3.03.16 RECENZJE: „Z pamiętnika Galernika cz.2” (Artur eR, Łódź).

ZPG2Tak jak zapowiadał – tak też wrócił. Artur eR z ŁKSu i druga część magii lat 90tych, czyli „Pamiętnika Galernika”. 382 strony kibolskiej lektury! Byłem fanem pierwszej części, czekałem na drugą z powodu lepszych chuligańsko czasów w niej opisywanych (bardziej rozwinięta scena) i nie zawiodłem się! Słynne już, szczegółowe opisy to duży plus pamiętnikowego stylu Artura. Nie ma, po prostu nie ma i być może nie będzie już tak dokładnego oddania klimatu lat 90tych jak w owych książkach! Od osiedli, poprzez pociągi, po – oczywiście – samo kibicowanie. Wyobraźcie sobie młodych kibiców, czytelników tego za 50-60 lat… „Maluch”? Magazyn „Gol”, który wywoływał emocje? Abstrakcja! A jednak… To, co nasze pokolenie zaledwie liznęło, to na czym się uczyło – co zastało, w „Pamiętnikach” jest odkopane. I nieważne kogo kibic to pisał. ŁKS Łódź gwarantuje jednak sporo klimatów derbowych, więc fajnie, że nie opisał starych czasów np. kibol Lecha, czy innego… Śląska. Ups. On opisał, ale według mnie słabiej, heh.

Druga część wspomnień posiada równie klimatyczną, robioną na old school okładkę, a także prócz tekstu – solidną, czarno-białą wkładkę zdjęciową. Czcionka, marginesy, wszystko ok. Cena adekwatna do ogromu pracy, szczegółów i treści.

Czytając można stęsknić się za pasją jaka kiedyś temu towarzyszyła. Powiecie: pierdolisz, czas leci, teraz też jest dobrze! Jest, ale na swój sposób. To nie są żale nad dziś…, to raczej tęsknota za wczoraj. Sam dużo pisałem o potrzebie przeniesienia klimatu na nowy stadion, nie ma przecież innego wyjścia, ale wiadomo, że najlepiej ogląda się domowy album zdjęć ze starej Żylety. Chodzi też o szczegóły. Życie piłką, takie dosłowne, niedostępność materiałów… oglądanie młynów we wspomnianym magazynie „Gol”. Jeżdżenie pociągami rejsowymi na gapę. Prócz czasów… to my się zmieniamy. Czym młodszy – tym większa wiara w ideały i poczucie spontaniczności tego wszystkiego. Potem niektórym czar pryska, niektórym nie przechodzi…

Postęp techniczny zmienił ruch kibicowski. Kiedyś np. chuligani częściej bili się z policją, pamiętam przez mgiełkę okrzyki starszych w niejednej spontanicznej sytuacji:

– Napierdalajcie się z nimi! To tylko ludzie są, lamusy zwykłe…

I strach w oczach „niebieskich”, Ci starsi chuligani z „kulminacją formy” w latach 90tych i przy sprzyjającym (z pewnością bardziej) prawie walczyli z nimi jak równy z równym. Zwykli „szalikowcy” także. Ależ to imponowało. Oczywiście, nawet na Marszu 2011 nastroje były podobne, bo przyjechali z pewnością nie Ci, którzy dzisiaj nazywani są „szczurami w kominach”, ale już część hool’s taktycznie wycofywała się z potyczki z psami w centrum.

Sprzęt, kamery, świadomość psów… niestety, można narzekać, ale to postęp techniki i wroga jest winny zmianom w ruchu kibicowskim. Chuligani nadal bawią się tak jak to jest sensowne, a stare metody zostały wyparte. Przez zdrowy rozsądek. Dlatego niby nie ma, co płakać, ale niejeden chłopak taką zdrową łzę wyleje… nie ma, co się dziwić. Każdy wspomina to co zauważył za dzieciaka, co go porwało. Wspomina czas, gdy miał 13 lat i swoich 20sto letnich bohaterów, heh.

Przy tym trzeba pamiętać, że nowi i starsi, którzy zachowali się do dziś, też walczą o wspomnienia. I szacunek za to. Legia jako grająca regularnie w europejskich pucharach ma na adrenalinę różnego typu szanse jak mało kto z Polski (Ukraina, Włochy…). Zresztą Lecha w Bośni też Polska i Europa wspomina. Teraz poza Polskę przeniósł się klasyczny spontan. Spontan, który wychodzi, gdy tylko jest okazja i sprzyjająca atmosfera. Co nie znaczy, że w Polsce jest cichosza, aczkolwiek mniej wychodzi.

W książce „Z pamiętnika Galernika” spontan jest codziennością, a brak komórek umożliwia element zaskoczenia, skuteczniejszej zasadzki. Zaczynamy lekturę w roku 1996, a kończymy w 2000, gdy na dobre zmieniał się już ruch kibicowski. Co Wam mogę jeszcze napisać? To po prostu trzeba przeczytać…

Łukasz Grower

PS: Książka ma nawet akcent „Drogi Legionisty”, bo w prologu, razem z innymi, znajduje się recenzja pierwszej części wspomnień Artura z mojego zina.