LIST CZYTELNIKA: Po lekturze „Tańca na linie”.

Pisz czachaTakich maili przychodzi w ostatnim czasie troszkę, wrzucę może przykładowy – aczkolwiek zazwyczaj są one mniej obszerne. Za wszystkie bardzo dziękuję i proszę o jeszcze. Bardziej niż ocena samego stylu i poziomu, cieszą świadectwa o „powróceniu myślami do kwestii Boga”, czy też (najliczniejsze) teksty o tym, że postanawiacie rzucić używki! To bardzo inspirujące dla mnie, bo prócz bycia pismakiem jestem aktywistą, poświęciłem się działaniu piórem i miło jest zbierać owoce. Od trzeźwości wszystko się zaczyna, a łącząc ją ze sportem i wiarą, zaczynamy się stawać innym człowiekiem. Takim radykalnie innym… Trzymajcie się w postanowieniach bracia i siostry! A Tym, którzy jeszcze sobie niczego nie postanowili polecam: od najbliższych świąt obchodzę je wewnętrznie, od 1wszego ćwiczę, heh. Praktycznie każdy recenzujący ubolewał też nad tym, że losy „Polonicus Crux” zostały zakończone tak szybko. Kto wie, kto wie…

Po przeczytaniu jestem winny parę słów opinii, a może bardziej przemyśleń… Słowem wstępu muszę Tobie podziękować za kolejną porcję tekstu, który mocno daje do zastanowienia – kolejną, bo na fali zapewne patriotycznej, stadionowej mody trafiłem na Twój e-zin i teksty wywarły na mnie duże wrażenie. Do tego stopnia, że zainteresowałem się zasadami sXe i wprowadziłem je w życie. Niestety po pewnym czasie od nich odszedłem, ale gdy miesiąc temu do nich wróciłem to nowa porcja inspiracji od Ciebie jest jak znalazł!

Ale to co najciekawsze w książce to kwestia wiary. Zazdroszczę trafienia na takiego zakonnika, o którym pisałeś, bo sam mam głębokie rozważania wewnętrzne na temat powrotu do Kościoła (w Boga nie zwątpiłem, ale chyba wciąż górą jest u mnie Zły – leniwy i próbujący wmówić, że lepiej wiem, co dla mnie dobre). Te myśli wróciły ze zdwojoną siłą po przeczytaniu książki. Wracając do treści, to przy pytaniach o znaki od Boga jakie Ty, lub bohaterowie książki stawiali sobie, przypomniał mi się fragment „Twierdzy” Antoine de Saint-Éxupery’ego: „Panie – mówiłem – tam na gałęzi drzewa siedzi kruk. Rozumiem, że Twój majestat nie może zniżać się do mówiącego, lecz ja potrzebuję znaku. Gdy skończę moją modlitwę, spraw, żeby ten kruk odleciał. To będzie jakby skinienie w moją stronę na znak, że nie jestem zupełnie sam na świecie. I patrzyłem na ptaka. Ale on siedział nieruchomo na gałęzi. Wtedy znowu zwróciłem się do kamienia. Panie – mówiłem masz słuszność. Twój majestat nie może się zniżać do moich żądań. Gdyby kruk odleciał, byłbym jeszcze smutniejszy. Bo taki znak byłby znakiem danym mi przez kogoś równego – a więc znowu przeze mnie samego, znowu byłby odbiciem moich pragnień. I ciągle tkwiłbym w samotności. I oddawszy cześć wróciłem. Lecz wtedy właśnie moja rozpacz ustąpiła miejsca nieoczekiwanej radości”.

Wracając do książki, szkoda, że losy Polonicus Crux nie zostały dłużej opisane. Może to temat na osobną książkę? Na początku miałem wrażenie, że motyw podobny jak w filmie „Święci z Bostonu”, ale jednak organizacja nikogo nie zabiła.

Na pewno w pamięci zapadnie mi fragment, gdzie opisywałeś jak do szatana mówiłeś „Milcz!”. Mam nadzieję, że znajdę w sobie siłę, aby też tak stanowczo mu to powiedzieć, a także, że dalej znajdę inspiracje w Twojej twórczości, która z biegiem lat staje się co raz lepsza i pewnie dalej będzie się stawała.

Także na zakończenie życzę dalszej owocnej pracy pisarskiej.

Pozdro (a może Bóg zapłać?)!

JS