2.11.10 JUŻ W SOBOTĘ KOLEJNY MECZ LEGII WARSZAWA !!!

Zapamiętajcie te kilka słów – szanujcie swój klub i nie zostawiajcie go w potrzebie…On zawsze na Was czeka – niesprawiedliwe jest by to działało w jedną stronę. Na takiej zasadzie opiera się każda prawdziwa miłość…Gdy tylko jedna ze stron jest aktywna – zawsze kończy się to jakimś nieszczęściem. Wiem, bo sprawdziłem. Kiedyś – podczas swojej drogi życiowej będziecie mieli taki okres, w którym tylko pasja utrzyma Was z dala od głupich decyzji…Bo nic inne nie trwa wiecznie. Nie definiuje przy tym Waszej pasji, rodzaju fanatyzmu. Nawet jak ten fan Arsenalu z książki „Futbolowa gorączka” – choćbyście byli fanatycznym piknikiem ze spokojnego sektora, piknikiem który od X lat jest z Legią zawsze i ogląda każdy jej mecz…Niezależnie czy jest dobrze czy źle – kocha Legię, pierdoląc jakieś moralizatorstwo charakterystyczne dla tej gorszej części pikników. Także taka pasja ratuje życie…Jest Legia = jesteśmy bezpieczni…Pomyślą tak nawet Ci, którzy dziś wiodą szczęśliwe żywoty…Docenią tą magię i nałóg, bo kryzys prędzej czy później nastąpi. W sobotę Legia gra zwykły ligowy mecz? Nie ważne czy zwykły czy nie…Gra Legia i tyle. Jest święto. Fanatyków na Żylecie, oddanych pikników na prostej i obgryzających z nerwów paznokcie Legionistów z daleka, którzy nie mają hajsu by akurat wpaść do Warszawy, a już dawno się w niej zakochali… 

OSTATNI MECZ

Ostatnie spotkanie z Jagą miało miejsce 19 kwietnia 2010 w 24 kolejce Ekstraklasy poprzedniego sezonu. Na pewno nie był to do końca zwykły, szary mecz – jakich w tamtym okresie było pełno. Z kilku powodów – była to pierwsza kolejka rozegrana po katastrofie w Smoleńsku. W niedzielę pogrzeb Lecha Kaczyńskiego, w poniedziałek koniec oficjalnej żałoby i pierwszy mecz. Od „naszych” piłkarzy mądrych słów nie oczekiwałem (bo co może powiedzieć taki Grzelak, Rybus?), przeczytałem za to wypowiedź Arka Onyszko, że to dla nich (piłkarzy) również niezręczna sytuacja. Że nie powinni na siebie krzyczeć na boisku, przeklinać. Rozumiem, że dziwnie im się grało, podobnie jak rozumiem dziennikarzy komentujących te wydarzenia i mówiących w tych dniach o futbolu. Poniedziałek to był jakby nie patrzeć pierwszy dzień oficjalnego „przejścia do porządku dziennego” po tym co się wtedy stało. Było „grubo”…pamiętacie? A teraz państwo Polskie tak jak przewidywano – wisi na włosku. Dzisiaj jednak nie o polityce…

Przed kwietniowym meczem z Jagą – Ekstraklasa przygotowała dla klubów wytyczne dotyczące modyfikacji w stosowanych dotychczas oprawach meczowych. Zakaz muzyki na stadionie, spiker miał ograniczyć komentarze. Proszono o zaniechanie występów artystycznych, pokazów tanecznych i innych imprez rozrywkowych. Apelowano też do samych piłkarzy, by zachowywali się „na poziomie” (nie dali rady, co jest częściowo zrozumiałe – tu są emocje itp.). Aby wstrzemięźliwie okazywali radość po strzeleniu gola i do organizatorów spotkań o zwrócenie dodatkowej uwagi na kwestię współpracy z kibicami, przede wszystkim w sferze przygotowywanych przez nich opraw meczowych. Że tak powiem czarnym żartem – KP Legia ma chyba żałobę cały sezon, bo od zawsze oprawy i flagi im przeszkadzają. Ale to okazało się nieważne, bo…

W niedzielę na adres prezesa Legii wpłynęło pismo od Ministra Sportu i Turystyki Adama Giersza z prośbą o…przeniesienie meczu Legia – Jagiellonia na stadion przy ul. Konwiktorskiej oraz o rozegranie go bez udziału kibiców. Zarząd Legii przychylił się do tej prośby. Jakie argumenty? Oczywiście związane ze Smoleńskiem. „Stadion Legii znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie hali Torwar, w której ma miejsce czuwanie modlitewne nad trumnami ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu. Ponadto w poniedziałek w trakcie planowanego meczu Legii oczekiwany jest przylot z Moskwy kolejnych ciał ofiar katastrofy, które w kondukcie żałobnym przejadą z Okęcia na Torwar” – można było przeczytać w piśmie ministra.

Po pierwsze można było zagrać na Zniczu w Pruszkowie z kibicami…A po drugie można było zagrać, jeśli już musimy grać na Kurwiktorskiej (co nie powinno mieć nigdy miejsca) z kibicami. Jak tłumaczył się Ostrowski – zadecydowały względy bezpieczeństwa i nie wpuścili fanów. Nie wiem jakie względy bezpieczeństwa…Przecież KSP by nie przyszło na ten mecz. Wreszcie, z jeszcze innej strony: czy jeśli mecz odbyłby się przy Łazienkowskiej 3 bez kibiców to zakłóciłoby to wydarzenia związane z ofiarami Smoleńska na Torwarze?

Przejdźmy jednak do meczu. Przed pierwszym gwizdkiem miała miejsce minuta ciszy. I pierwsze zaskoczenie – Legia gra z czarnymi opaskami. Niby wszystko spoko, ale…na żałobnych opaskach widnieje logo nowego sponsora technicznego Legii – Adidasa… Żenada – komercja wpieprza się nawet tak w głąb tragedii. Ciekawe kiedy będziemy mieli trumny z logo Nike czy innego gówna…Ehh.

Lepsze boisko niż na Konwiktorskiej można było spotkać między blokami. Spodziewano się bardzo ciężkich 90 minut, a tymczasem przynajmniej pierwsza połowa była nawet, nawet. Nie wiem czy to głód piłki spowodował, że patrzyło się przyjemnie – chyba tak. Pierwszego gola zdobył Kiełbowicz i było to bardzo ładne trafienie z rzutu wolnego w samo okienko. Potem faul Choto i rzut karny dla Jagielloni. Mucha udowodnił, że nadaje się do tego Evertonu, bo Tomasz Frankowski zazwyczaj takich sytuacji nie marnuje…Mucha obronił. Potem na 2-0 podwyższył wielki garbaty nos (Grzelak). Miał wszystkie puste trybuny, a zatem był w swoim żywiole (miał przed kim się cieszyć). Też ładne trafienie. Wydawało się, że spokojnie damy radę… 

Druga połowa to już typowa kopanina. Białystok zdobył w niej bramkę i szczerze mówiąc mógł zdobyć ich więcej. Mieliśmy nieco szczęścia, bo w ostatniej sekundzie Jaga uderzyła w poprzeczkę. Legia jak to miała wtedy w zwyczaju zagrała dobrą jedna połowę i potem oklapła. No, ale ostatni gwizdek, 2-1, były 3 punkty. Lepsze to niż jesienne 0-2 w Białymstoku (po dwóch bramkach Grosickiego).

Po spotkaniu wywiadu udzielał (także dzisiejszy) trener Jagielloni, a za nim napis „twój wymarzony stadion Legii” czy jakoś tak. O tak, to bardzo pasowało do tego meczu…„Przegraliśmy z Legią – taki jest sport. Trzeba umieć przyjąć tę porażkę. Chcemy promować ekstraklasę i dzisiaj ją promowaliśmy – pokazaliśmy beznadziejne boisko i mecz bez kibiców”. – powiedział Michał Probierz. I na tym zakończmy…

CWKS LEGIA WARSZAWA ?-? BKS JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

6.11.10, 12 kolejka Ekstraklasy, godzina 15:45, Warszawa.

Po kolejnym z rzędu zwycięstwie czeka nas najważniejsza piłkarsko batalia – w sobotę podejmujemy Jagiellonię Białystok. Jagiellonię, która chwilowo jest liderem i po prostu tak dalej być już nie może :-). Myślę, że Górniki, Korony i Jagi już się nacieszyły chwilą w czołówce, ale dość już tych żartów – czas zwolnić miejsce Kró(L)owi.

