15/16.07.16 Festiwal Orle Gniazdo 4. Relacja i filmiki z pierwszego dnia.

mini fogTo już tradycja, że okres wakacyjny rozpoczyna największa w Polsce impreza muzyczna związana ze sceną tożsamościową. W tym roku, po raz pierwszy na Festiwalu Orle Gniazdo, wystąpili goście z Niemiec i Rosji, co pokazuje, że szowinizm nie był i nie jest tam mile widziany. Ale od początku. Tak samo jak w poprzednich latach postanawiamy do Kępy udać się autem, by wrócić do domu na noc. Pogoda nie rozpieszczała, ale na szczęście ulewne deszcze i wichury nie przeszkodziły w zorganizowaniu zaplecza imprezy i rozłożeniu ogromnego namiotu, w którym miały odbywać się koncerty. Na miejscu meldujemy się ok. 15ej, ogarniamy akredytację i czekamy na rozpoczęcie festiwalu. Jest chwila, żeby przywitać się i pogadać ze znajomymi itd.

Fotki z pierwszego dnia: LINK

W tym roku, na pierwszy ogień, poszła grupa Front H8. Chłopaki grają RAC w starym stylu, w tym covery klasyków sceny. Jak na pierwszy występ, dostali dobre wsparcie od publiczności.

Kolejny artysta to Bujak, jedyny reprezentujący hip-hop. Byłem ciekaw jak wypadnie, bo choć to nie mój styl muzyczny, to jego teksty sobie cenię. Szybko okazało się, że moją ciekawość nieprędko zaspokoję z powodu awarii zasilania. I niestety nie było to jedyne pechowe zdarzenie tego dnia. Po prawie trzech godzinach oczekiwania, prąd wreszcie popłynął i można było powitać debiutanta na FOG – Bujaka! Muzyka to rzecz gustu, ale nacjonalistyczny, pro-sportowy przekaz jak najbardziej godny popularyzowania. Pod sceną zgromadziło się nadspodziewanie dużo ludzi, widać, że hip-hop powoli przestaje być kojarzony wyłącznie z czarnymi slumsami w USA. Dla mnie to był jeden z najlepszych występów, i to nie tylko piątkowego wieczoru…

Kolejna na scenie zainstalowała się Pozytywka, zespół, który widziałem już kilkakrotnie, więc mniej więcej wiem na co ich stać. Swój występ rozpoczęli od akustycznych aranżacji i trzeba przyznać, że wyszło to bardzo klimatycznie. Potem przyszła kolej na ostrzejsze granie i zaczęły się problemy. Przez czasową obsówę nie było kiedy zgrać instrumentów, do tego dźwiękowiec nie stanął na wysokości zadania. W zasadzie żaden kawałek nie brzmiał tak jak powinien. Oczywiście nie było tu winy zespołu, takie rzeczy po prostu się zdarzają.

Pozostało mieć nadzieję, że następny występ obejdzie się bez niespodzianek, bo przyszła kolej na niewątpliwą gwiazdę tego wieczoru – Kategorie C! Wielu fanów ma nad Wisłą ta chuligańska grupa, co było widać po frekwencji, na moje oko 300 – 350 osób. Zespół prezentuje typowy, melodyjny niemiecki styl, bardzo dobrze wypadający na żywo. Tak było i tym razem, cały namiot śpiewał znane kawałki, do tego Hannes okazał się być znakomitym showmanem i nieźle rozbujał publiczność. Nie było żadnych zgrzytów z Polakami, nie było też (co wieściły różnej maści szmatławce) zbiorowego zamawiania pięciu piw. Wokalista komunikował się z publiką po angielsku, niemiecku i… po polsku. Tak, w swoim repertuarze miał sporo słówek w naszym języku. Było spore pogo, były na koniec bisy. Świetny występ, kto tego nie widział naprawdę ma czego żałować.

Po niemieckich chuliganach, na scenie pojawiła się Antonella. Pani w średnim wieku, znana z zespołu Klasse Kriminale, który raczej do ulubieńców nacjonalistów nie należy, ale jako, że to już przeszłość, nie ma co tego roztrząsać. Antonella wraz z kolegami, dała dobry występ, kilka osób nawet bawiło się nieźle pod sceną.

Na koniec został jeszcze zespół – niespodzianka, dla mnie bez szału, ale miłośnicy old schoolu byli zadowoleni.

Z powodu wcześniejszej awarii, wszystko skończyło się o świcie, a my wykończeni dniem pełnym wrażeń władowaliśmy się do samochodu i ile dała fabryka w starym golfie, pognaliśmy do domu odpocząć przed ciekawie zapowiadającą się sobotą…

O niej – jutro, bo padam na pysk.

                                                    Antyanarcho

Filmiki Antyanarcho. Bez szału, ale mają jedynie dać jakiś obraz imprezy.