WYWIAD: Mariusz Pilis – reżyser m.in. „Buntu Stadionów”.

Dawno nie wrzucałem nic z papieru w sieć, a także nie publikowałem online żadnego wywiadu – czas nieco nadrobić. Udało mi się w kwietniu tego roku porozmawiać z reżyserem głośnego „Buntu Stadionów” – Mariuszem Pilisem, zanim jeszcze zobaczyłem ów dokument. Temat zawsze aktualny – film można nabyć, a także nadal go promować wśród lemingów, do czego zachęcam. Miło gościć na łamach e-zina człowieka, który narobił kilkoma swoimi filmami sporo szumu, powodując złość tak nielubianych przez nas polityków… Do rzeczy zatem… Obok zdjęcie z planu „Buntu Stadionów” podesłane mi przez Pana Pilisa.  Przedstawia kibiców (Lechii Gdańsk) malujących antykomunistyczną oprawę.

Ł.

Tu kupisz „Bunt Stadionów”:

http://ultrastreet.pl/291,pl_bunt-stadionow-film-mariusza-pilisa.html

Ł: Witam serdecznie. Na początku proszę się przedstawić czytelnikom „Drogi Legionisty”.

MARIUSZ PILIS: Od prawie dwudziestu lat robię filmy dokumentalne. Byłem reporterem newsowym w TVP, korespondentem „Wiadomości” na Ukrainie w latach ’97-98. Jestem laureatem (2001) nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (tzw. polskiego Pulitzera) za najlepsze dziennikarstwo międzynarodowe.

Wymyśliłem konstrukcję, którą dzisiaj nazywa się TVP INFO i byłem jej pierwszym dyrektorem za czasów prezesury Bronisława Wildsteina. Od 1998 prowadzę z przerwami swoją firmę producencką. Mam 46 lat. Mam żonę i trójkę dzieci. I o ile ta informacja może być istotna dla naszego spotkania, to Kibicuję Wiśle Kraków.

Ł: Całe środowisko kibicowskie czekało na Pana nowy film „Bunt Stadionów”. Z pewnością ludzie są zainteresowani tym jakie są Pana inne, najgłośniejsze filmy w karierze, a więc kto postanowił o ich buncie opowiedzieć?

MP: Jak mówiłem filmy dokumentalne realizuję od prawie 20-tu lat. Mój warsztat zawodowy doskonaliłem przede wszystkim w strefach wojny w różnych miejscach na świecie.

Mój pierwszy film zrealizowałem w Czeczenii w 1995 roku. Pojechałem na wojnę, bo dowiedziałem się z telewizji, że górale biją rosyjską armię. Pierwszy pobyt na Kaukazie był dla mnie doświadczeniem życiowym. Nie da się tego krótko opowiedzieć. Później wielokrotnie odwiedzałem Kaukaz. Później był Irak, Palestyna, Azja Centralna, Afganistan, Pakistan, półwysep Arabski. Wszędzie powstawały filmy. Jedne dla Telewizji Polskiej inne dla telewizji takich jak BBC, Channel4 itd.

Najważniejsze produkcje? „Allah Akbar znaczy Bóg Jest Wielki” – (1995) debiut. „Cena Prawdy” (2001) – Grand Prix na V Międzynarodowym Festiwalu Telewizyjnych Filmów Dokumentalnych „U Siebie” w Krakowie. „The Smell of Paradise” (2005) – pokazywany na festiwalu TIFF w Toronto jako jeden z trzydziestu najlepszych dokumentów na świecie roku 2005. „Chechnya: The Dirty War” (2005) – nominowany do prestiżowej brytyjskiej nagrody Rory Peck Award. „Exit Afghanistan” (2010) – nominowany do Prix Europa w Berlinie. „Letter From Poland” („List z Polski” – 2010). 