I właśnie tego wymagamy w sobotę od zawodników – nie ważne jak, ale wygrajcie to! Jest tu stadion, są fanatycy – wreszcie są jacyś tam piłkarze, którzy zarabiają dużą kasę. My się wywiązujemy ze swoich obowiązków – naturalnie chcemy by piłkarze też egzystowali w tym świętym klubie tak jak tego wymaga jego marka.

Nie oszukujcie się kibice innych klubów, Legia Warszawa jest najlepsza i kwestią czasu jest nasz ogólny sukces. Mam nadzieję, że kolejnym małym krokiem będzie pokonanie Jagielloni. Zespołu, który ostatni mecz wprawdzie wygrał w męczarniach (z Groclinem), ale ostatni wyjazd sromotnie przejebał. Przejebał 1-4 na Widzewie, który przestraszył się samej „eLki” na koszulkach piłkarzy ze Stolicy i słaba Legia wygrała z obsranym RTSem 1-0. Jeśli więc podejdziemy na poważnie do sobotniej batalii to powinniśmy mieć 3 punkty.

Kim może postraszyć Jaga? Oczywiście Grosicki oraz Frankowski. Trzeba im przyznać, że obaj są przekotami. Kamil jak wiadomo grał w Legii, ale został wywalony przez Urbana za hazard. CWKS wysłał go na odwyk i puścił za granicę. Tej Grosik nie zawojował i na dobre odrodził się właśnie w Białymstoku. Nie dziwi mnie to – już w Legii byłem jednym z fanów talentu Kamila, co być może pierwsi czytelnicy pamiętają…Ale z drugiej strony – od znajomego, który w tygodniu zakłada garnitur i zna trochę „wyższych sfer”, a w weekendy dresiki – słyszałem, że Grosicki lubił także używki, których nie wykrywa alkomat (i nie jest to hazard)…Jak na nastoletniego wtedy sportowca chyba faktycznie było to za dużo…Patrząc dzisiaj – z czysto sportowej strony – faktycznie żal, że tego typu zawodnika nie ma przy Ł3. Z drugiej mańki – wtedy musiał odejść…i tyle. Dzisiaj Rzeźniczak musi go powstrzymać od ataków na bramkę Legii…I nie jest to zbyt dobra wiadomość, bo ostatnio Jakub dał się ograć słabszemu zawodnikowi…Zobaczymy. Może po drodze skusi go Marriott? Wszak mówi się, że stara miłość nie rdzewieje :-).

Frankowski…Mimo, iż jest bardziej marudny niż wszystkie baby czytelników „DL” razem wzięte – trzeba mu przyznać, że to kawał napadziora. Snajper z krwi i kości. Zawsze niebezpieczny – nie ważne, że zespół gra źle. On może – jak w ostatniej kolejce (a był nie do końca zdrowy!) dać Jadze pozornie stracone punkty! Tracimy w tym sezonie wiele bramek, a więc na pewno będziemy mieli nerwy gdy akcja będzie się toczyła pod naszą bramką… Trzeba liczyć chyba na otwartą grę i wymianę ciosów, i ściskać kciuki byśmy zaliczyli więcej trafień…To ci analiza fachowa, no nie :-)?

Jedno jest pewne – musimy wygrać. Ciśnienie na wynik jest, z ciekawością będziemy śledzić sytuacje na boisku. I to już jest mały sukces – dzieje się. Także sportowo…Bo nie oszukujmy się, że nie chcemy dobrze grającej Legii Warszawa! To powinno być oczywistością w tym klubie. W sobotę musimy zmniejszyć dystans do lidera!

Na trybunach tradycyjnie będzie komplet, Żyleta wypełniona – podobnie klatka gości. Jaga organizuje nawet specjalne koszulki na ten mecz. Powinni pokazać się dobrze wokalnie, obok Górnika Zabrze są moim zdaniem najmelodyjniej śpiewającą ekipą. Ale, że to nie „jaka to melodia” to mamy ich melodie w dupie :-). Co z tego, że śpiewają połowę europejskiego repertuaru. My mamy swoje legijne pieśni i jak Europa mówi „śpiewać jak Legia” to śpiewać jak Legia, a nie jak jakiś jebany, lewacki Panathinaikos.

Ł.