazyn kibicowski, Węgry, nr 4 – 2018).

No to poszaleli w Częstochowie. Z powodów czysto… matematycznych kiedyś pucharowa passa musiała się przerwać, ale gdy to już się stało… lepiej zanurzyć nos w gazecie. Kibicowskiej, oczywiście. „Vendegszektor”, czyli „Sektor Gości” to stosunkowo młody kolorowy magazyn dla kiboli z Węgier. Pojawił się do kupienia w Polsce, konkretniej w sklepie internetowym miesięcznika „TMK”,  więc czym prędzej nabyłem sztukę (a także, przy okazji, piątą część komiksu o argentyńskich ultras „Barras” – tłumaczoną na polski). „VS” tłumaczony nie jest, a zatem możemy od razu zapomnieć o zaczytywaniu się w relacje z ziemi bratanków (iście kosmiczny to język), magazyn to raczej „sztuka” dla kolekcjonerów, którą po obejrzeniu odłożymy na półkę z podobnymi. Ja takim kolekcjonerem jestem, więc chętnie. A teraz trochę o wyglądzie pisemka, może też się skusicie? Lepszy niezrozumiały węgierski tekst niż niezrozumiałe, choć przetłumaczone tłumaczenie się po porażce z Rakowem.

(więcej…)


13.03.19 „Im więcej kurew tym bardziej twoje życie jest kurewskie”!

Przewiercanie kolan, piłowanie zębów – byle jak najdokładniej pokazane na ekranie, bluzg na bluzgu, „suka na suce”, głupota na głupocie, wydziarane na twarzy koksy, że rozpusta na rozpuście to chyba oczywiste… Znowu obejrzałem film Vegi, skuszony tym, że gościu… nie boi się nakręcić filmu o zakonnicach (powstaje takowy, obok zdjęcie z planu) i siatce pedofilsko… satanistycznej (a nie pedofilsko-katolickiej? Wow!), a także obecnością Joanny Jędrzejczyk (niestety jej epizod jest bardzo krótki). Pomyślałem sobie znowu: Vega to jednak ok. gość. Nade wszystko jednak skusiłem się na odmóżdżającą rozrywkę w czasie, kiedy mam bardzo wiele na głowie, dla rozrywki, powiedziałem sobie: nie udźwignę nic ciężkiego. Cholera, nie podobało mi się, ale człowiek głupi zawsze straci na takie coś dwie godziny życia… Ze zdziwieniem czytam radosne recenzje Adamskiego, ze strony, która teoretycznie powinna z prawej (a więc i Bożej) flanki patrzeć na kulturę. Vega niby wierzący, ale przecież jego twórczość gorszy ludzi w sposób nieprawdopodobny, chociaż w większości sami o tym nie wiedzą. Aż tyle! Nie, nie odbiło mi, ani nie zrobiłem się nagle nadwrażliwy (chociaż…). Słowa o gorszeniu, cudzołożeniu samym tylko pożądliwym patrzeniem (a jak patrzy się na gołe tyłeczki? Przecież jesteśmy ludźmi…) pochodzą od samego Jezusa Chrystusa. Czy zmienia fakt gorszenia milionów Polaków (w tym ilu nieletnich to sobie ściągnie?), że głównymi bohaterkami nowej produkcji Patryka Vegi będą zakonnice z Broniszewic? Skłaniałbym się ku odpowiedzi negatywnej, więc ta recenzja ma podtytuł: głupi Grower dał się nabrać na „Kobiety mafii 2” (2019).

(więcej…)


12.03.19 Na standardowym spacerze z psem… Lordowie z Totolotka.

Punkt bukmacherski w środku dużego miasta. Wchodzę z psem, pani uśmiecha się zza lady. Typowy Janusz z wąsem rozsiadł się na krzesełku niczym lord. Noga na nodze, ręce na oparciach sąsiednich krzeseł. Oczywiście old schoolowy wąs. Brakowało tylko klapek i skarpet. Gdy pani wprowadza mój numer kuponu na dziś, do punktu wchodzi kolega Janusza – też Janusz – i lord rozpoczyna dyskusję o piłkarskim wtorku. Jak co dzień? Pani słucha tego obojętnie – to jej standard, ja przysłuchuję się. Opowiada o kolejnych meczach, jak to faworyt jest oczywisty. Oczy błyszczą jak pięciozłotówki, słowotok jak na amfie, nie zauważa, że mój pies obwąchuje mu buty, lord z zakładu bukmacherskiego opowiada niepytany, że luty był bardzo dobry, a marzec póki, co taki sobie (faworyci nie byli oczywiści?). Na dziś jednak, oczywiście (jak co dzień?), są pewniaczki! Jego kumpel mówi:

(więcej…)


12.03.19 Fascynacja codziennością. Walczyć o nią jak Rocky.

Facet bez zastrzyku adrenaliny, beztroskich emocji po prostu usycha. Staje się zdziadziały, czy ma 18, czy 33 lata. Usycha także bez wartości i walki o nie. Futbolowa subkultura łączy w sobie sporty walki, bojowy patriotyzm i ostre stanięcie w obronie wartości naszej cywilizacji. Kibice wstawili się za wieloma sprawami, które przynoszą dumę nam wszystkim i każdemu z osobna, często przybywającymi na co dzień wśród lemingów w szkołach, czy w pracy. Nie chcę stale narzekać – są sprawy, które mnie cieszą! Cieszy mnie także, a może nawet przede wszystkim, zwykły, najzwyklejszy dzień meczowy, jak za małolata. Bez wielkich planów, bez wielkich zobowiązań (ale i z szacunkiem do pewnej grupy zobowiązanych…). Jako gościu w wieku chrystusowym po prostu cieszę się, gdy mogę odłożyć pęd dnia codziennego, te wszystkie zmartwienia i ambicje i udać się na mecz na żywo! Potrafię czasem odzyskać strzępy tej radości, kiedy za dzieciaka wychodziło się z domu z jednym celem (ta radość to też chyba częściowo z powodu tego braku zobowiązań…). Śledzę tabele, wkręcam się zarówno w mecz piłki jak i kosza. No właśnie. Pasja związana z samym klubem, ze sportem, ma także inne odsłony niż walka o tytuł piłkarzy nożnych…

(więcej…)


12.03.19 Futbolowa pasja w sercach kibiców i piłkarzy.

Lechia (swoją drogą, ładny transparent! Przyda im się to świadectwo po akcji z fetowaniem pewnego polityka…) – Wisła Płock 1:1. I wszystko w temacie. I dlatego, mimo Legia – Cracovia 0:2, Wojskowi będą Mistrzami Polski. W sobotę uczta, o 18:00 Zagłębie Sosnowiec pokona u siebie lidera, a o 20:30 Legia pokona Śląsk, wskakując na fotel lidera Ekstraklasy! Taki jest plan, realny – przyznacie, więc football weekend będzie ekscytujący! Wcześniej dawny i przyszły ekstraklasowiec (11 punktów przewagi nad drugim ŁKSem!) – RKS Raków w Pucharze Polski. Też czekamy na kolejny Puchar dla Legii – w roli faworyta i obrońcy trofeum. Potem na awans do LM. Powiem Wam, że dobrze jest mieć sportowe marzenia będąc kibicem, niby nikt „nie interesuje się piłką” (a prędzej groźnymi ciuszkami), ale kiedy zbliża się mecz o coś, „coś” odżywa, bo przecież wszyscy brudziliśmy się na żwirowych boiskach, uganiając się za futbolówką – to nasza pasja od dziecka. Dlatego, także dlatego, te sprawy są ciągle tak ważne!

