25.06.16 „First To Fight” po raz trzeci (Radom). „Robotnicza krew”!

Jakoś tak wyszło, że nie mogłem się zjawić na żadnej z poprzednich edycji FTF. Na szczęście okazja do nadrobienia zaległości trafiła się dość szybko, bo trzecia odsłona nacjonalistycznego turnieju sportów walki odbyła się zaledwie trzy miesiące po poprzedniej. Do tego w miarę bliska lokalizacja, nie można było tego przegapić. Żar lejący się z nieba od samego rana, nie zapowiadał przyjemnej podróży, ale summa summarum nie było aż tak źle. Na miejsce docieramy kilka minut przed dwunastą, ogarniamy wejściówki i wbijamy do środka. Niestety okazuje się, że klimatyzacja nie radzi sobie z 36ciostopniowymi upałami i na sali jest dosyć duszno, co trochę dziwi, bo organizatorzy wynajęli halę w nowoczesnym, profesjonalnym ośrodku.

Z lekkim opóźnieniem, trzecią edycję First To Fight rozpoczynają zawodnicy MMA. To była najmniej liczna grupa i już po chwili widzowie mogli oglądać walki w formule K-1, potem na zmianę z pojedynkami bokserskimi.

Sparingi były zróżnicowane, adekwatnie do poziomu zaawansowania poszczególnych grup, ale niezależnie od tego, nie można było narzekać na brak zaangażowania walczących i to jest najważniejsze. Nie obyło się bez urazów (skręcona noga) i polało się trochę krwi, głównie w walkach bokserskich.

Co do publiki to nie mam porównania do poprzednich edycji, ale wydaje mi się, że nie było źle. Oprócz osób niezrzeszonych, obecni byli nacjonaliści działający w oficjalnych organizacjach, m.in. Narodowe Odrodzenie Polski i Trzecia Droga. Na miejscu można było zakupić coś do czytania i patriotyczną odzież.

Hasło turnieju, miejsce i data były nieprzypadkowe – tego samego dnia, w 1976 r. doszło w Radomiu do protestów przeciwko komunistycznej władzy i starć z zomowcami, a taka forma uczczenia tych wydarzeń była jak najbardziej słuszna.

„Niestety” pod koniec zawodów, swój mecz o ćwierćfinał ME grali Polacy, co spowodowało „dezercję” części publiczności do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie transmitowane było to spotkanie. Ci, których football aż tak nie interesuje, oglądali dalej zmagania zawodników, mniej więcej do godziny 16ej, kiedy imprezę zakończono.

Reasumując, turniej uważam za udany, obyło się bez nagonki medialnej (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), a stróżów bezprawia reprezentowały tylko dwie zagubione dziewczynki, które nie odważyły się nawet na przestąpienie progu hali sportowej. Pozostaje tylko czekać (oby nie za długo) na kolejne wydarzenie spod znaku First To Fight!

                                                      Antyanarcho

DSC00149 DSC00169 DSC00221 DSC00251 DSC00271 DSC00305 DSC00307 DSC00321