23.09.10 JUŻ JUTRO MECZ LEGIA WARSZAWA – LECH POZNAŃ !

Już w najbliższy piątek o godzinie 20:00 wielki hit przy Łazienkowskiej! Przy komplecie widzów warszawska Legia podejmie Lecha Poznań. Drużynę, która jest -cała w skoWRONKACH- po remisie na Juventusie Turyn w Lidze Europy. W tabeli ligowej dzielą nas tylko dwa punkty różnicy. My jesteśmy na 14 miejscu, a Lech na pozycji 8 z 8 oczkami na koncie (+ mają jeden mecz zaległy – z Groclinem). Nie trudno obliczyć, że jeśli wygramy to przeskoczymy poznaniaków w tabeli. Innego wyjścia przy Łazienkowskiej się nie przywiduje, a w Lubinie zawodnicy mieli zapowiedziane, że jeśli przegrają z Pyrami to zaliczą intensywniejszy trening niż zwykle. I niekoniecznie będzie to trening piłkarski. Warto by jednak było Lechitów ze skoWRONEK jednak obudzić…

FORMA OBU KLUBÓW

Jeśli chodzi o formę obu zespołów to zarówno jeden jak i drugi zawodzi w lidze, oczywiście bardziej tyczy się to Legii…Lech natomiast po początkowych problemach i żenujących meczach z Azerami podniósł się w europejskich pucharach i daje swoim kibicom trochę satysfakcji, której od lat brak nam – Legionistom. Ostatnimi meczami obu klubów były wyjazdowe triumfy w 1/16 Pucharu Polski. Legia wygrała 1-0 w Szczecinie, a Lech w takim samym stosunku z II ligowym GKS Tychy.

Piłkarzy obu klubów nie trzeba przedstawiać, bo mimo niskich pozycji w lidze – są to jedni z najlepszych zawodników w naszej słabej Ekstraklasie. Jeśli gracze podejdą poważnie do swoich obowiązków, powinniśmy oglądać niezły jak na nasze możliwości futbol, potęgowany świetną atmosferą trybun. A teraz nieco historii najnowszej, w której każdy był lepszy u siebie. Nie mam nic przeciwko by warszawską część owej historii przedłużyć o kolejne spotkanie…

OSTATNI MECZ PRZY ŁAZIENKOWSKIEJ

Ostatni raz podejmowaliśmy Lecha na Łazienkowskiej niemal równy rok temu! 25 września 2009. Mieliśmy wtedy początek sezonu lecz już stawka hitu była wysoka. Przegrany na dłuższy czas mówił „nara” Wiśle, w przypadku remisu „żegnaliśmy” krakusów obaj. Każdy chciał wygrać i było to widać od początku tego dobrego meczu.

Kibice Legii przecierali oczy ze zdumienia widząc w podstawowym składzie Bartłomieja Grzelaka. Wiecznie kontuzjowany, wiecznie marudzący do tego jak na napastnika posiadający marny dorobek bramkowy. Nie grał od listopada, a nagle znalazł się w podstawowym. Jego dyspozycja pozostawała niewiadomą i tak naprawdę spowodowała, że z jeszcze większą ciekawością oglądało się wtedy to spotkanie. Jakby niespodzianek było mało w podstawowym składzie znalazł się Marcin Smoliński, a Grzelak nie był jedynym napastnikiem lecz Urban wystawił go do spółki z murzynem. I właśnie powracający po kontuzji, zwany gdzieniegdzie drewnianym następcą króla Włodara stawał się powoli najważniejszą postacią na boisku. Ludzie zdziwili się już na początku kiedy dobrze przyjął piłkę oraz inteligentnie wyłożył ją Rybusowi na 200% sytuację. Ten jednak nie strzelił gola, zresztą nie po raz ostatni tego wieczoru. Grzelak otworzył wynik meczu, jak na rasowego napastnika przystało posyłając piłkę nad bramkarzem Lecha. No właśnie, tylko cała sprawa w tym, że Grzelak…nigdy takim rasowym napastnikiem nie był, hehe. Piłkarz ten zagrał jeszcze kilka niezłych momentów i został zmieniony, zmęczenie dało znać o sobie. Jak się okazało – był to jeden z niewielu przebłysków Żyda, którego na szczęście nie ma już przy Ł3.

