LIST CZYTELNIKA: A propos niedziel (kontratak :-).

Dzisiaj drugi dzień pod rząd o wolnych niedzielach, bo na maila doszedł „kontratak” na wczorajszy list. Wrzucę go jeszcze, ale na tym zakończymy dyskusję, bo tematu nie ma co drążyć akurat tutaj szczególnie mocno. Są bowiem sprawy istotniejsze. Dodam też, że dzisiaj skończył się konkurs recenzyjny, ale nagrody tym razem Was nie porwały, bo nie chciało Wam się pisać. Od razu koszulki by się chciało, co? He, he… Oddaję głos Tomkowi.

Ł.

Czołem!

Pozwolę sobie na krótki, krytyczny komentarz do tekstu LuckyB dotyczącego „wolnych od hipermarketów niedziel” (aktualizacja niżej na e-zinie). Dużo w tym wszystkim dobrego ducha, ale brak racjonalności przysłania.

Nie zmienimy mentalności ludzi planując za nich ich życie. Człowiek podejmujący pracę w hipermarkecie liczy się z tym, że by zarobić więcej pieniędzy będzie musiał co jakiś czas pójść do pracy również w niedzielę, tak samo jak dumny posiadacz polskiego wąsa, czyli statystyczny właściciel małego, osiedlowego sklepiku ma świadomość, że by stać się konkurencyjnym handlarzem w okolicy musi otworzyć swój sklep w niedzielę. Co jeśli na hasło „zamknijmy wielkie molochy zachodnich koncernów w niedzielę, nie dajmy robić z pracowników niewolników!” najgłośniej zaprotestują ci, którym przez ten ruch w dniu wypłaty zabraknie tych paru dniówek by godnie przeżyć miesiąc, czyli sami zainteresowani, „uwalniani z ucisku”? 

Oczywiście, łatwo jest mówić „pieniądze to nie wszystko”, ale jak słusznie zauważyła kapela, która dumnie śpiewała kiedyś „(…) ale kurwa – na Jarocin pojechała z hipisami”, by po paru latach… zagrać dla takowych na brudnym spędzie – „Łatwo jest być dumnym, gdy wszystko idzie dobrze”. Takimi postulatami nie poprawimy jakości życia naszym rodakom i nam samym, w ten sposób możemy to wszystko jeszcze bardziej pogrążyć. W kraju gdzie praca opodatkowana jest jak wódka, a rząd ściąga przymusowe daniny z pensji swoich obywateli bezmyślnie wierząc, że to bardziej pewny zarobek niż pozostawienie ludziom ich własnych portfeli i zwrot w postaci VAT-u, który i tak by do kasy państwa wrócił dzięki opodatkowaniu towarów w sklepach (ludzie kupiliby więcej dla siebie, podnieśli swoją stopę życia, a podatek i tak by został ściągnięty) nigdy nie zniknie problem, który w pewien sposób można podciągnąć pod termin „niewolnictwo”.

Bycie patriotą to nie tylko manifestacje, to nie tylko wzruszenie w chwili upamiętniania narodowych bohaterów, to nie tylko idea romantyzmu, bycie patriotą to również znajomość praw rządzących światem w czasach, w których przyszło nam żyć by jak najlepiej swojej Ojczyźnie służyć. Ekonomia i jej nauki to również ważna kwestia dla nacjonalisty, nie zbudujemy potęgi naszego kraju jedynie na barykadach, wiedział to również Roman Dmowski, czy jeden z głównych endeckich, ekonomistów zamordowany w Auschwitz Roman Rybarski.

Czytajmy książki, znajdujmy rozwiązania, mamy się od kogo uczyć w naszym prawicowym panteonie. Od razu nasuwa się cytat zacnej kapeli z południa Polski „Bądźmy jak zębate koła (…) doskonale spasowane”, bo tylko wtedy są „trwałe mocne i wytrzymałe” ;-).

I jeszcze krótkie słówko na temat „zmieniania mentalności lemingów”.

Zacznijmy zmieniać ten stan rzeczy od własnego otoczenia, bo gdy zabronimy pedałom w rurkach i ich koleżankom z prostymi daszkami chodzić po galeriach w niedzielę, spędzą więcej czasu tego dnia przed Pejsbukiem i MTV, a to wcale nie jest lepsza alternatywa dla tych ludzi. Rodzina i tak na tym nie zyska. Zmieniajmy mentalność  – nie stopień wkurwienia w narodzie.

Pozytywny przekaz nie potrzebuje odgórnej pomocy nakazami, wiemy to dobrze choćby stąd, że od chuja dobrych chłopaków i dziewczyn czerpie motywację do działania z polskiego hip hopu, którego nie pokazują w „odgórnie” narzuconym przekazie radiowym, czy telewizyjnym. Grunt to zasiać to pierwsze ziarenko, wzbudzić tą pierwszą wątpliwość jednym, prostym, logicznym pytaniem, takim sposobem mała śnieżna kulka zacznie się toczyć z impetem w „dół” ;-).

Działajmy tak byśmy nie musieli całe życie śpiewać „Wkrótce nadejdzie wiatr, który wywoła sztorm…”, a w końcu poczuli tą zajebiście przyjemną bryzę na swoich policzkach (takie coś musi mieć zapach stadionowych świec i dymu z rac :-), bo to czy „nadzieja stanie się rzeczywistością” zależy tylko i wyłącznie od Nas.

Pozdrawiam ze Wschodu, Tomek

Chwała Wielkiej Polsce!

Witam.

Tomek odnosisz się do już zastanej rzeczywistości. A chodzi o to by tym ludziom nie brakło tych niedziel do NORMALNYCH wypłat… By nie było takiej potrzeby, by pracodawca rozumiał, że to człowiek, a człowiek by rozumiał, że niedziela na zakupach to nie jest fajna niedziela. Ja wiem i LuckyB też zapewne wie, że są tacy, którzy chętnie śmigają w te niedziele do tyry, a najchętniej zamieszkaliby w swoim kochanym hipermarkecie. Normalne?

O planowaniu życia za ludzi nie ma co gadać, bo tak samo planuje je za nich… pracodawca, którego bywają niewolnikami (dużo godzin, mało kasy).

Nie wiem też z jakiej racji mieszasz do wolnych niedziel temat manifestacji…, albo „nasz prawicowy panteon” w momencie kiedy i Ruch Narodowy, i Autonomiczni Nacjonaliści coraz bardziej odcinają się od pojęcia prawicy :-). Wyszedł z tego misz masz.

Tak naprawdę podejmowanie kwestii wolnych niedziel nie jest najważniejszą sprawą i dobrze o tym wiemy… Ale warto czasem wrócić do punktu odniesienia… Kiedyś niedziela była dniem szczególnym, myślę że powie Ci to każdy wychowany w latach 90tych. Nie zbudujemy potęgi naszego kraju tylko na barykadach, ale nie zbudujemy jej także sądząc, że hipermarkety i pracujący w niej niedzielami dobrze wpływają na sytuację. I bardziej chcemy to podkreślić niż czegoś zakazywać.

Dobra, kończymy ten temat. Pozdrowienia.

Ł.