Ten ostatni odbił się bardzo szerokim echem, zwłaszcza w internecie. Nigdy nie był pokazywany w żadnej polskiej telewizji. Jest chyba zbyt ryzykowny z punktu widzenia tych którzy są odpowiedzialni za katastrofę smoleńską i zwłaszcza za prowadzone śledztwo, czyli obecnych polskich władz. To, że istnieją zależności pomiędzy władzą, a mediami w Polsce (zwłaszcza tymi głównymi) nie muszę raczej wyjaśniać, bo zwłaszcza środowiska kibicowskie rozumieją to doskonale. Więc filmu w żadnej polskiej telewizji nie było. Był za to w publicznej telewizji holenderskiej VPRO. Stamtąd przedostał się do internetu. I lawinowo zgarnął ponad trzy milionową widownię. Był pierwszym polskim filmem o katastrofie smoleńskiej.

Wymieniłem tylko niektóre spośród ponad 20-tu filmów, które zrobiłem. Wszystkie w pirackich kopiach krążą w internecie.

Ł: To wszystko bardzo poważne tematy. A skąd akurat zainteresowanie środowiskiem kibiców?

MP: Wiedza o tym co dzieje się wewnątrz środowiska kibicowskiego przyszła do mnie z czasem, kiedy zacząłem rozmawiać z ludźmi w całej Polsce.

Po pierwsze, moją uwagę zwróciły zewnętrzne objawy tego co nazywam buntem. Jak mówiłem jestem też kibicem piłkarskim. Nie „Januszem”, ale też ze środowiskiem straciłem kontakt na początku lat 90-tych. Moje życie poszło w inną stronę. Choć jestem wyczulony na echa tego co dzieje się na  trybunach.

Więc kiedy dostrzegłem te zewnętrzne, niepokojące objawy jakimi stało się publiczne upominanie się kibiców o pamięć historyczną, prawdę, uczciwość – zrozumiałem, że dzieje się coś wyjątkowego, coś czego wcześniej nie dostrzegałem i czego pewnie nie widziała większość Polaków, bo swoją wiedzę czerpią, co naturalne z mediów. A w mediach było o kibicach albo źle albo bardzo źle. Mówię „niepokojące objawy” dlatego, że to co działo się na trybunach natychmiast wzbudziło we mnie taką refleksję, że przecież trybuny to cała Polska, to przekrój całego społeczeństwa, więc skoro na trybunach jest tak, to znaczy, że z Polską jest coś nie w porządku, skoro takie treści wypływają na stadionach i tą drogą znajdują sobie dojście do świadomości Polaków.

To bardzo interesujące z punktu widzenia człowieka, który robi filmy dokumentalne. A i emocjonalnie stawia człowieka w pozycji chcącego to wszystko zrozumieć i ogarnąć. Tak narodziła się idea filmu o środowiskach kibicowskich.

A później była długa i fascynująca podróż wgłąb. Spotkałem wielu wartościowych ludzi i postanowiłem o nich opowiedzieć bo robią rzeczy dobre. Co z tego powstało? Powstał film inny niż wszystkie. A czy dobry? Niech ocenią to widzowie.

Ł: Może zdradzi Pan w takim razie o jakich konkretniej wartościowych ludziach jest powiedziane w tym filmie? Starucha widzieliśmy na zwiastunach. Kto jeszcze?

MP: Łatwiej niż o tym czego nie widać, czyli co akurat jest w filmie opowiadać mi będzie czego w tym filmie nie ma.

Nie ma bijatyk, nie ma wszystkich tych negatywnych obrazów, które od lat są piętnowane w mediach. Mam nadzieję, że widzowie docenią również to, że nie ma tam manipulacji. W żadną stronę. Są pokazane inicjatywy i zachowania, które na celownik wzięły sobie mainstreamowe media, a poprzez nie rząd. Zachowania i inicjatywy, przez które moim zdaniem kibice stanęli w ogniu ostrzału medialnego.

To działania pozytywne, ale z punktu widzenia tego co od ponad dwudziestu lat dzieje się w Polsce – działania niepopularne, ponieważ przypominają o tym, co akurat współczesne elity chciałyby zamieść pod dywan.

Wyjątkową moim zdaniem zaletą filmu jest to, że udało mi się rozmawiać z ludźmi, którzy zwykle nie „świecą się” na świecznikach. Dotarłem do takiej Polski, która wiele o nas mówi. Do Polski autentycznej i prawdziwej, bo emocjonalnej i zaangażowanej.

