26.09.15 Uwaga! Czarna mrówka to przebrany rekin.

Witam serdecznie. Jestem po owocnym dniu i pragnę pomarudzić do kolacji. Wiele można złego powiedzieć o stylu życia i przekazie The Prodigy, ale ich koleś od brzmienia prawdopodobnie urodził się na stole mikserskim. Po prostu jakaś naćpana kokainą dziwka została nim zaskoczona w klubie – zapomniała, że to już dziewiąty miesiąc – położyli ją więc „na szybkiego” na stole DJa i wypluła Liama Howlett’a prosto na kręcące się tam winyle. Nie ma chuja – tak musiał się urodzić, tak powstało coś więcej niż rave. Pamiętam, że wracałem od kumpla jako ok. 13sto latek, czekałem na przystanku i podsłuchałem jakichś starszych typów oglądających płytę z olbrzymią mrówką…

– Człowieku, zajebiste, po prostu wpadasz w trans!

…, a że lubiłem wtedy biały proch, nie umknęło to mojej uwadze. Był trans… najpierw na walkmanie, potem na Sylwestra. Liam trafia w samo serce ćpuna (tak, jest takie coś), jego muza jest cholernie niebezpieczna. Tak sobie ostatnio odświeżyłem do treningu i pomyślałem, po tym jak Jawor podczas rozmowy do październikowego „TMK” zasugerował mi pewnego rodzaju nienormalność, że ktoś kto w wieku lat 13-14 biega o 3:00 uliczkami starówki z takim czymś na uszach [1] (5:27!) to faktycznie musi wyjść z nich jako lekki fizol. Są koty i kocury… Tak jak O.S.T.R w rapie…, przecież to człowiek maszyna [2] i wielu innych.

Zwykli ludzie, którzy za sprawą swojego talentu (nie oceniam w tym momencie na ile są dobrzy dla świata) ZMIENIAJĄ ŻYCIA milionów osób. Nie…, to nie „jakaś tam muzyka”. Ukłońcie się przed Panią Muzyką, bo zmienia całe pokolenia. Zaprowadza ludzi na dno, wyciąga ich z tego dna, pochłania całe dnie i noce. Podejmuje z nami najważniejsze życiowe decyzje, motywuje, płacze z nami po porażkach…

No… ilu z Was, twardziele, ma „swoje kawałki”, przy których mięknie? Oby uszy wytrzymały i oby orkiestry grały nam do końca… Muzyka. Jedna z piękniejszych rzeczy na tym rejsie. Zarzuciłem nim utonę…

Łukasz Grower

[1]:

[2]: