5.12.14 GTK Gliwice 58-59 Legia Warszawa (I liga koszykówki).

2Gdy tylko zajrzałem do legijnego terminarza od razu uśmiech zagościł na mej twarzy z powodu gry piłkarskiej Legii w Zabrzu, gdzie miałbym rzut beretem, a także sekcji kosza, która grała w tym samym dniu w moim rodzinnym mieście – Gliwice. Z powodu sympatii do warszawskiej Legii, którą odziedziczyłem po ojcu miałem, więc idealny prezent na Mikołajki. Szkoda tylko, że godziny się zazębiały, kosz grał o 20:00, a piłkarze o 20:30… Tak więc wybór był trudny. Z racji tego, że nie miałem okazji wcześniej być na koszykarskiej Legii – wybrałem właśnie ten mecz. Przy hali „Łabędź” na dzielnicy Łabędy melduje się 30 minut przed pierwszą syreną.

Wstęp 10 zł  i można śmigać na trybuny, gdzie na hali zawodnicy już prowadzili rozgrzewkę. Z racji emocji, jakie mi zaserwowali koszykarze Legii w końcówce meczu praktycznie zapomniałem o przebiegu całego spotkania. Na szczęście „relacja-live” dla naczelnego „DL” pozwoli mi przypomnieć, co działo się na parkiecie.

1Początek zdecydowanie należał do GTK i po minutach było 8:2 dla Gliwiczan. Jednak zawodnicy Legii szybko się zabrali i wygrana w pierwszej kwarcie 12:15.

Druga kwarta i znowu GTK lepsza pod koszem, lecz tym razem błędy osobiste oraz faule skutecznie wykorzystuje Legia i po syrenie Warszawiacy prowadzą 24:30. Z tego, co zauważyłem początek każdej kwarty należał do drużyny z Gliwic. Widocznie trener Bakun w przerwach nie mógł dotrzeć do koszykarzy Legii, którzy wyglądali przez większość meczu na stremowanych. Jednak na ostatnie 4-3 minuty pod koniec każdej kwarty Legia się rozkręcała i wynik na tablicy pokazywał korzystniej dla Legii.

Trzecia kwarta i… wszystko szlag trafił ; -). Syrena ładnych parę minut zaczęła wyć, tablica się wyłączyła i nikt nie potrafił nad tym zapanować. Wszystko 3oczywiście wróciło do normy i można było zacząć trzecią kwartę gdzie GTK skutecznie rzucali raz za razem za trzy punkty. Tu Trybański pokazał się z dobrej strony i dzięki swojemu wzrostowi zdobywa cenne cztery punkty i przerywa passę gliwiczan. Mimo to GTK zbliża się na jeden punkt do Legii i zaczyna się nerwówa w wykonaniu Wojskowych, proste błędy, straty, głupie wyprowadzanie piłki spod kosza, a na tablicy 45:49.

Czwarta kwarta to istny horror! 42 sekundy do końca na tablicy 56:59 dla Legii. Na 20 sekund przed końcem Paszkiewicz wywalcza 3 rzuty osobiste i tu dali o sobie znać kibice z Gliwic, którzy głośnym buczeniem i gwizdami „wyczarowali” trzy nietrafione rzuty osobiste. Atak GTK i faul, dwa rzuty dla gliwiczan. Na 6 sekund przed końcem wynik na tablicy 58:59 dla wojskowych.

Koniec meczu wielka radość wśród zawodników Legii, a Paszkiewicz dostaje po uszach za trzy rzuty osobiste, które wtedy mogły już ustalić wynik spotkania.

Jeśli chodzi o wątek kibicowski to mogę tylko powiedzieć, że brak zorganizowanego dopingu czy młyna. Parę zrywów okrzykami „GTK” oraz „Gliwice”. Z tego, co zauważyłem dużo znajomych koszykarzy jak i rodzin, garstka fanów kosza.

Adrenalina, stres, radość to czułem podczas mojego pierwszego meczu Legii w kosza. Teraz jestem pewien, że rezerwuje dzień na przyjazd do Warszawy, aby wesprzeć chłopaków w walce o „Odrodzenie Potęgi” i awans do ekstra(klasy?)ligi. Polecam każdemu, kto jeszcze jest niezdecydowany i wciąż nie czuje zajawki na koszykówkę.

Po meczu łapię się na wspólne zdjęcie z koszykarzami Legii, dziękuje za walkę, przybijam piątki i wspólny okrzyk!

          SimsonLW