6.06.15 Robaczek i dziewiętnaste spotkanie młodych katoli w Lednicy.

LednicaMario Vargas Llosa, literat (ale i polityk – choć nie moich klimatów) stwierdził kiedyś, że „pisanie powieści odpowiada temu, co robi striptizerka, kiedy rozbiera się przed publicznością i ukazuje swoje obnażone ciało”. Nie tylko powieści… Tak to już jest. Pozostając przy tłumaczeniu powołania przez wyżej wymienionego należy dodać, że „ty to sobie możesz”…, rządzi tobą ten „robaczek”, który się wewnątrz powołanego do pisania zagnieździł. Jaki robaczek – takie pisanie, wybór pozostaje najemnikowi, któremu płacą za taki, czy owaki temat na „najbliższy poniedziałek”. 6 czerwca. Opakowanie imprezy o nazwie „Lednica 2000” nie było dla mnie zachęcające. Za, hmm, pozytywne… Za, w moim guście, kiczowate… Tańczenie i tego typu „otwieranie się przed Bogiem” nie jest dla mnie. Swoją narzeczoną znam dziesięć lat, a ani razu z nią nie zatańczyłem, heh – nie mam też zamiaru tańczyć z jakiegokolwiek powodu (prócz trzymając się za bary na meczu). Tańczą Ci, którzy używają mowy ciała do lepszej (dla nich) modlitwy, albo Ci którzy lubią tańczyć i przychodzą tam się pobawić (nie oszukujmy się). Dla mnie ta modlitwa byłaby w momencie tańcowania gorsza, bo zamiast się modlić – myślałbym o tym, że właśnie wyglądam jak kretyn. Tak mam i nic nie zrobisz… Ale panująca „przed” atmosfera nie była mnie w stanie zniechęcić, wiedziałem że znajdę tam to czego chcę, że kilkudziesięciotysięczny tłum ma również mniej roztańczone zakamarki dla takich jak ja… Miał – i to wiele. Robaczek nakarmiony.

Prosta matematyka dawała tą pewność. A (wracając do skojarzeń z imprezą) skoro ktoś potrzebuje tańca…? Niech sobie tańczy…, mi to wisi. Znajomy nazwał to „emocjonalnym przedszkolem” i jestem w stanie przyznać mu rację (ale tylko w niektórych przypadkach, o czym później…).

Głęboka rozmowa duchowa na trawce potrafi zaś ciekawie wpłynąć na poszukującego – a to jest moim zdaniem sensem Lednicy. Nie żeby „ą”, „ę”, ale nie każdy lubi o pierdołach gadać, a skoro wierzysz w Stwórcę, to jest On przecież bardzo istotną częścią Twojego życia i powinieneś otwarcie o Nim mówić.

No właśnie – skoro wierzysz! Jeśli nie wierzysz, nawet bez tańca jest to dla Ciebie stratą czasu… Wolna wola, znane hasło.

Wracając do „różnych przypadków” i „emocjonalnego przedszkola”. Dlaczego po części się zgadzam? Znaczna część członków różnych wspólnot to osoby „poszukujące kumpli” (i emocji), a reszta – ich obecność w miejscu X, jest tylko dziełem przypadku, lub środowiska z jakiego się wywodzą/w które wpadli. To samo jest z grupami nacjonalistycznymi – masa była i jest tu tylko po to, by wyglądać w określony sposób i bawić się przy określonej muzyce. By iść 11.11 (ależ to modne ostatnio)! Poza tym – brakuje im refleksji, krytycznego myślenia, buntu wymagającego pewnej ofiary. Po prostu – zabawa i powierzchowne przeszycie jej jakąś ideą, która się nawinęła (ile na imprezach widzicie ryjów nieznanych z manifestacji i codziennych akcji lokalnych?). Myślę, że podobnie jest z częścią wspólnot katolickich. Rozmawiałem z pewnym starym zakonnikiem (ok. 80 lat) i sam z siebie powiedział (a widział zapewne sporo) o wspólnotach oraz akcjach młodzieżowych, że rzadko chodzi tam o Jezusa…

Mi chodzi o Jezusa, kumpli nie szukam. Wiem też, że z taką Lednicą jest podobnie jak z Marszem Niepodległości (kolejne porównanie). Jedno jest „na czele” i do wszelkiego rodzaju mediów/zapowiedzi/klipów (tańce i pląsy), ale… 11 listopada ma też swoje tyły i masę bocznych uliczek! Wiem, że na każdej tak masowej imprezie są zakamarki dla fanatyków i różnych mniej medialnych wydarzeń. Każdy znajdzie coś dla siebie…

Dlatego się tam udałem i spędziłem na polach lednickich ponad 12 godzin. Wróciłem umocniony w wierze, po bogatym we wrażenia weekendzie z bliską osobą, rzeszami katoli i agroturystyką jako noclegiem (sypiąca się chata za 40 zł, jezioro pod drzwiami…). A nade wszystko – z Bogiem.

