16.04.16 Astoria Bydgoszcz 71-87 Legia Warszawa (3 mecz PO kosza).

herbPiłkarze Legii grali z Lechem w piątek, a więc uwaga kibica Wojskowych mogła się w sobotni wieczór całkowicie skupić na walczących o awans koszykarzach. To byłoby dopiero wydarzenie na 100lecie, wszak Ekstraliga kosza to nie byle co! 16stego kwietnia CWKS grał w Bydgoszczy trzeci, decydujący w przypadku naszej wygranej mecz o awans do dalszej fazy Play Off – półfinałów. Zapowiadały się zatem sportowe emocje. Na trybunach Artego Areny (Artego to drużyna żeńska) można było spodziewać się młynka miejscowych kibiców, piknikowej, ale wiernej grupki fanów Astorii i ich flag na barierkach. Bilety kosztowały dyszkę. Była i wygrana Legii, i młynek, i flagi miejscowych.

Do oglądania meczu szykowałem się w wyśmienitym nastroju – pięknie Wojskowi wyszarpali to zwycięstwo przy Łazienkowskiej z Lechem. 1:0, ale po radości Prijovića czuło się, że wygrać ligę chcemy Asta-Legiawszyscy – nie tylko kibice. Pyry się spięły, ale po raz drugi w ostatnim czasie spięcie nie wystarczyło, po prostu są słabsi i czas zabrać im tytuł. Może meczyk nie był ciekawy jak wydarzenia na włoskiej scenie ultras w minionym tygodniu, ale mecze swoich „o coś” zawsze obserwuje się na odpowiednim ciśnieniu, „byle tylko – kurwa – strzelili i wygrali”. W sobotni wieczór było podobnie – byle rzucili swoje i zakończyli rywalizację z Astorią na trzech pojedynkach. Stawka również jest wysoka!

Pierwszą syrenę wyznaczono na 20:00. Na hali ok. 200-300 widzów. Astoria BydgoszczMiejscowi wieszają trzy flagi i zbierają się w kilkunastoosobowy młynek z bębnem. Wiele osób na hali ma barwy Astorii, widać też pojedyncze motywy Zawiszy. Pierwsza połowa była wyrównana i gospodarze schodzili z niej pełni wiary w odrobienie części strat. 3 kwarta rozpoczęła się jednak od prawdziwego wejścia smoka, a w ostatniej Legia ponownie rozbiła Bydgoszczan. Ostateczny wynik to wygrana gości w stosunku 87-71.

Mecz dobrze się oglądało, przez większość czasu był wyrównany. Miejscowe pikniki gotowały się na sędziów, którzy ich zdaniem sędziowali niezbyt dobrze. Fajny mecz rozgrywał najmniejszy zawodnik na boisku, obok Paszkiewicza rzecz jasna (to nie był jego wieczór…) – Karol Kutta (178 cm), który niski wzrost nadrabiał walecznością i ruchliwością. Ogólnie, dwudziestolatek był postacią. Po ostatniej syrenie miejscowi podziękowali swoim koszykarzom za zdobycie 6 miejsca, bowiem sezon dobiegł dla nich końca. W obozie warszawskim bez wielkiej eksplozji radości – wszak do pokonania są jeszcze dwaj rywale… Nie będzie łatwo. Emocje rosną… Legii kibicowało kilkanaście osób, które wyglądały na rodziny zawodników.

Przy okazji wspomniałem też sobie liczne wizyty na halach hokejowych – w Opolu, Gdańsku, Sosnowcu, podążając za hokejową Legią. Szkoda, naprawdę szkoda, że polski hokej jest taki, a nie inny – lubiłem to odbicie od wielkich meczów w stylu Legia-Lech w piłę. Przeczuwam jednak, że tak bogata historia prędzej, czy później się odbuduje. Tak jak odbudowuje się koszykarska potęga!

Łukasz Grower