4.10.10 JUŻ 15 PAŹDZIERNIKA WAR IN ISRAEL! (+ ZDJĘCIA Z 1998 ROKU).

Obraz sportowej Legii po 8 kolejkach to nędza i rozpacz…Kolejny mecz u siebie i kolejne dno w wykonaniu zawodników, przed 9 kolejką jesteśmy na…11 miejscu. Zdania co do naszego zachowania wobec postawy grajków są podzielone. Ja uważam, że owszem „chuj z wynikami – hej Legio jesteśmy z Wami”, bo przez słabe wyniki nie przestaniemy przecież chodzić na Legię czy nie zaczniemy wychodzić z sektora…Nie o to chodzi. Ale co innego to BYĆ z Legią u siebie i na wyjazdach, a co innego AKCEPTOWAĆ to, że ITI zrobiło z Wielkiej Legii ligowego średniaka. Moim zdaniem klaskanie sobie z grajkami po takim meczu jest niewskazane, no ale ilu Legionistów tyle podejść do tematu. Chuj jednak z tym – nie to jest w tym wszystkim na szczęście najważniejsze.  

Jeśli chodzi o mecze o stawkę (bo rzecz jasna najpierw charytatywny Mecz dla Wojtka z Den Haag) to czekają nas dwa ciekawe wyjazdy: Łódź oraz Kielce. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze – nie popisy Maćka Rybusa oraz Bruno Mezengi, który zamiast motywować kolegów do gry, mobilizuje (rozśpiewanych przecież) fanatyków do większego wysiłku…

Widzew – Legia, czy też po prostu kolejny wyjazd: to ma moc, prawdziwą siłę. Korzystając z weekendu pojechałem 40 km do matki na obiad. Wiadomo – jak się jest na swoim, nie ma to jak wizyty u rodziny, która przygotuje wszelką szamę i inne smakołyki :-). Siedliśmy do stołu i gadka toczyła się w miłej atmosferze. Dopóki nie zadzwonił jeden znajomy w sprawie wyjazdu do Łodzi…

Od razu –trzask- w głowie, przyspieszone bicie serducha i niecierpliwość. Mimo, że skończyłem gadać ze znajomym 5 minut temu – to co do mnie gadała matka już nie docierało. Ostatni wyjazd był 21 września, wizyta u matki przypadła na 1 października, a miałem wrażenie jakbym na ostatnim wyjeździe był z pół roku temu…Ogromny głód – mimo pochłonięcia żeberek i pysznego rosołu :-). Czujecie to samo? To dobrze – bo o to chyba w tym wszystkim chodzi…O dreszcz emocji i ciekawą wyprawę za klubem.

I to jeszcze wyjazd na Widzew – jakby nie patrzeć…klasyk. Matka jedno, moje myśli drugie…i trzecie. Bo jednak wyszło tak, że zapisywał mnie jeszcze ktoś inny – a więc: więcej przyobiadowych telefonów, trzeba było ogarnąć PESEL innego ziomka itp. Ważne życiowe rozmowy, kwestie rachunków i czynszu poszły się jebać…”Yhym”, „yhym” – to jedyne odpowiedzi na długie monologi matki, a w bani zastanawiam się kiedy Legia była ostatnio na legalu na RTSie…I to jest ta siła, która po prostu nie może być osłabiona poprzez wyniki. Nie jest wcale od nich zależna. To samo dzieje się w pracy, szkole, podczas leżenia rano w wyże z kobietą…bo czyż nie?  

Wymagamy od piłkarzy 3 punktów zdobytych w Łodzi, ale nie po to tam człowiek jedzie. 800 biletów, ciasny sektor gości, cały stadion wroga dookoła. Ciekawe czy jeszcze latają tam kamienie…To jest raczej powodem do rozkminek, a nie to jak zagra Maciek Rybus. Widzew – Legia to klasyk na boisku, ale głównie na trybunach.

W latach 90tych nie tylko w Warszawie pytano „Legia czy Widzew” – lecz w całej Polsce. Obie drużyny dominowały i miały najwięcej fanów – jak Zvezda i Partizan obecnie w Serbii. Coś z tych czasów zostało, bo jeśli „pół Polski” to Widzew – te drugie pół, „nienawidzących ich” – to właśnie my…Legia i RTS mają najwięcej FC w całym kraju i obozy fanatyków obu klubów spotkać można w najdalszych i najdziwniejszych rejonach Polski.

Wyjazd do Łodzi ma moc – stanąć tam na sektorze, otoczony wrogiem i krzyknąć „Jesteśmy zawsze tam” – będzie tym, co zapamiętamy być może do końca życia. Wątpliwe by zawodnicy zagrali taki mecz, który również będą pamiętały pokolenia. Pod skórą zostaną przeżycia z trybun – nie to co grajki nam dały i za co ustala się ceny biletów. W tej cenie jest coś czego twórcy piłki nożnej być może się nie spodziewali…Jest ruch kibicowski i święte wojny. Liczę na ciekawy wyjazd i tak się trzeba nakręcać.

800 Legionistów przybędzie do Łodzi pod specjalnym nadzorem, niczym 800 Palestyńczyków, którzy mieliby udać się na wycieczkę do Izraela. Zresztą porównanie i grafiki są nieprzypadkowe. Okrzyki „Hamas…” czy też „Jude…” znają wszyscy. A zatem warto ogarniać paszporty i szykować się na wesołą wycieczkę do Strefy Gazy. I mimo wszystko – szkoda, że piłkarze przystępują do tej potyczki z 11 miejsca. Chyba ostatni raz za pejsami byliśmy w latach 90tych…Teraz znowu nie jedziemy tam jako faworyt.

Oczywiście wcześniej, już w najbliższą niedzielę widzimy się na meczu charytatywnym Legia – Den Haag. Można zabrać osiedlowych bandytów gdyż nie obowiązują karty kibica :-). Będziemy bawić się na meczu i obserwować koncerty, a zebrana kasa pójdzie na pomoc dla kibica Legii. Czy może być lepszy sposób na spędzenie niedzieli? Legia na zawsze!

A niżej wrzucam podesłane przez jednego z czytelników DL (przypominam, że możecie pisać na drogalegionisty@gmail.com) zdjęcia z klasyku Legia – Widzew’ 1998.

Ł.