16.05.16 Tej nocy zmieniłem się w Tylera. Miałem podwójną koronę.

FCNocami pojawia się mój prywatny Tyler Durden. Przypomina Narratorowi, wchodzącemu w dorosłość (dokładnie trzydziestoletniemu, niczym bohater Palahniuka) kim chciałby być, czego zawsze pragnął. Tyler namawia mnie do spalenia wszystkiego, podłożenia dynamitu i do powrotu. Ma silne argumenty, wie co podstawić pod nos, by zachęcić Narratora. Wszak jest tym schowanym ideałem. Tyler namawiał niedawno Narratora by zaprosił Czerczesowa do „Fight Clubu”, ale Rusek – jak to Rusek – wybrnął z sytuacji. „Przeczekał Gdańsk”, podobnie jak przeczekali, ups, jego rodacy w kilku przykrych dla Polski sytuacjach. Niezbyt fajnie, ale „dla tych co trzeba” skutecznie. Tym razem było radośnie i CWKS Legia sięgnął po 12 tytuł w historii, a także po 18 Puchar. A to wszystko na stulecie klubu. Cierpię na bezsenność i – niczym Narratorowi książki z 1996 i filmu z 1999 roku – jawa miesza mi się ze snem. Byłem… no właśnie, kim ja nie byłem tej nocy, ho, ho! Niestety, jestem też koszykarzami Legii, którzy przegrali niedzielny mecz i wyrównali stan Play Offów na 2:2. Potem jest weselej.

Jestem zawiedzionym Piastem z Gliwic. 0:4 z Legią, teraz 0:1 z Lubinkami. Pofruwali nieco w Gliwicach, ale końcówka sezonu sprowadziła ich na ziemię – „chłopaki, dobre i drugie”. Założę się, że prędko się nie powtórzy, więc nie narzekaj „polski Leicesterze”.

Jestem skompromitowanym Lechem Poznań. Inaczej nie można nazwać oddania Mistrzostwa w taki sposób, tym bardziej, gdy przegrało się też Puchar w kolejnym, bezpośrednim pojedynku. Ale oni to przecież wiedzą.

Jestem Lechią, która znów spięła się i wygrała z Legią, ale jest poza wszystkim prócz szczytu jakim jest dla nich… sam udział w grupie Mistrzowskiej. Nie ma Mili na Euro, nie ma Lechii w Pucharach.

Jestem Górnikiem Zabrze, który cieszył się, że CWKS nie zostaje Mistrzem, a dziś płacze, bowiem czeka go ekscytująca eskapada po boiskach Chojnic. Zło – lubi upominać się, jest sadystą wciąż! Zło upomniało się o mnie, o Narratora, o Legionistów.

Jestem wreszcie Narratorem i Tylerem Durdenem, tak – tym samym, który na kartkach literatury i ekranach kin bił samego siebie po ryju. Jestem więc Legią, która potrafiła przegrać z Niecieczą, remisować z Ruchem. Jakoś wstałem. Ewentualne samobójstwo jest odłożone w czasie.

Nie wiem, co ja pieprzę i kim jestem. Jestem po prostu szczęśliwy po swojemu z Podwójnej Korony warszawskiego klubu! Tyler zamienia się w kolejne marzenie. Tyler jest Ligą Mistrzów.

ŁG

PS: „Fight Club” – thriller psychologiczny, 1999. „Legia Mistrz” – na faktach, 2016.

Podwojna korona GP