21.07.15 Umiarkowanie w umiarkowaniu.

LuxSkłamałbym mówiąc, że nie ma co czytać jeśli chodzi o prasę. Lubię polatać nieco w obłokach z „Luxem”, czy potem twardo spaść na ziemię z „Nowym Obywatelem”. Ubolewam, że dobre rzeczy mają niskie nakłady, a ludzie idą za tym, co szybkie i bieżące na dystansie godziny (czytaj: siedzą na tablicach facebooka), lub przekazującym zgubne antywartości. Chrześcijańska, umiarkowana prawica (na moje zbyt umiarkowana, ale czytam ich czasem) rozumie, że „człowiek prawicy” musi się otworzyć, by trafić. Kupiłem ostatnią „Frondę Lux” (redakcja niezależna od żenującego portalu fronda.pl), a tam m.in. tekst o „prawdziwym reggae” i biografia Boba Marleya… bynajmniej nie w negatywnym kontekście. Wywiad z pisarzem s-f, który pisuje również do „Wyborczej”… Nie jest to może aż tak bardzo wymowne, ale z pewnością obrazuje podejście typu „mam gdzieś skąd jest ten facet, chcę go poznać i z nim pogadać!”. To przeczy stereotypowemu „budowaniu murów” przez prawą stronę, rzekomo głupią i nawiedzoną – z klapkami na oczach. Jeśli nie przekroczy się pewnej granicy (nie każdy kto otarł się o media Michnika musi być skończonym skurwielem, prawda? Może być np. nieświadomym artystą) – jestem za, bo zamykanie się powoduje duchotę. A ludzie, nie tylko w upalne lato, z duchoty czym szybciej uciekają. Nie lubią rzucania rozkazami w stylu Gestapo.

Nasz wymarzony kraj musi być więc otwarty – z tym, że nie tak, by mu w dalszej perspektywie szkodzić (tęczowe ustawy, przyjmowanie imigrantów, kiedyś może legalizacja używek itd.). Najgorszym, co może głosić nacjonalista jest duchota totalitarnego typu i ucieczka od rzeczywistości w stylu Korei Północnej.

Z drugiej strony – są granice i przywrócenie ich wraz z odpowiednią argumentacją jest zadaniem narodowych polityków, a tym bardziej mediów XXI wieku.

Poglądy trzeba dostosować do ducha epoki, co nie oznacza odchodzenia od nich!

Zapalić jointa, wyluzować się i odpłynąć, a więc słynne „sadzić – palić – zalegalizować” nie jest moim zdaniem (delikatnie mówiąc) najlepszym manifestem białych ludzi. Tak, niestety – jeśli miałbym dziś wskazać na coś czego wspólnie domagają się młodzi biali, to byłaby to właśnie legalizacja marihuany (+ „ruchajmy się”). Prawo do bycia najaranym! To ma być antySystemowość? Za to chcecie cierpieć? Nie uwierzę w mądrość większości – prędzej w to, że większość dała się zmanipulować zdegenerowaną popkulturą. Najtrudniej będzie odbudować brak społecznego przyzwolenia na przekroczenie granicy bluźnierstwa. Hamulce puściły. Beyonce czyni ze swojego koncertu (m.in. z Jay-Z w Paryżu) pokaz gołej dupy i ostrej promocji feminizmu na wielkich telebimach. Ciemnoskóra artystka nie promowała tych poglądów podprogowo, lecz wprost – a oklaskiwało ją 75 tysięcy widzów na żywo i zapewne miliony przed telewizorami (mi mignęło to na Canal+). Co chcemy równać z tą propagandą… rozwieszenie plakatów, czy manifestacje na 200 osób?

Prędzej czy później, również w naszej części Europy (Palikot był zbyt głupi i chytry, bo chciał pociągnąć za zielskiem zboczeńców… – w Polsce, jeszcze?, nie przeszło), znajdą się politycy, którzy rozegrają to perfekcyjnie, a System jak dusił tak nadal będzie dusił niezależnie myślące mrówki, z tym że da odmóżdżonym legalnie dalej się odmóżdżać.

Jak mam jako nacjonalista na to, na hasła o legalizacji i promocję liberalizmu, reagować? Nie no… świetna perspektywa! Droga młodzieży… może już tak koniec destrukcji? Chciałbym by „biały” znów znaczyło elitarny, uduchowiony, twórca kultury na poziomie!

Rolą mediów i kultury powinno być m.in. promowanie zdrowego trybu życia i uczynienie z niego życia atrakcyjnego (bo takim też ono jest). Promowanie tradycyjnej rodziny. Żeby było jasne – walka musi być mądra, nie taka jak ostatnio z dopalaczami (słynne spoty). Ręce opadają…, ale jeśli polityk, czy inny „zawodowy działacz” nie rozwija siebie w kontekście społecznej misji, tylko stale myśli o karierze – skąd ma znać realia i nadawać na tych samych falach ze spadającym w przepaść społeczeństwem?

Nadzieja jest, jak zwykle, w oddolnych inicjatywach – i tu się zapętlamy. Oby one były umiarkowane w swoim umiarkowaniu i nie dały całkowicie (bo w głównym nurcie przegrywamy znacznie) zamieść białej, patriotycznej, chrześcijańskiej kultury pod szafę. To ważne, bo granice właśnie są przekraczane, a dopóki sami się nie zdegenerujemy – mamy szansę być kiedyś głównym nurtem.

NIE dla legalizacji! NIE dla przyjmowania imigrantów (TAK dla walki o ich prawa w polityce międzynarodowej)! NIE dla soft porno w kulturze! I tak dalej… Ale… jakże można oczekiwać od losu, że zwycięży słuszna sprawa, gdy nie ma niemalże nikogo, kto by się tej słusznej sprawie całkowicie poświecił (S.Scholl)?

Ł.

PS: Parafrazując A$APA Rockyego… Kiedy prawdziwi biali umierają – fałszywi biali się rozmnażają. Chodzi o styl życia oczywiście…

PPS: No i nie bójmy się mówić wprost (byle celnie, nie jak jakieś lamusy ze spotem o dopalaczach…):