Na dwa do zera podwyższył murzyn i poznaniacy byli pokonani. Wprawdzie próbowali jeszcze strzałów, ale albo były one niecelne albo na posterunku był ktoś z…duetu Mucha Radović. Tak – ten ostatni dwukrotnie wybijał piłkę z linii bramkowej Legii. Nie oznaczało to, że Lech powinien ten mecz wygrać jak to bzdurnie opowiadał po meczu Lewandowski – dziś będący rezerwowym napastnikiem Borussi Dortmund. Legia prócz dwóch bramek także miała swoje okazje, niektórzy przyznawali nam nie odgwizdanego karnego, były strzały Rybusa, były blokowane uderzenia innych piłkarzy, z bliska przestrzelił wchodzący z ławki Mięciel. Lech tak naprawdę grał lepiej kilkanaście minut i to w momencie gdy miał przewagę stracił pierwszą bramkę. Ostatni gwizdek słabo sędziującego Małka i Legia wygrywa ten arcyważny mecz zmniejszając stratę do Wisły i powiększając przewagę nad Lechem. Jak się ostatecznie okazało – to jednak poznaniacy wypadli lepiej przez cały sezon.

Na meczu Legia – Lech zanotowaliśmy komplet widzów. W środku placu budowy zameldowało się 5500 kibiców (w tym 0 gości, brak sektora). Jak to na szlagier przystało więcej niż zwykle było wąsatych pikników. Wolności, obrony historycznej prawdy dotyczył protest w pierwszej połowie meczu Legia – Lech. PZPN ukarał wtedy gdańszczan za transparent o 17 września, na innych stadionach zakazywano spikerowi używać słów „napaść”, „Rosja” itp. Potem czerwony związek wymigiwał się, ale było już za późno – musiał odczuć swoje. Stowarzyszenia Kibiców podjęły decyzję, że w ramach protestu nie będzie prowadzony doping na pierwszych połowach spotkań tej kolejki. Tak też było na Łazienkowskiej.

W drugiej połowie na gniazdo wszedł Szczęściarz i rozpoczął się przeciętny doping. Niestety nie pojawiły się flagi, które wylądowały w depozycie. Co nieco bluzgano też na Lecha, „nakarmiono” Błędowskiego itp. Momentami nieźle wychodził śpiew na dwie strony jedynej czynnej trybuny. W związku z dobrą grą Legii śpiewano radośnie, że „Legia dziś trzy punkty ma”, a po każdej z bramek sektor eksplodował. Ostatni gwizdek i Wojskowi podchodzą do swoich kibiców. Próbowano ich namówić do zaśpiewania „Za nasze miasto…” na dwa głosy, ale najwyraźniej…nie potrafili jej śpiewać. A taki Kiełbowicz przed meczem odebrał koszulkę za „200 meczów w Legii”. Tyle spotkań i nie znać przyśpiewek…Inni zresztą po raz kolejny potwierdzili, że również średnio utożsamiają się z CWKS Legia Warszawa. Ale ogólnie był to pozytywny wieczór przy Łazienkowskiej. W Poznaniu było gorzej…

OSTATNI MECZ

Ostatni mecz z Lechem graliśmy w Poznaniu – 3 kwietnia 2010. Była to 23 kolejka sezonu 2009/2010. Na trybunach zasiadło z powodu budowy stadionu tylko ponad 13.000 poznaniaków, a fani Legii byli w Lublinie na meczu Pogoni i w Grudziądzu na Zagłębiu. Pyry bawiły się więc same. Pokazali na wyjście piłkarzy ciekawą oprawę. „Chcesz być wielki chuliganie? Jedz Tatara na śniadanie”. Do tego koszulka z napisami „kawał gnoja” oraz „MMA, boks i takie pierdoły”. Do tego skreślone logo ITI i chorągiewki w barwach Lecha. Fajna oprawa i fajne przesłanie dotyczące wiadomych wydarzeń i wiadomego reportażu TVN. Wisiał też transparent manifestujący nie oglądanie TVN-u oraz nie czytanie wybiórczej. Ostatni z transparentów informował, że GW nie jest dla Wielkopolan. Lech „pozdrowił” ITI. Na Legię bluzgał kilka razy.     