Piotr Staruchowicz jest jednym z reprezentantów środowiska, ale nie jedynym. Dotarłem do ludzi z Poznania, Gdańska, Wrocławia, Krakowa i Warszawy oczywiście. Wszystko dzięki zaufaniu jakim obdarzyło mnie środowisko w całej Polsce. Za co bardzo tutaj chcę podziękować. To był poważny kredyt.

Film opowiada o tych ludziach, o ich widzeniu Polski i naszych spraw dzisiaj. Ale kibice to nie jedyna tematyka filmu. Patrzę na środowiska z perspektywy szerszych procesów zachodzących w naszym kraju. To co dzieje się wewnątrz świata kibiców i dookoła niego jest tożsame z procesami ogólnopolskimi.

W tym filmie przejrzy się kibic, naukowiec, człowiek rozumny i leming. Myślę, że udało mi się zbudować taką perspektywę. Ci co widzieli już film wychodzili z wypiekami na twarzy. To dużo mówi.

Ł:Mówi Pan, że nie ma bijatyk, ale na zwiastunach widać także walkę z policją 11 listopada w Warszawie. Czy Pan także poszedł w ton, że była to jedna wielka prowokacja?

MP: Nie, ten aspekt w ogóle mnie nie interesuje. A co więcej, mam na ten temat swoją prywatną teorię.

Bardziej zastanawia mnie to, że doszło do gwałtownych walk, do spalenia wozów TVNu. W moim filmie pokazałem zdjęcia z 2011 roku, choć te z 2012 też miałem. To odruch, który wskazuje, że sytuacja w kraju się radykalizuje. Tyle widać gołym okiem i to z pewnością przyzna każdy. Tyle, że jeśli chodzi o wyciągane wnioski bywa już różnie.

Jeśli chce ktoś w tych aktach widzieć wybryki chuligańskie, to tak je będzie widział, jeśli ktoś widzi w tym prowokację policyjną, też ma do tego prawo, bo nie wszystko było w porządku. Byłem, widziałem.

Ale ważniejsze jest coś innego. Jak niewiele było trzeba, żeby doszło do takiej sytuacji. To świadczy o radykalizowaniu się postaw. Mnie interesuje skąd się to bierze. I poniekąd to te wydarzenia były poważną inspiracją do zadania pytań środowisku kibicowskiemu, bo to ono stało w pierwszej linii starcia z policją w 2011 i 2012 roku. Byłem tam i widziałem. Można by tu wymienić całą litanię grzechów mediów i władzy, za którą ruchy kibicowskie chciałyby odpłacić władzy.

Tak to widzę. Choć to agresja, którą potępiam, to rozumiem jej korzenie.

Ł: W wywiadzie dla „Polonia Christiana” powiedział Pan, że „chcemy w pierwszej kolejności dotrzeć do środowisk kibicowskich w całej Polsce, a następnie stopniowo rozszerzać dystrybucję”. Rodzi to pytanie – dlaczego chce Pan najpierw docierać do naszego środowiska, skoro my prawdopodobnie wszystkie tezy zawarte w filmie doskonale znamy? Nie lepiej wytłumaczyć właśnie szarym ludziom, że także w ich imieniu walczą Ci oczerniani kibole?

MP: To bardzo dobre pytanie! Wy to znacie, macie to na co dzień. Robicie swoją pracę po cichu i nie oczekujecie poklasku, aplauzu. To zrozumiałe. Środowiska kibiców zawsze działały w mniej więcej ten sam sposób.

Ale proszę spojrzeć na odzew środowiska na zwiastuny filmu. Proszę spojrzeć na te setki kibiców, którzy przyszli na przedpremierowy pokaz na hali Wisły (24.03). Czytał Pan komentarze, nie mam złudzeń, w większości kibiców pod zwiastunami na youtubie?

To wszystko razem wzięte wskazuje, że nie popełniam błędu kierując film w tym pierwszym etapie jego życia właśnie do środowisk kibicowskich.

Ktoś napisał mi tekst, który zostanie u mnie na długo w pamięci. Chyba najlepiej odpowiada na Pana pytanie: „Chcę go pokazać kiedyś dzieciom i powiedzieć im, że nie byliśmy bandytami. Że o coś nam chodziło”.

