LIST CZYTELNIKA: Polemika z Marcinem (na temat „jabłka”).

Pisz czachaCelem mojego tekstu jest polemika z wpisem Marcina, z 9.12.13 r., dotyczącym ugrupowania Polska Razem Jarosława Gowina. Nie jest to polemika w 100 proc. merytoryczna – chodzi mi nie tyle o opinie mojego adwersarza (choć to również), co o pewien sposób pisania. Twierdzę, że w wielu miejscach Marcin po prostu mija się z prawdą (nie sądzę, iżby robił to umyślnie; przyjmuję, że po prostu nie do końca sprawdził – o ile w ogóle – konkretne wypowiedzi Gowina). Uważam także, że w kilku miejscach zarzucił mu coś, na co należałoby wskazać konkretne źródła, a tych, niestety, brak. Na koniec sformułuję swoje stanowisko odnośnie do nowopowstałej partii na polskim podwórku.

W pierwszym akapicie tekstu Marcina czytamy, że „kadry [Polski Razem – B.] stanowią ludzie powiązani z PO od lat, a także stowarzyszenie Młodzi Demokraci”. Faktem jest, że nową partię tworzą osoby z Platformy, ale przecież nie tylko. Co więcej, większość znanych nazwisk nie jest skojarzona z PO, a z PJN-em lub PiSem (Wipler). Dodajmy do tego KoLibra oraz Republikanów. Młodych Demokratów (faktycznie posądzanych przez wielu o cynizm i oportunizm) przeszło do tegoż ugrupowania zaledwie kilkudziesięciu i raczej nie odgrywają większej roli.

Drugi akapit jest o wiele gorszy. Dowiadujemy się, że Gowin zaczął się stawiać, gdy… został zdymisjonowany! Nie wiem, na ile Marcin interesuje się polityką (mam nadzieję, że takie wstawki nie zostaną uznane za argumenty ad personam; nikogo nie chcę obrazić), ale jeśli pamięta chociażby poprzednią kadencję, to jednym z najczęstszych krytyków ówczesnego rządu (tak, tego, w którym Gowin nie zasiadał w ogóle) był właśnie lider Polski Razem. Również jako minister sprawiedliwości twardo stawiał na swoim, chociażby w przypadku walki nad ustawą o tzw. związkach partnerskich – wtedy Gowin, całkowicie przeciwko Tuskowi, mówił, że ustawa (zaproponowana przez PO!) jest niezgodna z Konstytucją. Zresztą całą wypowiedź można obejrzeć na youtubie. Wracając jeszcze do rzekomego NIESTAWIANIA SIĘ przed zdymisjonowaniem, to przecież wielu komentatorów oraz publicystów twierdziło, że Tusk wziął Gowina do rządu właśnie po to, żeby zamknąć mu usta. Czemu miał chcieć je zamknąć? Ano dlatego, że Gowin się stawiał (jeszcze za poprzedniej kadencji – powtarzam).

Idźmy dalej. W następnym akapicie autor znów mija się z prawdą. Gowin nie powiedział, że jest PiS-bis; odniósł się jedynie do zarzutów, czy jego partia nie jest PO-bis i stwierdził, że jeżeli już miałby być czyimś „bisem”, to PiS-u, ale tylko ze względu na ludzi z PJN-u (którzy, przypominam, byli niegdyś członkami PiS-u). Swoją drogą trzeba mieć Gowina za naprawdę mało inteligentnego, jeśli się mu imputuje taki brak trzeźwości i myśli, iż mógłby naprawdę się nazwać PiS-bis…

Jeżeli chodzi o czwarty akapit, zawarty jest w nim poważny zarzut: Gowin miał rzekomo bronić Palikota. Jeżeli tak było faktycznie, prosiłbym o wskazanie konkretnych wypowiedzi, ale również z podaniem konkretnych dat. Należy pamiętać, że Palikot – zwierzę wyjątkowo chytre – zmieniał poglądy bardzo często i nie zawsze był kosmopolitycznym lewakiem. Miał przecież swoje konserwatywne epizody. Tak czy inaczej, Gowin nigdy nie przebierał w krytyce Palikota…

Nie wiem również, co Marcin ma na myśli, gdy mówi, że Gowin idzie tą samą drogą, co Palikot (akapit 5). Przecież, w odróżnieniu od Palikota, Gowin nie jest milionerem, który ma kasę na kampanie, nie jedzie na prymitywnych, antyklerykalnych akcjach, a w mediach pokazuje się o wiele mniej. Dlaczego? Ponieważ Palikot mógł pozwolić sobie na kontrowersje. Zawsze był błaznem, a Gowin, w przeciwieństwie do Palikota, jest politykiem bądź co bądź poważnym.

