WYWIAD: Zadruga – tuż przed wydaniem swojej nowej płyty. Część 1.

DzikiPrzed Wami pierwsza część wywiadu z zespołem Zadruga. Jego wokalista opowie Wam nie tylko o nowej płycie, ale też o starych czasach i swoich byłych projektach. Co ciekawe – mimo, iż zaczynał, gdy czerwony beton był teoretycznie silniejszy, twierdzi że wtedy było więcej wolności dla jednostki. No tak… z jednej strony ścigali za antysocjalistyczne idee, z drugiej głupi byli jak but… Co jeszcze? Kwestia tematyki krążka, która będzie typowo słowiańska. Obok ujęcie ze studia, gdzie właśnie trwają prace nad dograniem materiału. Przejdźmy do rzeczy…

Ł.: Dużo się u Ciebie ostatnio dzieje. Pozwolę sobie na połączenie dwóch skrajnych kwestii w jednym pytaniu. Nowa płyta na wykończeniu, walka z poważnymi problemami zdrowotnymi… Opowiedz coś o tym. Na jakim etapie jest CD, a na jakim choroba?

ZADRUGA: Widzę, że z grubej rury dajesz, miałem nadzieję, że o zdrowie nie będziesz pytał, ale skoro już…

Faktycznie, czeka mnie poważna operacja głowy we wrześniu, po której może być różnie, ale nie ma co krakać, trzeba wierzyć, że wszystko pójdzie dobrze. Jestem mocno psychicznie przygotowany do tego boju o zdrowie, zresztą fizycznie też, ha, ha.

Jeżeli chodzi o płytę, to jest na etapie dogrywania drobiazgów, a potem weźmie się za nią spec od masteringu i efekty mam nadzieję, że usłyszymy na jesień. Jest 9 utworów, 8 o tematyce słowiańskiej i 1 nagrany dla kolegi, którego już z nami niestety nie ma.

Przyznaję się bez bicia, że teksty zostały napisane już w 2008 roku i od tego czasu szukałem kogoś z kim będę mógł nagrać materiał i w końcu w zeszłym roku się udało. Miałem szczęście nagrywać z super muzykami, którym nie dorównuję muzycznie do pięt.

Ł.: Jak Twoje zdrowie wpłynie na nagrywanie muzyki i przede wszystkim na koncertowanie Zadrugi (o ile takie masz w ogóle w planach)?

ZADRUGA: Jeżeli chodzi o koncerty to nie ma w ogóle takich planów, natomiast dotknąłeś kluczowej sprawy – najprawdopodobniej już nigdy więcej niczego po operacji nie nagram, co zapewne wiele osób ucieszy :-).

To co jest w mojej głowie i co będą mi usuwać wiąże się m.in. bardzo mocno ze słuchem, także ta płyta zostaje nagrana rzutem na taśmę!

Ł.: Wróćmy na chwilę do starych czasów. Jesteś artystą pamiętającym PRL i całe te magiczne lata dziewięćdziesiąte. Opowiedz o swojej działalności muzycznej i patriotycznej w tamtym okresie.

ZADRUGA: Hm… wiele rzeczy zatarło się już w pamięci, ale jedno mogę powiedzieć na pewno – wtedy było więcej wolności dla jednostki! Nie było tak rozwiniętego systemu inwigilacji i represji. Jak się zastanowić, to prawie niemożliwe jest to, co się działo na ulicach w tamtych latach w chwili obecnej.

Zadruga old schoolZaczynaliśmy grając punk rocka jako Pluton Egzekucyjny, który cenzura przerobiła nam na Pluton E., a potem powstała Zadruga. W przypadku obu zespołów cały czas na drodze stawała nam armia i powołania członków zespołu do woja, co doprowadziło do rozwiązania zespołu po koncercie ze Sztormem 68, Potopem i Trykwetrem. Wcześniej zagraliśmy koncert z Honorem, a potem jeszcze z Konkwistą.

W sumie jest i drugi powód, a mianowicie taki, że tylko ja pozostałem w klimatach i zainteresowało mnie coś więcej niż tylko muzyka – polityka i od tego momentu wiele się w moim życiu zmieniło, bo przede wszystkim stawiałem na aktywizm w życiu codziennym.

Ł.: Jaki koncert ze starych czasów pamiętasz najbardziej i dlaczego? Może jakieś specyficzne wydarzenie?

