8.06.15 W połowie tacy sami. Czarno – biały świat subkulturowy.

DezerterMiniMyślę, że każdy z nas ma w sobie coś z anarchisty. Ten wewnętrzny gniew na (jakikolwiek) przymus. Jednak na zawsze uniemożliwia kolaborację z anarchistami spod „A” w kółku, wiadomo, kwestia ideowa i kwestia moralna (oni się z moralności śmieją…, my ją szanujemy, bo prócz tej na pokaz istnieje ta prawdziwa i ona pociąga ludzkość do góry). Inaczej rozumiemy słowa wolność, patriotyzm i to na tyle znacząco, że światy jakie proponujemy (jako alternatywne do zastanego) radykalnie różnią się od siebie. Ale gdyby wszystkie brudasy były takie jak brudasy z płyt Dezertera lat 80tych, to wszyscy bylibyśmy pewnie brudasami, heh. Przesadziłem może, bo dużo tam bełkotu o „zbędnych pomnikach” itp., ale wiecie o czym mówię… Starzy skini – nacjonaliści z naszych miast byli kiedyś punkami, takie są korzenie (jeśli nie wierzycie, poszukajcie dinozaurów – opowiedzą Wam). Punk czasów wczesnego Dezertera był antykomunistyczny i jakby bardziej znośny (ktoś wtedy gadał o swoim poparciu dla pedałów? Serio pytam…) – kojarzył się z antysystemowością. W III RP podobne idee płynęły już ze squatów oraz z… parlamentów, mimo iż jedni z drugimi są równie skłóceni, co my (przynajmniej oficjalnie).

Dziś katuję „Kolaborację II” (1989) i inne krążki z tym starym, punkowym brzmieniem…, czuję – wyobrażam sobie ducha tamtych lat. Bo kiedyś to był bunt, małolaty krzyczały do mikrofonu w garażach. Jak postawić obok nich facebookowe pokolenie w rurkach, czy „Kolorową niepodległą”? To już są inne światy… Kiedyś – fakt faktem – nasze światy bardziej się przenikały, a tego anarchistę – jak wspomniałem we wstępie – czuje w sobie po trochu każdy dzieciak ulicy. Tylko, co bardzo denerwuje lewaków, polska anarchia jest biało-czerwona, jakby nieznośnie to nie brzmiało dla tych, co się zabarykadowali na „Przychodni” i (najnowsze info po fecie Lecha) na poznańskich squatach.

Dzisiaj rolę punk rocka przejął częściowo rap – ale tylko częściowo, bo wychwalanie siebie i swojego stanu konta, nie jest buntem (chyba, że wobec zdrowego rozsądku). Ale te składy, które głośno nawijają o defektach Systemu – jak najbardziej… Zresztą pionier stylu – Włodi, wywodzi się skąd się wywodzi… Był przecież punkiem (dzisiaj jest… muzułmaninem). Problem robi się, gdy chcesz znaleźć „głos pokolenia” wśród młodych wokalistów – tych przed dwudziestką. Ktoś powiedział ostatnio coś NOWEGO, charakterystycznego dla pokolenia i na tyle mocnego, że je porwał?

Żeby nie było tak słodko w stosunku do, było nie było, lewusów z Dezertera. Wiele tekstów, oczywiście, jest naiwnych. Np. „Rasizm i faszyzm – dla zysku!”, krzyczał Dezerter w 1987 roku. A w 2015 ja mogę się z głupkowatym – ironicznym uśmieszkiem dograć, krzycząc przewrotnie… „Tolerancja i brak granic – dla zysku!”, bo przecież taki dzisiaj jest neoliberalny trend światopoglądowy w Europie. Dla zysku politycy idą za rączkę z obecnie modnym prądem umysłowym. „Polityka wspiera rasizm!”, „Polityka wspiera zboczeńców!” – a zazwyczaj wspiera dlatego, że większość powtarzającego slogany motłochu (za sprawą kultury i mediów), także wspiera… Kiedyś rasizm – dzisiaj waszą tolerancję. I co…? Gówno. Połowa waszych tekstów to gówno, ale przyznam, że połowę spokojnie mógłbym zawiesić sobie na ścianie. To tylko kolejny dowód na to, że w połowie jesteśmy wszyscy tacy sami.

Jeśli rasizm na górze istniał kiedyś „dla zysku” – to „antyrasizm” tym bardziej… Robienie z siebie tych najbardziej poszkodowanych jest typowe dla subkultur, ale głupkowate – dlatego, wiadomo – dystans i dzielenie wszystkiego przez dwa.

Nie obwiniam nastoletnich subkulturowców…, bo kiedyś świat był dla mnie równie czarno – biały…, tyle że w drugą stronę niż Dezerter…

Ł.