(więcej…)


12.03.19 Fisz Emade jako Tworzywo – „Radar” (muzyka, 2019).

Stary Waglewski z młodym prowadzą program w Radiowej Trójce, drugiego singla nie ma na YouTube…, a premiera odbywa się właśnie w radiu. Old school…, podobnie jak z zinami, tylko czytelnicy, yyy, słuchacze jakby wierniejsi, chyba. W każdym razie mają zarówno nowoczesne jak i tradycyjne podejście do muzyki, do premiery płyt, do koncertów. Jestem fanem, to ma klimat i jakość! O 9:00 otworzyli sklep, a o 9:02 kupiłem płytę Fisz Emade jako Tworzywo – „Radar”, w dniu premiery oczywiście (8 marca 2019). Nie był to prezent dla kobiety, to był w ich „święto” prezent dla mnie. Akurat jechałem w długą trasę. 11 utworów w tym tylko „Dwa ognie” były wcześniej na YT, „Odwilż” pojawił się w radiowej Trójce na krótko przed premierą CD. Bartek, a więc Fisz, w tekstach skupia się w znacznej mierze na dobru i miłości, którą odnajduje w rodzinie i w swoim – perfekcyjnym – świecie. Gdy mówi o polityce, instytucjach i elektronice, skupia się raczej na ich szkodliwej stronie dla spokojnego życia jednostki. A że lubię taki „black mirror” sobie strzelić – jaranko!

(więcej…)


11.03.19 „Nie bądź naiwny, przecież wiesz…”.

Tak bardzo chcę żeby było po mojemu. Tyle nerwów bierze się stąd, że ktoś patrzy – co ciekawe, najczęściej jest to wyimaginowany wróg. Chcesz zaimponować, utrzymać pozycję, bądź ją poprawić. Ktoś patrzy, a nie wychodzi mi tak jak to sobie wyobraziłem, wymarzyłem. Czy ja naprawdę lubię coś robić, czy robię to po to, by być od kogoś lepszym i tym samym zaspokoić swoje potrzeby? Oczywiście, z wierzchu wszystko się zgadza, przecież musimy coś lubić, więc lubimy to i tamto, zwane naszą pasją, lub hobby, ale tak to zostawić byłoby zbyt proste (większość nigdy się nie zastanowi i będzie im z tym dobrze). Z jakiego powodu mamy siłę ciągle cisnąć? Co kryje się pod tymi powierzchownymi motywami? Jaką potrzebę chcesz zaspokoić zdradzając kobietę? Czy naprawdę tylko cielesną, czy może emocjonalną, bo wszystko jest już zbyt stabilne, a Ty gubisz się w takiej stabilności, spada Twoja własna samoocena. No co, ja już nie mogę? Tego i tamtego… Nudy. Bierzesz kurtkę i wychodzisz z domu.

(więcej…)


11.03.19 „Nie o Mary Wagner” (DVD, film dok., G. Braun, 2014).

Walczyć zawsze trzeba, a my czasem tak marudzimy, użalamy się nad sobą, stwierdzamy, że bez sensu… Dziś ktoś, kto stale przypomina mi o tym, że kanapa nie jest dla mnie – nie jest dla nikogo z nas. Kto nie słyszał o tej aktywistce? Nawet na jakimś polskim stadionie wywieszono dla niej transparent w klimacie POW! Bo to więzień wojenny w walce z polityczną poprawnością i zabijaniem nienarodzonych. Wojowniczka o przyszły świat w jakim wychowywać się będą nasze dzieci. Mary Wagner, Linda Gibbons… babki, które mają jaja, tyle, że nie dosłownie, jak ich niektóre rywalki z drugiej strony moralnej barykady, które smarują spermą po muzeach „sztuki” współczesnej. Kto nie słyszał o filmach dokumentalnych Grzegorza Brauna (nazwanego „odleconym” przez Waldemara Łysiaka w „Do Rzeczy” na 4-10 marca)? Są niezłe. Ten „Nie o Mary Wagner” trwa prawie godzinę i jest dostępny już kilka lat na DVD. Oglądałeś? Myślę, że warto!

(więcej…)