ZADRUGA: Ja osobiście jedyne koncerty, w których brałem udział to te z naszym udziałem, ale rozczaruję Cię, bo nic specjalnego się na nich nie działo. To były czasy, kiedy lewakom do głowy by nie przyszło żeby podskoczyć.

Chociaż koncert z czasów Plutonu, to kiedy zaśpiewaliśmy na koncercie „ZSMP” (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej) w Wąbrzeźnie wyłączyli nam prąd za śpiewanie antysocjalistycznych piosenek. Jeszcze nas straszyli potem, że zamkną za podżeganie do obalenia systemu i obrazę Związku Radzieckiego. W sumie teraz to śmiesznie brzmi, ale wtedy takim nie było.

Niezapomniane były koncerty Republiki. Coś wspaniałego, tyle ekspresji, dynamiki i wspomnień, które pozostaną na zawsze.

Ł.: Czytam właśnie książkę o Dezerterze i zdziwiło mnie nieco, że autor na dzień dobry pocisnął m.in. po mojej kochanej Republice, wyśmiewając ich antykomunizm. Jak Ty odbierasz te dwie skrajne kapele, jaki one miały wpływ na Ciebie i na walkę z Systemem?

ZADRUGA: Hm…, nie czytałem książki, więc nie wiem, co dokładnie powiedział kolega z Dezertera, ale ja osobiście wychowałem się i na Republice, i na Dezerterze.

Jeżeli chodzi o Republikę, to mogę powiedzieć, że to nie był zespół antykomunistyczny sam w sobie, tam było coś więcej, kultura słowa i muzyki, a że w takim systemie powstawała to i jakoś o to zaczepiała. Pierwsza płyta w bardzo zawoalowany sposób szczypała system, ale nie oszukujmy się – więcej sami teraz się doszukujemy czegoś, niż to tam faktycznie było.

Na pewno takim utworem była „Biała flaga”, ale już inne dotykały bardzo różnych tematów np. „Śmierć w bikini” mówiące o strachu przed bronią atomową, który obecnie jest odbierany jako utwór o lasce w bikini (to akurat poraża), ale kto wie, że kiedyś były próby jądrowe na atolu Bikini?

Natomiast jeżeli chodzi o Dezertera, to w moich latach był jednoznacznie odbieranym zespołem antykomunistycznym. W ogóle wtedy punk rock nie kojarzył się nikomu z lewactwem, wręcz przeciwnie. Nie zmieni tego fakt, że w obecnych czasach coś im tam odjechało na ekologię i firmowani są przez coś takiego jak „muzyka przeciwko rasizmowi”. Wtedy każdy ich koncert ze strony komuchów traktowany był jako zagrożenie dla systemu, a taki utwór jak „Pałac” to było jawne atakowanie komuny.

Zresztą wtedy naprawdę trzeba było uważać co się pisze, śpiewa, bo można było dostać po dupie, a zwłaszcza ostatnie 2 lata przed ustąpieniem oficjalnej komuny na rzecz tej solidarnościowej, czyli 88-89 rok. Sam wiem, bo jak zagraliśmy swego czasu nasz utwór pt. „Kraj rad” to naprawdę było grubo po koncercie.

Podsumowując. Nie wiem dlaczego był atak na Republikę, natomiast rozumiem, że mógł on nastąpić ze strony Dezertera, bo oni walili z grubej rury w tekstach, a Republika robiła to w bardziej delikatny sposób, bo nie było to celem samym w sobie, takie akurat jest moje zdanie. Grzegorz to był mega inteligentny facet i nie mógł przejść obojętnie obok rzeczywistości.

Ł.: Przejdźmy do nowej płyty. W kawałku „Słowiańska krew” podkreślasz, że mamy swoją własną kulturę i religię (przodków), często nawiązujesz do pogańskich bogów z ziem polskich. Nie tylko wracasz do dawnej wiary, ale zagłębiasz się wręcz w podziały między wierzeniami pogańskimi. Jaki jest Twój stosunek do Świętowita i Peruna na co dzień? Uważasz się za człowieka religijnego, czy to raczej rekonstrukcja historyczna?    

ZADRUGA: Powiem tak, od dawien dawna interesowała mnie tematyka słowiańska, przeczytałem wiele pozycji nawiązujących do czasów słowiańskich i każda z nich była inna. Jedną z nich był dodatek do gazety Rzeczpospolita „Kolekcje Mitologie Świata”, w ramach której wydana była i „Mitologia słowiańska”. Na tej właśnie książce oparłem teksty.

Uwierz mi, że nie ma we mnie ani odrobiny wiary o jaką pytasz, natomiast jest fascynacja historią dawnych przodków, odnoszenia się do natury, kultury jaka ich cechowała.

Powiem tak, traktuję to co zrobiłem jako próbę uwiecznienia skrawka naszej historii i rozpropagowania jej. Mam nadzieję, że ktoś się głębiej tym zainteresuje i wtedy sięgnie po pozycje, które są bardziej wiarygodne niż ta pozycja, o której piszę.

Ł: Utwór „Wschodu blask” opowiada m.in. o słowiańskiej modlitwie. Mógłbyś opisać jak wygląda taka modlitwa?

ZADRUGA: Trudno ją opisać, bo tak jak wcześniej wspomniałem nie ma jednoznacznych i pewnych materiałów historycznych, gdyż bardzo dokładnie kościół katolicki „czyścił” pamięć o przeszłości pogan. Dlatego nie opiszę Ci takiej modlitwy, bo zaraz 100 tysięcy ludzi się oburzy, że to nie tak, a inaczej.

Zresztą tak naprawdę jestem laikiem w tej sprawie, ale przyznaję, że konsultowałem te teksty z osobą, która fachowcem i autorytetem dla mnie jest i On zaakceptował taką formę interpretacji wszystkich tekstów, gdzie zdaję sobie sprawę, iż wielu ludzi praktycznie uczestniczących w pogańskiej wspólnocie nie zgodzi się z taką wersją jaką ja przedstawiłem. Faktycznie książka ta była bardzo pobieżna i mało dokładna, ale dzięki temu łatwiej było napisać teksty.

Ł.: Kiedyś nagrałeś płytę jako zespół NaRa, pod patronatem Narodowego Odrodzenia Polski, której przekaz był… katolicki. Co się stało, że odszedłeś od wiary w Jezusa Chrystusa? Jaki jest Twój stosunek do chrześcijaństwa?        

ZADRUGA: Czekałem na to pytanie i nawet się cieszę, że je zadałeś, bo może temat zamknę raz na zawsze.

Pluton, a potem Zadruga powstały z jakiejś wewnętrznej potrzeby, samorealizacji, chęci wykrzyczenia tego, co nas nurtowało na co dzień. Natomiast NaRa to był projekt polityczny!!! Miałem pewne opory przy tworzeniu tego, ale nie żałuję. Co prawda nie napisałem ani jednego tekstu, muzyki też nie robiłem – po prostu podarłem trochę japę i to dosłownie, zresztą z mizernym skutkiem.

Od strony muzycznej to był doskonały materiał, całkowicie spieprzony przez realizatorów – w ogóle nie oddawał tej siły jaka była przed masteringiem. Mówię o muzyce oczywiście, bo wokalu nie było co poprawiać.

Natomiast kwestia wiary, no cóż, wtedy był 1998 rok, a ja już od 2 lat byłem w NOP-ie. W partii, która dla mnie była jedyną na scenie politycznej wartą zainteresowania. Twardy nacjonalizm z katolickim echem, który akceptowałem, natomiast mało co się z nim utożsamiałem. Mnie tolerowano i ja to tolerowałem. Mamy zresztą w chwili obecnej coś podobnego – alians Niklota z Ruchem Narodowym.

Miałem chwile, gdzie mocno zastanawiałem się nad wiarą, Bogiem, ale jakoś się nie nawróciłem. To zresztą trudno w paru zdaniach wyjaśnić, temat rzeka.

Ponadto dla mnie wartością nadrzędną było działanie na rzecz naszego Narodu, a nie patrzenie na to, czy ktoś jest katolikiem, prawosławnym czy poganinem. NOP mi dawał ten komfort, że oprócz żartów nikt się moich poglądów na religię nie czepiał, zresztą i ja sobie czasami pozwalałem na pewne przytyki wobec nich, ale wszystko było w pewnych ramach i nie przekraczaliśmy pewnej bariery. Mam do dzisiaj wielu przyjaciół, na których mogę liczyć z tych czasów… i co może być piękniejszego w tym wszystkim?

Jedno wiem na pewno, że każdego czeka śmierć, a co będzie potem? No cóż, to się każdy z nas przekona samodzielnie, czy będą to czeluście piekielne, czy bramy Nawii się przed nami otworzą, ha, ha, ha.

CDN…

rozmawiał: Ł.