5.02.16 A odpowiedzialny tylko Bóg…?

amfaŻycie ćpuna jest przewrotne, zmienne, prawie jak forma Jakuba Rzeźniczaka. „Wracamy Po Was”, akcja w ćpalni trwa. Jeden już był zakochany w sportach walki. Niby odratowany, około trzydziestoletni podopalaczowy wrak. Przychodził na zajęcia, on już kończy terapię i będzie dalej trenował. Odezwie się. Minął miesiąc, ślad po nim zaginął. Dżungla wciągnęła, tylko jeszcze nie zlokalizowałem gdzie konkretnie. Dzwonią nowi – słyszeliśmy, że pan proponuje to i to, jest nas sześciu, chcielibyśmy skorzystać. Nie ma problemu, będę, pogadamy, poćwiczymy. Od nowa. Pytam sam siebie na ile starczy zapału. Niedługo chyba dojdę do trzycyfrowej liczby osób, które mi się przewinęły przez akcję i gdzieś zniknęły. Czym się mogę pochwalić, co pokazać na zdjęciach? Prawie nic. Sukcesy na palcach jednej ręki, tudzież dopiero kiełkują, są w ich wnętrzach niczym raczkujące po dywanie dziecko. Kiedyś nauczą się ponownie chodzić? Człowiek widzi też defekty socjalu, równocześnie utwierdzając się w przekonaniu, że ktoś musi, że dla tych kilku trzeba próbować. Przetrwa jeden na sto? To i tak dużo.

Problem narkomanii, patologia. „Sam wiedział w co się pakuje” – serio? Kilkunastoletni, zagubiony dzieciak wiedział i nie jest godzien pomocy?

Przypomina mi to niektórych rodziców z mojej sekcji malutkich dzieci, którzy krzyczą do sześciolatek o odpowiedzialności, albo wysuwają teksty typu (cytat): wierzę w zdrowy rozsądek mojej córki (8miolatki). Nie żebym miał ich dzieciaków za idiotów, ale ja w odpowiedzialność i zdrowy rozsądek dzieci wierzę, hm, umiarkowanie… Rodzic układający życie dziecka od A do Z to skrajna patologia konserwatyzmu, a malutkie dziecko z całym bagażem obowiązków jest skrajnością „liberalnego postępu”. Odpowiedzialna ośmiolatka, nakładająca błyszczyk i marząca o karierze w „Top Model”… naprawdę łatwiej by mi się pracowało bez społecznej wrażliwości. Przyjemna robota potrafi zmienić się w worek przykrych refleksji.

Rodzice tego nie widzą, rodzice skupieni są na krytyce tego, co krytykują ich „postępowi” bohaterowie. Zjawisko masowe wokoło zajęciowych dyskusji – nie wiedzą do kogo wznosić pretensje (przecież nie do siebie!), więc wznoszą je do Boga – za wojny, za głód, za cierpienie…

Wracając do ćpunów – znaczna część wpadła w wieku małoletnim i jest zamknięta w klatce. Nieobdarzeni silną wolą wegetują, próbują wstać i znowu spadają. Nie wierzą w słowa takich jak ja, lub wierzą na chwilę – pierwsza pokusa wciąga ich niczym wciąga serial „Breaking Bad”.

Kończy się kolejny tydzień, zleciał szybko, dni są coraz bardziej zapełnione. Przewiało mnie od latania w bluzie z miejsca do miejsca, siłka odpuszczona – siedzę jak debil z prześmiewczego mema w rękawie greckim i próbuję rozgrzać kark.

Od nowego tygodnia walka o dusze rozpocznie się na nowo… Oby z Bogiem.

Łukasz Grower