LIST CZYTELNIKA: Jeszcze a propos Marszu Niepodległości.

Pisz czachaDo redakcji dotarło wiele głosów w sprawie Marszu, ale jeden w formie sensownego listu, a więc publikuję. Tekstów oburzonych wychowanków pociągów specjalnych piszących w tonie… specjalnej troski (z całym szacunkiem dla prawdziwie chorych) nie ma, co komentować. Mogę dyskutować z każdym po odpowiedniej stronie Marszu Niepodległości, ale na argumenty. Oddaję głos czytelnikowi, który podpisał się KQ. Emocje opadły, życie toczy się dalej…

„W tekście z 19.11 piszesz o wyczerpanej formule marszu, ale nie bardzo rozumiem, czego więcej od tego wydarzenia oczekujesz. Dla mnie to jest fajny „kop” do pobudzania w ludziach myślenia patriotycznego. Zainteresowania ideami narodowymi ponad myślenie o własnej pełnej misce.

Działacze RN już 2 lata temu zagalopowali się w życzeniowym myśleniu, iż Marsz jest swoistym wiecem ich powstającego ruchu, ugrupowania, a może partii? Właśnie w 2012 dotarłem na Agrykolę i z lekkim zażenowaniem wysłuchiwałem mów końcowych rozglądając się czy gdzieś nie krąży ktoś z listą poparcia lub listą do naboru do tworzącej się wtedy SMN. Rok temu już Agrykolę minąłem.

Ludzie nie przychodzą tam dla Bosaków i Winnickich, choć Ci bardzo na to liczą. Ja pewnie, pewnie jak większość uczestników traktuje ich po prostu jako organizatorów i tyle. Mają ogromny potencjał ludzki do zagospodarowania, ale tu potrzeba czegoś więcej niż buńczuczne zapowiedzi obalania republiki okrągłego stołu, a pierwszą inicjatywą ku temu jest powołanie SMN :-).

Może się mylę, ale patrzysz z punktu widzenia aktywisty, osoby mocno zaangażowanej przedkładając czasem rozkminkę na temat np. walki z psami nad istotę tego, że mimo tak czarnego PRu jednak tysiące „szarych patriotów” chce w tej ostro społecznie wymieszanej wspólnocie manifestować swoje przywiązanie do Polski.

Może ja jestem naiwny, a może Ty tracisz wiarę w ludzi i zakładasz, że łykają teksty o bezmózgich ćwierćinteligentach i niechętnie patrzą na „sportową” część pochodu nie odróżniając ich od rozbrykanych, podchmielonych łebków dostających małpiego rozumu na widok białych kasków. Ja wierzę, że ludzie widzą od lat, co się dzieje, co się podaje w mediach i jak to ma się do rzeczywistości. Nikt rozsądny, kto oderwał się na trochę od GW i Tvnu nie wierzy w istnienie dzikich kibolskich hord plądrujących miasto.

Z Twojego tekstu zabrzmiało to trochę tak, że jeśli „wy (RN) odcinacie się od nas to za rok my odcinamy się od Marszu”. Trąciło mi to trochę takim obrażalstwem i chyba nie ma nic gorszego niż zabranie zabawek i zmiana piaskownicy, zamiast podjęcie próby kontynuowania scalania szeroko pojętego ruchu narodowego (ale nie RN).

Dla mnie to taki fenomen jak na stadionie, gdy stoisz obok obcej, nieznanej osoby, ale łączy Was wspólna sprawa i nieważne kim jest i co robi, ale po golu potraficie paść sobie w ramiona, przybić piątkę i cieszyć się ze wspólnego sukcesu bo czujemy, że to MY wygrywamy.

We wtorek, już wieczorkiem, gdy z ciekawości słuchałem różnych komentarzy, przez dziennikarkę bodajże Polsat News o mało się nie udławiłem, gdy usłyszałem o zdemolowanej Saskiej Kępie :-).

Z ciekawości nabyłem „Polskę Niepodległą”. Słowo „prowokacja” odmienione chyba przez wszystkie przypadki, reportaż gościa, który na wstępie oznajmia, że na Marszu nie był, prawie każdy z komentatorów wychwala SMN (ja do nich nic nie mam, nie widziałem, nie uczestniczyłem w sytuacjach, w których by zachowali się źle, nie wiem czemu, ktoś chciał z tej służby technicznej, wspierającej marsz zrobić jakąś formację, która niby miała wyręczać w działaniach policję?) i mimo, że ciekawie się to czyta to kolejna podobna relacja z podobnymi wnioskami trochę nudzi. Zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu tekst Jakub Siemiątkowskiego (http://narodowcy.net/publicystyka/10490-dokad-idzie-marsz-niepodleglosci), ale już na sąsiedniej stronie artykuł taki, że gdyby się rozpędzić to MN można by pomylić z WOŚP, a Młodzież Wszechpolską z Pokojowym patrolem. Ostatni akapit tego najlepszym przykładem.

KQ