16/17.07.16 Festiwal Orle Gniazdo 4. Relacja i filmiki z drugiego dnia.

FOG 4Cztery godziny snu musiały wystarczyć na regenerację po piątkowych wygibasach, bo już o 9ej uderzamy do wioski niedaleko Kępy, gdzie godzinę póżniej miał się odbyć Nacjonalistyczny Turniej Piłki Nożnej. Szybko odnajdujemy boisko, jednak oprócz kilku osób (Czechów, Słowaków? Sorry, nie chcę się pomylić) nie ma tam nikogo. Chwilę czekamy i zawijamy się do Kępy. Tam okazuje się, że jeszcze trwają zapisy chętnych do udziału w turnieju, ale po mniej więcej godzinie oczekiwania, wracamy z powrotem, tym razem, z racji niewielkiej odległości, pieszo. Trzeba tu zaznaczyć, że w tym samym czasie na głównym polu FOG, za sprawą stowarzyszenia Duma i Nowoczesność, można było postrzelać z wiatrówki i łuku, z czego sporo osób skorzystało.

Fotki z drugiego dnia: LINK

Krótka rozgrzewka i pierwsze drużyny zaczynają rywalizację. To wszystko obserwuje kilkadziesiąt osób, co i tak jest niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę godzinę zakończenia wczorajszej imprezy i niestety morze alkoholu jakie zostało przy tej okazji wypite. Sama miejscówka zawodów to idealne odzwierciedlenie hasła Against Modern Football, brakowało tylko Rzeżnika z portalu „Kartofliska.pl” he, he… Dla mnie fajny klimat. Prostujemy kości na trawie i śledzimy zmagania zawodników, wśród których rozpoznaję osoby walczące na tegorocznym First to Fight. Cały turniej był prowadzony bez zbędnej spiny, poziom i wynik nie miały wielkiego znaczenia, bardziej liczyło się zaangażowanie, czego nikomu nie można odmówić.

Około 14ej zawody się kończą i wracamy w okolice festiwalowego namiotu by coś zjeść. Brawa dla kucharza za bigos, naprawdę znakomity. Chwilę później zaczyna się pierwszy koncert brytyjskiej kapeli, której nazwa mi niestety umknęła i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. Skład ten sam co w przypadku Antonelli, tylko wokal inny. Stylowo to punk rock, nawet wygląd pasował. Zagrali dość dobrze, spodziewałem się jakiejś chały.

Po wyspiarzach mała przerwa, w trakcie której odbyły się walki wojów. Kilku śmiałków zapragnęło zmierzyć się z „profesjonalistami” i trzeba przyznać, dostali lekcję pokory. Cały czas można było zarejestrować się w bazie dawców szpiku, zbierano pieniądze na chore dziecko, był też pokaz pierwszej pomocy. Po pokazach na scenie pojawił się Sadko. Zagrał swój balladowy repertuar, w tym kilka dobrze znanych coverów, które wywołały żywiołową reakcję publiki. Byłem trochę sceptycznie nastawiony do tego występu, jednak muszę posypać głowę popiołem, gdyż Sadko dał radę! Warto odnotować jego słowa na temat słowiańskiej jedności: Kiedy Rosjanin na koncercie w Polsce, może zaśpiewać o bratobójczej wojnie na Ukrainie. Nic dodać, nic ująć!

Po tym udanym koncercie, na scenie pojawiły się dzieciaki biorące udział w konkursie plastycznym, za co zostały wyróżnione pamiątkowymi dyplomami.

Następnie na deski wkroczył Stalag i jak zwykle zaserwował ostrą, antykomercyjną łupankę. Wokalista ma specyficzne poczucie humoru, co tylko potwierdził żartobliwą dedykacją pewnego utworu he, he…

Następni w kolejce to Mucha i spółka, czyli GAN. W namiocie zrobiło się tłoczno, widać było, że będzie dobrze. I w rzeczy samej, najbardziej uzdolniona muzycznie rodzina (w większości :)) na polskiej scenie tożsamościowej, nie zawiodła. Poleciały stare dobre kawałki, te nowsze, i świetne covery. To był chyba najlepszy ich występ jaki widziałem.