Opowiadając tą historię mam poczucie, że poszerzam debatę publiczną nie tylko o wzbogacenie wizerunku środowisk kibicowskich, ale też o dyskusję nad stanem demokracji w Polsce. Ten film będzie żył we wielu środowiskach i na wielu poziomach. Mam taką pewność, bo portretuje sprawy ważne. Środowiska kibicowskie dostają go do rąk pierwsze, bo na to zasługują.

Ł: Wierzy Pan w to, że nasz ruch może mieć realny wpływ na sytuację w Polsce? Niektórzy sądzą, że dajemy tylko argumenty władzy, bo zawsze znajdzie się ktoś do awantur z policją, które oni mogą potem pokazać w TV i wykorzystać przeciwko nam, manipulując tych awantur powodami. A te awantury będą i jeśli mam być szczery – ja to rozumiem, bo ile można trzymać w sobie frustrację…

MP: Pytanie o metody postępowania jest jak zawsze nierozstrzygnięte. I ja też nie znajduję dobrej odpowiedzi jaka postawa jest najwłaściwsza. Osobiście wolę takie postawy jak podczas niedoszłego meczu o Superpuchar pomiędzy Legią i Wisłą niż uliczne bijatyki, które rzeczywiście są skrupulatnie wykorzystywane do podtrzymania wizerunku agresywnych chuliganów, którym chodzi jedynie o drakę.

Ale rozumiem też, że ta środowiskowa frustracja i następująca po niej agresja są powodowane wieloma poważnymi naruszeniami reguł jakich powinno przestrzegać państwo demokratyczne wobec własnych obywateli. Przykładów rzeczywiście jest mnóstwo. Jedno, co można powiedzieć to, to, że środowisko ewoluuje i to bardzo wyraźnie w kierunku świadomych postaw. Wiem, że jest wciąż wiele złych rzeczy, ale moim zdaniem zmiany widać. 

Ł: Jestem osobą młodą, ale analizując nieco historię najnowszą widzę podobieństwo z walkami naszych rodaków z ZOMO – kiedyś msze, dzisiaj np. 11 listopada. Tylko, że wtedy też opozycja zaczęła się oddolnie, a skończyła jak skończyła – Okrągłym Stołem. Jak tego uniknąć? Czy my, szczerzy patrioci, jesteśmy zawsze krok za hienami politycznymi?

MP: Ciężko w paru zdaniach odpowiedzieć na takie pytania, bo powinniśmy przegadać chyba całą noc i wciąż pewnie nie wyczerpalibyśmy tematu. Patriotyczne rocznice i święta zawsze były dla nas momentami wysiłku, demonstrowania swoich postaw, niezadowolenia, zgłaszania żądań i postulatów. Tak było przez ostatnie dwa stulecia, tak jest i do dzisiaj. Jesteśmy narodem, który przeżył tyle kataklizmów historycznych, że moim zdaniem długo będzie się z tego stanu chaosu wydobywał.

Przemiany 1989 roku to rzeczywiście wydarzenia, które jedni oceniają jako historyczne zwycięstwo, inni jako porażkę i niewykorzystaną szansę. Osobiście należę do grona tych drugich.

Czeka nas praca. Być może rozłożona na kilkadziesiąt kolejnych lat zanim powiemy sobie, że o to nam chodziło. Praca u podstaw to jedyna droga do pełnego sukcesu. Nie rewolucje, bo one przynoszą chaos i powodują, że fusy wypływają na wierzch. Nie jesteśmy w tyle. Robimy swoje i jak widać na przykładzie wielu środowisk, ta praca daje znakomite efekty choć trwa. Cierpliwość, to podstawowa cecha ludzi, którzy wierzą w ostateczny sukces.

Ł: Jest jednak wielu takich, którzy mówią, że ta cierpliwość to jedynie tłumaczenie sobie własnego strachu przed ryzykiem, zostawienia „swoich spraw” dla sprawy Polski… Czy jest w ogóle taka sprawa, która wymaga od nas bardziej zdecydowanych ruchów?

MP: To, że Polacy dzisiaj są zdeterminowani (a przynajmniej duża część), źli i radykalni, widać gołym okiem.

Wiele czynników się na to składa: bezrobocie, pogarszająca się sytuacja materialna, brak perspektyw, emigracja, postawa wobec katastrofy smoleńskiej. Jednym zdaniem: polskie państwo nie działa tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Czy to jest czas, kiedy trzeba radykalnie udowadniać swoje bohaterstwo? Nie mnie to oceniać.

Jedno w tym wszystkim chyba jest ważne. Liczy się tylko Polska.

Wiele jest dróg, którymi możemy pokazać, że jesteśmy patriotami. Czasem potrzebny jest radykalny odruch, czasem mądrość i cierpliwość.

Tak jak powiedziałem – nie ma idealnego rozwiązania, ale trzeba próbować. We wszystkich kierunkach, bo to co się dzisiaj dzieje jest dla Polski moim zdaniem szkodliwe.

Dla mnie najważniejsza jest kwestia edukacji młodzieży, kwestia rzetelnego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, polityka prorodzinna, budowanie tożsamości narodowej poprzez propagowanie historii Polski. Ale tych spraw jest wiele.

Każdy z nas ma swoje własne rozumienie spraw najważniejszych dla Polski ale mianownik zawsze powinien być tylko jeden. Dobro ojczyzny.  

Ł: Wracając do „Buntu Stadionów”. Na drugim zwiastunie obserwujemy malujących oprawę kibiców. Co to za grupa? Jaka jest przewodnia myśl filmu, czy to film o naszym środowisku w ogóle, czy może mający coś konkretnego pokazać? Czy różni się on wyraźnie od „Kibola”?

MP: Od końca…

Od „Kibola” różni się wszystkim. To zupełnie inny film. Lubię się przyglądać zjawiskom, opisywać je. Mój film stara się opisać i zrozumieć zjawisko, które z niewiarygodną siłą odcisnęło się w świadomości Polaków w ciągu ostatnich kilku lat. Bo ten zryw, bunt trybun stadionowych wobec elit, wobec tego czym jest dzisiaj polskie państwo nie tylko jest widoczny, ale dotyka zjawisk współczesnych, którymi poniekąd żyje cały naród. To jest film opowiadający o buncie, który wybuchł w miejscu, w którym nikt się go nie spodziewał. Buncie, z którym polskie państwo dzisiaj walczy, bo jest nieprawomyślny, niepożądany, niepolityczny i jeszcze parę „nie” by się znalazło. Nikt tego zjawiska nie analizował w mediach do tej pory. Ja staram się taką perspektywę zbudować aby zrozumieć co się dzieje i dlaczego. Tym się różnimy od „Kibola”.

Dziękuję ultrasom Lechii Gdańsk, że pozwolili mi sfilmować proces przygotowania oprawy meczowej. To są, mam tego świadomość, zdjęcia już historyczne. Oprawa na 30-lecie wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Mam świadomość, że dzięki nim filmowałem historię.

Ł: Muzykę do filmu robiło Hemp Gru. Skąd pomysł akurat na ten skład? Polecił go Panu ktoś, czy może sam Pan zna repertuar?

MP: Hemp Gru polecił mi już w trakcie realizacji filmu, jeden z ludzi z Legii Warszawa.

Lubię hip hop, dostrzegam jak się rozwija, ale pewne elementy siłą rzeczy mi umykają. Kiedy usłyszałem Hemp Gru, wiedziałem od samego początku, że będę szukał możliwości współpracy. Po jakimś czasie udało mi się przez ludzi z Legii znaleźć kontakt. Spotkaliśmy się i sprawy potoczyły się wręcz automatycznie. To świetna załoga, robią dobre rzeczy, są rzeczywiście kreatywni i utalentowani. Od tamtej pory często ich słucham :-).

Ł: To by było na tyle. Dziękuję za rozmowę. Ostatnie słowo należy do Pana.

MP: Aby dzisiaj w Polsce robić takie filmy jak „List z Polski” czy „Bunt Stadionów” potrzebujemy świadomego odbiorcy. Na okładce płyty będzie taka pieczątka: „Wspieram Więc Kupuję”. To apel do każdego, kto uznaje, że taka robota ma sens.

Dziękuję.

 rozmawiał: Ł. (kwiecień 2013) 

wywiad ukazał się w zinie „Droga Legionisty” numer 12