Droga Legionisty

WYWIAD: Gate 13 (Panathinaikos). Jedyne tłumaczenie w Polsce! Cz. 3!

Panathinaikos 3Gorąca Grecja… ma coś w sobie. I kibolsko i politycznie, zupełnie jak Włochy i… szereg innych krajów. Musisz być zakochanym w podziemiu świrem, by jarać się tymi slumsami i rzucanymi butelkami. Ale czy taki właśnie nie jest rodowód większości czytelników „Drogi Legionisty”? Dlatego też trzecia część tłumaczonego wywiadu z jedną z popularniejszych grup ultra w Europie przed Wami! W Grecji sporo jest anarchistów, ale szczerze mówiąc wolę już anarchistów niż bezpłciowych apolityczniaków ze Skandynawii, którym plują w mordy, a oni boją się kiwnąć paluszkiem tłumacząc to brakiem zainteresowania polityką. A przecież nie interesować się polityką to nie interesować się Ojczyzną, do cholery jasnej… W trzeciej części m.in. ciekawa kwestia podziału dzielnicowego Aten i wiele innych tematów!

EF: Jak w ostatnim czasie rozwinęła się jakość Waszego dopingu? Czy we wcześniejszych latach mieliście gniazdowych?

G: Pierwszego gniazdowego mieliśmy od sezonu 1972/1973, jego ksywa to Rulala – zawsze zarzucał przyśpiewkę >>Lalala Rulalala PAO Olele<<. Nie ma jednak co porównywać tamtego stylu dopingu z teraźniejszością.

W latach 70-tych, 80-tych i 90-tych wszystko wyglądało bardzo chaotycznie – co nie oznacza oczywiście, że w repertuarze nie było dłuższych przyśpiewek. Przykład: po meczu przeciwko Olympiakosowi w finale Pucharu Grecji przegoniliśmy ich ze stacji kolejowej pod sam Akropolis. Na podstawie tego wydarzenia powstała znana do dziś pieśń o nazwie >>Dostaliście od nas wpierdol pod samym muzeum<< – właśnie pod Muzeum Narodowym miała wtedy miejsce decydująca walka.

Panathinaikos prowadzący dopingW latach 90 naszym gniazdowym był Doken – zdecydowanie najbardziej szalony i nieobliczalny ze wszystkich do tej pory. Jego pseudonim wziął się od znanego piłkarza, Johna Dokena, do którego nasz Doken był bardzo podobny. Na mecze PAO przychodził od 16-go roku życia, bardzo szybko stał się przywódcą grupy. Kochał go każdy – zarówno młodsi, jak i starsi kibice.

Oprawy nie były dla nas w tamtym czasie istotne. Jednak w nowym tysiącleciu, kiedy pojawił się dostęp do sieci, mieliśmy możliwość obserwacji europejskiej sceny kibicowskiej.

Cennymi doświadczeniami były również wyjazdy w europejskich pucharach. W tym czasie rozpoczęła się również nasza przyjaźń z ultrasami Rapidu Wiedeń (od red. – obok na zdjęciu zaznaczona przez systemowe media czapeczka chuligana Rapidu, uchwycona podczas meczu Panathinaikosu). Nasz styl kibicowania zaczął się rozwijać – nie utracił on jednak greckiej mentalności, a organizacyjnie wszystko zaczęło wyglądać coraz lepiej.

PanatiW ten sposób rozpoczęliśmy przygotowywanie opraw, mieliśmy coraz więcej flag, rozpoczęła się kultura obrony swoich i krojenia cudzych barw. Każdy z biegiem czasu był tym zachwycony.

EF: Powróćmy do tematu stadionu. Czy nie ma przypadkiem planów budowy nowego stadionu PAO? W cenie biletów jest rzekomo składka na ową inwestycję…

G: W 2004 Vardinogiannis dogadał się z władzami Aten co do pewnej zamiany. Miasto chciało publicznie zagospodarować teren Leoforos, Panathinaikos miał w zamian dostać miejsce w Votanikos – dzielnicy przemysłowej, pod budowę stadionu.

Transakcji dokonano, ale z budowy na razie nic nie wyszło, dużo zrobił wszechobecny kryzys gospodarczy.

Nie chcemy obiektu w Votanikos, dużo bardziej zależy nam na przebudowie naszego stadionu. Mamy nadzieję, że środki z biletów będą właśnie na to przeznaczone. Klub nie wyklucza takiej możliwości – szanse na 30-tysięczny Leoforos podobno są.

EF: Czy to jest naprawdę realne? Ile pieniędzy jest potrzebnych?

G: Największym problemem jest kiepska sytuacja finansowa klubu. Ilość potrzebnych pieniędzy zależna jest od wielu czynników, cała suma może wynieść od 40 do nawet 100 milionów euro.

W ubiegłym roku klub wydał 2 miliony euro tylko po to, byśmy mogli w ogóle grać w lidze na swoim stadionie, tego lata wyda kolejnych 7 na wzmocnienie fasad stadionu. Mimo to nie zostanie on dopuszczony przez MAFIĘ Z UEFA do rozgrywania meczów w europejskich pucharach, znowu będzie to OAKA.

Gate 13 całkowicie wspiera klub w pomyśle przebudowy Leoforos. Nakręciliśmy nawet spot z udziałem wszystkim piłkarzy PAO, kierując się w nim mottem „Stadion tylko na Leoforos”.

Niebawem rozpoczniemy również polityczną działalność – mamy nadzieję, że dzięki temu wreszcie coś ruszy.

EF: Polityczną działalność?

G: Tak. Nasz ruch nazywa się PAN-KI, od Panathinaiko i kinima (pol. ruch). Liczymy na to, że w miejskim samorządzie znajdzie się kilka miejsc dla naszych przedstawicieli. Od tego roku system wyborów w Grecji wygląda nieco inaczej: można głosować nie tylko na partie, ale również na pojedyncze osoby. Dzięki temu grupa kibiców PAO nie będzie zależna od jakiegokolwiek ugrupowania.

EF: Jeszcze jedna rzecz, która przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o stadionie: ogromna ilość graffiti. Ale również na mieście jest wiele Waszych prac. Czy określacie siebie jako grupę aktywną w tym przedziale kibicowskim?

G: Zdecydowanie. Malujemy bardzo dużo. Naszymi największymi rywalami jest grupa Panthers z Panionios. Tutaj chodzi jednak tylko o walkę pod względem umiejętności artystycznych.

EF: Macie zgodę z Ultras Rapid (Wiedeń). Jak się z nimi poznaliście?

G: Przyjaźń rozpoczęła się przy meczu ze Sturmem Graz w 2001, wtedy po raz pierwszy wywiesiliśmy transparent naszych zielono-białych braci.

Skontaktowaliśmy się z nimi już wcześniej, bo zależało nam na zrobieniu rundy po Wiedniu – wiedzieliśmy, że Rapid jest zielono-białą drużyną z tego miasta.

Pierwszy kontakt nastąpił drogą internetową. Chłopaki odpisali, że wspólne spotkanie i wypicie kilku piw byłoby dla nich wielkim honorem. Ciekawa historia z tym związana: kiedy już spotkaliśmy się w Wiedniu i Rapid zaprowadził nas pod swój stadion, zauważyliśmy tam wiele zdjęć z ich oprawami. Zapytaliśmy, czy mogliby nam do Graz dostarczyć trochę tych zielono-białych folii. Fajnie byłoby wprowadzić trochę świeżości w naszych szeregach. To był pierwszy krok ku lepszemu w greckim stylu kibicowania. Co prawda debiut nam nie wyszedł, bo ludzie zamiast podnosić, trzymali folie po prostu w dłoniach. Pierwsza udana oprawa wyszła nam na derbach z AEK w 2002 roku.

Z Rapidem często się wspólnie odwiedzamy; na każdych derbach, wielu pozostałych meczach oraz przy rożnych innych okazjach, tak jak chociażby w lato rok temu, kiedy w setkę pojechaliśmy do Austrii świętować 25-lecie Ultras Rapid.

EF: Jaki wpływ na Wasz rozwój mieli ultrasi z Rapidu?

G: Przed UR nie wiedzieliśmy niczego o choreografiach. Oni z kolei poduczyli się od nas sztuk walki – fajna wymiana idei kibicowania.

EF: Przejdźmy do meczu PAOK Saloniki – Rapid Wiedeń. Próbowaliście wejść na trybuny?

G: Oficjele z Wiednia próbowali zamówić wejściówki dla kibiców Panathinaikosu, nie było jednak na to szans.

Policja na dodatek poinformowała, że przy kontroli biletów dodatkowo musi zostać okazany austriacki paszport. W ten sposób nie było możliwości, by dostać się na stadion.

Niektórzy mimo to pojechali do Salonik, w centrum odbyło się kilka walk z PAOK. Po wbiciu psów zadecydowaliśmy, ze wracamy do Aten – nikt z nas nie miał ochoty na dołek.

A Rapid w trakcie meczu – zupełnie w stylu greckim – rzucał race na sąsiednie sektory, co spotkało się z kontratakiem PAOKu.

LINK DO ZDJĘĆ I FILMÓW: OBEJRZYJ !!!

EF: W Niemczech było wiele dyskusji na temat rzucania rac w kierunku sektorów z rodzinami i starszymi osobami. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

G: Zarówno dla nas, jak i naszych braci z Rapidu takie zachowanie jest czymś skrajnie nieodpowiednim.

Decydujemy się na takie akcje tylko wtedy, gdy sektory o których mówicie, znajdują się w bezpiecznej odległości.

EF: Jak zareagowaliście w Wiedniu na spotkanie z kibicami FC Norymberga? Byliście na pewno świadomi, ze mają zgodę z Monsters Larissa…

G: Larissa jest dla nas klubikiem, są po prostu zbyt mało ważni, by w ogóle podejmować jakieś zaangażowanie.

Do ultrasów z Norymbergii mamy stosunek neutralny. Czasem się z nich nabijamy ze wglądu na ich „przyjaciół”. To zupełnie inna półka niż My, Olympiakos czy PAOK.

EF: Co moglibyście powiedzieć o Waszych innych zgodach – Orgullo Vikingo, Hammarby i Shamrock Rovers?

G: Te przyjaźnie nastały pod koniec lat 90-tych, kiedy była możliwość nawiązania kontaktów w sieci – co miało też miejsce w przypadku Rapidu. Teraz relacje z kibicami tych drużyn ograniczają się tylko do pojedynczych prywatnych kontaktów.

W Orgullo spodobała nam się ich mentalność – na Realu chodzili swoimi własnymi ścieżkami. Kiedy Ultras Sur znani byli z głośnego okazywania poglądów politycznych i licznych „dealów” z klubem, Ci stali na 4 piętrze stadionu i po prostu robili swoje. Mad Boys miało tam liczne kontakty.

Trafiliśmy na Królewskich w Tel-Avivie; grając między sobą w finale koszykarskich rozgrywek Final Four wspólnie jechaliśmy po Barcelonie. Podobnie było rok później w Saragossie, wtedy jednak Real zagrał z Olympiakosem – wtedy razem śpiewaliśmy przeciwko naszym największym wrogom.

Do spotkania doszło również w rozgrywkach Champions League, w Atenach wywiesiliśmy transparent >>Amigos para sempre<<, w Madrycie z kolei oni nas zaprosili do swojej siedziby na wspólny obiad. Potem nie było już intensywnych kontaktów – jeśli już to tylko na stopie prywatnej.

Oficjalna zgodę mamy na razie tylko z Ultras Rapid i, w nieco mniejszym stopniu, ultrasami AS Romy.

EF: A Hammarby?

G: 2-3 osoby z Hammarby gościły kilka razy w Atenach, nie było to jednak nic oficjalnego, nie mieli nawet flag. Kilkunastu z nich wspierało nas na meczach Ligi Mistrzów w Kopenhadze. Kontakty z nimi były i są jedynie prywatne.

EF: Znaleźliśmy Wasze wspólne zdjęcia z grupami Eastside Bremen i Zuricher Sudkurve. Co możecie na ten temat powiedzieć?

