27.11.15 Recenzja „Tańca na linie” w listopadowym „To My Kibice”.

Wszystkie zaległe wysyłki poszły w eter, a więc ja jestem z Wami na czysto i… oczywiście czekam na kolejne zamówienia (cały czas można je składać – drukujemy ile będzie trzeba!) od tych, którzy chcą spędzić wieczór z niezależną myślą! Oczekuję też recenzji, nawet prywatnych na maila, a poniżej wrzucam recenzję redaktora naczelnego „To My Kibice” (numer listopadowy). Cóż mogę jeszcze napisać… Obrączka, którą będę nosił, będzie nie tylko dowodem na to, że się zakochałem w swojej kobiecie. Dla mnie będzie to też, noszone do końca życia, zaufanie jakim mnie obdarzyliście, gdy zamówiliście preordery książki „Taniec na linie”. Książki, za którą mogę się w tradycyjny sposób hajtnąć. Dziękuję. Tak sobie myślę po tym wszystkim, że można żyć skromnie – z grzybem rosnącym na dachu łazienki – i nadać swojemu życiu, za sprawą twórczości, szereg pięknych metafor. To chociaż chwila radości w (dosłownie) płonącym od zła świecie… Mam nadzieję, że Was nie zawiodłem, a „pieczątka” na okładce („Pierwsza książka…”) nie była tam przypadkiem! Rób to, w co wierzysz – to nie spadniesz!

Życie jest niczym taniec na linie, chwiejącej się przy każdym kroku to w lewą, to w prawą stronę. Podejmując wszelkie, nawet drobne decyzje, wyginasz się raz w stronę dobra, raz w stronę zła. Walka o twą duszę trwa – na którą stronę spadniesz na końcu drogi (Drogi!)?

Książka Łukasza, twórcy „Drogi Legionisty”, awizowana już była u nas dwukrotnie i oto w końcu nadszedł dzień premiery – jakże wymownego 11 listopada! Miałem okazję przeczytać ją już Taniec na linie TMKwcześniej, dlatego możemy już w listopadowym wydaniu TMK zaprezentować Wam recenzję. A muszę przyznać, że książka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie!

„Taniec na linie” składa się z trzech luźno ze sobą powiązanych części. O ile pierwszą i drugą zespaja osoba głównego bohatera, o tyle trzecią – pamiętnikarską (przypominającą mi felietony DL), łączy z nimi już tylko… osoba autora. No i oczywiście szeroko pojęta narodowo-światopoglądowa tematyka.

Część pierwsza – czysto kibicowska – jest moim zdaniem najsłabsza, stanowiąca taki wydłużony wstęp do dalszych, głębszych rozważań. Można by ją wręcz pominąć i mam nadzieję, że nikt nie zniechęci się do dalszej lektury w czasie tego fragmentu książki. Chyba, że ktoś szuka w książce przede wszystkim kibolskiego klimatu, to znajdzie go właśnie tutaj.

Najbardziej wciągająca jest moim zdaniem część druga, w której główni bohaterowie ze stadionowych rozrabiaków przeistaczają się w radykalną, mocno zakonspirowaną bojówkę nacjonalistów „Polonicus Crux”. A przy tym przeżywają swe życiowe rozterki. Więcej nie będę w tym miejscu zdradzał, ale z pewnością każdy czytający ten fragment będzie zastanawiał się, w których miejscach ta fikcja literacka zainspirowana jest jak najbardziej prawdziwymi wydarzeniami…

W trzeciej części – pamiętnikarskiej – autor niezwykle autentycznie i szczerze do bólu przelewa na papier swoje przemyślenia, zainspirowane wybranymi momentami swojego życia (wcale nie tymi przełomowymi – ot, czasem wystarczy chwilka refleksji pod blokiem, z którym łączą go wieloletnie wspomnienia).

ksiazka Taniec na linie Droga LegionistyPrzezwyciężenie nałogów i przemiana z rozwydrzonego małolata, myślącego tylko o dupach i pigułach, w świadomego nacjonalistę, abstynenta, sportowca, uduchowionego katolika i… filozofa. Powrót do Boga po latach zwątpienia i pokonywanie z Jego pomocą własnych słabości. To Bóg pomaga odróżnić dobro od zła – wiara jest prostym kluczem pozwalającym na podejmowanie właściwych decyzji każdego dnia. Łukasz jak widać stworzył książkę, jakiej jeszcze w świecie kibicowskim nie było. Nie zawaham się napisać, że to taki XXI-wieczny myśliciel, nonkonformista, współczesny osiedlowo-stadionowy filozof.

Książka wciąga do lektury i może stanowić inspirację dla młodych-gniewnych czytelników, kierując ich radykalizm na nowe, wypełnione głębszym sensem tory. Być może komuś pozwoli powrócić do życia według moralnych zasad, tworzących kręgosłup dający oparcie w ciężkich chwilach. A już na pewno zmusi każdego do choć kilku chwil refleksji.

Czytajcie „Taniec na linie”, bo to dzięki Wam Paweł, Michał i reszta ekipy „Polonicus Crux” mają szanse wejść na stałe do szerszej świadomości młodych, niepokornych ludzi ulicy, niczym legendarny Alex i jego banda w „Mechanicznej Pomarańczy”. Tym bardziej, że chłopaki z PC mają o wiele głębsze idee, a nie tylko przemoc. Cieszę się z jednego – Łukasz w swoim dziele łamie lewacko-medialny stereotyp łysego brutala i udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że życie kibola-nacjonalisty może iść w parze z prawymi zasadami i głęboką świadomością swoich wyborów.

„J”