22.09.14 Inkubator.

Witam po dłuższej przerwie w prowadzeniu e-zina. Jak wspominałem już wcześniej – obowiązki i przyjemności nie pozwalają mi ostatnio na wypisywanie wszystkich aktualności. Przejdźmy jednak do rzeczy, do felietonu dotyczącego sportów walki. Moje doświadczenie zawodnicze i trenerskie jest naprawdę niewielkie, no ale powiedzmy, że coś tam było, coś tam jest. Papier od Związku jest (nie jakiś tam „kurs samoobrony” z telegazety), ale i tak piszę bez fałszywej skromności, znając swoje miejsce w szeregu. Ot – jestem nadal na początku trenerskiej kariery. A, że wrodzone uzależnienie od dzielenia się refleksjami jest faktem… To czas na refleksje sportowe „od środka”. Liczę też na jakąś wymianę doświadczeń z kimś kto ma mentalność podobną do kibolskiej i zajmuje się tymi sprawami.

W wielu klubach tradycyjnych (!) odchodzi się znacznie od oswajania dziecka ze sprzętem do walki: rękawicami bokserskimi, ochraniaczami, kaskami… W czasach kultu reklamy, kultu bezstresowego wychowania – rodzice nie chcą pojąć, że właśnie zapisali młodą osobę na sztukę walki, nie zaś na balet. Zabawy w przesadzonej ilości, baloniki na przeglądanych galeriach zdjęć. Piszę o tym, bo przez 5 lat obserwowałem wiele podobnego podejścia. Nie było co o tym pisać z pozycji laika, ale chyba przyszedł czas…

Trzeba zacząć od tego, że sztuka walki różni się od sportów walki tym, iż posiada otoczkę ideologiczną, pewien kodeks moralny.

Zadawałem sobie zawsze to samo pytanie: rozumiem, to są dzieci, ale czy 70% zabawy, a 30% lekkiego treningu ma ich przygotować do bycia wojownikami? Czy po latach sielanki w sekcji dziecięcej przejdą do grupy starszej przygotowani?

Bo to są dzieci, trzeba się z nimi bawić – słyszałem podpowiedzi, z których nie mam zamiaru korzystać.

Może 5 minut na rozgrzewkę…, ale nie pół treningu.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli… Nie twierdzę, że mamy w Europie przesadzać, niczym w Tajlandii. Tamtejsze dzieci trenują czasem wręcz przesadnie (ale, przyznacie, robią wrażenie…). Chodzi mi o coś pomiędzy – między podejściem lekkim i przyjemnym, a twardym – azjatyckim. Do jasnej cholery… trzeba dać się dzieciakom bić! Rzecz jasna, pod Waszym czujnym okiem, pod pełną kontrolą.

Ja robiłem tak, że gdy widziałem chociaż trochę niesportowej, tej złej agresji to kazałem zdejmować sprzęt i do końca treningu dzieci robiły inne ćwiczenia w parach, myślę że mniej ciekawe. Po treningu, w którym da im się trochę wyszaleć – powtórzyć (słownie, dokładnie tłumaczyć) zauważone błędy techniczne i wrócić do: techniki, techniki i jeszcze raz techniki. Niech czują sens trenowania tej techniki, przypominajcie ostatnie sparingi i, że to i owo nie wychodziło, dlatego katujemy. Tak – tłumaczę wszystko dzieciakom, staram się dużo gadać, by nie traciły sensu tego, co robią, powtarzania tych samych ćwiczeń.

Znam klub, w którym wcale nie takie młode dzieciaki, bo mające po 12 lat, trenują od dwóch lat, a nie miały ani razu rękawic na rękach! Jestem kibolem, a zatem może dlatego mam taką perspektywę… Jak taki dzieciak ma czuć się pewniej po treningach? Jak ma znać prawdę o sobie? Jak ma poradzić sobie z licznymi rówieśnikami, którzy na szkolnych przerwach będą zagadywać go czego się nauczył? Nie oszukujmy się, taki jest światek młodych ludzi. Wolę, jako trener, dać mu nieco poczucia dumy i zadowolenia, że walczy, próbuje, sparuje… Dać mu od prawie samego początku poczucie, że jest sens poprawiania tej techniki.

Myślę, że jest to sposób by zatrzymać przy klubie wartościowych, małych fighterów. Maluch, któremu nie chce się bawić i tak odnajdzie się w klubie boksu, czy kickboxingu… Warto by pomyśleli o tym Ci zakładający kimona, jeśli nie chcą by ich sale się całkowicie wyludniły, bądź zmieniły w pełne zabaw przedszkole.

Tak jak w pisaniu o polityce trzeba rzec – ciężkie czasy… Kiedyś dzieciaki waliły drzwiami i oknami, godząc się na wszystko – byle trenować, dzisiaj musisz się z paniczem bawić, bo jeszcze ucieknie na facebooka. A, że chodzi głównie o hajs? No to się zniżamy…

Jeśli jesteście młodymi trenerami, lub macie jakieś doświadczenia bądź opinie na poruszone tematy, piszcie: drogalegionisty@gmail.com , bardzo chętnie wymienię kilka zdań.

Ł.