G: Tutaj znowu nie chodzi o oficjalne zgody, a tylko pojedyncze kontakty.

W Bremie nawiązały się poprzez mecze z tamtejszą drużyną w pucharach – podeszło do nas wtedy kilka osób z Eastside w celu wymiany materiałów.

W Atenach atmosfera również była przyjemna, wypiliśmy razem kilka piw.

Jeśli chodzi o Zurych, to nawiązaliśmy kontakt z Green Web Fans – warto dodać, że w tamtym czasie ich gniazdowy był… Grekiem.

EF: Waszym największym rywalem w Atenach jest Olympiakos Pireus, później AEK. Greckie ekipy nie są w stosunku do Was przyjaźnie nastawione. Jakie są różnice pomiędzy PAO a Waszymi wrogami?

G: Gate 7 z Olympiakosu to nacjonaliści, udzielają się w skrajnie prawicowych partiach. Dla nas to lizusy prezydenta, chcą być jego prawą ręką. Prezydent im płaci, a oni jadą w zamian po każdym, kto mu się przeciwstawi. Nawet pomimo opraw i licznych flag uważamy, że nie mają prawdziwej ultrasowej mentalności – zależy im głownie na kasie. Do 1996 byli nikim – dopiero gdy do Olympiakosu wszedł prezes Kokkalis, ich działalność ruszyła do przodu. Rozpoczęły się poza tym biznesy z biletami, ochroną na stadionie…

Oryginal 21 z AEK to lewicowi anarchiści.

PAOK jest z kolei podzielony na dwie grupy – jedna skrajnie nacjonalistyczna – mająca zgodę z Partizanem Belgrad, druga lewicowa (Gate 4) występująca pod mottem „no borders, no nation”. Jeśli chodzi o ultrasowanie, to PAOK jakościowo 20 lat temu zatrzymał się w czasie – nie robią nawet opraw. Nie mamy z nimi jakiegoś szczególnego kontaktu, to miasto jest zresztą oddalone od Aten o 500 km. Rok temu walczyliśmy ze sobą po raz pierwszy od 20 lat.

EF: Niezwykle interesującym dla nas tematem jest podział miasta, co możecie o tym powiedzieć? Istnieje w ogóle u Was taki podział? W jakich dzielnicach rządzi Gate / Olympiakos / AEK?  

G: Różnica pomiędzy PAO a naszymi rywalami jest taka, że staramy się mieć swoich przedstawicieli w każdej dzielnicy.

W samym centrum Aten dominuje CENTRAL CLUB złożony w 2010 z 4 fanklubów (Mad Boys, Green Web Fans, Ellinorosson, Athina). Pozostała część Aten i jej obrzeża składają się z podobnych „koalicji fanklubowych”.

Na zachodzie mamy grupę WEST BLOCK, składa się ona z fanklubów dzielnicy Colonos oraz z podmiejskich miejscowości: Peristeri, Egaleo, Haidari, Petroupoli i Nea Liosa. Północ to VOREIA PROASTEIA, która ma pod swoimi skrzydłami rejony: Kifissia, Pefki, Metamorfosi, Lykovrissi, Neo Iraklio, Kalogreza, Halandri, Vrilissia, Melissia, Nea Erythrea i Stefanos.

Na wschodzie działa z kolei EAST END z dzielnicami Holargos, Papagos, Agia, Paraskevi i okręgiem Mesogeia.

Południowe miejscowości, czyli Argyroupoli, Ilioupoli, Brahami, Faliro, Glyfada, Elliniko, Vironas, Dafni i Ymittos należą do bloku NOTIOI.

Olympiakos i AEK nie mają takiego systemu podziału.

EF: Czy to prawda, że kibice AEK mają swoją siedzibę w bezpośrednim sąsiedztwie CENTRAL CLUB?  

G: Tak, 300 metrów stąd. To mały fanklub, odwiedzamy ich jednak często…

Najgroźniejsze są dla nas tereny południowe wraz z rejonami Illoupoli oraz Faliro – tam siedziby swoich FC ma Olympiakos.

EF: Jakiś czas temu Olympiakos zaprezentował oprawę… z siedzibami swojego FC. Co to miało oznaczać?

G: To był między innymi dom Olympiakosu w rejonie Pagkrati, niedaleko Zografou – tam, gdzie my mamy swój duży fanklub. Siedziba, która w oprawie była pokazana obok naszego stadionu, to Kypseli. Poza tym mają „Athens Club”, niedaleko Akropolu. Dochodzi jeszcze Misfits, znajduje się jednak na obrzeżach Aten.

Tu trzeba powiedzieć, że – poza Pagkrati – nie mają nawet swoich oficjalnych godzin otwarcia. Robią to, kiedy chcą. Do wszystkich fanklubów od chodzą Ci sami ludzie. Ta oprawa to czysta propaganda, ludzie mieli po niej myśleć o niezwyklej sile ich FC.

Olympiakos ma jakąś kontrolę kontrolę tylko na południu i w Pireusie. Na północy i wschodzie nie dysponują żadnym domem, zachód to cztery ich FC: Saints (Agii Anargiri), Nea Liosia, Petroupoli i Haidari, południe dwa: Moschato (Misfits) i Ilioupoli.

EF: A Wy w Pireusie?

G: Niedaleko Pireusu mieliśmy do 2007 swój fanklub. Zrezygnowaliśmy z niego, bo był za słaby.

EF: Jak pod względem FC wygląda AEK?

G: AEK najbardziej działa w rejonie Nea Filadelfia, to teren ich starego stadionu. W Excharchii też mają swój ważny fanklub.

EF: Czy w Gate 13 istnieją FC, które wspierają mniejsze drużyny piłkarskie? I odwrotnie, są kibice mniejszych klubów wspierający PAO?

G: Nie, tutaj kibicujemy wyłącznie Panathinaikosowi. W latach 90 były pojedyncze osoby, które chodziły również na Atromitos – ale tylko ze względu na to, że wychowały się w tamtych rejonach. Nie należały one jednak do „kumatych”. Nie mieliśmy poza tym podobnych przypadków.

EF: Czy możecie poruszać się na terenach wrogich drużyn? Często dochodzi do eskalacji przemocy?

G: W Pireusie i okolicach fanklubów Olympiakosu trzeba liczyć się z napaściami. Ale zastanawiamy się, co zresztą kibice Panathinaikosu mają robić w Pireusie?

Wielu ludzi spoza klimatu krytykuje wszechobecne ataki na tle klubowym. Młodzi ludzie są coraz bardziej szaleni, nie myślą o późniejszych konsekwencjach. Niektórzy pod wpływem narkotyków próbują być wielkimi „chuliganami”.

Walki nie odbywają się wyłącznie weekendy, ale też na urlopach, plaży czy ulicy. Zawsze może do nich dojść, szczególnie z Olympiakosem. Nie ma nad tym kontroli. Ktoś może wejść o 3 w nocy do Twojego domu, ktoś może spalić Twój motor, ktoś może zranić Ciebie nożem, kiedy jesteś na spacerze z dziewczyną.

EF: Jakiś temu nastąpił duży atak na Wasz fanklub.

G: To był nasz FC w Petralonie. Powodem był atak na chłopaka, który miał mieć ze sobą jedną z ważniejszych flag Olympiakosu.

Został dźgnięty nożem, flagi jednak nie miał. Później okazało się, że to syn gniazdowego Gate 7. W ramach rewanżu pod FC podłożono bombę.

EF: Jak policja reaguje na takie akcje? Są jakieś śledztwa?

G: Jeśli byłby to inny budynek albo jakaś instytucja, sprawa wyglądałoby inaczej. Kibicami się nie interesują – są przez to panathinaikosodpowiedzialni za kolejnych zabitych. Tu panuje duża korupcja, liczą się przede wszystkim kontakty. Prezydent Olympiakosu jest w dobrych relacjach z psami i władzami. Kiedy w 2007 Michaelis został zadźgany przez 5 fanów Olympiakosu, ukarano jakiegoś narkomana. Nie wiemy oczywiście, kto dokładnie stoi za atakiem na koszykarza PAO, ale na pewno żaden nie siedzi w więzieniu.

EF: Waszymi największymi rywalami spoza Aten są kluby z Salonik.

G: Już nie. Teraz OFI Kreta jest naszym największym wrogiem – w 2011 zadźgali jednego z naszych chłopaków. Stało się to latem 2011 na Krecie, w miejscowości Iraklion. Zaatakowali nas, umówiliśmy się na walkę 20-20, bez sprzętu. Sprzęt jednak mieli.

EF: Czy PAOK albo ARIS mają swoje FC w Atenach?

G: PAOK ma jeden oficjalny fanklub tutaj. Jest też kilka nieoficjalnych, ale nawet nie wiadomo gdzie się znajdują. W swoich siedzibach nie mają wywieszonych żadnych symboli klubowych.

EF: Jakie jest Wasze zdanie na temat zgód niemieckich drużyn z greckimi ekipami: BVB – Aris i Mainz-Iraklis?

G: Kilka lat temu Super 3 z Arisu szydzili, że prezentujemy „gówniany, włoski styl”. Śmiali się z nas i naszych przyjaciół. Najwyraźniej w ciągu paru lat zmienili swoją mentalność, bo teraz sami przyklepują zgody i tworzą oprawy.

EF: Sporo już mówiliście o aktywności w pozostałych sekcjach sportowych PAO. Czy istnieje tutaj jakaś hierarchia?

G: Na samej górze jest oczywiście piłka nożna. Później koszykówka, siatkówka i piłka wodna. Ale niezależnie od dyscypliny – jeśli ma miejsce jakiś istotny mecz, to mobilizujemy się i przychodzimy w konkretnej liczbie. Gdybyśmy swego czasu dostali bilety, to mimo meczu PAO-PAOK pojechalibyśmy na finał rozgrywek koszykówki.

EF: Jak zapadają decyzje o tym, kto gdzie jedzie? Organizacyjnie na pewno nie jest to łatwe.

G: Na specjalnych spotkaniach wspólnie decydujemy, gdzie mamy się pojawiać. Za organizację danej sekcji odpowiedzialne są pojedyncze fankluby.

I tak oto West Block zajmuje się ping-pongiem, Central Club Panathinaikos na piłce wodnejpodnoszeniem ciężarów, byli Mad Boysi siatkówką, a Zografou waterpolo i pływaniem. Jeśli mecze się „przecinają”, to stawiamy w gotowości wszystkie okolicznie fankluby.

EF: Gotowość wspierania wielu szczebli PAO jest dla nas czymś niesamowitym. Wspomnieliście o prezydencie sekcji amatorskich, który jest wybierany z Waszych szeregów. Jak do tego dochodzi?

G: W ostatnim roku mieliśmy wybory prezydenta wszystkich amatorskich sekcji. Poprzedni został odwołany – spowodował dwumilionowe długi, przede wszystkim poprzez nie płacenie sportowcom.

Obecny, nowy ma 24 lata, jest akceptowany przez nas i wszystkie drużyny. Wszystko idzie w dobrym kierunku, sytuacja finansowa zaczyna powoli się stabilizować, mimo że jeszcze wiele jest do zrobienia.

EF: Ciężkim tematem dla Was jest z pewnością zakaz wyjazdowy. Kiedy został wprowadzony?

G: Od 2005 roku obowiązuje zakaz wstępu gości na mecze derbowe, zarówno w piłce jak i koszykówce. Poza tym my nie możemy jeździć na PAOK i OFI Kreta.

EF: Kiedy zazwyczaj otrzymujecie informację o ilości biletów na mecze wyjazdowe?

G: Jeśli policja lub klub drużyny przeciwnej nie robi problemów, to na 10 dni przed meczem przychodzi do nas taka informacja. Nasz klub sam zazwyczaj wysyła o to zapytanie. Często jednak zdarza się sytuacja, w której klub ściemnia o zakazie policji i nie daje nam przez to ze strachu wejściówek.

CDN…

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W ZINIE PAPIEROWYM „DROGA LEGIONISTY” NR. 20:

 20