13.12.15 Legia Warszawa 1-1 Piast Gliwice. „Mecz na szczycie”…

Wklady… tylko na szczycie czego, żenady? Spotkały się „dwie najlepsze drużyny w tabeli”… te dwie drużyny dały taki „show”, że nie chciało się patrzeć. To, że tak kiepskie mecze rozgrywane są na tak ładnym stadionie, przy tak dopingujących kibicach, wreszcie – aż przy 21 tysiącach widzów, trzeba uznać za niesłychany sukces. Tylko kogo? Cóż… innej ligi nie mamy, co nam pozostaje? Chyba jedynie nadzieja, że czas jak najszybciej upłynie. Piękny mecz zdziwiłby w niedzielę tak bardzo, jak fakt, iż jeszcze żaden muzułmanin nie wysadził się w Niemczech. Szare 1:1 wtopiło się w szarą tego dnia, deszczową pogodę, a silny wiatr nie przyniósł emocji. 13 grudnia. Dzień to był nie byle jaki, bo kolejna rocznica wprowadzenia Stanu Wojennego. Z tego powodu pojawił się przy Ł3 odpowiedni transparent. Obok zawisło również – zawsze smutne – płótno z serii PDW. Goście z Gliwic jak prawie zawsze byli bezbarwni, a całą pirotechnikę wypalili na przedmeczowych zapowiedziach. Legia po niedawnych urodzinach NS, również bez oprawy. Piast zajął górną część sektora gości, wywiesił kilka słabych flag i prowadził niezbyt głośny doping. Tak pożegnano 2015 rok w Warszawie. Stołecznej drużynie pozostał jeszcze wyjazd do Kielc.

Po latach oglądania polskiej Ekstraklasy słów do krytykowania poziomu gry zabrakłoby nawet Mickiewiczowi – niech go nawet Sienkiewicz wspomoże. „Potop 2 – zalew kiepskości”, może taki tytuł roboczy? Bo do „Dziadów” nie trzeba nawet ironii dorzucać, po boisku biegają dobrze zarabiające dziady, a po kolejnych 90 minutach pełzania po murawie wypowiadają te same od lat absurdy, bo coś powiedzieć muszą. Strzelają wyuczoną pokorkę z dodatkiem odrobiny artyzmu. Polega to na podejściu na jakąś odległość od Żylety, położeniu dłoni na biodrach, zwieszeniu głowy z udawanym zamyśleniem oraz na delikatnym przykucnięciu na jedną nogę, niczym kobieta na obcasach, stojąca pod ścianą dyskoteki. „Wysłuchali”, „wszystko ok.”. I można iść do domu na herbatę.

Piłka nożna to choroba umysłu, bo już w Wigilię będziemy tęsknić za Ekstraklasą. Z drugiej strony – to przecież typowe dla nałogu, rzygasz, ledwo żyjesz, ale nadal pijesz…

Cóż. Najlepsi na 100lecie Legii będą, co za niespodzianka, jej kibice. Są ludzie, którzy dbają o to, by te mecze „jakoś wyglądały” i – znowu nie odkryję Ameryki – gdyby nie ultrasi, wielu z tych 21 tysięcy na stadion nie miałoby po co przychodzić.

Łukasz Grower