2.07.14 Mistrzostwa Świata. Młody z FKV kontra slumsy – 0:1.

MSRosyjscy kibice z wszystkich zakątków kraju, a także mieszkający w innych częściach świata różnymi drogami i na rożne sposoby docierali do Ameryki Południowej by reprezentować swój kraj i kibicować swojej reprezentacji. Dotarcie do i pobyt w tak odległym rejonie świata nie jest na każdą kieszeń i spryt, lecz szczęśliwców było niemało, dlatego wrzucam garść informacji na temat pobytu Rosjan z ruchów kibicowskich na Mistrzostwach w Brazylii. Ci, którym udało się pobyć w ojczyźnie niewolnicy Isaury podkreślają, że można tam bardzo intensywnie odczuć dominację ducha „modern football” – stewardzi czepiają się kibiców o wszystko, zabronione jest wieszanie flag, stanie i w ogóle zabronione jest zorganizowane kibicowanie. Niestety w 2018 roku coś podobnego może czekać kiboli na Mistrzostwach Świata w Rosji.

Po kolei w tej galerii fotek macie:

http://fanstyle.ru/news/28410-russkie-na-chempionate-mira-2014/

– flagi

– motywy narodowe i duch czasu

-wlepy

-momenty

-trofea

MS2

Rosyjska reprezentacja powróciła już do domu, a wraz z nią kibice z Rosji. Nieliczni z nich pozostali w Ameryce Południowej, aby delektować się smakami egzotycznych dziwek, ziółek, a także by zwiedzić i podziwiać inne kraje kontynentu od And po Dżunglę Amazonki.  „Droga Legionisty” to nie jest portal o ziołach i dziwkach, więc dlatego poniżej zamieszam jedynie klimatyczną, turystyczną relację Młodego z Rygi, który najwidoczniej nie bez traumy opisuje swoją sytuację z ulic dzielnicy La Boca w Buenos Aires:

„(…) to – czego mogłem oczekiwać, a nie stało się w Brazylii, stało się dziś w stolicy Argentyny Buenos Aires. Dostałem niezłą lekcję, a nawet kilka i mam nadzieję, że przyswoję sobie je na całe życie.

Wracałem ze stadionu Boca Juniors i spacerowałem po dzielnicy La Boca. Łaziłem z lustrzanką w łapach i wszystko wokół fotografowałem, miejsca interesujące i klimatyczne. Doszedłem do zapuszczonego rejonu, w którym żyje biedota. Stara La Boca. Dosłownie favele, ale zamiast niby-domeczków, domy zbudowane na początku zeszłego stulecia. Napotkany pies uporczywie rekomendował mi, żeby nie iść dalej, że niby tam są bandyci, broń, odbiorą aparacik, dudki i mogą postrzelić lub pociąć. W zasadzie to go posłuchałem, ale ciekawość wzięła górę nad rozumem i ostrożnością.

Podszedłem bliżej, pstryknąłem kilka fotek. Również sfotografowałem miejscowych mieszkańców i pewnie w tym momencie się spaliłem. Szedłem wzdłuż niebezpiecznego rejonu i znajdowałem się w zupełnie nie turystycznej okolicy La Boca i gdy zauważyłem ciekawe graffiti to nie mogłem się powstrzymać. Skręciłem w zaułek, wokół porzucone auta jak na filmach o Meksyku, domy zamieszkane przez bezdomnych, około 150 metrów ode mnie stało kilku typów. Liczyłem, że zrobię kilka fotek, wezmę nogi za pas i zawinę się stamtąd.

Robię fotki, odwracam się, żeby się oddalić i wbić się do jakiegoś środku transportu, a tuż obok mnie już trzech miejscowych. Dorośli, zdecydowanie ponad trzy dyszki, mocni.  Nie zdążyłem nawet zorientować się, a nieoczekiwani goście zbijają mnie z nóg i wyrywają aparat z rąk. Gdy się podnosiłem typy już biegły w głąb faveli w stronę tej właśnie grupki, która stała jakieś 150 metrów ode mnie. Recz jasna nie miałem nikogo, kto mógłby mi pomóc, jedynie mijający mnie piesi – to też byli miejscowi :-).

Wbijać się w głąb dzielnicy w celu poszukiwania napastników – nie zdecydowałem się.  Z gołymi łapami przeciw uzbrojonym nie pójdziesz, a w sumie dokąd miałbym pójść, aby ich szukać.

Najsmutniejsze jest to, że ja, doświadczony podróżnik nie wytworzyłem sobie kopii zapasowej fotografii, nie wymieniłem karty pamięci, a chciałem to zrobić dziś w hotelu, ale pragnienie zobaczenia jak najwięcej w Buenos Aires przed zmierzchem spowodowało, że odłożyłem back-up na wieczór. W rezultacie najbardziej soczyste fotki z MŚ2014 pozostały w La Boca.

Lekcja numer jeden: nigdy nie odkładaj back-up-u fotek w jakichkolwiek okolicznościach byś się nie znalazł, jakbyś nie był śpiący, jakbyś się nie śpieszył. Aparatu z niezłym obiektywem nie szkoda. Szkoda wspomnień o tym co przeżyłeś na MŚ w formie fotek. Na karcie było sporo fajnych reportaży, dla których właśnie brałem ze sobą lustrzankę.

Lekcja numer dwa: nie bądź zbyt pewnym siebie w miejscach, o których cię uprzedzano wcześniej i uprzedzano bezpośrednio na miejscu. Albo iść w takie miejsca bez sosu i zbędnych rzeczy – albo nie iść tam wcale. Ukarano mnie ze bezczelność i pewność siebie. Powinni byli zrobić to w Rio w faveli Rosin.

Mam mieszane uczucia, bardzo mi szkoda fotek, ale miałem też przy sobie paszport, nie małą ilość gotówki i karty bankowe, a także odtwarzacz i smartfon, który rozładował się w tym samym czasie. Mógłbym pozostać w ogóle bez niczego, mogli mnie pociąć lub wsadzić kulę w nogę. Różnie to mogło się zakończyć.

Chłopaki razem z którymi spędziłem część MŚ14 byli tutaj dwa tygodnie temu. Wydawało się im, że nie taki diabeł straszny jak go malują i dzielnica La Boca jest lajtowa i bezpieczna na piesze spacerki. Nie wiem teraz, czy byli w turystycznej części, czy też wbili się do innej części na lewo od mostu kolejowego. Z drugiej strony chłopaków było trzech i oni nie machali lustrzanką we wszystkie strony. Ja z kolei zapomniałem się trochę, poczułem się w Buenos Aires bezpiecznie jak w domu i zostałem ukarany za to. Byłem za bardzo skoncentrowany na fotografowaniu i nie zauważyłem jak siedli mi na ogon (…) Mam nadzieję, że nie popełnię podobnych błędów w przyszłości. Kontynuuję podróż, jutro wracam z powrotem do Brazylii, dziś idę pocieszyć się soczystym argentyńskim stekiem. Do zobaczyska (…)”.

na podstawie relacji: „Admirał”, „Młody”, „R”.

tłumaczenie dla „DL” – Berdysz