Na boisku niesieni dobrym dopingiem gospodarze rzucili się na Legię. KKS atakował, a CWKS odpłacił się strzałem w słupek po spalonym, którego nie było. Potem tempo trochę siadło chociaż jak na polską Ekstraklasę i tak grano na wysokich obrotach. W stałej gotowości musiał być Jan Mucha, Kolejorz obstrzelał jego bramkę. Pierwsza połowa zatem zdecydowanie dla Lecha chociaż zakończona bezbramkowym remisem. Piłkarze Legii szału nie robili, ale wstydu też w niej nie przynieśli.  

W drugiej odsłonie zaprezentowali się zdecydowanie słabiej. Na początku drugiej połowy Lech mógł strzelić bramkę, ale szczęście było po naszej stronie i najpierw słupek, a potem niezdecydowanie Lechity ratują nas przed golem. Znowu atakowali gospodarze, a nas było stać od czasu do czasu na jakąś skromną kontrę. Jan Mucha miał sporo pracy i nie raz ratował Legię przed groźnymi strzałami. W 61’ minucie doszło do kontrowersji. Lewandowski otrzymał żółtą kartkę za próbę wymuszenia rzutu karnego, a tymczasem ten jak najbardziej się Poznaniowi należał. Doszło do małej przepychanki między zawodnikami, a z piłkarzy Legii pierwsze skrzypce w niej grał Astiz. 3 minuty później Radović był bliski zdobycia gola, ale piłkę z bramki wybił głową obrońca Lecha.  

W 75’ minucie stało się – rzut wolny po faulu Jarzębowskiego i Stilić strzelił na 1-0. Oglądając mecz zastanawiałem się czy wytrzymamy też obstrzał – nie wytrzymaliśmy, bo Jan Mucha tym razem nieco spóźnił się z interwencją. Sam bramkarz to było trochę mało…

W 77’ minucie znowu miała miejsce przepychanka między piłkarzami, sędzia Siejewicz sypał kartkami na lewo i na prawo (razem 8 sztuk). Ogólnie nie był to najlepszy dzień tego arbitra. Do końca spotkania nic się już nie wydarzyło. 1-0 dla Lecha, w Wielkopolsce feta. I to tyle o tym meczu. Teraz kartę trzeba znowu odwrócić…

CWKS LEGIA WARSZAWA ?-? KKS LECH POZNAŃ

24.09.10, 7 kolejka Ekstraklasy, godzina 20:00, Warszawa.

Wynik meczu jest jak zwykle sprawą otwartą, paść może dosłownie każdy rezultat. W roli faworyta wymienia się jednak Lecha, bo piłkarze Legii nie przywiązują zbytniej uwagi do „twierdzy Ł3” i przegrywają w niej nawet z Bełchatowem…Kolejorz ostatnio miał więcej odpoczynku – ich mecz z Groclinem został przeniesiony z powodu koncertu Stinga. Legia natomiast była ciągle w trasie – z Lubina udała się prosto do dalekiego Szczecina na PP…Zobaczymy jak to wszystko wpłynie na obie drużyny.

Jeśli chodzi o trybuny to świetna atmosfera jest gwarantowana. Żyleta pękać będzie w szwach, podobnie jak sektor gości. Zanosi się na pierwszą oprawę na nowym stadionie…Po prostu hit pod każdym względem. Pytanie brzmi – w jakiej sytuacji będą po nim zawodnicy Legii…Przekonamy się w piątek. Start o 20:00.

Ł.