LIST CZYTELNIKA: „Inkubator”.

Pisz czachaZ zainteresowaniem przeczytałem twoją opinię na temat podejścia trenerów względem prowadzenia dzieciaków. Sam trenuje, może nie za długo, bo systematycznie około 3 lat boks tajski, wcześniej sporadycznie kick, boks, czy też w jakichś osiedlowych piwniczanych sekcjach ;-), ale zdarzyło mi się parę razy porozmawiać czy poczytać na dany temat od osób o wiele bardziej doświadczonych. Głównie temat schodził na te tory w kontekście ogólnej komercjalizacji wszystkiego i pizdowatego podejścia do życia młodzieży (emo, wyżelowane cioty, hipstery z galerii). Dochodzę do wniosku, że to nie jest tak proste jak się wydaje na pierwszy rzut oka.

„INKUBATOR”: http://drogalegionisty.pl/?p=11119810

Na pewno stwierdzenie, że trenerzy „zwlekają” z wykorzystaniem sprzętu w treningu ze względu na komercję jest błędne, przecież jest wręcz przeciwnie – 90% sekcji jest to typowa napierdalanka bez ładu i składu, bez podziału na grupy zaawansowania. Dlaczego tak jest? Dla kasy – większość osób przychodzących na trening chce efektów „tu i teraz”, chce się BIĆ, nie WALCZYĆ – mają w dupie poprawę motoryki, wyrabianie charakteru, strategii, techniki etc. Płacą, wymagają, a wymogiem jest potrafienie się bić, „bułą i łokieć” na dyskotece – cokolwiek to znaczy w ich mniemaniu.

Podobną tendencję widać praktycznie we wszystkim, w bieganiu, dietach, siłowni – efekty mają być „tu i teraz”, natychmiast, diety cud, plany treningowe w stylu „brzuch jak u Arnolda w 2 tygodnie”, „schudnij 20 kilo w tydzień”, „100 pompek w miesiąc”, etc.

Kiedyś rozmawiałem z chłopem, co pół życia spędził na matach, wykształcenie AWF, chłop około 40sto letni, ale nadal mega akrobata i on mi powiedział takie jedno zdanie, oczywiście przekazuję sens, treść, nie cytuję dokładnie formy: „Kiedyś w sporcie, treningu chodziło o to, aby pozbywać się kompleksów i pracować nad sobą, poprawiać motorykę sprawności fizycznej jak i zwalczać rzeczy w głowie, które powodują kompleksy, trenować charakter. Teraz się z tym nie walczy, teraz zostało to dostosowane do ludzi i ich kompleksów. Jak ja zaczynałem trenować, to przez rok, nikt z mojej grupy nie wyprowadził ciosu, przez rok było katowanie dyscypliny, katowanie motoryki sprawności fizycznej, oczywiście, 60% dzieciaków się wykruszyło, ale jak ktoś przetrwał, to był gotowy aby pójść dalej”.

Teraz sobie wyobraź, że na taką sekcję przychodzi jakiś osiedlowy watażka i cały trening polega na „balecie” w postaci trenowania koordynacji. Jebnąłby drzwiami, a w jego mniemaniu trener byłby frajerem. Nawet ogólnie rozgarnięty człek nie zrozumiałby, o co w tym chodzi… Niestety fakty są miażdżące, bo z czasem poczytałem pozycje typowo akademickie, i tam jest napisane to samo.

Najciekawsze wniosku wyciągnąłem po porównaniu teorii z praktyką na… siłowniach, jak człowiek tak sie przygląda, to dochodzi do wniosku, że 80% ludzi na siłce nie ma pojęcia jak to sie powinno robić, technika-zero, rozgrzewka -zero, schłodzenie – zero, wiadro koksów po 1 miesiącu trenowania etc.

Wracając do tematu SW, sam przez rok chodziłem na sekcję, w której tematem przewodnim były sparingi, w pewnym momencie się zatrzymałem w rozwoju, za bardzo nie wiedziałem o co chodzi, ale postanowiłem, że tak być nie może. Po wakacjach przepisałem się gdzieś indziej, pierwszy trening – masakra, trener powiedział, że wszystko źle – może „biję” się dobrze, ale nie ma w tym techniki, postawy, koordynacji, zła praca nóg, etc. Trener powiedział, że jest sporo pracy aby mnie naprostować, poleciałem do grupy dla początkujących… Ja z rocznym stażem, był to dla mnie lekki szok. Bo wtedy były 3, czy 4 grupy zaawansowania. Treningi zacząłem od takich mega podstaw, jak proste, koordynacja, jakieś fikołki, gwiazdy, kroki, rękawice były potrzebne dopiero po 3 miesiącach. Ale wtedy dopiero poczułem, czym jest porządny trening, który rozwija całą motorykę.

Efekty były piorunujące. Nie wspominając, że jestem o wiele bardziej sprawny fizycznie, tak jak kiedyś miałem problem z takim pierdołami jak szybsze przejście przez płot, to teraz go przeskakuje ;-). Pewnie domyślasz się o co chodzi. Ogólnie, prawidłowo wykonany trening to mega skomplikowana i złożona rzecz. Trzeba mieć przygotowanie fizyczne, jak i merytoryczne.

Pozdro, trochę zboczyłem z tematu, ale jak chciałeś aby ktoś odpisał, to odpisałem.

X

Dzięki za list.

Od początku minęliśmy się nieco z podejmowanym problemem, bo Ty piszesz mi, że od razu jest sprzęt we wielu klubach, ok., ale ja pisałem o sekcjach dziecięcych klubów tradycyjnych (rzuć raz jeszcze okiem na „Inkubator”), a to inna kwestia niż sekcje dla dorosłych i to sekcje tajskiego boksu! Zapewniam Cię, że w klubach tradycyjnych nadal jest katowane to, o czym mówił (bardzo mądrze!) wspomniany przez Ciebie trener. We wielu klubach np. karate problem jest dokładnie odwrotny – za dużo techniki, za mało walki. I nie mam na myśli by rzucać się  na jedno, czy drugie, ale mądrze to wypośrodkować.

A propos tajskiego. Zauważ paradoksalnie, że w Tajlandii nie uczą podobno techniki, bądź nie uczą jej zbyt wiele (wg relacji Polaka, który ćwiczył tam dwa lata – wywiad był w papierowej „DL”), a od razu wchodzą na tarcze/worki/sparingi. I biją się młodzi, super kopią… Bądź tu mądry…

Czekam na dalsze refleksje trenersko – treningowe.

Ł.

PS: Najnowszy odcinek: