5.07.16 RECENZJA: „Królewicz i minstrel” (Waldemar Łysiak, 2016).

Wiele razy zastanawiałem się na głos jaka będzie nowa powieść Łysiaka. Ostatnio zraził mnie swoimi, nawet jak na siebie, przesadnymi przepychankami z kim tylko się da i szczerze mówiąc zacząłem wątpić w to, że będę miał jeszcze przy jego książkach „tamto wrażenie”, co kiedyś. Tymczasem „mistrz dialogu” wrócił i pozamiatał. Czytałem recenzje, to szukanie minusów „dla sztuki”, ale „Królewicza i minstrela” (2016) czyta się po prostu bardzo dobrze. To powieść składająca się głównie z rozmów na średniowiecznym dworze. Jak to u Waldiego – seks, intrygi, korupcja, zawiść i kopanie dołków. I jak to u niego – drogie, ale piękne wydanie, wzbogacone ilustracjami – z kolorową wkładką włącznie.

Dialogi płynnie prowadzą nas przez ciekawą fabułę. Wkręcamy się w Krolewiczwielkie plany i intrygi, kiwając głową „na nie” podczas ujawniania przez Łysiaka kolejnych słabości ludzkich. Stare prawdy i powiedzonka autor umiejętnie wplata w rozmowy, odświeżając nam pamięć, by w życiu uważać na ludzkie hieny i różnego rodzaju pułapki.

Z takich dialogów można wyciągnąć wiele i nie jest ważne, że akcja dzieje się w Średniowieczu. Osobiście coraz bardziej lubię taki czas akcji, czy to w książce, czy w filmie – ma klimat, a brak współczesnych świecidełek nie rozprasza uwagi, pozwala skupić się na (mrocznym i tajemniczym) sednie. Średniowieczne intrygi żywcem przeniesione są przecież w czasy współczesne. Naprawdę nie obserwujemy za oknem wiele nowego poza postępem technicznym i uwspółcześnieniem politycznego kłamstwa.

263 strony bierze się „na raz” i tradycyjnie – z uśmiechem odkłada się na półkę, bo oto Twoja kolekcja książek została wzbogacona o kolejny ładny nie tylko dla umysłu, ale i dla oka okaz. Co tu dużo pisać… klasa. Nie mam wyrzutów, gdy wydaję na coś takiego ponad cztery dyszki.

I będę musiał wrócić do kilku książek Waldemara, których nie czytałem. Odświeżył mi się jego literacki geniusz – a nie mamy w Polsce wielu takich autorów.

ŁG