13.05.16 Ogień. „I choć mocno wiał wiatr, on wciąż we mnie płonie”.

sXe crewMaj jest dla mnie szczególnym miesiącem. To w nim 9 lat temu (!) założyłem „Drogę Legionisty”, to w nim zerwałem z nałogami. Są to jedne z niewielu spraw, w których się nie ugiąłem, nie zachwiałem. Jeśli była przerwa w „DL” to tylko za sprawą ataków hakerskich, wyjazdu wakacyjnego, nadajemy od 9 lat! Abstynencja też trwa tyle czasu, ogień ani razu nie zgasł, mimo że były chwile, w których był malutkim płomyczkiem. Nie wypiłem ani łyka alkoholu, nie wziąłem ani bucha, nie wciągnąłem ani kreski, a były tak zwane sekundówki, w których było miło i się prosiło. Były chwile, w których wracałem myślami do miasta nocą, do tych wszystkich zakamarków, w które trzeźwy człowiek z czasem, wbrew obietnicom składanym samemu sobie, przestaje chodzić. Co mnie wtedy cofnęło z pokusy? Typowo straight edgowska obserwacja i doświadczenie – używki razem z pieniędzmi zniszczyły wszystko wokół mnie. I niszczą nadal. Nie chcę mieć nic wspólnego z katami narodu, a szczególnie rodziny. Alkohol nie zasługuje na szacunek.

Używki prawie zniszczyły mnie, rozbiły moją rodzinę. Pogrążyły pierwszych kumpli, łamały obietnice, wysuwały się na pierwszy plan i mąciły. Ludzie tracili głowy, padały słowa i wydarzały się rzeczy, po których nie można już było wrócić do stanu normalności. Mózgi się psuły, portfele chciały zapełniać, by konsumować to gówno.

W przeciwieństwie do śpiewaka z klipu niżej, nauczyłem się żyć na tym świecie na trzeźwo. Rzuciłem szlugi i zacząłem uprawiać sport, bez przerwy to będzie już 7-8 lat. Zacząłem chłonąć literaturę, dzięki której dowiedziałem się, że istnieje wielu ciekawych ludzi i wielu ma podobne problemy do moich.

Przez te 9 lat miałem wiele pretekstów do złamania się, zostawiała mnie kobieta, ja zostawiałem inną, rozbiła mi się rodzina, traciłem prace, żyłem na przysłowiowym worku ryżu w pożerającej trzymających się pewnych zasad stolicy. Pracowałem za grosze w gastronomii i kradłem stamtąd mięso, żeby w chacie coś do gara wrzucić.

Dziś jest znacznie lepiej i tak sobie myślę, że ogień jest mocny, bo nie wygasł, gdy wszystko sprzyjało powiedzeniu: „muszę się napić”. Nie mówcie „muszę się napić”, bo to często początek końca. Jeździłem cały czas na treningi – po każdym było lepiej. Wyznaczałem sobie kolejne zawody, do których musiałem trzymać dietę – to była wymówka, że nie muszę codziennie mieć wypasionego żarcia, tylko jechać na ryżu i mięsie.

Zawsze masz przynajmniej te dwie drogi, w które możesz skierować swoje myśli i ducha. Jestem dumny bracia i pamiętam, gdy kobieta trzaskała drzwiami ciągnąc za sobą bagaże, jak zostałem sam na wynajmowanym, pustym jak hasła KODu, pokoju – z ostatnimi złotówkami. Pójście po flaszkę degeneruje, walnięcie pięścią w podłogę, przy lecących łzach, hartuje – wyzwala tego słowiańskiego ducha, gdy musisz być wojownikiem. Wojownikiem o swoje życie.

Wiwat Maj! Będąc na swoim, z żoną i po treningach, wypiję za Maj kubek zimnej lemoniady.

ŁG

Ojciec mówił mi – masz w sobie ogień.
Nie pozwól synu by przegrał z nałogiem.
Los chciał mnie złamać, się nie ugiąłem.
I choć mocno wiał wiatr, on wciąż we mnie płonie.

Plomien