LISTY CZYTELNIKÓW: W sprawie tekstu „Na Drodze do Mistrzostwa…”.

Pisz czachaDzisiaj spłynęło trochę maili. Dobrze, że piszecie, bo cierpię na poście ścisłym. Wiem, to żałosne, ale jako obżartus, typowe dziecko zdegenerowanego Zachodu, rozklejam się już dlatego, bo nie mogę sobie michy kiedy chcę na biurko postawić. Post jest jednak nie po to, by schudnąć, ale by w momentach, gdy kiszki skręca odnieść się myślami do góry. Dziś dzień Męki Pańskiej, a więc odnosimy się do tego wydarzenia. Natychmiast stajemy na nogi, myśląc… Mistrz miał, delikatnie mówiąc, trudniej. Zjadłem trzeci posiłek, dzisiaj nie ma już nic, nakarmię się zatem listem Rycha. Piszcie więcej mądrych rzeczy, bo aż miło Was poczytać…

Łukasz Grower

Naszła mnie taka rozkminka odnośnie Twojego artykułu na temat Spowiedzi Świętej. Jest to temat, który ciężko wytłumaczyć i zrozumieć, dlatego posłużę się przykładem. Otóż ja tak to rozumiem…

Wyobraź sobie sytuację, że ojciec zaprasza Cię na obiad (co niedzielę). Przychodzisz do niego ujebany: brudne ręce aż po łokcie, tłuste włosy, spocony, itd., itp. I mówisz do niego:

-Ojcze, przepraszam cię za to, że jestem brudny.

Ojciec na to:

-Wybaczam Ci synu, ale teraz idź się umyj. Tam jest prysznic!

-Nie, nie chcę. Wybacz mi, że jestem brudny…

-Synu, nie obchodzi mnie, że jesteś brudny. Kocham cię niezależnie od twojego stanu, ale idź się umyj, żebyś mógł siąść do stołu i zjeść obiad!

-Nie!

Drugi przykład:

Przychodzisz do ojca na obiad z różnymi chorobami skóry: świerzb, łuszczyca, kurzajki na rękach, krosty, różnego rodzaju rany, zapalenia, itd. Mówisz do niego:

-Ojcze, źle się trochę prowadziłem, przepraszam, przez to się zaraziłem i pokaleczyłem.

-Wybaczam Ci. Zresztą nie jestem wcale na Ciebie zły. Znam życie i wiem jak jest. Najważniejsze, że do mnie przyszedłeś. Ale teraz idź do jednego z moich lekarzy, dadzą Ci odpowiednie lekarstwa i zaraz będziesz zdrowy!

-Nie lubię twoich lekarzy! Wielu z nich jest złych i są bardziej chorzy ode mnie!

-To prawda, że wielu z nich jest w gorszym stanie od ciebie, wielu jest też w lepszym, ale nawet najgorszy z nich cię uleczy, bo Ja dałem mu lekarstwa!

-Nie pójdę, wybacz mi, że jestem chory…

Tak jak piszesz, że wiele osób robi rachunek sumienia, ale „gdzieś tam w duszy”. To bardzo dobrze. Trzeba Boga przeprosić samemu i oczywiście, że nam wybaczy. On zawsze wybacza i ośmielam się powiedzieć, że nasze grzechy go nie interesują, On od razu o nich zapomina, bo nas kocha. Ale żeby się z tych grzechów oczyścić, trzeba pójść do Spowiedzi. Właśnie tam nasza dusza zostaje oczyszczona, obmyta Jego krwią (sorry, nie jestem teologiem, ale tak to jakoś rozumiem). Nie idąc do spowiedzi nadal jesteśmy brudni. Mimo, że Bóg nam wybaczył. Przecież podobna sytuacja była na Ostatniej Wieczerzy. Piotr gdyby nie pozwolił Jezusowi się obmyć, niemiałby udziału w Jego Królestwie.

Czyli tak jak piszesz, bez spowiedzi nie jest się prawdziwym Katolikiem, nie można zasiąść do stołu, wieczerzy, czy uczty (Eucharystii). Po prostu nie jest się godnym, oczyszczonym.

Nie wiem czy dobrze piszę, czy źle, ale ja tak to rozumiem. Może przyda Ci się to kiedyś, żeby komuś wytłumaczyć, o co w tej spowiedzi chodzi…

Pozdrawiam

Rychu Z.