Nie będę już się odnosił do reszty akapitów z osobna. Marcin pisze m.in., że Gowin „został odsunięty najpewniej teatralnie”. Skąd ta pewność? Ba, jeżeli ktoś śledzi wydarzenia polityczne, a do tego czyta relacje osób, które są w prywatnych kontaktach z politykami, wie, że między Gowinem a Tuskiem zawsze był spory kwas. Zresztą zawsze to mówili wprost. Również mówienie, że Gowin przez 6 lat miał zamknięte oczy jest fałszem, na co wskazałem wcześniej.

Chcąc podsumować tekst mojego adwersarza – starając się jednak go nie obrazić – powiem wprost: zacznijmy dokładniej analizować i nie przyjmować wszystkiego a priori. Jeżeli chcemy coś napisać odnośnie do zasłyszanej wcześniej wypowiedzi jakiejś osoby (w tym wypadku Gowina), sprawdźmy, co dokładnie powiedział.

Niemniej jednak dobrze jest się zastanowić, co Gowin może nam dać – nam, czyli Polsce. Jak mamy go oceniać i czy możemy mu zaufać? Myślę, że znajdziemy kilka plusów, jak i kilka minusów. Zacznijmy od tej lepszej strony. Po pierwsze, Gowin wprost zapowiada, że chce zabrać elektorat głównie Platformie. Również, jako opozycjonista, będzie atakował właśnie partię rządzącą. I to jest duży plus. Plusem są również niektóre poglądy Polski Razem. Zasiada w niej wielu poważnych konserwatystów (mówiąc „poważnych”, mam na myśli, że nie są tylko deklaratywni). Samo w sobie jest to pozytywne. Z wypowiedzi Gowina (oraz innych podczas konwencji PRJG) wynika, że są za ograniczeniem państwa (biurokracji, podatków, itd.) – to kolejny, duży plus. Im mniej państwa, tym lepiej. Polska Razem stawia też na demokrację bezpośrednią oraz politykę prorodzinną. Osobiście patrzę na to z lekką estymą – mało kto podejmuje te dwa wątki.

Dobrze, tyle dobrego. Musimy pamiętać, że Gowin nieraz odcinał się od nacjonalizmu. Kilkakrotnie powtarzał (czy to w programach telewizyjnych, czy w wywiadach), że bliżej jest mu do tzw. tradycji Jagiellońskiej niż Polski Piastowskiej. Dystansował się również od Marszu Niepodległości. Pod tym względem nie można mu ufać. Jest jeszcze jedna ważna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę. Z pewnością większość z Czytelników nie zdaje sobie z tego sprawy (to nie ich wina! Większość ludzi została po prostu omamiona przez mass-media): Gowin nie jest wcale żadnym katolickim talibem. I wielka szkoda. Po pierwsze, nie jest za całkowitym zakazem aborcji (podtrzymuje zgniły „kompromis aborcyjny”). Również opowiada się za in vitro (w wersji dla małżeństw i bez selekcji zarodków – ale jednak za). Nie jest zatem ortodoksyjnym katolikiem, co dopiero mówić o jakimś tradycjonalizmie.

Podsumujmy: Polska Razem może być partią, która osłabi Platformę, będzie wspierała demokrację bezpośrednią oraz społeczeństwo obywatelskie, proponuje ciekawe rozwiązania gospodarcze. Czy to znaczy, że mamy na nich głosować? Tego nie wiem. Wiem za to, że na wszystko, co osłabi Platformę, powinniśmy patrzeć raczej przychylnie.

Borowik