Po nich głos dostali goście z Francji – In Memoriam. Taka lekka rockowa muza okraszona od czasu do czasu saksofonem, czy czymś podobnym, nie znam się. Na mnie nie zrobili dużego wrażenia, ale trochę ludzi przyszło ich zobaczyć.

Szybka zmiana i publiczność już wita All Bandits. Ta kapela zawsze przyciąga sporo ludzi i tym razem nie było inaczej (300-350 osób). Zagrali świetny koncert, na pewno jeden z najlepszych na tej edycji, mimo pewnych problemów (zerwana struna w gitarze).

No i wreszcie  przyszedł czas na występ, którego najbardziej byłem ciekaw, z racji zajebistego koncertu na poprzedniej edycji – Szwadron 97! Niesfornego basistę zastąpił KM z Pozytywki, co było sporym zaskoczeniem, ale oczywiście na plus. Chłopaki zagrali część utworów w wersji akustycznej, bardzo dobrze to wyszło. Ponownie większość zgromadzonych pod sceną bawiła się i śpiewała z zespołem. Najlepiej został przyjęty kawałek „Obrany cel”, dedykowany zmarłemu koledze Szwadronu:

Jeżeli chodzi o frekwencję to była chyba największa spośród wszystkich koncertów na FOG 4, jakieś 400-450 osób. Warto było to zobaczyć i posłuchać zajebistej muzy. Wiedziałem, że to co pokazali chłopaki z Ostrzeszowa, będzie ciężko przebić kolejnym wykonawcom i nie myliłem się.

Gesta Belica z Włoch nie pokazała nic szczególnego. Dość powiedzieć, że w połowie ich koncertu zawinąłem się trochę odpocząć do auta.

Wróciłem na gwiazdę wieczoru – Obłęd. Niestety pamiętając poprzednie występy, trochę zawiedli. Może miały na to wpływ problemy techniczne, może „kontuzja” Czerwonego (Ci co byli wiedzą o co kaman), nie wiem. Fakt faktem, że to ich najsłabszy występ jaki widziałem. Dodatkowo było już późno w nocy i publiczność wykruszała się z minuty na minutę.

My również, prawie podpierając się nosami ze zmęczenia, zakończyliśmy swoją tegoroczną przygodę z Festiwalem Orle Gniazdo. Niestety nie było dane nam zobaczyć występu Nordici, ale jak to mówią – co się odwlecze…

Czwarta edycja za nami, pozostaje dodać parę słów na koniec. W tym roku udało się organizatorom zadbać o atrakcje około muzyczne. Wreszcie ktoś bawiący się na trzeźwo (jak my) miał tu co robić przed koncertami! Mam na myśli zwłaszcza turniej piłki nożnej, to był strzał w dziesiątkę. Dobrze, że organizatorzy zaangażowali się w akcje prospołeczne (zbiórka pieniędzy, rejestracja dawców szpiku), widać, że to wszystko rozwija się w dobrym kierunku, oby tak dalej. Wielu obawiało się o pogodę, ale było nieźle, np. w porównaniu z drugą edycją, kiedy ludzie dosłownie smażyli się w namiocie i na zewnątrz. Zresztą przypuszczam, że frekwencja będzie największa jak do tej pory. Było widać sporo nowych twarzy, a w sobotę spóźnialscy musieli parkować auta daleko od miejsca koncertowego, bo już nie było gdzie.

Oczywiście pozostały minusy (pijaństwo), ale na to organizatorzy nie mają wpływu. Ja dalej kibicuję tej inicjatywie, uważam, że naprawdę warto tu być, zwłaszcza, jeśli lubisz dobrą muzę. Do zobaczenia na piątej edycji FOG!

                                                     Antyanarcho