17.01.16 Dla mnie numer jeden w 2015 była Pani Joanna Jędrzejczyk!

JoannaWracając jeszcze do plebiscytu na najlepszego sportowca roku 2015, dla mnie osobiście Joanna Jędrzejczyk była numer jeden. Nadrabiałem zaległości, zaopatrywałem się w jej walki z UFC w najlepszej jakości i moja łza leciała razem z jej. To, co ona tam wyprawia to jest szok. Poza tym, nie jestem fanem parteru, więc jej stójkowa stylówa powoduje, że (po prostu) bardziej chce mi się oglądać MMA. Ba! Takie ciosy, serie, ciężko uświadczyć nawet w walkach facetów. Wiadomo, są popularniejsze sporty niż MMA i 7 miejsce „PS” oraz TVP to i tak dużo, ale osobisty numer jeden ląduje do Joanny za dostarczenie mi największych emocji. Zdumienie – to dobre określenie tego, co czułem oglądając serie jakie ładuje na przestraszone japy przeciwniczek.

Fakt, jest to dość aseksualne, ale kilka wywiadów z Joasią naprostowało mi nieco postrzeganie żeńskich bijatyk. Swoje dorzuciły też… rekolekcje Ojca Szustaka, który często wypowiada się w swoim cyklu o musie korzystania ze swoich talentów, jakie by nie były, do chwalenia Pana. Łza leciała razem z Joanną, gdy żegnała się znakiem krzyża przed walkami, łza leciała z Joanną, gdy zdobyła swój pierwszy tytuł UFC i po walce nie dała rady dokończyć znaku krzyża – rozkleiła się w połowie. Jej wiara i jej umiejętności walki, jej zaangażowanie w pomoc potrzebującym i promocję polskiej flagi (i polskiego charakteru) są na najwyższym poziomie! Bez dwóch zdań, stałem się wiernym fanem! Jej walka z Penne to dla mnie walka roku i największa duma z polskiego sportowca w 2015.

A propos Jędrzejczyk, „równouprawnienia” i jeszcze Ojca Szustaka…

Słucham jego, dla niektórych kapłanów kontrowersyjnych, rekolekcji regularnie. Kilkanaście dni temu opublikował odcinek, w którym walczył z uprzedzeniami. Podkreślił, że nie jest żadnym feministą, ale przywołał przykład dawnych konkursów fortepianowych. Artyści występowali zza kurtyny, by komisja nie sugerowała się tym kto gra, ale słuchała jak gra. Jakże byli zdziwieni, gdy wygrała kobieta. Kobieta, której nie raz próbowano potem odebrać tytuł pod bzdurnymi pretekstami (było to w czasach, kiedy panie bardzo mało mogły), ale walczyła w sądach i dopięła swego, stając się symbolem walki z tym faktycznym wykluczeniem.

Też uważam, że brak praw wyborczych, brak przyzwolenia na grę na fortepianie, czy też… na lanie się po pyskach, jest przesadą. Chcą to niech się leją, byle z takim moralnym kręgosłupem jak Jędrzejczyk. Nie oznacza to, że „płcie są równe” – w żadnym wypadku. Feministki i te całe „wyrównywanie szans” w rekrutacjach to krok dalej, krok w złą stronę – tak jak dawniej złem było zamknąć kobietę w domu i na nic jej nie pozwolić. Skrajność zrodziłą skrajność, nie inaczej!

Niestety żona musi zaakceptować jeszcze jedną kobietę – imię Joasia, nazwisko Jędrzejczyk :-). Serce mi skradła, a nowi idole nie kleją się do mnie od wielu, wielu lat i obojętny pozostałem to do skoczków, to do kierowcy, czy nawet piłkarzy ręcznych…

Łukasz Grower

Po pierwsze Jezus:

Po drugie Muay Thai:

Po trzecie MMA: