LISTY CZYTELNIKÓW: Kilka słów od „klasy pracującej”.

Pisz czachaCześć. Czytam stronę „Droga Legionisty” od kilku lat i tak obserwuję, że coraz więcej na niej ciekawych przemyśleń. Kilkoma swoimi przemyśleniami chcę się podzielić. Powiedzieć o paru sprawach, na co warto moim zdaniem zwrócić uwagę. Wkrótce stuknie mi 45 lat i mam spojrzenie z szerszej perspektywy. Będzie kilka wątków niekoniecznie ze sobą związanych. Organizacje i ruchy narodowe olewają problemy społecznie lub nie podejmują debaty na te tematy. Jakby takie sprawy to była tylko działka lewicy. A to duży błąd. Dlaczego tak mało mówi się i pisze o tym, w jakich warunkach pracuje większość ludzi w Polsce? Że teraz zarabia się coraz mniej w stosunku do kilku lat wstecz? Że praca na czas nieograniczony, na etacie to przywilej? Pamiętam, że kilka lat temu średnia praca w Warszawie to było 2000, 2200 do ręki. Teraz jest około 1700-1800.

Następna sprawa z tym związana to rozrost supermarketów, hurtowni, obcych kapitałowo zakładów, a zamykanie przedsiębiorstw, zakładów rodzimych. Tam się ludzi „zarzyna” za marne grosze przy pracy na 2-3 zmiany. Nie mają dodatków za pracę w nocy i w niedzielę. Niedziele i święta są „do odbioru” na tygodniu. Idąc na L4 często muszą żegnać się z pracą. W takich miejscach pełno jest ludzi spoza miasta, którzy w sumie mają mniejsze koszta utrzymania. Mieszkają z rodzicami lub w domach jednorodzinnych. Stąd ludzie z miasta przegrywają z nimi. Pojawiają się też pracownicy zza wschodniej granicy godzący się na pracę (wg warszawskich warunków) za grosze.

Do tego tematu dołączyłbym też problem umów śmieciowych. Nie zdawałem sobie z tego sprawy do czasu, gdy musiałem zmienić pracę i robić na śmieciówkach. Dochodzi do takich absurdów, że ja np. robiąc na zleceniu i robiąc tą samą pracę, co długoletni pracownik stały zarabiam od niego kilka stów więcej! Poza tym mogę bez problemu powiedzieć -nie- przełożonemu, gdy mi coś nie pasi. A często mi nie pasi, bo nie lubię, gdy chce się zrobić ze mnie frajera.

Dlatego zachęcam, by mówić też o takich sprawach, poruszać je. By nie było, że to jest działka lewaków, bo to działka nasza! Jak się wchodzi na portale narodowców lub narodowych aktywistów to tylko „imigranci, lewaki i pedały”.

Cała ta sytuacja z rynkiem pracy odbija się przecież na demografii, na zawiązkach, i na samym początku narodu, czyli poznawaniu się ludzi. Młodzi mężczyźni i kobiety nie mają dla siebie czasu. Mają tyle na głowie i tyle pracują, że ciężko jest o dłuższe relacje. Teraz wszystko sprowadza się do jednonocnej przygody. Na miłość i uczucia czasu brak…

Chcąc coś zdziałać w kraju musimy się rozwijać i działać w kierunku zajmowania kierowniczych stanowisk w rożnych miejscach. By ludzie myślący tak jak my mieli wpływ na różne sprawy od najniższego szczebla. Byśmy nie zostali na swoich dzielnicach, pracując na 3 zmiany ze świętami za marne grosze. Potrzeba nam naszych ludzi z głową i możliwościami, którzy mogą nam pomóc coś zmienić. By oni mogli podejmować decyzje, a nie ktoś za nich.

Następny temat, pośrednio z tym związany. Śmieszą mnie zespoły, gdzie faceci w średnim wieku śpiewają cały czas to samo, co gdy mieli 20 lat. Do tego ich teksty są przygnębiające i depresyjne wręcz. Szczególnie to widać u tych tzw. zespołów Oi! Nie widać w ich tekstach wniosków z życia. Przesłania dla młodzieży, by nie popełniała ich błędów. Nie zachęcają do działania, by swoje życie zrobić sensowniejszym i lepszym.

Śpiewanie o tzw. kulcie klasy pracującej. Jak ktoś może czuć się heroes za te gówniane pieniądze, które dostaje i pracując w pracy, której nienawidzi? Nie mówi głośno o tym, że dzieje mu się krzywda w pracy i nie ma znikąd pomocy? A często ma nóż na gardle, bo dzieci, alimenty, kredyty, długi, bo coś tam. Bohaterem będzie, gdy odmieni swoje życie. Na to jednak zespoły rad nie dają.

Za to mamy piosenki, że czekamy do weekendu, bo się napijemy i porozrabiamy. Jakby to był powód do dumy. Poza tym, niektóre z tych kapel prowadzą własną działalność zarobkową i są zarejestrowaną firmą. Jaka z nich klasa robotnicza?

W tym temacie też o poprawności politycznej tych kapel, które wszędzie umieszczają śmieszne znaczki, byle tylko się sprzedać i grać. Popieram przesłanie Trollfront, bo przekazali kilka słów dla opamiętania. No, ale cóż – nie od dziś wiadomo, ze wszelkie mody i subkultury służą zarabianiu kasy przez dorosłych i sterowaniu gówniarzami.

Teraz trochę refleksji. Od przeszło 10 lat żyję w Warszawie i powiem Wam, że całkiem inaczej jest być narodowcem, czy tam skinheadem, rasistą czy faszystą w małym mieście gdzieś w Polsce, a inaczej w stolicy. Mam takie zajęcie po pracy, że współpracuje z różnymi ludźmi i trzymam mordę na kłódkę. Takie miałem wpojone zasady działając dawniej z dobrymi kumplami. W małym mieście wiele spraw i rzeczy zna się tylko ze słyszenia lub spotykasz się z tym bardzo rzadko. Tu np. dowiadujesz się, ze przełożona, dzięki której zarabiasz jest Żydówką. Współpracujesz z kimś przy jakimś projekcie, a tu okazuje się, że jest pedałem lub lesbijką. Fajna dziewczyna o wspólnych pasjach poznana w klubie popiera antifę i ma kumpli lewaków. Na Marszu Niepodległości jesteście po przeciwnych stronach. Koleżanka z pracy ma dziecko z murzynem. I jaki z tego wniosek? Że to Ty jesteś ten tolerancyjny, a oni jakby się dowiedzieli kim jesteś, to by Cię załatwili. Byłbyś skończony. A ataki na kościół i wiarę są coraz większe. Często jest to bez refleksji. Jak owczy pęd. Ja zachęcam by się kilka razy zastanowić, co komuś mówisz na swój temat, lub co piszesz na FB. Lepiej więcej wiedzieć o innych.

Czytałem fragment Twojej książki (od red. – LINK). Przypomina mi to teksty i działalność Day of the Sword z USA. Słyszałem, że mu zrobili pranie mózgu w więzieniu i ma teraz całkiem inne poglądy.

Z pozdrowieniami. Działajcie dalej i lepiej.

Czytelnik