Katolicki Woodstock to dla „Lednicy 2000” dobre określenie, bo ludzi było 6 czerwca podobno ponad 100 tysięcy, średnia wieku ze 25 lat, muzyka, a na obrzeżach małolaty polewające się wodą, chyba nie tylko z powodu 40 stopniowego upału… Jakiś typ (z wyglądem wariata) w glanach chodzi z kartką, na której było napisane „Może modlitwę lub pogo?” itp. O dziwo – przekrój społeczny, którego się nie spodziewałem… Prócz dalekich nam klimatów, sporo ludzi wyglądających na kibiców – w koszulkach ze znanymi, patriotycznymi motywami. Widzę małolata w nerce Zagłębia Sosnowiec (dałem mu zina zresztą – wziąłem w ramach promocji i zostawienia skrawka podziemia na tych polach…), czy też młodych ludzi w markach hip hopowych. Wiara wśród młodzieży naprawdę jeszcze żyje – tam można to było odczuć bardzo, bardzo mocno! Pisząc swoje teksty o społeczeństwie i lemingach, nie spodziewałem się ilu dzieciaków ujrzę w Lednicy… Jadąc tam, nie sądziłem że natknę się na takich samych jak ja!

Tak jak mój znajomy, spodziewałem się ogromu „emocjonalnego przedszkola” (mimo nadziei na wspomniane „boczne uliczki”). Spacerując tam przez 12 godzin, nabierałem jednak zupełnie odwrotnego przekonania. Widziałem tysiące skupionych osób, których serca były gdzieś dalej. Pomyślałem sobie: tak to jest, gdy się ujrzy na własne oczy, a nie tylko ogląda fotki i zapowiedzi, wyrabiając szybkie opinie. „Tańcowanie” nie było tam ważne w ogóle… ono uzupełniało kilkanaście godzin duchowych warsztatów. Ktoś czytał, ktoś gadał, ktoś tańczył… Chaos, jak to w 100 tysięcznym tłumie.

Od 8:00 rano, na wielkim polu, odbywała się spowiedź plenerowa. Lednica DLA 3Setki księży siedziało z (najczęściej młodymi) ludźmi i rozmawiało. Nie była to po prostu spowiedź – kolejki robiły się coraz dłuższe, a z jednym człowiekiem kapłan nawijał nawet 20-30 minut. To są te „tyły”, o których wspomniałem… Po prostu mogłeś tam pojechać i pogadać w cztery oczy. O swoim życiu, o swoich trudnościach ze zrozumieniem.

Stoję w kolejce po obiad, a za mną jakiś osiemnastolatek dyskutuje ze stojącym w tej samej kolejce księdzem – cholernie umilili mi długie oczekiwanie, bo młody ładował trudne pytanie za trudnym pytaniem. Ksiądz odpowiadał cierpliwie i satysfakcjonująco. Pomyślałem sobie: a mógł zostać w domu i machnąć ręką mówiąc: a pieprzyć to… będę jeździł po jakichś Lednicach i z siebie idiotę robił?!

Bo tak to często jest… Jezus ładnie wygląda nam na oprawach, a Bóg na tatuażach i w hasłach, a zgłębianie tematu to już „przesada”, a może zaraz „oszołomstwo”? I taaaaki wstyd przed ziomkami. W żadnym razie nie naturalna konsekwencja brania na poważnie tego, co się…, yyy – no przecież manifestuje! Patrioci często zdają się mówić: Bóg ok., ale przestań o tym ciągle gadać, bo jak moher się zachowujesz! Przecież to zwykła hipokryzja.

Wracając jednak do kulisów Lednicy… I kończąc powoli, bo zmęczony człowiek…

Grzało w sobotę niesamowite słońce, weszliśmy w okoliczny lasek poszukać chwili cienia, oczywiście siedziało tam wiele innych grupek. Na chwilę się zwiesiłem i wyciszyłem, do moich uszu dobiegały siłą rzeczy rozmowy siedzących nieopodal młodych, normalnie wyglądających (nie w grubym golfie, wyobrażasz sobie?), osób. Tematyka? Sens, filozofia, Bóg, życie… Szybko wywnioskowałem, że przed chwilą się poznali, a już rozmawiają o najważniejszych sprawach… Bez Internetu, gdzieś tam w polu, wśród katolików… Ci kiczowaci, nawet dla (pozornie?) swoich. Szybko odkryłem – właśnie wtedy, że ten nietypowy dla mnie wypad, był dobrym pomysłem… A pewne zachowania wymagają niesamowitego hartu ducha, sądząc po reakcjach „na zewnątrz”.

Chciałbym skończyć puentą, zaznaczając, że sam mam czasem trudno. Jeśli w coś wierzysz, deklarujesz i krzyczysz – nie wstydź się tego. Rozważaj i pogłębiaj w pokorze. Bądź prawdziwy. Nie patrząc na bilans zysków i strat.

To tyle relacji. A te bardziej duchowe refleksje zostawię dla siebie… Dopóki robal nie zechce wyjść nosem.

Ł.

PS: Na zewnątrz jestem najbardziej oschłym i obojętnym człowiekiem na tym pikniku. Wewnątrz wszystko tańczy. Niektórzy do tego wewnętrznego tańca rozluźniają łapy i nogi – należą po prostu do typu bardziej spontanicznego. Często różnice między ludźmi są tak naprawdę niewielkie, a szufladki powstają z szybkością sprawnej firmy tapicerskiej. To zło.